kwasna | e-blogi.pl
BYTOWANIE 2019-10-30

Byty ją dopadły, a potem cały świat,
Te alergiczne byty, byty obrażania,
Zapis namalował wznowienia kwiat,
Lecz nie ma miedziaków do wydawania.

Poharatane serca bluźnierstwem poranku,
Wzdychał, pluł jak lama adonis złocisty,
Lecz ona nie mogła wstać, upadła na ganku,
Zahulał nad nią niczym wicher porywisty.

Byty ją dopadły, a potem cały świat,
Te byty szepczące jak zły diabeł do ucha,
Poderwane nożyce, uderzony blat,
Każdy raz jak kamienna trwa zawierucha.

Nie chciała już kłócić się o pierdoły zacne,
Machnęła ręką, byty muszę iść spać,
Można się odwołać lub złożyć skargę, pacnę,
A mucha padnie jak trup, warto trwać.


CAŁY ZAPIS WSKAZANIA 2019-10-30

Wskazała drogę jak znak właściwy,
Uśmiechem odpowiedziała człekowi,
Przeprosił za to, że jest trochę krzywy,
Nic nie szkodzi - zdarza się światowi.

Prawdę wyjawiła jak tajemnicę chwili,
Odjechał zielony autobus jak nadzieja,
Przystanek, czekają ludzie, nie zdążyli,
Przez chwilę była cicho życia zawieja.

A potem w świat wszyscy ruszyli nagle,
Po swoje prawdy wyścig szczurów mają,
Psy miauczały, koty szczekały zajadle,
Zabrakło czasu, deszcze byt już mają.

A potem zbłądzili mędrcy niewłaściwi,
Pół na pół nie zdarzyło się możliwością,
Nos zatkany, przesunięciem złośliwi,
Powrót do domu z wielką jak brat radością.

Uciszanie własnego sumienia palcem,
Musi w końcu uwierzyć w cud i w siebie,
Nie żywić się pustą kalorią ani smalcem,
Tylko powstać z kolan, znaleźć się w niebie.


PŁODY 2019-10-30

Spłodziła wolność czynem wycofania,
Nie wierzy w siebie, będzie ciężko, mówili
I teraz jest jak liść podczas wirowania,
A inni wyszydzali, kreską prawdę pogrubili.

Spłodziła pozorny spokój przed ścianami,
Nie klęła jak szewc, buty i siedem mil,
W kalendarzu strony z wielkimi planami,
Lecz los wbił kilka tysięcy białych bil.

Spłodziła równoległą szansę, smutek jest,
Nie wiedziała i nie znała zapisów boskich,
Wycofała się powoli, niezdany to test,
Teraz w sercu jak w koszu niesie swe troski.

Spłodziła biedę szemrzącą jak strumień,
Ze wstydu płonie jak pochodnia, ma strach,
Na policzkach, w sercu i w duszy rumień,
Jak sobie zaradzić? Zmartwień wielki gmach.

Spłodziła wyjście z sytuacji, trzeba iść,
Takie, a nie inne decyzje podejmowała,
A teraz spada z tego świata jak ten liść,
Lecz niczym przebiśnieg będzie wzrastała.


POGUBIONA W LABIRYNTACH 2019-10-30

Pogubiona w labiryntach życia, losu,
Od samej młodości tęskno do dobra,
Lecz ugotowano dla niej dużo bigosu,
Chwila nie zawsze bywała tak szczodra.

Mogłaby dla odprawienia pokuty się bić,
A dzwony wybijałyby rozliczenie lęków,
Lecz woli dalej iść i wirować jak liść, śnić;
Spadać na podłogę i wstawać z dźwięków.

Pogubiona w labiryntach życia, losu,
Kiedyś przestanie się bać tego świata,
Wyjdzie z cieni i z cierni, z chaosu
I ujrzy przyjaciela w postaci swego brata.

Mogłaby włożyć głowę w piasek jak struś,
Położyć się jak kłoda i nawet ni drgnąć,
Lecz nadzieja jak wiosna, w sercu plus,
Trzeba iść, walczyć z wiatrakami i ściąć.


KLĘCZĄCA 2019-10-27

Klęczała jak księżniczka na grochu,
Strach wodził ją za nos, serce słabe,
Umierała poniekąd, umierała po trochu,
Jej lica jak ściany zrobiły się blade.

Wolność i zdrowie - wartości ważniejsze,
Jednak coś straciła, miedziany blask,
Trzeba wiedzieć, co jest w życiu cenniejsze,
Żeby nie za późno było o jeden trzask.

Klęczała jak księżniczka na grochu,
Mdlała na samą myśl o karze za błąd,
Zapach unosił się gorącego prochu,
Wolała wstać i pójść sobie daleko stąd.


ZMIANA CZASÓW 2019-10-27

Zmieniły się czasy o godzinę,
Dla niedźwiedzi to istny raj,
Zbudziło życie zaspaną dziewczynę,
Wiosna nadejdzie i też maj.

Zmieniły się czasy na zimowe,
Dla śpiochów to dobra nowina,
Sny projektują się tak kolorowe,
Aż uśmiecha się ta dziewczyna.

Zmieniły się czasy o godzinę,
Dla przyrody to spoczynku stan,
Dziewczyna ma uśmiechniętą minę,
Pal licho, życie to nie jest plan.

Zmieniły się czasy na zimowe,
Dla Europy na razie po staremu,
Nadchodzą dni kolejne, nowe,
Nowy rok, szansa zawsze ku temu.


ZA CHWILĘ BAL WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH 2019-10-27

Wszyscy święci zaczną wkrótce bal,
Zapalić dla nich znicz i pomodlić się,
Że odeszli, zawsze żywym jest  żal,
Lecz nie smućmy się, radujmy się.

Bo wszyscy święci w sercach naszych
Żyją, w naszych też wspomnieniach,
Bo wszyscy święci w sercach waszych
Żyją, czasem po czasie się ich docenia.

Wszyscy święci zaczną wkrótce bal,
Pochylić głowę nad mogiłą, zaduma,
Lecz za oceanem dynie, inna to dal,
A u nas cmentarze w ludzi są tłumach.


JUŻ BYŁO, TERAZ DALEJ 2019-10-27

Już po wszystkim, czas podnieść głowę,
Wymazać gumką szkic ołówka i tyle,
Pozdrowić mrówkę, pająka, także sowę
I rozproszyć się niebytem w ciszy pyle.

O hałasie i mikroklimacie dywagacja,
Nie można się załamywać jak stare mosty,
Przecież to przeznaczenia jest racja,
A jak swędzi po komarze, żelem te krosty.

Już po wszystkim, czas zacząć żyć,
Do archiwum zanieść smutki i boleści,
Nowa pora na nowe i kolejne, i śnić,
Zapisać piórem radości karty tej powieści.

O wibracjach i chemikaliach lekcja,
Zawsze marzyła o miłości i o zdrowiu,
Trzeba wierzyć w dobre, srebra projekcja,
A księżyc znów będzie ideałem w nowiu.


ZAPRASZANA 2019-10-27

Zapraszają ją panowie na piwo i kawę,
Jeden zza miejscowości jak rycerz przybędzie,
Drugi będzie głaskał po udzie i pośladku,
Trzeci robi na song przynętę, też obławę,
A czwarty jest kolegą z systemu bhp, w rzędzie,
Wszystko na jeden raz, tuż po kawie i obiadku.

Zapraszają ją panowie na bal, na tańcowanie,
Jeden lśni jak kryształ lub złota moneta,
Dla drugiego jest jak słońce, wiosna, zmysły,
Trzeci określa się miłością i bierze za całowanie,
A czwarty jeszcze będzie ustalał, to kobieta;
Czasem na uniknięcie haremu kończą się pomysły.

