kwasna | e-blogi.pl
ZIŚCI SIĘ 2019-06-30

Stygmat, świadkowie i czas,
Czarny włos, lśniący włos,
Wskazówki zegara bez nas,
Odpowiedź daje nam los...

Gliniana korona cesarza,
Walczą cherubini i herosi,
Odwijanie trwa bandaża,
Serce do serca się wznosi...

Świerszcz daje koncert liczny,
Gliniana armia niknie w śmierć,
Ogród jej jest jak magiczny,
W głowie nadziei jest ćwierć...

Pomylone fakty, numer stary,
To sędziwość już jest prawie,
Rok temu za pazuchą dolary,
Dziś inne rozliczenia w trawie.

Ostatni dzień jak czerwony,
Północ zrzuca klątwę swą,
Szlaczkiem życia nóż zdobiony,
Mantrę powtarza, ćmy lgną...

Stygmat, świadkowie i czas,
Warkocze splecione i myśli,
Inną melodię szemrze las,
Sen o szczęściu się tu ziści...


POSĄGI NA SKALE 2019-06-30

Lodowe łachotanie zmysłów,
Wulkany na zewnątrz ryczą,
W głowie wiele żyje pomysłów,
Koniec, idzie człek ze smyczą.

Ale to jeszcze kilka szkiców,
Nawet pod iskrami wytrzymać,
Rumieńce na mapie jej liców,
Napić się wody, ust nie wydymać.

Posągi na skale jak na wystawie,
Pełzną chwile jak węże śliskie,
Trochę uśmiechu w tej zabawie,
Czy nowe serca będą bliskie?

Turbulencja wzmaga się i już,
Lecimy jak ptaki, lot wzniosły,
Nowe twarze, droga do wzgórz,
Kamienie dwa w dal się przeniosły.

Zakończenie listów mnogich,
Splecione dzieje z czasem w tle,
Nie było godzin już srogich,
Pokochał motyl brzydką ćmę.


NIEZNAJOMY CZŁEK I ONA 2019-06-30

Nieznajomy z niego człek,
Warto spróbować od nowa?
To już będzie trzeci wiek,
Czy serc złączy się połowa?

Nieznajomy z niego człek,
To samo miasto ich łączy,
Lecz chyba inny ich bieg,
Warkocze nadziei i pnącze.

Nieznajomy z niego człek,
Choć trochę już znajomy,
Nie jest to czasem bzdur stek?
Pojechał do pracy przytomny.

Nieznajomy z niego człek,
Blond włosy ma i koszulę,
Świeci słońce, spadnie śnieg,
Rozebrać z warstw cebulę?


ZASTYGAJĄCE KROPLE 2019-06-30

Zastygają krople z wosku powołane,
Stapia Ikara słońce najjaśniejsze,
Włosy hebanowe w kitkę związane,
Dusza jak skarbnica, w niej najcenniejsze.

Pomyłkowo strzelono do Nataszy,
Zawirowały życzenia miłego dnia,
Niedobry kotlet zaraz przy kaszy,
Odnajdziemy się w niemych snach...

Wodospad krwawił znów z jęzora,
Cztery ściany jak świadkowie cisi,
W złotych ubrana idzie kolorach,
To królowa, wokół niej żyją mnisi...

Zastygają krople z lodu powołane,
Lawina godzin spadła ze szczytu,
Drżą serca jak osiki, są kochane,
Tylko jak uciszyć dźwięk skowytu?


OLEANDRY ZDARZEŃ 2019-06-30

Oleandry zdarzeń rosną w ogrodzie,
A serce błyszczy jak gwiazda złocista,
Nieodebrana mowa tkwi na spodzie,
Aleją wzdłuż płotu, a to szyba czysta.

Pewnie wypytać chciano o nazwy złote,
Lecz gra została przejrzana w sekundę,
Potraktowano chwilę sytuacji młotem,
Początek nowy, czas na kolejną rundę.

Samoloty w pobliżu snów nieznajomego,
Numer przydatny jak chochla w kuchni,
Lecz dziewczyna bez środków do niego
I pląsy o majętności różnej, są równi?

Zagarnięto grzywę z winorośli na czoło,
Rozpędziła się słów rodzimych machina,
Akumulator, palec krogulczy, jest wesoło,
Nie przeczytała książki o dymie dziewczyna.

Rozbujane hamaki, hamak jak huśtawka,
Miło i przyjemnie, myślą nie powracać,
Tylko dalsza droga, a życie to nie zabawka,
Nie zawsze można ścieżki sobie skracać.

Oleandry zdarzeń rosną w ogrodzie,
Kolejna karta zapełniona obrazami,
Cisza jest piękna, ale nie w modzie,
Sny są jak oczy, a oczy kryształami.


DEZORGANIZACJA 2019-06-29

Kule błyskawic szaleją jak bicze,
Przeturlają się przez organizm,
Już kulminacji ich wcale nie liczę,
To informacji zgrzyta mechanizm.

Kolarze wyścigi sobie urządzają,
Mkną jak rakiety w dal przed sobą,
Autobusy trasę zwykłą omijają,
Kobiety z zakupami wrócić nie mogą.

Lody ciekną wodą o smaku owoców,
Na nogach bąble jak oparzenia,
Dookoła brak informacji od kloców,
Dnia nastąpiły takie tu skaleczenia.

Kule błyskawic szaleją jak bicze,
Wypuścić je w tan, niech lecą jak ptaki,
Na grobie cierpliwości płoną znicze,
Bliskość stuprocentowa kolarskiej draki.


PRZESTWORZA 2019-06-27

Oceany przestworzy, głębia chwili,
Spojrzenia w niebo, błękitów moc,
Przeszłość jak pisklę w dali kwili,
To jednak odrębna nadchodzi noc.

Nowe wzory zapisane już w notesie,
Marzenia i sny zlewają się w jedno,
Tylko krostki ropieją w bezkresie,
A jabłoń wspomnień więdnie biedną.

Lecz koliber wzniósł się w górę,
Poleciał z odwagą, koniec wędrówki,
Pokonał zła granatową chmurę,
Choć dopiero wyrósł z kreskówki.

I czystość nabrała sił w swoje ramy,
Wiatr nadzieją dmuchał w żagle,
Wymazane gumką czarne plamy,
Wspomnienie jedno o złym diable.

Oceany przestworzy, głębia chwili,
Można powędrować za horyzonty,
Podnoszenie myśli oboje ćwiczyli,
Teraz tylko proste, tylko prostokąty.


CHRAPKA NA WEHIKUŁ CZASU? 2019-06-27

Wehikuł czasu jak niezgody kość,
Spogląda dołem, spogląda górą,
Pod bramą stoi cicho jeden gość,
Niepokoju sytuacja jest chmurą.

Stał jak posąg nieruchomy,
Gwoździe w głowie się zrobiły,
To złodziej był istny, rzekomy?
Domowników one zaniepokoiły.

Dziwna to sprawa jak cały świat,
Przedstawiciel światła z przewodu,
A ona w kostiumie jak kwiat,
Nie podała numeru bez powodu.

Nie wiadomo, co i jak się toczy,
Ktoś chce okraść tych biedaków?
Za tydzień przedstawiciel kroczy,
Ciężkość kamienia tych tematów.

