kwasna | e-blogi.pl
POTRZEBA ODDYCHANIA 2019-09-23

Do snów układają się minuty,
Poduszka z kołdrą ciepłe takie,
Wersyfikacja życiowej tu pokuty,
Lecz koguty walczą drapakiem.

Nadzieja tańcuje wraz z liściem,
Jesień jak panna młoda się stroi,
Niebo kłania się tak przejrzyście
I nożem wspomnienia jak tort kroi.

Do snów układają się sekundy,
Cały rząd prawd i zniechęceń czyha;
To koniec dwudziestej drugiej rundy,
Nie ma co, trzeba śnić i oddychać.


OPOWIEŚĆ ROZLICZENIOWA 2019-09-23

Już księżyce krążą po niebie,
Współpraca wskazówek zegara,
Gdzieś w oddali widzę ciebie,
Może będzie z nas ładna para.

Opowiem teraz trochę o czarach,
O tańcach wśród krzewów,
Bo widziałam nimfę w moczarach,
Dodam nutę dobrych śpiewów.

Już gwiazdy policzyły siebie,
Współpraca myśli ze słowami,
Gdzieś, w oddali kocham ciebie,
Może będziemy nowymi rolami.

Opowiem teraz trochę o szczycie,
O nadziei, co jak Feniks z popiołów,
Skończyło się dywanów zgnicie,
Czas na taniec w górze sokołów.

Już planety standardowe w rzędzie,
Orangutany rozpaczy zamknięte,
Co ma być, to właśnie się odbędzie,
Czas wyprasować serca pomięte.

Opowiem teraz trochę o senności,
Jeszcze panika chce atakować,
Lecz by dojść do swej przyzwoitości,
Trzeba iść, w dobroci zasmakować.


CAŁY PLAN 2019-09-23

W tle adonis z przeszłością,
Ruchliwe ręce w dotykaniu,
Pretensja jak klaps w pośladek;

Zapachniało jakby nicością,
Jednostronność w poznawaniu,
Pochylił się wnet dziadek.

Wywołany kochanek wspomnieniem,
Aż zaszczebiotał seksualnie,
Koniec bytności z życzeniem pająka;

Łezka toczy się rozrzewnieniem,
Podniety poszły machinalnie,
Serce wirtualnością tylko przesiąka.

Adonisowe pasy jak dla startu,
Poemat życia zapisywany letnio,
A to fale rozbujane w oceanie;

Los gotuje się do dobrego żartu,
Lecz trzeba starcia bezpośrednio,
Dalej jazda w całym tkwi planie.


NIEDZIELA W OGRODZIE 2019-09-23

Taniec liści, kankan wiatru,
W tle paryskie apartamenty
I nitka uśmiechu w błękicie...

Sztuka na scenach teatru,
Od nowa stawiane fundamenty
I kolor życia w dnia zenicie...

Zabytek fontanną i pamiętniki,
W tle romanse jak malowane
I szczęśliwość zupełna jak nigdy...

Zebrane jarzębinowe koraliki,
Ustrojone nadzieje jak madame
I możliwość dalszej podróży...

Zamknięte puszki Pandory,
Rozmowa z wróblem i pszczółką,
Niewidzialna ręka z podpisem...

Jesień nabiera rumiane kolory,
Rodzinne fotografie na ławce
I spokój w myślach na chwilę...

Niedzieli wakacyjne to walory,
Wolność w przestworzach ptaka
I poszybowały szczęścia motyle...


RODZAJE WYPOWIEDZEŃ 2019-09-21

Wypowiedzenie kategoryczne,
A decyzja napuchnięta rozpaczą,
Smutki były jak strategiczne,
A to już do bram jutra myśli skaczą.

Adonisowe futerka i jak wstęgi kity,
Maska Stańczyka akurat na twarzy,
Puszyste ma futro, spore aksamity,
A jej tylko dach i chleb się tu marzy.

Wypowiedzenia nieistotne,
Bo postanowienie z kolan powstania,
Niech schną serca i dusze markotne,
Czas na życie, czas na umiłowania.


TYSIĄCE 2019-09-21

Tysiące listów w butelkach do świata,
Miliardy pytań i próśb na tęczy duszy,
Nie patrzę na bratobójstwo, zła data,
Wolę usiąść w cieniu jabłoni i gruszy...

Król sobotnich minut nie wie, co się kręci,
A kręci się Ziemia jak karuzela,
Pytaniem hebanowa zjawa go tu nęci,
Lecz on nie wie, czy aktualna niedziela.

Tysiące planów i myśli stężonych ćwiercią,
Kolejne łzy i smutki spływają jak rzeki,
Rozmowa o samotności z żywą śmiercią,
Wolę jak okiennice otworzyć powieki...

Nie mam miedziaków, by dać królom,
A wiem, że uwielbiają poddanych o złocie,
Mam jedynie zdrowe ręce, stop bólom
I jeszcze marsz kolorów w jednej sobocie.

Tysiące fikołków na trampolinie losu,
Czas policzyć gwiazdy i spaść do snów,
Pochodnia ze smutków i całego chaosu,
Żegnajcie i witajcie ponownie, i znów.


PLEWIENIE OGRÓDKA 2019-09-21

Bóle jak kwiaty zakwitają w pejzażu,
Wyciąć je wszystkie i do obornika;
Niech nie pada deszcz we witrażu,
Niech król nad króle głupio nie pyta.

Lęki jak melodie hejnałów grzmią,
Zagrać je ostatni raz i nigdy więcej;
Niech śpiewy zapomnienia tu brzmią
I niech słońce świeci jak najgoręcej.

Niepewność jutra zagrywki swe daje,
Zebrać je jak bukiet z liści i kasztanów;
Bo cóż innego pod mostem pozostaje?
Nauczyć się języka owiec i baranów.

Bóle jak kwiaty zakwitają w ogrodzie,
Wyplenić je jak chwasty i wyrzucić,
Bo ileż można trzymać strach na spodzie
I ileż można w życiu tak się smucić?


JESIENI JUŻ SEN 2019-09-21

Obudzić się ze snów,
Otrząsnąć swe pióra,
Okiełznać lęków nów,
Spojrzeć, tam góra...

Góra niczym potęga,
A światy niczym bracia,
Burzami zapisana księga,
Los niech kartę odwraca.

Obudzić się ze snów,
Otrząsnąć swe serca,
Oczyścić z bólu rów,
Stanąć u złotego kobierca...

