kwasna | e-blogi.pl
WIOSENNE SCHNIĘCIE UBRAŃ 2019-03-31

Pralka dała pokaz rytmiki,
Zawirowała i odwirowała,
Słońce grzeje bluzki i staniki,
Wiosna wiatrem owiała
Świeżym, sezonu to taniec,
Wirowania, wysychania
Ubrań, zimy spadł kaganiec -
Zbieram rzeczy do składania.

Sezon jest już rozpoczęty
Na rozwieszanie ubrań
Na powietrzu słonecznym
I pachnącym wiosną, kwiatem.


ZAWOŁAŁAM JA CIEBIE 2019-03-31

Zawołałam cię słowem szeptanym,
Wołałam przez tęsknotę i prawdę,
Nazwałam cię jednym i ukochanym,
Lecz czy zobaczę kiedyś jeszcze?

Marzenia rysowane serca kredką,
Wspólny spacer po molo w Sopocie
I za ręce, w pocałunkach, z teczką
Rysunków na ciąg dalszy, o kłopocie
Nie było mowy, pasja ta jest wspólna,
Lecz bez słów w smsach słanych
Pozostaje tylko wspomnienie o nas,
Pozostają świadkowie, cztery ściany
I znów rzeczywisty czyni się tu czas.

Zawołałam cię słowem wyznaniowym,
O miłości to wyznanie i o spotkaniu,
Lecz wtedy i dziś nie jesteś gotowym,
By rozpłynąć się w serca rozedrganiu.

Zatem sobie jestem w swej przestrzeni,
A ty jesteś w swojej, przepraszam,
Zbyt późna nadeszła godzina i się mieni
Już porankiem, południem, zapraszam
Ciebie od kilku lat na bycie razem...
A ty chcesz, a ty kochasz, a ty myślisz,
Widzę mgłę, jesteśmy dziwnym wyrazem
Pragnień o drugim człowieku, czy się ziścisz
W dotyku, w spojrzeniu i w rozmowie?
Obawiam się, że to są tylko obietnice
Rzucone na wiatr, znikną i te słowa...

Zawołałam cię słowem prostolinijnym,
Zakręciłeś się jak karuzela wesoła,
Pocałunkiem darzysz mnie mafijnym,
Tylko nie widzisz, gdy jestem goła.


TYLKO W SŁOWACH 2019-03-31

Wyciągnięty za pazuchę
Słowem pojednania,
Miłości dali sobie rzeżuchę,
Dzięki za wyznania.

To wiele dla niego znaczy
I chciałby do niej przybyć,
Lecz czas samotny się raczy,
A jakoś trzeba tu żyć.

Podróże finezyjne w marzeniu,
Achy i ochy jak ze szczytu,
Lecz chwila w odosobnieniu,
Słychać z serca dźwięk skowytu.

Podnieciła go dziewczyna,
Telefoniczne bara - bara,
Pusta jak dzban kraina,
W słowach tylko z nich para.


MILCZENIEM ODZIANE 2019-03-30

Milczeniem odziały się myśli i sny,
Jeden oddech w promieniu słońca,
Gdzieś w oddali, we wspomnieniu my,
Lecz świadomość wielka końca
Naszej historii, naszego niespełnienia,
Bo zamiast darzyć się miłością,
Szukamy pretekstu do zaćmienia
Księżyca i gwiazd, z wielką odległością
W tle i w naszych przestrzeniach
Chowamy serca jak ślimaki w skorupę,
Nie mając nic w kieszeniach
Umieliśmy być najbogatsi na świecie i zupę
Ugotować z samej wody i czułości...

Dziś jest inaczej, wieloletnia rozłąka
I obietnice słane w wiadomościach jak listy,
Nawet odepchnięta chciałam powrotu...
Dziś nie wiem, co czynić i co czuć, błąka
Moje serce się w milczeniu, wzrok szklisty
Na wspomnienia - miało być tak pięknie
I było przez chwilę, było też i namiętnie -
Chciało się żyć, wiosna i motyle jednością,
A dziś jedno patrzy na drugie ze złością
I nabiera wody w usta, tonie wraz z chwilą...

Milczeniem odziały się marzenia i tęsknoty,
Jeden oddech w promieniu słońca,
Kochać i kochaną być - ślad w iskrze prostoty,
Lecz wciąż świadomość, że do końca
Coraz bliżej, pokonani przez odległość,
Choć to tylko pretekst, by się więcej nie spotkać...
W rzeczywistości niesmaczna uległość
I zbyt płaskie leżenie u nóg osoby drugiej,
A tak serce chciało w tej miłości pozostać
I tonąć w niej bez ratunku... stop szybowej smudze,
A dziś pająki martwe, pajęczyny zostały
Niczym koronkowa serwetka po babci świętej pamięci,
W oku łezka po niespełnionej miłości się kręci...


