kwasna | e-blogi.pl
ZESRAŁO SIĘ ŻYCIE 2020-01-31

Ogłupiona aura świtania,
Beznadzieja jak królowa,
Wciąż brak odpowiadania,
Cóż wymyślić ma głowa?

Oczywiście można mówić,
Iż jest idealnie, cudownie,
Pacierz też można odmówić,
Lecz nadal źle niewymownie.

Ogłupiona aura styczniowa,
Jeden tylko sukces zapisany,
Reszta jak pora głodowa,
Na nic wszystkie próby i plany.

Oczywiście można mówić,
Iż sam sobie człek jest winny,
Na mównicy można przemówić,
Lecz moment i tak pochyły.

Ogłupiona aura jestestwa czasu,
Nadal nic, nadal nic, nadal nic...
Nawet nie słychać szelestu lasu,
A dookoła same niemowy i pic.

Oczywiście można mówić,
Że to jest fantastycznie, wspaniale,
Wyścig szczurów zrobić i żółwi,
Lecz wciąż szarości trwają to bale.

Ogłupiona aura nowego roku,
A przecież miał być lepszy...
Wciąż zakłócenia w każdym kroku,
Nawet miasto już nie jest bezpieczne.

Oczywiście można mówić,
Iż nic się nie dzieje, że się nie stało,
Ryby też można sobie łowić,
Lecz wciąż jest kłopot, życie się zesrało.


DROBNE ŻYCZENIE 2020-01-31

Oplatają nocy macki, to ośmiornica?
Już grzeszki zanotowane, picie nektaru;
Opustoszała z chwilą zmierzchu ulica,
Kiedyś taniec wolności wśród hektarów.

Marzenie o spokojnej oazie jak nadzieja,
Może jeszcze ostanie się skrawek;
Na razie jak anioł zbuntowana zawieja,
Wciąż prośby o nieodpalanie zabawek.

Przerywają sygnały nadawania, co jest?
To matrix zawiesza się jak komputery;
Do tej pory wciąż walczy, zdaje też test,
Czasem dobre, a czasem złe są maniery.

Będzie dobrze, choć czas upływa jak rzeka,
Dobre widziała, złe widziała - dobro i zło;
Projektuje sny powoli oczu jasna powieka,
Właśnie tańczy z sukcesem, także z mgłą.

Skafandry przeciwdeszczowe założone są,
Leci ptak wśród chwil czystych z rodziną;
Jesteś bratem, jesteś siostrą dla niej swą,
Jesteś dobrym chłopakiem, dobrą dziewczyną.

I cóż więcej o tej porze może już rzec?
Dobranoc blogowicze, dobranoc świecie;
Dajcie wspomnieniom słońca tort upiec,
Bądźcie miłością, bądźcie też jak kwiecień.


DZIEŃ STRASZENIA I PODNOSZENIE NA DUCHU 2020-01-31

Dzień drugi straszenia ludności,
A listy wysyłane w dal jak statki;
Wojny, a potem biologii skrajności,
Wciąż ciemno, wciąż są wydatki.

Aż głowa napęczniała jak bańka,
Bolała sobie pokątnie, gardło też;
Kiedyś przeklęła strasznie cyganka,
Mimo wszystko będzie dobrze, wiesz?

Może wkrótce ruszą się masy życia
I będzie wrażenie sensu egzystencji;
Jeszcze coś zostało świata do odkrycia,
Pełnej oczekują profesorzy frekwencji.

Dzień drugi straszenia ludności,
To skażenie już oplata globus cały;
Będąc dzieckiem nie w głowie dziwności,
Teraz widać, jak czasy się pozmieniały.

Aż serce pełne strachu i dźwięków obawy,
Trzeba zmienić swoje już myślenie;
Dookoła trzeba załatwiać różne sprawy,
Może wreszcie sens uśmiechnie się na scenie.

A jutro dzień styczeń tak nam zakończy,
Niewiele było trzeba, modlitwa do Boga;
Kot spuszczony ze smyczy i pies gończy,
Przed snem nadzieja, iż nicość minie sroga.


WIELKA GRA 2020-01-30

Małe gwiazdeczki, ziarenko nadziei,
Kiełkują wymiętolone kartki bólem,
Wciąż w rytmach zmartwień i zawiei,
A to słowo koi jak balsam, czule...

Niebo kroi kawałek chmury jak tort,
Płyną diamenty, naszyjniki tworzą,
Produkcja dzieje się, morze i port,
Zanim aniołowie skrzydła swe złożą.

Płatki śniegu jak znak, że życie trwa,
Wirują pierwiastki, ten ruch jak taniec,
Boli wciąż, boli tak, przemija mgła,
Bóg zrzucił prawdę i metalowy kaganiec.

A noc utuli jak matka, jak tatulek,
Wstanie wiosna uciemiężona e-zimą,
Tylko trzeba posadzić trochę cebulek,
Dobre serca umrą i jak kwiat rozwiną.

Biczem z hebanów święte to maski,
Nie powiem nic więcej o kwadratach,
Pioruny jak trzy szóstki, czas na kaski,
Szubienice o linie lub o krawatach.

Małe gwiazdeczki, ziarenka nadziei,
Żyjcie, póki można, póki się tak da,
Zaginają się plastiki, środek kniei,
To życie, zabawa, to walka, wielka gra.


PRZYJEDZIESZ? 2020-01-30

Raz przyjemna sprawa,
Choć na ogół jak paranoja,
Jest rezerwacja, nie zabawa,
Kochanie, jesteś tylko moja.

Dwa tygodnie nam zostało,
Będzie całus czy łza w ciszy?
Moje serce twoje pokochało,
Pisk małej, szczęśliwej myszy.

Raz wielka to sprawa,
Choć ojciec łapie się za głowę,
Będzie przyjazd? obawa,
Czy ty chcesz go za swą połowę?

Dwa tygodnie nam zostało,
Będzie szok czy ulga wnet?
Słowo się rzekło, zadrżało,
Czy to zagra nowy nam flet?


TUTAJ I TAM 2020-01-30

Tutaj ustawa, tam rozporządzenie,
Dla jednych ulgi, dla drugich figa,
Chcieliście, macie równouprawnienie,
A tu jakiś żul w bmw sobie śmiga...

Hymny jak potęga, święte też krowy,
Mnożą się śmiertelności od wirusa,
Nie ma zmiłuj, szklanka bez połowy,
Nie nabierzesz urzędów ni też Zeusa.

Tutaj zapis, tam z paragrafów pięć,
Dla środowiska węgiel zza granicy,
Kałamarze wysychają, do pracy chęć,
Lecz upadek i krew jak rzeka po ulicy.

Walczył kiedyś Lech niczym lew,
Dziś już się to nie liczy, idą armie,
Stare wartości spływają przez zlew,
Dopadną Gdańsk, Łódź i Warmię?

Tutaj blef, tam lustra na mak zbite,
Dla jednych ściśnięty pas, innych taca;
Tylko w sercu marzenia żyją skryte,
Kto ma dobrze, a kto źle? Ból skraca.

Walczyli kiedyś ludzie ramię w ramię,
Dziś każdy sobie jak ten wilk lub dzik,
Jest wielki podział Polski, nie skłamię;
Psychiatryk już wita, uwolnił się tu bzik.


GARDEROBA ŻYCIA 2020-01-30

Boleści skafandry ją odziewają,
Każdy dzień jest niczym walka,
Dookoła korony się zasiewają,
A pod płotem umiera też lalka.

Plastikowe kwiaty, drzewa też,
Jeden człek drugiemu jak wilk,
Boi się wyjść spod liści mały jeż,
A na ekranie produkt cały milk.

Upadki na twarz ją spotykają,
Lecz jutro też spróbuje wygrać,
Dookoła korony się zasiewają,
Trzeba uważać na siebie bardzo.

Popielniczka z porcelany jest,
Choć nie pali żadnych papierosów,
Życie jak egzamin i jak chrzest,
Nagotowała sobie raz bigosów.

Brzemię losu jak modna marynarka,
W paski, w pręgi, nawet w kropki,
Nie ma ochoty jak Kiepski na browarka,
Czas postawić jej w dal swoje stopki.


ZAPIS DNIA W ŚRODĘ 2020-01-30

Wstała i ubrała się jak choinka,
Kolorowa, piękna i niczym miss,
Płynie łza z oka, smutna minka,
Wsparcie daje przydrożny cis...

Pojechała, ostatni ma już bilet,
Zakupiła przedostatnie kromki,
A tu góra dzierży berło i sztylet,
Wyrwane włosy, ostatnie ząbki...

Ale musi być dobrze i tak będzie,
Przecież to nie Zygmunt rodził...
Zapanuje wreszcie pokój wszędzie,
Niejeden król za nos lud swój wodził...

Powróciła do domu, wysłała list,
A potem jeszcze jeden dla poprawki,
Słychać bat gniewu, złego świst,
Lecz będą tu jeszcze czyste skrawki...


ODDECH KAPTURNIKA I BÓG 2020-01-30

Był szloch, był płacz,
Głowa pękała jak dzban,
Słaby chyba z niej gracz,
Lecz nadal ma jakiś plan...

Jeszcze żyje, jeszcze tak,
A co jutro się zdarzy?
Tego nie wie, może wrak,
Nie łyka jednak draży...

Był szloch, była panika,
Ostatnie koło ratunkowe,
Lecz nijaka także rytmika;
Jej życie słabo jest kolorowe...

Jeszcze żyje, jeszcze tak,
A co jutro jej uczynią?
Tego nie wie, wyboisty szlak,
Może zabiją, zmiażdżą jak robala...

Był szloch, była prawda,
Lecz nadal chce też żyć...
Bez trzymanki już to jazda,
Przyjdzie śnić czy jednak gnić?

Jeszcze żyje, jeszcze tak,
A co jutro przyniesie los?
Boli serce, chleba prawie brak,
Od życia kolejny to cios...

Był szloch, było jak wilka wycie,
Szkarłatne pląsy dziejowych,
Dusza marzy cicho, skrycie;
Przeminą i te plastikowe łowy...

Jeszcze żyje, jeszcze tak,
A co jutro zapisze się na karcie?
W gardło uwiera wielki kłak,
Upadek miała na samym starcie.

