kwasna | e-blogi.pl
PRZYNĘTA NA MOTYKĘ 2020-01-22

Rozlało się mleko, droga mleczna,
Potknęła się o kamień albo o głaz,
Skrajna jej psychika i niebajeczna,
Postępowała raczej jak żółw, płaz.

Milczenie kręgów w zaklinaniu minuty,
Niby obietnice przyjazdów, spotkania,
Lecz niesmaczne coś pustki, stare buty,
Na razie wciąż trwają wielkie poszukiwania.

Pozbierała pineski, ażeby się nie ukłuć,
Będzie dobrze, zawsze jest i musi,
Wiele poplątanych jak liany tutaj uczuć,
Nie inaczej, na motykę też się pokusi.


WESOŁA BABCIA I WTÓRUJĄCY DZIADEK 2020-01-22

Dziś babcia jest wesoła
I dziadek jej wtóruje,
Wnuczek był tu zgoła,
Czekolada mu smakuje.

Dziś babcia jest fajna
I dziadek też jest fajny,
Chwila miła i zwyczajna,
Moment trochę skrajny.

Inne lata babcia smutna
I dziadek jej wtórował,
Zapomnienie - chwila pokutna,
Wnuczek nie pamiętał.

Dziś babcia jest szczęśliwa
I dziadek też szczęśliwy,
Choć babcia bywa hałaśliwa,
To moment tak urokliwy.


ZAGRACONE PODWÓRKO 2020-01-22

Zagraciło się lękiem podwórko,
Trzeba dalej walczyć z wiatrakami,
Przez chwilę unosiła się jak piórko,
A teraz znów kamienie z wersami.

Utworzyła zapis jak w pamiętniku,
Szybko i prosto, linia niczym drut,
Zaraz biegiem do kąpieli i w ręczniku,
Jeszcze wyczyścić należy ładnie but.

Zagraciło się strachem podwórko,
Minęła kolejna chwila jak sekunda,
Trzeba zaufać intuicji i marmurkom,
Ten rok ma być jak wygrana runda.

Oddech przyspieszony jak na randce,
Ale randki nie ma i nie będzie,
Pogratulować Agnieszce i też Hance,
Radość pojawi się za chwilę wszędzie.


GOREJĄCA WIADOMOŚĆ I PROWENIENCJA 2020-01-21

Goreje wiadomość przywitaniem,
A ucieczki dzieją się jamnicze,
Następnie dialog przed wezwaniem,
A poszukiwania są jak stronnicze.

Tutaj nie powinno się narzekać,
Inny ojciec patelnią dałby w głowę,
Tutaj należy wdzięczność nawlekać,
A koraliki zamknąć w serca gablocie.

Później odezwać miała się słowem,
Na razie milczenie w potędze czasu,
Godziny namalowały się kolorowe,
A tęcze w deszczach i spod szałasu.

Goreje wiadomość przywitaniem,
Miło, bo adonis skończył kadencję,
Za pan brat z sytuacją, z szukaniem;
W tramwaju dokończyła proweniencję.


KONIEC ŚWIĘTA STAŁEGO KLIENTA 2020-01-21

Święto się skończyło z hukiem,
Stała klientka jak niewidzialna,
Kasa umarła, blisko z brukiem,
Więc klientka czekała i czekała...

Humorek nie dopisywał finezją,
Wczoraj to było wczoraj i tyle,
Klientka zderzyła się z amnezją,
Starszy pan - podrywacz, badyle.

Święto się skończyło z przytupem,
Stała klientka jak niewidzialna,
Lecz udało się, nie stała się trupem
I wydruk listu do świata zrobiła...


RYJEK SIĘ WYDARŁ 2020-01-21

W przeciąganiu lin ryjek nietoperza,
A to zapętlenie w pętli swych czasów,
Coś o niebyciu pedałem i że zmierza,
A przecież nie było słychać obcasów.

Co to ma za znaczenie, jeśli nicość
W dążeniu do zarywania maseczek?
Zbyt dużo strachów, jakaś to litość?
Postawię tu rodzinę całą kropeczek.

W przeciąganiu lin ryjek wieprzowy,
A to przecież nie w dresach jest sęk,
Warto zaopatrzyć się w gaz pieprzowy?
Troszkę strachu, niesmak, jeden stęk.


DZIEŃ DOBRY I DO WIDZENIA 2020-01-21

Dzień dobry i do widzenia,
Autografy złożone jak Picassa,
Punkt zależy od spojrzenia,
Wyrwała się spod tego lassa.

Dzień dobry i do widzenia,
Żadnej propozycji dla niej,
Do następnego posiedzenia,
Wcale nie lepiej i nie lżej.

Dzień dobry i do widzenia,
Autografy złożone jak prezydenta,
Za mało wciąż ma doświadczenia,
Powrót i znów jak pominięta.

Dzień dobry i do widzenia,
Następny raz będzie w marcu,
Notka dla faktu potwierdzenia,
Budowa cepa trwa w kwarcu.

Dzień dobry i do widzenia,
Nic poza tym, nic poza tym,
Już nawet żadnego powodzenia,
Człeku, radź sobie sam ze złym.


PUSTKA, POCZWARY I ZACHWYT 2020-01-21

Pustka w tym dzbanie,
Niepokoją te zawirowania,
Nie ma ciebie, kochanie,
Choć obietnic chyba tysiące...

Poczwary północy widnieją,
Sen może nadejdzie,
A reszta nie będzie zawieją,
Spojrzę świtem, słońce wzejdzie.

Pustka w tym dzbanie,
Lecz nie taka jak pełnia księżyca,
Będzie dobrze, kochanie,
Teraz już wszystko mnie zachwyca.


POŁOWICZNE PARAMETRY 2020-01-20

Załatwione parametry na pół,
Zapis rozjeżdża się czasem,
Zaczesanie włosów, czysty stół,
Beznadzieja idzie z hałasem.

Straszna cisza jak krzyk dwa,
Każdy obiecujący tak milczy,
Widocznie czas taki i jego mgła,
Wilk i tygrys - obaj są jak wilcy?

Załatwione parametry na pół,
Korona prawdziwa, ale to walka,
Chwila wspólnego tańca i dół,
Lecz ta, z krwi i kości jest lalka.

