kwasna | e-blogi.pl
CAŁOŚĆ I DOBRO ŻYCIOWE 2019-11-30

Całość ciąży jak kamień i głaz,
Niewzruszenie potoków i rzeźb,
Serce ma i jest niczym płaz,
Lecz słońce wstało, daje blask.

Całość topi jak sztorm jachty,
Huczy, porywa niczym liście,
Codziennie na byka płachty,
Lecz idzie wiosna już zaiste.

Całość ciąży jak ciężary wagi,
Wciąż płacz i stres, i lęki,
Stół, a na nim różnorodne dragi,
Lecz szczęścia zabrzmią dźwięki.

Całość brudzi serce jak kurz,
Zaraża depresją i chorobą wielką,
Poszarzały trawy wśród wzgórz,
Lecz stanie się możliwość wszelką.

Całość czarna jak smoła w beczce,
Niweluje czyny wielkie i starania,
A te łzy rozpływają się w rzeczce,
Lecz zniknie opuchlizna i też bania.

Całość sromotna jak te muchomory,
Zarażają ospą swych kropek białych,
A dookoła strzelają bezlitosne potwory,
Lecz doczeka się czasów doskonałych.


ŚWIR WEWNĘTRZNY 2019-11-29

Zakończenia nerwowe świrują
Jak wariaci w domu wariatów;
Dni wstrzymane tu smakują
Jak owoc dojrzewający sam...

Pląsy nawet nie, pytania w tle,
A czym się tak stresujesz?
I że stres jest zły, to wolę ćmę,
Która poleci, zanim zaadresujesz
Kopertę, a nawet kilka listów...

Tereny spragnione jak serca,
Pragnienie to wielkie życia i zdrowia;
Stres - cichy, skuteczny morderca
I kołysze się drzewo, pusta połowa
W szklance zapełnionej łzami...

Przydałby się wyłącznik tego stresu,
Już nie myśleć o obręczach w cyrku,
Co płoną jak pochodnie i z adresu
Wydawane są rozkazy z potylicy
Sromotnych muchomorów, słaby las...

Upadłe anioły płaczą materią smogu
I przekreślają loty ptaków ku wolności;
Trudno pokonać warstwę nałogów;
Cisza w chaosie niech utuli czerwone serca
I co drżą niczym osiki przy drogach...

Zakończenia nerwowe świrują
Jak wariaci w domu wariatów;
Czas do namysłu się zakończył...
Lecą nietoperze do komory pomsty...

Oj, daj Boże przyszłość stabilną,
A tła z szarugą okrutną wymaż jak gumką;
Nadzieja z myślą niech żyją przychylną,
Niech prawdy zabijają, ale tylko zło żywe,
A o martwicach opowiedzą archiwalia liczne...

Oj, daj Boże rozum i serce zdrowe,
Niech miną mgły i korony zepsucia spadną,
Niech odpoczną głowy od ich zadzierania;
Niech los wypełni opustoszałą dzbana połowę,
A pejzaż namalowany będzie przez rączkę...

Oj, daj Boże większą życzliwość świata,
Bo egoizm zabija wszystko i pali mosty,
Gramoli się mucha w smole, dobry człek
Pomaga jej się wydostać, a zły ją dobija;
Tylko patrzeć jak statek do brzegu przybija...

Zakończenia nerwowe świrują
Jak wariaci w domu wariatów;
Dobre chwile złym myślom zakazują
Panoszyć się bolesnym tematom...


ŚLIMAKI TEŻ CHCĄ BYĆ ZDROWE 2019-11-29

Ślimaki pełzną po zdrowie,
Recepta na lek w przedawnieniu,
Mickiewicz o Polsce się dowie,
Każdy ma nutę swą w przewinieniu.

Wiatry rozrywają świat na kawałki,
Zima jest jesienią, a jesień wiosną,
Puchną od nienawiści patrzałki,
Mucha nie jest o ludzi już zazdrosną.

Ślimaki pełzną po zdrowie,
Ośrodek zdrowia otworzą potem,
Pada deszcz po plecach i po głowie,
Biznes lekowy się kręci, jest złotem.

Pijany jak bela teść koła zatacza,
Z zimna zęby bolą i szczękają tak,
Cała prawda w niebyt się przeinacza,
Statków odkryty nie jeden już wrak.


WYPOWIEDŹ PRZEDSIĘBIORCY 2019-11-29

Powiedział raz przedsiębiorca:
Jestem bogiem, bo firmę mam.
Spojrzał nań spracowany dozorca:
Co zrobisz bogu, gdy przyjdzie śmierć?

Powiedział raz przedsiębiorca:
Jestem alfą i omegą, zwalniam.
Spojrzała nań bezrobotna:
Pan dziś bogiem, ja spowalniam.

Powiedział raz przedsiębiorca:
Jestem szefem, robię, co chcę.
Nikt nie chce u pana pracować?
Bądź pan bogiem, alfą i omegą.


NAPĘCZNIAŁE SERCE I GŁOWA 2019-11-29

Pęcznieją istnienia listopada,
Dźwięk obumierania kwiatów,
Patrzę, nie patrzę, wciąż pada,
Serce boli od echa i tematów.

Puchną dusze pośród ciała,
Lęki jak cymbały grają rytm,
Osika przy drodze zadrżała,
Bandziorów za rogiem spryt.

Kamienne barwy ma zwierzę,
To kameleon ze zdolnościami,
Czasem patrzę i aż nie wierzę,
Iż ludzie potrafią być potworami.

Pęcznieją prawdy wśród złudzeń,
Rany rozdrapywane pędem, bieg,
Ból serca wśród łąk tych utrudzeń,
Już od wielu lat nie pada śnieg.

Puchną myśli i czyny puchną tu,
Bańki mydlane i wirujący czas,
Tak wiele marzeń doznało snów,
Konsumpcjonizm rozwala nas...

Tęczowe już nie tęczowe, drewno,
Zakaz na zakazie, turbulencje,
Będzie dobrze zawsze i na pewno,
Serce w boleści ma swe frekwencje.

Czy to kończy się świat i ludzie?
Może tak, a może nie, wymieranie;
Już idzie raźnym krokiem grudzień;
Czas najwyższy na odstresowanie.


SMĘTY O PRZYSZŁOŚĆ 2019-11-28

Smęty o przyszłość taniec odprawiają,
Wielkie starania, by nie myśleć wiele,
Niedokończone zadania lęk sprawiają,
A już za rogiem ofiaromat w kościele.

Czerwona linia podkreśla błędy rude,
Lecz to walka niczym z wiatrakami,
Nadepnąć brązową jak medal grudę,
Zapoznanie z administracji zasadami.

Smęty o przyszłość milczą jak zaklęte,
Od stycznia ruszanie z kopyta, pędem,
Bo przecież miną złe chwile, przeklęte;
Noc, cisza, chwila z nadziei skrętem.


NOWY DZIEŃ I PRZEMYŚLENIA 2019-11-27

Nowy dzień już się z nami wita,
Wskazuje parametry malowania,
Lecz pędzel rzeczywisty zgrzyta,
Bo istnieje widmo dachowania.

Szarugi smutków jak falbany,
Dostojeństwo posiada jeden paw,
Serca umarły, poszedł kochany
I nie wrócił nigdy, ucieczka wpław.

Nowy dzień już się z nami wita,
Wskazuje prawdy okrutne i ułudy,
Lecz człek nie widzi biedy, nie pyta,
Ciężko z kamieniami iść przez grudy.

Szarugi rzeczywiste, to smog i żal,
Wskazówka zegara jak formuła jeden,
Kończy się znów rok i znów nowy bal;
Wielka wiara, że zacznie się Eden...


OD SILIKONU PO KOLORY W OBRAZKU 2019-11-27

Silikonowe prawdy zniekształcają myśli,
Adonis szelesty swe wysyła niczym listy,
Nadzieja na skrzydłach wiatru, bieg liści,
Pragnienie, by świat odkrył się mglisty...

Ropienie powstają ze słów szkarłatnych,
Pobolewanie serca i lęków dźwięki trwałe,
Drogi labiryntów należą do niełatwych,
Już chce się biec, uzdrowić miejsce obolałe...

Zgrywać fotografie można w e-albumy,
Zmienił się świat, to ewolucja się odbywa,
Miastem przesuwają się posągów tłumy,
A z gardła pieśń o szczęściu się wydobywa...

Już kłaniają się manekiny z witryny,
Kupować płaszcze, suknie na bale piękne,
Chłopak całuje dłoń swej jednej dziewczyny,
Dzieją się scenerie jak pieprz, namiętne...

Suknie z czynności szyte na przyszłość,
W końcu musi skończyć się zła passa,
Do tej pory złe decyzje i średnio wyszło,
Lecz koniec z przeszłością i też basta...

Powracając jedynie w czeluści wtorkowe,
To nie było tak źle, powóz niesprawny,
Trzeba wierzyć, że czasy nadejdą nowe
I ustanie deszcz jak płacz, czas poprawny...

Nie zdążyło się jedynie w dobie posprzątać,
A cała reszta jak zestaw upominkowy;
W okolicy Pierwszej Gwiazdy czas się krzątać,
Pod powiekami wizja i obrazek kolorowy...


SEZON NA PREZENTY 2019-11-26

Witryny sklepowe już mają święta,
Choinki kolorowe niczym tęcze,
Już zachwycają duperele i bydlęta,
Prezenty w pudłach i pudeł naręcze.

Upominek dla mamy i dla taty,
Urodzinowa okazja i ta świąteczna,
I chociaż na sercu dwie łaty,
To aura ściele się niczym bajeczna.