Zapraszają ją panowie na redbulla i przytulanie,
Jeden chce skrzydeł anioła, by z nią wzlecieć,
Przy drugim nie była Ewą, bo on nie był Adamem,
Trzeci natomiast kocha i nazywa ją: moje kochanie,
A czwarty też błądzi, chcąc jak jastrząb polecieć;
Wszystko w jednej chwili, dylemat serc z programem.

Zapraszają ją panowie na małe co nie co i takie tam,
Jeden wiersze z nią pisał, duet niegdyś tworzył jak dzieło,
Drugi zaplata warkocze z nadziei lub tylko tak mówi,
Trzeci śpiewa w karaoke pieśni dla niej - pam, pam, pam,
Czwarty otwiera znajomość koleżeńską, z nóg ścięło;
Rytm życia i losu wstęgi, tempo ślimaka i braci żółwi.


MIĘDZY AUTOBUSEM A SKLEPEM 2019-10-26

W przebiegu od półki do półki
Nabrała liczbę dziesięć w folię,
Dla rodziny kupiła świeże bułki,
A na szyję włożyła biedy kolię.

Ukłuta jak szpilką w plecy swe,
To znajoma twarz z kosmetyki,
Ciekawość pokonała też mgłę,
Nadawała jak pani od rytmiki.

Z mężem czy narzeczonym wraz,
Syn także w pobliżu, pięćset plus,
Ale to był jeden, krótki raczej czas,
Lustracja, "na razie" i już szlus.

W przebiegu od półki do półki
Zakupiła jedzenie, a to paliwo,
Rozwinęła jak pszczoła swe czułki,
Nie chciała być  już nieszczęśliwą.


SZALEŃSTWO KOCHANKÓW 2019-10-26

Kochankowie dawni nadal szaleją,
To szaleńcy ubrani tylko w piksele,
Słowa to za mało, kwiatki marnieją
I wyrastają z października knieje.

I w tej oddali, za długą jak wąż Wisłą,
Wzdycha on do księżyca, jest jak maszt,
Lecz serce smutne, nadzieja skisłą,
Wciąż obietnice, lecz nigdy więcej nic.

Kochankowie dawni nadal szaleją,
To szaleńcy ubrani tylko w namiastki,
Słowa to za mało, iść z tą zawieją,
A serce dziewczyny chce sięgnąć gwiazdki.

I w tej odległości wilgotnienie muszelek,
Wilgotnienie paproci i jej trzonów,
Pozbawiono ich spodni, bluzki, szelek,
Lecz miłość zaliczyła tysiąc już zgonów.


POZALICZANE 2019-10-26

Oddana już praca kontrolna,
Świadectwo oddane i zmywarka,
Choć minuta szła powolna,
To zabawnie rzekła sekretarka.

Można i w zmywarce anulować,
Japońska mowa zakwita pąkiem,
Wiśnię dorodną aby smakować
I przyjaźnić się z pszczołą, bąkiem.

Oddane wersy, fakty zanotowane,
Teraz tylko w karby się brać i iść,
Egzamin za egzaminem - oby zdane,
A w ręku słodkiego winogrona kiść.


MINĘŁO I LEPIEJ NIE MYŚLEĆ 2019-10-26

Już miniona chwila, już jest w tle,
Przygoda z bankiem zakończona,
Było, minęło, rysa jedna na szkle,
Droga dalsza, sen w jej ramionach.

Najlepiej nie myśleć zbyt do przodu,
Bo można przegonić swe mądrości,
Już tańcują liście, świsty idą chłodu,
Bo po co pozbywać się nikłej radości?

Już miniona chwila, w archiwum jest,
Teraz tylko głowa do góry i dalej iść,
Bo człek nie był ze stali, oblał test,
Lecz rozsądek zatrzymał jeden liść.

Najlepiej nie myśleć zbyt dużo, wiele,
Bo myśli są jak galopujące konie,
Idzie niedziela, dzięki złożyć w niedzielę,
Na szczęście różowe mkną słonie.


UNIK PRZED STRYCZKIEM 2019-10-25

Unik przed stryczkiem za podpis jeden,
Trochę żal, trochę smutno, nie do więzienia,
Stalowe nerwy trzeba posiadać na ten Eden,
Dziś były ostatnie przez strach zaćmienia.

Rozwiązana umowa polubownie i już papa,
Listy wysłane, siedzenie do ekranu monitora,
Skończyła się już kolejna w życiu przygoda,
W poszukiwaniu snów najwyższa idzie pora.

Poniedziałek niektórych wnet rozczaruje,
Ale sobota i niedziela jak cudowna bajka,
A ten, co odszedł, kredką tło pokoloruje...
Porozumienia zapaliła się dziś jedna fajka.

Już jej nie powieszą za błąd przypadkowy,
Nie będzie musiała uciekać bardzo daleko,
Teraz tok życia dalszy, człek dalej gotowy,
Ale nadal nie spełniony i jest jak kaleką...

Jedna pani płakała łzami jak deszczem,
Dla niej stryczek już włączony w postępowanie,
A ściąganie zaklinowało ją, wzięto w kleszcze,
Na nic łzy, na nic łkanie, to długów ściąganie.

Ogólne zawirowania prawdopodobieństwa,
Tak sumienie podpowiedziało, nie inaczej,
Była blisko już lęków, strachu i szaleństwa,
Teraz musi być uważniejsza w swych krokach.

Ale to nic, mniejsza o zasadność styków,
Emocje w łódce rzeczywistości i rozliczenia,
Teraz losowanie najkrótszego z patyków,
Jak najdalej od serc i dusz skamienienia.

Unik przed stryczkiem, czas odetchnąć,
Głęboki wdech i wydech, do szuflady,
Za każdym razem trzeba było ziewnąć,
A teraz nowe zapisy, nowe też szpady.


ZAOKRĄGLENIA SPRAWY BANKOWEJ 2019-10-24

W zaokrągleniach decyzja odejścia,
Wielkie oczy zrobiły trzy surykatki,
Być może widmo karne do przejścia,
Lecz lepiej nie wchodzić do klatki.

Może to błąd, a może właśnie nie,
Dokończone kserowanie w chwilę,
Bardzo długo unosiła się mgła w tle,
Udawanie, że zapracowane motyle.

Wyszło niby na porozumienie stron,
Lecz cały dzień i nie dotarł wniosek,
"Czasem tak bywa" - dyrekcja wron,
Ten raz nie krwawił strugą nosek.

W zaokrągleniach ponowienie wniosku,
Czy jednak trzeba dać wypowiedzenie?
Zapach wafli ryżowych, trochę czosnku,
Czy jutro opuści już to jedno więzienie?

Marszem pośpiechu opóźnienia są,
"Uważaj, bo będzie cofał" - ona wie,
Przy wieczorze uśmiechy złote mkną,
Tylko lepiej, a nie że ciągle tak źle.

Była jak zjawa, jak przezroczyste szkło,
Ignorowana przez cienie w bankowości,
Może bez szubienicy lepiej by jej szło,
Tak znów powraca do korzeni lekkości.

W zaokrągleniach zbyt gorąco na sali,
Koszula za koszulą - koniec z kosztami,
Rudego kotka na zwiady wnet wysłali,
Czy ona z bankiem będą już rozplątani?