Był szloch, były lamenty,
Dziś trudno jej już oddychać,
Z całych sił składa fragmenty,
Nie chce w młodości zdychać...

Jeszcze żyje, jeszcze tak,
A co jutro będzie wiadomością?
Smakuje życie, choć gorzki smak,
Może Bóg otuli ją swą miłością...


GRUCHNĄĆ, WALNĄĆ I PACNĄĆ 2020-01-28

Gruchnąć, walnąć i pacnąć,
Mucha jak plama na ścianie,
Nocą wersy można zacząć,
A nad ranem koguta pianie.

Wciąż i wciąż, wytrwała sztuka,
Banialuki jak dębów rzędy;
W życiorysie wyrwa, spora luka,
Lecz idzie tylko swoim tędy.

Gruchnąć, walnąć i pacnąć,
Komar jak kleks na ścianie,
Nocą strofę można zacząć,
A nad ranem już śniadanie.

Wciąż i wciąż, niesamowita sprawa,
Krew i pot, a do tego jeszcze łzy,
Czasem chichot, czasem zabawa,
Ale zawsze żyją: nadzieja i sny.


TAŃCE I ŹRÓDŁO SIŁY 2020-01-28

Tańce przedszkolanek, cisza niebywała,
Płaczą niebiosa, a chmura to z ołowiu?
Nie ma podstaw, aby sama tak wytrwała,
Lecz wierzy sercem, iż księżyc w nowiu...

Rodzina jak siła, zagadki Nowego Jorku,
Rejs nieprzerwany na morzu codzienności;
Rumieńce na twarzy, serce w swoim kolorku,
Teraz tylko autostradą chwil do spokojności...

Tańce ludzi dookoła posągów e-miłości,
Nie zrozumieją inne dusze, plastików czas;
Ja rozumiem miłość do psów, skrajności,
A przecież malarze i piosenkarze, ich las...

Rodzina jak siła, trudno innym zaufać,
Lecz piasek w klepsydrze się przesypuje;
Może jeszcze nie jest późno, słów lufa,
Przeszłość taka, teraźniejszość się zapisuje...


PRODUKCJA SŁÓW 2020-01-28

Produkcja słów w notesie,
Nocą, a także za dnia bywa,
W spódnicy albo w dresie,
Rzeka chwil z tunelu wypływa...

Szare ptaki, a niebo jak ptaki,
Płoną krople, płoną to łzy...
Nie rwę już, ostatnie są kłaki,
Czekam, to witają się sny...

Produkcja słów w notesie,
W południe, a także o północy,
Pod mostem i przy adresie,
Zawsze źródłem są nowej mocy.

Szare ptaki, a łąka jak ptaki,
Zakwitają zielone nadzieje, kwiaty...
Rezultatów nie istnieją smaki,
Przemijają stycznia wszystkie daty.

Produkcja słów w notesie,
Zasady kodeksu ujarzmione,
Nowy nurt w starym Gangesie,
Wiara, że jestestwo będzie ocalone...

Szare ptaki, a miasto jak ptaki,
Być może stanie się niebywały cud;
Dookoła zakwitają plastikowe krzaki,
Przez krainę płynie mleko, płynie miód...

Produkcja słów w notesie,
Zegar przeczesuje swe minuty,
Szkoda, że życie dziś w stresie,
A nazajutrz płaszcz i też buty...

Szare ptaki, a ludzie jak ptaki,
Fruną gdzieś w dal, za czym tak?
Wymazać bólu wijące się pędraki,
Można wyremontować każdy wrak...

Produkcja słów w notesie,
A przeszłość jak widmo potworów,
Exele, piksele, w Word Pressie;
Analiza artystów i także amatorów.

Na końcu drogi meta szczęśliwa,
Niegdyś teatry, niegdyś bale...
Dziś myśl smutna, lecz możliwa,
A cała reszta jak jedwabne szale...

Produkcja słów w notesie,
Golizna drzew, golizna też wartości,
Malarstwo skreślił wrzesień,
Każdy z nas chce do piękna i miłości.

Kolorowe ptaki, a serca jak ptaki,
Wolność, tęczowe polany i sny...
Zdejmijmy maski, podarujmy kubraki,
Nie jesteśmy wilkami, co mają kły...


KONIEC I POCZĄTEK BALU 2020-01-28

W ciszach malowane usta pocałowane,
Dziś pędzel złamany jak kij od szczotki,
Wyzwiskami pluł malarz, serce schowane
I choć zaproszenie aktualne, wiór wiotki.

Nocą eliksir bogów spijany z kielichów,
Żeby lepiej się myślało, lepiej pisało;
Czas zrzucania kajdan, bez Zdzichów,
Do tej pory serce próbowało i dygotało.

W ciszach malowane oczy niepoznane,
Dziś pędzel kupiony jak rzecz z fabryki,
Skrzydłami miasta uczucia połaskotane,
Lecz to zawsze własne człeka są nawyki.

Nocą eliksir bogów spijany z kielichów,
Żeby nie powracać do smutków i żalu;
Czas zrzucania kajdan, bez Zdzichów,
To koniec i jednocześnie początek balu.


STOSOWANIE KODEKSU I GRAJ 2020-01-28

Forma i zakres zastosowania kodeksu
Zapisano na kartach rozumowania,
Bez zbędnych ceregieli, bez kompleksu,
Można uśmiech ubrać w chwili pisania.

Następnie pierwsze zasady jak ewolucja
Przekształciła myśli w tok logiczny,
W laboratorium przemiany rekonstrukcja,
A to rytm serca wciąż tak magiczny.

Pierwsze kroki od semestrów już wzwyż
Poczynione, później będzie lżejszy głaz,
Przy zapisywaniu kleksy, na obiad ryż,
Ale przecież przeżyje ten jeden tu płaz.

Listów wysłano przynajmniej siedem
Pocztą butelkową, zwaną dalej on-line,
Bez złudzeń, że otworzy się Eden,
Ale trzeba płynąć swoim rejsem, graj.


PROŚBA PRZEDSZKOLANKI 2020-01-27

Prosiła o kontakt pani przedszkolanka,
Kontakt odbywa się na migi, telefon milczy,
Ani to przyjaciółka, ani też koleżanka,
Nie odebrano od niej połączenia, bilet wilczy.

Zatem nie będzie pomocy jako opiekunka,
Nie będzie też żadnego okresu próbnego,
Prośba o sms, więc wysłała, ciszy to strunka,
Nie będzie nawiązania pracy stosunku żadnego.

Prosiła o kontakt pani przedszkolanka,
Lecz gdy dzwoni kandydatka, zrzucanie jej,
Połączenie nie odbyło się, kawy filiżanka,
Tak więc taka życzliwość wyszła wprost z niej.

Zatem nie będzie pomocy w kuchni, w sprzątaniu,
Nie będzie nadziei na przyszłość, nie będzie,
Czasem serce i cierpliwość są w dużym rozedrganiu,
Lecz trudno mówi się, inny szczyt się zdobędzie.


RODZYNKI I SUCHE OKO 2020-01-26

Pomarszczone sny jak rodzynki,
Teraz to już ostatnia łza z nieba,
W tych snach jagody, też malinki,
A na niedzielę okruszek chleba.

Szarości niczym skrzydła lub koc,
Wzlecieć dalej się nie da bez piór,
Minęła jak błysk światła jedna noc,
A dookoła rozbrzmiewa myśli chór.

Pomarszczone sny jak bakalie,
Teraz to już ostatni wdech nosem,
Niegdyś zakwitały w ogrodzie azalie,
To może na przyszłość git z losem?

Szarości niczym kołdry otulające,
Wzlecieć bardzo się chce wysoko,
A te e-wyznania w życiu słabnące,
Przemieszczają się sny, suche oko.


BUDOWNICTWO XXI WIEKU 2020-01-25

Chwile jak życia fundamenty,
A sny pomiędzy nimi jak żwir,
Z pokłonem szare firmamenty,
A dookoła kłamstw wielki wir.

Szkoda, że miłość to nie miłość,
Że obietnice słowami tylko są;
Szkoda, że nigdy wprost, a zawiłość
I że pragnienia serca jak mgłą.

Chwile jak życia fundamenty,
A sny pomiędzy nimi jak piasek,
Mniej święte są już sakramenty,
A dookoła finansów świszcze pasek.

Szkoda, że miłość to nie miłość,
Że obietnice są łamane jak kości;
Szkoda, że młodość jak pochyłość,
Że niewolnik musi żyć bez radości.

Chwile jak życia fundamenty,
A sny pomiędzy nimi jak falowanie,
Do tej pory walka, próby, cementy,
A dalej nicość jak zawsze, zakłamanie.

Szkoda, że miłość to nie miłość,
Że tylko cielesność liczy się, nie serce;
Szkoda, że owoc jabłka i już przegniło,
Raczej rozwody, aniżeli stałe kobierce.


GALIMATIAS WEWNĘTRZNY 2020-01-25

Galimatias jej wewnętrzny,
Nowe propozycje i nowe chwile,
A to obraz jest jak zewnętrzny,
Rama prawdy, ćmy i też motyle.

A to już noc jak wysoka potęga,
Teraz już tylko jak mysz pod miotłą,
Ostatnia szansa i próba, księga,
A życie niczym najlepszy scenarzysta.

Okradli mafię z cennych świecidełek,
A za oglądanie cudowności nie ma kary,
Miłość ich ogarniała, zapach mydełek,
Tragiczny koniec pięknej i młodej pary.

Galimatias jej wewnętrzny,
Nowe czasy, nowe i stare chwile,
To obraz jest jak zewnętrzny,
Nagle zakwitły zawirowań żonkile.

A to już archiwista najmądrzejszy,
Lecą za prawdą bociany i dobra minuta,
Wieczór z rodzicami najspokojniejszy,
Wypociny w notce, smak był w andrutach.

Kalesony bez majtek, majtki bez materiału,
Milczenie zaklętych adonisów i obietnice,
Czas zabrać się do pisania następnego działu,
A te dziewczyny jak dinozaury, same ulice.


ORGANY SPOTKANIA 2020-01-25

Organy zagrały opóźnieniem,
Ale się spotkały znów na kawie,
Spacer po sklepach zadowoleniem,
A kawa była makaronem w sprawie.