Witryny sklepowe już mają gwiazdkę,
Tą gwiazdkę z nieba i księżyca moce,
Czapki, szale i sprzęty elektroniczne;
Nadchodzą Bożego Narodzenia noce.

Sezon na prezenty został otwarty,
Ojciec dla dziecka kupuje układankę,
Produkt pieniądza kosmicznego warty?
Dziewczynka znalazła różową skakankę.


POWRÓT DO STATUSU 2019-11-26

Powróciła ze statusem na łono listopada,
Teraz znów może do doktora chodzić;
Pięć dni poza systemem, wracać nie wypada?
Życie jak ziarno gorczycy, trzeba je osłodzić.

Wywiad jak środowiskowy, klepanie w klawisze,
Dookoła tańczą matki, a dzieci krzyczą jak wrony,
Trzeba poczekać jeszcze chwilę na Zawiszę,
Tona dokumentów do podpisu z każdej strony.

Powróciła ze statusem na łono rzeczywistości,
Teraz znów wizytacja na żadną kawusię;
Ale nadzieja tkwi w styczniu i w jego możliwości,
Córka ściska swoją najdroższą mamusię.


CAŁOŚĆ Z WARKOCZAMI 2019-11-25

Całość powraca jak zjawa,
Ta przeszłość i ta przyszłość...
Tonie jak łódka w obawach
Jak w morzu, jakoś tak wyszło...

Warkocze splatane z deszczu,
Chciałoby się powstać z kolan,
Na razie listopad w dreszczu,
A gdzieś w oddali armia Polan.

Całość powraca jak zjawa,
Ta rzeczywistość i te marzenia...
Gonitwa za wizją jak sprawa
Poważna, szelestu to brzmienia...

Warkocze splatane z kamieni,
Chciałoby się zrobić początek,
Świat e-posągów i e-grzebieni;
Płynie potok, w planie wrzątek.


JAKBY TAK? 2019-11-25

Jakby ująć kroplę w dłoń?
Byłaby jak cenna sprawa.
Lecz wróg czyha, ma broń,
Doczesność to nie zabawa.

Szarości zrodziły smogi,
Nienawiść daje nam śmierć.
Serce coraz bliżej podłogi,
A wystarczy uśmiechu ćwierć.

Jakby ująć życie w dłoń?
Byłoby jak słońce ze złota.
Lecz stresuje się tak skroń,
Brak pracy to nie głupota.

Ciemne czeluści jak dziura,
Nocą trzeba uważać na zaułki;
Za oknem smutków chmura,
A tutaj trzeba znać regułki.


ORZECZENIA OSÓBEK 2019-11-23

Rzekła osóbka: jak tydzień minął?
Szukałam pracy i właśnie tak;
Czyli w domu siedzisz? uśmiech się zawinął;
Nie obchodził osóbki statku wrak.

Rzekła osóbka: a jak twój tydzień?
Pracująco, szybko mi on zleciał;
To fakt, czas pędzi, biegnie, idzie,
Ale dobrze, że nie nuda i jak ptak poleciał.

Rzekły osóbki: bohomazy na tablicy,
Hieroglify bardziej niż lekarskie;
Trochę smutku w głowie, myśl w skarbnicy;
Cięcie od porażki niczym cesarskie.


PRAWIDŁA PIĄTKU 2019-11-22

Czołg przejechał przez pola jawy,
Kraina snów jak kosmiczny nieład,
Powtórka z codziennej to zabawy,
A w piątku notatek wielki skład.

Hymny słoneczne brzmią echem,
Łyk kawy na przebudzenie ze snów,
Wczoraj było jakby ułudą, grzechem,
A to w piątku księżyc odbiera nów.

Czołg przejechał przez pola jawy,
Mary i cienie niczym zjawy z zamku,
Ucieczka przed armią złej obławy,
Łamią prawo na białym krużganku.

Hymny słoneczne inne od łzawych,
Rozpostarte przeżycia jak skrzydła,
Lecimy, odchodzimy z niemrawych,
A piątek ma zaułki i swe prawidła.


MOJA KOLOROWANKA 2019-11-22

Pokolorowałam jak dziecko obrazek,
Adonisa coś dopadło - o co jej chodzi?
Nagle kichnięcie, leci jak ptak zarazek,
Tylko słowo ubrane w północ oswobodzi.

Podziękowania popłynęły jak strumienie,
Odpowiedziałam tylko, co wiedziałam,
Poleciały groźby, poleciały też kamienie,
Wybuch wulkanu, tego się nie spodziewałam.

Pokolorowałam jak dziecko obrazek,
Adonisa coś dopadło - najazd jak z wojny?
Nagle ziewnięcie, leci jak ptak zarazek,
Cóż to za porównanie? a człek był hojny.

Zderzyły się dwa światy: dobra i zła,
Rozpadłam się na kawałki jak porcelana,
Działanie to wywołała we mnie mgła,
Człek ma dość, że każą upaść na kolana.

Pokolorowałam jak dziecko obrazek,
Adonisa coś dopadło - zgryz na jabłku?
Nagle gorączka, krwotok i zarazek,
Obudziłam się w prawdy tej półświatku.

Jak było i co było? Przeżyłam czwartek,
Spacer w deszczu ulicą na literę W,
Nie skorzystałam z małpek ani ćwiartek,
Sen nadchodzi - liczę od jeden do stu.


NIECH ZGASZĄ POCHODNIĘ, CO MI TAM? 2019-11-22

Deszczem raczony jak winem świat,
A deszcz ten niczym z łez utkany,
Na wiosnę zakwitnie jeszcze kwiat,
Spływa krew, spływa pot, zatopiony.

Ludzie w mieście jak w słoju śledzie,
To wieżowce wyciągają szyje do nieba,
To wesoły tramwaj pędzi i tak jedzie,
A ja w pogoni za kawałkiem chleba.

Szare okna i szare drzwi, przyjęta,
Rozmowa odbyła się kulturalna tak,
Z deszczem tańczyłam, więc padnięta,
Lecz ofert do zaproponowania brak.

Poznałam miasto i poznałam świat,
Cały zapłakany, kałuże ma swoje,
Na wiosnę zakwitnie jeszcze kwiat;
Władze niech zabiją, spalą me zwoje.

Deszczem raczony jak winem świat,
A deszcz ten niczym kryształki piękne,
Teraz i tak spoglądam jakby zza krat,
Moje serce wiecznie żywe i namiętne.


JUŻ ŚWIT - CO MA BYĆ, BĘDZIE 2019-11-22

Nie mam siły się już bać,
Ani płakać i tak przejmować,
Nie mam siły w grę grać,
Jaką jest życie, ani całować.

Nie mam siły już przeklinać,
Ani wymyślać nowych strategii;
Zegary i tak będą się zacinać,
A człek doprowadzi do tragedii.

Nie mam siły już strajkować,
Ani pochodni wiary zapalać,
Nie mam siły już tego żałować,
Jedyne co mogę, to scalać.

Nie mam siły krzyczeć w niebyt,
Ani kulić się jak biedna psina;
Cuda się zdarzyć muszą, ażeby
Faszyści zamknęli się w więzieniach.

Nie mam siły kopać grobów
Ani wbijać w zombie białych dzid,
Nie mam siły do tańca smogów,
Napisałam, a tu już jest świt.


PSYCHIKA MUSI BYĆ MOCNA 2019-11-21

Noc okryta jak kamienną pierzyną,
Zamiast wizyty decyzja ostateczna,
Kupiła mamie kartkę, ma miłą minę,
Kartka ta z różami, kartka jak bajeczna.

Alergie miały ciąg wzdłuż placu Wolności,
Przechadzały się w nosie jak kruki,
Ku czwartkom nie było żadnej zażyłości,
Dookoła wbijane młotkiem banialuki.

Noc okryta jak marmurowym kocem,
Zamiast chleba nicość prawomocna,
Za błędy sprzed lat życie idzie z klocem,
Psychika człeka dziś musi być mocna.


BOŻE NARODZENIE W LISTOPADZIE 2019-11-21

Wszyscy już kolędy wyśpiewują,
A nawet zima jeszcze nie nadeszła,
Wszyscy już makowce smakują,
A tarcza pierwszej gwiazdy nie wzeszła.

Majaczą się przed twarzą i duszą
Diabły rogate oraz bogowie, alfy i omegi,
Modlitwa pod jabłonią, armie ruszą,
Dotąd bardzo poplątane działy się biegi.

Wszyscy już ostrzą pióra i portfele,
A nawet choinki urosnąć nie zdążyły,
Wszyscy porządki czynią w niedziele,
A nawet kałuże lodem się nie zmroziły.

Majaczą bezdomne osoby przed sercem,
Cała rzeczywistość i tysiąc dobrych zmian,
Brak pomyślunku, żadna łączność z kobiercem,
Tym razem musi się zrealizować ostatni plan.

Wszyscy już za gwiazdorów się przebierają,
A nawet nie widać płatków wirujących,
Wszyscy już o świętach tylko rozmawiają,
A nawet nie ma kupionych lampek migających.

Wszyscy już tak biegną do przodu, hop i siup,
A nawet nie skończył się miesiąc jeden,
Wszyscy już na sylwestra szampana piją, chlup,
A nawet nie skończyło się piekło, nie zaczął eden.


ADONISOWY IDZIE KONIEC 2019-11-21

Adonis nie chce jej przeszkadzać,
Choć odezwał się na raz błyskawiczny,
Ona adonisowi nie chce zawadzać
I skończył się strumień słów magiczny.