Kobierzec z życiem,
A cała reszta nieważna,
Oddech jakby odkryciem,
Aura jesieni już poważna.


OBUDZENI KAWĄ 2019-09-20

Obudzeni kawą w południe,
Dylemat nad tą samą sprawą,
Spojrzenie czyste, żmudnie,
Życie ni bajką, życie ni zabawą.

Obudzeni kawą razy dwa,
Kolejne listy wysłane w świat,
Opuchliznę cywilizacja ma,
Obumarł samotny ten kwiat.

Obudzeni kawą w południe,
Drinki ze słów ledwo starczają,
Wyznają mowy, lecz obłudnie,
Jak głazy starania się staczają.

Obudzeni kawą razy dwa,
Na skrzydłach piątku leci ptak,
Pustkę w kieszeni człek ma
I niczym statku rozbity wrak.


PROSTOWANIE BADYLI 2019-09-20

Żałuje za grzechy, w pierś się bije,
Lecz czasu nie da się cofnąć ni trochę,
Jakoś jeszcze snuje się, jakoś żyje,
Lecz boli prawda, rozpaczy ma brochę.

To nie broszka, o jakiej pomyślą,
To ozdoba z kryształów żywicznych
I zanim skreślą, na śmietnik wyślą,
Odrobina pyłów została magicznych.

Żałuje za grzechy, w pierś się bije,
Lecz odrzuconych szans nie zwróci,
Więc niczym szwaczka los tu szyje,
Depresja z wolą życia mocno się kłóci.

Dobre chwile, kochani jej rodzice,
Choć tyle z życia i aż tyle w ten czas,
Dookoła kłaniają się latarniom ulice,
Przekreśliła sens, lecz dalej szumi las.

Żałuje za grzechy, w pierś się bije,
Lecz zrozumienie zbyt późno przychodzi,
Na dno butelki spojrzenie, dalej pije,
Lecz nie podda się, walka ją oswobodzi.

Minione spadają księżyce, moc kosmosu,
Spowiedź kata, a kat nie żałuje za grzechy,
Atak paniki wśród całego tego chaosu,
A dookoła cyniczne spojrzenia i też śmiechy.

Żałuje za grzechy, w pierś się bije,
Resztki sumienia jak rzeka w ściekach,
Spleśniały czas, serce jak owoc gnije,
Sen spływa jak strumień po powiekach.

Ale głowa do góry, nie jest źle tak wcale,
Są jeszcze dobre chwile i są motyle,
Może tonę jak wrak w oceanie i w banale,
Krzywe odradzają się jak Feniks badyle.


PO ROZUM IDZIE DO MAGAZYNU 2019-09-20

Następnie zawarła pakt z pytaniem,
Oczyściły ją krople deszczu nagłego,
Za zakrętem adonis daje wyznanie,
Lecz ciężko pod górę koloru samego.

A wyznanie składa się z fal i jęzora,
Muśliny były niegdyś, czasy jak głazy,
Pokonać bestię nicości właściwa pora,
Jak puzzle składają się tutaj wyrazy.

Niczym film fantastyczny jest to życie,
Aż chwilami nie chce się wierzyć zmysłom,
Wielkiego zła coraz znaczniejsze odkrycie,
Pozwolić jak ptakom wzlecieć i pomysłom.

Z odpowiedzią przeczącą niezrozumienie,
Więc nie pozostawiła większego śladu,
Męczy ponownie przez błędy jej sumienie,
Lecz to nie takt, bez słów i bez wkładu.


ROBACZEK I RAKIETA 2019-09-20

Powłóczy odnóżem robaczek,
Dziewiętnasta fontanna jak meta,
Męczy się w kałuży nieboraczek,
Jak posąg Afrodyty jedna kobieta.

Splecione włosy w warkocze jedne,
Wciąż gwiazdy wzdychają smutne,
Dni coraz szczuplejsze, dni biedne,
Dookoła spojrzenia szare i obłudne.

Ale to nic, wszystko jak wielkie nic,
Nie ma co płakać, nie ma co myśleć,
Trzeba dalej iść, trzeba dalej żyć,
Dopóki można, dopóki bez wymiotów.

Powłóczy odnóżem robaczek,
Dziewiętnasta fontanna jak meta,
Siwy na głowie każdy jest kłaczek,
Wystrzeliła jak z procy rakieta.


ZNÓW NIC 2019-09-19

Znów nic, nie potrzebują konsultanta,
Nie potrzebują w biurze żadnej pomocy,
A to już rozpoczyna się partyzantka,
Przez chwilę krwawią łzą deszczową oczy.

Tylko fontanna cieszy i daje wytchnienie,
Zegar kamienny jak rzeźba, kropel parę,
W skrzyni z serca spoczywają kamienie,
Chciałaby przegonić już beznadziei marę.

Znów nic, nie potrzebują sprzątaczki,
Nie potrzebują pomocy na produkcji,
Wyrwane z głowy ostatnie już kłaczki,
Czas szalony, ciąg dalszy obstrukcji.


NICOŚĆ TOTALNA 2019-09-19

Nicość rozpościera skrzydła jak gołębica,
Taka jasna w niebycie i cicha jak mysz,
Dookoła lśni chłodem świat, jego okolica,
A idź już nicości przewlekła, idź, a kysz!

Tysiące lisów wysyłanych, a nicość trwa,
Jeśli zdarzą się jakieś odpowiedzi na nie,
To nicość trwa, nicość swoją mgłę tu ma,
Aż nadzieja blaknie w życia tym planie.

Nicość rozpościera skrzydła jak sokolica,
Taka drapieżna jak zwierzę i dzika w osi,
Dookoła lśni jak kryształ świat, rękawica
I nicość się panoszy, i nicość się roznosi.


ZRZUCANE MASKI I PANCERZE 2019-09-19

Po północy zrzucane maski na podłogę,
Kamienne witraże, kamienne wojaże,
Najlepiej zarzucić ręce oraz nogę na nogę,
Na pewno nakreślić znakiem na pejzaże.

Ponowne narodziny, dzielnicy jeden śpiew,
Zapytania spuszczone jak psy ze smyczy,
Dusza na wpół martwa, w sercu jest gniew,
Więc jak najdalej od dzielenia już pryczy.

Po północy zrzucane pancerze świetliste,
Kamienne paradoksy, kamienne znaki,
Dotąd doświadczenia jak krople perliste;
Losie, pozwól, iż zostawię na głowie kłaki.