Wehikuł czasu jak jabłko złote,
Każdy chce je mieć i zazdrości,
Każdy ma na nie wielką ochotę,
A to tylko ludzie biedni, prości.


DZIEŃ MIŁY Z CHARAKTERU 2019-06-27

Świt powstał jak wskrzeszony,
Kawa pachnąca aromatem,
Dzień miły, dobrze zrobiony,
Powóz furkocze z jego tematem.

Nocą płonęły miasta i wsie,
To pochodnie jak żywe istoty,
Nocą płonęły gwiazdy na stosie,
Rezultat ludzkiej tylko głupoty.

Nadszedł sen, jakiś to sen,
A nad ranem zaśpiewały ptaki,
Nie powracać w tył, to ten,
Własne ścieżki, własne szlaki.

Wehikuły czasu przyspieszyły,
Kontrola biletów zaistniała,
Pieniądze na bilety się wymieniły,
Już chwila jak pył wirowała.

"Dziękuję" od matki Polki,
A to tylko przycisk uprzejmości;
Sklep sprzedawał rolki,
Lecz lodów nie, mniej radości.

To przeznaczenie być musi,
Nie pójdzie w oponki i boczki,
Oranżada jak złoto, każdego kusi,
Morsy ujrzą zgrabne wnet foczki.

Na sznurze wiszą ubrania,
Schną szczęśliwe, schną czyste
I chwila stała się dla sprzątania,
Przeganiane myśli mgliste.

Wszystko cacy, wirtualność,
Miła wymiana wiadomości jest,
Innego rodzaju to witalność,
A życie ponownie jest jak test.

Tylko jedna sprawa męczy,
Ten trąd pod nosem w sprawie,
Brak chleba też wciąż dręczy,
Lecz teraz uwaga na zabawie.


DEPILACJE POD PRĄD 2019-06-26

Depilacje nóg, depilacje rąk,
Pod nosem wąs z uczulenia,
Przez okno wpadł ciekawski bąk,
Koniec wracania, koniec łzawienia.

Tylko już do przodu,
Patelnia za oknem skwierczy,
Pragnienie chłodu,
Koncert nocą licznych świerszczy.

Depilacje brody, depilacje bikini,
Pod nosem krost jest rząd,
Los się do tego tu przyczynił,
Człek płynie jednak pod prąd.


KRESKI, KROSTY I POZOSTANIE W DOMU 2019-06-26

Hebanowe kreski na skórze,
Twarz jak chmura, serce drży,
Krosty pod nosem i wzgórze,
Prorocze wyśniły się jej sny.

Zeszło, mówili uśmiechnięci,
Lecz to iluzja pomieszczenia,
Nie zeszło, byli jak wzdęci,
Arnika dla krost namaszczenia.

Hebanowe kreski jak łuki,
Spojrzenie jak lód chłodne,
Spuszczone dotąd są kluki,
Zabieg - kosmetyki pochodne.

Zeszło, mówili szczęśliwi,
Lecz to tylko wielka chęć,
W radości są tacy niemożliwi,
Pozostanie w domu razy pięć.


OGÓŁEM STWIERDZONE 2019-06-24

Zmurszały jak mech na podłożu,
Milczy gagatek w oddali i snach,
Namawianie -  fałszywe autografy...

Suma wszystkich chwil o porożu,
Dookoła solarna rozwija się mgła,
Uskok przed spojrzeniem do szafy...

Jakieś zapytania na przystanku,
Starsza pani jak młodzieżowa,
Zapis do zeszytu w opóźnieniu...

Ostatnie słowa są na krużganku,
Eksplozja śląska i też kolorowa,
Ulga nadejdzie po rozluźnieniu...


KRZYWA RZĘSA 2019-06-24

Spojrzała na nią spod rzęsy krzywej,
Narysowała jej plan do zrealizowania,
Coś wypełzło, larwa istoty fałszywej,
Dość mówienia jej, dość rozkazywania.

Hebany na brwiach i rzęsach kładzione,
Ręka zadrżała, szczypał żaden szczaw,
Ruchy nagle stały się bardzo zabronione,
Pokonana, nie mogła płynąć wpław...

O większej władzy położyła koloryzację,
Nie wypaliło oczu, brak z chwili dumy,
Obrzydzenia i niechęci ma już fiksację,
Lecz wszystko za sprawą jednej sumy.

Spojrzała na nią spod rzęsy krzywej,
Ukazała, że jest lepsza, nadczłowiekiem,
Trochę racji jest do nauki niemożliwej,
Niestety, głupota nie odchodzi z wiekiem.

I drżącą osikę pochwalono za drżenie,
Na pierwszy raz nie wyszło najgorzej,
Lecz samoistne odzywa się sumienie,
Suma w myśli trwać każe przy uporze.

Nazajutrz kolejny rozkaz namalowany,
Fajka za fajką, zaciągnięcie dymem,
Oby nie zachorowały płuca, przegrany,
Oby dziewczyna nie wyszła z limem...

Spojrzała na nią spod rzęsy krzywej,
Niech mija prędko czas krzywych rzęs,
Już trudno oddychać na ulicy ruchliwej,
Na pocieszenie lodów wielki gryz, kęs.


DZIEŃ TATY TO DZIŚ 2019-06-23

Dzień Taty to już dziś,
Złożyć życzenia z serca,
Życzliwa płynie myśl,
Upominek już wydany.

Dzień Taty to dzień
Wspaniały i też miły,
Wspólna jest sień,
Śniadanie zjedzone.

Dzień Taty to dzień
Fajny i z uśmiechem,
Leniwcowi życzy leń,
Rozmowa dla pamięci.

Dzień Taty to już dziś,
Najlepsze życzenia
Córka, syn złożyli, iść,
Sprawy do załatwienia.


NADCHODZĄ POWROTY 2019-06-23

Powroty do rzeczywistości nadchodzą,
Lęki jak dźwięki rozbrzmiewają hejnałem,
W oddali wilki strudzone zawodzą,
Dni jak jabłka i grusze są już dojrzałe.

Głowa już nie boli, tabletka magiczna,
Łyk kawy jeszcze jeden dla relaksu,
Chwila dla przyszłości jest strategiczna,
A w kompocie pływa śliwka dorodna.

Powroty do rzeczywistości nadchodzą,
Jeszcze przetarcie blatów z kurzu,
Niech krzywi jednak nie mamią, nie zwodzą,
W sercu ostatnia warstwa czerwieni i różu.


BYLE DO DZIEWIĄTEGO 2019-06-23

Prędkością rakiety doradzanie,
Tutaj wykształcenie, tu umiejętności,
Uśmiech na twarz, maskowanie,
Droga do celu, droga do doskonałości.

Słowo jedno, za nim słowo kolejne,
Test do uzupełnienia, autografy,
Cześć i cześć, farby za pazuchą olejne,
Dokumentacja, tajemnica szafy.

Prędkością światła doradzanie,
Nie zjedzą ludzie jednego człeka,
Wigorem jak kredką kolorowanie,
Byle do dziewiątego człek czeka.


TEORIA KOCHANKA 2019-06-23

Odezwał się kochanek nagle,
Nieładnie seksu nie uprawiać,
Szczekał jak pies zajadle
I w ramki mowę chce oprawiać.

