kwasna | e-blogi.pl
DZIAŁANOŚĆ BOGÓW 2019-08-31

Powstawanie z kolan codziennością,
W głowie majaki ze słów notarialnych,
Na cóż rozmowy, gdy jest nicością?
Iż jest gorsza, ślady ran namacalnych.

Bardzo zależało, starań dołożyła,
Lecz z bogami to spotkanie było,
Lecz z wysoko urodzonymi się zderzyła,
Aż się w głowie od ich słów zakręciło.

Ci bogowie twierdzą, iż jest nikim,
Bo urodzona na nizinach, w biedzie,
Ci bogowie twierdzą, iż jest nikim,
Zwykłą idiotką, co beka po obiedzie.

Powstawanie z kolan codziennością,
W sercu majaki ze słów notarialnych,
Człowiek nie jest nigdy doskonałością,
Nawet ten, co bogiem z oryginalnych.


ODRODZENIA NA FALACH 2019-08-31

Na falach przejrzystych odrodzenia,
Powoli, krokami niczym żółwimi w dal,
Moment zakrawający już o rozliczenia,
Skończył się rozpaczy smutnej bal.

Teraz tylko łapać promienie słońca,
Bez płaczu, czas dalej maszerować,
Jeszcze trochę pozostało do końca,
Lecz nie powinno decyzji się żałować.

Na falach przejrzystych odrodzenia,
Aż miło, aż znów chce się tu żyć,
Adonisa wyznania, adonisa spojrzenia,
Głęboki oddech, można już śnić.


RATOWNICZKA 2019-08-31

Tonęła jak wrak statku,
Morze łez się wzburzyło,
Przeboleć ilość podatków,
Serce o kolce się poraniło.

Tonęła pszczoła w oceanie,
Walczyła o życie zawzięcie,
Prosty lot, strzała w planie,
Walka, paniki to pojęcie.

Tonął świerszcz w oceanie,
Spadł niczym meteoryt,
Nieopanowane ma pływanie,
Zdziwił się faktem wieloryb.

Patrol był jak słoneczny,
Ratowniczka jak malowana,
Uratowała życia prędko,
Ratowniczka jak kochana.


PRZEŁYKACZKA ŁEZ 2019-08-30

Ziewały samolubne buzie,
Ulica Koralowa numer trzy,
Spotkałam samotną różę,
Przełknęłam i te łzy...

Łzy perłowe, ich strumienie,
Uderzanie głową w mur...
Rozjaśniły myśl złote promienie,
Aż schował się losu szczur.

Skreślały bicze przeżycia,
To człowieczeństwo rosło,
Nowe jaskinie do odkrycia,
Przełknęłam i te zły...


WDEPTYWANIE SIĘ W KONIEC 2019-08-30

Wdeptana w błoto jak jakiś śmieć,
Serce pękło na pół, było z porcelany,
Mówią: wystarczy tylko mocno chcieć,
Chciała mocno tak, cios znów zadany.

Próbuje się podnieść po upadku,
A upadków i strąceń w błoto bez liku,
Nie było i nie ma życia w dostatku
I to nie chodzi o bogactwo w koraliku.

Wdeptana w błoto jak gorsza kategoria,
Śmieją się hieny nad jej rozkładem...
To kikut życia, niepełnosprawna alegoria,
Słowo do słowa staje się przykładem...

Próbuje się podnieść po upadku, wstaje,
Wymazać gumką obraz nikczemności;
Na polu duszy kolejne znamię powstaje,
Coraz bliżej końca świata i całej ludzkości.


ODBICIA 2019-08-29

Kamiennych twarzy w lustrach odbicie,
Reszka czy orzeł? Spytał los z ukosa.
Widziała raz nadzieję w oczu zenicie,
Potem zaplotła warkocz bólu z włosa.

Rzekome troski i rzekome bukiety,
Aż stół ugina się od niegotowości.
Wyszykowała kurę na rosół, bagiety,
A w kącie chlipie mysz w szarości.

Och, pani Wiesławo... promienie twe,
Otwarty album na zdjęciach z wtorku.
W umiłowaną patrzyłaś chwilę i mgłę,
A adonis stwierdził o jednakim worku.

Kamiennych twarzy w lustrach odbicie,
Wyznanie czy wyzwanie? Spytał karzeł.
Północ jak kołdra stanowi przykrycie,
Nadchodzi sen, nad snem stoją straże.


LECĄ WRONY I KRUKI 2019-08-29

Ze wszystkich stron lecą wrony,
Skrzydła mają wirtualne i moc,
Lecz teraz nic, padają ukłony,
Potem znów w mordę i kloc!

Gramatyka złudzeń szept dała,
Można osłonić się bielą gołębia;
Mimo, że bogów wysoko wybrała,
To status robotnika się zazębia.

Kołowrotki chomika jak rakieta,
Może uda się zarobić na mamonę,
Wtedy wstanie z kolan kobieta
I pójdzie spokojnie w swoją stronę.

Ze wszystkich stron lecą kruki,
Skrzydła mają wirtualne i pióra,
Trudno grać rolę zimnej suki -
Dlaczego jeży się na gęsi skóra?


ELEMENTARZ (NIE) ZNAJOMOŚCI 2019-08-29

Elementy spadzistych dachów,
A serce jak połatany sweter...
Wypędzanie złych tu gachów,
Prawda (nie) znajomości w eter.

Gdyby przeliczyć pioruny złote,
Wyszłoby kilka palców sztywnych...
On chce kawy i kina, strzela grotem,
A ona tęskni do marzeń pożywnych.

Elementy metalowych ptaków,
A głowa pełna myśli i odczuć...
Nie da się odwinąć zła fraków,
Ostem zdążyła się znów ukłuć.

Gdyby przeliczyć wrzaski z burzy,
Wyszłaby utrata wnet słuchu...
Ni dobre słowo, ni bukiet róży,
Wypijmy zatem po maluchu!


ZAKWITANIE TRUJAKÓW 2019-08-29

Zakwitają na wpół zgniłe owoce,
Schadzka wróbli w splocie dróg,
Dnia kamienie w duszy jak kloce,
Z nieba spogląda sobie Pan Bóg.

I Pan Bóg zesłał burzę nad lasem,
A las pełen betonowych jest drzew,
Wzięli ją na spytki, stuknięto obcasem,
Do środy każą czekać, słaby to śpiew.

Chciałoby się wierzyć w cuda niewidy,
Lecz akt notarialny podbity pieczęcią,
Zjawy nicości się mnożą, liczne zwidy,
Nie uwierzyli słowom ani zaklęciom...

Zakwitają na wpół zgniłe owoce,
Owady jak hebanowe, one gryzą,
W sercu beznadzieja sobie terkoce,
Znów nicość rosi trującą tu bryzą.


DEBATA ZE ZNAJOMĄ 2019-08-28

Znajoma z balu piękności dzwoni,
Wieczorny moment żalów i słów,
Pytanie o pracę, dźwięk monotonii,
Kamień na duszy, szary to nów.

O sprawiedliwości mowy być nie może,
Wszyscy jak złote posągi, nie rusz,
Upadły Bóg da radę i pomoże?
Usychają rzędy jabłoni, rzędy grusz.

O szansach mowy też być nie może,
Wszyscy jak elementarni królowie,
Prawdy całej widać tu podłoże,
Fizyczni swą epokę mają bogowie.

Znajoma z balu piękności dzwoni,
Wieczorny moment bezradności,
Wspólny pistolet mają przy skroni,
Panowie zamykają bramy przyszłości.

O radości i miłości mowy być nie może,
Wszyscy jak kamienne posągi,
Dookoła rosną betonowe lasy, rozdroże,
Tylko smutków hulają przeciągi.

Lecz poddać się nie wolno ni razu,
Trzeba uderzać głową w mur, by zburzyć,
Odnaleźć magiczny pędzel dla obrazu
I tańczyć na balu godnego życia...


SPACER PRZEZ ARBOTREUM 2019-08-28

Maszerowały ramię w ramię przyjaciółki,
Być może prawdziwe ich twarze były,
Pozdrawiały je biedronki i też pszczółki,
A ważki dorodne małe ważki w locie robiły.

Aleją lip i aleją cisów tak wędrowały,
Przy stawie Białej Damy życzenie i zaduma,
Słowa pani Wiesławy jak diamenty zbierały,
Radość ich złota, dźwięczna ta struna.

Maszerowały ramię w ramię przyjaciółki,
Być może prawdziwe ich serca były,
Odnajdywały jak odkrywcy skarbów szkatułki,
Na polanie edukacyjnej mądrzejsze się robiły.

Aleją kasztanów i aleją żołędzi tak wędrowały,
Zmęczone upałem, lecz zadowolone takie,
W końcu się zmęczyły, mocno też zgłodniały,
Spojrzenie na jezioro, obiad zjadły ze smakiem.

Maszerowały ramię w ramię przyjaciółki,
Być może prawdziwe ich myśli w głowie,
O ucisku na jedynkę doniosły im jaskółki,
Poróżniły się jak różnią się ludzie w połowie.

Aleją ulic tak wędrowały na przystanek,
Czas powrotu do domu wcześniej o godzinę,
Miejski przywitał ich ruch, miejski gałganek,
Pozostawiły sobie uśmiechniętą jednak minę.


POWRÓT DO ZALĄŻKU 2019-08-28

Powróciła jak bumerang w rejony związku,
To były początki, fontanny dawały jęzory,
Uśmiech jak banan, namiętność w zalążku
I te pocałunki śmiałe w nieśmiałe otwory...

Nadzieja dawała skrzydła, tęskne oko,
Łezka kryształowa zakręciła się w kąciku,
Wierzyła w nową miłość bardzo głęboko,
Pisała życzenie serca na myśli bileciku...

Kochanek kwitował uśmiechem: nieprzyzwoite,
O mandacie coś wspominał za nieobyczajność,
Ale to było cudowne, żywe, tak znakomite,
Emanowało świeżością, skreślało zwyczajność.

Powróciła jak bumerang w rejony związku,
To były początki, teraz poszła w drugą stronę,
Westchnienie, serce zaklęte w posążku,
W słowach pani Wiesławy spotkała ochronę.