Sprawa dla archiwisty i cena szczytu,
Fortuna kołem się toczy, mówiono,
O zakochaniach i ruchach do zenitu,
O głowę dyskusją wnet ją skrócono.

Organy zagrały opóźnieniem,
Ale się spotkały znów na kawie,
Kupa z breloków dziecka rozbawieniem,
Sprzątaczka stała się wizją na jawie.

Jawa dla sceny, a chwila jednoznaczna,
Było miło, nawet dzban z lemoniadą,
Przymierzanie spódnic, ona dziwaczna;
Nagle wieczór i powrót miasta autostradą.


TO CI RZEŹBIARZ 2020-01-25

Wyrzeźbił w niej nowe znamię,
Skosztować by chciał jej ciała,
A dusza myśli: wtulić się w ramię,
Ona jemu ciała ni duszy nie dała.

I nawet nie wie, czy się spodziewa
Tego spotkania dla zakochanych,
Jest jaka jest, wiatr włosy rozwiewa,
To już prawie siedem lat uśpionych.

Wyrzeźbił w niej nowe kalectwo,
Skosztować by chciał jej ciała,
Lecz nader puste jest sąsiedztwo,
Ona jemu ciała ni duszy nie dała.

I nawet nie wie, czy się spodziewa
Tego spotkania dla zwichrowanych,
Schowała kolce, róża się nie gniewa,
Lecz słowa należą do podejrzanych.

Wyrzeźbił w niej nową nadzieję,
A potem zdarł maskę z jestestwa,
Stara zawieja, wywołał nową zawieję,
To już nawet nie odległość błędem.

I nawet nie wie, czy się spodziewa
Tego spotkania dla ostatecznych,
Echo kłótni jak pieśń tu rozbrzmiewa,
Nie należeli nigdy do bezpiecznych.


POCISKI JAK OWOCE 2020-01-25

Gruchnęły pociski, telefon z przedszkola,
Głuche odbicie o ściany, a ściana jak świadek;
Wiadomość z prośbą o kontakt i do Opola,
Kontakt miał się stać, lecz spał sobie niedźwiadek.

Zatem poniedziałkowe wersy do kontaktów
I czas pokaże w nieuchronność bytowania;
Może to już? A może jeszcze nie dla paktów.
Wciąż w drodze, wciąć w okresie poszukiwania.

Gruchnęły pociski, znajoma jak koło ratunkowe,
Lecz w oazie niepotrzebny taki jest ktoś;
Jednak serce wdzięczne za próbę i szkło neonowe;
Wiadomość, że może jednak ogarnąć da się coś.

Zatem podziękowania jak okręty na ostrej fali,
Wdzięczność spora, a życie swoją ścieżką mknie,
Do tej pory w dojrzałości ludzi tacy niedojrzali,
Mijają noce, mijają godziny, minuty i mijają dnie.


MONA LISA DECYZYJNOŚCI 2020-01-25

Było myślenie, była analiza,
Tona łez jak produkt na wagę,
Nie - słowo złamała Mona Lisa,
Cała sprawa ubrała się w powagę.

Ale po co zaczynać, jak kończyć?
Za chwilę i tak by było odchodzenie;
Czasem od postępków wykończyć
Można siebie i cały świat, otępienie.

Było myślenie, była analiza,
Epoka zmierzchów i wschodów,
Niczym boa lub żmija tak kąśliwa,
Nie pokonała jeszcze schodów.

Ale to wyższa decyzja jak fajeczka,
Rozeznanie w pytaniach, na nie,
Taka to dziwaczna życia bajeczka,
Ale czas wybaczyć i nie będzie źle.


WYKROPKOWANE PRZESTRZENIE 2020-01-25

Wydarzenia jak muchomory,
A las aż syczy i kąsa z jadem,
Ból głowy straszny o opory,
Walka deszczu z ostrza gradem.

Głupie wizje na jawie i w snach,
Tak ciężko stąpać po ziemi, byt,
Najważniejsza miska, jeszcze dach,
Tylko, że nie zawsze ma się spryt.

Wydarzenia jak muchomory,
A miasto jak las z wersu drugiego,
Po północy wychodzą potwory,
A dzień należy już do minionego.

Wykropkowane przestrzenie są,
Bywa inaczej, a na ból tabletka,
Otulają się wersje zdarzeń mgłą,
Witryna sklepowa i droga torebka.


SPRAWIŁ OSTATNI BÓL... 2020-01-24

Sprawił ból, wielki ból...
Niebo wydoił z łez...
Określił istotę naszych ról,
Teraz pioruny wśród tez...

Błąd był jeden, szansę dała,
A w podziękowaniu, że kombinacja,
Chce seksu, lecz ona niewyrozumiała,
To ona jest dziwką, taka racja?

Sprawił ból, wielki ból...
Koniec wszelkich złudzeń...
Ona ma być poddaną, on król...
Cóż, zbyt wiele już utrudzeń.

Dobrze chciała, nawet zaprosiła,
Lecz siedem prawie to już lat,
Kiedy pseudo miłość się skończyła,
Teraz ma spadać zza tych krat...

Sprawił ból, wielki ból...
Ona seksu nie chce i nie da;
Kolejny e-przyjazd z e-pól,
Zapisała w pamięci jej kreda.

Zbyt wiele kamieni przy drodze,
Nie chce, nie może, nie da rady;
Widocznie na zbyt słabej nodze,
Ona zna jego twarz, wers do szuflady.


DALSZY KROK 2020-01-23

Płaczą oczy łzami jak kałuże,
A przeszłość przebija mieczem,
Nadzieje umarły, plamy duże,
A przeszłość koronką tu gniecie.

Płaczą serce z duszą przebite,
A przeszłość seksu tylko łaknie
I niczym dzban chwile rozbite,
To szczęście tylko wciąż blaknie.

Wojny, bitwy i wojny raz jeszcze,
Biją się na miecze i biologię,
Po plecach ból przechodzi i dreszcze,
Kamieniem zburzyć zła trylogię.

Zawezwała koło ratunkowe, s.o.s.,
Zimno, jeszcze zimniej, mrok,
Jałowy nawet na obiad był dziś sos,
Poturbowana, dalszy jej to krok.


NIEPOTRZEBNIE 2020-01-23

Niepotrzebnie tam poszła, była,
Bez sensu całe to przedstawienie,
Beznadzieja oplata, już skreśliła,
A życie nie jest jak los na loterii.

Niepotrzebnie łudziła się nadzieją
I myślała, że dadzą jej umowę,
Ale młotem walnęli, stres tu sieją,
Młotem zdzielili ją mocno w głowę.

Niepotrzebnie myślała, że na stałe,
Że w końcu się ułoży wszystko,
Lecz nie ułoży się, nadzieje obolałe,
Pokaleczyło ją to sąsiedzkie ściernisko.

Niepotrzebnie zadzwoniła do nich,
Niepotrzebnie chciała tego spotkania
I co teraz ma zrobić, ubrać swe kły?
Dość ma serce jak choroba zawirowania.


ZNOWU TYLKO DZIEŃ PRÓBNY 2020-01-23

Znowu pudło, całe nic znowu,
Miało być już na stałe, próba,
Upadek niebios wprost do rowu,
I nie wiadomo, czy to zguba?

Beznadzieja w świecie Karolin,
Zesztywniały karki jak druty,
Świat utkany z oszustw i watolin,
Dni próbnych ciągle w sieni buty.

I nie ma pracy, nie ma umowy,
Tylko próba, tylko znów na chwilę,
Potężny rodzi się tutaj ból głowy,
W ćmy przemieniły się tu motyle.


DIALOG CZYSTY 2020-01-23

Odbył się dialog czysty,
W duecie, dwie panie,
Nagle obraz jak mglisty,
Dzień próbny, załamanie.

W ogłoszeniu umowa,
Taka już na stałe, pupa,
Teraz boli dusza i głowa,
Pobudka nicości trupa.

Odbył się dialog czysty,
W duecie, panie dwie,
Pejzaż to nader przejrzysty,
Znów widzi gęstą mgłę.

Może durnota w tej głowie,
Może inaczej już się nie da,
Nie ułatwiają tego posłowie,
Beznadzieja i jej to kreda.


KAMIENNE PLĄSY I NASTĘPNA KARTKA Z KALENDARZA 2020-01-22

Kamienne pląsy, w ulu pszczół ruch,
A co będzie, to będzie - prawda taka,
Nowy dzień, nowa wersja, w niej zuch,
Nawet adonis się zruszył, cisza i draka?

Rzeczywistość niczym pejzaż ładny,
Obraz malowany Boldiniego pędzlem,
A Boldini był jak karaczan szkaradny,
Koleżanki chętne do wyjścia rzędem.

Kamienne pląsy, znów pełne półki,
A co będzie, to będzie - prawda taka,
Zgrane zapisy do pamiętnika i spółki,
Jedynie aura jak mysz, też byle jaka.

Pocałunki w czoło matki i córeczki,
Wspólne tańce do rytmu chaosu,
Ostatnie połyskiwanie z choineczki,
Bez gotowania będzie tu bigosu.

Kamienne pląsy, uderzenie młota,
To północ już wybija, sen nadchodzi,
Nadzieja żyje, jej tylko jest ta grota,
Może przyszłość dziewczę te oswobodzi.

Kolejna kartka z kalendarza wyrwana,
Tak mijają chwile, tak lecą motyle,
Minuta z życia w dzienniku już zapisana,
Wiosną stycznia odziewają się badyle.


ANALIZY TYGRYSA 2020-01-22

Napisała do tygrysa przeszłości,
Czy zarezerwował już dwa bilety;
Nie zarezerwował, liczy swe kości,
A serce obumiera jego to kobiety.

Analiza jak wieczność, dywagacje,
A jak to będzie, czy seks będzie?
Analiza jak miecze, co na kolację?
A miłość tańczy z dala i wszędzie.

Napisała do tygrysa przeszłości,
Czy się spotkają na walentynki;
A on, że niby tak, dam mdłości,
To produkcja w objęciu pierzynki.

Analiza jak wieczność, ćwiartki,
Wisienki na torcie i nagrody,
Lecz tylko realne są tu kartki,
Nadal nic, upłynęły życia wody.