Twierdzi, że rozumie ten sen,
Lecz żąda wydania propozycji,
W oddali skrada się nie ten,
Ogród pełny jak dzban forsycji.

Odezwał się kochanek po nocy,
Nieładnie seksu nie uprawiać,
Spadła kropla dzikiej jego mocy,
Miłości nie da się tak sprawiać.

Twierdzi, że milczenie w cenie,
Dziewczyna nie wie, co myśleć ma,
Nowy dzień niesie blaski i cienie,
Wokół słońca dalej obraca się Ziemia.


KSIĘZYCOWY SPACER 2019-06-23

Zakochany księżyc muskał fale,
Wtórowały mu żaby swym śpiewem,
To słońca w zachodzie były bale,
Rozmowa krzewu z jednym drzewem.

Rozmowa o miłości i o tęsknocie,
O rozczarowaniach także i żalach,
Rozmowa o nibylandzie i głupocie,
O nadziei zwiewnych tutaj szalach.

Zakochana gwiazda jasność dała,
Wtórowały jej żaby głośne przy brzegu,
Wesoła minuta oddechem zaowocowała,
A za chwilę życie już było w biegu.


SPONTANICZNE WYJŚCIE 2019-06-23

Nagle zaproponowała koleżanka
Wyjście na koncert za miastem,
Wielka chęć, kawy też filiżanka,
Lecz smak z regionalnym ciastem.

Zmiana planów nastąpiła już,
Wehikuły autokarowe stoją,
Zatem spacer - jezioro wzgórz,
Aura piękna z wieczora ostoją.

Rozmawiały koleżanki żywo,
Mężczyzn wartki jak strumyk temat,
Śmiały się i kiwały trochę krzywo,
Napisały razem wesołości poemat.

Jakiś starszy wąż dał pląsy,
Kaczka nie pozowała do zdjęć,
Kochanka w oddali jakieś dąsy,
A mógłby być już jak zięć.

W Toruniu pieką pierniki,
Jeden mega duży i swoisty,
Na łzy czas przygotować ręczniki,
Pejzaż z opowieści jest mglisty.

Bąki zaczęły frunąć jak nietoperze,
W wannie utonął ktoś chyba,
W oddali jak potęga dwie wieże,
To katedra dumna, w wodzie ryba.

Nagle zaproponowała koleżanka
Powrót do domu przed zmierzchem,
Spódniczek faluje liczna falbanka,
Miłe spotkanie wypłynęło wierzchem.


NIEWYPAŁ WIRUTALNY 2019-06-23

Kochanku mój sprzed lat,
Stało się coś w wirtualności,
Nie liczę odrębnych dat,
Z dala od naszej miłości.

Wymiana obrazów była,
Już wulkany gorące,
Lecz zbyt długo tkwiła,
Zgasło z księżycem słońce.

Kochanku mój sprzed lat,
Stało się coś w wirtualności,
Nie zgorszył się biurka blat,
Z dala od naszej teraźniejszości.

Zagryzłeś wargi po trzeciej,
To noc lśniła, lecz za długo,
Tak to się wam od lat plecie,
Spłynęła z kroplą zmęczenia.


ROZBOLAŁA GŁOWA 2019-06-23

Rozbolała głowa ot tak,
Połknięcie tabletki na raz,
Czegoś jest tu brak,
Przestanie boleć zaraz?

Rozbolała głowa po prostu,
Być może myśl i czyn,
Czasem skok do wody z mostu,
Dookoła pracuje młyn.

Rozbolała głowa ot tak,
Połknięcie tabletki w mig,
Człek jak statku wrak,
Ból jest wielki, dajcie dźwig.


KONIEC LENISTWA CUDNEGO 2019-06-21

Skończyło się lenistwo dwóch dni,
Czas kłaść się spać i maszerować,
Jak leniwe statki przepływają sny,
Doradcę jak obraz trzeba namalować.

Skończyło się lenistwo błogości,
Czas zakasać rękawy w koszulce,
Ramy dla obszernej radości,
Czas zasadzić ziarno na górce.

Skończyło się lenistwo dwóch dni,
Czas zatrzymać słów te potoki
I zasłonić okna, sen niech lśni,
Poranek, ku spotkaniu już kroki.


WARSTWY CEBULI 2019-06-21

Warstwa na warstwie jak w cebuli,
Napierał swym kołkiem twardym,
Lecz dziewczyny to nie rozczuli,
Ona jest sposobem też hardym.

Prosił, błagał, świntuszyć chciał,
Lecz wszystko robić na odległość,
Gdy zapraszała, nie przyjechał,
Dziś oporna jest jej dlań uległość.

Po cichutku chciał, tak właśnie,
Lecz dziewczyna nie może dziś,
Odpowiedziała, cisza wrzaśnie,
To inny tuli ją (pluszowy) miś.

Warstwa na warstwie jak w cebuli,
Dziś wymaga, dziś jak wilk wyje,
Dawniej dla siebie byli tacy czuli,
A dziś każde z nich osobno żyje.


RZECZYWISTOŚĆ O SMAKU 2019-06-21

Rzeczywistość ma wakacji smak,
Trochę jeszcze borowania igłą,
Prawdziwego mężczyzny tu brak,
W helikopterze dzielne śmigło.

Dookoła śpiew miejskich ptaków,
Zegar wskazówki swe przesuwa,
Kochanek nie widzi już braków,
Serce westchnieniem się zasnuwa.

Mgła gęsta i mleczna jak droga,
Zaproszenia czarownicy do kotła,
Wszędzie na własnych nogach,
Czasem zostanie użyta też miotła.

Rzeczywistość wakacji ma smak,
Smak również myśli skrytych,
Prawdziwości wciąż jest tu brak,
Noce należą do chwil przemytych.


SPLĄTANY KOCHANEK 2019-06-21

Pląta się kochanek jak liana,
A wije się i syczy jak węży stado,
Lecz dziewczyna nie jest pijana,
Napieranie na seks - jest blado.

Jednak to seks tylko w słowach,
Bo w czynach żadne spotkanie,
Gdzieś upadła chęć, leży w rowach,
Żadne na odległość to kochanie.

I skomli jak pies ten kochanek,
A to dawny bardzo jest moment,
Nie sprawdziło się z wróżb cyganek,
Kradzione chwile - słaby firmament.

Cieknie ślina kochankowi na seks,
Na wyobrażenie o seksie w słowach,
A dziewczyna idzie, woli zjeść keks,
Przed nią całe życie, tok od nowa.


SIŁA KROPLI 2019-06-21

Kroplą deszczu drążona skała,
Nadzieja w ogrodzie z dzisiaj,
Jak liść w środku swym drżała,
Z przeszłości ożył nagle liszaj.

Pełznąc szlakiem płaza czas,
Brakuje interesów dla ducha,
Już dawno razem nie ma nas,
Dookoła nikczemności plucha.

Kochanek bije wciąż w dzwony,
Lecz złą wygrywa tutaj melodię,
Z serca wyłażą obojętne kokony
I piszą scenariusz na parodię.

W kubeł wsadzona głowa i dłoń,
Zimny prysznic jak najbardziej,
Inną myślą zajęta dziś jest skroń,
Mówić o seksie zawsze bardziej.