Obszerne kielichy poniedziałku,
Litr za litrem, witamina jabłka,
Utracjusze w stycznia rozdziałku,
Lecz wciąż na kolanach żabka.

Załatwione parametry na pół,
Bruzdy cyklonu i wulkanów też,
Rytmy zakłócone bąków i pszczół,
A zdziwiony wygląda także jeż.

Gromada bluzek i sukienek,
To koleżanki są wybory, nic nici,
Dźwięki niepokojące scenek,
To wylądowali na dachu kosmici.


KANKAN ŚWIATA I ŚWIĘTO STAŁEGO KLIENTA 2020-01-20

Świat tańczy kankana z rzeką,
A plamy ropy są nieszkodliwe?
Listy prawie są i sen pod powieką,
Czy te wyznania są prawdziwe?

Stała klientka, święto klientki,
Czy aby na pewno? Właśnie tak?
Pejzaż życia jak gepard w cętki,
Na razie wyspa i statku wrak.

Chciała nawet o pomoc prosić,
Lecz nieśmiałość to jej domena,
Na razie nie będzie tego głosić,
Częściowo spełniona ta scena.

Świat tańczy kankana z wiosną,
A wiosna między zimy wersami,
Rówieśnica znów mamą, rosną,
A ona w dziurze, tylko ze słowami.


BEZPAŃSKIE PSY CZASU 2020-01-20

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Pełznął przez miasto wąż zawiły,
To w szarości utkane były sny,
Kompozytor powitał ją tam miły.

Rewelacja w całokształcie ramy,
Taki obrazek: tory, blokowiska,
Usuwała gumką chwili stare plamy,
Wyszła w końcu z tego trzęsawiska.

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Karuzela życia w koło się okręca,
Adonis zagadał, poszedł w mgły,
A jej serce wolność sobie zawdzięcza.

Listy napisane starannie, z kaligrafią,
Teraz tylko szybkie drukowanie
I dokument podpisany ważną parafą,
Co ma być, to tylko się tak stanie.

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Furia już minęła jak ten czas cenny,
Swędzi, trzeba podrapać wredne pchły,
Przy nocy zdarza się - człek jest senny.

Nadzieja płynie żaglówką, pełny wiatr,
Uśmiech do rodzicieli, pomadka babki,
A sworznie i śruby ojca, niejeden siadł,
Ukłon żony brata w przelocie jej łapki.

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Raz się zdarzyło - stycznia kwiat,
Inne zasady tej samej, jednej gry,
Tygrys w przeszłości, ból już spadł.

A w słowie: dobranoc - noc i dobry,
Czas myśleć o uzyskaniu tytułu;
Człek człekiem, a Bolek to Chrobry,
Koniec płaczu, koniec gliny i mułu.


STOP DLA ŁAMANIA GRANIC 2020-01-19

Kolejne listy wysyłane w dal siną,
Kolejne s.o.s., a nawet nie to...
Czasem krztusi się własną śliną,
Ale każdy chce żyć, wybija już sto...

Granica wytrzymałości, dalej stop,
Koniec bluźnierstw z ust ropiejących,
Jest jaka jest, ale ma dobry trop;
Lód ostateczny z gór topniejących...

Kolejne listy wysyłane w dal brązową,
Kolejne s.o.s., a nawet nie to...
Miłość rodzicieli miłością tak wartościową,
Młodość sprowadziła statek na dno...

Granica wytrzymałości, dalej stop,
Koniec przebijania włócznią na wylot,
Czas na porządki, w dłoni już mop,
Starym samolotem idealny to przelot...

Kolejne listy wysyłane w dal srebrną,
Kolejne s.o.s., a nawet nie to...
Wybrała łódkę biedną z iskrą średnią,
Patrzysz na nią, a ona jest mgłą...

Granica wytrzymałości, dalej stop,
Nie znając genezy, nie wytykaj palcem,
Umarły telegramy, lecz dalej hop,
Nie bądź agresji robalem czy padalcem.


MÓWIĄ I MÓWIĄ 2020-01-19

Mówią: jesteś jak czarownica,
Lecisz na miotle w przestworza,
Mówią: jesteś jak ladacznica,
Rozkładasz nogi, istoto nieboża.

Mówią: jesteś jak darmozjad,
Zżerasz cudzy chleb, krwawicę,
Mówią: złe ziarno, zła to ślad,
Ukamienować tę bezbożnicę.

Mówią: jesteś księżniczką głupią,
Paluszki boisz się pobrudzić,
Mówią: jesteś jak kością trupią,
Przestań się już tak łudzić.

Mówią: przestań śnić na jawie,
Bezsensowna marzycielko,
Mówią: nie bądź naiwna w zabawie,
Ty wielka oskarżycielko.

Mówią: tyś fajna, a z której strony?
Gruba jesteś jak beczka i brzydka,
Mówią: nasze wspaniałe są kokony,
A ty spadaj z tej planety, boś cipka.

Mówią: z taką buzią chcesz do ludzi?
Nie dla ciebie ta kiełbasa jest przecie,
Mówią: spieprzaj dziadu; obłęd to budzi;
Nie tędy droga, ale co ona tam plecie?


NO CÓŻ? NO JUŻ. TAKI KLIMAT 2020-01-19

To, co mówi, co wypowiada,
Przenika w nicość, w otchłań,
Bo adonis już zaraz spada,
Może to smak lepszy dań...

No cóż, nikt nie jest bez win,
A jeśli ktoś jest, daje kamieniem,
Coraz mniej zostaje godzin,
Serce pragnie żyć, jest skamleniem...

To, co czuje, co ją gniecie,
Przenika w nicość, w otchłań,
Nikt nie podał ręki kobiecie;
Raz pomyłka i już jak drań?

No cóż, świat nie ma litości,
A słabeusze niech spadają w kąt?
No cóż, dążyła do miłości,
A teraz płynie samotnie pod prąd...


OTRZĄSANIE PIÓR 2020-01-19

Zaciśnięto pętlę niezrozumienia,
Wiadomo, że każdy ma samotność,
Lecz kobiecie potrzeba ramienia,
A nie tylko z łez cała markotność.

Ale to nic, bezkresy w dzbanach,
Jedni powiedzą to, a drudzy to...
Zawsze wir żyje w ludzkich planach,
Wydostaną wrak, co opadł na dno...