ZACISZE ZE SŁÓW 2020-01-22

Zacisze ze słów jak oaza,
Nie mówią nic i nie krzyczą,
W marzeniu jak złoto plaża,
Lecz uwiązana jest tu smyczą.

Smycz to czasu, co upływa,
Koleżanka ze szkolnej ławy
I jej zagadanie, słowem spływa,
Propozycja piwa lub też kawy.

Zacisze ze słów jak oaza,
Dobrze, że to nie jest pustynia,
Szarości lekka jeszcze skaza,
Przeżyła ten dzień dziewczyna.

Teraz nadchodzą nowe armie,
Koleżanka z innych lat jak zjawa,
Przydałoby się zobaczyć Warmię,
Tutaj propozycja kina albo kawa.

Zacisze ze słów jak oaza,
Aplikację podała w podawcze ręce,
Teraz czekanie w pejzażach,
A słońce niech zaświeci goręcej.

Teraz stare idzie spać, nowe wstaje,
Nowe zapisy, nowe też nadzieje,
Żyć dalej tylko nam tu pozostaje,
Krok kolejny, by unicestwić zawieję.


PRZYNĘTA NA MOTYKĘ 2020-01-22

Rozlało się mleko, droga mleczna,
Potknęła się o kamień albo o głaz,
Skrajna jej psychika i niebajeczna,
Postępowała raczej jak żółw, płaz.

Milczenie kręgów w zaklinaniu minuty,
Niby obietnice przyjazdów, spotkania,
Lecz niesmaczne coś pustki, stare buty,
Na razie wciąż trwają wielkie poszukiwania.

Pozbierała pineski, ażeby się nie ukłuć,
Będzie dobrze, zawsze jest i musi,
Wiele poplątanych jak liany tutaj uczuć,
Nie inaczej, na motykę też się pokusi.


WESOŁA BABCIA I WTÓRUJĄCY DZIADEK 2020-01-22

Dziś babcia jest wesoła
I dziadek jej wtóruje,
Wnuczek był tu zgoła,
Czekolada mu smakuje.

Dziś babcia jest fajna
I dziadek też jest fajny,
Chwila miła i zwyczajna,
Moment trochę skrajny.

Inne lata babcia smutna
I dziadek jej wtórował,
Zapomnienie - chwila pokutna,
Wnuczek nie pamiętał.

Dziś babcia jest szczęśliwa
I dziadek też szczęśliwy,
Choć babcia bywa hałaśliwa,
To moment tak urokliwy.


ZAGRACONE PODWÓRKO 2020-01-22

Zagraciło się lękiem podwórko,
Trzeba dalej walczyć z wiatrakami,
Przez chwilę unosiła się jak piórko,
A teraz znów kamienie z wersami.

Utworzyła zapis jak w pamiętniku,
Szybko i prosto, linia niczym drut,
Zaraz biegiem do kąpieli i w ręczniku,
Jeszcze wyczyścić należy ładnie but.

Zagraciło się strachem podwórko,
Minęła kolejna chwila jak sekunda,
Trzeba zaufać intuicji i marmurkom,
Ten rok ma być jak wygrana runda.

Oddech przyspieszony jak na randce,
Ale randki nie ma i nie będzie,
Pogratulować Agnieszce i też Hance,
Radość pojawi się za chwilę wszędzie.


GOREJĄCA WIADOMOŚĆ I PROWENIENCJA 2020-01-21

Goreje wiadomość przywitaniem,
A ucieczki dzieją się jamnicze,
Następnie dialog przed wezwaniem,
A poszukiwania są jak stronnicze.

Tutaj nie powinno się narzekać,
Inny ojciec patelnią dałby w głowę,
Tutaj należy wdzięczność nawlekać,
A koraliki zamknąć w serca gablocie.

Później odezwać miała się słowem,
Na razie milczenie w potędze czasu,
Godziny namalowały się kolorowe,
A tęcze w deszczach i spod szałasu.

Goreje wiadomość przywitaniem,
Miło, bo adonis skończył kadencję,
Za pan brat z sytuacją, z szukaniem;
W tramwaju dokończyła proweniencję.


KONIEC ŚWIĘTA STAŁEGO KLIENTA 2020-01-21

Święto się skończyło z hukiem,
Stała klientka jak niewidzialna,
Kasa umarła, blisko z brukiem,
Więc klientka czekała i czekała...

Humorek nie dopisywał finezją,
Wczoraj to było wczoraj i tyle,
Klientka zderzyła się z amnezją,
Starszy pan - podrywacz, badyle.

Święto się skończyło z przytupem,
Stała klientka jak niewidzialna,
Lecz udało się, nie stała się trupem
I wydruk listu do świata zrobiła...


RYJEK SIĘ WYDARŁ 2020-01-21

W przeciąganiu lin ryjek nietoperza,
A to zapętlenie w pętli swych czasów,
Coś o niebyciu pedałem i że zmierza,
A przecież nie było słychać obcasów.

Co to ma za znaczenie, jeśli nicość
W dążeniu do zarywania maseczek?
Zbyt dużo strachów, jakaś to litość?
Postawię tu rodzinę całą kropeczek.

W przeciąganiu lin ryjek wieprzowy,
A to przecież nie w dresach jest sęk,
Warto zaopatrzyć się w gaz pieprzowy?
Troszkę strachu, niesmak, jeden stęk.


DZIEŃ DOBRY I DO WIDZENIA 2020-01-21

Dzień dobry i do widzenia,
Autografy złożone jak Picassa,
Punkt zależy od spojrzenia,
Wyrwała się spod tego lassa.

Dzień dobry i do widzenia,
Żadnej propozycji dla niej,
Do następnego posiedzenia,
Wcale nie lepiej i nie lżej.

Dzień dobry i do widzenia,
Autografy złożone jak prezydenta,
Za mało wciąż ma doświadczenia,
Powrót i znów jak pominięta.

Dzień dobry i do widzenia,
Następny raz będzie w marcu,
Notka dla faktu potwierdzenia,
Budowa cepa trwa w kwarcu.

Dzień dobry i do widzenia,
Nic poza tym, nic poza tym,
Już nawet żadnego powodzenia,
Człeku, radź sobie sam ze złym.


PUSTKA, POCZWARY I ZACHWYT 2020-01-21

Pustka w tym dzbanie,
Niepokoją te zawirowania,
Nie ma ciebie, kochanie,
Choć obietnic chyba tysiące...

Poczwary północy widnieją,
Sen może nadejdzie,
A reszta nie będzie zawieją,
Spojrzę świtem, słońce wzejdzie.

Pustka w tym dzbanie,
Lecz nie taka jak pełnia księżyca,
Będzie dobrze, kochanie,
Teraz już wszystko mnie zachwyca.


POŁOWICZNE PARAMETRY 2020-01-20

Załatwione parametry na pół,
Zapis rozjeżdża się czasem,
Zaczesanie włosów, czysty stół,
Beznadzieja idzie z hałasem.

Straszna cisza jak krzyk dwa,
Każdy obiecujący tak milczy,
Widocznie czas taki i jego mgła,
Wilk i tygrys - obaj są jak wilcy?

Załatwione parametry na pół,
Korona prawdziwa, ale to walka,
Chwila wspólnego tańca i dół,
Lecz ta, z krwi i kości jest lalka.

Obszerne kielichy poniedziałku,
Litr za litrem, witamina jabłka,
Utracjusze w stycznia rozdziałku,
Lecz wciąż na kolanach żabka.

Załatwione parametry na pół,
Bruzdy cyklonu i wulkanów też,
Rytmy zakłócone bąków i pszczół,
A zdziwiony wygląda także jeż.

Gromada bluzek i sukienek,
To koleżanki są wybory, nic nici,
Dźwięki niepokojące scenek,
To wylądowali na dachu kosmici.


KANKAN ŚWIATA I ŚWIĘTO STAŁEGO KLIENTA 2020-01-20

Świat tańczy kankana z rzeką,
A plamy ropy są nieszkodliwe?
Listy prawie są i sen pod powieką,
Czy te wyznania są prawdziwe?

Stała klientka, święto klientki,
Czy aby na pewno? Właśnie tak?
Pejzaż życia jak gepard w cętki,
Na razie wyspa i statku wrak.

Chciała nawet o pomoc prosić,
Lecz nieśmiałość to jej domena,
Na razie nie będzie tego głosić,
Częściowo spełniona ta scena.

Świat tańczy kankana z wiosną,
A wiosna między zimy wersami,
Rówieśnica znów mamą, rosną,
A ona w dziurze, tylko ze słowami.


BEZPAŃSKIE PSY CZASU 2020-01-20

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Pełznął przez miasto wąż zawiły,
To w szarości utkane były sny,
Kompozytor powitał ją tam miły.

Rewelacja w całokształcie ramy,
Taki obrazek: tory, blokowiska,
Usuwała gumką chwili stare plamy,
Wyszła w końcu z tego trzęsawiska.

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Karuzela życia w koło się okręca,
Adonis zagadał, poszedł w mgły,
A jej serce wolność sobie zawdzięcza.

Listy napisane starannie, z kaligrafią,
Teraz tylko szybkie drukowanie
I dokument podpisany ważną parafą,
Co ma być, to tylko się tak stanie.

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Furia już minęła jak ten czas cenny,
Swędzi, trzeba podrapać wredne pchły,
Przy nocy zdarza się - człek jest senny.

Nadzieja płynie żaglówką, pełny wiatr,
Uśmiech do rodzicieli, pomadka babki,
A sworznie i śruby ojca, niejeden siadł,
Ukłon żony brata w przelocie jej łapki.

Kalendarze jak bezpańskie psy,
Raz się zdarzyło - stycznia kwiat,
Inne zasady tej samej, jednej gry,
Tygrys w przeszłości, ból już spadł.

A w słowie: dobranoc - noc i dobry,
Czas myśleć o uzyskaniu tytułu;
Człek człekiem, a Bolek to Chrobry,
Koniec płaczu, koniec gliny i mułu.


STOP DLA ŁAMANIA GRANIC 2020-01-19

Kolejne listy wysyłane w dal siną,
Kolejne s.o.s., a nawet nie to...
Czasem krztusi się własną śliną,
Ale każdy chce żyć, wybija już sto...