CZTERDZIEŚCI GODZIN 2019-03-29

Minęło godzin czterdzieści
Jak jedna i krótka chwila,
Koperty, listy, w tle zawiłości,
To już noc ramiona rozchyla.

Samotność, strach i lęk,
Ołowiane już oczy i nos,
Będzie dobrze, ten dźwięk
Chcę słyszeć, swój to los.

Minęło godzin czterdzieści
Jak mrugnięcie jedno okiem,
Adresy, raporty i wieści,
A świat śmieje się w odwodzie.


CZŁECZE Z ODDALI 2019-03-29

Och, człecze z oddali,
Wierzba jak nadzieja,
Tam światło się pali,
Zmyło miasto, zawieja.

Ani śladu po dworcu
Ani po pocałunkach,
Ani śladu we wzorcu
Po miłości i trunkach.

To nie bycie złym
Stawia kropki nad i,
Każdy torem swym
Jedzie, krople krwi.

Och, człecze z oddali,
Na jawie to wzdychanie,
Tacy złością aż ospali,
Sen jeden jak miłowanie.

Ani śladu po tobie,
Milczenie i słowa dwa,
Nie była w ozdobie,
Pękła zimy już kra.

Bez miłości, samotnie
Upływa rzeka życia,
Jest ciężko, markotnie;
Skarpety do zszycia.


PIĄTKOWE SKANY 2019-03-29

Samotność w czterech ścianach,
Z pikseli utkane są stworzenia,
Trzeba czynić, co było w planach
I znaleźć ukojenie w marzeniach.

Kamień na duszy jak głaz,
Spojrzenie na park ukośne,
Otworzyłam soboty właz,
Chwile życia trudne, znośne.

Samotność wszechobecna, czas
Każe wspominać, byle do przodu,
Zaprzecza temu rodzący się las,
Nie wolno umierać już z głodu.

Złapać oddech w jego locie,
Rozpuścić lejce pięknym snom,
Wyprać i powiesić na płocie
Pranie jak niegdyś...

Samotność wysokie ma obroty,
Nie kochał żaden z panów,
Rozwiązują się myśli i tęsknoty,
Piątkowe trwają tu skany.

Och, księżyców migotanie
I gwiazdek już ledwo widocznych,
Czas na listów rozesłanie,
A wszystkie są w butelce...


OJCZE, TATO, TATUSIU 2019-03-29

Ojcze, tato, tatusiu,
Dziękuję za dziś dzień,
Za wspólną rozmowę,
Za blask i za cień,
Leki ci szkodzą złe,
Na oczach masz mgłę -
Wyjawiłeś mi prawdę.

Ojcze, tato, tatusiu,
Kocham cię mocno,
Choć już duża jestem,
To zawsze twą córką
I nieraz jak z chmurką
Bywa nam, to jestem
I kocham sercem swym.

Ojcze, tato, tatusiu,
W ogień skoczę za tobą
W razie W - to wiem,
Będzie trzeba, jestem,
Zdrowia życzę, snem
Otulam i życzliwością,
Obyś lepiej mi się poczuł.

Ojcze, tato, tatusiu,
Dziś lekarze są słabi,
Leczą swe kieszenie,
Obyś nie stracił wzroku,
Byś mógł żyć w pełni,
Całe dobro z serca ślę
I na słowach ci zanoszę.


PRĘDKOŚĆ I SPÓŹNIENIE 2019-03-29

Skrzyżowanie prędkości ze spóźnieniem,
Wielka afera skrystalizowała się z listą,
Wypisanie adresów zerowym rozluźnieniem,
Sam sobie człek barmanem i z mglistą
Aurą bardzo senną wychylał kawę duszkiem;
Spojrzenia petentów, Karolina ładne imię,
Mała pocieszność białym w paski ciuszkiem
I już korowód jak rzeka ludzi płynie:
Jeden lepszy od drugiego, trzeźwy i pijany,
Poczta złożona w koperty i do kuwety kota,
Nagle liść za oknem bez jesieni rozedrgany,
Taka stała się niewinna, taka mała psota.

I już gnuśnym wzrokiem foch puszczony
Jak kamienie na wodę zwane kaczkami,
Głos udzielany za darmo tu zasmucony,
A między ostatnimi z dnia godzinami
Rozlały się czekania i pytania oddalone;
Bezczynność, nie ma nauki właściwej,
Ale życzenie weekendu przyjemnego,
Nie wiem, ile szczerości, a ile fałszywej
Życzliwości w ludziach... nic nowego
Te rozważania i analiza uczuć ku przeszłości,
Strach zamiast motyli w brzuchu,
Trochę cukierków dla osłody, dla radości,
A w mleku stado ustało się kożuchów.