I MASZ BABO PLACEK 2019-10-21

Stryczek już przygotowany, klauzula brzmienia,
Za blaskiem paru miedziaków idzie do dziury,
Jeden problem z głowy, już do drugiego kamienia,
Wykwintna jednostka pokazuje jak kot pazury.

Pierwsze koty za płoty, tak mówią, powiadają,
Tysiąc szkoleń i haseł do zapamiętania,
Kryminał lub milion złotych kary - zagrażają,
Wielki ciężar do noszenia, ból poskromienia.

Stryczek już przygotowany, biada pomyłkom,
Teraz dociera, w jakie sidła wpadła rybka,
Cięcia poboczne, ślady przypisane żyłkom,
Strategiczna bulwa wyrasta, pęka szybka.

Z jednej strony człowiek coś zarobi, jakiś grosz,
Lecz cała reszta niczym zabytki w tle,
Uwaga na niszczarkę, uwaga na zły kosz,
Teraz tak będą upływały sobie te dnie.

Stryczek już przygotowany, Boże, chroń,
Byle do stycznia wytrwać i nie dać plamy,
To neon świeci pleśni blaskiem, taka broń,
Oby było dobrze, oby nie zakuły rąk kajdany.

Pierwszy dzień jak szkolenie i jak skaza,
Pani dyrektor wierzy w swoją trzodę,
Lecz dziewczyna drży jak osika w wyrazach,
Masz babo placek, podłożyli nową kłodę.


CHWILA SOBOTY Z PRZELICZENIA 2019-10-20

Już noc w potęgę rośnie,
Kwitną stany niewiedzy,
Chce się wołać wzniośle,
Początek na swej miedzy.

Bez doświadczenia dużego,
Lecz kolejne to nauki,
Przecież chęć życia dobrego,
Podstawy, nic więcej, luki.

Już noc w potęgę rośnie,
Kwitną stany pracownicze,
Gruszki wyrosły na sośnie,
Czas odnaleźć swą kotwicę.

Bez doświadczenia dużego,
Lecz kolejno jak zlecenia,
Jak będzie dobrze, coś cudnego,
Chwila soboty z przeliczenia.


AGRESJA OCHRONY I SERCE PRZYJAŹNI 2019-10-20

Agresywne psy ochronne, komenda zła,
Polała się krew, wyrwano ramię mężczyźnie,
Bo na scenie skakała piaskowa pchła
I fala nienawistna urąbała w swej tężyźnie.

Tylko jedno spojrzenie na całą piosenkę,
Piosenkarz posiwiał jak mędrzec z mądrości,
Można by odrąbać szyję, nogę, też rękę,
Lecz odejście na bok, uciszanie dużej złości.

Wszystko można zrozumieć, lecz z kulturą,
A nie od razu z siekierami do przechodnia,
Występ piasku poza plażą niczym torturą,
Lecz serce dla przyjaźni jak żywa pochodnia.

Potańczyła przyjaciółka jak motyl kolorowy,
Radością prawie zaraziła świat posępnych,
Serce jak skarb, napis o przyjaźni gotowy,
Doceniona w słowach i czynach pokrętnych.

Agresywne psy ochronne, ujadanie wściekłe,
Rozumiem to, lecz po co była scena i pieśń?
Stany niezgody jak strumienie, stany ciekłe,
Wszystko fajnie, lecz ochrona ma swą pleśń.


KAMIENIOŁOMY I WIARA W ŻYCIE 2019-10-20

Kamieniołomy pragnień, bieg po koszulę,
Przygotowania jak proces sprawności,
Już kupione są dwie, jeszcze buty i są bóle,
Lecz to inwestycja w przyszłość, ku radości.

Jęzory na brodzie, po marketach ten bieg,
Jakieś głosy jak chóry anielskie i wytrawne,
Zza zakrętu wyjrzał ciekawski jeden szpieg,
Susy prawidłowe, kroki ciche, lecz sprawne.

Kamieniołomy pragnień, nowe w kolejce sny,
Nowe marzenia: Berlin, matura i łazienka,
Zatem cichaj serce, nie płacz kroplą mgły,
Zapisze księgę życia piórem magii panienka.


BĘDZIE ZASTĘPSTWO 2019-10-20

Głowa jak bania, puchnie kula,
Zestresowanych koni ten galop,
Los nad człekiem się nie rozczula,
Już cegiełek wypełniony balot.

Już za rogiem czai się zastępstwo,
Czy będzie dobrze, czy też źle?
Ta niewiedza jest jak przekleństwo,
Serce chce, by dobrze szły dnie.

Całość zmieściła się w zanadrzu,
Głowa do góry, poniedziałek jak sąd,
Branża wysoko postawionych rzeźb,
Niepokoju przechodzi ostry prąd.

Już za rogiem czai się zastępstwo,
Raz tak było i dobrze było w tle;
wielkie życzenie, aby nie męczeństwo,
Może uśmiech nie będzie tylko snem.


TAK NIE DO KOŃCA 2019-10-19

Szczęśliwość skuliła skrzydła,
Urodziła się ćma listopadowa,
Droga w locie jej już zbrzydła,
A przecież scena jest kolorowa.

Powinna cieszyć się strasznie
I skakać aż pod niebo samo,
Lecz nie cieszy się tu właśnie,
Szaruga niczym stałą plamą.

Powinna wdzięczna być losowi
I ludziom, i bogom, i królom,
Lecz nie kłania się rządowi,
Daje ujście swoim tym bólom.

Szczęśliwość rozwija skrzydła,
Myśl jedna, myśl pocieszająca,
To tylko na chwilę te powidła,
A potem będzie decyzja stała.


PIANIE KOGUTA O ŚWICIE 2019-10-19

Świtem piał kogut dla przebudzenia,
Biegiem jak w maratonie, biegiem,
Krew pobrana, kod uwierzytelnienia,
Wypełniona karta i czas zbiegiem.

Ale była za wcześnie, dużo za wcześnie,
Pan miły z podpowiedzią przepuścił ją,
Nie dyskutował z majem ani z wrześniem,
Uraczyła też panią podpowiedzią swą.

Kółka i trójkąty, może także kreseczki,
Tak to jakoś było, mrugać jej nie wolno,
Do ginekologa nakazują iść, karteczki
I drogą krętą jak labirynt, drogą to polną.

Świtem piał kogut dla przebudzenia,
Przedzierać świadectwa nie trzeba na pół;
Wydrukowano polisę dla potwierdzenia,
Zupę podano, nakryto milczeniem stół.

Gromady zagrożeń jak lawiny zejście,
Ale sukces na za tydzień przypięty,
Torować trzeba sobie drogę, przejście,
Guzik ostatni będzie dobrze zapięty?

Oryginały obrazków z dzieciństwa w tle,
Jakieś pobolewanie zagrożeń cielesnych,
Warto by było rozpuścić jak lód całą mgłę,
Nie należy łupiną orzecha do tych wczesnych.

Świtem piał kogut dla przebudzenia,
Rozwiązywanie gordyjskich węzłów,
Odłożyć w kąt wszystkie swoje brzemienia,
Stęchły wiórek rzeczywistości, głowa do góry.


STRESY W SAMEJ DUSZY 2019-10-18

Stresy takie okrutne w duszy sobie mieszkają,
A przecież liście jak tęcza mają barwy i ruszają;
Tak bardzo pragnęła chleba, chleb trzeba kupić,
Lecz to nie takie proste nad plusem się skupić.

Kamienne pejzaże dopadły ją w serca środek,
Słodko w adonisowych słowach, zjadł on miodek;
A pejzaże zmalowane słońcem jak pędzlami,
Nieznane kołysze się jak statek między słowami.