Granica wytrzymałości, dalej stop,
Koniec bluźnierstw z ust ropiejących,
Jest jaka jest, ale ma dobry trop;
Lód ostateczny z gór topniejących...

Kolejne listy wysyłane w dal brązową,
Kolejne s.o.s., a nawet nie to...
Miłość rodzicieli miłością tak wartościową,
Młodość sprowadziła statek na dno...

Granica wytrzymałości, dalej stop,
Koniec przebijania włócznią na wylot,
Czas na porządki, w dłoni już mop,
Starym samolotem idealny to przelot...

Kolejne listy wysyłane w dal srebrną,
Kolejne s.o.s., a nawet nie to...
Wybrała łódkę biedną z iskrą średnią,
Patrzysz na nią, a ona jest mgłą...

Granica wytrzymałości, dalej stop,
Nie znając genezy, nie wytykaj palcem,
Umarły telegramy, lecz dalej hop,
Nie bądź agresji robalem czy padalcem.


MÓWIĄ I MÓWIĄ 2020-01-19

Mówią: jesteś jak czarownica,
Lecisz na miotle w przestworza,
Mówią: jesteś jak ladacznica,
Rozkładasz nogi, istoto nieboża.

Mówią: jesteś jak darmozjad,
Zżerasz cudzy chleb, krwawicę,
Mówią: złe ziarno, zła to ślad,
Ukamienować tę bezbożnicę.

Mówią: jesteś księżniczką głupią,
Paluszki boisz się pobrudzić,
Mówią: jesteś jak kością trupią,
Przestań się już tak łudzić.

Mówią: przestań śnić na jawie,
Bezsensowna marzycielko,
Mówią: nie bądź naiwna w zabawie,
Ty wielka oskarżycielko.

Mówią: tyś fajna, a z której strony?
Gruba jesteś jak beczka i brzydka,
Mówią: nasze wspaniałe są kokony,
A ty spadaj z tej planety, boś cipka.

Mówią: z taką buzią chcesz do ludzi?
Nie dla ciebie ta kiełbasa jest przecie,
Mówią: spieprzaj dziadu; obłęd to budzi;
Nie tędy droga, ale co ona tam plecie?


NO CÓŻ? NO JUŻ. TAKI KLIMAT 2020-01-19

To, co mówi, co wypowiada,
Przenika w nicość, w otchłań,
Bo adonis już zaraz spada,
Może to smak lepszy dań...

No cóż, nikt nie jest bez win,
A jeśli ktoś jest, daje kamieniem,
Coraz mniej zostaje godzin,
Serce pragnie żyć, jest skamleniem...

To, co czuje, co ją gniecie,
Przenika w nicość, w otchłań,
Nikt nie podał ręki kobiecie;
Raz pomyłka i już jak drań?

No cóż, świat nie ma litości,
A słabeusze niech spadają w kąt?
No cóż, dążyła do miłości,
A teraz płynie samotnie pod prąd...


OTRZĄSANIE PIÓR 2020-01-19

Zaciśnięto pętlę niezrozumienia,
Wiadomo, że każdy ma samotność,
Lecz kobiecie potrzeba ramienia,
A nie tylko z łez cała markotność.

Ale to nic, bezkresy w dzbanach,
Jedni powiedzą to, a drudzy to...
Zawsze wir żyje w ludzkich planach,
Wydostaną wrak, co opadł na dno...

Niezrozumienie jakby kopniakiem,
Lecz sytuacja wskazała dobry kierunek,
Teraz już wstanie, nie jest robakiem;
Wypiła lekarstwo życia i z niego trunek...

To już czas otrząsnąć pióra z szarości,
Wróble wreszcie pofruną w dal,
Zamkną się bramy niespełnionych miłości,
Zaczyna się wyjątkowy dla niej bal.


CÓŻ, GDY RADY BRAK 2020-01-18

Do życia podrywać chce  ludzi,
Lecz ludzie jak te posągi nieme,
Więc nicość samoistnie się budzi,
Nie da się wygrać z tym systemem?

I lepiej by się żyło o niebo,
A tak siedzi się na dupie i nic,
Jedynie złudzeń napis kredą,
Do tej pory zawsze wielki pic.

Do życia podrywać chce ludzi
I samą również, być latawcem,
Lecz niechęć zapał jej studzi,
Tylko się napić melisy z dziurawcem.


BÓLE STRAPIENIOWE 2020-01-15

Bóle wyszły, ropienie głowy,
Znów nic, choć są starania,
Ponowne milczenie połowy,
By było na tyle z kochania.

A i chleb stał się kamienny,
Sąsiad niczym wilkołak,
Stan smutny, stan niezmienny,
W gardle utknął jej kłak.

Głazy przy drodze szarzeją,
Ale nic, to zawsze wielkie nic,
Może ziarna jeszcze się zasieją,
A obietnica znów jak na wodę pic.

Bóle wyszły, głowa zdrowieje,
Dziś nic, ale jutro może coś,
Może słońce zaświeci i się zadzieje,
Może w końcu doceni ją ktoś.


LIST Z KOSZYKA 2020-01-15

Zaniosła w koszyku nadziei
List do pani prezes wysokiej,
Oddać, oddała, ciąg zawiei,
Nadal w plamie czarnookiej.

Zaniosła w koszyku nadziei
List do pani prezes modnej,
Lecz pani prezes w mierzei,
Dyplomacja w pozie wygodnej.

Zaniosła w koszyku wierzenia
List do pani prezes decyzyjnej,
A pani ta: kontakt i do widzenia;
Nie ma radości finezyjnej.

Zaniosła w koszyku starania
List do pani prezes kulturalnej,
Ładne słowa do zareklamowania,
Lecz wielkie nic jest załatwione.

Zaniosła w koszyku pragnienia
List o stałą pracę w pobliżu,
Lecz nie aplikacja z ogłoszenia,
Beznadzieja znów w negliżu.


BĘDZIE WSKRZESZENIE? 2020-01-15

Odnawia się tajemnicą słowa,
Obietnica przyjazdu w tym roku,
Ożywiona trochę jest jej głowa,
Lecz kiedyś też przyjazd w toku.

Do tej pory była nicość jak morze,
Wielkie wyznania były i achy,
Teraz też, lecz może miłości zorze?
Choć nadal niestabilne są dachy.

Odnawia się nową obietnicą swą,
Że chęć spotkania, że chęć miłości,
Lecz żeby znów nie otulić się mgłą,
Żeby znów nie gruchnęły im kości.

Do tej pory była nicość jak ocean,
Wielkie wyznania były i ochy,
Lecz na razie Polska, nie Orlean,
Wskrzeszą się miłości tej prochy?


DAR PONIEDZIAŁKU 2020-01-14

Hymny wzniosłe, leciały ptaki,
Poniedziałek dał magii kosz,
O zachodzie słońca ślimaki,
Przymus, by zarobić już grosz.

Niebo jak modelka najlepsza,
Sklepienie to cudowne, achy,
Nie wracajmy w tło, to sekcja,
Potęgą chwaliły się nam dachy.

I cudowność wylewała się tak,
Aż dzban radością się wypełnił,
Tylko smutki sprowadza wrak,
Chęć, by los dobry się spełnił.

Skafandry bytowania, już druga,
Wspomnienie tańca wspólnego,
Ubieramy już sen, chwila długa,
Dar poniedziałku, nie ma lepszego.


ALERGIE, LISTY, CHĘCI ROZMÓW I RZEŹBA 2020-01-14

Alergiczne bestie, powroty jak trucizna,
Od dziwnych zachowań formułowanie,
A w oddali jak wilk skrada się mężczyzna;
Na zakręcie wspomnień chęć na gadanie.

Gadanie o nich, o nas, o was gadanie,
Przywitanie chyba włoskie, brak orzecha,
Lecz kilometry mają swoje zaprzestanie,
A to już naprawdę trzeba mieć tu pecha.

I wywinął się wąż brunatny, i zastygł tak,
To rzeźba albo arcydzieło sztuki wstęgi,
Bez nazwy, ale z własnym losem i pakt,
Pod nią i za nią słowa pomknęły przysięgi.

Odrzucenie balastu tej alergii, usta nieme,
Ale cóż powiadać na niepowiadanie słów?
Karmić trzeba się chlebem, być systemem,
A nazajutrz formalina użyta wprost snów.

Takie tam prawdy, takie tam kłamstwa,
Dwa listy znów wysłane morzem internetu,
Istnieje dobro, istnieje A, B, C chamstwa;
Ku pieśni słonecznego użyć należy floretu.

A na podkreślenie wersów użyto balsamów,
Dusza z sercem śpiewają, bo tutaj żyją;
Nadzieja utalentowana siada do fortepianów,
Grają myśli, grają minuty, koronkę szyją.


UZUPEŁNIANIE ZAPASÓW I OCHRONIARZ 2020-01-14

Pomknęła niczym rakieta,
Uzupełniła w drogerii zapasy,
Ochrona i blond-włosa ta kobieta,
Chodzili razem do jednej klasy.

Chciała do niego zagadać,
Lecz on jak żołnierz na służbie,
Poszła więc dalej, trzeba zbadać,
Czy kolega uległ cygańskiej wróżbie.

Pomknęła niczym rakieta,
Uzupełniła w drogerii zapasy,
Powrót do domu, jedna skarpeta;
Czy ochroniarz pamięta tamte czasy?


LIŚCIE NA OSTROWIE TUMSKIM 2020-01-14

Schwytane w garść liście chwili,
Za drzewami jaz katedralny,
We włosach zimy wróbel kwili,
Spacer odkryciem oryginalny.

Dawniej odbywały się szkolenia,
Archidiecezja jak dom pierwszy,
Powróciły pod rzeźbą wspomnienia,
A dziś chleb pozostał czerstwy.

Schwytane w garść liście chwili,
Katedra jak dumna pani i potężna,
W zaułku znaleźli się i zgubili,
Pozostała twierdza jak mosiężna.

Dawniej odbywało się zwiedzanie,
Muzeum było pełne ciekawości,
A dziś hydrant i jego zastyganie,
Lecz dusza wiła się ku wysokości.

Schwytane w garść liście chwili,
Pan starszy i jego pies jak przyjaciel,
Rycerza skrzydła, w XIX w. się bronili,
A dziś gazeciarz nie ma na chleb.