Zatem milczy adonis niczym zaklęty,
Ona opowiedziała mu o swej ciekawości,
A on milczy, urywa zdanie jak przeklęty,
Nie było i nie będzie z tego żadnej miłości.

Adonis nie chce jej przeszkadzać,
Piecze rogaliki albo urabia nowe ciasto,
Ona adonisowi nie chce zawadzać,
O końcu znajomości zaraz usłyszy miasto.


CAŁY CZAS 2019-11-21

Cały czas łudzi się nadzieją,
Iż będzie miała jeszcze z czego żyć
I walczy jak z wiatrakami z zawieją,
Ale cały czas trzeba złudzenie szyć.

Cały czas robi kursy i szkolenia,
Aplikacje wysyła w liczebności wielkiej,
Omija kałuże, omija zaciemnienia,
A wciąż nie znajduje pracy wszelkiej.

Cały czas łudzi się nadzieją,
Iż za chwilę, za miesiąc, za rok
Wygra porządnie, inni się śmieją,
Każdy ołowiany już stawia krok.

Cały czas stara się, chodzi i pyta,
Zazwyczaj odpowiedź: dla studentów;
Jak zatem biec z energią, z kopyta?
Aż chwilami tonie w morzu suplementów.

Cały czas łudzi się nadzieją,
Iż w końcu ktoś ją doceni na tym świecie,
Iż poda pomocną dłoń, lecz się śmieją,
Coraz trudniej samotnej tej kobiecie.

Cały czas szuka pracy na stałe,
Lecz dookoła tylko biznes się liczy,
Nadzieje i wiara już tak obolałe,
Cała rzeczywistość w niej aż kwiczy.


ZAMKNIĘTA BRAMA 2019-11-21

Zamknięta brama,
Stop dla przechodnia,
Nikczemna plama,
Płonie lęków pochodnia.

Kamienie spadają
Niczym deszcze liczne,
Języki jadem władają,
Kończą się chwile magiczne.

Zamknięta brama,
Odwrót pełen na pięcie,
Beznadziei szrama,
Już jest dalej na zakręcie.

Głazy jak asteroidy
Spadają i gruchoczą kości,
Dookoła tylko androidy,
Ciemno w tej przejrzystości.


WYDŁUBANE 2019-11-20

Wydłubane węgle z kopalni,
Trzeba położyć się spać,
Niektórzy mają swoje helikoptery;
Inni bywają jak orzech i nachalni,
Lecz mimo wszystko należy trwać,
Trudno sklasyfikować maniery.

Wydłubane gwiazdy z nieba,
Trzeba sprowadzić dobre sny,
Niektórzy mają baseny i jachty;
Innym brakuje na kupno chleba,
Lecz mimo wszystko żyją ćmy,
Koniec wtorkowej to już wachty.

Wydłubane kamienie z drogi,
Trzeba załatać dziury szlaką,
Niektórzy pływają w szampanie;
Inni płaczą, bo koniec zapomogi,
Pół na pół - to już jest draką,
Codzienności wielkie przeżywanie.

Wydłubane nadzieje z duszy,
Trzeba podłączyć się jak komórka,
Niektórzy mają limuzyny i dywany;
Innym wystarcza cień i owoc gruszy,
Patrzę, znowu widnieje tu górka,
Ale co tam, wiersz jest mi kochany.


ALERGIA SWOISTA 2019-11-20

Alergia, kąśliwy adonis niczym wąż,
To równanie prostych i koślawych,
Wszyscy się rozpisali jak jeden mąż,
Rozerwanie łańcucha w takcie zabawy.

Spacery, piwa, papierosy i imprezy,
Nie w głowie aspołecznej tej istocie,
Już święta za chwilę, baby i majonezy,
Kupić prezent i będzie po kłopocie.

Alergia, rozbujana jak huśtawka chwila,
Pędem koleżanka śle zaproszenie,
Lecz nie tak łatwo w locie złapać motyla,
Rzeczywistości to blaski, to cienie.

Odpowiedzi żadne, bo cóż odpowiedzieć?
Trzeba lubić, trzeba kochać i mieć czas;
Odpowiedzi żadne, na złocie lepiej siedzieć,
Byliśmy, a za chwilę nie było już nas.


BICZE POLITYCZNE 2019-11-20

Rozpuściły się bicze polityczne,
Uderzyły w twarz, w serce uderzyły,
Irytacja jak wulkan, tło magiczne,
Matkom władze pieniądze przydzieliły.

Nie mam nic przeciwko matkom,
Matki są potrzebne jak najbardziej,
Lecz brakuje innym też chatkom,
A chcący traktowani są tylko hardziej.

Rozpuściły się bicze polityczne,
Ty taki, ty owaki, serca palpitacja,
Łzy cisną się do oczu, tło strategiczne,
Szkoda zdrowia - istna już wariacja.

Nie mam nic przeciwko studentom,
Studenci też są w świecie potrzebni,
Lecz pomachać można prezentom,
Pozostali są jak ćmy, nisko podniebni.

Rozpuściły się bicze polityczne,
Skaleczyły duszę jakby brzytwą,
Inni też chcą żyć, tło dziedziczne,
Już płacz i spojrzenie za rybitwą.

Nie mam nic przeciwko zasadom,
Zasady są bardzo ludziom potrzebne,
Lecz słowa te nie uchybią szufladom,
Czyny sprawiedliwe, a nie haniebne.


DOBRA KLIENTKA? 2019-11-20

Och, przyszła nasza dobra klientka,
Jestem dobrą klientką?
Brak odpowiedzi, flak to nie dętka,
Za wydruk zapłacę miętką.

Och, tylko dwie strony pani wydrukowała?
Dziś tylko dwie, nie zawsze jest kolorowo.
Najważniejsze, że pani do nas przywędrowała,
Idą święta, trzeba oszczędzać odlotowo.

Och, nie wiadomo na czym oszczędzać już,
No tak, to prawda jest święta, będą podwyżki,
Płacę, półtora semestru, może bukiet róż,
Do widzenia, w butach malutkie kamyczki.

Och, poszła już dobra klientka,
Była dobrą klientką?
Brak odpowiedzi, butelki zakrętka,
Zapłaciła monetą giętką.


APLIKACJA BEZROBOTNEJ 2019-11-20

Dotarła prędko do celu, ostre rogi,
Zapytała o możliwość zapracowania,
Patrzą młode oczy, wysokie progi,
Oferty tylko dla osób uczących się.

Ona uczy się jeszcze, jak starowinka,
Zatem nie będzie ulgi od składeczek,
Smutek wszedł w nią, smutna minka,
Dziewczyna już nawet bez zapałeczek.

Ona zostawiła swój życiorys kolorowy,
Kopię zrobiono nie na jej koszt duży,
Jak coś będzie, telefon da swe mowy,
A teraz podziękowanie i łza do kałuży.

Dotarła prędko do celu, kolejny czas,
Krok za krokiem, czyn za czynem,
Lecz nadal szemrze, krzyczy jeden las.
Bezrobotnym Polski jest ona synem.


NIEZŁA "KURWA" 2019-11-20

"Kurwa" w taksówce
Żółtej jak słońce lub jak złoto -
Jedynka na klasówce
I upadek twarzą prosto w błoto.

"Kurwa" w autobusie
Długim jak jamnik czy wąż -
Palec wędruje po globusie
I zatacza się pijany mąż.

"Kurwa" w tramwaju
Zielonym jak trawa czy liść -
Narkoman jest na haju
I idzie w dal, bo musi iść.

"Kurwa" na mieście
Niczym ul pszczół brzmiący -
Pleśń rośnie w cieście
I pan tak brzydko pachnący.

"Kurwa" przed szkołą
Niczym budynek nijaki -
Dach posmarowany smołą
I pyskujące już dzieciaki.

"Kurwa" przed biurem
Niczym sezam mamony -
Wyczyścić dźwięk piórem
I wzlecieć na cztery strony.

"Kurwa" na budowie jednej
Co rozrasta się jak grzyby -
Od bogacza, od osoby biednej
I nie chcą brać jakoś ryby.

"Kurwa" w sklepie i w domu,
Co oazą przed przemijaniem -
Nie powtarzaj tego nikomu,
Lecz rada przyjęta ziewaniem.

"Kurwa" na moście i pod mostem,
Co jak potęga cywilizacji -
Podpis kwaśny pod tym postem
I wielkie oczy od tej fiksacji.


ŻEBY... 2019-11-20

Żeby spokojnie sobie żyć,
Trzeba mieć doświadczenie;
Żeby spokojnie sobie śnić,
Trzeba mieć wysokie pochodzenie.

Żeby szczęśliwym sobie być,
Trzeba status studenta posiadać;
Żeby do księżyca jak wilk nie wyć,
Trzeba mamoną grubą władać.

Żeby nie bać się przyszłości,
Trzeba przepychać się w świecie;
Żeby zaznać odrobinę radości,
Trzeba zamknąć oczy kobiecie.

Żeby założyć dobrą rodzinę,
Trzeba spotkać miłość prawdziwą;
Żeby poprawić smutną minę,
Trzeba wymazać przeszłość krzywą.

Żeby serce tak nie bolało,
Trzeba przestać się stresować;
Żeby dobrze się zawsze działo,
Nie wolno nadziei tu żałować.


BEZDOMNE PRAWDY 2019-11-18

Bezdomne prawdy błąkały się po deszczu,
Bogobojni rozwijają ramiona jak skrzydła
I odpędzają się od bezdomności jak od much;
Akompaniament całodniowego tu dreszczu,
Popychanie kogokolwiek - sytuacja zbrzydła,
Aż boli serce i kłuje, aż boli mocno brzuch.