Promenada jak malowana, fale szemrzące,
Spotkały się: powracająca i poetka z kotem,
Dwa anioły na skrzydłach emocji się unoszące,
Miła pogawędka o początku i o końcu potem...

Serdeczny uścisk na pożegnanie, list miłosny,
Tęsknota piórem wspomnień wyznanie dała,
Powrót ten jak fala na morzu, powiew wiosny,
Z początku związku w ramionach jego drżała...


DOM BIAŁEJ DAMY 2019-08-28

Sekretarzyki pełne pamięci
Skrywają całusów tajemnice,
Zegar z kukułką czas kręci,
Biała Dama, białe dziewice.

Pan Tytus dostojny siada
Na krześle wysokiej arystokracji,
Dobre, bo polskie - zakłada
I przesyła list do demokracji.

Goście się zjeżdżają weseli
Na popitek w gościnnym azylu,
Na fortepianie nutą poszaleli
I życie tamto w zielonym badylu.

Wybiła północ, biała dama mknie
Po korytarzach, salonach jak baletnica,
Wychodzi nocą, chowa się we dnie,
Niczym gołąb biały, biała dziewica.

Pilnuje swego domostwa cudnego
W towarzystwie orła bielika i poroży,
Nad stawem, w ogrodzie swego
Szuka kochanka, legenda się mnoży.

A ja, zwykła turystka doczesna
Patrzę z zachwytem na jej dom,
Choć to nie północ, godzina wczesna,
Widzę ją, książki mają gruby tom.


GONITWA PRZEZ RZECZYWISTOŚĆ 2019-08-27

Rzeczywistość z niebytu zrodzona,
Wysłany list o życie w cyfrze sześć,
Teraźniejszość milczeniem spłodzona
I wielka modlitwa, by było co jeść...

Gonitwa myśli prawym brzegiem nocy,
To galop koni na wolność uciekających,
Ktoś wystrzelił kamień szary z procy
I zawirowała kropla z oczu płaczących...

Rzeczywistość z marzeń i nadziei pełna,
Skarabeusze wiążą przejścia złote,
Teraźniejszość taka, a nie inna, zupełna
I kreską podkreślone niechęci w ochotę...

Gonitwa pulsowań serca brzegiem ciszy,
To kołują jastrzębie przeżyć, siadają,
Pod murem korporacji sznur to myszy
I już statki załadowane z portu wypływają...


ZMALOWANE OBRAZY 2019-08-27

Zmalowane obrazy pędzlem zdarzeń:
Jadąca pani z miasta na rowerze,
Palący się samochód jak pochodnia,
Świat w płynącej rzeczce jak z marzeń,
Słońce królowało, promienie przy sterze,
Ściana pochyliła się grzbietem wschodnia.

Zmalowane obrazy pędzlem zdarzeń:
Bilety zakupione w okienku standardów,
Krzyk matki na syna w kącie murowanym,
Pozostałość w wirującym świetle wyrażeń,
Dookoła stado ustawiło się bodygardów,
A nadzieja w kształcie ledwo naszkicowanym.

Zmalowane obrazy pędzlem zdarzeń:
Odpoczynek na hamaku w ogrodzie,
Fala goniąca falę przezroczystą jak łza,
Nagle ucho wraz z sercem doznało obrażeń,
Miękka powierzchnia na samym spodzie,
Już tylko w ramiona popaść, być w snach.


POSĄŻEK Z OŁOWIU 2019-08-25

Posążek z ołowiu jak odlany,
Tylko oczy ma żywe i głowę,
Pobliski wazon jak łzą zalany,
Trudno zrozumieć jego mowę,
A mowa niczym bełkot szkieletu...

Posążek z ołowiu jak odlany,
Tylko serce ma żywe i duszę,
Świat marzeń deszczem zalany,
Trudno osłonić martwą gruszę,
A grusza cieniem z przeszłości...

Posążek z ołowiu jak odlany,
Tylko myśli żywe i cyrkulacja,
Labirynt dni pełny i poplątany
Jak liana, czasów to wariacja,
A wariacja snem nad snami...

Posążek z ołowiu jak odlany,
Tylko nadzieje żywe i słowa,
Wzór ołówkiem naszkicowany,
Nieznana przeznaczenia połowa,
A połowa pustką w szklance...

Posążek z ołowiu jak odlany,
Tylko minuty żywe i godziny,
Plac pola pługiem zaorany,
By mogły rodzić się rośliny,
A roślina jak symbol jest życia...


PROJEKCJA SNÓW I JAWA 2019-08-25

Zmęczyły się sny projekcją swoją,
Kazały wstać, na alarm biły zegary,
Że to nowa droga, może z ostoją,
Nocne zakończyły się wizje i czary.

Jawa odkrywa tajemnice głodowe,
W złe ścieżki skręcały i szły nogi,
Dziś choć tęcze bardziej kolorowe,
To cały czas daleko mety są progi.

Zmęczyły się sny projekcją niebytu,
Trzeba było wstać, ruszyć w dal siną,
Lecz wysiłek spory, dźwięk skowytu,
Trudno być rzeźbą, kamieniem, myślą.

Jawa otwiera połacie swe jak okiennice,
Żółw dźwiga skorupę jak z porcelany,
Pokrzywiły się latarnie, pokrzywiły ulice,
Nad światem płyn zanikania rozlany.

Zmęczyły się sny projekcją niemiłą,
Zegary otworzyły tarcze, sprężyn bez liku,
Czas wyrzucić gruszkę z jego dłoni zgniłą
I założyć słońce jak ozdobę na patyku.

Jawa otwiera swoje czeluści i ciasnotę,
Skafandry zakłada społeczeństwo złote,
Omijają królowie kałużę, uśmiech potem,
A niebyt niebytem, odnaleźć losu cnotę.


INSTRUKCJA GWIEZDNA 2019-08-24

Instrukcja gwiazd spadania,
Dwa listy w butelce wysłane,
Chciał od niej chyba kochania,
Lecz życie ma nieposkładane.

I tak dzień po dniu, jest noc,
Miłych snów życzę tak wzajemnie,
Miniony dzień, nowa moc,
A serca biją rytmem potajemnie.

Instrukcja gwiazd spadania,
Przeszłość milczy z dwa tygodnie,
Bez chleba tylko są gdybania,
Czas założyć sweter i długie spodnie.

I tak dzień po dniu, jest noc,
Kolorowych snów życzą sobie,
Miniony dzień, nowa moc,
Wspomnienie jak w ozdobie.


I JUŻ, PO SPRAWIE 2019-08-24

I już, po sprawie osiedlenia,
Bez kolejki i wężykiem na wcisk,
Dwa tygodnie do ocalenia,
Żeby potem z bólu nie był pisk.

Ale się udało, piłeczka ma kolce,
W cieniu drzewa z młodości
Stanęli oni, w trójkę jak bolce,
Koparki z ludźmi mają zażyłości.

Tu jest Polska, tu jest kraj,
Czego się państwo spodziewają?
Mówię wam: skończy się raj,
Następni kraju już nie pozbierają.

I już, po sprawie w szpitalach,
Chwila, moment i jazda w dal,
Los kuksańcem pracę odwala,
Rehabilitacji znów będzie bal.


PO PÓŁNOCY JUŻ DAWNO 2019-08-23

Po północy już dawno, wersów płody,
Zakreślam kółkiem kształty minione,
Człowiek człowiekowi rzucił znów kłody,
Serce jak porcelana, spadło i rozwalone.

Ale to nic, bo nic się w sumie nie stało,
Bukiety wandalizmu, bukiety smutków,
Serce jak ziemia się zatrzęsło, zadrżało,
W ramionach spoczywam dnia skutków.

Po północy już dawno, strofy płody,
Zakreślam kwadratem kształty minione,
Odpoczynek, wchodzę na schody
I idę drogą snów, ziarna jak odrodzone.


NIEMOŻNOŚĆ UCZUĆ 2019-08-23

W dalekiej krainie ostała się miłość,
Ona jeszcze się tli jak uparta iskra,
Lecz los wskazał inny wydział - zawiłość,
Fontanna ciszą jak strumieniem tryska...

Natomiast w linii prostej, rzeczywistej
Skrada się wilk - czeka na swą owieczkę,
Bez planu wyszedł z lasu i aury mglistej,
Czas upływa, kiedy wyjąć spraw zawleczkę?

W dalekiej krainie ostała się miłość,
Ona była jak złoto i srebro, złość materii
I los wskazał inną drogę - zawiłość,
W pamięci jej obraz wielki, nie ma baterii...

Natomiast w pejzażach miast odrębnych
Czai się wilk dla niej, czeka na wiewiórkę,
Bez przyszłości, całus dla beznamiętnych,
Wciąż chce, lecz nie może podejść pod górkę.


MIŁE CHWILE 2019-08-23

Miłe chwile w rodziny gronie,
Lód czekoladowo-śmietankowy,
Ściany ciszą chylą swoje skronie,
Moment ten jeden jak wzorowy.

Migotanie ekranów, seans jeden,
Komentarze lecą jak ptaki,
To najwspanialszy, jedyny Eden,
Element dobry, bo dzień byle jaki.

Miłe chwile w rodziny gronie,
Kawa jak nektar bogów i słodkości,
Dziecięce zakwitły grusze i jabłonie,
Łódka uśmiechu na morzu szarości.


NON STOP 2019-08-23

Wciąż i wciąż, jeszcze i jeszcze,
Jak ten Syzyf z głazem pod górę,
Przeciągle, bez zmian bólu deszcze,
Wrosła w ołowianą na niebie chmurę.

Wciąż i wciąż, zawsze i na zawsze,
Jak ta niekończąca się opowieść,
Upadanie i wstawanie, czas głaszcze,
Aż wyszły z orbit księżyca oczy sowie.

Wciąż i wciąż, cięgle i bez ustanku,
Jak te obracanie się Ziemi wokół słońca,
Od łez do uśmiechu przystanku,
Codziennie i nocą do życia jednego końca.

Wciąż i wciąż, jak myjnia non stop,
Co stoi przy obwodnicy bez obsługi,
Oddech za oddechem, wielki hop,
To walka z losem, w sercu są smugi.