Dawniej odbywało się spacerowanie,
Zakochane pary, papieże w tle,
Dziś także spacer, lecz wspominanie,
Powrót z uśmiechem, usunięto mgłę.


STAN PRZEBUDZENIOWY I ORKIESTRA 2020-01-12

Przebudzić się po prostu
To jednak stan jak głaz,
Czasem chęć: skok z mostu,
Lecz dziś gra orkiestra dobra.

Żeby tylko mordu nie było,
Rok minął od okrucieństwa,
Żeby tylko dobro się ziściło,
Żeby nie było męczeństwa.

Przebudzić się ot tak
To jednak stan jak sen,
Lecz dziś ciepła nie brak,
Pomaga każdy, co tu i hen.


SERDUSZKO ZA ZAKUPY 2020-01-12

Za zakupy drobne jak kapuśniak
Serduszko otrzymała czerwone,
Teraz bije bardzo mocno i głośno,
Dzieci chore będą całkiem wyleczone.

Za zakupy drobne jak mżawka
Serduszko otrzymała czerwone,
Dobro jest wspaniałe, migawka,
W finale dobre serca będą rozliczone.

Za zakupy drobne jak maczek
Serduszko otrzymała czerwone,
Kasjerka z uśmiechem jak robaczek,
Takie chwile godne i podkreślone.


SPACER WZDŁUŻ PŁOTU MINIONEGO 2020-01-12

Wzdłuż płotu dawnych wydarzeń
Szła równym krokiem, z uśmiechem:
Ojciec odebrał ją z pksu, zdarzeń
Podobnych było więcej, z grzechem.

Dziś świecą kolorowe gwiazdy tam,
Betonowe powstają bloki i biura;
Dziś duch dawnego pozostaje sam,
Nad głową samolot w chmurach.

Wzdłuż płotu dawnych wzruszeń
Szła energicznie, z wielką miłością;
Chłopak całował, czas poruszeń
I jechała z dworca doń z radością.

Dziś choiny złote jak panny na balu,
Inne momenty, a suknie za witryną;
Dziś jeszcze trochę ma w sobie żalu,
Idzie i staje się silniejszą dziewczyną.

Wzdłuż płotu dawnych marzeń, nadziei
Szła jak wykwintna dama, szczęśliwa;
Nad głową litera szarości, litera zawiei,
Lecz poczuła radość, a ulica hałaśliwa.

Dziś złote atramenty odkreśliły kreską
Minione spojrzenia z lotu ptaka i inne;
Młoda kobieta odzyskała rękawiczkę,
Dobry dziś uczynek, siły niczym zwinne.

Wzdłuż płotu dawnych pragnień i chwil
Szła jak dystyngowana pani w okazałości;
Pozdrowienia z miasta, wiele tych mil,
Było i minęło, nie ma już dawnych zaszłości.

Dziś złote gwiazdy na zielonym niebie,
Uśmiech niczym banan, pamięć o powstańcach;
Dziś wybacza, odnajduje w ciszy siebie,
Nie ma mowy więcej o metalowych kagańcach.


ZAGADNIENIE NIEZROBIENIA 2020-01-12

Zagadnienie niezrobienia listu,
A motywacja jak syn pierworodny;
Czas wydał swoje nakazy ze świstu,
Taki system biegu nawet modny.

Ambicja niczym Himalajów szczyty,
Lecz zegar inne wskazał godziny,
Rdza się wkradła, zatem zgrzyty,
Zmieniły się plany tej dziewczyny.

Zagadnienia niezrobienia wykazu,
A motywacja jak córka pierworodna;
Palec samoistny dodaje nakazu,
Wola dziewczyny musi być zgodna.

Rzeczywistość jak upiór z zamku,
Trzeba i koniec, trzeba i kropka,
Jutro nadchodzi, już na krużganku,
Żeby znów nie wyszła jakaś szopka.


BEZKRESY 2020-01-12

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach wysp i kontynentów
Spijanie nektaru samotności...

Bo nawet znajdując się w tłumie,
Jesteś palcem u jednej dłoni,
Bracia są nieliczni, pojedynczy...

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach wspomnień i chwil
Statki płyną napędzane myślą...

Bo nawet znajdując się w mieście,
Jesteś osiką przy drodze,
Drżysz w deszczu, drżysz jak liść...

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach planety i kosmosu
Rozpościerasz skrzydła w locie...

Bo nawet znajdując się w więzieniu,
Jesteś tylko swój, wolny jak ptak,
A tego pierwiastka nikt ci nie zabierze...

Rzeczywistość w ciszy ramionach,
W bezkresach gzymsów i marmurów
Możesz odzyskać jeszcze twarz...

Bo nawet znajdując się wśród kamieni,
Jesteś kroplą, co drąży skałę,
Przesmyk nieduży, ale da się przejść...


PIJANYM PLĄSEM DO OAZY 2020-01-11

Już pijane te toasty,
Toasty za zdrowie i blask;
Gdzieś tam w tle balasty,
Lecz na sercu jest kask.

Piorunem nocy nazywanie,
A kamienie jak piórka;
Gdzieś tam w tle kochanie,
Lecz czas odejść od biurka.

Już pijane te pląsy,
Pląsy niczym węża i wstęgi;
Gdzieś tam w tle wąsy,
Lecz los dobry tego włóczęgi.

Piorunem dnia czyszczenie,
A głazy jak chmurki;
Gdzieś tam w tle spełnienie,
Lecz do pokonania górki.

Już pijane te oddechy,
Oddechy życie oznaczające;
Krew w kielichu za grzechy,
Lecz nowe są tak uwłaczające.

Piorunem bytu rozmyślanie,
A chwila jak zdjęcie w albumie;
Gdzieś tam w tle uwalnianie,
Serce znajdzie serce w tłumie.


LISTY ZE ZNAKIEM 2020-01-11

Listy wysłane ze znakiem "ot tak",
Może będzie odezwa albo i nie;
Orzeczenia o niepełnosprawności brak,
Bycie człowiekiem, a to chyba źle.

Listy wysłane ze znakiem "a może",
Morze szerokie i głębokie, zaśmiecone;
Więcej niż 26 wiosen na tym dworze,
A zatem blaski jak księżyce zaćmione.

Listy wysłane ze znakiem "a nuż, widelec",
Może nakarmione będą już gardziele;
Omijanie wzrokiem, szary to jest wisielec,
Modły na kolanach zawsze w niedziele.

Listy wysłane ze znakiem "kiedyś się uda",
Nadzieja zawsze umiera jako ostatnia;
Trzeba wierzyć w siłę, trzeba wierzyć w cuda;
Zostawiam płaszcz, tutaj jest szatnia.


O ARCHIWIŚCIE 2020-01-11

Archiwista rozwiązuje sprawy,
Nie dla hecy, nie dla zabawy,
A jedynie dla sprawiedliwości
I dla ofiar ludzkiej brutalności.

Pierwsza odsłona tego teatru,
Sześcioro oczu i błysk ekranu,
Ciekawość w powiewach wiatru,
Coś inaczej niż według planu.

Archiwista rozwiązuje sprawy,
Choć munduru brak i obawy,
A jedynie wynik w minut pięć,
Pan szeryf złośliwą ma chęć.

Pierwsza odsłona tej sztuki,
Sześcioro oczu jak w hipnozie,
Ciekawość włożona w wydruki,
Raz pod wozem, raz na wozie.


OGOŁOCENIE 2020-01-11

Ogołocone myśli jak drzewa z liści,
Potępienia godne i niegodne sny,
Widziałam ludzi, oni jak ewangeliści,
W momencie tym nasze są ćmy...

Ogołocone kieszenie z miedziaków,
A dziś przecież platynowe karty,
Szłam pośród pól, tłum pędraków,
Lecz każdy człek jest czegoś warty.

Ogołocone kartki jak spiżarnie,
Zapis kołysze się jak statek tutaj,
Gwiazdy zgasły, zapalone latarnie,
Do następnych drzwi też zastukaj...

Ogołocone serca z cierni i plam,
Nie płaczą niebiosa, ustały chwilą,
Na morzu dżentelmenów i dam,
Pozwalam frunąć w dal motylom...

Ogołocone cisze słowem żebraka,
A świat krzyczy - silikonowe usta,
Niech rodak szanuje swego rodaka;
Poezją bolesną widna biała chusta...


ŻARCIK PIĄTKU 2020-01-11

Zaskoczył w całej krasie piątek,
Listy niewysłane, firana czysta,
Zadrżała osika na inny wątek
I trwała pogoda nam dżdżysta.

Choinka położyła się do snu,
Pękła jej noga, a to plastik,
Rozebrana już, brakło aż tchu;
Strzał w dziesiątkę, fantastik.

Zaskoczył w całej krasie piątek,
Na dywanie brokat jak diamenty,
Z hukiem weekendu to początek,
A listy dwa jak domu fundamenty.

Cały plan diabli wzięli, inny los,
Taki figiel, taki dowcip, taki żart,
Lecz nie spłonął do końca stos
I taki piątek więcej jest tu wart.


CZĘSTY OŁÓW 2020-01-10

Oczy jak z ołowiu, szare to tło,
Te oczy płaczą kroplą ze śniegu,
Świat oblekł się jak kołdrą mgłą,
Już trzeba być gotowym do biegu.

Często mamy teraz te szarości,
Ukryć się jej nie da za domami,
Sercem wieczna droga ku radości,
A tutaj co jest? Tak między nami?

Oczy jak z ołowiu, bez firany mrok,
Te oczy płaczą kroplą ze śniegu,
Świat jakby jeszcze spał, mój krok,
Już trzeba być gotowym do biegu.

Często mamy teraz te szarości,
Ukryć się jej nie da za drzewami,
Z nadzieją droga też ku miłości,
A tutaj co jest? Stan między wersami.


SZUFLADA PÓŁNOCY 2020-01-10

Północ i te jego sprawy,
Zegary niczym roboty,
Koniec czwartku i lawy,
Nie ma czasu na głupoty.

Minione jak Minionki,
Zakamarki kropek, kresek;
Kiedyś żyły też stonki,
A teraz gwoździe do desek.

Północ i te jego głazy,
Zrzucam balast z balonu;
Nie wiem, które już razy,
Odraczanie swego zgonu.