Ponowne sny i opadanie, i wstawanie,
A feniksy śpią w swoich pyłach, popiołach,
W myślach modłów do ciszy składanie,
Życie trwa - boli i cieszy, trudna to szkoła.


ADONISOWE PRAWDY 2019-09-19

Adonisowe prawdy, smutku spirala,
Złote warkocze nie lubią zimna,
Wyznanie wirtualne jej nie zadowala,
A przecież szczęśliwa być powinna.

Adonisowe prawdy, zmęczenie złe,
Wierzyć należy zawsze, lecz bolączka,
Przegonić wypadałoby nicości mgłę,
Lecz często występuje jesieni gorączka.

Adonisowe prawdy, przeszłość jak żywa,
Wciąż powraca na skrzydłach słów,
Przy drodze wyrasta potęgą pokrzywa,
Jedynym sojusznikiem księżyca nów.

Adonisowe prawdy, skreślenia z listy,
Kolejne martwe punkty na niebie,
A to już jesień, końca lata to świsty,
A ona wciąż odnajduje i gubi siebie.

Adonisowe prawdy, kamienne obrazy,
Czekanie na niemyślenie i uśmiech,
W splocie dni i nocy uściślone wyrazy,
Pokuta za strach, pokuta za grzech.


GOŁĄB I ZAWIEJA 2019-09-18

Poszybowała jak gołąb po chodniku,
Nie bała się nawet tramwaju w zieleni,
Pani ją ujrzała w miłym przymiotniku,
Lecz ona w podróży i jak tęcza się mieni.

Zebrano ziarno w słowie życiorysu,
Dłonie mają przekazać dokument,
Lecz w dziejach losu tona brudnopisu,
Nadal nicości to dumny postument.

A w wersji drugiego rzędu już odmowa,
Zadrżały dłonie niczym osiki z boku,
Zabolały przeczące chwili te słowa,
A przecież walka czołgów jest w toku.

A w wersji trzeciego rzędu orzeczenie
I jeśli takowe posiada gołąb szary,
To może być światło i światła lśnienie,
W innym układzie nie działają czary.

Poszybowała jak gołąb na chodniku,
W milczeniu zjadła okruszki nadziei,
Chciałaby odnaleźć zieleń w sromotniku,
A póki co opiera się wciąż tej zawiei.


OPUCHLIZNA MYŚLI 2019-09-18

Opuchnięte myśli niczym bańki,
Wiele dróg jak warkocz splecionych,
Los nie przydziela do opieki niańki,
Lecz lot na skrzydłach ogolonych...

Jedna myśl zadaje wstrętne pytanie:
Czy to wszystko ma sens? Czy warto?
Pobudka kolejna i kolejne śniadanie,
Lecz spacer z duszą jak kartka przedartą...

Opuchnięte myśli niczym nogi,
Wiele spraw i jedna z tych najważniejszych,
Tak trudno pozbyć się trwogi,
A przecież życie należy do najcenniejszych.


KOLEJNE STRONY INSTRUKCJI 2019-09-18

Kolejne strony instrukcji zapisane,
Słowa mienią się jak kolory tęczy,
Puzzle życia jeszcze niepoukładane,
Już nawet nie myśli, czy się zaręczy.

Kolejne z wołaniem o pomoc listy,
Cisza obszerna, cisza obecna,
Dookoła tylko wiatru słychać świsty,
Sytuacja życia bardzo niebezpieczna.

Kolejne strony instrukcji zapisane,
Słowa jak hebanowe i jak złociste,
Marzenia jak szkło są zarysowane,
Nadzieje, lecz małe i takie mgliste.

Kolejne wchodzenie Syzyfa pod górę,
Nikt mu nie pomoże, nikt a nikt,
Sam musi wypić piwo, usunąć dziurę,
Sam musi znaleźć opierunek i wikt.


PYTANIE ADONISA 2019-09-18

Adonis pyta o cel tejże pisaniny,
A jakiż może to być cel w niebycie?
Chciałby ujrzeć lica tej dziewczyny,
Lecz ona ma problem, łzy skrycie.

Łzy skrycie roni jak krople deszczu,
Takie to smutne, takie prawdziwe
I przechodząc z dreszczu do dreszczu,
Określa wizje jako takie i możliwe.

Adonis pyta o cel tejże pisaniny,
A ona nie wie, co jutro jej przyniesie,
Chciałby poznać drogi tej dziewczyny,
Lecz ona w sobie przeszłość niesie.

Przeszłość niesie jak grzyby w koszyku
I wzdycha podczas rozliczenia z czasem,
Słońce świeci na kredyt i też na patyku,
A tak chciała stukać o chodnik obcasem.


SKRZYDŁA NADZIEI I DZIADEK ZBEREŹNY 2019-09-18

Poleciała na skrzydłach nadziei,
Adres za adresem przeszukiwała,
Nie poddała się chłodu zawiei,
Numer za numerem przeczesywała.

Adres znaleziony jak gwiazdeczka,
Lecz wielki remont trwa jak bal,
Przystanęła, przyciasna jej kurteczka,
Spoglądała sobie cicho w dal.

Dziadek jak Filip z konopi wyskoczył,
Trzy nogi posiadał jak konary,
Rzekł, iż piersi ma duże, ją zaskoczył,
Wielkie oczy, zdziwione okulary.

Nic dziadkowi nie odpowiedziała,
Głową tylko zaprzeczyła w tej chwili,
Ta historia ją wnet zaszokowała,
A dziadek poszedł, jak pisklę kwilił.

Poleciała na skrzydłach nadziei,
Nic nie osiągnęła, o nic nie zapytała,
Przez chwilę smutek w tej zawiei,
Przed płaczem z nieba się schowała.


WEZBRAŁA GŁĘBIA OCEANICZNA 2019-09-17

Głębia oceaniczna od łez wezbrała,
Szarości do mównicy się znów dostały,
Osika za oknem z zimna zadrżała,
Plamy na szybie obraz chwili namalowały.

Senne pejzaże zostały za plecami,
Nowy dzień swój dywan rozwija,
Kiedyś radości malowaliśmy markerami,
Dziś smutkiem wszystko przemija.

Głębia oceaniczna od łez wezbrała,
Lecz trzeba płynąć na tratwie życia,
Ostatnia wyspa z szansą się ostała,
Wyspa czekająca na dobre odkrycia.