I wybujałe rosną niczym olbrzymy z liliputów,
A rosną nadzieje oraz lęki, oddech to słupów;
Zamknięte powieki na moment ten wrażliwy,
Wówczas królowe i księżniczki jak wąż kąśliwy.

Stresy takie okrutne w duszy sobie mieszkają,
A przecież chleb to podstawa, pola się obsiewają;
Zamiast wypłakiwać oczy, czas iść za pieniądzem,
Oddelegują ją jak żołnierza światowe, liczne żądze.


PŁYWANIE PRZED CZASEM 2019-10-18

Już pływała w oceanach jak syrena,
Liczyła łzy jak krople rosy lub deszczu,
Badań przyspieszona to też scena,
Tylko niemoc w lęków pełnym dreszczu.

I spadły gwiazdy, rozbiły się na kawałki,
Przyszłość wystawia kły niczym wilkołak,
Ale trzeba iść drogą, co wskazują strzałki,
Czy to deszcz, czy słońce, czy też kłak.

I spadł księżyc, rozbił się o skały jawy,
Najlepiej zamknąć szuflady z myślami,
Jeszcze nie początek całej tej zabawy,
A już krzywymi wypełnia kartkę szkicami.

Już pływała w oceanach jak ryba,
Liczyła chwile proporcją konieczności,
Biurowy szyk, przeszklona szyba,
Lecz kręta droga ku wielkiej radości.


GRZECHOTKI I TAJEMNICA 2019-10-17

Grzechocą adonisa pragnienia jak grzechotki,
Lecz nastrój ubrał się w suknię szarości,
Popłynęły łezki niebieskie, ruchy jak szczotki
I wezbrały oceany w chwilę, już w gotowości.

Tabele wstępne ubierają w ramy całki danych,
Jeden uśmiech jak jeden banan złocisty,
Generałowie odwzorowania w sercach rozgrzanych,
Przez chwilę przesłona i obraz znów mglisty.

Krok za krokiem, to jest cała materia życia,
Spełnienie częściowe, pół marzenia realne,
Jeszcze tyle piękna na świecie do odkrycia,
Bardzo możliwe, że jedzenie będzie namacalne.

Grzechocą adonisa prawdy jak grzechotki,
Ale przecież Narcyz wykwintny w swej istocie,
Rechoczą żaby jak kumoszki, jak ciotki;
Podwinięte rękawy do roboty, serce w złocie.


SZKIC REJSU 2019-10-17

Stało się jednak rzeczywiste, wibracja,
Plany panienki na bok odsunięte,
Wzmożenie sił, aż nagle stała się fiksacja,
Krzesło padło jak w nogę kopnięte.

Dostała skierowanie na badania wstępne,
Wydzwanianie minut i niepodane dane,
Oczy zaspane, oczy jak ruchy beznamiętne,
Dokumenty już powoli będą uszykowane.

Stało się jednak rzeczywiste, asystentka,
A to, że ściąganie długów nieopodal, to nic,
Przez trzy miesiące i trochę opony dętka
Niczym statek, wypływa w rejs, rejsu szkic.


ALBO, ALBO 2019-10-14

Rozmowa o prawych i lewych wzgórzach,
Potwierdzenie spotkania w przyszłości,
Dookoła lśniąca plama, z łez ta kałuża,
Poranek kojota zabrał wszelkie radości.

Pijanym krokiem toczył się człek jak kula,
Nic nie kupił, nawet chleba ni bułki
I nic nie pomaga, ni słońce, wiatr hula;
Poleciały w przestrzeń spokoju jaskółki.

Rozmowa o prawych i lewych strumieniach,
Potwierdzenie spotkania w przyszłości,
Poprzez blaski, lecz w drzew utonęła cieniach
I dostała jak kobieta w ciąży mdłości.

Marsz strutego psa, ale będzie, co ma być,
Kamasze o zbyt małych rozmiarach,
Albo śmierć, albo będzie można dalej żyć.
To kraina pachnąca jakby w czarach.


PĘDZLE ŻYCIA I MYŚLI 2019-10-13

W pędzie kłosy jak frędzle,
Rozbryzgi umysłu na ścianie,
Noc namalowały myśli pędzle,
Jakieś ćmy, szare obudzenie.

Kawa jak gorące źródła,
Trzeba biec na wybory,
Pewnie będzie, że schudła,
Chmur jakieś są kolory.

W pędzie włosy jak niteczki,
Rozbryzgi serca na ścianie,
Zapisane kolejne karteczki,
Koguta zaczęło się już pianie.


PRZEJRZYSTE MINUTY 2019-10-13

Przejrzyste minuty jak szkło,
Po mleko ten bieg z torbą,
Walka poprzez wieki z mgłą,
Dookoła taniec liści bordo.

W rzeczywistości koła i romby,
Rzeki wysuszone jak wióry,
Dookoła żyje miasto i klomby,
Serce jak kot dziki ma pazury.

Z oddali wywołanie kochanka,
A przecież to tylko pozdrowienia,
Nie pójdzie do niego na kolanka,
Okres pięcioletni zapomnienia.

Przejrzyste minuty jak woda,
Po buraki z torbą ten bieg,
Chciałby, by zrobiła mu loda;
Kevin dwa, a nie pada śnieg.

Zegary ruszyły już z kopyta,
Wraz z liściem wiruje czas,
Zło blaknie wreszcie, zanika,
Pozdrowił przechodnia las.

Słoneczko jak piersi sztuczne,
Lecz ciepło daje tu spore,
Wiwaty będą jeszcze huczne,
Wygrana z smutku potworem.

Przejrzyste minuty jak kryształy,
Cieliste spojrzenia pokątne,
Rozmowa z ojcem, co wspaniały,
Myśli stają się w części trójkątne.

Na małe szczyty flaga uśmiechu,
Koniec błądzenia po bólu łąkach,
Koniec bicia się w pierś po grzechu,
Zapomnieć o wszystkich bąkach.

W nawiasy wzięte luki w butelce,
Małe zwycięstwo, mały też krok,
Adonis tkwi w senności pętelce,
Już faluje jej hebanowy ten lok.

Przejrzyste minuty jak niewinność,
Usypianie melodią soboty i nutą,
Teraz jak jaszczurka ma zwinność,
Jest wolna, chociaż wciąż skutą.


SPRAWIEDLIWOŚĆ JEST JEDNA 2019-10-12

Złociste bramy i błękity za wzgórzem,
Wyhaftowano serca nicią chropowatą,
Teraz przetacza się kres podwórzem,
Czas zamknąć jedne drzwi i iść za datą.

Mleko dała krowa, lecz nie do wiadra,
Od razu w karton produkcja zamyka,
Cywilizacja coraz bardziej dzika, zadra,
Raz deszcz, a raz słońce - taka rytmika.

Złociste bramy i błękit przed wzgórzem,
Co by nie było, słowa jak przyjaciele;
Sprawiedliwość jedyna tylko tam, w górze.
Na szalę głosy przeciwległych w niedzielę.

Posępność głaskana jak biczem wiatru,
Młodość przemija ostatecznie, definitywnie,
Rola Kopciuszka na deskach teatru -
Kiedyś jak posąg zastygnięcie, sztywnie.


WYCISZENIE PRZEDNIEDZIELNE 2019-10-12

Mówić dziś już nie wolno ani krzyczeć,
Każdy ma swoje drzewa w polu widzenia,
Upartość osłów, a woły mogą ryczeć;
Dziwne wyrwały się z piersi spostrzeżenia.