Minione jak dzieje dawne,
Zakamarki duszy, serca;
Z tej strony mało zabawne,
Iż wiertło życia przewierca.

Północ i te jego pięści,
Walnąć w blat to mało;
Rozbiórka już na części,
Brudy by się wnet wyprało.

Minione jak obietnice,
Zakamarki bolesnych spraw;
Umarły dawno dziewice,
Teraz każdy płynie wpław.

Północ i te jego znużenie,
Barykada i wodospady;
Sen dobry - jedyne zbawienie,
A rano znów ruch do szpady.

Minione jak chwile cenne,
Drżą nadzieje, damy radę;
Chleb - życzenie codzienne;
Północ zamyka swą szufladę.


TRAMWAJ Z BYLE JAKĄ NUMERACJĄ 2020-01-10

Wsiadła do tramwaju byle jak,
Byle jaka była też jego numeracja,
Nie padało łzami, mokry pakt,
Rozszalała się tłumów ekscytacja.

Zakochana w Grzesiu blondyneczka,
Nieznajoma pani i śledzie w słoju,
Zaczęło padać, średnia ta wycieczka,
Zależy od świeczki i wosku w pokroju.

Wsiadła do tramwaju byle jak,
Byle jaka była też jego numeracja,
Zmokły kury i koguty, a to szlag!
Rozpędzone rakiety i czasu fiksacja.

A przy drodze samotności głaz,
Bez ronienia łez, kałuże jak morza,
Uciskany jest pasem biedy płaz,
Lecz zajaśnieje jeszcze dlań zorza.

Wsiadła do tramwaju byle jak,
Byle jaka była też jego numeracja,
W gardle smutek stanął jak kłak,
Lecz nie można się poddać - racja.

A na zakończenie sinusoida biała,
Czasem pouczenia jak profesorów,
Osika do snów uderzyła, zadrżała,
Koniec złego, koniec tych terrorów!


PEJZAŻ PUPY 2020-01-10

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jest Jasia.
Dobry smak pomidorowej zupy,
On-line była też jedna Kasia.

Potem jakby trzask zapałki,
Ropiały krosty bezrobotne,
Lecz nie uroniły łez patrzałki,
Wystarczą ulice tak wilgotne.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jest blada.
Ojciec nie pomoże, brak lupy,
Lecz załamać się tu nie wypada.

Potem jakby grom z nieba,
Dyskusje o strzelaniu i mordzie;
Jedyne, co chce, to chleba,
A reszta odbywa się w Oxfordzie.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych lister jest pupą.
Bliźniacza dusza też ma strupy,
Lecz silną w pojedynkę są grupą.

Potem jakby mobilizacja jej sił,
Dookoła zamęt i ciernie w krzewach;
Wąż uparty, bez ustanku się wił
I o wizji skarbu żywego chór śpiewa.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jest ciałem.
Wyłonił się adonis z cichej trupy,
Ty milczysz, przywitać się chciałem.

Potem jakby wyznanie w spowiedzi,
A on wyjeżdża w dal i też w góry;
A w niej znajomy głaz tkwi i siedzi,
Cierń głodowy, jej niebo ma chmury.

Jakby to rzec o pejzażu pupy?
W całości swych liter jak półksiężyce.
Produkcję przeprowadza kupy;
Nadzieję w przesłaniu dają tu ulice.

Potem jakby czas dla zapomnienia,
Marmurowe posągi w sercach tęgie;
Miło zaznać przyjacielskiego ramienia,
Rozwijają dusze siły kolorową wstęgę.


NIE MA TO JAK ADONISOWE OBIETNICE 2020-01-09

Mówił adonis, że rozumie,
A potem ubrał milczenie...

Widziałam pustkę w tłumie,
A potem było więzienie...

Mówił adonis, że poważnie,
A potem konspekt inny...

Postępowałam też odważnie,
A potem wybór był winny...

Mówił adonis, że nie jest łasy,
A potem niech się martwi...

Ubolewam, jak tragedia czasy,
A potem jak glony wargi...

Mówił adonis, że on jest inny,
A potem na pięcie zwyczajnie...

Cóż? Parapet zawsze słynny,
A potem też będzie fajnie...


SAMOTNA W SWEJ WALCE 2020-01-09

Samotna na placu boju,
To palec jak wskazujący,
Listy tkane z nici znoju,
Lecz brak odezwy dołujący.

Samotna na losu drodze,
To palec jak środkowy,
Jak jest ok, to przy nodze,
A jak źle, to świst podkowy.

Samotna pośrodku miasta,
To palec jak kciuk w dół,
Od dziś dieta, zero już ciasta,
Pusty uczynił się też stół.

Samotna pośrodku nicości,
To cała dłoń jak pięść mocna,
Nijaki styl, łamane są kości,
Lecz nadejdzie chwila owocna.


WSZYSTKO RAZEM 2020-01-09

Szanse, nadzieje, starania,
Środa odeszła do lamusa,
Małe wkradły się skłamania,
To już sen daje nocy całusa.

Byty i niebyty, groźby wojny,
Strach zrobił oczy, złe rzeczy,
Człek w dobro winien być hojny,
Lecz natura dzika temu przeczy.

Szanse, nadzieje, starania,
Może to środa zbyt wybredna?
Czas powinien być zakwitania,
Lecz na razie istota biedna.

Byty i niebyty, chaos życiowy,
Głodne brzuchy i złote korony,
Lecz nadzieja na los kolorowy,
Chwile w cztery świata strony.


KOLEŻANKI NA KAWIE 2020-01-09

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Wydały ponad dwadzieścia złotych,
Rozmowę miały, miały zabawę,
Dzwonił do jednej facet z gabloty.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Wymiana upominków na święta,
Sikorka głodna wrażeń w oprawę,
Frytki znad morza każda pamięta.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Wymieniły ze sobą zdań trochę,
Selfie też powstało, ciało chropawe,
Babcine ciuchy, strzał grochem.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Przesyłka z oddali przekazana,
Cukiereczki, przekładki w lawę,
Taka to historia była spotkania.

Dwie koleżanki poszły na kawę,
Nogi jak kołki po spacerze w galerii,
Krople do nosa załatwiły sprawę,
Dziewiętnasta - ładowanie baterii.


ADONIS I KOLEŻANKA 2020-01-09

Ułożyły się w stos zdania i kropki,
Pisał adonis wielkie słowa o chęci,
Nie dorozumiała go i wyszły szopki,
A poza tym karuzela się wciąż kręci.

Ale dla niej ważniejsza sprawa jest,
To chleb powszedni, nie każdy ma,
Dziś rozgrzewka, a jutro ważny test,
Tak kręci się wokół słońca ta Ziemia.

Ułożyły się w chaos zdania i przecinki,
Pisał adonis, że sam nie wie jeszcze,
A to w herbacie z cytryną są witaminki,
Możliwość kawy z koleżanką i dreszcze.

Ale dla niej ważniejsza sprawa jest,
To dach nad głową, nie każdy ma,
Dziś początek, a jutro wielki już test,
Tak kręci się wokół słońca ta Ziemia.


WSZYSCY CHCĄ ŻYĆ I TO SZCZĘŚLIWIE 2020-01-08

Szaruga znów za oknem ma bal,
Ona serca zmęczone przygnębia,
Groźba wybuchu wojny idzie w dal,
Zło w zło naocznie nam się zazębia.

Wszyscy chcą żyć pełnią życia,
A nie znów nakładanie cierpienia,
Jeszcze tyle byłoby do odkrycia,
Lecz to diabeł świat stawia do cienia.

Szaruga znów za oknem ma bal,
Ona przygniata jak głazy zmrożone,
Sekretarka automat miała szal,
Środa taka - punkty planu odhaczone.

Wszyscy chcą żyć i jeść chleb,
A nie głodować i moknąć na ulicy;
Dlaczego więc wali się człeka w łeb
I dlaczego ludzie są jak ci dzicy?


SKAMIELINY I NIE TYLKO 2020-01-07

Skamielina ciszy, gruzowisko,
Błękitne rysy serca jak posągi,
Krwawiło serce, nowe obozowisko,
Jadą w dal szczęścia to pociągi.

I nie zatrzyma ich nikt ani nic,
Niestraszna już cisza i granaty,
Na sztaludze życia piękna szkic,
Pokroiłam w paseczki już bataty.

Skamielina błysków, gwiazda,
Rzeczy małe, lecz najpiękniejsze,
Sromotny muchomor i jazda,
Teraz już tylko chwile najjaśniejsze.

I już nie może ciemnieć niebo,
Bo reflektory działają bez zarzutu,
Dać życie drzewom i glebom,
Usunąć z płuc pyły i ziarna śrutu.

Skamielina świętości, królów moc,
Za prawdę starań dziedzictwo jest,
Ojciec poszarzał szarugą, jak kloc,
Dobre serce na dłoni i losu też test.

I już nagromadzają się platformy,
Skaczą jak kangury, martwe widoki,
Ruszamy, rzeczywiste są te reformy,
Niczym żółwie stawiam swoje kroki.

Skamielina zasad w dobrych murach,
Zasadziłam ziarno nadziei w glebie,
Nicość skrywa się w czerni chmurach,
A w snach wolności galopuje źrebię.

I już gwiazdy migoczą, otarły swe łzy,
To nic, że milczał jak zaklęty krąg,
Do kwiatów motyle, do światła to ćmy,
Wypływa na szerokie wody jej pstrąg.

Skamielina umęczonych gruszek,
Już spadają jabłka obok jabłoni,
Przeczesany włos, zawartość puszek,
Sen, a to budzik na alarm dzwoni.

I już ostatni produkuje się wers,
Cicho sza, rzeka jak dzikie zwierzę,
Pies dalmatyńczyk, a kot to pers;
Idę, biegnę, pokonałam już wieżę.


SERCA DŁUGOPISEM 2020-01-07

Piszę, serce długopis podaje,
W cieniach odbicie lustrzane,
Ciszą nakreśla on i zaznaje,
Ona z nadzieją jak siostrzane.

Zakamarki najciemniejsze,
Dawniej wojny bywały i śmierć,
A serce zawsze najcenniejsze,
Warto zapamiętać tę tu ćwierć.