ZAPĘDZANIE STRACHÓW I ODPOCZYNEK 2019-09-16

Zapędzone strachy do garażu,
Spoglądają posągi jak kamienne,
Serce nadal spoczywa w bandażu,
A tu już chwile następne, codzienne.

Nowe logowania do systemów,
Wszelakie zmiany, tzw. dobre,
Ukojenie w konsystencji kremów,
A serca takie wielkie i szczodre.

To serca mrówek, pszczół, motyli,
A to już liść spada jesienny,
Słońce za krzew zaraz się pochyli,
Odpoczynek taki zbawienny.

I na chwilę lato się zatrzymało,
Dotyk wiatru delikatny w skroń,
I przez chwilę lato jeszcze otulało,
Lecz pod koniec zmarzła dłoń.

Zapędzone strachy do garażu,
Wiosna w Paryżu zakwitała jak pąk,
Serce nadal spoczywa w bandażu,
Ogród pełen kwiatów, duży bąk.

A celebryci niczym glonojady,
Rysy na szkle widoczne w dniu,
Lecz dobyć już czas do szpady
I walczyć do ostatniego tchu.

Głowa jak dynamit eksplodowała,
Grypowy sezon się rozpoczyna,
Strona instrukcji się pokazała,
Matka starsza od młodszego syna.

Takie tam i inne w całokształcie,
Północ wybiła rytmem wskazówki,
Nie wiem nic o nowym ryczałcie,
Czas zawiązać jak wstęgi sznurówki.


WZGLĘDEM PORANKU KAWA 2019-09-15

Względem poranku kawa,
Myśli przeganiane w kąt,
Brak etatu, taka to sprawa,
Płaczu jeszcze czuć swąd.

Względem poranku kawa,
Ból głowy już ignorowany,
Uśmiercana na dnie obawa,
Pędzlem nadziei dzień malowany.

Względem poranku kawa,
Złe wydarzenia odrzucane,
Do tej pory ból, teraz zabawa,
Serce jak sweter jest łatane.

Względem poranku kawa,
Znamiona z duszy usuwane,
Godnie żyć - marzenie jak lawa,
Niedzieli minuty rozpoczynane.


DRUGI ZJAZD TRZECIEGO SEMESTRU 2019-09-14

Szeleszczą przepisy bhp,
Lecz na luzie ten element,
Z rana sennie i też źle,
Nudny ten ważny segment.

Potem zaszeleściły karty
Kodeksu Pracy po zmianach,
Łeb spuchł jak bania, obdarty,
Koniec płaczu w planach.

Szeleszczą przepisy bhp,
Lecz jak żółw czas się wlecze,
Wszystko jakby snem,
Co zawiśnie, to nie uciecze.

Potem szeleszczą karty
Dziennika, ręka słuchaczki wypełnia
Rubryki, nos innych zadarty,
To trzeci semestr się wypełnia.


WĘDRÓWKA PO BUTY 2019-09-13

Wędrowała sobie po mieście,
Wędrowała zwyczajnie, ot tak,
Pomyślała o owocowym cieście,
Buty takie, buty inne, buta brak.

Wędrowała sobie dalej w dal,
Witryny sklepów błyszczały tak,
Po pieczywo weszła, taki bal,
A buta nadal był jej duży brak.

Wędrowała sobie ze słońcem,
Zobaczyła buty pewne dwa,
Pomyślała, że lato już z końcem,
Przymierzyła, w koszyku już ma.

Wędrowała sobie do domu prosto,
A adonis niby przytaknął pod nosem,
Oberwała inności jego chłostą,
Jednak z butami i lepiej z losem.


TRZY ODPOWIEDZI 2019-09-13

Na sześć listów wysłanych w eter
Trzy odpowiedzi uzyskała ona,
Już chłodno, ubrać trzeba sweter,
Jak gwiazda stała się rozjaśniona.

Staż jak przynęta na ryby żywe,
Możliwość spotkania lub rozważenia,
Spojrzenia adonisa takie krzywe,
Pękła nić smsowego porozumienia.

Na sześć listów wysłanych w dal
Trzy odpowiedzi uzyskała ona,
Jedna, nie trwa administracji bal,
A druga, czynnościami przekona?

Staż jak przynęta na ryby żywe,
Zaproponowała spotkanie we wtorek,
Adonis każe iść spać, możliwe,
Ale nadal nicości pełen tu worek.


PODCINACZ SKRZYDEŁ 2019-09-13

Podciął skrzydła anioła nożykiem
Powątpiewania i kręcenia głową,
Myśli, iż jest idealnym żołnierzykiem,
A ona głupią sikorką czy sową...

Złote warkocze rozplecione już,
Wyrzuca kamienie z serca swego,
Boleśnie poraniły bukiety róż
I teraz nie ma co, żołnierzu, kolego...

Podciął skrzydła anioła scyzorykiem
Niezrozumienia i zniechęcenia,
Poranił kryształową łzą jak kolczykiem,
A ona w ramionach osamotnienia...

Złote dłonie puchną od smsów już,
Jednak inne berła na stanowisku,
Lecz nie będą miętolić tych wzgórz,
Sobota rozpocznie się w rykowisku.


SZEŚĆ KOLEJNYCH LISTÓW 2019-09-13

Wysłano kolejne listy w świat,
Listy w całokształcie, liczba sześć,
Nostalgią jesieni wzrasta kwiat,
Najważniejsze, by było co jeść.

Żadnych odpowiedzi, milczenie,
Któż wymyśli pomysły lepsze?
Maska na twarzy, w sercu cierpienie,
To przy korycie chrumkają wieprze.

Wysłano kolejne listy w świat,
Listy kolorowe, schludne w ramie,
Świadkiem zdarzenia biurka blat,
Na kartach duszy wielkie znamię.


TYDZIEŃ WZBURZENIA 2019-09-13

Cały tydzień jak morze podczas burzy,
Listy słane jeden za drugim, to s.o.s.,
Nadzieja na wiosnę w ostatniej róży,
Taki smutku króluje czas, śni już bez.

Adonisowe wrzosy rozkwitają, wrzesień,
Słowa jak wyznania, słowa jak komplementy,
Adonisowe wrzosy wzrastają, to jesień,
Apteka z pełnymi półkami, tam suplementy.

Cały tydzień jak gniew Zeusa i Posejdona,
Listy słane maszynowo, łzy jak strumienie,
Niech stanie się radość, nim ona tu skona,
Niech zaświeci słońce, niech zejdą cienie.