Bezdomne prawdy krzyczały swoją istotą,
A jeszcze nieposkromione młodości szły
I poszukiwały okruszków chleba przy korycie;
Odchodzenie samemu jednak jest głupotą,
Wdychanie dymów z podrożałych papierosów,
W nieaktualności nie znajdzie się na szczycie.

Bezdomne prawdy płakały łzami z alkoholu,
Przewracały się z głodu i bycia bezdomnymi,
Koleżanka ujęła wybredność koleżanki w dłoń;
Racja to właściwa, użycie jak leku słów i amolu,
Nie chcą skończyć pod garażami śmierdzącymi,
Więc trzeba spiąć poślady, naostrzyć też skroń.

Bezdomne prawdy zrobiły wielkie wrażenie,
To smutek wnet przygalopował jak na koniu,
W dolinę weszła dziewczyna, boleści z dnia;
Bolesne to prawdy, o lękach mowa i cienie,
Szczęście w koniczynce, a także przy słoniu,
Pejzaż zielonej nadziei w nowych już snach.


ECHO W STUDNI 2019-11-17

Studnia, a w niej echo wszystkich lat,
Wyją syreny na alarm, gatunek rudy,
Jak przyjaciel biurka z hebanu blat,
Czasem nicość, czasem wielkie nudy.

Ściany zagadują jak do wariata,
Bo z kim można rozmawiać naprawdę?
Niby wolność, ale strachu to krata,
Trudno wzniecić pożar, zna się prawdę.

Maszeruje wojsko w defiladzie smutku,
Podnoszą się głowy, wiwaty odmienne,
Rośnie już niemłody kwiat w ogródku,
Słowa jak balsam łagodzą, zbawienne.

Studnia, a w niej echo wszystkich lat,
Trzeba iść dalej, wciąż tak przed siebie,
Najlepiej wybrać najlepsze z tych dat
I nie patrzeć w dół, odnaleźć tego ciebie.


KOKONY PRZERDZEWIAŁE W E-ŚWIECIE 2019-11-17

Kokony puste jak dzbany, czysta łza,
Kamienie przyduszają jak boa dusiciel,
Tańczy, tańczy tango samotne w mgłach,
Blond mężczyzna, blond jak e-kusiciel.

Bo teraz wszystko jest E, zwariował świat,
E-recepta, e-korekta, e-randki i e-śluby,
Nawet z silikonu rozkwita jesienią kwiat,
A góra wysoka przykręca robotom śruby.

Kokony puste jak dzbany, brudna łza,
Zesztywniały plecy, a rzeźby ni drgną,
Tańczy, tańczy tango szczęścia w snach,
Życie jest niczym skomplikowaną grą.

Bo teraz moda jest na gry, te z literą E,
Natura to już prawie wymarły świat,
A żeby iść, mamony, iż nie jest tak źle,
Tak naprawdę żadna siostra ani brat.

Kokony puste jak dzbany, nicości łza,
Głębokie dziury wypełnione przez oceany,
Tańczy, tańczy tango smutku jak ćma,
Jedne nie wypełniają się dziewczynie plany.

Bo plany teraz są modne i szczurów bieg,
Kto lepszy, kto ładniejszy, kto sprytniejszy,
Jeszcze świeci słońce, lecz nie pada śnieg,
Wygra zawsze ten, kto strategię ma nieziemską.

Kokony puste jak dzbany, niczyja łza,
Strumienie płyną i rzeki, a zaludnione tak,
Tańczy, tańczy tango pierwsze i gra,
A ta gra jak bitwa czy wojna, rdza i wrak.

Bo rdza jest modna, ale złoto najjaśniejsze,
Zatem odwracają się twarze, motyl we wiośnie,
Przechadzają się e-modelki najładniejsze,
Uśmiecha się los krzywo, uśmiecha się radośnie.


ODWOŁANIA I ZAŻALENIA 2019-11-15

Odwołanie napisane na kolanie,
Gustaw przemieścił się w mig,
Żadne dzieje się tu przekonanie,
Do kamieni potrzebny jest dźwig.

Słońce wstaje po deszczu z boku,
Dodać dwa do dwóch, ile będzie?
Iść jak żółw, ale krok po kroku,
Ciemność zamienia się wszędzie.

Zażalenie na postanowienie króla,
Gustaw pejzaże maluje kolorowe,
Wiatr listopadowy sobie tak hula,
Sędzia czeka, wyrok i chwile nowe.


GRUCHNĄĆ, PACNĄĆ I IŚĆ DALEJ 2019-11-15

Gruchnąć o ziemię, spaść i wstać,
Nie dać się królewskim zapisom,
Być skałą niewzruszoną, równo stać
I miłość oddawać piórom, długopisom.

A zakamarki przekombinowane
Odkrywać zwykłym pląsem życia,
Dzień po dniu prawdy odkrywane,
Jeszcze parę zostało do odkrycia.

Pacnąć jak owoc zbyt długo rosnący,
Potoczyć się jak koło fortuny,
Zakwitnąć jak bluszcz i bez pachnący,
Uwolnić duszę i wszystkie jej struny.

Apartamenty jak kamienice i zabytki,
Płyną strumienie jak łzy i deszcze te,
Wziął ją los na bok, wziął na spytki,
Czas przegonić cierpienia gęstą mgłę.


PODNIEŚMY GŁOWY 2019-11-15

Granaty błahe wybuchają, unicestwienie,
Szarości rozpostarły skrzydła jak ptaki,
Dzwonią cichym słowem, rozwarstwienie,
Wepchnięta w dół, wyrwać sobie kłaki.

Turbulencja rzeczywista, brak pieniędzy,
Lecz ukłony w stronę miasta, instrukcja,
Już wyrocznie zapowiadają rok w nędzy,
Aż do ubikacji pęd i bieg, jest obstrukcja.

Opublikowane zdania łachoczę w nosy,
Skośne podejścia, klikanie z adonisem,
Uwaga na krainę deszczowców, odgłosy,
A rozmowa z pomysłem jak z urwisem.

Lecz podnieśmy głowy wysoko do nieba,
Przegońmy ojców Gargamelów i jego skrzaty,
Podzielmy się wzajemnie kawałkiem chleba,
Cieszmy się, póki żyjemy, czasem są rabaty.

A przy bramie niebieskiej damy bilety,
Po ile oddawałeś swoje życie w padołach?
Ojciec przybrał kształt myszy i kobiety,
Smutna prawda w sprawiedliwych oczodołach.


PAPIEROLOGIA ŻYCIA 2019-11-15

Odwołania w głębokości oceanicznej,
Czternaście dni całe na zaliczenie,
W chwili prawdy moment magicznej,
Nadzieja na celowość i niebłądzenie.

Zażalenia i tym całkiem podobne,
Wnioski, skargi i tak dalej w czasie,
Warunki prawdziwe, warunki zgodne,
W gromach z nieba i w jednej klasie.

Przesłanek bez liku, a zasady strome,
Tak wygląda w teorii zgrywany świat,
Lecz mędrcy tacy, dłonie są tak łakome,
Aż zakwitł samotności dziki tu kwiat.

Rozmową o życiu zwieńczone wersy,
Raźniej iść razem po mamonę zwykłą,
Wyczyszczone z porcelany ładne persy,
Dziewczę było strukturą niemą, nawykłą.


POTRZEBNY KLEJ 2019-11-15

Zgasły latarnie, zgasły słońca,
Przesłanki do wznowienia spraw,
Chęć do szczęścia, tu do końca
Każą głodować i płynąć wpław...

Wszędobylskie ptaki jak anioły,
Mówią, że kochana ta poetka,
Lecz zatapiają się od łez padoły,
Pusta na kredensie leży torebka.

Zgasły latarnie, zgasły księżyce,
Przesłanki do nieważności całej,
Uderzony blat, śpiewają nożyce,
Trudno wirować po niedbałej...

Wszędobylskie owady jak skrzaty,
Mówią, że fajna sprawa, już okej,
Dookoła los utrudniany, za kraty,
By skleić duszę, potrzebny klej...


DOBRA ZMIANA 2019-11-15

Odwołania myśli zepsutych jak posiłek,
Ale już trąbią tuby, ale już trąbią trąby,
Że będzie zaciskanie pasa, padł osiłek,
Być może plaga głodu i wypadną plomby.

Dobra zmiana, nie ma co, dobra zmiana,
Uśmiał się koń do osła i padł jak długi,
Czy uda się komukolwiek dotrwać do rana?
Na i tak marnym życiu większe będą długi.

Odwołania myśli skwaszonych jak mleko,
Ale już hejnały brzmią, alarmy podnoszone,
Coraz dalej od Irlandii, bardzo daleko,
A oczy płaczą, dusza płacze, tylko kradzione.

Dobra zmiana, nie ma co, dobra zmiana,
Uśmiała się zebra do orangutana, i padła;
Czas uciekać w siną dal, tam jest polana,
Bo tutaj dusza jak ściana bardzo zbladła.


POCHŁONIĘCI PRZEZ OCEANY I MORZA 2019-11-15

Oceany mają głębię jak studnia na wsi,
Zarysowana łza pędzlem rdzawej nicości;
Z aureolą piątku hymn pustki tak brzmi,
Czy to brak szans do życia, czy miłości?

Topią się łodzie, topią nadzieje w morzu,
Koła ratunkowe raczej się nie pojawiają;
Decyzje dawne i obecne stoją na rozdrożu,
I jak sędziwe dęby przy drodze się słaniają.