Niezrozumienie jakby kopniakiem,
Lecz sytuacja wskazała dobry kierunek,
Teraz już wstanie, nie jest robakiem;
Wypiła lekarstwo życia i z niego trunek...

To już czas otrząsnąć pióra z szarości,
Wróble wreszcie pofruną w dal,
Zamkną się bramy niespełnionych miłości,
Zaczyna się wyjątkowy dla niej bal.


CÓŻ, GDY RADY BRAK 2020-01-18

Do życia podrywać chce  ludzi,
Lecz ludzie jak te posągi nieme,
Więc nicość samoistnie się budzi,
Nie da się wygrać z tym systemem?

I lepiej by się żyło o niebo,
A tak siedzi się na dupie i nic,
Jedynie złudzeń napis kredą,
Do tej pory zawsze wielki pic.

Do życia podrywać chce ludzi
I samą również, być latawcem,
Lecz niechęć zapał jej studzi,
Tylko się napić melisy z dziurawcem.


BÓLE STRAPIENIOWE 2020-01-15

Bóle wyszły, ropienie głowy,
Znów nic, choć są starania,
Ponowne milczenie połowy,
By było na tyle z kochania.

A i chleb stał się kamienny,
Sąsiad niczym wilkołak,
Stan smutny, stan niezmienny,
W gardle utknął jej kłak.

Głazy przy drodze szarzeją,
Ale nic, to zawsze wielkie nic,
Może ziarna jeszcze się zasieją,
A obietnica znów jak na wodę pic.

Bóle wyszły, głowa zdrowieje,
Dziś nic, ale jutro może coś,
Może słońce zaświeci i się zadzieje,
Może w końcu doceni ją ktoś.


LIST Z KOSZYKA 2020-01-15

Zaniosła w koszyku nadziei
List do pani prezes wysokiej,
Oddać, oddała, ciąg zawiei,
Nadal w plamie czarnookiej.

Zaniosła w koszyku nadziei
List do pani prezes modnej,
Lecz pani prezes w mierzei,
Dyplomacja w pozie wygodnej.

Zaniosła w koszyku wierzenia
List do pani prezes decyzyjnej,
A pani ta: kontakt i do widzenia;
Nie ma radości finezyjnej.

Zaniosła w koszyku starania
List do pani prezes kulturalnej,
Ładne słowa do zareklamowania,
Lecz wielkie nic jest załatwione.

Zaniosła w koszyku pragnienia
List o stałą pracę w pobliżu,
Lecz nie aplikacja z ogłoszenia,
Beznadzieja znów w negliżu.


BĘDZIE WSKRZESZENIE? 2020-01-15

Odnawia się tajemnicą słowa,
Obietnica przyjazdu w tym roku,
Ożywiona trochę jest jej głowa,
Lecz kiedyś też przyjazd w toku.

Do tej pory była nicość jak morze,
Wielkie wyznania były i achy,
Teraz też, lecz może miłości zorze?
Choć nadal niestabilne są dachy.

Odnawia się nową obietnicą swą,
Że chęć spotkania, że chęć miłości,
Lecz żeby znów nie otulić się mgłą,
Żeby znów nie gruchnęły im kości.

Do tej pory była nicość jak ocean,
Wielkie wyznania były i ochy,
Lecz na razie Polska, nie Orlean,
Wskrzeszą się miłości tej prochy?


DAR PONIEDZIAŁKU 2020-01-14

Hymny wzniosłe, leciały ptaki,
Poniedziałek dał magii kosz,
O zachodzie słońca ślimaki,
Przymus, by zarobić już grosz.

Niebo jak modelka najlepsza,
Sklepienie to cudowne, achy,
Nie wracajmy w tło, to sekcja,
Potęgą chwaliły się nam dachy.

I cudowność wylewała się tak,
Aż dzban radością się wypełnił,
Tylko smutki sprowadza wrak,
Chęć, by los dobry się spełnił.

Skafandry bytowania, już druga,
Wspomnienie tańca wspólnego,
Ubieramy już sen, chwila długa,
Dar poniedziałku, nie ma lepszego.


ALERGIE, LISTY, CHĘCI ROZMÓW I RZEŹBA 2020-01-14

Alergiczne bestie, powroty jak trucizna,
Od dziwnych zachowań formułowanie,
A w oddali jak wilk skrada się mężczyzna;
Na zakręcie wspomnień chęć na gadanie.

Gadanie o nich, o nas, o was gadanie,
Przywitanie chyba włoskie, brak orzecha,
Lecz kilometry mają swoje zaprzestanie,
A to już naprawdę trzeba mieć tu pecha.

I wywinął się wąż brunatny, i zastygł tak,
To rzeźba albo arcydzieło sztuki wstęgi,
Bez nazwy, ale z własnym losem i pakt,
Pod nią i za nią słowa pomknęły przysięgi.

Odrzucenie balastu tej alergii, usta nieme,
Ale cóż powiadać na niepowiadanie słów?
Karmić trzeba się chlebem, być systemem,
A nazajutrz formalina użyta wprost snów.

Takie tam prawdy, takie tam kłamstwa,
Dwa listy znów wysłane morzem internetu,
Istnieje dobro, istnieje A, B, C chamstwa;
Ku pieśni słonecznego użyć należy floretu.

A na podkreślenie wersów użyto balsamów,
Dusza z sercem śpiewają, bo tutaj żyją;
Nadzieja utalentowana siada do fortepianów,
Grają myśli, grają minuty, koronkę szyją.


UZUPEŁNIANIE ZAPASÓW I OCHRONIARZ 2020-01-14

Pomknęła niczym rakieta,
Uzupełniła w drogerii zapasy,
Ochrona i blond-włosa ta kobieta,
Chodzili razem do jednej klasy.

Chciała do niego zagadać,
Lecz on jak żołnierz na służbie,
Poszła więc dalej, trzeba zbadać,
Czy kolega uległ cygańskiej wróżbie.

Pomknęła niczym rakieta,
Uzupełniła w drogerii zapasy,
Powrót do domu, jedna skarpeta;
Czy ochroniarz pamięta tamte czasy?


LIŚCIE NA OSTROWIE TUMSKIM 2020-01-14

Schwytane w garść liście chwili,
Za drzewami jaz katedralny,
We włosach zimy wróbel kwili,
Spacer odkryciem oryginalny.