Kroplą deszczu drążona skała,
A przy drodze życia głazy szare,
Jak liść w górę sobie zawirowała
I pofrunęła, goniąc losu marę.


DZIŚ POCZĄTEK LATA 2019-06-21

Słońce z ludzi czyni skwarki,
Chmura się burzy na los,
Z dziurek wychodzą poczwarki,
Pioruny biją z mocą na skos.

To lato się zaczęło wesołe,
Pierwszy jego dzień w kalendarzu,
Dookoła ramiona, uda gołe,
Zapach morza nutą w korytarzu.

I już pakują ludzie swe bagaże,
Już paszporty i dowody szykują,
I z parawanem mkną na plażę,
Już dzieci zamki z piasku budują.

Wyszło słońce zza chmur całe,
Pluskają się ludzie w basenie,
Klapki na nogach i włosy niedbałe,
Lato złociste, puste kieszenie.


TAKI KRÓLEWICZ 2019-06-21

Obudził się królewicz śpiący,
Pisze smsy rwącym strumieniem,
Wciąż jak słońce jest gorący,
Lecz nie jest prawdy ramieniem.

I wciąż się obraca jak karuzela,
Nie przyjeżdża, czeka na mannę,
Minął piątek, sobota, też niedziela,
A on obracałby lubieżnie pannę.

Obudził się królewicz śpiący,
Wysyła swoje s.o.s. jak szalony,
Wciąż jak wąż jest pełznący,
Lecz przed świtem losu pochylony.

I wciąż rodzi fantazje i sny,
Rodzi je jak marzyciel niepoprawny,
I wciąż maluje sielankowe bzy,
Lecz moment to już mało zabawny.


DOCENIĘ 2019-06-21

Zapomnieć resztką sił, minęło,
Serce kochało i tak powinno być,
Lecz kazał wracać i się ziewnęło,
Lecz kazał oddzielne sny śnić...

Wróciłam do domu grzecznie,
Serce wierzyło i tak powinno być,
Lecz kontakty stanęły poprzecznie,
Lecz z dużą odległością było żyć...

Zapomnieć potęgą serca, minęło,
Spotykał się od czasu do czasu,
Chciałam więcej, to nić przecięło,
Zabrał buty, schował się do lasu...

Nazwał dziewczyną swoją, uwierzyłam,
Zaczynałam dopiero nią być,
Lecz sytuacją z sierpnia udowodniłam,
Iż nie dane nam razem iść...

Zapomnieć potęgą duszy, minęło,
Dwie pomyłki, dwie próby za pazuchą,
Samej iść przez życie się stanęło,
Ni księżniczką, ni myszą, ni ropuchą...

Wymazać gumką dawne ołówka szkice,
Podnieść głowę, wypatrzeć marzenie,
Pokolorować kredką chodniki i ulice -
Jak spotkam miłość, bardzo ją docenię.


RODZAJE SNÓW 2019-06-20

Sny śnią się bezkształtne bez tęczy,
Ktoś zabił brata, straszna to rzecz,
Dookoła promieni tysiąc naręczy,
To bukiety świetliste, smutek precz.

Sny śnią się w kropki i w paski,
Ktoś chciał zabić śniącego, rodzinę,
Dookoła rzeczywistość daje kaski,
To autostrada przeżyć w godzinę.

Sny śnią się jak mgły przy świcie,
Ktoś gonił z nożem, ze strzelbą ktoś,
Dookoła byłoby cudnie i znakomicie,
Gdyby ludzie nie czynili sobie zła.

Sny śnią się różnokształtne, odległe,
Ktoś rozkochał kogoś i znów rzucił,
Dookoła ciała i dusze leżą poległe,
To bitwa amorów, smutek zanucił.

Sny śnią się harde, pstrokate, kręte,
Ktoś coś zrobił, ktoś coś powiedział,
Dookoła śmigają wiatry, cios prętem,
Za kratkami zaraz człek by siedział.

Sny śnią się czyste, już przejrzyste,
Bezludna wyspa i niebo błękitne,
Przestały płynąć rzeki krwi, mgliste
Wypełnienie tajemnicy, aksamitne.


PARNO I GWARNO 2019-06-19

Parno w mieście, parno na wsi,
Słońce świeci i praży ludzi mocno,
Regulacja rzęs, regulacja brwi,
Chwila środy była tak trochę owocną.

Natomiast wehikuły przepełnione,
Jak dzbany w swej zawartości,
Jeden pasażer miał marudzenie,
A kształt faktu był w gotowości.

Przerośnięte serca, życia dalszy ciąg,
Patrzenie na inwazję naczyniową,
To mknie czasu zwariowany pociąg,
Zesztywniałe nogi w chwilę nieruchomą.

Cała praktyka dopiero nadchodzi,
Lecz zawód ten zawodem w certyfikacie,
Czwartek zmęczoną duszę oswobodzi,
Gorące dni mijają w swojej tylko dacie.

Rozszerzone naczynia krople puszczają,
Przytakiwanie głową, taka to jest sowa,
Ślimaki śluz jak ślad pozostawiają,
Lecz nadchodzi godzina pieniężna, kolorowa.

Parno w mieście, parno na wsi,
Z burzą frunie lato w kalendarzu,
Życie dookoła pieśnią swą brzmi,
Dzień wyrzeźbiony w tym witrażu.


ZAPOMNIEĆ, CO BYŁO 2019-06-19

Zapomnieć, co było i milczenie,
Niby miłość wielka jak brat,
Lecz odległością śmiałe skreślenie,
Fałszywy to był taki kwiat...

Już nie wrócą momenty jak uczniaki,
Słońca nie będą świecić jak wtedy,
Samotnością zaczesane losu kłaki,
Powrót do początku, powrót do biedy.

Mimo wszystko wspomnienia zostaną
I na sercu znamiona tamtych zdarzeń,
Być może elementy sprawią, że wybraną
Będzie pierwszy raz tak naprawdę...

Zapomnieć, co było i milczenie,
Dalsza jest widoczna droga,
Słowa są jak balsam, też ramieniem,
Nadzieja na łamach tego bloga...


KWIAT BEZNADZIEI I ZASSANIE 2019-06-18

Rano beznadziei zakwitał kwiat,
Buziaki wyrosły z zassania,
Kryształowy urodził się nam świat,
A serce powraca do kochania.

Hebanowy palec, wskazanie twarde
I ruszyła maszyna do kosmetyki,
Nagle uśmiech powrócił, a harde
Spojrzenia jakby milsze się stały.

Rysikiem fałszywych zdań malowanie
Obrazów: wykrzywione gęby w tle,
Starszy człek jak mędrca, skanowanie,
Lecz młodzież brudna w swojej mgle.

Rano beznadziei zakwitał kwiat,
Buziaki wyrosły z zassania,
Brata sprzedał za miedziaka brat,
Lecz nazajutrz chwila powstania.

Skreślenia przez jad z owada,
Skraplanie się potu ze słońca,
Plączą się w ustach trucizny,
Jeszcze chwila została do końca.

Rozpędzone maszyny do kosmetyki,
Trochę skrętów, trochę zakrętów,
Powroty tylko wspólne, też kamyki,
Dookoła nuta pachnących segmentów.