Piszę, serce długopis podaje,
Chronologia dat jak właściwa,
W tle miłość stoi i nic nie udaje,
Prosta linia, linia też krzywa.

Zaplątane sny jak wróble w gałęzi,
Nie skowyczy dziś czas smutny,
Uwolniła się chwila ze swej uwięzi,
A świat wciąż grozi wojną butny.

Piszę, serce długopis podaje,
Uogólnione prawdy dla właściwości,
Szansa z szukającym się zadaje,
Wciąż wierzę, że ozdrowieją kości.

Orszaki kolorowe i okazałe dziś,
Wszyscy podążają jak mróweczki,
Ni Arek, ni Michał i nie Zdziś,
A na kolację zabrakło paróweczki.

Piszę, serce długopis podaje,
A drogowskazy jak znamiona,
Odchodzą ludzie, nadzieja zostaje,
Świat wreszcie otwiera swe ramiona.

I nocą układam się do poduszki,
Policzę barany i zobaczę też płot,
Pozbieram ze stołu dnia okruszki,
W fantazji rozpoczyna się już lot.


CZAS DO PRACY JUŻ 2020-01-07

Trzech Króli przyszło i odeszło,
Lecą motyle wykonanych zadań,
Dziś chmury, oby słońce wzeszło,
Codzienności dają wiele zmagań.

Te na dzisiaj wykonane raz dwa,
Wypisane dane i życiorysy - szał,
Teraz już przemija złego mgła,
Tańczą serca, bal to dusz i ciał.

Trzech Króli przyszło i odeszło,
Lecą ćmy wykonanych założeń,
Świąteczne leniuchowanie przeszło,
Teraz trzeba spiąć się do przyłożeń.

Zadania wykonane, relaks też,
Teraz wędrówka w dalszym ciągu,
Maszerują do pracy myszy i jeż,
Nikt nie stoi jak posąg w przeciągu.


TRZECH KRÓLI 2020-01-06

Miastem podąża orszak trzech króli,
A szarość otula niczym płaszczem;
Dary święte, lecz smak niemych bóli,
Po sercu los piórem nadziei głaszcze.

Miastem podąża orszak króli trzech,
A kawa jak nektar, a ciasto jak jedwab;
Zaspała albo i nie, mały jej to grzech,
Kacper, Melchior i Baltazar - to oni.

Miastem podąża orszak trzech króli,
A czas ma swoje rytmy, 2020 to rok;
Do tej pory dobrzy, do tej pory czuli,
Stawiają raźnie po ziemi swój krok.


BRAMY ZWYCZAJNOŚCI 2020-01-05

Bramy zwyczajności otwarte są,
Bale przeminęły z hukiem,
Lecz słońce podkreśla się mgłą,
Którą odrzuca, kłopot z lookiem?

Kotary z okien już odsłonięte,
Witamy nowy dzień, błękit jak cudo,
To, co nijakie, najlepiej pominięte,
Bywało cienko, bywało też i grubo.

Bramy zwyczajności otwarte są,
Bale będą dalej trwały w nowej ramie,
Lecz teraz rzeki płyną z ostatnią łzą,
Mówimy "dość" niepotrzebnej plamie.

A cisze z królestwa adonisa - trudno,
Widocznie adonis królem nad króle,
Lecz nie będziemy żyć chwilą paskudną,
Niech się radują bogacze i żule.


ROZCIĄGŁOŚĆ NIEDZIELNA 2020-01-05

W rozciągłości przestrzeni
Zamieszkał skunks przeszłości,
Wyrzuceniem wizja się mieni,
Bo fizycznej nie było zażyłości.

Inne wodospady też widziałam,
Poplątały się drogi jak liany,
Być może sprintem uciekałam,
Lecz pobudka i mile widziany.

W rozciągłości przestrzeni
Zamieszkał pancernik przeszłości,
Ospałością wizja ta się mieni;
Zbieranie kryształów radości.

Inne łąki i rzeki podziwiałam,
Namiastka bólów po minionym,
A dziś z leniwcem zaspałam,
Bo niedziela dniem spowolnionym.


HOKUS POKUS 2020-01-04

Czeluści piekielne, hokus pokus,
Czary mary i cała reszta w komplecie,
Palcem okrążony dawno cały globus,
Świat ciszą jest do jednostki w balecie.

Jednak niespodzianka od gwiazdorki,
Renifer z kulą śniegu, ledowy błysk,
Także życzenia na święta i rok, sorki,
Jedna nadzieja w sercu - chleb to zysk.

Jednak miła pogawędka z nieznaną,
Poranne godziny niczym noc, prawda,
Rozkład autobusu, chwila pokolorowaną,
Bezrobocie, młodzi, egzaminy i jazda.

Jednak podróż w zimowe chwili świsty,
Elektryczne jamniki prosto z fabryki,
Wysyłają doń ze Sosnowca długie listy,
A ona ma odmowy wielkie te nawyki.

Samotność tańcząca kankana, dzień,
Abrakadabra i inne kontynuacje ciszy,
Minął czas, też zastoju odszedł cień,
Słyszę kroki biegnącej gdzieś myszy.


ZDOBYCIE SZCZYTU SREBRNEGO 2020-01-04

Zdobycie szczytu srebrnego,
A kształt czwórek jak malowany,
Koniec semestru to trzeciego,
Uśmiech w sercu już narysowany.

Męki to były, straszne wertepy,
Żołnierze sądów i własności chwil,
Zarwane noce jednej to kobiety,
Meta w pokonaniu wiedzy tych mil.

Zdobycie szczytu srebrnego,
A kształt czwórek jak złote blaski,
Koniec semestru to trzeciego,
Brawo, choć milczą wokoło oklaski.


CHWILOWY SPADEK MOCY 2020-01-03

Zawroty głowy z tej samotności,
Adonisowe zapewnienia i cisza,
Lecz to nic, moc w przytomności,
Wspomnień cała jest już klisza.

Chwilowy spadek to jest mocy,
Jutro zabłyśnie słońce jak złoto,
A dziś jeszcze bóle bez pomocy,
A jutro zadra wpadnie w błoto.

Zawroty głowy z tej samotności,
Adonisowe nie znaczące nicości,
Lecz to nic, kroki tylko ku radości,
A prawdy zakiełkują w doniczkach.

Chwilowy spadek to jest mocy,
Zasady prawne w pracach i sądach,
Nie było hejtera w środku nocy,
Jednak jesteśmy o innych poglądach.


CZOŁGI I SAMOLOTY DO SUKCESU 2020-01-03

Czołg w cudzysłowie jechał
Poprzedniego dnia i nocy,
Portfel pusty, długa krecha,
A tu już trzeba być w mocy.

Zakładać palta dla stycznia
I biec jak maratończyk do mety,
Eskapada naukowa drastyczna,
Już wezwanie doszło do kobiety.

Samolot w cudzysłowie leciał
Poprzedniego dnia i nocy,
Patrzę na kruka, on wzleciał,
A cała reszta ruszona z procy.

Zakładać mundurki dla apelu
I biec jak Gump do sukcesu,
Złoty medal zdobędzie niewielu,
Lecz na razie w uścisku dresu.


OTWARCIE OCZU 2020-01-02

Otwarte oczy są szeroko,
Pląsy snów jak wijące się węże,
Gdzieś na dnie, łza głęboko,
Rozpościerają się dnia sokoły.

O skąpcach i kpiarzach informacja,
Bóg zbierał na wymianę drzwi?
Słoneczko, lecz nicości też fiksacja,
Nadzieja jak diament tak lśni.

Otwarte oczy są szeroko,
Jest jak jest, nic się nie zmienia,
Podwyżki sięgną do portfela głęboko,
Rozpościerają się dnia słowiki.


PAJĄKI NOWEGO ROKU 2020-01-01

Senne to początki nieznanego,
Łaskawa odpowiedź na życzenia,
Człek nie ma filtra tu właściwego,
Nie idzie, bardziej ślimaczenia.

Uchylenia bądź zmiany to wszelakie,
Nędzna egzystencja w szarości,
Dni nowe, ale jakby po staremu idą,
Na razie trudno osiągnąć radości.

Senne to początki nieznanego,
Adonis pogłaskał się też po brzuchu,
Choć każdy chce życia wspaniałego,
Na drugą nóżkę jeszcze po maluchu.

Może lepszy stanie się świat i ładny,
Zakwitną kwiaty i stycznia tego pąki,
Czas nadal wirujący i taki nieskładny,
Nowego roku wylazły już tutaj pająki.


BYŁ TO BAL KAMERALNY 2020-01-01

Były tańce, były swawole,
Toast na zdrowie i na szczęście,
Miłości życzą, a to babole,
Gorzko-słodkie życie ma pojęcie.

W gronie winogron i rodziców,
Zaproszenia z całej Polski na bal,
Odśpiewanie hymnów Sopliców,
Mroki odsyłam listem w siną dal.

Były tańce, były swawole,
Toast na zdrowie i na pieniądze,
Kolorowe mienią się parasole,
Potęga serca i jego silne żądze.

W gronie szampana i najbliższych,
Nie odezwał się wielce zakochany,
Koniec przeszłości jest coraz bliższy,
Nowy rok znów idzie, cały pijany.

Były tańce, były swawole,
Toast na zdrowie i na zapomnienie,
Zielony eliksir, zielone topole,
Zagaja się serce, kończy krwawienie.

W gronie śpiewów i nie śpiewów,
To nowy czas, droższe oddychanie,
Lecz koniec złości, koniec gniewów,
Będzie zdrowie i na chleb zarabianie.


NOWA DZIWNA DATA 2020-01-01

Stało się, o rok starsze węże,
Dziwna data wzeszła jak słońce,
Postanowienia teraz potężne,
Sztabki bólu i ich świeże końce.

Stało się, trzydzieści jeden w jeden,
Dziwna data jak księżyca nów,
Jeszcze nie, ale może będzie Eden,
Zakopiemy topór, zakopiemy rów.

Stało się, szczęśliwego nowego roku,
Dziwna data jak zaklinanie snów,
Zaczynamy życie w całym słowotoku,
Może zdarzy się cud cały ze stów.

Stało się, o rok starsze wszystko,
Dziwna data jak dziwny jest ten świat,
Zamykam marzenie w zamczysko,
Życzenia nie dotarły, San Francisco.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]