Dawniej odbywały się szkolenia,
Archidiecezja jak dom pierwszy,
Powróciły pod rzeźbą wspomnienia,
A dziś chleb pozostał czerstwy.

Schwytane w garść liście chwili,
Katedra jak dumna pani i potężna,
W zaułku znaleźli się i zgubili,
Pozostała twierdza jak mosiężna.

Dawniej odbywało się zwiedzanie,
Muzeum było pełne ciekawości,
A dziś hydrant i jego zastyganie,
Lecz dusza wiła się ku wysokości.

Schwytane w garść liście chwili,
Pan starszy i jego pies jak przyjaciel,
Rycerza skrzydła, w XIX w. się bronili,
A dziś gazeciarz nie ma na chleb.

Dawniej odbywało się spacerowanie,
Zakochane pary, papieże w tle,
Dziś także spacer, lecz wspominanie,
Powrót z uśmiechem, usunięto mgłę.


STAN PRZEBUDZENIOWY I ORKIESTRA 2020-01-12

Przebudzić się po prostu
To jednak stan jak głaz,
Czasem chęć: skok z mostu,
Lecz dziś gra orkiestra dobra.

Żeby tylko mordu nie było,
Rok minął od okrucieństwa,
Żeby tylko dobro się ziściło,
Żeby nie było męczeństwa.

Przebudzić się ot tak
To jednak stan jak sen,
Lecz dziś ciepła nie brak,
Pomaga każdy, co tu i hen.


SERDUSZKO ZA ZAKUPY 2020-01-12

Za zakupy drobne jak kapuśniak
Serduszko otrzymała czerwone,
Teraz bije bardzo mocno i głośno,
Dzieci chore będą całkiem wyleczone.

Za zakupy drobne jak mżawka
Serduszko otrzymała czerwone,
Dobro jest wspaniałe, migawka,
W finale dobre serca będą rozliczone.

Za zakupy drobne jak maczek
Serduszko otrzymała czerwone,
Kasjerka z uśmiechem jak robaczek,
Takie chwile godne i podkreślone.


SPACER WZDŁUŻ PŁOTU MINIONEGO 2020-01-12

Wzdłuż płotu dawnych wydarzeń
Szła równym krokiem, z uśmiechem:
Ojciec odebrał ją z pksu, zdarzeń
Podobnych było więcej, z grzechem.

Dziś świecą kolorowe gwiazdy tam,
Betonowe powstają bloki i biura;
Dziś duch dawnego pozostaje sam,
Nad głową samolot w chmurach.

Wzdłuż płotu dawnych wzruszeń
Szła energicznie, z wielką miłością;
Chłopak całował, czas poruszeń
I jechała z dworca doń z radością.

Dziś choiny złote jak panny na balu,
Inne momenty, a suknie za witryną;
Dziś jeszcze trochę ma w sobie żalu,
Idzie i staje się silniejszą dziewczyną.

Wzdłuż płotu dawnych marzeń, nadziei
Szła jak wykwintna dama, szczęśliwa;
Nad głową litera szarości, litera zawiei,
Lecz poczuła radość, a ulica hałaśliwa.

Dziś złote atramenty odkreśliły kreską
Minione spojrzenia z lotu ptaka i inne;
Młoda kobieta odzyskała rękawiczkę,
Dobry dziś uczynek, siły niczym zwinne.

Wzdłuż płotu dawnych pragnień i chwil
Szła jak dystyngowana pani w okazałości;
Pozdrowienia z miasta, wiele tych mil,
Było i minęło, nie ma już dawnych zaszłości.

Dziś złote gwiazdy na zielonym niebie,
Uśmiech niczym banan, pamięć o powstańcach;
Dziś wybacza, odnajduje w ciszy siebie,
Nie ma mowy więcej o metalowych kagańcach.


ZAGADNIENIE NIEZROBIENIA 2020-01-12

Zagadnienie niezrobienia listu,
A motywacja jak syn pierworodny;
Czas wydał swoje nakazy ze świstu,
Taki system biegu nawet modny.

Ambicja niczym Himalajów szczyty,
Lecz zegar inne wskazał godziny,
Rdza się wkradła, zatem zgrzyty,
Zmieniły się plany tej dziewczyny.

Zagadnienia niezrobienia wykazu,
A motywacja jak córka pierworodna;
Palec samoistny dodaje nakazu,
Wola dziewczyny musi być zgodna.

Rzeczywistość jak upiór z zamku,
Trzeba i koniec, trzeba i kropka,
Jutro nadchodzi, już na krużganku,
Żeby znów nie wyszła jakaś szopka.


BEZKRESY 2020-01-12

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach wysp i kontynentów
Spijanie nektaru samotności...

Bo nawet znajdując się w tłumie,
Jesteś palcem u jednej dłoni,
Bracia są nieliczni, pojedynczy...

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach wspomnień i chwil
Statki płyną napędzane myślą...

Bo nawet znajdując się w mieście,
Jesteś osiką przy drodze,
Drżysz w deszczu, drżysz jak liść...

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach planety i kosmosu
Rozpościerasz skrzydła w locie...

Bo nawet znajdując się w więzieniu,
Jesteś tylko swój, wolny jak ptak,
A tego pierwiastka nikt ci nie zabierze...

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach gzymsów i marmurów
Możesz odzyskać jeszcze twarz...

Bo nawet znajdując się wśród kamieni,
Jesteś kroplą, co drąży skałę,
Przesmyk nieduży, ale da się przejść...


PIJANYM PLĄSEM DO OAZY 2020-01-11

Już pijane te toasty,
Toasty za zdrowie i blask;
Gdzieś tam w tle balasty,
Lecz na sercu jest kask.

Piorunem nocy nazywanie,
A kamienie jak piórka;
Gdzieś tam w tle kochanie,
Lecz czas odejść od biurka.

Już pijane te pląsy,
Pląsy niczym węża i wstęgi;
Gdzieś tam w tle wąsy,
Lecz los dobry tego włóczęgi.

Piorunem dnia czyszczenie,
A głazy jak chmurki;
Gdzieś tam w tle spełnienie,
Lecz do pokonania górki.

Już pijane te oddechy,
Oddechy życie oznaczające;
Krew w kielichu za grzechy,
Lecz nowe są tak uwłaczające.

Piorunem bytu rozmyślanie,
A chwila jak zdjęcie w albumie;
Gdzieś tam w tle uwalnianie,
Serce znajdzie serce w tłumie.