Oceany mają głębię jak w przełęczy,
Odwrócony wzrok od deszczu jak bicze,
Życie długie lub krótkie - zawsze jęczy;
Na dnie serca rozkwitają dzikie znicze.

Na bezludnej wyspie tratwa Robinsona,
Ratunek w pewnym momencie i czas;
W połowie drogi na łopatki jest rozłożona,
Ale wstaną upadli, stanie się blask...


Z JAKIEGO POWODU? 2019-11-15

Przerysowane szkice ołówkiem szarości,
Bez ubezpieczenia, bez picia i jedzenia,
Zamiast bliżej, to jakby dalej od radości,
Nikt nie płacze nad losem pozostałych...

Z jakiego powodu mają płakać wierzby?
Anulowana wizyta, anulowane też statusy;
Drapią się posągi i rzeźby, mają świerzby,
Tylko listopad rozdaje chłodu tu całusy.

Przerysowane szkice ołówkiem nicości,
Bez możliwości spełniania teraz marzeń,
Pomyliły się geograficzne szerokości;
Chciałoby się wymazać z połowę zdarzeń...

Z jakiego powodu mają drżeć osiki?
Domek krzywy i pole ziejące wolnością;
Połamały się, naostrzyć trzeba rysiki,
Pusty dzban kiedyś zapełni się miłością.


POWRÓT DOBREGO EKRANU I DO BIEGU 2019-11-14

Nawrócił się błąd, ekran czysty jak łza,
Znów cieszy się dusza, cieszy się dziewczę,
Co będzie do wieczora: gwiazda czy mgła?
Korzystać, póki korzystać da się jeszcze.

Już do startu gotowe są nogi, do biegu czas,
Maraton do sklepu i z powrotem, i nauka,
Szumi do słońca pojedyncze drzewo, cały las;
Żywot listopada nie jest jak jakaś banialuka.

Nawrócił się błąd, zaznaczono wnet właściwość,
Znów cieszy się serce, cieszy się dziewczę
I nie w głowie wylewanie łez czy mściwość,
Jak piórkiem łachocą radości miłe dreszcze.


MARATON ZAKUWANIA 2019-11-13

Zapisy w księgach bardzo grubych,
Terminy, pojęcia i zasady stonowania,
Dźwięk jak hejnał prosto z tuby,
Czas to największego żelaza skuwania.

A czas pędzi jak rakieta i jak błyskawica,
Prace kontrolne stoją i czyhają za rogiem,
Śniegu nie ma, ale na dłoni rękawica,
Uda się zdać zaliczenie z Panem Bogiem.

Zapisy w księgach w kilku tomach,
Teoria w powtórzeniu całego postępowania,
Nie mylić się na podobnych tu słomach,
Czasem blisko już włosów z głowy rwania.

A czas pędzi jak ten Bill od szybkości,
Już za chwilę sobota jak wyrocznia niezła,
Oby był to dzień wielkiej radości;
Płonne nadzieje i nadzieja nagle sczezła.


GENEZA RZECZYWISTOŚCI 2019-11-13

Geneza rzeczywistości, był to przypadek,
Ale co ci się stało? Chciałaś randki przeto,
Tak by to było, lecz ostrzega pradziadek,
Tłumaczenia jak głupie, spadł aż żeton.

Nie chciała randki w żadnym to momencie,
Tylko adonis ubzdurał sobie spotkanie,
Jej błąd, iż numer telefonu w sakramencie,
Teraz o kawę wielkie wałkiem wałkowanie.

Geneza rzeczywistości, był to przypadek,
Ale przecież chciałaś, już mi obiecałaś;
Wyrzucisz nas teraz do kosza? Obiadek.
Hebanowym włosem mnie zainspirowałaś.

Nie chciała randki ani spotkania ani razu,
Pisała smsy jak z kolegą, nieporozumienie,
Nie ma głowy do poznawania się, dała gazu
I popędziła niczym rakieta, cisza, zaćmienie.

Geneza rzeczywistości, był to przypadek,
Nie jestem żadnym chłopcem, by randkować,
W zaświatach roześmiał się głośno dziadek,
Jestem dorosły, trochę kolega, ale chcę całować.

Nie chciała randki ani poznawać się wcale,
Była tylko miła, była tylko dlań uprzejma,
Bo to pobudka w cichym wreszcie karnawale,
Adonis nie ocenia, nie myśli nic o bejmach.

Geneza rzeczywistości, był to przypadek,
To jest nasza znajomość, czy jej już nie ma?
Ściana, rodzina i telefon jak ten świadek,
Nie zatrzymuje się ani na chwilę Ziemia.

Nie chciała randki ani nic w podobnym stylu,
A adonis pisał, na siłę chce wypić z nią kawę,
Ale co dalej? Słońce i tęcza na zimy badylu?
Jej serce martwe jak głaz, nie czas na zabawę.


WTOREK W PEŁNEJ OKAZAŁOŚCI 2019-11-12

Wtorek jak szary wróbel czy mysz,
Słońca obrażone na świat szary,
Uwypuklenie wnętrza, zatkanie dysz,
Trzeba z życiem brać się już za bary.

Wtorek jak kamień, ten przy drodze,
Co nie płacze, nie wzdycha, tylko trwa,
Spojrzenie, manekin na jednej nodze,
Dookoła sny przerywane, los w mgłach.

Wtorek jak turbulencja rzeczywistości,
Ale będzie dobrze, zawsze jest,
Choć za każdym razem wiatr po całości,
Teza: życie jak najtrudniejszy test.

Wtorek jak prawda i w czyśćcu pobyt,
Czas na stanie się mądrzejszą już,
Wilki rozpuszczają słowny to skowyt,
A wolność płynie jak strumień ze wzgórz.


ADONIS GOTOWY DO SPOTKANIA I ONA 2019-11-12

Adonis jest gotowy do startu,
Lecz ona drży jak liść na wietrze,
Trzeba więcej ducha mieć hartu,
Ona ma dziurę w bucie i swetrze.

Adonis chce ją poznać przy kawie,
Na luzie ma się to całkiem odbyć,
Lecz świadomość niemocy na jawie,
Ona nie chce kolejnych już związków.

Adonis zęby sobie wprawia nowe,
A ona nie ma sił na zalotników,
Stres do zenitu, czas na kolorowe,
Nie w głowie jej pierś dumna lotników.

Adonis twierdzi coś o dorosłości,
A ona jak ten pąk róży bezbronny,
Ona w koleżeństwie widzi radości,
A reszta to jej los cichy i bezdomny.

Adonis dostał szczerą odpowiedź,
Zbeszta ją w słowie? Bat rozpuści?
Prawda w łonie losu i jedna spowiedź,
Dookoła królowie wysocy i tłuści.


NOCNA NUTA 2019-11-12

Nocną nutą melodia wygrywana,
Rewolucja seksualna na ekranie,
Czas się kłaść, by wstać z rana,
Niegdyś serca żywe pulsowanie.

Dziś uwierzyć w moc jedyną czas,
Nie ma innych wyjść z labiryntu,
Dziś tylko wspomnienie łączy nas,
Upadek niemożliwy podczas sprintu.

Nocną nutę grają żywe fortepiany,
Rewolucja istnienia jak skamielina,
Człek na morzu jak statek pijany,
Ale nie podda się, walczy ta dziewczyna.

Dziś posegregować pliki przeszłości,
Pozostawić dobre na samym przodzie,
A złe zamienić na iskierki z radości
I zapomnieć o bólu, łzach i o głodzie.


JASNOWIDZENIE ADONISA 2019-11-12

Adonisowe wyczucia, nos blondyna,
Wszystko wyczuł, a to nostalgii czas,
Marzy mu się jak cukierek landryna,
Lecz hebanowa nimfa czmycha w las.

Adonisowe milczenia, nos cukiernika,
Wszystko jak w piekarniku się czerwieni,
Ale czasem bywa tak, fałszywa rytmika,
Może jednak kiedyś serce się odmieni.

Adonisowe stwierdzenia, nos chłopaka,
Wszystko jak na tacy, karty wyłożone,
Hebanowa nimfa poszła spać, to draka,
A przecież prawdy muszą być nakreślone.

Adonisowe odczucia, nos nieznanego,
Wyczuł w tle zawirowania nostalgiczne,
Lecz to nie dziwota dla człeka biednego,
Kiedyś to były czasy jedyne i magiczne.


BUTY W NAPRAWIE 2019-11-12

Nie stać było dziewczyny na nowe buty,
Wzięła klej i zaczęła kleić swoje, stare;
Wirowała jak liść, lecz nie czas pokuty,
Czas, gdy nie śmierdzi się euro, dolarem.

Więc kleiła podeszwę do buta razy dwa,
Przyłapała ją mama na tej robocie,
Córka skleić buty sobie radę sama da?
Takie pytanie, lecz co to? Buty w złocie.

Nie stać było dziewczyny na nowe buty,
Wzięła klei i zaczęła kleić raz za razem,
Mama w córkę nie wierzy, łyk to cykuty,
Rano się okaże, czy buty będą wyrazem.

Więc kleiła but za butem z dozą siły,
Bo skoro nie ma rycerza, który by wybawił,
To sama dziewczyna musi skleić ciżmy,
But nowy niekoniecznie radość by sprawił.


WIWATY NIEPODLEGŁE A POGARDY ŻYWE 2019-11-12

Wiwaty doskonałe niczym hejnały,
To dzień wiwatów, to dzień hejnałów,
Dookoła rogali moc, trąby zagrały,
Pięknie, barwnie, brak już banałów.