Utracone jednostki, jednostki z miedzi,
Żelazne bramy, słaby też uśmiech jeden,
Gołąb na dachu, a wróbel na płocie siedzi,
Oto raj, oto dobrobyt o nazwie Eden.

Mówić dziś już nie wolno, gwiazdy śpią,
Złote kłosy wyrażone w układzie myśli,
Lecz poczynić krok, bo noże ostre tną,
Może teraz marzenie o życiu się ziści...

W zwoju przeżyć kolejny dzień minął,
Westchnienia w nowoczesnym wydaniu,
Jak kot w kłębek człowiek się zwinął,
Dobro tylko w jedności, w pojednaniu.


STANĘŁY ZEGARY 2019-10-12

Stanęły zegary, ciepłota szczególna,
Ściskanie ramion, brat stęskniony,
Chwila znienacka, chwila obopólna,
Świat rozmów, świat jak człek pochylony.

Debaty w tle ucichły, grzyby i karabiny,
W język ugryzienie się w momencie,
Już ludziki z kasztanów i korale z jarzębiny,
Pustka w kieliszku, szarość w fundamencie.

Stanęły zegary, ciepłota szczególna,
Lecz nie powracają uśpione sprawy,
Chwila nieoczekiwana, ale wspólna,
Czas nie płynie, koniec jego zabawy.


PRAWOMOCNA ALEJA MIASTA 2019-10-12

Prawomocną aleją dywan z liści,
Fontanna niczym ośmiornica,
Iść, nie iść? Godność się ziści?
Poszła, zapytała i znów ulica...

Odpowiedź sekretarza na tak,
Być może i raczej, do przypomnienia,
Onieśmielona i jak statku wrak,
Doznała księżyca przyciemnienia.

Prawomocną aleją teatry śniade,
Profesor nad profesorów życzliwy,
Lica dwa jak ściany są tu blade,
Spacer jesieni i człeka możliwy...


DOBRZE 2019-10-10

Dobrze, że są słowa i kropki,
Przecinki także mile widziane;
Rosną grzyby, powstają szopki,
Wszystko już przeanalizowane.

Dobrze, że są motyle i ćmy,
Pszczoły pożyteczne oraz bąki;
Jesienne dni i noce, też sny,
Nadzieja jak zieleń całej łąki.

Dobrze, że są linie i kratki,
Chmury i słońce, góry i morza;
W klombie posadzono kwiatki,
Niczym tęczowa zdaje się zorza.

Dobrze, że jest cebula i chleb,
Myśl krucha niczym tafla ze szkła;
Los wali młotem prosto w łeb,
Lecz kiedyś przecież minie i mgła.


KAMIENNE CODZIENNOŚCI 2019-10-10

Kamienne bramy i warstwy cebuli,
Wciąż brak pozyskania dokumentu,
Człek człeka przecież nie rozczuli,
Nieba skłony w stopniach firmamentu.

Chciałoby się zrobić kolejny krok,
Lecz bramy są pozamykane na klucz,
We wtorek będzie ział prawdą smok,
Lecz do tego czasu los jak Skrucz.

Kamienne maski na twarzach ludzi,
Wciąż chaos rozwija swoje prędkości,
Podpórka w smsach, adonis się budzi,
Każdy marzy przecież o tej miłości.

Chciałoby się zrobić kolejny krok,
Lecz na razie z gwiazdą rozmowy,
Dookoła tętni życie, ludzi cały tłok,
Tylko posępne ze słów nocy sowy.

Kamienne posągi stoją jak trupy,
Zimne ich ciała, zimne ich serca,
Odrobina smaku, odrobina zupy,
Może stopnieje lód w mordercach.

Chciałoby się zrobić kolejny krok,
Lecz na razie jak Syzyf pod górę,
Wciąż codzienności stromy stok,
Chciałoby się przegonić tę chmurę.


ZAKUP HERBATY 2019-10-10

Wybrała się na zakupy w powtórce,
Wcześniej zapomniała o herbacie,
Przystanęła w bezruchu na górce,
To było we wczorajszej już dacie.

Wybrała się na zakupy z energią,
Kupiła teraz herbatę niezbędną,
Doładowanie jakby była baterią,
Już kobiety jak kwiaty nie uwiędną.

Wybrała się na zakupy w powtórce,
Bo gdy nie ma się w głowie, to w nogach,
Uśmiechnęła się kredką w laurce,
Napiła się herbaty, myśl o stonogach.

Wybrała się na zakupy w środę,
Tym razem spacer wraz ze słońcem,
Smak herbaty, podrapała się w brodę
I już pragnienie zmienia się w końce.


PORANIŁ SIĘ WRÓBEL 2019-10-10

Poranione skrzydła wróbla szarego,
Płynęły rzeki wezbrane w zanikaniu,
Coś stało się i pękło w środku niczego,
Polała się krew w osiki rozedrganiu.

Zmysły ożywione jak wulkan lawą,
Ale nie w rozumieniu galopu koni
I już nie wiadomo, czy jest zabawą,
Czy też telefonem, co ostro dzwoni.

Poranione skrzydła wróbla szarego,
Płynęły strumienie łez tak rwące,
Iż stanął na głowie słoń dlatego,
A potem wybiegły na start zające.

Hebanowe sukienki na modelkach,
Zawisły krople jak kryształy na suficie,
Spadek mocy w nowych farelkach;
Powstaje księżyc z upadku w zenicie.


ŻEBY SIĘ NIE BAĆ 2019-10-09

Chcieć się nie bać i nie patrzeć w dal,
Opanować wypadałoby "teraz" do perfekcji,
Bo przecież krótki ten nasz ziemski bal;
Może doda otuchy słowo i będzie w iniekcji.

Skafandry założyły wróble, bo to jesień,
Niewinność gołębi diabelskim wcieleniem,
Wciąż pusty kosz, wciąż pusta kieszeń,
Ale to nic, chwila może być wybawieniem.

Nadchodzące noce i sny nadchodzące,
Majaki przegonić jak muchę i komara,
Ujrzeć w rosie słońce złotem wzrastające,
Opadła na koniec sceny zielona kotara.

Chcieć się nie bać i nie patrzeć w dół,
Opanować drżenie osik przydrożnych,
Móc poskromić zło, przełamać je w pół
I uśmiechem zasiać uśmiech w Was...


BLASKI ŚWITÓW 2019-10-09

Świty blaski niosły świeże,
Bilet wstępu na jeden szczyt,
A u padołu gorliwe pacierze,
Chęć rezygnacji, ostry zgrzyt.

Aksamity na półkach sklepu,
Mała radość w słodkości z serem,
Galopem przez środek stepu,
Żaden człowiek nie jest zerem.

Świty blaski niosły świeże,
Głosy dawały zawrócenie w czas,
Nadzieja oddana na papierze,
Dziś jesteśmy, jutro nie ma nas.

Muśliny w papierkach z cukru,
Po informację rozmowy w toku,
Na pączkach brakuje też lukru,
Chęć wielka w tym słowotoku.

Świty blaski niosły świeże,
Listy znów wysyłane w oddalenie,
Zza firanki wychodzi zwierzę,
Rosną października kamienie.

Odnalezione wzory funkcją daty,
Ogrzewanie dłoni i serc trwało,
Ukochanie w myśli mamy i taty,
Wycierane mleko, co się rozlało.


JESIENNA FIKSACJA 2019-10-08

Płaczą poszarzałe anioły nieba,
Chłodem okraszony jest świat,
Wciąż w pogoni za kawałkiem chleba,
Jesienny zakwita w duszy kwiat.

Węże tęsknoty syczą i wiją się w oddali,
Kiedyś oni byli tacy w sobie zakochani,
A teraz niczym statki pijane na fali
I jak przestępcy - recydywiści pozamykani.