LISTY ZE ZNAKIEM 2020-01-11

Listy wysłane ze znakiem "ot tak",
Może będzie odezwa albo i nie;
Orzeczenia o niepełnosprawności brak,
Bycie człowiekiem, a to chyba źle.

Listy wysłane ze znakiem "a może",
Morze szerokie i głębokie, zaśmiecone;
Więcej niż 26 wiosen na tym dworze,
A zatem blaski jak księżyce zaćmione.

Listy wysłane ze znakiem "a nuż, widelec",
Może nakarmione będą już gardziele;
Omijanie wzrokiem, szary to jest wisielec,
Modły na kolanach zawsze w niedziele.

Listy wysłane ze znakiem "kiedyś się uda",
Nadzieja zawsze umiera jako ostatnia;
Trzeba wierzyć w siłę, trzeba wierzyć w cuda;
Zostawiam płaszcz, tutaj jest szatnia.


O ARCHIWIŚCIE 2020-01-11

Archiwista rozwiązuje sprawy,
Nie dla hecy, nie dla zabawy,
A jedynie dla sprawiedliwości
I dla ofiar ludzkiej brutalności.

Pierwsza odsłona tego teatru,
Sześcioro oczu i błysk ekranu,
Ciekawość w powiewach wiatru,
Coś inaczej niż według planu.

Archiwista rozwiązuje sprawy,
Choć munduru brak i obawy,
A jedynie wynik w minut pięć,
Pan szeryf złośliwą ma chęć.

Pierwsza odsłona tej sztuki,
Sześcioro oczu jak w hipnozie,
Ciekawość włożona w wydruki,
Raz pod wozem, raz na wozie.


OGOŁOCENIE 2020-01-11

Ogołocone myśli jak drzewa z liści,
Potępienia godne i niegodne sny,
Widziałam ludzi, oni jak ewangeliści,
W momencie tym nasze są ćmy...

Ogołocone kieszenie z miedziaków,
A dziś przecież platynowe karty,
Szłam pośród pól, tłum pędraków,
Lecz każdy człek jest czegoś warty.

Ogołocone kartki jak spiżarnie,
Zapis kołysze się jak statek tutaj,
Gwiazdy zgasły, zapalone latarnie,
Do następnych drzwi też zastukaj...

Ogołocone serca z cierni i plam,
Nie płaczą niebiosa, ustały chwilą,
Na morzu dżentelmenów i dam,
Pozwalam frunąć w dal motylom...

Ogołocone cisze słowem żebraka,
A świat krzyczy - silikonowe usta,
Niech rodak szanuje swego rodaka;
Poezją bolesną widna biała chusta...


ŻARCIK PIĄTKU 2020-01-11

Zaskoczył w całej krasie piątek,
Listy niewysłane, firana czysta,
Zadrżała osika na inny wątek
I trwała pogoda nam dżdżysta.

Choinka położyła się do snu,
Pękła jej noga, a to plastik,
Rozebrana już, brakło aż tchu;
Strzał w dziesiątkę, fantastik.

Zaskoczył w całej krasie piątek,
Na dywanie brokat jak diamenty,
Z hukiem weekendu to początek,
A listy dwa jak domu fundamenty.

Cały plan diabli wzięli, inny los,
Taki figiel, taki dowcip, taki żart,
Lecz nie spłonął do końca stos
I taki piątek więcej jest tu wart.


CZĘSTY OŁÓW 2020-01-10

Oczy jak z ołowiu, szare to tło,
Te oczy płaczą kroplą ze śniegu,
Świat oblekł się jak kołdrą mgłą,
Już trzeba być gotowym do biegu.

Często mamy teraz te szarości,
Ukryć się jej nie da za domami,
Sercem wieczna droga ku radości,
A tutaj co jest? Tak między nami?

Oczy jak z ołowiu, bez firany mrok,
Te oczy płaczą kroplą ze śniegu,
Świat jakby jeszcze spał, mój krok,
Już trzeba być gotowym do biegu.

Często mamy teraz te szarości,
Ukryć się jej nie da za drzewami,
Z nadzieją droga też ku miłości,
A tutaj co jest? Stan między wersami.


SZUFLADA PÓŁNOCY 2020-01-10

Północ i te jego sprawy,
Zegary niczym roboty,
Koniec czwartku i lawy,
Nie ma czasu na głupoty.

Minione jak Minionki,
Zakamarki kropek, kresek;
Kiedyś żyły też stonki,
A teraz gwoździe do desek.

Północ i te jego głazy,
Zrzucam balast z balonu;
Nie wiem, które już razy,
Odraczanie swego zgonu.

Minione jak dzieje dawne,
Zakamarki duszy, serca;
Z tej strony mało zabawne,
Iż wiertło życia przewierca.

Północ i te jego pięści,
Walnąć w blat to mało;
Rozbiórka już na części,
Brudy by się wnet wyprało.

Minione jak obietnice,
Zakamarki bolesnych spraw;
Umarły dawno dziewice,
Teraz każdy płynie wpław.

Północ i te jego znużenie,
Barykada i wodospady;
Sen dobry - jedyne zbawienie,
A rano znów ruch do szpady.

Minione jak chwile cenne,
Drżą nadzieje, damy radę;
Chleb - życzenie codzienne;
Północ zamyka swą szufladę.


TRAMWAJ Z BYLE JAKĄ NUMERACJĄ 2020-01-10

Wsiadła do tramwaju byle jak,
Byle jaka była też jego numeracja,
Nie padało łzami, mokry pakt,
Rozszalała się tłumów ekscytacja.

Zakochana w Grzesiu blondyneczka,
Nieznajoma pani i śledzie w słoju,
Zaczęło padać, średnia ta wycieczka,
Zależy od świeczki i wosku w pokroju.

Wsiadła do tramwaju byle jak,
Byle jaka była też jego numeracja,
Zmokły kury i koguty, a to szlag!
Rozpędzone rakiety i czasu fiksacja.

A przy drodze samotności głaz,
Bez ronienia łez, kałuże jak morza,
Uciskany jest pasem biedy płaz,
Lecz zajaśnieje jeszcze dlań zorza.

Wsiadła do tramwaju byle jak,
Byle jaka była też jego numeracja,
W gardle smutek stanął jak kłak,
Lecz nie można się poddać - racja.