WYPEŁZNĄĆ NALEŻY 2019-08-23

Rozpędzona jak rakieta, płyną deszcze,
Niemożność wezwania na alarm, s.o.s.,
Spowiada się w wymiarze, idą dreszcze,
Kamienny taki jak płot jej cały czas i los.

Znów nic, tylko nowe pomysły się rodzą,
Nadzieja biegnie w tym wyścigu jak zawodnik,
Znów nic, do księżyca smutne wilki zawodzą,
Postarzał się o dzień życia przewodnik.

Rozpędzona jak czas, płyną rzeki brudne,
Instrukcja zapisana w kolejnej stronie,
Kroki żółwia ciche, kroki ślimaka żmudne,
Pochodnia niemocy jak pożar tu płonie.

Trzeba nabrać siły, powstać z tej kałuży,
Biec na oślep, wspominać zacnych aniołów,
Wyboje na drodze jak głazy w tej podróży,
Wypełznąć jak wąż z boleści już padołów.


WANDALIZM PRZED SKLEPEM 2019-08-23

Pojechała rowerzystka na zakupy,
Od półki do półki tam wędrowała,
Zsumowała kwotę, towar do kupy,
Sześćdziesiąt groszy reszty dostała.

Zapakowała się jak wielbłąd jaki,
Wyszła przed sklep, rower zniszczony,
Zaskoczenie i z głowy rwane kłaki,
Nikogo nie ma, obraz poszarzony.

Znienacka podjechał do niej chłystek,
Gapi się na nią, dzień dobry głupie,
Obczaiwszy bazę i stan swych czystek
Jeden z drugim odjechali, nerw łupie.

Pojechała rowerzystka już do domu,
Nie złapała gnojków za rękawy,
Lampka zniszczona, nie życzy nikomu,
Następnym razem nie będzie zabawy.


ZAKOŃCZENIE W POSZYCIU 2019-08-22

Codzienność nadeszła niewzruszona,
Znów napluła w twarz milczeniem,
Głowa w dole, opuszczone ramiona,
Przeszłość miniona, doczesność cieniem.

Dzień za dniem liczy się kasiora,
Biedna dziewczyna bez żadnych praw,
Ponad rok niebyt, hebanu pora,
A niech płynie bez wioseł rzeką wpław.

Codzienność nadeszła niewzruszona,
Znów napluła w twarz śliną wegetacji,
Dziewczyna jak w nicości zawieszona,
Niewiele brakuje do końca, do fiksacji.

Dzień za dniem liczy się król i królowa,
Biedna dziewczyna bez szans na życie,
Pęka i krwawi serce, spadła jej głowa,
Teraz ciałem użyźnia lasów poszycie.


BRAMY NOWEGO DNIA 2019-08-21

Otworzyły się dnia nowego bramy,
Rzeźbią pisarze słowa jak postacie,
Trudno wyzbyć się dziury, plamy,
Serce ma od deszczu sine połacie.

Nadzieja upadła jak gołąb na dach
Z uszkodzonym skrzydłem w locie,
Trzeba ją wziąć, wygonić strach,
Stanąć czoło w czoło i po kłopocie.

Otworzyły się dnia nowego bramy,
Fachowcy borują dziury jak dzięcioły,
W murach starych znamiona, szramy,
Serce jak orzech, skok przez doły.


USIADŁA NA ŁAWCE 2019-08-20

Usiadła na ławce, kolory błota,
Niemymi ustami szepcze rozmowę,
Żałuje, że w młodości głupota,
Smęci w przestrzeń, potrząsa głowę.

Usiadła na ławce, kolory nadziei,
Niewidomym okiem widzi naturę,
Wysyła pytania, opada w kniei,
A w sercu przegania czarną chmurę.

Usiadła na ławce, kolory kultury,
Słabym słuchem słyszy "dzień dobry",
Z grzechów oczyszczają się chmury,
Czas był dla pana starszego szczodry.

Usiadła na ławce, kolory ciekawości,
Niewidzialną literę czytała łapczywie,
Nagle poszybowała jak ptak do radości,
Dobry czas skończył się tak złośliwie.

Usiadła na ławce, kolory wspomnienia,
Serca długopisem napisała zdanie,
To słońce nie szczędziło wnet promienia,
To było najprawdziwsze życie i oddychanie.


SNY O WEGETACJI 2019-08-20

Podnieść się ze snów bolesnych,
Rozmowa ze współcierpiącym,
Czas minął startów przedwczesnych,
Człek jest chomikiem biegnącym.

Bolesne wirowanie, liści wirowanie,
Wciąż padają deszcze kryształowe
I nieważne, że gotowi na pracowanie,
To szczęście mają istoty tylko nowe.

Rówieśnicy rozmnażają się jak króliki,
Pięćset plus następne dostaną,
A dla pozostałych na łzy tylko ręczniki,
Pozostali z ręką w nocniku zostaną.

Podnieść się ze snów szkarłatnych,
Rozmowa ze współwięźniem biedy,
Coraz mniej chwil w kraju ładnych,
Zgniły jak owoc duszy wielkie dredy.


OTWIERAJĄCE SIĘ PUSZKI PANDORY 2019-08-20

Otwierają się Pandory puszki,
Wyskakują iskierki rozdrażnienia,
Wystukują pędu rytm paluszki,
Wciąż zagadka do załatwienia.

W pędzie rozliczane są czasy,
Nowe zdjęcia niczym załączniki,
A od rana płyną łez duże basy
I uruchamiają się cen liczniki.

Samotność doskwiera panom,
Nie ma lekko, nie ma łatwizny,
Zakręcić kurki starym kranom,
Blada ściana, reszta ojcowizny.

Wyjedzone sery już z lodówki,
Spać muszą iść te głodomory,
Zatrzaśnięcie się od drzwi zasuwki,
To środek jest nocnej pory.

Otwierają się Pandory puszki,
Wiadomość, wytłuszczony druk,
Stukają w klawiaturę jej paluszki,
Żeby tylko nie pocałować w bruk.


IDZIEMY SPAĆ 2019-08-19

Nocą głaskane serca jak koty,
Karaluchy spacerują jak pawie,
Poza gwiazdą zostają kłopoty,
To sny mają projekcję na jawie.

Idziemy spać równo i w rządku,
Jeden za drugim, ludzie razem,
Marzenie o wielkim to porządku,
Życie jest abstrakcyjnym obrazem.

Nocą tulenie się dusz do poduszki,
Chochoły skryte kątem tajemnicy,
Śnią chłopcy, śnią też dziewuszki,
Korona na głowie złotej kochanicy.

Idziemy spać nierówno, w nieładzie,
Śnimy o beczkach, śnimy o falach,
Burzą się mury berlińskie w składzie,
Jednych los cieszy, innych zniewala.


TRZYMAJĄCA FASON 2019-08-19

Trzyma fason, trzyma pion,
Martwić nie chce się już wcale,
Lecz bez chleba bliski zgon,
Samotne wiosło w tym kanale.

Stronica za stronicą przejrzane,
Żadnego zjawiska właściwego,
Czy to przeznaczenie zapisane?
Blisko punktu jest krytycznego.

Trzyma fason, trzyma pion,
Więcej nie naleje do dzbana,
Słowa są dla niej jak schron,
Byle do jutra, byle do rana.

Stronica za stronicą przejrzane,
Niedziela pusta jak kieszeń,
Nadzieje w sercu już są zapisane,
Kolej rzeczy - po lecie jesień.


PTASZYNA I WILK 2019-08-19

Słodka jak pączek ta ptaszyna,
Deszczem okrasiła, chmurą była,
Hebanowa dla niego dziewczyna,
Lecz czy serce jego już otworzyła?

Zbyt różni przy wodopojach są,
On jak kot, ona jak wiewiórka,
Raz miło, raz jak osiki drżą,
Ciepło, zimno, gęsia ich skórka.

Słodka jak eklerka ta ptaszyna,
Słowo dała, słowem zaśpiewała,
Inna jednak od niego dziewczyna,
Czy Bozia powodzenie im dała?

Zbyt niewidzialni jak te zjawy,
Zdanie tu, zdanie też i tam,
To jak dziecięce są im zabawy,
Ptaszyna i wilk - dziwny kram.


OSIEMNASTA DEKRETACJA 2019-08-19

Dekretacja czarno-białych snów,
Odnotowane na liście wzorów,
Wodą zapełniony głęboki rów,
Czas na paletę ciepłych kolorów.

A to już idzie ku nam jesień,
Winogrono dojrzewa do wina,
A to już idzie dumny wrzesień,
Żegna się z latem dziewczyna.

Dekretacja wirtualnych róż,
Odnotowane na liście przesyłek,
Serce zakwita pośrodku wzgórz,
Los posiada trochę odchyłek.

A to już idzie ku nam jesień,
Liście spadają będąc dojrzałe,
A to już idzie pewny wrzesień,
Serce żyje, marzy jak oszalałe.


TAKIE TAM NAD RANEM 2019-08-18

Sny jak majaki w tle rzeczywistości,
Kawy łyk syropem na przebudzenie,
Sięgnąć w głębię oceanu dawności
I oprzytomnieć zespołem przeżycia.

Wielkie wstawanie posągów do dnia,
Przywitania słowem jak podanie ręki,
Walcząc, by nie rozłożyła się mgła,
Koniec drgań, tylko dobre już dźwięki.

Wiadomość na ekranie migoczącym,
Iż gruszki skradzione zostały z drzewa,
Czas żyć w tunelu ból łagodzącym
I schwycić melodię nadziei, niech śpiewa.

Sny jak majaki w tle rzeczywistości,
Głęboki jak ocean oddech wzięty,
Nie analizować archiwum zawartości,
Bukiet z myśli w wazonie losu cięty.


DWUKROTNIE PO PÓŁNOCY 2019-08-18

Północ odeszła dwukrotnie,
Stukam w klawisze czujne,
Bez miłości bywa markotnie,
Lecz teraz synapsy spójne.

Blond włosy niczym warkocze,
Tańczę w duszy, to poprawiny,
Jak osika dziewczę nie dygocze,
Teraz już jagody, teraz maliny.

Północ odeszła dwukrotnie,
Układam zdania z różnych słów,
Zazwyczaj bywa mi samotnie,
Lecz pomaga król nocnych sów.