Tylko coś nie tak, żebraczka biedna,
Kto da grosik na chleb albo na sok?
Wyższa klasa, ewentualnie ta średnia,
Reszta odrzucona, boli każdy tu krok.

Wiwaty doskonałe niczym baśnie,
To dzień wiwatów, to dzień baśni,
Już Marcin ma klucz, włada miastem,
Niemalże cudownie świętuje kraj...

Tylko coś nie tak, umierają jednostki,
Szkolone lub linią nauki wzmocnione,
Wychodzą na sercach egoizmu krostki,
Na życie innych każdy ma wywalone.


ŻYCIE SIĘ WSPOMNIAŁO 2019-11-11

Nagle życie całe się wspomniało,
Od kołyski po młodość i niewinność,
Serce jak osika wnet zadrżało,
Myśli ogłupienie, dzika to zwinność.

Nagle życie całe się wspomniało,
Od utraty niewinności po kochanie,
Słońce jakby w chmurach zajaśniało,
Lecz na patyku nadziei dygotanie.

Nagle życie całe się wspomniało,
Od porzuceń samoistnych do natury,
Śpiewało morze, bryzę i ulgę dawało,
Jeszcze był spacer jeden w góry.

Nagle życie całe się wspomniało,
Od zerwanych telefonicznych linii,
Wtedy całe morze łez się wylało,
Potem już wilk na kapturka się ślini.

Nagle życie cało się wspomniało,
Każdy kurs, każde marzenie głupie,
Gdy upadek, mocno w duszę bolało,
Lecz odbyło się już niejedną pokutę.

Nagle życie całe się wspomniało,
Każdy gest, każda nadzieja i słowo,
Wiele rzeczy dookoła się zdarzało,
Raz zasłona z hebanu, raz kolorowo.

Nagle życie całe się wspomniało,
Zakręca się teraz łza ze wzruszeń,
Niczym liść uniósł wiatr i się poleciało,
A dal taka jak dawniej, ciche róże.

Nagle życie całe się wspomniało,
Te początki za każdym to razem,
Te końce z kija; żyć by się chciało,
Tylko trzeba być twardym wyrazem.

Nagle życie całe się wspomniało,
Nocne eskapady jak wodospady,
Słowem serce będzie się oczyszczało,
Nie ma wyjścia, trzeba dać sobie rady.


ZWYCZAJNE WERSY 2019-11-11

Zwyczajnym wersem tulone kwiaty,
Pojęcie lub definicja postępowania,
Mamunia, mateczka, śladem daty,
Przynajmniej radość do tańcowania.

Przekreślić tylko i aż zestresowanie,
Nadzieja żyje, lecz trochę poszarzała,
Przez całe życie trwa człeka dorastanie,
Lecz wytrwać zawieję jedna to skała.

Zwyczajnym wersem świecą słońca,
Przytulenie, a anarchia jak mdlejąca,
Nowy cel, teraz wytrwać już do końca,
Choć dookoła burza taka szalejąca.


ARTYSTA ADONIS 2019-11-11

Rysował adonis rysę na szkle,
Milczał jak opętany wręcz klątwą,
Oddalił się słowem, już we mgle,
Stał się imaginacją, wręcz mątwą.

Malował adonis pejzaż zaćmienia,
Jego muza sztywna jak kamienie,
Koloryty odezwały się z sumienia,
Potem on miał księżyca zaćmienie.

Rzeźbił adonis prawdy inne, swoje,
A przecież cyrografy nie są podpisane,
Pytaniami dziwnymi odkrywał zwoje,
A serca pragną być prawdą kochane.

Lepił adonis życzliwym słowem wazę,
A przecież oni się nawet nie znają,
Poczuła przez chwilę nicość i odrazę,
A potem myśl: zuchy się nie poddają.


NAUKA TO POTĘGI KLUCZ 2019-11-11

Usiadła uczennica do nauki,
Chłonie wiedzę jak gąbka,
Wypełnia w duszy swe luki,
Hymn dnia wygrywa trąbka.

Postępowanie i rodzaje jego,
Kilka godzin, minut kilkanaście,
Bez liku materiału jest całego,
Nauka to potęgi klucz - tak właśnie.

Usiadła uczennica do nauki,
Nasiąka wiedzą jak gąbka,
Odrzucić trzeba inne banialuki,
Hymn dnia wygrywa trąbka.


SAMOTNOŚĆ W SŁOŃCU 2019-11-10

Pejzaż w słonecznej pelerynie lśni,
Lecz samotność dookoła jak fala,
Każdy ma swoje życie, hymn brzmi,
Niedziela ciszą jedynie zadowala.

Przebudzenia zamaszyste jak ruch,
Zapomnieć czas cieni smutnych
I iść z podniesioną głową jak zuch,
Bez peleryny i smug pokutnych.

Pejzaż w błękitnej pelerynie lśni,
Lecz samotność dookoła ma taniec,
Smutek jak grom w tle sobie grzmi,
A na usta ubrany już jest kaganiec.

Przebudzenia osamotnione w ciszy,
Zapamiętać tylko te dobre chwile,
Serce po środku stoi miasta i słyszy:
Rodzi się wiosna, śpiewają motyle.


DUŻY DUCH DZIWNYCH SNÓW 2019-11-09

Na plecach nocy dziwne sny,
Prawdy zaklęte jak kręgi,
Za oknem świat roni swe łzy,
Od tej szarugi jak bata pręgi.

Prysznice mają usterkę i plama,
Dookoła tworzy się ocean wodny,
Przebudzenie nagłe, pidżama,
Dziwnych snów srebrna to rama.

Na plecach nocy dziwne sny,
Kłamstwa szeptane do ucha,
Za oknem świat utkany z mgły,
Aury szarej widać dużego ducha.


KAMIENNE WZGÓRZA I KARUZELA ŻYCIA 2019-11-09

Kamienne wzgórza, łzy jak deszcze,
Przenosić musi te rzeźby ze skały,
Tańczą kankana nocy tej dreszcze,
Powstać z popiołów, losy zadrżały...

Chóry jak potęga głosem zaśpiewały,
Miedziaki nie pozwolą już umrzeć,
A myśli jak konie na wolności galopowały,
A tłum napiera na miasto i je przewraca...

Wyznanie prawdy przed kościołem,
A król nad króle wytacza działa do wojny,
Prawda złota w górze, płaczą padoły
I jak zwykły Kowalski może być spokojny?

Kamienne wzgórza, łzy jak wodospady,
Zakradają się wraz z pomysłem karykatury,
Strach, że dziewczę samo nie da rady,
Lecz dalsza poetyka łata w życiu dziury...

A na skrzydłach snów wirują jesieni dzieci,
To już sobota nadlatuje, za nią niedziela
I tak w jednej chwili całe życie tu przeleci,
Będzie dobrze, tęczowa kręci się karuzela.


NIEMOŻLIWE A MOŻLIWE 2019-11-09

Niemożliwe, że autobus umknął pani,
Potem coś o drugim razie i będzie kawa,
Uważała przed zakrętem, ser słodki, tani;
Z piątku zrodziła się jak dziecię ta zabawa.

To już pędzi wieczór ze skargą, obława,
Lecz uchylić decyzji się nie dało w czasie,
Z dobrem w tle odbyła się jedna wyprawa,
A decyzja niezmieniona i prawie po hałasie.

A adonis malował pejzaże pędzle ciszy,
Nie powracała już wstecz, wypłata nadeszła,
Skromne miedziaki, lecz radość myszy,
Bo będą okruchy, tarcza słońca też wzeszła.

Ułożone produkty jak kamizelki ładne,
Decyzje i skargi, kołowrotek nagminny,
Łzy nie popłynęły w zasadzie tu żadne,
A czas płynie jak rzeka, zakres powinny.

Niemożliwe utracenie siebie w tej całości,
A jednak taniec strachu w brzuchu olbrzymi,
Koloryty wezbrane, każdy chce ku radości;
Lecz podróż drogami wciąż tak krętymi...


BIEG PO WYDRUK I ZAKUPY 2019-11-09

Pobiegła jak ta sportsmenka,
Na przełaj biegła, jęzor w pyle,
Zakupy jak hantla, strongmenka,
Biegła jak torpeda, miasto w tyle.

Przepuściła młodzież w kolejce,
Wydruk zdarzeń do kontroli,
Rozmowa w społem, w tej alejce,
Król na złą zmianę nie pozwoli.

Pani niezbyt stara chce emerytury,
Przytaknąć wypada, bo jest jak jest,
Lepiej nie mówić, tańce są u góry,
A na dole dla szczurów święty chrzest.

Pobiegła jak przez niebo błyskawica,
Na przełaj i przed siebie złocista,
Niczym wstęgi chodnik cały i ulica,
Chwila to uśmiechu, chwila przejrzysta.

I wróciła jak bumerang do mety,
Dobre uczynki uczyniła na zachętę,
Świętować trzeba, rogale i krokiety,
Lecz nie dla niej, stanowi przynętę.

Taki żywot w uszczęśliwianiu batem,
Wie o tych sprawach, jogurt smaczny,
Kuliła się dawniej przed swym bratem,
A dziś gęsta mgła i czas jak dziwaczny.


NIE ZNAMY JUTRA 2019-11-09

Lęk wydaje dźwięki stresów
I otula szyję niczym szal,
Nie zrezygnuję wnet z dresów,
Nieznany jutra jest bal...

Bo nikt jutra nie zna swego,
Choć plany robi i coś zakłada,
Coś dobrego czy coś złego?
Nieznane jutro jak król włada...