A na zakończenie sinusoida biała,
Czasem pouczenia jak profesorów,
Osika do snów uderzyła, zadrżała,
Koniec złego, koniec tych terrorów!


PEJZAŻ PUPY 2020-01-10

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jest Jasia.
Dobry smak pomidorowej zupy,
On-line była też jedna Kasia.

Potem jakby trzask zapałki,
Ropiały krosty bezrobotne,
Lecz nie uroniły łez patrzałki,
Wystarczą ulice tak wilgotne.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jest blada.
Ojciec nie pomoże, brak lupy,
Lecz załamać się tu nie wypada.

Potem jakby grom z nieba,
Dyskusje o strzelaniu i mordzie;
Jedyne, co chce, to chleba,
A reszta odbywa się w Oxfordzie.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych lister jest pupą.
Bliźniacza dusza też ma strupy,
Lecz silną w pojedynkę są grupą.

Potem jakby mobilizacja jej sił,
Dookoła zamęt i ciernie w krzewach;
Wąż uparty, bez ustanku się wił
I o wizji skarbu żywego chór śpiewa.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jest ciałem.
Wyłonił się adonis z cichej trupy,
Ty milczysz, przywitać się chciałem.

Potem jakby wyznanie w spowiedzi,
A on wyjeżdża w dal i też w góry;
A w niej znajomy głaz tkwi i siedzi,
Cierń głodowy, jej niebo ma chmury.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jak półksiężyce.
Produkcję przeprowadza kupy;
Nadzieję w przesłaniu dają tu ulice.

Potem jakby czas dla zapomnienia,
Marmurowe posągi w sercach tęgie;
Miło zaznać przyjacielskiego ramienia,
Rozwijają dusze siły kolorową wstęgę.


NIE MA TO JAK ADONISOWE OBIETNICE 2020-01-09

Mówił adonis, że rozumie,
A potem ubrał milczenie...

Widziałam pustkę w tłumie,
A potem było więzienie...

Mówił adonis, że poważnie,
A potem konspekt inny...

Postępowałam też odważnie,
A potem wybór był winny...

Mówił adonis, że nie jest łasy,
A potem niech się martwi...

Ubolewam, jak tragedia czasy,
A potem jak glony wargi...

Mówił adonis, że on jest inny,
A potem na pięcie zwyczajnie...

Cóż? Parapet zawsze słynny,
A potem też będzie fajnie...


SAMOTNA W SWEJ WALCE 2020-01-09

Samotna na placu boju,
To palec jak wskazujący,
Listy tkane z nici znoju,
Lecz brak odezwy dołujący.

Samotna na losu drodze,
To palec jak środkowy,
Jak jest ok, to przy nodze,
A jak źle, to świst podkowy.

Samotna pośrodku miasta,
To palec jak kciuk w dół,
Od dziś dieta, zero już ciasta,
Pusty uczynił się też stół.

Samotna pośrodku nicości,
To cała dłoń jak pięść mocna,
Nijaki styl, łamane są kości,
Lecz nadejdzie chwila owocna.


WSZYSTKO RAZEM 2020-01-09

Szanse, nadzieje, starania,
Środa odeszła do lamusa,
Małe wkradły się skłamania,
To już sen daje nocy całusa.

Byty i niebyty, groźby wojny,
Strach zrobił oczy, złe rzeczy,
Człek w dobro winien być hojny,
Lecz natura dzika temu przeczy.

Szanse, nadzieje, starania,
Może to środa zbyt wybredna?
Czas powinien być zakwitania,
Lecz na razie istota biedna.

Byty i niebyty, chaos życiowy,
Głodne brzuchy i złote korony,
Lecz nadzieja na los kolorowy,
Chwile w cztery świata strony.


KOLEŻANKI NA KAWIE 2020-01-09

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Wydały ponad dwadzieścia złotych,
Rozmowę miały, miały zabawę,
Dzwonił do jednej facet z gabloty.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Wymiana upominków na święta,
Sikorka głodna wrażeń w oprawę,
Frytki znad morza każda pamięta.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Wymieniły ze sobą zdań trochę,
Selfie też powstało, ciało chropawe,
Babcine ciuchy, strzał grochem.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Przesyłka z oddali przekazana,
Cukiereczki, przekładki w lawę,
Taka to historia była spotkania.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Nogi jak kołki po spacerze w galerii,
Krople do nosa załatwiły sprawę,
Dziewiętnasta - ładowanie baterii.


ADONIS I KOLEŻANKA 2020-01-09

Ułożyły się w stos zdania i kropki,
Pisał adonis wielkie słowa o chęci,
Nie dorozumiała go i wyszły szopki,
A poza tym karuzela się wciąż kręci.

Ale dla niej ważniejsza sprawa jest,
To chleb powszedni, nie każdy ma,
Dziś rozgrzewka, a jutro ważny test,
Tak kręci się wokół słońca ta Ziemia.

Ułożyły się w chaos zdania i przecinki,
Pisał adonis, że sam nie wie jeszcze,
A to w herbacie z cytryną są witaminki,
Możliwość kawy z koleżanką i dreszcze.

Ale dla niej ważniejsza sprawa jest,
To dach nad głową, nie każdy ma,
Dziś początek, a jutro wielki już test,
Tak kręci się wokół słońca ta Ziemia.


WSZYSCY CHCĄ ŻYĆ I TO SZCZĘŚLIWIE 2020-01-08

Szaruga znów za oknem ma bal,
Ona serca zmęczone przygnębia,
Groźba wybuchu wojny idzie w dal,
Zło w zło naocznie nam się zazębia.

Wszyscy chcą żyć pełnią życia,
A nie znów nakładanie cierpienia,
Jeszcze tyle byłoby do odkrycia,
Lecz to diabeł świat stawia do cienia.

Szaruga znów za oknem ma bal,
Ona przygniata jak głazy zmrożone,
Sekretarka automat miała szal,
Środa taka - punkty planu odhaczone.

Wszyscy chcą żyć i jeść chleb,
A nie głodować i moknąć na ulicy;
Dlaczego więc wali się człeka w łeb
I dlaczego ludzie są jak ci dzicy?