Bydło przeszłości już w zagrodzie,
Nie powinnam powracać więcej,
Opadałam jak głaz, będąc na spodzie,
Wraz ze słońcem uśmiecham się goręcej.

Północ odeszła dwukrotnie,
Stukam w klawisze rezolutne,
Bywało i bywa jeszcze okropnie,
Lecz wymazałam aleje smutne.

Będzie, jak przystoi przeznaczeniu,
Zabiję niedźwiedzia w przenośni,
Będę fantazją w jego długim milczeniu,
Życie rodzi się w pędach winorośli.


ODKURZONA DZIEDZINA 2019-08-18

Nie do końca przekonani,
Pomknęli wraz z pokoleniem,
Ratusz przywitał wieżą,
Zegar wskazał pijaną godzinę.

Zły początek, dalej zgrani,
Natrafili na festyn z jedzeniem,
Podnieśli głowy, oni wierzą,
Zdeptali nikczemności gadzinę.

Na zdjęciach w trójkę uwieczniani,
Rozsyłali uśmiech, precz z więzieniem,
Razem centymetry mierzą,
Wychodzącą za mąż spotkali dziewczynę.

Wycieczka ciekawa, ludzie rozbiegani,
To mrówki z lotu ptaka, chmura cieniem,
Ups - to rowery nagle się zderzą,
Smutku zlikwidowali jedną przyczynę.

Wspólnie razem jak w obrazie malowani,
Plac Wolności, nikt już nie jest leniem,
Po powrocie jak kłody drewna sobie leżą,
Rodzinną odkurzyli życia dziedzinę.


LEŻĄC NA HAMAKU 2019-08-18

Leżąc na hamaku
Liczyła gwiazdy Saturna;
Czując kroplę smaku
Zerwała jabłko z jabłoni.

Leżąc na hamaku
Liczyła słońca Wenus;
Upuszczając życie
Rodziła się od nowa.

Leżąc na hamaku
Liczyła księżyce Marsa;
Wychodząc z wraku
Odwróciła się ostatni raz.

Leżąc na hamaku
Liczyła błękity Plutona;
Nie otrzymawszy odpowiedzi
Poszła drogą mleczną.

Leżąc na hamaku
Liczyła krople Jowisza;
Ujmując serce w dłonie
Zawirowała jak liść jesienny.

Leżąc na hamaku
Liczyła znamiona Ziemi;
Zapominając o braku
Uśmiechnęła się do ludzi.


BAL NA KONIEC TYGODNIA 2019-08-17

Zwyczajnością przetarła oczy,
Czas przebudzić się do życia,
Na razie jak żółw sobie kroczy,
Tysiąc tajemnic do odkrycia.

Odbębnione klikanie w litery,
Nic nowego się nie dzieje,
Sobota ma leniwca maniery,
Kołyszą się jak fala miasta knieje.

Zwyczajnością przetarła oczy,
Czas biec przed siebie, w dal,
Na razie jak żółw sobie kroczy,
Na koniec tygodnia to jest bal.


CIĘŻKI MALUNEK 2019-08-17

Ostatnim malunkiem w nocy
Nakreślone pejzaże dnia deszczowe,
To było jak krytyczny spadek mocy,
Umarły na moment nadzieje kolorowe.

W kółko brane instrukcje, dwie strony
Medalu, a słońce świeciło z przerwami,
Naradę rozpoczęły kruki, też wrony
I poleciała myśl między chmurami.

Spadały łzy jak kryształy, to błoto,
Ciężki oddech, niczym kamienny,
Nadzieja i walka o srebro, złoto,
Czas taki sam, los taki niezmienny.

Ostatnim malunkiem w nocy
Rozrywam kawalątek duszy siny,
Nabrać w dłonie i serce trochę mocy,
Ze snów zebrać bukiet, to muśliny.


TEATRY WIRTUALNE 2019-08-17

Fale mórz, wirtualne ryby,
Zgasły pochodnie ekranu,
Spoglądanie oczu zza szyby,
Nie da się ruszyć z planu...

Teatry pięknych bywają słów,
Czasami cisza taka zaspana,
To zapalają się księżyce znów,
A potem znów struna szarpana...

Oceany błękitne jak krople łez,
Druga strona medalu bez twarzy,
Przekwita sierpniem jeden bez,
Zdjęcia wysłano jej wprost z plaży...

Planować jednak nie można,
Bez miedzianych dźwięków nie da się,
Puchar, a piłka w ruchu nożna,
Wyznanie, że w myślach widziała cię...


ZA KAŻDYM RAZEM 2019-08-17

Huk, to umęczenie powiek duszy,
Za każdym razem wierszy przewijanie,
Zgłoszony telewizor, może zagłuszy
Ten hałas wewnątrz głowy, spadanie...

A chciałabym śpiewać o szczytach
Niczym juhas nucący pod nosem,
A chciałabym mieć siłę w uchwytach
Swoich myśli i czynów, iść z kłosem...

Huk, rozbite szkło, serce na pół,
Za każdym razem listy wysyłane,
Samolot z awarią silnika leci w dół,
Myślą okrutną dni są torturowane...

A chciałabym skakać jak kózka
I łamać sobie nóżki na stoku radości,
A chciałabym być jak młoda brzózka
I poddawać się wiatru w całości...


TYSIĄC GŁAZÓW I KAMIENI 2019-08-17

Za każdym razem tysiąc głazów
Spada na podłoże serdeczne,
Umęczenie w ruchu jest płazów
I skręca wnętrzności bajeczne...

Obezwładniona lianami biedy,
Nie to, żeby chęć była złota,
Lecz nie stać już na biel kredy,
Twarz w środku brązu błota...

Za każdym razem tysiąc kamieni
Spada na podłoże w sercu,
Kiedy ten stan na dobry się zmieni
I odda spokój na kobiercu?

Obezwładniona bólu sznurami,
Nie to, że chęć bycia miss świata,
Lecz nie da się żyć oparami
I tą myślą, co kolczasta i kudłata...


WIDMO I ŁZY 2019-08-17

Płynęła jak widmo statek,
Stawała się łzą i deszczem,
Wielkiego smutku datek,
Żyć trzeba dalej i jeszcze...

Otworzyła portal jak książkę,
Zapisy w nim dla studentów,
Rozpuściła żałoby wstążkę,
Na święta nie będzie prezentów.

Płynęła jak widmo okręt,
Stawała się kałużą i otchłanią,
Myśl biczem i też jak pręt,
Oczy od płaczu są już banią...


BEZ PODDAWANIA SIĘ 2019-08-16

Kolejna instrukcji stronica zapisana,
Pomalutku, krok po kroku stawiany,
Obudzona niemoralnie bielą z rana,
Samotnością chłopak dawny wezwany.

Ale tylko "cześć", nic już poza tym,
A ona tęskni sercem za przytuleniem,
W historii napisanej błękitny dym,
Przeszłość wiąże się nicią i wspomnieniem.

Kolejna instrukcji stronica zapisana,
Bardziej nie da się w mur uderzać głową,
Koszulka razy trzy świeżo wyprana,
Po północy rozmowa wartka z leśną sową.

Ale tylko westchnienia i głowa w górę,
Nie da się błyszczeć złotem skończonym,
Ołowiu przegoniono pełną chmurę,
Na festiwalu piosnką człek rozbawionym.

Kolejna instrukcji stronica zapisana,
Wszelkie strumienie łez powstrzymane,
Chwilami pada wprost na kolana,
Lecz serce ma żywe, dni nocą kolorowane.

Na zakończenie nadzieja w ramkę dana,
Już nie da się więcej zamartwiać i więcej,
Chwila jak motyl i jak układanka składana,
Żyć bardziej i bardziej nie poddawać się...


INNE FALE RADIOWE 2019-08-15

Ten, co szuka związku stałego,
Ten adonis o blond włosach,
Mówi czarnulce coś porządnego:
Latałem jak latawiec, już nie będę.

Nie chce fruwać jak ptak, nie musi,
Czarnulka ma swój krzyż na karku,
Choć czasem ją do życia los kusi,
To z randkami koniec, czas w parku.

Ten, co szuka związku stałego,
Ten adonis o blond kłosach,
Mówi czarnulce coś obrzydliwego:
Zapraszam cię na miód z uszu.

Złoty i czarna - inne fale radiowe,
Szkoda, a może nie szkoda,
Oczekiwanie na losy następne, nowe,
Na razie pod nogami kłoda.


NIEMORLANY TELEFON 2019-08-15

Niemoralne propozycje ma od rana,
Wniebowzięcie Najświętszej Panny,
A tu klientela, klauzule, fatamorgana,
Tryskają przekrętu w oddali fontanny.

Po głosie rzekł głos - dwudziestka,
Pięć minut złotych na zastanowienie,
Dzwoni ponownie, już czterdziestka,
Jednak dało do myślenia mówienie.

Niemoralne propozycje ma od rana,
Niby agentura nieruchomości, delegacje,
Zakaz życia prywatnego, musi być zgrana,
Musi nosić szpilki i tipsy, alfons ma rację.

Po głosie rzekł głos - dlaczego nie chcesz?
Bez odpowiedzi, za telefon podziękowanie,
Lampka ostrzegawcza włączyła się, wiesz?
Ona nie chce być prostytutką, drogi Panie.


GRUCHNĘŁO 2019-08-15

Gruchnęło jak kamieniem o podłogę,
Wyrzucam szklanki do połowy puste,
Wyrzucam z serca ból, także trwogę,
Zapisuję w instrukcji zdania tłuste...

I dalej pędzę niczym rakieta w dal,
Kocham życie, kocham swój świat,
Lecz najtrudniejszy z bali to bal,
Nieraz więdnę jak niepodlany kwiat.

A najdalej, tuż za zakrętem syk,
Uciekli panowie, czmychnęli sobie,
To czarodzieje są, magiczny myk,
Epitafium złote za życia na grobie.

Gruchnęło jak bomba z nieba,
Zatrzęsła się ziemia pod nogami,
Mnie chodzi tylko o kęs chleba,
Więc tańczę z przyjętymi kłodami.


NIC WYPADA 2019-08-15

Gradobicia w tle uderzają w bębny,
Zwiastun jesieni wiatrem niesiony,
W mini parku ludzie i człek smętny,
Aż czas jak starzec tu zgarbiony.