Rodzicielskie słoneczniki zachwycają,
Wzrok daje ustom uśmiech prawdziwy,
Rodzice i słowa do życia siłę jej dają,
Choć dookoła rosną osty i same pokrzywy.


NIEZLICZONE LISTY 2019-09-13

Wysyłane listy w butelkach w świat,
Alfabetem morsa spisana reklama,
Siwieje łodyga, siwieją płatki, kwiat
I na końcu ścieżki kałuża jak plama.

Tysiące i miliony już takich listów,
A przestrzeń mamiąca złocistością,
Zamiast odpowiedzi, śpiew świstów,
Jesień sprowadza się z oczywistością.

Wysyłane listy na balonach w świat,
Hieroglify zespołem swoistych znaków,
Młody na zawsze i hebanowy tu blat,
Kamienne posągi, śmierć jest raków.

Miliony i tryliony już takich listów,
Ocieplenie klimatu wezbrało w morze,
Gra rozgrywa się według świstów,
A jesień zakrywa liściem bóle i zorze.


TAK NIEWIELE POTRZEBA 2019-09-13

Okrucieństwo, lecz nie losu i nie przeznaczenia,
To człowiek człowiekowi wilkiem, Hitlerem...
To nie zły los wtrąca do lochów i do alei z cienia,
To człowiek człowieka, bo musi żyć z bajerem...

Rzadko zdarza się, iż zaiskrzy dobroć w sumieniu,
Pojedyncze anioły schodzą na ziemię umęczoną...
Rzadko człowiek wytrze łzy drugiemu w rozrzewnieniu,
Ziemia matką sędziwą, matką przez dzieci utrudzoną...

Okrucieństwo, lecz nie losu i nie przeznaczenia,
To człowiek człowiekowi hieną, Stalinem...
To nie pech czy klątwa sprawia te wysokie oblodzenia,
To człowiek dla człowieka, bo musi żyć z muślinem...

Nie zazdroszczę jachtów ani willi z basenem ani trochę,
Lecz na Boga i wszystkie inne bożki - a o kęs chleba;
Pieniądz najwyższą wartością świata, o ścianę grochem,
Wyciągnijmy rękę do bliźniego - tak niewiele potrzeba.


ŁZAWA WALKA 2019-09-13

Stało się, łzy jak rzeki,
Obumiera serce jak kwiat,
Cierpienia trwają wieki,
Coraz okrutniejszy świat.

Stało się, jak dynamit głowa,
Rozpacz berło ma niemocy,
Jak kamienie lecą tu słowa,
Znikąd nie ma żadnej pomocy.

Stało się, łzy jak wodospady,
Obumiera serce jak kwiat,
Tylko dobyć ostrej szpady
I walczyć, by zmienić świat.


PRZED PÓŁNOCĄ 2019-09-09

Przed północą pisze słowa jak zawsze,
Otula nimi świat niczym kocem ciepłym,
W przedsionku wiszą zapomniane płaszcze,
Rejs na ten kurs raczej niebezpiecznym,
Lecz pozostało już tylko to, nic więcej...

Ktoś powiedział "dzień dobry", ktoś z kulturą,
Ktoś podziękował za śniadą odpowiedź;
Taniec z bardzo smętną chmurą, granatu chmurą,
Dla niemych serc cisza odprawia spowiedź...
Rozbujane morza, majtkowie jak recydywiści.

Przed północą produkcja balsamu dla duszy,
Wielki upominek od ojca, to tęczy kolory,
Płyną strugi kryształowe, koniec to suszy,
Nadzieja w wydruku materiałów ma swe walory;
Tarcza odbiła dotyk skrzydeł adonisa...

Stany podwyższone, ale zniżone kapsułką,
Uporządkowane chwile jak książki na regale,
Zadzwoniła osoba, nie była nigdy pszczółką,
Lecz nieodebrana rozmowa, kąpiel w kanale
I rozwiały wiatry przestrzeń na cztery strony...

Przed północą pijane statki w rejs ruszają,
Ktoś rozbił szybę, bo korek się nie podobał,
Ratowników chorzy po pijaku zastraszają -
Zbiorowa to już mogiła, zbiorowa to już żałoba;
Stękają teraz z braku słońca, a susza była...

Padają więc deszcze, czeszą się w strumienie,
Kałuża za kałużą - całe miasto w nich tonie,
Sny jak koguty pieją już i stroszą ostre grzebienie,
Trudno stanąć po którejkolwiek zatem stronie -
Prawda z kłamstwem mają intercyzę głupoty...


CÓŻ MOGĘ? 2019-09-09

Cóż mogę obiecać, czym przyodziać
Człeka pochylonego od biedy, nędzy?

Czym mogę nakarmić ludzi głodnych
I czym pocieszyć tych w depresji jak ocean?

Czym mogę otulić zziębniętych od wichrów
I czym podtrzymać na duchu samotnych?

Cóż mogę obiecać, czym przekonać bliźniego,
Gdy w lodówce brak kiełbasy wyborczej?


ORKIESTRA RZECZYWISTOŚCI 2019-09-09

Cymbały rzeczywistości walą po głowie,
Szaruga jak pająk rozwija swą sieć,
Kropla perłowa, słowo moknie po słowie,
Oby zadziałało zaklęcie: tylko chcieć...

Sny jak majaki, sny jak zjawy kolorowe,
Już czas, otwierają się okiennice domów,
Serca w murach twierdzy, na zimę gotowe,
Rzeczywistości tysiąc brzmi już tonów...

Bębny rzeczywistości walą po duszy,
Szaruga obleka świat jak siatka,
Cień ostatni wygląda spod gruszy,
Otwiera się z mosiądzu wielka klatka.


TYGODNIA WRZEŚNIOWEGO KONIEC 2019-09-08

Skończył się tydzień września pierwszy,
Czas nadmuchać wiarę jak balon helem,
Niczym tabun koni biegnie stado wierszy,
A na szybie serca skaza pustym portfelem,

Skończył się tydzień września pierwszy,
Ale to nic, czas biegnie jak opętaniec,
Rozmówki męsko-damskie, chleb czerstwy,
Już bez komentarza, na ustach kaganiec.

Skończył się tydzień września pierwszy,
Czas wyruszać w podróż dalszą, kolejną,
Do wazonu wstawiam bukiet tych wierszy
I rysuję pejzaż barwą jasną, farbą olejną.