Płaczą poszarzałe anioły nieba,
Chciałoby się powrócić do wakacji,
Lecz wciąż biec w deszczu trzeba,
Aura jesiennej króluje tu fiksacji.


PIJALNIA PRAWD 2019-10-08

W pijalni prawd niezłe hece,
Naciągnięte maski jak guma,
Zadzierają panny swe kiece,
Za zakrętem Polska, puma.

Może to złe bywa tu określenie,
Lecz sny są jak sprawiedliwość,
Wybrała swoje własne odcienie,
Chwilami widziała lekką życzliwość.

W pijalni prawd szumią knieje,
Lecz tylko jednorodny bóg brzmiał,
To były i są, i dzieją się te dzieje;
Wiatr na strunach z drzew tak grał.

Może to złe decydowanie rejsem,
Lecz jedna myśl uśmiech stwarza,
Naznaczenie siebie męskim pejsem,
A teraz zwój zapisywany się wyraża.

W pijalni prawd szumy w uszach
I wirowanie tanecznym krokiem,
Nagle stroi się losu wielka kusza;
Zakręciła księżna hebanu lokiem.

Może to czas głupoty i skalania,
Lecz sens tylko w wejściu na szczyt,
Obudziła się z dużego umierania,
Teraz jak kameleon idzie, ma spryt.


POPLĄTANIE I RESETY 2019-10-08

Poplątanie lian w oceanie dusz i ciał,
Siódma iskra w dziesiątej księdze,
Ruch powietrza, nadzieję człek miał,
Napis: przygoda wielka na wstędze.

Resety prawą stroną niczym łańcuchy,
Zasada pijaństwa zastosowana wstecz,
Po północy bal rozpoczynają karaluchy,
Niech negatywne myśli idę już precz!

Poplątanie lian w oceanie dni i nocy,
Rozlało się mleko, trzeba wziąć ścierę,
Wyrobić strukturę familijną w mocy
I odnaleźć w rzeczywistości manierę.

Resety prawą stroną niczym kolejarze,
Lekkie zażalenia i szkody jak kreska,
Odleciały motyle na zlecenie, witraże;
Trudno, następny krok, twarda deska.


PAŹDZIERNIKOWE CZASY 2019-10-08

Zimne nadeszły czasy, te październikowe,
Żelem smarować kolana niczym balsamem,
Jedyną rekompensatą liście jak tęcze kolorowe,
Ciągłość zawinięta w całun, krok z dywanem.

Bóle wchodzą do głowy oraz w nogę prawą,
Chłód serc dopisuje, szacunek ze szczerości,
Tak cieszyła się młodsza, a teraz koślawą,
Popłynęły rzeki, szkoda, że pół szerokości.

Zimne nadeszły czasy, te październikowe,
Ale trzeba przyodziać się w puch i przeżyć,
Jedyną rekompensatą słońce jak wzorowe,
Przyszło światu z jesienią się tą zmierzyć.


DWIE RZECZY DOBRE 2019-10-08

Jedna rzecz dobra, przesyłka dotarła,
Statek z towarem płynął nerwów morzem,
To chwila południowa głowę swą zadarła
I już wniosek podpisany, parafka nożem.

Tydzień płaczów i bólów zakończony,
Koniec końców interwencja dała plon,
Człowiek oddycha i jest tak zadowolony,
Nad konfiguracją jeden radości trzon.

Dwie rzeczy dobre, dwie dobre sytuacje,
Cięte jak bicze i ostre niczym brzytwy,
Zakończyły się sromotne tutaj narracje,
Zaśpiewały mewy, zleciały się rybitwy.


CEL Z ZEZEM 2019-10-08

Nadzieja matką głupich - powiadają,
A niewiasty dwie miały właśnie nadzieję,
Nagle gwiazdy zmienne tak spadają,
Wywołując szczęście, wywołując zawieję.

Teraz administracja poniżej trzydziestki,
Nie każdy może na skrzydłach wzlecieć,
Porada ojca, słonecznika ciemne pestki;
Nic, jednak nie dało się jak ptak lecieć.

Nadzieja matką głupich - powiadają,
A niewiasty dwie miały właśnie nadzieję,
Nagle zdania i wydarzenia się zmieniają,
To los nowe ziarno w polu życia sieje.

Teraz administracja odnotowuje chwilę,
Do Wrocławia jak rzut beretem w sumie,
Lecz uleciały bohaterskie dziś motyle,
Zniknęły jak widmo w kandydatów tłumie.


NIE POSZŁA I NIE WYKONYWAŁA 2019-10-06

Nie poszła wykonywać pism liczności,
Zbyt silny magnes ciepłego łoża,
Tematy jak kamienne, oda do radości,
Słońce robi wizytację zza chmur morza.

Nie poszła wykonywać pracy biurowej,
Zbyt silny leń za skórą fizyczną,
Powróciła na szlak bytności gotowej,
Z Kevinem chwila jest już magiczną.

Nie poszła wykonywać pism oficjalnych,
Zbyt sen próżny i poplątany jak liana,
Kropla smutków należy do namacalnych,
W południe otulała jeszcze pidżama.

Nie poszła wykonywać pracy w nauce,
Poranek zbyt gnuśny zatrzymał ją,
Nadzieja rośnie gdzieś w smutków luce,
Zapomnieć o złym, zatańczyć z mgłą.

Nie poszła wykonywać pism i spraw,
Życie jak bokser - nokaut ciosem,
Przez ocean musi płynąć wciąż wpław,
Lecz da radę, nie przegra z losem.

Nie poszła wykonywać pracy biurowej,
Drugi raz jej się to tak zdarzyło,
Powróciła na szlak w szacie gotowej,
Słońce wyszło, od razu serce się rozjaśniło.


ZMARSZCZONE BRWI NAD LOSEM 2019-10-06

Zmarszczone brwi nad losem,
Kryształy z łez mienią się blaskiem,
Jeszcze mleko ma pod nosem,
A drzwi zamknęły się z trzaskiem.

Teraz trzeba te drzwi znów otworzyć,
Zapalić włącznikiem ciepło słońca,
Od nowa trzeba wiarę w życie stworzyć,
A nie zamykać oczy, wołać do końca.

Zatem mamo kochana, żyj jak najdłużej,
Jesteś tu potrzebna i to bardzo;
Trzeba podlewać samotne w ogrodzie róże
I być, bo ludzie tak ludźmi gardzą.

Zmarszczone brwi nad losem,
Kamienne grzyby pączkują w sercach,
Lecz trzeba ustawić się za stosem
I przegonić zło, co jak kat morderca.


SZKODA 2019-10-05

Szkoda, że wieczory nie chcą być miłe,
Że mąż z żoną niczym wrogowie są,
Szkoda, że losy córek i synów zawiłe,
Że świat obleka się smogiem i też mgłą.

Szkoda, że to, co miało być piękne,
Obumiera jak niepodlany jeden kwiat;
Szkoda, że szare ulice i chwile beznamiętne,
Szkoda, że kończy się na oczach świat.

Szkoda, że serce wystawiane na bicze
I chłosty codzienne od ludzi dookoła,
Szkoda, że odchodzimy, płoną znicze,
Samo w sobie życie jak piórko szkoła.

Szkoda, że zganiamy winę na życie,
Ale to nie życie jest winne ni zwierzęta,
Szkoda, że za każdym razem zła odkrycie,
Już dusza jak trup, leży, bo padnięta.