Więcej pomysłów nie ma w wazonie,
Fakt, zrobiła kilka błędów młoda,
Lecz to nie powód, że teraz płonie
Jak pochodnia, niezgorsza jej uroda.

Nie jest też bardziej głupia od innych,
Wiadomo, nie przeskoczy wieku,
Lecz ma ręce i nogi, myśli zwinnych
Stado, lecz śmieć widzą w człowieku.

Wyścig szczurów wiecznie tu trwa,
Dokąd tak biegną szczury szare?
Serca rozdarte na pół, serca dwa,
Gargamel częstuje nowym czarem.

Rozbujane chwile jak na biegunach,
Dookoła błękity na górze i na dole,
Wiatr gra na wrażliwych jej strunach,
Sen jak ukojenie, pokuta w padole.

Zamknięte bramy przed ciekawością,
Rym do rymu, zdanie do zdania,
Nie da się wygrać ze sprawiedliwością,
Nie ma widoków na poszanowania.

I już falą przeżyć do białej przystani,
To sen na poduszce się rozkłada,
W usterce usterka, każdy nieźle cygani,
Doczesność jak kosmos, nic wypada.


ZOSTAWIAM KĄŚLIWOŚĆ 2019-08-15

Nie doszło do zbliżenia w sieci,
Teraz milczenie na sto dwa,
Zatem w ciszy czas sobie leci,
To już wieczność tak tu trwa.

Już nie gniewa się jej serce,
Głowa też już poza limitem,
Dookoła chwile jak mordercze,
Wszystko jest i było mitem.

A na padole romansów brak,
Choć książę o blond włosach,
Na mieliźnie statku już wrak,
Promień w złotych kłosach.

Nie doszło do zbliżenia na żywo,
Na odległość to niemożliwe,
Labirynt jak wąż pełznie krzywo,
Zostawia w dali to, co kąśliwe.


Z GÓRKI NA REHABILITACJĘ 2019-08-15

Pędzili ramię w ramię,
Ojciec i ojca córka,
Z prędkości mają znamię,
Z górki, z kolei górka.

Pedał w pedał, hamulce,
Ojciec i ojca córka,
Za zakrętem stoją krogulce,
Słońce, z kolei chmurka.

Kierownica w kierownicę,
Ojciec i ojca córka,
Skręcili równo w ulicę,
Pod wiatr i gęsia skórka.

Koło w koło, jazda dobra,
Ojciec i ojca córka,
Rehabilitacja nieszczodra,
Państwo ma swe piórka.


ZAKUPY THE BEST 2019-08-15

Zakupy zrobione, żywienie poprawne,
Jedna, druga, trzecia też bluzeczka,
Kasjerki jak wstęgi gną się wytrawne,
Jeszcze papierosek, jeszcze buteleczka.

Z portfela fruną jak ptaki banknoty,
A dziś karta złoci się jak słońce jasne,
To na chlebek, wydatek i na głupoty,
Tylko żeby spodnie nie były ciasne.

Taka jedna myśl jak krzywa wieża,
Węże wiją się przez cały ten sklep,
Dokąd to wszystko pędzi, zmierza?
Pusty portfel, jak bania jest łeb.

Zakupy zrobione, w lodówce pustka,
Jeszcze kawka, zupki w proszku,
Jeszcze drożdżówka, młoda kapustka,
Oj, klientka zapomniała o groszku.


CODZIENNOŚĆ NA PIĘĆ LUB MIERNIE 2019-08-14

Codzienność ubrana w suknię myśli,
Wysłane listy jak do świętego Mikołaja,
Lecz portfel skromny, nic się nie iści,
Mimo to droga zakręca łukiem i zgraja.

Pulsują rytmy w tańcu pomyślunków,
Jeden goni drugi, tak jest codziennie,
Byt w postaci cywilizowanych gatunków,
Biegną z jęzorem na brodzie niezmiennie.

Codzienność ubrana w suknię znojów,
Wysłane listy, wysłane wiadomości w tle,
A ona stroi się w rząd niewidzialnych strojów,
Taniec upośledzonej w gęstej tej mgle.

Świat niech się kończy, łzy jak pustynia,
Zamknięta brama, nikt nie wrzuci na ciernie,
Z głowy powstaje pomarańczowa dynia,
A niech dzieje się, co chce, na pięć lub miernie.


TRZY RAZY W 2019-08-14

Wyrzucić z siebie te kamienie,
Postawić do końca drugi krok,
Przebrnąć przez wiry i cienie,
Przejść przez miasta cały tłok.

Wymazać koślawe kreseczki,
Narysować nowe kształty,
Uszeregować przecinki, kropeczki,
Wycofać chwili te ryczałty.

Wykrztusić z siebie grypowe,
Odzyskać blask ze słońca,
Instrukcje ustalić sobie nowe
I płynąć z falą już do końca.


DROGĄ ROWEROWĄ 2019-08-14

Dotykała drogę rowerową kołem,
Pędziła jak w kosmos rakieta,
Po powrocie usiadła za stołem,
Dobra i zła jednocześnie kobieta.

Kobietą może by była w czasie,
Gdyby nie chorowała w tle na miłość,
Gdyby nie spadła po ostatniej klasie;
Może czułaby wartość, tak zawiłość.

Dotykała drogę rowerową podeszwą,
Przystanęła w parku jak miniatura,
Godzina jak chwila, na podróży się zeszło,
Dobre w niej serce, pewna to tortura.

Tortury mogłyby się skończyć w mig,
Gdyby tylko ucichła nienawiści mowa,
Gdyby sprawiedliwość była jak dźwig,
Idzie dalej, w kieszeni liść już chowa.


WYRWA 2019-08-14

Wyrwana jak serce z piersi,
Jeszcze przez chwilę żyje...
Powracają chwilą cystersi,
Pająk serwetę tutaj szyje...

Skamieniałe rzeźby stoją,
To dinozaury doczesności...
Słowa jedyną są jej ostoją,
Plastik i metal - doskonałości...

Wyrwana jak myśl z głowy,
Jeszcze przez chwilę dygocze...
Jak modły pohukiwanie sowy,
Rozmnaża się nam roztocze...

Serca jak ołowiane odlewy,
Woalki na twarze, łzy skryte...
Te same nuty, te same śpiewy,
Krajobrazy mgłą wciąż spowite...


POLA SMSÓW 2019-08-14

Oleandry zakwitają na polu smsów,
Przeszłość dopomina się pocałunków,
Nie da się ominąć boleści i stresów,
Wyzwolenie w perłach czystych trunków...

Walnąć głową o ścianę by trzeba było,
Może ruszyłby się tyłek z kanapy,
Może wówczas lepiej by się nam śniło,
Lecz czas na sercu zaciska swe łapy...

Oleandry zakwitają na polu smsów,
Doczesność falą nadmorską drażni,
Nie da się ominąć alergii i adresów,
Mur buduje się w snach i wyobraźni...

Walnąć głową o ścianę by trzeba było,
Może liść nie spadałby z drzewa,
Może druga szansa by była, by się iściło,
A tak kamienne arie los nam śpiewa...


CENA ZA PRZESZŁOŚĆ 2019-08-14

Na gwieździe usiadła beznadzieja,
Zastukała do okna, u drzwi lęk...
Ciągle kopana mogiła, zawieja,
Spadająca łza i smutku dźwięk...

Kropla po kropli, to już strumienie,
Nadal nic, nadal mgła jak zasłona,
Brak zatrudnienia łapie ramieniem,
Ostatni kawałek chleba nim skona...

Na księżycu usiadł cień i jego ból,
Zastukał do okna gałęzią koślawą...
Tak mało do manewrów zostało pól,
Życie już dawno przestało być zabawą...

Kropla po kropli, to już wodospady,
Na dnie serca spoczywa wielki głaz...
Za młodość, za chorobę, za szuflady,
Cena nad wyraz, kamienny to czas...


SZCZĘSLIWE WYRAZY 2019-08-12

Cudowny dzień, ściany śpią,
Niemożność wysłania listów,
W oddali lasy słowa szemrzą,
Jedno echo, jedenaście świstów.

Nadzieja ukryła się w trzcinie,
Gwiazdy zazdrosne po północy,
Wiosna odżyła w tej dziewczynie,
Sny otulają jak kołdra dla mocy.

Cudowny dzień, ściany śpią,
Westchnienia na tle krajobrazu,
Marzenia do siebie mocno lgną,
Jaśnienie szczęśliwych wyrazów.


ODCZYTANA POCZTA 2019-08-12

Czas mija jak torpeda,
Minuta po minucie ucieka,
Raz blask, zawsze bieda,
Z czasu stworzona rzeka.

Odczytała pocztę swoją,
Siedem miesięcy ciszy,
Zza granicy być ostoją
Chciał dla nie kochanek.

Odczytała listy miłosne,
Wówczas unosił skrzydła,
Milczenie było zazdrosne,
Jej cisza i jemu zbrzydła.

Czas mija jak błyskawica,
Sekunda po sekundzie znika,
Już dawno to nie dziewica,
Tik tak - zegara to rytmika.


NIEWPRAWNY RYBAK 2019-08-12

Zarzuca wędkę rybak przed Sopotem,
Złapał rybkę złotą, rybki to jest klon,
Już planuje na przyszłość, co potem,
Lecz nie myśli, że drogi z kilku stron.

Zarzuca wędkę rybak znad morza,
Łowi i łowi, przynęta bardzo słaba,
W sercu rybki inna widnieje zorza,
Inaczej bywa, gdy w stawie żyje żaba.

Zarzuca wędkę rybak z miasta tego,
Złapał rybkę złotą, lecz to są pozory,
Ona płynie do środowiska swojego,
Płynie w dal, połknęły ją fal jęzory.

Zarzuca wędkę rybak dwa miesiące,
Lecz złota rybka woli złote rybki,
Rybak powinien polować na zające?
Mroczki tańczą przed oczami, grzybki.


TAKI JEDEN EDEN 2019-08-12

Taki dzień wakacyjny jeden,
W ramionach fal jeziora,
Głęboki oddech, istny Eden,
Złą myśl unicestwiono jak potwora.

A na polach złote pasma,
Snopki jak atrakcja pewna,
To wyprawa jedyna, własna,
Dusza jak wiosna zwiewna.