SKAMIELINY I NIE TYLKO 2020-01-07

Skamielina ciszy, gruzowisko,
Błękitne rysy serca jak posągi,
Krwawiło serce, nowe obozowisko,
Jadą w dal szczęścia to pociągi.

I nie zatrzyma ich nikt ani nic,
Niestraszna już cisza i granaty,
Na sztaludze życia piękna szkic,
Pokroiłam w paseczki już bataty.

Skamielina błysków, gwiazda,
Rzeczy małe, lecz najpiękniejsze,
Sromotny muchomor i jazda,
Teraz już tylko chwile najjaśniejsze.

I już nie może ciemnieć niebo,
Bo reflektory działają bez zarzutu,
Dać życie drzewom i glebom,
Usunąć z płuc pyły i ziarna śrutu.

Skamielina świętości, królów moc,
Za prawdę starań dziedzictwo jest,
Ojciec poszarzał szarugą, jak kloc,
Dobre serce na dłoni i losu też test.

I już nagromadzają się platformy,
Skaczą jak kangury, martwe widoki,
Ruszamy, rzeczywiste są te reformy,
Niczym żółwie stawiam swoje kroki.

Skamielina zasad w dobrych murach,
Zasadziłam ziarno nadziei w glebie,
Nicość skrywa się w czerni chmurach,
A w snach wolności galopuje źrebię.

I już gwiazdy migoczą, otarły swe łzy,
To nic, że milczał jak zaklęty krąg,
Do kwiatów motyle, do światła to ćmy,
Wypływa na szerokie wody jej pstrąg.

Skamielina umęczonych gruszek,
Już spadają jabłka obok jabłoni,
Przeczesany włos, zawartość puszek,
Sen, a to budzik na alarm dzwoni.

I już ostatni produkuje się wers,
Cicho sza, rzeka jak dzikie zwierzę,
Pies dalmatyńczyk, a kot to pers;
Idę, biegnę, pokonałam już wieżę.


SERCA DŁUGOPISEM 2020-01-07

Piszę, serce długopis podaje,
W cieniach odbicie lustrzane,
Ciszą nakreśla on i zaznaje,
Ona z nadzieją jak siostrzane.

Zakamarki najciemniejsze,
Dawniej wojny bywały i śmierć,
A serce zawsze najcenniejsze,
Warto zapamiętać tę tu ćwierć.

Piszę, serce długopis podaje,
Chronologia dat jak właściwa,
W tle miłość stoi i nic nie udaje,
Prosta linia, linia też krzywa.

Zaplątane sny jak wróble w gałęzi,
Nie skowyczy dziś czas smutny,
Uwolniła się chwila ze swej uwięzi,
A świat wciąż grozi wojną butny.

Piszę, serce długopis podaje,
Uogólnione prawdy dla właściwości,
Szansa z szukającym się zadaje,
Wciąż wierzę, że ozdrowieją kości.

Orszaki kolorowe i okazałe dziś,
Wszyscy podążają jak mróweczki,
Ni Arek, ni Michał i nie Zdziś,
A na kolację zabrakło paróweczki.

Piszę, serce długopis podaje,
A drogowskazy jak znamiona,
Odchodzą ludzie, nadzieja zostaje,
Świat wreszcie otwiera swe ramiona.

I nocą układam się do poduszki,
Policzę barany i zobaczę też płot,
Pozbieram ze stołu dnia okruszki,
W fantazji rozpoczyna się już lot.


CZAS DO PRACY JUŻ 2020-01-07

Trzech Króli przyszło i odeszło,
Lecą motyle wykonanych zadań,
Dziś chmury, oby słońce wzeszło,
Codzienności dają wiele zmagań.

Te na dzisiaj wykonane raz dwa,
Wypisane dane i życiorysy - szał,
Teraz już przemija złego mgła,
Tańczą serca, bal to dusz i ciał.

Trzech Króli przyszło i odeszło,
Lecą ćmy wykonanych założeń,
Świąteczne leniuchowanie przeszło,
Teraz trzeba spiąć się do przyłożeń.

Zadania wykonane, relaks też,
Teraz wędrówka w dalszym ciągu,
Maszerują do pracy myszy i jeż,
Nikt nie stoi jak posąg w przeciągu.


TRZECH KRÓLI 2020-01-06

Miastem podąża orszak trzech króli,
A szarość otula niczym płaszczem;
Dary święte, lecz smak niemych bóli,
Po sercu los piórem nadziei głaszcze.

Miastem podąża orszak króli trzech,
A kawa jak nektar, a ciasto jak jedwab;
Zaspała albo i nie, mały jej to grzech,
Kacper, Melchior i Baltazar - to oni.

Miastem podąża orszak trzech króli,
A czas ma swoje rytmy, 2020 to rok;
Do tej pory dobrzy, do tej pory czuli,
Stawiają raźnie po ziemi swój krok.


BRAMY ZWYCZAJNOŚCI 2020-01-05

Bramy zwyczajności otwarte są,
Bale przeminęły z hukiem,
Lecz słońce podkreśla się mgłą,
Którą odrzuca, kłopot z lookiem?

Kotary z okien już odsłonięte,
Witamy nowy dzień, błękit jak cudo,
To, co nijakie, najlepiej pominięte,
Bywało cienko, bywało też i grubo.

Bramy zwyczajności otwarte są,
Bale będą dalej trwały w nowej ramie,
Lecz teraz rzeki płyną z ostatnią łzą,
Mówimy "dość" niepotrzebnej plamie.

A cisze z królestwa adonisa - trudno,
Widocznie adonis królem nad króle,
Lecz nie będziemy żyć chwilą paskudną,
Niech się radują bogacze i żule.


ROZCIĄGŁOŚĆ NIEDZIELNA 2020-01-05

W rozciągłości przestrzeni
Zamieszkał skunks przeszłości,
Wyrzuceniem wizja się mieni,
Bo fizycznej nie było zażyłości.

Inne wodospady też widziałam,
Poplątały się drogi jak liany,
Być może sprintem uciekałam,
Lecz pobudka i mile widziany.

W rozciągłości przestrzeni
Zamieszkał pancernik przeszłości,
Ospałością wizja ta się mieni;
Zbieranie kryształów radości.

Inne łąki i rzeki podziwiałam,
Namiastka bólów po minionym,
A dziś z leniwcem zaspałam,
Bo niedziela dniem spowolnionym.