Szkoda, że tak właśnie wyszło dziś,
Że nie minął wieczór w spokoju, uśmiechu,
Szkoda, że przekleństwa dał Zdziś,
Skończyło się na beznadziei i grzechu.

Szkoda, że stała się ta rzecz porowata,
Dlaczego wycieki zawsze puchły niezgodą?
Szkoda, że w bagno zmieniła się chata,
Niech dobro przyjdzie ze słoneczną pogodą.


PRZEBUDŹMY SIĘ WRESZCIE 2019-10-05

Przebudzenia o świcie, winda i ruch,
Krzyczą kamienie wznowione wnioskiem,
Człowiek musi zawsze być jak zuch,
A żule toczą batalię z butelką pod kioskiem.

Chciałabym wykrzyczeć radość, chęć,
Lecz spadły w przepaść wieczorową porą,
Zęby zaciśnięte, zaciśnięta pięść,
Trzecia wojna blisko, będzie wielką zmorą.

Pchła bólu ugryzła mocno w dłoń,
Zesrało się całe życie i teraz śmierdzi,
Pulsuje trafiona kulką cała skroń,
Coraz bliżej jesteśmy czarnej śmierci.

Upadki w szambo nienawiści i złomu,
Spuchły powieki, inni lecą do Turcji,
Nie życzę zła żadnej pchle i też nikomu,
Rząd chamskich zakwita tu nasturcji.

Przebudźmy się o świcie, ratujmy świat,
Nie rzucajmy kamieniami w bliźnich,
Niech siostra nie milczy i nie zabija brat,
Niech poranione serce w końcu się zabliźni.


PRZED SAMOBÓJSTWEM 2019-10-05

Przez chwilę było lżej, oddech,
Lecz spadła lawina nikczemna,
Zakotłował się chaos i grzech,
Zaatakowała bestia przyziemna.

Ryk lwicy pod księżyca umieraniem,
Skronie puchną znów i cisną,
Na nic to wszystko, z przebieraniem
Ludzie, ale będzie sąd, zawisną.

Przez chwilę było lepiej, sekunda,
Wybuch wulkanu, rdza jak eksplozja
I rozpoczęła się rozpaczy runda,
Ciągle ból, nienawiść, bezduszność.

Płynie rzeka łzawa jak ściek firmy,
Odechciało się żyć, lufa przy głowie,
Upadek wielkiej P, upadek Birmy,
Samobójstwo zrodziło się w słowie.


CISZA I KRZYK 2019-10-04

Boli cisza, boli krzyk,
Prośby nieskuteczne,
Beznadziei spory łyk,
Życie niebezpieczne.

Ukryte łzy w oczach,
Skazańcy z piątku,
Smutek w warkoczach,
Nie jest tu w porządku.

Boli cisza, boli krzyk,
Monety wzięte i figa,
Krwawi księżyc i ryk,
Złodziej jak Bill śmiga.

Kamienie w sercach,
Blizna jak chwasty,
Znieczulicy morderca,
Drą się mocne kasty.

Boli cisza, boli krzyk,
Elektroniczny to wyrok,
Dość robienia: myk,
Zmęczony już jest krok.

Północ jak wybawienie,
Reszta - lepiej nie mówić,
Jak węże wiją się cienie,
Karta jedna, ruch żółwi.


BATALIONY WYKOŃCZONE 2019-10-04

Batalion walczących słów,
Zroszona ziemia łzami
I na nic, nie dotarło znów,
Ugrzęzło między kamieniami.

Kamienie te jak fałszywe,
Zeznania bez sensu są,
W zwierciadle takie krzywe,
Chwile otulone jak mgłą.

Zastyga lawa, stygną popioły,
Walka z wiatrakami męczy,
Puste bramy, puchną sokoły,
Serce na ziarnku grochu klęczy.

Batalion walczących słów,
Już hebanowe żyją gwiazdy,
Rząd porowatych głów,
Brak sił do dalszej tej jazdy.


POMIĘDZY NIENAWIŚCIĄ A ŻYCIEM 2019-10-04

Mową nienawiści podkreślił łuk brwiowy,
Szajsem nazwał wyrażenie zdań w myśli,
Popłynął strumień błękitny, dalej kolorowy,
Przecież nie może być tak, że wciąż mgliści.

W przeliczeniu dat i miesięcy jedna skaza,
Ale przecież nie rodzą się po to, by niszczyć,
Dawne dzieje, dawne malunki w wyrazach,
Powstanie życie z umierania i tych zgliszczy.

Mową prośby starała się dostać do wydawnictwa,
Lecz centralka dziwnie unerwiona,
Wyskok ze skały na most, klasa szkolnictwa,
Zapłakała deszczem, nagle rozbawiona.

W przeliczeniu statycznym jeden pół list,
Zadrżały osiki z zimna, imieniny Teresy,
Zapomniane posągi w kącie, życzeń świst,
Uściski w pół skłonach, całusy, pachną esy.

Mową z ust złotych adonisa dłonie jak uchwyt,
Chwycił ją wpół, nie dał iść do śmierci;
O bąbelkach przeszłość wspomniała, jej spryt,
Lecz miłe połachotanie w serce aż ćwierci.

W przeliczeniu szans nieżyczliwe pokemony,
Ale nie poddaje się, świeci jak słońce jasno,
Na owoce i warzywa wydają ładne kupony,
Miasto - a jak w wąwozie jakimś tu ciasno.

Mową starań pierwszorzędnych koniczynka,
Zielona prawda - żyć chce każdy z nas;
Nakręcono zegar z kukułką, boli sprężynka,
Na chwilę iskra zgasła, włączył ją znów czas.


KACZA ARMIA 2019-10-03

Fruną kaczki kluczem jak gęsi,
Armia skrzydlatych dyktatorów;
Łamią się brzozy, kość chrzęści,
Zamknięcie ogromnych otworów.

Fruną kaczki grupą pokazową,
Szukam w słowniku znaczenia,
Chory punkt wyspą (nie)tęczową,
Nie będę dziurawić sumienia.

Fruną kaczki wysoko jak F-16,
Złote to pobory, a brąz w posągi,
Lat jak heban lub nie - kilkanaście,
Pędzi pendolino, pędzą pociągi.

Fruną kaczki tańcząc w błękitach,
Nie było Irlandii, nie było Bretanii,
Królewska prawda w aksamitach,
Drink za drinkiem, już porozbierani.

Fruną kaczki dumne jak pawie,
Krzyżyk starczy, a czas nam wskaże,
Czy orzeł pofrunie, czy w obawie
Rytm zegara; orzeł i białe bandaże?

Fruną kaczki jak kruki i też wrony,
Mieszanina gatunków, mamona jedna,
To armia reduktorów, głos do obrony,
Ludzkość bogata czy ludzkość biedna?


KAMIENNA MASKA 2019-10-03

Kamienna maska, filuterne oczy,
Wstaje i upada, upada i wstaje,
W kręgu zaufanych dobro kroczy,
Mimo rezygnacji się nie poddaje.

Walka niczym z wiatrakami,
Ale wciąż wierzy, że góry przeniesie,
Rozmowa z kilkoma wieszakami,
Myśl jak piórko w górę los uniesie.

Kamienna maska, ciężar czasu,
Wstaje i upada, upada i wstaje,
Zieleń sączy od liści, całego lasu,
Mimo wzdrygnięć się nie poddaje.

Los jest nieznany, plan daremny,
Jedna prawda jest znana, istotna,
Iż żywot ludzi ciężki, przyziemny,
Patrzy w lustro bez wyrazu i psotna.