Lęk wydaje dźwięki ucisków
W brzuchu i ciężki oddech też,
Zewsząd tyle ataków i nacisków,
Że z czernią miesza się beż...

Bo nikt jutra nie zna swego,
Choć wszystko się udać może,
Strach przed kwestią nieznanego,
Wspieraj nas Panie i o Boże...

Lęk wydaje dźwięki dygotania
Niczym te osiki zziębnięte tak,
Dookoła pięści mają wirowania,
A człowiek jak statku jest wrak...

Bo nikt jutra nie zna swego,
Choć dziś zadziera nos pod chmury
I kopie biednego, leżącego,
Nazajutrz wpada w kredytu dziury...

Lęk wydaje dźwięki niczym mysz
I otula mgłą jak kołdrą z pierza,
A niech idzie precz, ten lęk, a kysz!
Przeznaczenie świat cały przemierza.

Bo nikt jutra nie zna swego,
Choć myśli, że jest alfą i omegą,
A w świecie Ojca Sprawiedliwego
Wszyscy są równi, całkiem nadzy...


ŻYWOT JEDEN 2019-11-08

Taki żywot, taki czas,
Pogodzić się już wypada,
Szumi o zimie las,
Iść dalej to nie zdrada.

Taki żywot, taki czas,
Ukłucia igieł w rękę,
Było i nie ma już nas,
Sierpowy w samą szczękę.

Taki żywot, taki czas,
Przecież dobrze będzie,
Dookoła sad jest skaz,
Lecz żywot to wszędzie.

Taki żywot, taki czas,
Dobranoc mówię Wam,
Gwiazdy robią hałas,
Znikanie w praniu plam.


POCZUĆ NARESZCIE 2019-11-08

Spaść jak głaz ze wzgórza na drogę,
Zatrzymać Wielki Wóz i Mały Wóz,
Poczuć ludzką ze złości wnet nogę,
Fundament stworzyć, gdzie był gruz.

Zakwitnąć jak tulipan w samą wiosnę,
Zachwycić ptaki i jeszcze dinozaury,
Pozdrowić krople deszczu, co zazdrosne
I uśmiechnąć się, pchły serca nie zżarły.

Potknąć się jak ślepiec, ale wstać
I już tylko wierzyć tak jak w niewinność,
Dryfować na desce w oceanie, trwać
I nie umierać, gdy dzika dzieje się inność.

Trafić rzutką w cel, w sam tarczy środek,
Oszlifować się jak diament albo brylant,
Odzyskać blask jak mały złota samorodek;
Na drodze do pożaru słów czynny hydrant.

Położyć się do snów, nicość mija wreszcie,
Tylko tego jednego właściwie jest tu brak,
Nauczyć się, zaznaczyć dobre już w teście,
Poczuć nareszcie wartości życia ten smak.


ZAKOŃCZENIE DNIA 2019-11-08

Zakańcza się to dzień jak dobra powieść,
Wymazać gumką cienie jak hebanowe,
Już nie okłamywać siebie ni się zwieść,
A nuż widelec nadchodzą czasy kolorowe.

Nadzieja matką głupich? Jestem głupia.
Ale trwam i idę drogą wyboistą przez rynek,
Wykluwają się pisklęta, powstają w skorupach,
Cicho zamykają się okiennice, cichnie młynek.

Zakańcza się to dzień jak chrupek paczka,
Walczę jak don Kichot z tymi wiatrakami,
Nie zamknie mnie żywioł, nie zabije kaczka,
Przemijam, lecz odradzam się z nadziejami.

Nadzieja matką głupich? Jestem głupia.
Ale nie biorę leków na tę już przypadłość,
Z modlitw i płonących zniczy dusza trupia,
Ogłaszam zakończenie, to nie upadłość.


MOŻE JESZCZE WSZYSTKO SIĘ ZDARZY 2019-11-08

Jaskrawość obniżona, ale wciąż dryfowanie,
Tratwa nieparzystej daty na morzu dni,
Za zakrętem przejście, a dalej odkrywanie,
Czwartkowe wiją się węże, czwartkowe sny.

Może jeszcze wszystko przed czterdziechą,
Straszne są to słowa, stare jak ten świat,
Odkreślić przeszłość i teraz grubą krechą,
Może jeszcze zakwitnie szczęścia kwiat...

Koloryty jak tęczowe nieco wyblakły w czasie,
Lecz nadal unosi się liść jesienny w górze,
Nadzieja urodziła się w lichym to szałasie,
Teraz pobrzmiewa z atramentu w jej piórze.

Może jeszcze wszystko zdąży się zdarzyć,
Spełnić, co niespełnione, namalują pejzaże,
Może jeszcze wszystko zdąży się wydarzyć
I z serc zdrowych spadną zimy te bandaże.


ZASADA LISTOPADA 2019-11-08

Parują z portfela miedziaki jak kamfora,
Mikołaje włączają swoją moc, sanie pędzą,
Pomóc by się im chciało, jemioły pora,
Lecz krosty wegetacji tak bardzo tu swędzą.

Brak priorytetów jak za dawnych to lat,
Ale świerk będzie sztuczny jak cycek lalki,
List wysłany do świętych o zmianę dat,
Zawirowania trzeźwe, wir głośny już pralki.

Przeznaczenie to widocznie, moc młodych,
Z resztą nie idzie tak dobrze, emerytur zero,
Bez granic kontrola, dzioby nie chcą ugody,
Zawsze można powiedzieć: te amo, te quiero.

Brak wizji z helikopterem od specjalności,
Szkoda pozostawać u ujścia dwóch rzek;
Listopadowe czyhają ciche skamieniałości;
Nic nie bój - to tylko XXI odbywa się wiek.


PORADNIK DLA KOLEŻANKI 2019-11-08

Zapytała ją koleżanka o charakter,
Co może zmienić dla ukochanego;
Chciała być dla niego jak ten krater,
Zawsze natrafiała na niewłaściwego.

Odpowiedziała koleżance - bądź sobą,
Jak jest ci przeznaczony, zaakceptuje,
Będzie kochał, szanował i tęsknił za tobą,
Na twoim punkcie cały wnet zwariuje.

Zapytała ją koleżanka o wizerunek,
Co może zmienić w sobie, w wyglądzie;
Ubierz się seksi, przygotuj trunek,
A wnet spojrzy, z wrażenia też usiądzie.

Do pracy nie wypada tak się ubierać,
Stwierdziła koleżanka, a spotkania krótkie,
Bądź sobą, pisz ładnie, nosa nie zadzierać,
A ziarenka miłości wykiełkują malutkie.

Podziękowała jej koleżanka za te porady,
Czy dobrze koleżance tak radziła?
Każdy człowiek posiada zalety i wady,
A sęk w tym, żeby miłość już nie błądziła.


ZAPALANIE WIARY W CUDA 2019-11-08

Zapaliłabym słońce jak latarnię,
Zdjęła parasole znad głów,
Lecz jesień ma się tu figlarnie,
Czasem nawet brak już słów.

Ale trzeba wierzyć, powiadają,
Iść i wirować na wietrze jak liść,
Ale magię świąt już zapowiadają,
To prorocy zysków i strat...

Zapaliłabym księżyc jak pochodnię,
Zdjęła maski z kamienia, z żelaza,
Lecz miasto pęka w szwach modnie,
Piksel za pikselem żyje w obrazach.

Ale trzeba wierzyć, powiadają,
Biec w kołowrotku jak chomiki,
Ale magię świąt już rozsyłają,
To posłańcy do świętego Mikołaja...

Zapaliłabym serce jak ognisko,
Otuliła kocem zmechacone chwile,
Lecz na razie jest tu tylko ściernisko,
Odfrunęły wraz z latem motyle.

Ale trzeba wierzyć, powiadają,
Tańczyć i spełniać marzenia bez liku,
Ale magią świąt już zarażają,
Nadzieja w różańcowym tu koraliku...


MOC ODWOŁAŃ 2019-11-07

Odwołań bez liku, bo decyzje niewłaściwe,
Tu zabrakło uderzenia serca jak młotem,
A tutaj za szybko pobiegły myśli krzywe,
Umorzenie prawd z jedną chwilą i łoskotem.

Pozostałość w dzbanie kropel łzawych,
Złudzenia wklepywane jak balsam w ciało,
Pięć miedziaków w portfelu łaskawych?
A godnego życia w końcu by się chciało.

Odwołań bez liku, bo decyzje niewłaściwe,
Tu zabrakło podstawy prawnej do posiadania,
A tutaj strona nie jest stroną, lęki mściwe,
Nieskończona liczba listów jest do rozesłania.

Obietnice kładzione jak ubrania na półki,
Człowiek się łudzi marzeniem już sennym,
Lecz droga ma wyboje, nauka trwa regułki,
Plac boju i bitwy rozległe, czas jest cennym.


GRZESZNOŚĆ I NIEWINNOŚĆ 2019-11-05

Grzeszne pędraki do odwołania decyzją,
A przecież pocałunek skradziony w dali,
Może to oni są dla siebie miłości wizją,
Może to oni będą dla siebie wyrozumiali?

Życzenia szczere prosto z serducha płyną,
To rzeki nowej fascynacji, oko obserwacji,
Może bliższa miłość wzrośnie i nie zginą,
Może koleżanka będzie w końcu szczęśliwa.

To zabawa w odnajdywanie sensu życia,
Malowanie pędzlami nadziei i kredkami,
Czas nie patrzeć w tył, szczyt do zdobycia
I taniec zacząć z księżycem, z gwiazdami.