Zachciało się żyć na maksa,
Poprawiny w falach basenu,
Kierownica, nie stała się kraksa,
Zastrzyk wakacyjnego tlenu.

Taki dzień wakacyjny jeden,
Wspomnienia ze zdjęć w albumie,
Ciszyć się, bo to jest Eden,
Teraz mogą zniknąć w tłumie.


NIKT NIE ZABIERZE... 2019-08-11

Senna jutrzenka kroplą była,
Dla ojców ważna wyprawa,
To mowa fal do nich przemówiła
I zaczęła się cudna zabawa.

Żarty, piski, pluski i plaski,
Słońce smyrało ich w twarze,
Żadne cienie, tylko blaski,
Mieli dla siebie własną plażę.

Spojrzenie las kierował na brzeg,
Dookoła ważki jak samoloty,
Na chwilę wstrzymany to bieg,
Nieważne, czy kostium, czy galoty.

Senna jutrzenka podziękowała
Za motywację do wyjazdu tego,
Druga godzina z naturą smakowała,
W sercu zostanie, nikt nie zabierze...


PRZEGLĄD INTERNETOWY 2019-08-11

Przegląda prawdy w zwierciadle internetu,
Nie ma kropelek dla źródeł oczyszczenia,
Walka gołymi rękoma, walka bez bagnetu,
Daleko w oddali cisza, głos wilczego skomlenia.

Ale nie będę tutaj prorokować, nie moja rola,
Nadejdzie, co ma nadejść, słońce wzejdzie,
Pośrodku łąki taniec nadziei, pośrodku pola,
Nowy duet w swoje ścieżki jak kot przejdzie.

Ale tak musi być, inaczej być nie może,
Zbyt wiele blizn, zbyt wiele ran powojennych,
Uniknąć bitwy kolejnej, bitwy na noże,
Potrzeba minut i godziny, dni i nocy zbawiennych.

Przegląda kłamstwa w zwierciadle internetu,
Gromada zamyka kręgi wtajemniczenia,
Walka najtrudniejsza ze wszystkich do sonetu,
Oddaję myśl uporczywą snom do odkażenia.


WIELKIE ŻYCZENIE 2019-08-11

Nie bać się jutra nadchodzącego,
Pobożne to jest życzenie,
Nabrać w skrzydła siłę możliwego,
Przegonić z mapy życia cienie.

Nie bać się jutra nadchodzącego,
Wielkie to jest życzenie,
Nabrać wiary w człowieka drugiego,
Wymazać gumką chwil cierpienie.

Nie bać się jutra nadchodzącego,
Pobożne to jest życzenie,
Nieść dobro w koszyku na całego
I spijać nektary, spijać złocienie.

Nie bać się jutra nadchodzącego,
Skryte to jest życzenie,
Ostatnia tajemnica dla zielonego,
Niech nadejdzie nocy ukojenie.


SŁANE WIADOMOŚCI 2019-08-11

Słane wiadomości bez liku,
Jedna za drugą, lekki żart,
Lecz coś pęka w jego koraliku,
Czy ten człek jest ich wart?

Każdy raz, że poważna,
Że żartów już nie będzie,
Lecz ona jest odważna,
Obudzi ze snów się wszędzie.

Słane wiadomości bez liku,
Nowe zdjęcie bez uśmiechu,
Kawa świeża kusi na stoliku,
Jak najdalej od tego grzechu.

Każdy raz afera się budzi,
Prawdę wyznała przed wyprawą,
Iż nie może iść teraz do ludzi,
Lecz nie będzie też zabawą.

Słane wiadomości bez liku,
Dotknąć dłonią nie da się zenitów,
Słońce świeci na patyku,
Raczej jak brat wśród kosmitów.

Zatem ubiera swe woalki nocy,
Znika za zasłoną ze snów,
Pozostawia balast dla nowej mocy,
Dotyka myślą księżycowy nów.


ŻYCIE PRZED NAMI 2019-08-11

Byty nieodgadnione stygną,
Mały Mont Everest zdobyty,
Zaburzone nieba wnet nikną,
Sztylet prosto w serce wbity...

Fotografia jak ładny obrazek,
Album co dnia się zapełnia,
Gdzieś w przestrzeni zarazek,
To gwiazdy nocą, ich pełnia...

Bez wiatrów na stronach ciszy,
Świeża skóra jak jedwabie,
Prześwietlenie twarzy w kliszy,
To ogrodnik, on ma grabie...

Trudno ubrać chwilę w słowa,
Nazwać po imieniu zmysły,
Samotne serce, samotna głowa,
Przy końcu nowe pomysły...

Ujście łzy znalazły w książce,
Każdy o miłości marzy wielce,
Zieleń w nadziei i we wstążce,
Myśl smętna zawisła na szelce...

Zagarnąć w bukiet minione,
Niczym liczba kiści winogron,
Serce powoli chwilą leczone,
Arię zaśpiewał chór wron...

I na ostatnim zakręcie drogi
Ujęcie snów pod rzęsami,
Jak chmury przegonione trwogi,
Jeszcze życie jest przed nami.


ZAKOŃCZONE SPISY 2019-08-10

Zakończone spisy w księdze,
Inflacja prawa dość duża,
Krok jeden w swojej potędze,
Z łez powstała spora kałuża.

Jednak koniec już deszczów,
Nie będzie ronienia łez,
Koniec też z tęsknoty dreszczów,
Przekwita pomału bez.

Zakończone spisy w księdze,
Lobbing polityczny obszerny,
Nadzieja ujęta w ciszy wstędze,
Choć los koślawy i felerny.


BYT KOCHANKÓW 2019-08-10

Kochankowie toną w wodach Motławy,
Inni wzdychają w samotni pod murem,
Panna nie ma czasu już na zabawy,
Wilki bratają się z myszą i szczurem.

Zgrać melodię rozstań na fortepianie,
Oderwać się od podłoża ze szlaki,
Nad Wisłą pozostało pierwsze kochanie,
Panna łysa, wyrwała sobie już kłaki...

Kochankowie toną w wodach Motławy,
Być może to prawda, kłamstwo być może,
Panna nie ma czasu już na wyprawy,
Przyziemne sprawy królują na dworze...


WYLICZANKA NIE PRZEMIANY 2019-08-10

Miała stać się syreną z jeziora,
Śpiewać i kusić rybaków głosem,
Lecz zbyt chmurna jest pora,
Uschła, będąc samotnym kłosem...

Jęzory błękitów jej nie dotknęły,
Ślimaki ze skorup ledwo żywe,
Godziny poranne jak leń ziewnęły,
Proste plany stały się jak krzywe...

Miała stać się nimfą lewobrzeżną,
Kusić i zachwycać jak Świtezianka,
Lecz pogoda z myślą jest zbieżną,
Taka powstała dziś wyliczanka...


TRUDNA PRZEPRAWA 2019-08-09

Przeprawa przez rzekę strudzenia,
Kropla stała się kryształową łzą,
Czwarty dzień serca skamienienia,
Otulone miasto, otulone mgłą...

W poczekalni tysiące spraw,
Młoda ekipa zdrowie dająca,
Czas płynął po stronach wpław,
A ona jak baba narzekająca.

Wiadomości jak listy w butelce,
Czasem już brak odpowiedzi,
Na razie nic w przyszłości pętelce,
Nie da się przekrzyczeć gawiedzi.

Przeprawa przez rzekę strudzenia,
Kropla zamieniła się w sen człeka,
Przed snem głębokie westchnienia,
Z ołowiu odlewana jest już powieka...


TONA DESZCZU 2019-08-09

Wodospady łez jak bracia Niagary,
Kałuża obok kałuży trwała stale,
Rozpędziły się mocno tu zegary,
Trudne milczeniem były to bale.

Jeszcze czuć na barkach głaz,
Kolejne wołanie morsa alfabetem,
Ledwo pełznie niczym płaz,
Musi pogodzić się z sińca fioletem.

Padały deszcze kamienną bracią,
Wielkie wyrwy powstały od strumieni,
Poczęstunek ciszy zgniłą nacią,
Łaknie serce blasków, łaknie promieni.

Jeszcze czuć na barkach stres,
Pijana istota od łyków umierania,
Teraz w pidżamę lub też dres,
Chęć największa do zapominania.


CHLEB DLA WYBRANYCH 2019-08-08

Zaproszenie do stołu tylko dla wybranych,
Zapraszają króle lepszy swój sort...
Zgniły bukiet myśli jak liści zebranych,
Nie ma życia dla innych, śmierci port...

Nawet śmietniki zamknięte na klucz,
Nie ma chleba dla gorszego sortu,
Ojciec, co niesprawiedliwość płodzi...
Przejazdy darmowe dla elity tylko...

W wieku poddańczym czas umierać,
Tylko narybek do dwudziestego szóstego,
Pozostałym przy życiu zakaz się upierać,
Oni muszą uciekać z kraju ukochanego!


CALE NOCY ROZGRZESZENIA 2019-08-07

Noc przybywa jak okręt do portu,
Zapala latarnie z gwiazd, księżyca,
Etyka spaliła się, wynika z raportu,
Ptak głosem serca nie zachwycał.

Zlały się dźwięki w jeden, duży szmer,
Uczyniła zadość, oddała rehabilitację,
Ludźmi nagle zapełnił się cichy skwer
I nagle urządził sobie pan swoją rację.

Odechciało się realizacji spotkań już,
Lepiej nie zaczynać, gdy nie można
I bez oczekiwania na bukiecik róż,
A iskra serca w pejzażu tak ostrożna.

Rozbujane statki na oceanie smutków,
Wypadałoby przeprosić za złość,
Lecz wysychanie bez kropli ogródków,
Przeprasza głęboko, kochanka kość.

Noc przybywa jak okręt do portu,
Zapala latarnie na swoich falach,
Strategię stworzyć do każdego sortu,
Rozliczenie spowiedzią w calach.


LAOS 2019-08-07

Znikają zapisy jak kamfora czy coś,
Blaski jak stulecia, także łzy w cieniu,
Wezwany z oddali kochanek na wskroś,
Lecz rzeczywistość w wielkim cierpieniu.