Rano beznadziei zakwitał kwiat,
Buziaki wyrosły z zassania,
Czasu odpada już ten jeden płat,
Ciało układa się wnet do spania.


NIE JEJ ŚWIAT 2019-06-17

To nie jej świat ten lalek świat,
Wyciskanie łez w sposób piękny,
To nie jej kwiat ten sztuczny kwiat,
Jest, lecz  w sposób beznamiętny.

I te pachnidła dookoła, te perfumy,
To nie jest ona, to nie jest ona,
Dookoła zanikają serca i rozumy,
Zaskrzeczała obok ucha ślepa wrona.

I te schematy kreślone urządzeniami,
To nie jej ósemki, to nie jej jedynki,
Lecz los zmusił ją, by robiła minki,
To nie jej gra między hotelu murami.

I najdłuższe godziny w całym planie,
Rozmowy jak wymiana słów i kropek,
Niczym liść ma teraz już tu wirowanie,
Na koniec brak komentarza, wielokropek.

To nie jej świat ten manekinów świat,
Wyciskanie łez w sposób dziewczęcy,
To nie jej kwiat ten pokrzywy kwiat,
A dookoła bezkres dziki i bydlęcy.


PORZĄDEK W SZAFIE JUŻ CZAS ZROBIĆ... 2019-06-16

W szafach schowała się samotność,
Skrywa się jak kochanek przed mężem,
Mimo złotych słońc jedna markotność,
Rozmowa w milczeniu jak z wężem,
Ale nie w kieszeni, pożyczkodawcy,
Błękitny zapis piórem słów na egzaminie;
Ten jeden ból, ból samotności minie...

Pobożne życzenie i jawa biała w snach,
Taka przejrzystość kryształowa minuty,
Jedynie jeszcze błądzenie w jej mgłach,
Ale zaprzestaną plątać się jej buty,
Margines napełni się sensem jak butelka,
Oczywiście to woda do picia w gorącu,
Zniknie smutek, wskaże się droga wszelka
I będzie święto po marzeń tysiącu...

Najwyższa pora na porządek w tej szafie,
Ułożyć samotność w maleńką kostkę,
By nie zawadzała, obraz na ścianie o żyrafie
Zawiesić, dodać kryształów z nadzieją,
Przeliczyć szanse i możliwości potknięcia,
Skończyć wreszcie z turbulencją, zawieją -
Nowa miłość podczas wakacyjnego przyjęcia.


PRZEJRZYSTOŚĆ BURZ 2019-06-16

Przejrzystość burz w ostrzeżeniach z góry,
Na smyczy chodzą psy sztucznej rasy,
Zbiły się w jedną potęgę granatowe chmury
I poleciały samoloty z pokazem klasy.

Spadł Ikar wielkiej Polski, Ikar tej małej,
Ostateczność rozliczyła zgon i narodziny,
I gdzieś pomiędzy kniejami wyraz stałej,
Uśmiech jak skarb sobotniej dziewczyny.

Naliczenia koralików szczęścia, zakupy,
Potężna wielkość strategii obłupywania,
Wspomnienie smaku ogórkowej zupy,
Podkreślenie metody całego kalkulowania.

Jedyne, co jeszcze uczynić jest trzeba,
To zapomnieć niespełnione, od nowa
Zacząć kalambury z losem, do chleba
Podchodzić kolejnymi krokami, już sowa.

Uwiązani w sieci pająka cyfrowego osłupiali,
Cena za rewolucję każdej dziedziny życia,
Trochę umęczeni, w posągi się przebrali,
A na zapleczu kilka tajemnic do odkrycia.

Zgasiły się lampy chęci na poszczególne
Cyfry, lot muchy i bąka, ochłoda wodą,
Kiedyś miało się elementy jakieś wspólne,
Dziś narzekanie, coś nie tak z pogodą.

Rozmowy szalone pod parasolem nadziei,
O polityce i strudzonej rzeczywistości w tle,
Trochę szumu żab w puszystej tej kniei,
Lecz oddechem ulgi przywitano nocy ćmę.

Przejrzystość burz złożonych w ofierze,
Nie dotarły statki Zeusa do portu miasta,
Pozytywna jedna myśl trzyma się przy sterze
I już gromady gwiazd, truskawkowe ciasta.


MŁOT I MEDAL 2019-06-16

W blachę stukanie młotem wiedzy,
Zakres szeroki jak wachlarz panny,
Gdzieś w oddalonej stąd miedzy
Plują na miasta wodą fontanny,
A przy brzegu skrzyżowanie dróg,
Opłacalność w biznesplanach
I oczy jak okiennice, w nich Bóg,
A w przemarszu minut i skanach
Całości nadszarpanej brakiem czasu,
Widzę krople jak diamenty piąte
I już uśmiech jak banan, nawożenie,
Również pięć włożone w dziesiąte
Zdania i kropki nad i, roku zakończenie.

Nie poszło na marne życia opuszczanie,
Tym razem wagary w dobrej wierze,
Najtrudniejsze poważne tu decydowanie,
Lecz myśl z myślą żyją na papierze,
A za zakrętem dnia zakręt też nocy,
Trochę snów w wolności od zapisów;
Ostatnia strona jak skrzynia pełna mocy
I już sflaczałe ciała bez długopisów
Chowają się pod koc i także do szuflady;
Ale opłaciło się wyłączyć rozpraszacze
I chociaż ściany krzyczały głośne,
To brnęła w błocie jak oślepiona, dotarła
Do mety z medalem w kształcie piątki.

W blachę stukanie jak dzięcioła w korę
Drzewa, szkarłatna samotność bez znaczenia,
Nawet między wierszami wybierało się porę,
A pora wcześniejsza o jedną godzinę;
Zamknięto wszelkie puszki Pandory, określenia
Formy źródeł finansowania, fazy cykliczne,
A na dodatek zakreślono gospodarki dziedzinę
I wymieniono najważniejsze punkty prawdziwe;
To stało się kropką interpunkcyjną, śliczne
Spojrzenia mądrej kobiety nad stan, możliwe
Stało się dokończenie dzieła piętnastego dnia;
Gratulacje głównie od ojca, nadrabianie czasu,
A biwak rozpocznie się w lipcu przy dziesiątym.


PRĘDKOŚCI NIEUCHWYCENIA 2019-06-16

Nieuchwytna w locie jak pszczoła,
Pofrunęła przez dni przestworza,
Kolory ma motyla, piękna dookoła,
Jedna myśl posłana za morza...

W pędzie rakiety łapany czas,
Lecz zawsze sekundy jest brak,
Aż zaszumiał i zaszeleścił las,
Gorący pył, tropików czuć smak.

Nieuchwytna w locie jak ptak,
Pofrunęła do przodu ze światłem,
Jeden rok zakończony w takt,
Choć prędkości te nie były łatwe.


RELACJA NA ŻYWO 2019-06-10

Gdzieś tam w oddali masakra,
Płonące mosty, miasta płonące,
A tutaj śpiewają dla ziemi koncert.

Propozycja prawie matrymonialna,
Odmowa nieznajomemu wprost,
Nuda w filiżance z kawą u koleżanki.

Młodszy rycerz przez zbroję mówi,
Chciała porozmawiać, a milczy -
Zniknął jak kamfora, miłego tygodnia.