Kamienna maska, jak osika drży,
Płaczą oczy jednej pani w telewizorze,
Przestaje padać, dalej jazda do gry,
Pulsuje niebo decyzjami we wzorze.

Trzeba iść, zrywać korale z jarzębiny,
Podnieść się po upadkach licznych,
Uśmiech jak słońce zza chmury, miny,
Droga przez krzaki do chwil magicznych.


WYLICZENIA NA LICZYDLE 2019-10-03

Dokładne wyliczenia na liczydle,
Plus minus - upominki różowe,
Wyszła jak Zabłocki na mydle,
Ubrała wnet okulary kolorowe.

No i cóż w tej przypowieści?
Przesunięcia dat, dni, miesięcy,
Na ramionach żadne są wieści,
Utrata szans miliona i tysięcy.

Dokładne wyliczenia na liczydle,
Plus minus - doładowanie złote,
Piękną miss czyni w straszydle,
Los niespryskany jeszcze błotem?

No i cóż jej powiedzieć w słowie?
Adonis o uciekinierach rozprawia,
A ona drapie się tylko po głowie;
To los ze światem się tu zabawia.

Dokładne wyliczenia na liczydle,
Zgrabne pośladki jak półksiężyce,
Zgrabne pióra we władzy skrzydle,
Z parapetów upadek mają donice.

No i cóż, wyprostować jak ten drut?
Gregoriańskie wieże, schizofrenia,
Jeszcze jakoś zawiązany ma but,
Tylko uwaga na wielkie przeliczenia.


BŁAKAJĄCA SIĘ KARTA 2019-10-03

Zbłądziły ptaki w swym przelocie,
Telefoniczne wyjaśnianie sytuacji,
Powrót od nowa i próba przy płocie,
Kosmos rozebrał się do penetracji.

Nowa obietnica wysłana jak listem,
Oczekiwanie pierworodne od północy,
Rozhulała się dzielnica wiatru świstem,
Pozwalają wsiąść pannie do karocy.

Skierować ptaki na kurs prawidłowy,
Elektroniczny pejzaż domku w oddali,
Klient zapłacił, na odbiór jest gotowy,
Lecz czy statek nie zbłądzi na tej fali?


NIEPRZYBYCIE 2019-10-03

Nie przybyła gwiazda jednorodna,
Tylko przesypała piasek zniechęcenia;
Minuta zrodziła się niepierworodna,
Wzdrygnięcie ramion, nuta siedzenia.

Zapłakało niebo tym samym płaczem,
To deszczowe łzy jak diamenty;
Dookoła przeszła niema, złym graczem,
Czy ona kiedyś zbuduje fundamenty?

Nie przybyła gwiazda na pejzaże,
Na cóż słowo wzniesione na piedestały?
Zbyt arystokrackie trzyma witraże,
Marzenia z rzeczywistością się skrzyżowały.

Skrzyżowanie to jest tak niebezpieczne,
Iż motyle jak liście, a liście jak ściółka;
Złote suknie przyodziewać, suknie bajeczne,
Lecz życie daje spojrzenie, szara regułka.


SKOROSZYTY 2019-10-02

Serce wyściełane stresem jak mchem,
Znów śmieciówka w planie foliowym,
A wolałabym porozmawiać z cisem, bzem,
Świat skrywa się pod płaszczem deszczowym.

Jedyny punkt pozytywny - dwa koziołki,
Róż i błękit przeplatana jak warkocze,
Zachichotały żurawie, zachichotały osiołki,
Przed oczami taniec odprawił mroczek.

Chciałoby się, by wszystko dobrze było,
Lecz błądzą kurierzy, złotówka skradziona,
Gdyby człek nie był wilkiem, lepiej by się żyło,
Struna bliska pęknięcia, maksymalnie naprężona.

I jeszcze adonis bezmyślny w wieczorze,
Zatem nie należy w życiu mu przeszkadzać,
Przeszłość powraca, bo wciąż tak może,
Nie chcę nikomu przecież przeszkadzać.

Serce wyściełane stresem jak liśćmi, jesień,
Postanowienie zdobycia szczytów,
Lecz wciąż pusta w spodniach jedna kieszeń,
Stos zapisanych widzę skoroszytów.


FERALNA WYSYŁKA 2019-10-02

Wysyłka jak statek z papieru,
Niby stukanie kuriera w drzwi,
Lecz jakaś nieścisłość u steru,
Bo za drzwiami pustka i jej brwi.

Z wieczora próba jej zawrócenia,
A ona już do zwrotu szykowana,
Pieniądze są tutaj do utracenia,
Warta szykuje się z białego rana.

Zmartwienie na głowie jest mega,
Paka ważna, lecz zawirowania,
Jak teraz złapać w chwili tego zbiega?
Obsługa kurierska - bez dostarczania.

Wysyłka jak statek z papieru,
Czy dopłynie do wyspy właściwej?
Nieścisłość stanęła tutaj u steru,
Paczka idzie po linii tylko krzywej.


DZIEŃ ROBOCZY 2019-10-01

Pranie zrobione i praca kontrolna,
Władza adonisa z rana niczym rzep,
A to gwiazda oddaliła się swawolna,
Rozległ się galop koni przez step.

I ruszyły się kołowroty jak w młynie,
Nie chce wracać do dni z udziałem bąka,
Bo wtedy i teraz łza jak rzeka płynie,
Lecz raz po raz wspomnienie się błąka.

Rachunki popłacone w mig, na czas,
Władza adonisa jak turbulencja w locie,
Kłaniał się miastu siłą nadziei las,
Już pora, by wreszcie było po kłopocie.

I ruszyły się życzenia jak lawina,
To dzień chłopaka się tak wydarzał,
Nie zapomniała o nich dziewczyna,
A adonis chyba się mocno rozmarzał.


Z WICHERKIEM 2019-10-01

Wicherek rządził nad miastem jak król,
Bicze zapuszczał jak warkocze odrzucone,
Zamilkły telewizory i radia, zastój pól,
Twarze ludzi w zastoju tym nieco zasmucone.

Już się wydawało, że nic nie da się zrobić,
Lecz wróciło tętno w żyły przewodów,
Zjedzona drożdżówka, by życie osłodzić,
Nad tematem przyczyn chwila rozwodów.

Wicherek rządził nad miastem jak król,
Bicze rozpuszczał jak ramiona ośmiornicy,
Zawyły syreny, narodził się żywy ból,
Ruch za ruchem, gra o tron, głos mównicy.

I ruszyły machiny w tan, ruszyły galopem,
Praca nabrała tempa, na medal praca,
Uporanie się z licznym w chwili ukropem,
Uśmiech jak złoto, złoto jak srebrna taca.


SUKNIA PONIEDZIAŁKU I RYCERZ 2019-10-01

Poniedziałek w sukni z łez jak kryształy,
Fontanny uruchomione jedną myślą,
Kamienie jak szaruga do domu powpadały,
Tato z odsieczą jak rycerz ruszył, pomyślą.

Pomyślą o tym, że kiedyś trzeba się nauczyć,
Że też tak znikąd wiedza się nie brała,
Pomyślą o tym, że kiedyś musiał się włóczyć,
Że droga życia jak serpentyna się zawijała.

Poniedziałek w sukni z łez jak diamenty,
Fontanny uruchomione jedną myślą,
Trudno na znieczulicy budować fundamenty,
Nadzieja wciąż na to, iż w życie ją wyślą.

Wyślą ją tam, gdzie nie znać już głodu,
Gdzie wodopoje nie są skażone fekaliami,
Wyślą ją tam, gdzie łzy nie płyną od spodu,
Gdzie miłowanie jest między sąsiadami.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]