Zboczył los w boczną drogę jak kot,
Zasyczały węże ze złości bez podniety,
Uruchomił się do zniszczenia młot,
Jednak adonis złoty będzie bez kobiety.

Przegnała z łąki doczesności kochanka,
Nie jest w stanie myśleć o cielesności,
Gdy za oknem burza i złość do poranka,
To zabrakło w dniu zastrzyku z radości.

Znikają zapisy jak zjawa czy inne coś,
Miała mieć spokój w ciszy, a tu chaos,
Zawsze znajdzie się jak mędrzec ktoś
I zbuduje na jej zwłokach własny Laos.


TOAST SPOD STOŁU 2019-08-07

Te same przyśpiewki o śmieciach,
Raz podwinięta noga i upadek,
Nadzieja w ziarenkach - dzieciach,
Lecz bez złotówki nikły spadek...

Powstał z turbulencji jeden świadek,
Lecz przekleństwo ma na penisie,
Nagle miłość przez kolację i obiadek,
Wszystko zapamiętane w długopisie.

Cyfry przekręciły się na bok lewy,
Koniec z marszem, koniec z biegiem,
Szumiały lasy, szumiały swe śpiewy,
Pytanie mądre małżeństwa brzegiem...

Materiał z dziurą od deski złamanej,
Wielki smutek przeturlał się kołem,
Nie ma Ziemi tej właściwej, obiecanej,
Toast wzniesiony już tylko pod stołem.


DO TANDEMU 2019-08-07

Znów jechała do tandemu,
Na ławeczce z książką była,
Nie wiedzieć po co i czemu,
Nagle cała się zezłościła...

Pejzaż błękitny jak niebo
I śpiew lasu tak zielonego,
Lecz nie wie, że z kolegą
Nie można jednak na całego.

Znów jechała do towarzystwa,
A pot lał się jak strumienie,
Chwila trudna, chwila parzysta,
Na dnie duszy kwitną kamienie...


ISTNY PYŁ 2019-08-07

Uniosła się jak pył uliczny do góry,
Zawołała poczuciem nudy w dal,
Wstał kochanek, zebrał swe chmury,
To taki trudny jest powrotów bal...

Dookoła padają deszcze kąśliwe,
Wszystko rozchodzi się o szmal,
Porady szeptuchy zwykle złośliwe,
Choć czasem jest tak bardzo żal...

Uniosła się jak pył wulkaniczny,
Zawołała lawą ostrych jak noże słów,
Niegdyś czas jak sen magiczny,
A dziś księżyc martwi się przez nów...


LOT MINUT 2019-08-06

Lecą minuty jak szalone, szybują,
Każą biec, każą być jak rakieta,
Śniadania szybkością tu smakują,
Obowiązków kolorowa cała paleta.

Rzeczywistość posępna jak starzec,
Choć za oknem złoto słoneczne,
To dopiero sierpień, za chwilę marzec,
Ciężkie oddechy z chwilą sprzeczne.

Lecą minuty jak puszczone w wir,
Każą się spieszyć, akord wskazują,
Jedna myśl jak w zaułku ulicy zbir,
Obowiązki krzyczą, iść już nakazują.


ETYKA TEGO I TAMTEGO 2019-08-06

Zestaw opatrunków, palców zginanie,
Drogą rowerową mkną rowerzyści,
Bez echa spadają liście, trwa pisanie,
W swoich wymowach są zamaszyści.

Godzinne wchodzenie w las historii,
Jak rakiety mkną oni przed siebie,
Trochę soli, pieprzu oraz cykorii,
A przy mecie pozdrowiła ona ciebie.

Poszukiwanie soków bardzo świeżych,
A jabłka zerwano do skrzynki,
Zamiast kawy i krzywych pacierzy -
Trochę zdrowia, trochę witaminki.

Etyką zasłonił się wieczór rowerowy,
Trochę narzekań gderaczy w słowie,
Dwa adresy na przyszłość, oto nowy,
Myśl przespacerowała się po głowie.


KOŁOWROTEK CHOMIKA 2019-08-05

Poranek jak kamień poszarzały,
Taniec lęków w brzuchu jak bal,
W sercu blizny po wczoraj zostały,
Czas płynąć z rzeką w siną dal...

Poranek jak kamień poszarzały,
Oddech trudno wziąć bez bólu,
Nadzieje ze smutków poumierały,
Ruch na mieście jak w pszczół ulu...

Poranek jak kamień poszarzały,
Dźwiganie krzyża dalej tu trwa,
Problem jeden jak świat posiwiały,
Niczym kołdra otula gęsta mgła...

Poranek jak kamień poszarzały,
Wspomnieniem nie powracać wcale,
Wilk jeden koloru wiewiórki zdziczały,
Ołowiane trwają w najlepsze bale...

Poranek jak kamień poszarzały,
Kawy łyk skończył się w momencie,
Liście przed uczelnią zawirowały,
Usta zaschły z boleścią w cemencie...

Poranek jak kamień poszarzały,
Trzeba zwlec pośladki z siedzenia,
Trzeba biec jak zawodnik ogłupiały,
Niczym chomik w klatce więzienia...


NAPRAWIĆ MUSZĘ BŁĄD PRZEZ PRZYPADEK 2019-08-05

Już potęga prawdy wskazała drogę,
Obrazić, nie obraziłam się na pana,
Lecz zbyt ołowianą posiadam nogę
I już nie dotrę w jego okolicę z rana,
Pan mi już wszystko pokazał, co potrafi,
A ja mam stan życia nawet nie średni,
Pan do ulubionego miasta sobie trafi,
A ja znajdę moment ten poobiedni.

Naprawimy błąd przypadkowego numeru,
Wymażemy gumką koślawe szkice,
Staniemy z nową siłą u nowego steru,
Pan znajdzie dopasowane do niego dziewice,
Skończy się ten najkrótszy rejs,
Gwiazdy odrodzą się w pożodze nie miłości,
Odrośnie panu samotności pejs,
Pójdziemy w bramy oddzielnej nam przyszłości.

Już potęga prawdy wskazała drogę,
Teraz wiem, jak dalej mam sobie iść,
Pozdrowić jedynie pana jeszcze mogę,
A potem złapię umierający z drzewa liść
I odnajdę nowe drogowskazy, żegnam...
A pan będzie pływał po zatoce gdańskiej,
Moje serce jest z ołowiu, trochę ze srebra,
Scenariusz dla synów i córy cygańskiej.


KONIEC BAJKI O WIEWIÓRZE I WILKU 2019-08-05

Wiewiór dostał wścieklizny,
Brak życzliwości okazał,
Niesmak od tego mężczyzny,
Sam siebie na koniec skazał.

Nawet się nie zaczęło, nic a nic,
Już wszystko jest wiadome,
Iż to kolejny przekręt, wielki pic,
Serca płaczą jak oczy niewidome.

Wilk pokazał ostre swe kły,
Woalki nareszcie spadły,
Skończyły się rozpoczęte sny,
Serca jak ściana zbladły.


PÓŁ ŻARTU, PÓŁ SERIO 2019-08-04

Pół serio, pół żartem,
Lecz prawdy ziarenko,
Umizgi nic nie warte,
Jak zawsze gówienko.

Wielki pan, wielki król,
Poddana ma być grzeczna,
Wielki smutek, wielki ból,
Kończy się nadzieja wieczna.

Pół serio, pół żartem,
Lecz prawdy ziarenko,
Czas zmienić wartę,
Idę do ciebie, jutrzenko.


POWRÓT DO JAWY 2019-08-04

Powrót do jawy z podróży snów,
Trzeba się budzić, trzeba żyć,
Zniknął jak kamfora księżyca nów,
Lecz tak trudno w kręgu być...

Te same prawdy, te same myśli,
Pomysłów nowych na węzły brak,
Być może cel obrany kiedyś się ziści,
Lecz teraz na plaży statku wrak...

Powrót do jawy z podróży snów,
Trzeba postawić się na pion,
Trzeba wyruszyć w dzień znów,
Uśmiecha się zza okna klon...

Ta sama rzeczywistość żyje,
Wciąż jeden balast, ten sam,
Iż los pelerynkę znojów szyje,
Głos błagania u złotych bram...


OBEWRANIE CHMURY 2019-08-03

Oberwała się chmura do ziewania,
Wizje w kuli u znachorki przyszłości,
Serce tęskni do wielkiego kochania,
Lecz miedziaki wiążą drogi radości.

Chciałoby zarzucić się lasso do nieba,
Złapać księżyc i gwiazdę najjaśniejszą,
Lecz okruszek najcenniejszy chleba,
Życie historią jest ciężką, najcenniejszą.

Oberwała się chmura do spania,
Sen goni przyszłość jak konie w wyścigu,
Serce pragnie wielkiego kochania,
Lecz wszystko leży w decyzjach na dźwigu.


NAJTRUDNIEJSZA Z MIŁOŚCI 2019-08-03

Pokryła się kolorem hebanu,
Afera za aferą, niemalże aferka,
Płynie woda błotnista z kranu,
Ojciec nietolerancyjnych zerka.

Tu i ówdzie coś przemówi słowem,
A słowo jego niczym te święte,
Tylko dlaczego wybiera połowę,
A resztę serc wyrzuca, bo pomięte?

Pokryła się kolorem hebanu,
Sączy się jad z czaszek w woalkach,
Fala wzburzona pośrodku oceanu,
Niewiasty tańczą w świętych halkach.

Zresztą to interes jest umierających,
Zasklepione oczy woskiem prawd,
Dookoła stado pysków skamlących,
Tak trudno kocha się swój kraj, zjazd.


PODATEK MIŁOSNY 2019-08-03

Zasady ogólne podatku od miłości,
Zwięzłe zdania w notesach wstępnych,
Na drodze do czystej jak łza radości,
Odliczanie dni do zdarzeń następnych.

Podatku liniowego nie wprowadzono,
Zapłatą pocałunki w usta i w uda,
Odpowiedniej formy nie znaleziono,
Na niebie gwiazdy, w nich są cuda.

Zasady ogólne podatku od miłości,
Naliczenie jednej z dwóch stawek,
Na drodze do alei rzeźb w nicości,
Los wie swoje, gra według ustawek.