Odesłany uśmiech przez pana,
A pan całkiem sympatyczny bywa,
Jedna myśl zabierająca spokój.

Dookoła półki z obuwiem na teraz,
Pytania i odpowiedzi, ponad złoty,
Kryminalni rozwiązują zagadki.

Sympatycznie, trochę zawrót głowy,
Owady przekomarzają się jak przekupki,
Kotlet i ziemniak na obiad szybko.

Minęła rzeka spojrzeń, zapominanie,
Uwierzyć w coś, co zostało zabite,
Nowy dzień przybywa jak głowa państwa.


WESOŁA LEKCJA 2019-06-09

Wesołe rozmowy do komputera,
Zaczyna się wszystko od nowa,
Z łapanki kariera, kariera od zera,
Serce w nadziei, pełna jest głowa.

Komik zawodowy występ nam dał,
Wspólne patrzenie, wesołe brzuchy,
Każdy widz zadowolony się śmiał,
Z radością fruwały nawet muchy.

Wesołe odkrywanie tajemnic karty,
Film za filmem, zdjęć też parę,
Szkic twarzy z marca, nos zadarty,
Nadeszła moc, przyniosła wiarę.

Pierwsze lekcje już za nami są,
Strach wielkie oczy miał swe,
Wikliny rodzinne ku sobie lgną,
Były to minuty lub godziny dwie.


PRANIE I TEST 2019-06-09

Uprano myśli jak koszulkę,
Rozwieszono w słońca blasku,
Ciepło weszło w włosa cebulkę,
Rozwiązanie, jak wyjść z potrzasku.

Koncesja i zezwolenie udzielone,
Teraz tylko po linii prostej iść,
Dusze jak drzewa były powalone,
A dziś w ręku paru złotych kiść.

Uprano myśli jak bieliznę,
Rozwieszono pod błękitem,
Czas opuścić tę tu mieliznę
I ruszyć do przodu z kopytem.

Działalność założona w powtórce,
Krok jeden do przodu jest,
Raz w dole, a raz już na górce,
Życie bywa jak trudny test.


KOŁYSANKA DLA RZECZYWISTOŚCI 2019-06-08

Ołów w głowie rzeczywistości,
Dobrze, że motyle kolorowe,
Kołysanka trwałej samotności,
Serce czeka, już prawie gotowe.

Masz wiadomość na poczcie,
Zakochani są wśród nas,
Przyjaciele moi, prędko chodźcie,
Niech przywita zielony las.

Sprawy z kablami, monitoring,
Czas przez palce przepływa,
Ziarna piasku, też sponsoring,
Z serca kamień się wydobywa.

Cena wysoka, miedziaki drobne,
Coraz trudniej i ciężej w byciu,
Dobrze, że marzenia są dorodne,
Lecz płaci się za błędy w życiu.

Następnie kawy łyk jak nektar,
Aksamitne smaki na dzień dobry,
Małe działeczki i działki hektar,
Pożywieniem ministra są bobry.

Kołysanka śpiewana przez noc,
To gwiazdy ją w melodii migoczą,
Sen odda spokój, odda swą moc,
Już do gardeł wrogowie nie skoczą.


SPOTKANIE Z PANIĄ PLOTKARĄ 2019-06-08

Krok za krokiem, pani Plotkara stoi
I rozmawia z panem Plotkarzem,
Dziewczyna idzie hardo, się nie boi,
Mija parę, pan okazał się tragarzem.

Krok za krokiem, pani Plotkara wszczyna
Swoją armię plotek do życia,
Z dziewczyną rozmowę prędko zaczyna
I już uwaga na dzikie odkrycia.

Krok za krokiem, pani Plotkara pyta
O rodzinę, o sąsiadów i o resztę,
Dyplomacja w odpowiedziach skryta
Nie zadowala pani, posępna mina.

Krok za krokiem, pani Plotkara dziwna
W swym byciu, dziewczyna też pyta
O bilet, o zakupy, o chwilę, co pożywna,
Sytuacja co jakiś czas się zdarza i wynika.

Krok za krokiem, pani Plotkara wysiada
Przy sklepie, udanych zakupów życzenie,
Dziewczyna nie ma czasu śledzić sąsiada,
Można spotkanie uznań, dać podkreślenie.


ZNACZY I NIE ZNACZY 2019-06-08

Skafandry z chmur na ciele,
Pędzące stonogi i jamniki,
Kilometrów niezbyt wiele,
A cel ma swoje zagajniki.

Tylko to nie znaczy, że będzie,
Że już pewność jest stuprocentowa,
Buty oryginalne, kwiaty wszędzie,
Wędrowniczka jakaś niegotowa.

Przejrzystość w odmowach,
Milczenie jak duma człeka,
Pewne prawdy w rozmowach,
Jakaś bez snu jest powieka.

Tylko to znaczy, że ciąg dalszy,
Jak i gdzie - trochę wiadomo,
Samotnie w kącie i wspanialszy
Tu moment dla słów rzekomo.


KAMIEŃ BEZNADZIEI 2019-06-08

Beznadziei kamień wyrósł na drodze,
Znów wiatry nicości zawiały w szeregu,
Tak trudno iść, gdy rana jest w nodze,
Czekanie i czekanie, choć w biegu.

Znów liście drżą z niewiedzy podmuchu
I ta samotność dookoła bezkresna,
Choć lato już pędzi, jest w rozruchu,
To godzina jeszcze młoda i wczesna.

A smutek nadszedł, siedzi na karku,
Żadnych listów, żadnych zaleceń,
Pocieszenie w Edwarda folwarku,
Żadne nie spełniło się z przyrzeczeń.

Beznadziei kamień wyrósł na drodze,
Trzeba ominąć i być może przeczekać,
Tak trudno dziś iść biednej stonodze,
Los lubi trzymać karty, rozdanie odwlekać.

Kilka zdań w spisie rzeczywistym,
Wszystko minęło jak jedna chwila,
Znów wędrówka szlakiem mglistym,
Lecz nadzieja na skrzydłach motyla.

Może jutro będzie lepsze i łagodniejsze,
Coś dobrego się zdarzy i da uśmiech,
Na razie pustka, brak, co najcenniejsze,
Dookoła sieje się z przeszłości grzech.


CHCIAŁO SIĘ W CHICAGO 2019-06-08

Chciało się w Chicago wypełnić wniosek,
Lecz złota sztabka mocny ma szlif,
Wiatr jak szaleniec, zgiął się kłosek,
Podchodzę bliżej, osuwa się nieco klif.

Ale żyjemy, ja i ten klif, do trzech razy
Sztuka - mówią uczeni, mówią zwyczajni
I spod pędzla rodzą się, powstają obrazy,
To nic, bo nic, a w życiu jak niezwyczajni.

Chciało się w Chicago zjeść buraki,
Dało się radę, wypiło się też wodę czystą,
Przepłynęły jak statki dwa miedziaki,
Wróciło się zza oceanu w minutę dżdżystą.

I nadal żyjemy, ja i te buraki, miłość
Jest wielka, gdy prawdziwa, toń w dniu,
To nic, iż przeważnie korytarza zawiłość,
Tyle pożywienia w korze i w każdym pniu.

Chciało się w Chicago słodkich bułek,
Dało się namówić, łakomczuchy radosne;
Rzędy ustawione, dzień archiwalnych półek
I to lato, co zrodziło się przez wiosnę.