Niewinne pędraki doczesności w odwołaniu,
Wzorem prymitywności zapisana jest karta,
Dawniej było za Wisłą serce jej w kochaniu,
A dziś dolina błędna, płynie tu rzeka Warta.


NADAL PUSTKA 2019-11-05

Nadal pusty dzban na stole stoi,
Lecz częściowo udało się wejść na szczyt,
Poza tym serce z duszą się boi,
Dzisiejszy czas - trzeba mieć wielki spryt.

Nadal dziurawe buty na zimę i żal,
Tak wybrała, teraz serca krwawią,
Już jesień jak potęga, na szyi szal,
A minuty nie patrzą, tylko się bawią.

Nadal stonoga ma sto nóg i idzie,
Lecz częściowo stawała się motylem,
Do tej pory na pustym jedzie speedzie,
Schować głęboko skażenia sztylet.

Nadal pusty dźwięk dzwonów złotych,
Lecz częściowo zapisał się zwój życia,
Trzeba coś zaradzić, by spadły kłopoty,
Jeszcze sporo jaskiń jest do odkrycia.


ADONIS I NIEWIADOMA 2019-11-05

Pisze do niej ten adonis jak zwyczajny,
Pyta, dlaczego wciąż żyjesz przeszłością,
Namawia na kawę, mówi, że jest fajny,
O spotkaniu marzy z jej to kobiecością.

Pisze do niej ten adonis nie taki zły,
Pyta, dlaczego wciąż mi tak odmawiasz,
Wyłania się jak widmo statku z mgły,
Chcesz mnie na dłużej, czy się zabawiasz?

Pisze do niej adonis jak wilczysko,
Pyta, dlaczego nie chcesz dalej żyć?
Namawia na kawę, pokaże zamczysko,
A potem będą wspólnie już śnić?

Pisze do niej adonis szczery i bez maski,
Pyta, dlaczego wciąż taka jest posępna?
A ona kolegą go zwie, na głowie kaski,
Była niegdyś, a dziś jest już beznamiętna.

Pisze do niej adonis smsy niczym listy,
Pyta, dlaczego wciąż wymówek szukasz?
A ona słyszy biedy wielkiej żywe świsty,
Nie wie, czy pisany jej Marcin, może Łukasz?


WIDMO KOMISU 2019-11-05

Niezałatwiona sprawa jak plama na ścianie,
Niesprawny telefon nie zadzwoni, bez wibracji,
Chciała znaleźć nowy, lecz komisu zanikanie,
Nie było możliwe nic, ciąg dalszy tej fiksacji.

A telefon nie naprawia się, nie wymienia sam,
Trzeba szukać szczęścia w środku to miasta,
Taki los, takie życie i taki to już tutaj kram,
Nawet nie było do poczęstunku kawałka ciasta.

Niezałatwiona sprawa jak plama na ekranie,
Czy następnym razem znajdzie komis dobry?
Czy telefon wznowi swoje ważne działanie?
Przyszłość nieznana w oczach wije się kobry.


IDZIEMY SOBIE SPAĆ 2019-11-04

Idziemy spać w ramionach księżyca,
Wcześniej gwiazdy jak kobiety płaczące,
Już przy poduszce sen się przemyca,
Zamiast baranów przez płot skaczą zające.

Idziemy spać w ramionach ciszy i mgły,
Wcześniej zrzucamy z siebie pancerze,
Już widać mosty, a za nimi liczne sny,
Zamiast kłamstw, szczere myśli i pacierze.

Idziemy spać w ramionach nadziei,
Wcześniej układamy ubrania w kostkę,
Już jest odpoczynek, ustaje ryk zawiei,
Blizna pozostała, lecz zgoiliśmy krostkę.

Idziemy spać w ramionach całej nocy,
Wcześniej wyprostowaliśmy krzywe brwi,
Nabieramy łyżką paliwo, bliskość mocy;
Zamykamy okna, zamykamy już drzwi.


WYTŁUSZCZONE PISMO 2019-11-04

Wytłuszczonym pismem ordynacja podatkowa,
Skafandry bezpieczeństwa, a miedziaki w lesie,
Wciąż pracuje nad losem dusza, duszy połowa,
To dobre życie, lecz niepełne w dal się tak niesie.

Było, minęło, były połówki jak gruszki i jabłka,
Zgrzytały więc wskazówki zegara jak rdzawe,
Pokochała kiedyś tygrysa naiwna, mała żabka,
A teraz zdania zapisują się, zaklęcia koślawe.

Wytłuszczonym pismem ordynacja administracji,
Z każdym krokiem nowe doświadczenie zbiera,
Już westchnienia, tęcze i deszcze, byle do wakacji,
Serce tak wiele marzeń jeszcze w sobie zawiera.

Było, minęło, nie powinno decyzji się żałować,
Widocznie tak, a nie inaczej były zapisane wersy,
Teraz czas powstać i bez popiołu życie smakować,
Może kiedyś kupi się kaszkę, może pampersy.

Wytłuszczonym pismem ordynacja pożyczkowa,
Uniknąć chciała zderzenia czołowego z wirem,
Zbyt mało doświadczona i jak tęcza kolorowa,
Spotkała się w zaułku, wygrała z ciszy zbirem.

A teraz nie ma co żałować, nie ma co płakać,
Życie jest piękne, choć dookoła są kamienie,
A teraz czas najwyższy, by do nieba skakać,
Zapomnieć, odejść, rozjaśnić z hebanu cienie.


BIAŁA FLAGA I ROGALE MARCINA 2019-11-04

Adonisowe wąsy i kołyski do snów,
Pieką się w piecu rogale dla Marcina,
Omijanie kałuż, ominięty też rów,
Historia od kołyski także się zaczyna.

Rzeczywistość taka i adonis taki,
E-pranie, e-gotowanie, e-kochanie,
Na wzgórzu lamusa czerwone maki,
Nektarów wolności trwa to spijanie.

Najlepsze jest zaplatanie rogalików,
Choć umiar przesunięty wraz z granicą,
Czy adonis zaczyna liczenie koralików?
Ona nie jest już jak płatek konwalijki.

Adonisowe myśli gorące jak lawa żywa,
To e-wyznania, lecz oczy martwe i usta,
Sparzyła się nieraz, sparzyła ją pokrzywa,
Dziś cisza, dziś biała flaga, biała chusta.


FLAMASTER MAGICZNY 2019-11-04

Flamastrem niedzieli jak pędzlem obraz
Rysowany, kształt sądownictwa, orzeczeń,
Wysprzątane na błysk talenty, jest kobra,
A za zakrętem stado wybiegło zaprzeczeń.

To jeden krok do przodu, reszta dorywcza,
Z upuszczonym rytmem falują też piksele,
To burza w sercu i cisza na równi porywcza,
Czas uruchomić tęczowy deszcz i karuzelę.

Już nie wydymać warg, nie stawać się żabą,
Iść w dal nieznaną i nie drżeć jak galareta,
Już nie płakać, stawać się jak siła, niesłabą,
Na kredensie z dwudziestego wieku gazeta.

Flamastrem niedzieli jak pędzlem mistrza
Szkic wytrawny, zamknięty dział teoretyczny,
Zawartość doczesności w szkle, już trzysta,
Na pamiątkę dnia flamaster chwil magiczny.


RZĘDY PRAWD 2019-11-04

Rzędy prawd, a kłamstwo niczym lawa,
To wulkany wybuchają, krwawe łzy lecą,
Co dnia odbywa się w bezkres wyprawa,
A kruki narysowane sielankę aż szpecą.

Ale jeszcze widnieje słońce nieskażone,
Przynajmniej w snach sądy sprawiedliwe,
Serce dziecka przez rodzica przytulone,
To nic, że węże syczą i są tak kąśliwe.

Rzędy prawd, a kłamstwo jak sielanka,
To stukają piąstkami rozgoryczenia,
Napełniana nektarem bogów szklanka,
Wymazać decyzje i ołówkiem skreślenia.


SAMOTNOŚĆ POWODUJE USZCZERBKI 2019-11-04

Samotność spowodowała deszcze,
Zapisane księgi i sądu wyrok cały,
Po plecach spacerują sobie dreszcze,
To rząd topoli się kłania i zadrżały.

Wzleciał jak Ikar ku słońcu ptak,
Po drugiej stronie rzeki rwącej meta,
Żelastwo na plaży, to serca wrak,
W nicości zagubiona tkwi kobieta.

Samotność spowodowała powodzie,
Zapisane skoroszyty i prezesów moc,
Bez brylantów nie stać na domy, łodzie,
Znów nadchodzi bez gwiazd cicha noc.

Dokończone linijki, a zasady pełne,
Księżyce potomne rodzą świat,
Przejścia zaciemnione i już zupełne;
Lecz nadziei żywy wciąż jest kwiat.


WSKRZESZANIE UMARLAKÓW 2019-11-01

Wskrzeszanie umarlaków, elektrowstrząsy,
Odcięta od świata, odcięta od e-wyznań,
Do tej pory napędy jak martwe i też wąsy,
A dziś trzeba tracić monety na ilość wyzwań.

Ni dzwonić, ni pisać, ni rozmów odbierać,
Poszukiwania zatrzymane, koniec roku,
Trudno owoce z nicości pola jest zbierać,
Wszystko nie w rytm, chwiejność kroku.

Wskrzeszanie umarlaków, elektrowstrząsy,
Lecz cud raczej się nie stanie, koniec,
To chociaż modlitwę złożyć, ducha pląsy,
Losu turbulencja, chochlik jak zły goniec.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]