Skończył się tydzień września pierwszy,
Szczury wybiegają z klatek do wyścigu,
Wyraz zakreślony, koniec balu świerszczy,
Zegary nie ustają, nie zatrzymają trybu.


BAJECZKA O FOTOGRAFII 2019-09-08

Z daleka, zza krain cywilizacji
Fotografia przesłana jak list,
Rodzina w pikselach cyfryzacji,
Pozdrowień wyraźny to świst.

Wujek zmienił się całkowicie,
Twarz niemalże nie do poznania,
Kuzynostwo z dziećmi w zenicie,
Również pozdrowienie, podziękowania.

Z daleka, zza krain cywilizacji
Fotografia rodziny jak karteczka,
Czas i życie ma wiele tu racji,
Taka to niedzielna jest bajeczka.


FRYZJER DLA CZASU 2019-09-08

Zgrabne rozczesywanie kosmyków czasu,
Adonis niczym wilk z lasu wywołany,
Dookoła przestrzeń, dookoła iskra hałasu,
Przeszłość jak kurz na półce, fosforany.

Trzeba iść dalej ścieżką własną, trzeba iść,
Pomachać dłonią plaży i falom jak jęzorom,
Trzeba iść, brązowy spada z drzewa już liść,
Nie dać się zjawom, nie dać się potworom.

Zgrabne rozczesywanie kosmyków czasu,
Adonis rytmy wybija jak na bębnach chwili,
Cała tajemnica w niebie, pośrodku lasów,
Idzie północ, z czary snów będziemy pili.


DWIE KAROLE 2019-09-08

Usiadła Karola obok Karoli,
Cześć powiada i się przysiada,
Nie wiedzą, czy życie im pozwoli -
Jedna z nich - wiedza z szuflady.

Poznała Karola drugą Karolę,
Włosy jak hebanowe i jak złoto,
Jedna pomaga, druga inną rolę,
Żadna nie chce wpaść w błoto.

Usiadła Karola obok Karoli,
Cześć powiada i się przysiada,
Nie ma, że drapie, że boli,
Jedna Karola drugiej coś gada.

Poznała Karola drugą Karolę,
Ciekawe zrządzenie to losu,
Lecz hebanową jedzą mole,
A złotowłosa nie boi się ciosu.


RODZAJE LAWY 2019-09-08

Lawy przejrzyste, lawy strudzenia
Płyną niczym rzeki, niczym strumienie;
Bliska parteru łza, łza w ostudzeniu,
A to gra codzienności, blaski i cienie.

Jedno jest teraz najważniejsze:
Wymazać porażki z przeszłości i tyle;
Jedno jest teraz najzabawniejsze:
Iż jesienią róży zakwitają badyle...

Lawy jak płonąca krew, lawy jak smoła,
To już czas zrzucić z siebie kajdany;
Rozpoczęła się trzecim semestrem szkoła,
A człowiek jeszcze taki jest zaspany.


KOTWICA W NIEDZIELI 2019-09-08

Zakotwiczona jak łajba w niedzieli,
Świt był ciemny jak heban i zimny,
Niby mniej lodu, obrót na karuzeli,
Popłynął strumień wiedzy powinny.

Lecz wytrwałość tylko do trzynastej,
Dalej to już taniec bez kropli deszczu
I napełnienie torby nieco kanciastej;
Pomoc współbraciom, istota dreszczu.

Zakotwiczona jak łajba w niedzieli,
Instrukcje w systemach dla zdania,
Stan lawy podwyższony, ku pościeli,
Zatrzymane stresów całe rozedrgania.


POCZEKALNIA 2019-09-07

Siedzi w poczekalni, za oknem ciemno,
Pragnienie największe ze szczytów gór
I choć w powłoce jak w pelerynie jest senną,
To tym razem nie może połamać piór...

Będzie dobrze, pijane statki nie rozbiją się...
Dookoła tańczą złote damy i srebrne...
Wspomnieniem jak kołdrą otula jeszcze cię,
A potem zanika w bezkresie, loty podniebne.

W zestawieniu z pracą zegarów oddech żywy,
Namaszczenie sztucznym huraganem karku,
To serca są gorące w zawiei, serca to zrywy,
Więc idzie samotna, problem zostawia w parku.

Siedzi w poczekalni, za oknem ciemno,
Pragnienie największe z fal mórz i oceanów
I choć jest jak zjawa, jak cień tak senną,
To tym razem nie może skrzywić planów...


OCZYSZCZANIE Z OPUCHLIZNY CZASU 2019-09-07

Puchnie ten czas i siwieje jak włos,
Odchodzi już panna złotowłosa, żal,
Przy mównicy wrzesień, chłodu głos;
Strumienie łez, lecz właściwy to bal.

Już w kożuchy odziewać się trzeba,
Chronić serca przed zamarznięciem,
Żeby ścieżka zaprowadziła do chleba,
Wówczas normalne życie rozwinięciem.

Adonisowe sprawy, przewlekłe upory,
Księżycowe prawdy, kłamstwa księżycowe,
Bez dotyku na żywo znikną spory,
W pamięci pejzaże dobre, kolorowe.

Oczyszcza się kałuża z kolorów błota,
Minuty stają się godzinami, przezroczyste,
Odchodzi do lamusa siódma sobota,
Niczym dziewice nadchodzą sny czyste.


ŻEBY WYTRWAĆ W ZIMNIE 2019-09-07

Liściem obsypał monsun jak wiórem,
Stany podgorączkowe niczym lawa,
Notesy zapisywane niebieskim piórem,
To jesienna zaczyna się już zabawa.

Poplątane ścieżki w centrum miasta,
Krety mechaniczne kopce czynią,
Na szybko rogal z nadzienia i ciasta,
Głowy popiołem sypią, diabły winią.

Lecz trzeba zamknąć drzwi ostatecznie,
Ruszyć w dal i nie myśleć o porażce,
By było w końcu dobrze i też bajecznie;
Ostatnie tchnienie lata w jednej ważce.

I zakończyła się tańcem liścia sobota,
Z nieba lecą łzy niczym kryształy,
Wciąż na myśli spoczywa stała robota,
Żeby tylko dusze i serca wytrwały.


NASTĘPNIE 2019-09-06

Unieruchomiona jak posąg szary,
Spadają powoli kamienie na podłoże,
Łzy zamieniły się w kałużę - czary,
Następnie definitywnie urosło poroże.