I można teraz wznieść toast z okrzykiem,
Wiwat, na zdrowie i tym całkiem podobne,
Poczęstunek cierpliwości dużym zastrzykiem,
Najważniejsze, iż brzuchy nie są dziś głodne.


ZAWRÓT GŁOWY 2019-06-08

Zawroty głowy jakieś nagłe takie,
To odmowy i milczenia przez maki,
Przy drodze kłaniają się byle jakie,
Czasem płacz silny, wyrwane kłaki.

Kolejna obietnica trafia do kosza,
Tam śmieci gromadzą się w góry,
Złoty dwadzieścia - kokosza z grosza,
A niebem płyną dziewicze chmury.

Siódmy splot dłoni wspomnieniem,
Siostrzeniec przeszłości już dorosły,
Cisza mową dla chwili i ramieniem,
Przez ptaki śpiewany hymn wzniosły.

Pani przy płocie, proboszcza śmierć,
O chęci dołożenia miedziaków na cel,
Lecz bez pracy nawet nie ma na ćwierć,
Zatem zdrowaśkę zmówić, sen i biel.

Tak to jakoś się składało, układanka,
Krwawy księżyc fazę ma po północy,
O poranku najlepsza kawy filiżanka,
A podczas spaceru wzrost jednej mocy.

Prawdy zimne jak głazy, jak kamienie,
Ale ile można być równym deszczem?
Blaski jak chwila, przewlekłe to cienie,
Ale chce się nadal, chce się jeszcze...

Zawroty głowy ustąpiły jakby odjął,
A odjęcie w kalkulatorze lub ręką,
Świat się skrzywił, jak starzec zgiął,
Zapłakał nad sytuacją, oddał dźwiękom.


PRZEJRZYSTY PLAN 2019-06-07

Przejrzysty plan jak szyba po myciu,
Pięć minut przed czasem, a za późno,
Nagle spojrzała pani, była w ukryciu,
Służba biała potraktowała pana luźno.

Ale jak to w bajce, dobre zakończenie,
Przyjęto pana raz i dwa, opatrunek,
Po łapkach jak uczniaka zdzielenie,
Takich wesołych doktorów jest gatunek.

I można zawirować jak liść na wietrze,
Trochę Antarktydy, trochę Afryki,
Tylko koszulka, nie martwi dziura w swetrze,
Ładny uśmiech, z miejsca nawyki.

Przejrzysty plan jak łza z pierwszych,
Nie zawsze w chaos wpasuje się człek,
Dlatego dziś armia powstaje wierszy,
Taki klimat, takie życie, taki wiek.


ODKRYCIA DZIELNIC 2019-06-07

Odkrycia dzielnic bliskich,
Aż radość jak jabłko na drzewie,
Wśród kropel przejrzystych
Widnieje uśmiech w śpiewie
Ptaka, wiatru i również słońca,
Pół godziny do dnia końca...

Spływa marzenie pieśnią żywą
Wprost do serca, wprost do duszy,
Widziałam, jak osty mówią z pokrzywą
I nie płakałam w chwili tej suszy,
A na południu kraju jak w Wenecji,
Tak słyszałam od znanego spikera...

Odkrycia dzielnic bliskich,
Aż pełną piersią oddychają minuty,
To motyle fruną do skalistych
Wykończeń linii brzegowej, buty
Zakładam wygodne i maszeruję,
Poezją słowa czuję, nią je piastuję.


DOPRAWDY PRZEMÓWIENIE 2019-06-07

Doprawdy składanie zeznań w minucie,
Ciężkie oddechy słychać, grzech wspólny,
Ogólnie rozkwit wielu kwiatów, zepsucie,
Rejestr skradzionych gwiazd obopólny.

Zastygają w bolesności rzędy marzeń,
Ale nie podda się jeden z drugim,
O, nie! Chociaż dookoła wiele skażeń,
Zimą znów wyjadą nieodzowne pługi.

A dziś machnięcie ręką, głosu brak,
Jeden krzyż może być cenny jak skarb,
Inne ramy, inny wymierzą mapy szlak,
Wymażą się blizny, zniknie i garb.

Doprawdy przesłaniem nie poddawanie,
Strudzony kamień pyłami z ulicy,
Otwieranie nowych drzwi z bieganiem,
Kryształ życia wychodzi z miednicy.


PRZEWRÓCONE UKŁADY 2019-06-06

Strona medalu szatańska,
Wieprz u koryta ma żer,
Mowa jego szampańska,
Wina obywatela, iż bez zer.

Obywatel winny chorób
I wszelakich bezeceństw,
Lecz gdy rośnie grzyb,
Władca używa przekleństw.

Strona medalu szatańska,
Wieprz ma swoje stado,
Fucha wilka, kropla barmańska,
W cieniu wypada jednak blado.

Obywatel sobie winny,
Wszystko jego skutkiem,
Reżim jego powinny,
Lecz artysta rzeźbi dłutkiem.

Strona medalu szatańska,
Księżyc skradziony to mało,
Dusza jednak bezpańska,
Na rozkaz serce nie zadrżało.

Obywatel powinien się obnażyć,
Bo ludzki bóg chce orgazmu,
Jednym słowem świat zarazić
Chorobą lotnych ptaków...

Strona medalu szatańska,
Koniec zwoływany naradą,
Daleko strona jest koreańska,
Podział w bogactwie roladą.

I to obywatel jest trucizną,
Wina każdego, mowa jego,
Nienawiść wielką tężyzną,
Człek z głazem, kot wyliniały.


ZAWARTOŚĆ SZUFLADY 2019-06-06

Nie objęto mową poszukiwania,
Czasem tak się właśnie zdarza,
Czas błękitów jest odgadywania,
Z uśmiechem pląs z korytarza.

Fryzjer jak człek z talentami,
Kilka ruchów nożyczek i barwa,
Hebanowe źródło z medalami,
Zagrała melodię radości harfa.

Szkicownik zapełniony szkicami,
Historia chłopca małego,
Rozmowy ciche między ścianami,
Marzenie dobre dla każdego.

Nie objęto mową poszukiwania,
Czasem tak się właśnie składa,
Odpowiedzi na trudne pytania,
To czas uśmiechu, jedna szuflada.


PRZEMIANA CZĄSTEK I CAŁOŚCI 2019-06-06

Upadło cząstką całości w dół,
Wymazano gumką szkic ołówka,
Serce sklejono i złamano w pół,
Produkcja myśli, słaba stalówka.

Drogą pejzaży w mieście buntu,
Skrawki jak liście fruną wysoko,
Niejako najbliżej sadzi się gruntu,
A zbiera garściami i też głęboko.

Posłaniec z orłem na kieszeni,
Jakaś tam nadzieja na życie,
Z początku kolor się tu mieni,
W zegarze są wszystkie tajemnice.

Kotwica rzucona w morze przyszłości,
Być może stanie się przełom,
Nie było dotąd dalekowzroczności,
Dziś w złoty posąg zmienia się złom.


TEKST I PIÓRO 2019-06-06

W liście zapisany tekst
Piórem wiatru i słońca,
Nad literą dnia kleks
I kilka minut do końca.