HOKUS POKUS 2020-01-04

Czeluści piekielne, hokus pokus,
Czary mary i cała reszta w komplecie,
Palcem okrążony dawno cały globus,
Świat ciszą jest do jednostki w balecie.

Jednak niespodzianka od gwiazdorki,
Renifer z kulą śniegu, ledowy błysk,
Także życzenia na święta i rok, sorki,
Jedna nadzieja w sercu - chleb to zysk.

Jednak miła pogawędka z nieznaną,
Poranne godziny niczym noc, prawda,
Rozkład autobusu, chwila pokolorowaną,
Bezrobocie, młodzi, egzaminy i jazda.

Jednak podróż w zimowe chwili świsty,
Elektryczne jamniki prosto z fabryki,
Wysyłają doń ze Sosnowca długie listy,
A ona ma odmowy wielkie te nawyki.

Samotność tańcząca kankana, dzień,
Abrakadabra i inne kontynuacje ciszy,
Minął czas, też zastoju odszedł cień,
Słyszę kroki biegnącej gdzieś myszy.


ZDOBYCIE SZCZYTU SREBRNEGO 2020-01-04

Zdobycie szczytu srebrnego,
A kształt czwórek jak malowany,
Koniec semestru to trzeciego,
Uśmiech w sercu już narysowany.

Męki to były, straszne wertepy,
Żołnierze sądów i własności chwil,
Zarwane noce jednej to kobiety,
Meta w pokonaniu wiedzy tych mil.

Zdobycie szczytu srebrnego,
A kształt czwórek jak złote blaski,
Koniec semestru to trzeciego,
Brawo, choć milczą wokoło oklaski.


CHWILOWY SPADEK MOCY 2020-01-03

Zawroty głowy z tej samotności,
Adonisowe zapewnienia i cisza,
Lecz to nic, moc w przytomności,
Wspomnień cała jest już klisza.

Chwilowy spadek to jest mocy,
Jutro zabłyśnie słońce jak złoto,
A dziś jeszcze bóle bez pomocy,
A jutro zadra wpadnie w błoto.

Zawroty głowy z tej samotności,
Adonisowe nie znaczące nicości,
Lecz to nic, kroki tylko ku radości,
A prawdy zakiełkują w doniczkach.

Chwilowy spadek to jest mocy,
Zasady prawne w pracach i sądach,
Nie było hejtera w środku nocy,
Jednak jesteśmy o innych poglądach.


CZOŁGI I SAMOLOTY DO SUKCESU 2020-01-03

Czołg w cudzysłowie jechał
Poprzedniego dnia i nocy,
Portfel pusty, długa krecha,
A tu już trzeba być w mocy.

Zakładać palta dla stycznia
I biec jak maratończyk do mety,
Eskapada naukowa drastyczna,
Już wezwanie doszło do kobiety.

Samolot w cudzysłowie leciał
Poprzedniego dnia i nocy,
Patrzę na kruka, on wzleciał,
A cała reszta ruszona z procy.

Zakładać mundurki dla apelu
I biec jak Gump do sukcesu,
Złoty medal zdobędzie niewielu,
Lecz na razie w uścisku dresu.


OTWARCIE OCZU 2020-01-02

Otwarte oczy są szeroko,
Pląsy snów jak wijące się węże,
Gdzieś na dnie, łza głęboko,
Rozpościerają się dnia sokoły.

O skąpcach i kpiarzach informacja,
Bóg zbierał na wymianę drzwi?
Słoneczko, lecz nicości też fiksacja,
Nadzieja jak diament tak lśni.

Otwarte oczy są szeroko,
Jest jak jest, nic się nie zmienia,
Podwyżki sięgną do portfela głęboko,
Rozpościerają się dnia słowiki.


PAJĄKI NOWEGO ROKU 2020-01-01

Senne to początki nieznanego,
Łaskawa odpowiedź na życzenia,
Człek nie ma filtra tu właściwego,
Nie idzie, bardziej ślimaczenia.

Uchylenia bądź zmiany to wszelakie,
Nędzna egzystencja w szarości,
Dni nowe, ale jakby po staremu idą,
Na razie trudno osiągnąć radości.

Senne to początki nieznanego,
Adonis pogłaskał się też po brzuchu,
Choć każdy chce życia wspaniałego,
Na drugą nóżkę jeszcze po maluchu.

Może lepszy stanie się świat i ładny,
Zakwitną kwiaty i stycznia tego pąki,
Czas nadal wirujący i taki nieskładny,
Nowego roku wylazły już tutaj pająki.


BYŁ TO BAL KAMERALNY 2020-01-01

Były tańce, były swawole,
Toast na zdrowie i na szczęście,
Miłości życzą, a to babole,
Gorzko-słodkie życie ma pojęcie.

W gronie winogron i rodziców,
Zaproszenia z całej Polski na bal,
Odśpiewanie hymnów Sopliców,
Mroki odsyłam listem w siną dal.

Były tańce, były swawole,
Toast na zdrowie i na pieniądze,
Kolorowe mienią się parasole,
Potęga serca i jego silne żądze.

W gronie szampana i najbliższych,
Nie odezwał się wielce zakochany,
Koniec przeszłości jest coraz bliższy,
Nowy rok znów idzie, cały pijany.

Były tańce, były swawole,
Toast na zdrowie i na zapomnienie,
Zielony eliksir, zielone topole,
Zagaja się serce, kończy krwawienie.

W gronie śpiewów i nie śpiewów,
To nowy czas, droższe oddychanie,
Lecz koniec złości, koniec gniewów,
Będzie zdrowie i na chleb zarabianie.


NOWA DZIWNA DATA 2020-01-01

Stało się, o rok starsze węże,
Dziwna data wzeszła jak słońce,
Postanowienia teraz potężne,
Sztabki bólu i ich świeże końce.

Stało się, trzydzieści jeden w jeden,
Dziwna data jak księżyca nów,
Jeszcze nie, ale może będzie Eden,
Zakopiemy topór, zakopiemy rów.

Stało się, szczęśliwego nowego roku,
Dziwna data jak zaklinanie snów,
Zaczynamy życie w całym słowotoku,
Może zdarzy się cud cały ze stów.

Stało się, o rok starsze wszystko,
Dziwna data jak dziwny jest ten świat,
Zamykam marzenie w zamczysko,
Życzenia nie dotarły, San Francisco.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]