Zblendowane nerwy na kolację,
W gęstwinie spraw brak skierowania,
Pralka rozpoczęła strajk i wariację,
Następnie osika doznała rozedrgania.

I minęły stulecia, i minęły dzieje,
Rozluźnione warstwy, a strony zapisane,
Instrukcja skończona, wiatr wieje,
Następnie puzzle losu porozrzucane.

Najchętniej jak myszka iść spać,
Schować się z dala od tego świata,
Lecz nie można tak, trzeba trwać,
Następnie nadejdzie kolejna data.

Jeszcze adonisowe zalecenia,
Przygotowanie plecaka i zeszytów,
Byle do wiosny, byle do rozjaśnienia,
Następnie senność reszty zenitów.


ZAWIJASY NOCNE 2019-09-06

Zawijasy nocy, dookoła szumią knieje,
Już nie można być osiką i tak wciąż drżeć...
Zawijasy nocy, trzeba ożywić nadzieje,
Nikt nie chce być traktowany tylko jak śmieć.

Zerwał się huragan czasu, szaleją zegary,
Jak tu sprawić, by serce nie padło trupem?
Włączyć oświetlenie, zmienić swoje czary,
Czas przechytrzyć i uciec z białym łupem.

Zawijasy nocy, dookoła senne istoty,
Już nie można być strusiem z kreskówki,
Zawijasy nocy, trzeba usunąć kłopoty,
Ale nie stać kieszeni na wysokie łapówki.


STYROPIANY PRAWD 2019-09-06

Styropiany prawd na dziedzińcu powstały,
Kasa czynna dopiero dalej niż w południe,
Adonis widzi te prawdy, minuty oszalały,
Tak ciężko oddychać, gdy krwawi paskudnie.

Nagroda na najlepszą przyjaciółkę, serce,
Lecz rzeczywistość zbyt mocno przygniata,
Płaczą kobiety łzami, puste są kobierce,
Najlepiej pacnąć w łeb, skrzywiona łopata.

Styropiany prawd na dziedzińcu powstały,
Jednak stało się, nie podpisała cyrografu,
Musi się zakłamać, pola, lasy przywitały,
Musi użyć osobistego czaru i pantografu.

Odrętwiała w tej rzeczywistości kulawej,
Wszędzie słychać o wykorzystywaniu człeka,
Zamknięte oczy, chrzest dla niemrawej,
Aż strach pomyśleć, co za zakrętem czeka.


BÓL NIENAZWANY 2019-09-06

To ból nienazwany, nie istnieją słowa,
Szeleszczą liście śpiew jesieni i lata,
Serce niczym osika, jak bańka głowa,
To bardzo okrutna nadeszła tu data.

Morał z minionych lat jest tylko taki,
Iż gdy upadniesz na starcie, to koniec
I wijesz się jak węże, wijesz się jak pędraki,
Nikt nie pyta o serce, znieczulony goniec.

I tylko te kamienne maski na twarzach,
Dookoła przechadzają się pawie po dziadach,
A śmieci przybywa w miastach, na plażach,
Uczciwość jak dinozaur, jak wrócić po śladach?

To ból nienazwany, nie istnieją słowa,
Szeleszczą wiatru podmuchy już chłodne,
Aż mądra przyleciała z lasu tu sowa,
Dusza uleciała, a ciało boi się, że głodne.


POJECHAŁA W DAL I DUPA 2019-09-06

Pojechała w dal, życie jak w kinie,
Czekała jak głupiec na słońcu,
Już widziała po ciętej kobiety minie,
Iż to będzie pętla u szyi na końcu...

Za zwyczajne zlecenie pieniądz niby,
Lecz haczyk w tym został ukryty,
Iż mała smuga - iść do lasu na grzyby,
A człek nie chce być znów chorowity.

Pojechała w dal, chęci jakoś nie miała,
Pogawędka jak ta lala, wycieczka mała,
Kara grzywny - kandydatka oniemiała
I jak osika z bólu oraz chłodu zadrżała.

Za zwyczajne zlecenie pieniądz niby,
Lecz haczyk w tym został ukryty,
Iż umowa przez prawnicze przeszła tryby,
Kandydacie, jesteś dość zmotywowany?

Pojechała w dal, lecz czuła zło w kościach,
Serce podchodzi aż do gardła, kamienie,
Siwe włosy rzekomej szefowej na włościach,
Męczy się z prawdą o ludzkości sumienie...

Za zwyczajne zlecenie pieniądz niby,
Lecz jaka to gwarancja, że nie kop w dupę?
Zatrzęsła się Ziemia, zbiły się szyby,
Gdzie prawdziwi ludzie - chyba ma słabą lupę.



WYRZUT SUMIENIA 2019-09-04

Wyrzut sumienia jak rzep na ogonie,
Pełzną losu wolne ślimaki,
Dusza jak pochodnia płonie,
To ognie piekielne i czerwone maki.

Wyrzut sumienia jak rzep na ogonie,
Rozumiem, że pani rezygnuje?
Nie do końca, lecz na wpół grube słonie,
Lustro dziewczynę teraz strofuje.

Wyrzut sumienia jak rzep na ogonie,
Wiją się losu węże jak znaki zapytania,
Nijakie spojrzenia, nijakie dłonie,
Jakoś bez skrzydeł do bałaganu sprzątania.

Wyrzut sumienia jak rzep na ogonie,
To umówmy się na czternastą,
Jak wulkan przed wybuchem skronie,
Czas dziwny, czas jakby fantastą.

Wyrzut sumienia jak rzep na ogonie,
Rozrywana jest jak kanapka smaczna,
Sprzątanie bałaganu staje okoniem,
Aura życia letnio-jesienna, dziwaczna.

Wyrzut sumienia jak rzep na ogonie,
To tryskają fontanny niezdecydowania,
A chęć pióra i notesu jak jabłonie;
Jakoś bez skrzydeł do bałaganu sprzątania.


ADONIS W SMSACH 2019-09-03

Adonis w smsach coraz skromniejszy,
Wyznaje prawdy poprzez milczenia,
Los jest jaki jest, skarb jeden cenniejszy,
Nie ma żywego obok ludzkiego ramienia.

Umęczone to padoły od kilku miesięcy,
Ciężko dźwigać kamienie w kamieniołomie,
Nie ma i nie będzie miliona, tysięcy,
A nie chciała tańczyć w tamtym złomie.