O teatrach granych
Na żywym pomyślunku
Można debatować w chwili,
W poezji cichej zebranych
Koralików dla gatunku
Przybyło uśmiechem, uszyli
Flagę żywo powiewającą.

W liście zapisany tekst
Piórem błękitu i błogości,
Dawniej i dziś jeden keks,
Strona medalu w miłości.


OCEANY I OCZY 2019-06-06

Przeszły oceany zniechęcenia,
Zmieniły się w tęcze lewobrzeżne,
Przeszłości mówię: do widzenia,
A oczy spoglądają tu drapieżne.

To są twoje oczy, te całe zielone,
Spotkanie nie doszło do skutku,
Ząb bolesny w polu, co czerwone,
Lecz prawda jedna, dość smutku.

Przeszły oceany zastygania,
Zmieniły się w pejzaże dobre,
Przeszłości oddaję krople płakania,
A oczy spoglądają tu szczodre.

To są moje oczy, te całe błękitne,
Nadziei na spotkanie już brak,
Wybaczam obietnice aksamitne
Oraz że skończył się nasz szlak.


A DZIŚ NADZIEJA 2019-06-06

A dziś nadzieja jak róża
Rozkwita na samą wiosnę,
Przeszła już tamta burza,
Słońce blasku jest zazdrosne.

A dziś nadzieja jak motyl
Rozpościera skrzydła w locie,
Czasem losu miłe sploty,
Szans dzieją się tu krocie.

A dziś nadzieja jak siła
Wzbierająca na fali w potęgę,
Otworzyła się nagle mogiła
I zapisano radość w księgę.


KAMIEŃ 2019-06-05

Stało się kamieniem,
Wypowiedź przecząca,
Serce roni cierpieniem,
Rana prawdy piekąca
Jak ognie piekielne...

Odrzucona po prostu,
Brak już chleba na stole,
Może rzucić się z mostu?
Suchość w jej oczodole,
A deszcze padają w sercu...

Przechodzień palcem wytknie,
Powie, że jak kaczę brzydkie
I nie warto pomóc ni razu,
Nadzieja, jak skrzydła przytnie
I lot będzie już niemożliwy...

Stało się kamieniem,
Wypowiedź jak liść uderzenia,
Przeszłość kładzie się cieniem
Na teraźniejszości owej,
Modlitwa do Matki takowej...


RAKIETA I PISKLĘ 2019-06-03

Dookoła życie mknie jak rakieta,
Wciąż do przodu bez ustawania,
Mężczyzna jeden, obok kobieta,
Trochę spraw do odgadywania.

Nowe twarze i stare przekupki
Na jarmarku życia, jeden żebrak,
Propozycji wysokie rosną kupki,
Pusty portfel nie chciał się napełnić.

Blondyni dookoła tańce wyprawiają,
Dziwny to rytuał się odbywa,
Nic jednak oni u niej nie wskórają,
Bo pauza z jej serca się wydobywa.

Dookoła życie mknie jak rakieta,
Skserowane świadectwo dla chwili,
Mężczyzna jeden, obok kobieta,
Tylko pisklę młode jeszcze kwili.


SPACER Z KOLEŻANKĄ 2019-06-03

Zaczęło się jak zawsze:
Sny przepłynęły jak statki,
Słońce gorące, żadne płaszcze,
Dookoła zachwycają kwiatki.

Trochę w pędzie to było,
Buty poraniły dwie stopy,
Remont apteki i się zdarzyło,
Spacer prawie jak wykopy.

Kulejąc jak kuternoga
Krok za krokiem i rozmowa,
W miejscu czuło się Boga,
Kaczka, owad, także sowa.

Utykając jak kuternoga
Krok za krokiem i spotkanie,
W miejscu czuło się Boga,
Tylko lodów żadne smakowanie.

Zaczęło się jak zawsze:
Sny przepłynęły jak okręty,
Słońce wysokie ramiona głaszcze,
We dwie pokonały dnia zakręty.


SWATKI A ŻYCIORYSY 2019-06-03

Bawią się koleżanki w swatki dorodne,
Lecz serce nie gotowe na nowe płacze
I choć wieczorami w kącie jest samotne,
To dobra gra i wytrawni w ciszy gracze.

Minęły dni strudzenia, lecz pozytywy,
Przeszłość zatańczyła swoje tańce,
Zniknęła w dali jak mara, to odpływy,
Zrzucono z serca kłamstwa kagańce.

Asertywność w odpowiedzi do koleżanki,
Eliksir minuty, kropla snów spłynęła,
Dumna twarz patrzy prosto, białe firanki,
To nagroda za wysiłek wnet postanęła.

Przyjaciół poznaje się zawsze w biedzie,
Dookoła jedna dusza miła w zarysie,
Kochanek siedem lat na spotkanie jedzie,
Dziury zamazują się w jednym życiorysie.


PŁYNĄCA ŁÓDKA 2019-06-03

Życie płynie łódką dni i nocy,
Kolorowe witraże i oceny złote,
Już pagórki pokonane w mocy,
Włos jak kłos, tajemnicy grotę
Odkryłam w pierwszych dniach...

Ulgę mi przyniosły jak balsam,
Głęboki wdech jak głębia oceanu,
Spływam kroplą snu na tapczan,
Jeden rok krokiem w przód z planu,
A na marginesie telefony spisane,
Być może na przyszłość proroctwo...

Życie płynie łódką dni i nocy,
Nie powracać rzeką myśli wstecz,
Bo stan motylich skrzydeł nie w mocy,
Aby wygrać, nie grając w mecz;
Usta zatrzymały moment pobudki...

Dorodne owoce jednej wytrwałości,
W listach motywacja dość wysoka,
Nie złożono puzzli w tej miłości
I już ich nie złożą, rana dość głęboka,
Lecz najwyższy czas na nowy krok
W życie, korytarz wzdłuż radości...


CZAS NA RADOŚCI 2019-06-02

Codziennie otrząsanie piórek
Z mrocznych snów na jawie,
Więcej fal, trochę też górek
Do pokonania w tej zabawie.

A zabawa jest ziemska cała,
Tam, w niebiosach nie znam,
Do samego końca wytrzymała
Kursantka, egzamin zdam.

I zdała egzamin śpiewająco
Jak niejaki hejnał z wieży,
Troszkę serce biło drżąco,
Jest ok, słabo w siebie wierzy.

Teraz głowę w gorę podnosi,
W siebie należy wierzyć,
Na deszcz złota się nie zanosi,
Lecz warto z losem się mierzyć.

Mierzyć na miarki i cale małe,
Na zapisy, na okoliczności,
Już serce zabliźnia się oszalałe,
Koniec żałoby, czas na radości.


NAUKOWY LOT 2019-06-02

Chwilami lot na rakiecie,
Już protokoły wypisane,
Złość wezbrała w kobiecie,
Dopuszczające odnotowane.

Senność nad ranem
I pijane kroki za krokami,
Polewanie się szampanem,
Toast za piątkę z fanfarami.

Nawet ojciec taki szczęśliwy,
Kawa na stole i całus miły,
Nie parzyły więc pokrzywy,
Korytarz skończył się zawiły.

Chwilami lot na rakiecie,
Bez jokera z kart różnych,
Wielka duma w komplecie,
Koniec stresów podłużnych.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]