PRZYPADKOWY FLIRT 2019-08-03

Blondyn flirtuje z nią pokątnie,
Uwielbia jej hebanowe fale,
Nie może się doczekać upoju,
Czeka, aż rozpoczną się bale.

A ona boi się samolotów,
Nie potrafi latać jak ptaki,
Nie umie oswoić robotów,
Turbulencje mają te szlaki.

Blondyn chętnie by się przytulił,
Lecz ona niczym duch czy zjawa,
Słowem ją jedynie dziś utulił,
Przypadkowa stała się to sprawa.


DOTYK 2019-08-03

Dotknęła wspomnieniem kochanka,
Powrócił z dalekich jej stron rzeki,
Rychły ślub przepowiedziała cyganka,
Lecz wciąż ołowiane serca i powieki.

Dotknęła spojrzeniem muślinowym,
Aż zasyczał jak wąż, usiadł jak mąż,
W splocie aniołów był już gotowym,
To założyciel drużyny, sprawca ciąż.

Dotknęła dobrym słowem kochanka,
Powstał jak feniks z pyłu, popiołów,
Okrętem snów do wybrzeża poranka,
Stali się jednym u tysiąca padołów.

Dotknęła go dłonią jak aksamitem,
Lot do samych niebios, szczyt wysoki,
Kwiat lotosu żywym jest rozkwitem,
Na brzegu westchnień ptak zielonooki.


PRZYPADEK 2019-08-03

Podała numer swój osobisty,
Odruch jak machnięcie ręki,
Teraz czat trwa posuwisty,
Lecz nadal opadają szczęki.

Ta miłość jest blond koloru,
Serce niegotowe na kochanie,
Choć ma w sobie coś z waloru,
To najpierw z martwych wstanie.

Podała numer swój osobisty,
Przypadek, nieoczekiwane zdarzenie,
Teraz los otwiera się narowisty
I chce poderwać liście, to jesienie.


CIĘŻKIE TE PORANKI 2019-08-03

Ciężkie jak kamienie poranki,
Otwieranie oczu spowolnione,
Bez pomocy kawowej filiżanki,
Serce zmęczone, roztargnione.

Niby zjawia się ktoś może miły,
Lecz bez sił, to wypalenie pochodni,
Los ma drogę, labirynt zawiły,
A dookoła ludzie żyją tacy modni.

Zimne i szare jak głazy poranki,
Pląsy domowników coś nerwowe,
Obudzić się trudno, pełne krużganki,
Coś to życie puste, coś jest płowe.


NAPRAWA URZĄDZENIA 2019-08-03

Zepsuło się raz urządzenie
Do pompowania sił w koła,
Córki lampką tu świecenie,
Ojciec sam świecić nie zdołał.

Współpraca była jak szalona,
Dłonie musiały mieć zdolności,
Głos doradczy, postać schylona,
Stres udzielił się po całości.

Zepsuło się raz urządzenie
Do pompowania sił w koła,
Córki pomoc jak zbawienie,
Ojciec skończył pracę dookoła.

Współpraca była tu rodzinna,
Z jednej ręki stały się trzy,
Tak miłość wyglądać powinna,
Uśmiech, to rowerowe sny.


PROKURA MIŁOŚCI 2019-08-03

Ustanowiona prokura w momencie,
Moment spadających wodospadów,
Taniec hebanowy na firmamencie,
Niecierpliwy pan, trochę sąsiadów.

Za głowę chwyciła się cisza, dłoń,
Stwierdził jak dawny jej kochanek,
Iż poranne przywitanie, jej skroń,
Wyszedł zobaczyć ją aż na ganek.

Spać każe jej szybko iść, kontrola,
Niczym rodzic nad dzieckiem swym,
Kończy się wolność, kończy swawola,
Ale chyba nie jest człekiem złym.

Ustanowiona prokura w minucie,
Minuta pomyślunku i przejrzystości,
Etapy poznawania się - w skrócie,
Czy to zmierza do ostatniej miłości?


FOCH ALEGRICZNY 2019-08-03

Alergia oddała imię swoje,
Niczym księżniczka złota,
Rozwinęła wredne zwoje,
Nosiciela dała już do błota.

Wieczne odmowy dla niej,
Lecz to za brak szacunku,
Wielki wywód, wielki lej,
Koniec na licznym trunku.

Powodzenia w życiu śle
I wykrzywia gębę u siebie,
Krzyk w jednym pa, to nie,
Nie będzie już prosić ciebie.

Alergia oddała imię swoje,
Niczym księżniczka srebrna,
Oko nie płacze, stare znoje,
Sekunda pstra i podniebna.


POSZŁA NA ZAKUPY 2019-08-03

Na zakupy się wybrała,
Z godzinę wędrowała,
Zakamarki zwiedzała,
Ubrania różne przymierzała.

Spodenki, kombinezony,
Koszulki i inne wszystko,
Buty z każdej strony,
Torebki, plecaki, ściernisko.

To książki, to zeszyty także,
Żele różnorakie, tic taki też,
Przy kasie bon, zniżka a jakże,
Aż schował swe kolce jeż.

Na zakupy się wybrała,
Raz sobie tak zaszalała,
W radość się przyodziała
Niczym w sukienkę cudną.


NA ROWER 2019-08-03

Na rower wskoczyła jak żaba
I pędzi łeb na szyję, mknie,
Spogląda facet, spogląda baba,
Rowerzystka tak śmieje się.

Na rower wskoczyła jak konik
I pędzi jak szalona, mknie,
Majta się jej kucyk, pomponik,
Rowerzystka cała cieszy się.

Na rower wskoczyła jak kózka
I pędzi jak rakieta, mknie,
Pozdrawia ją topola i brzózka,
Rowerzystka jak kryształ, mieni się.


ROZWARSTWIENIE PRZEZ PRZEORANIE 2019-08-02

Rozwarstwienie nieba przez chmury,
Tygrys, wilk i niedźwiedź - to zoo,
Skaczące żaby w tle jak kangury,
Za każdym razem nic i duże pstro...

Niestabilność możliwości w zasadzie,
Schowana w skorupę jak ślimak,
Niegdyś mieszkała tylko w szufladzie
I była szczęśliwa jak nikt inny...

Rozwarstwienie piekła przez ognie,
Tygrys, wiewiór i bąk - to zoo,
Wijące się węże jak wstęgi i pochodnie,
Za każdym razem cyrk i bliskie dno...

Rzeczywistość nie jest żadnym snem,
Okrutna jawa, ale niczym zjawa biała,
Przeszłość nie jest chlubnym tłem,
Będąc nastolatką wszystko przeorała...


CISZA ADONISÓW 2019-08-02

Ustały śpiewy adonisów,
Zamilkły chóry ptaków,
Skończył się świat urwisów,
Plaża pełna jest wraków.

Minione jak nieminione,
Żywe to obrazy, pejzaże,
Serce całe jak pokaleczone,
W oknach dni nocy witraże.

Ustały śpiewy adonisów,
Zamilkły chóry wilków,
Bez niebieskich długopisów,
Pisarzy scenariusza kilku.


OBEZWŁADNIACZ 2019-08-02

Obezwładniał ją bez depilacji,
Od wiewiórek nadawał imiona,
W dopełnianiu wiele jest racji,
Lecz życie ma swoje znamiona.

Jednym z nich jest głupota
I podążanie za marzeniem,
Lecz bez nadziei nikła istota,
Więc wzdycha z rozrzewnieniem.

Mówił jej, że ładna jest jak anioł,
Marzył sobie wilczym snem,
Biegłby przez chwilę krótką za nią,
A potem nic - to już wiem.

Spółki handlowe mają w tle,
Jeden uśmiech jak słońce złoty,
Ona chce, by nie było już źle,
Przyszłość nie napisana w słoty.


SŁOWO PISANE I WIZJONERTWO 2019-08-02

W słowie pisanym
Wydawał się jak zarządca,
W mowie pijanym
Plątał się i upadał żartem...

Wizjonerstwo trwa
Na przyszły już rok,
Lecz gęsta jest mgła
I na ślepo jej krok.

W słowie pisanym
Wydawał się jak cudowny,
W mowie pijanym
Trzy po trzy szeptał do ucha...

Wizjonerstwo trwa
Na przyszły już czas,
Lecz momenty to dwa
I poważnie szumi las.


PAN OD RAD 2019-08-01

Ten pan lubi rad udzielać,
Kawę zamieniać w wodę,
Nie trzeba hobby podzielać,
Ona ma hebanowe włosy, urodę.

Ten pan lubi rad udzielać,
A niebo całe w chmurach skryte,
Włos na czworo tu rozdzielać,
Grzechy jeszcze deszczem myte.

Ten pan lubi rad udzielać,
Smsy wysyłać dla przekupienia,
Może lepiej stad spierdzielać?
Wyrzuty największe sumienia.

Ten pan lubi rad udzielać,
Być na stale bez poznania osoby,
A ona nie chce minionego powielać,
Na razie ożywają ciche groby.


UCIECZKA W DAL 2019-08-01

Całokształt pląsów i wirowań liści,
Przeszłość nadal jak istota żywa,
Wkrótce zbieranie winogron kiści,
A dusza wciąż jak marynata w słoju...

Wiewiórki na drzewach jak słońce,
Wyznana epopeja o nieumiejętności,
Kij zawsze posiada dwa końce,
Smsowy rajd - do spotkania bez gotowości.

Całokształt pląsów i wirowań pyłu,
Rzeczywistość jak droga wyboista,
W wyścigu szczurów daleko z tyłu,
A pogoda serca nadal jest dżdżysta.

Wilki do księżyca wyją jak syreny,
Gwiazdy spadły w blond kolorze,
Dookoła tańczą już głodne hieny,
Ucieczka w dal o południowej porze.


GŁOWA Z OŁOWIU I ŻELAZA 2019-08-01

Głowa jak ołowiana kula,
Ciąży swym ciężarem,
Przegrana pierwsza pula,
Wywiad, trudnym towarem.

Klimat amazoński powstaje,
Lęk wydaje dźwięk przeraźliwy,
Kolejna próba na dnie zostaje,
Krok znów w bok, krok krzywy.

Głowa jak żelazna kula,
Ciąży ciężarem swych myśli,
Serce tęskni i się rozczula,
Wkrótce zacznie się taniec liści.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]