Adonis w smsach coraz mniej ciekawy,
Prawda jak woda ze studni wiejskiej,
Żadne z nich nie ma ochoty na zabawy,
Ruszają w wyścigu po bieżni miejskiej.


SPOTKANIE JAK ZIEWANIE 2019-09-03

Upierdliwość czekania na koleżankę,
A ona spóźniona wzdryga ramionami,
Wiatr niczym szal, poprawiła falbankę,
Minuta biegła jak szalona za minutami.

Czekała i czekała, jak posąg zastygła,
A koleżanka na czacie sobie siedziała,
Chwila spotkania i spaceru już obrzydła,
Brak szacunku swej przyjaciółce okazała.

Deszczowe marudzenie potem zapodała,
To niczym formuła natrętnej osy,
W amfiteatrze jeziora o rodzinie opowiadała,
A koleżanka poprawiała sobie włosy.

I tak mijało im spotkanie, lekceważenie,
Przytakiwanie raz po raz, głowy kiwanie,
Na deser po moście wysoko się gramolenie,
Aż nadeszła pora na wielkie ziewanie.


DZWONIĄ TELEFONY 2019-09-03

Na skrzydłach loty jak wiry,
Z każdej strony dzwonią telefony,
Oby znów to nie były świry,
Brak sił do zdobywania mamony...

Dzwonią, zapraszają, wirują,
Dziewczyna jedzie, kasę traci,
A oni przebierają, skazują,
Brak sił, człowieczeństwo ją szmaci...

Na skrzydłach loty jak wiry,
Z każdej strony wibrują telefony,
Oby znów to nie były kaszmiry,
Brak sił do udawania matrony...


FORMUŁA JEDEN 2019-09-03

Dzień za dniem śmiga jak formuła,
Za szybko, zatrzymać się na minutę,
Nocą do ścian jest niczym gaduła,
Trudno odprawić wieloletnią pokutę.

Czasami zamazują się kształty losu,
Pod górę jak koń pociągowy wchodzi,
Spodziewać się można nowego ciosu,
Lecz może z kajdan się już oswobodzi.

Dzień za dniem śmiga jak formuła,
Za szybko, zatrzymać się na godzinę,
Nocą sen nadchodzi, by bólu nie czuła;
W sercu nosi zawsze swoją rodzinę.

Czasami gubią się drogi, mapa stara,
Może dwa złote nieoddane pijaczynom,
Prośba z motywacją - łączenie się w parach,
Niczym pamiątki zdjęcia perłom, pajęczynom.


PIJANE STATKI WRZEŚNIA WCZESNEGO 2019-09-03

Pijane te statki września wczesnego,
Jęzory wiatru miziają jej lica i skronie,
Nie było nic nowego, nie było nic innego,
Tylko słaniały się słowa, pracują dłonie.

Adonis zrywać chce gwiazdeczki z nieba,
Obruszyła się z lekka panna niemrawa,
Bo biec przez labirynt wciąż jej tu trzeba
I nie w głowie jej miłostki ani ta zabawa.

Adonis przeprosił, bez używania słów,
Lekkie unoszenie się na skrzydłach, lot,
Wolność poczuła, przytulił ją miły nów,
Na pocztówce z Tunezji kształt - to kot.

Pijane te statki września wczesnego,
Przeklęto ją o godzinę przed południem,
Nie było więc okrzyku radosnego,
Zadrżała osika, zadrżała wnet paskudnie.

Bez płaczu jednak, suche już są oczy,
Strumienie płyną skażone, lecz żyjemy,
Było w doładowaniu myśli, chłód kroczy,
Lecz jak kolorowankę życie malujemy.

Parę zdań zamienionych w tekstach,
Ułożenia specyficzne futer dla jutra,
Niebieski myślnik w nadziei kleksach,
Cała zawartość jednego tylko kutra.

Pijane te statki września wczesnego,
Jarmuż wyrośnięty na polu czekolady,
To dla zdrowia człowieka każdego
I czas wskazał na trzy ciche szuflady.


OBEZWŁADNIONE SŁOWA W LIŚCIE 2019-09-03

Obezwładnione słowa jak napastnik,
Już są poukładane w równy rządek,
To wołanie o życie, z losem zapaśnik,
Biuro miłosne i finansowe - porządek.

Teraz tylko wysłać listy falą morską
I czekać na zmiłowanie panów dużych,
Droga nieprzetartą, droga szorstką,
Ale trzeba próbować, omijanie kałuży.

Obezwładnione słowa jak napastnik,
Już są spięte w jeden arkusz, aplikację,
To wołanie o ratunek, z losem zapaśnik,
Być może będzie można zjeść kolację.


CIEŃ TO BLASK 2019-09-01

Można by rzec, iż cień to blask,
Na falach przejrzyste sprawy,
Nagle stało się, huk, nagle trzask,
Nuta jedna słońca dla zabawy.

Adonis wzdychał na potęgę rano,
Na skrzydłach frunęła biała mewa,
Zabolała głowa, ramię i kolano,
Lecz teraz o północy czas śpiewa.

O przeszłości milczenie gładkie,
Tylko właśnie z niej pozdrowienia,
Kontakty z chłopakiem rzadkie,
Matka jego doznała skaleczenia.

Zaplątał się jak wstążka kotek,
Do tej pory łagodzenie niestrawności,
Lepiej, by w myśli nie było głupotek,
Nie tak łatwo zapomnieć o miłości.

Nagle zawirowała pannica jak liść,
To już zakończenie lata, jesień,
Telefon odebrała w niedzielę, iść,
Lecz to dopiero zaczął się wrzesień.

Najedzone brzuchy mruczą wesołe,
Jakiś dreszcz nerwowy przechodzi,
Apartament w Paryżu, sutki gołe,
Historia Marty w świat się rozchodzi.

Oparte ramię na płocie granicznym,
Dziecko zmarło od nikotyny matki,
W dniu zwyczajnym, lecz magicznym:
Gratulacje dla kolegi, ładne kwiatki.

I spojrzenie na czas zwany przyszłością,
Może nie warto zatrzymać się wcale,
Może to byłoby lepszą sceną, też radością,
Takie tutaj są zwyczaje, trwają bale.

Można by rzec, iż cień to blask,
Na falach przejrzyste sprawy,
Na głowie i w sercu ubrany kask,
Niech idą precz wszelkie już obawy.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]