Skrzyżowanie prędkości ze spóźnieniem,
Głos oznajmujący o braku możliwości
Dojazdu do mety na wybraną godzinę,
Początek nigdy nie jest określony we wzór;
Samotność służy swym ramieniem,
A miłość nie istniała, nie była muślinem,
Kamienny śpiewa u padołu chór...
Rozłożone ramiona, świadomość samoistna,
Tylko na siebie liczyć można, to wiadomo,
Lecz jest wiosna, gdzie koniczyna czterolistna
Rośnie? Gdzieś za lasem, podobno, rzekomo;
Wszystko ujęte w zespół zdań i podpunkty.


DLA MOCY 2019-03-24

Rozpędzone skrzydła do wiedzy,
Na schodach napotkane stado,
Królowa zaprowadziła do miedzy,
Tam już sobie oni radę dadzą.

Na stojąco zamykały się oczy,
Lecz sukces mały i wyśniony,
Praca oddana, podpis broczy,
Przeszłość wzięła też w ramiony.

Strach też pod skórą pulsuje,
Lecz raz, a porządnie i z głowy,
Rozmową koleżeńską smakuje
Ten dzień, teraz budzą się sowy.

Ukradkiem gwiazdy spoglądają,
Zegar wybija bliżej do północy,
Nazajutrz teatry życia odegrają,
Ostatni wdech i wydech dla mocy.


BRAK PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI 2019-03-23

Nie ma co marzyć, znów kamienie,
Droga poskręcana jak serpentyna,
Ale przynajmniej szczere są cienie,
Smutek jak witraż ma dziewczyna.

Za mało ciepła, za poważna i taka,
To dlatego odrzuciłeś ją wtedy,
Zraniłeś, więc w skorupie ślimaka,
Odrębności wolisz używać kredy.

Nie ma co marzyć, znów kapanie,
Rozbiły się tęsknoty o ściany,
Był czas i przeminął czas na kochanie,
Dziś prawdy odbywają się skany.

Za mało otwarta, za bardzo chcąca,
Wszystko w niej było nie tak,
A dziś ona jak wierzba jest płacząca,
Prawdziwej miłości czuje brak.


ŚWIADOMOŚĆ 2019-03-23

Koniec, to tylko wspomnienie,
Na chwilę odżyła myśl miłości,
Że być może jej wskrzeszenie,
Lecz w labiryncie losu zawiłości.

Cóż? Trudno się mówi, cóż?
Nie ma miłości, to wspomnienie,
Opadły różowe płatki z róż -
Życie, rozdzieliły blaski i cienie.

Koniec, to tylko wspomnienie,
Na chwilę odżyła myśl tęsknoty,
Lecz nie otulisz już ramieniem,
Rozum krzyczy: odrzuć głupoty.


STARA MIŁOŚĆ 2019-03-23

Znów wywołuje ciebie do tablicy,
Pytanie z matematyki miłości,
Tyś dostał wianek tej dziewicy,
Dłonie jak warkocz, wiele radości.

A dziś wymiana sms ukradkiem,
Pierwsze pocałunki, tacy zakochani,
Wisła i Warta miłości świadkiem,
A dziś od siebie całkiem oderwani.

Była ci za poważna, ale piękna,
Łasiła się jak kotka, klej miała,
Była ci za odważna, ale namiętna
I jak osika pod dotykiem drżała...

Znów wywołuje ciebie do tablicy,
Matematyka miłości niewygodna,
Odchodzi smutna w stronę ulicy,
Niespełniona miłość teraz modna.


SENNOŚĆ I TĘSKNOTA 2019-03-23

Zapadł zmrok, rozlał się smołą,
Zasiedzenie wieczorową porą,
Nazajutrz przywitanie ze szkołą,
Senność jak kropla jest sporą.

Blaski, cienie, pół na pół w czas,
Klepsydra na stole, piasek złoty,
W sercu noszę wciąż tamtych nas,
Kochać, być kochanym - są ochoty.

Zapadł zmrok, rozlał się hebanem,
Wspomnienia wieczorową porą,
Ciasto śliwkowe i napój z dzbanem,
Tęsknota jak kropla jest sporą.


NASZA MIŁOSTKA 2019-03-23

W przeszłości tkwisz i ja też tkwię,
Pociąg donikąd stoi w szczerym polu,
Pamiętam, lecz widzę cię jak we mgle,
Nie było nas w Warszawie ani w Opolu.

Pomyłkowo wiadomość mą dostałeś,
Dziwne to wszystko, to przeznaczenie?
Czułym słowem w serce mnie dotykałeś,
A twój dotyk jak aksamit i jedwabie...

W przeszłości tkwisz i ja też tkwię,
Rozdzieleni pewnymi słowami i czynem,
Pamiętam, lecz daleko stąd i we śnie,
Pocałunek miłości, innego miasta synem.

Wysyłam ci sygnały z mego kosmosu,
A ściany wchłaniają tęsknotę i oddechy,
Nie ma cię tu, pośrodku tego chaosu,
Lecz pamiętam niewinność naszą i grzechy.


ZATRZYMANIE SZALONEGO CZYNU 2019-03-23

Pomysł szaleńca: nowe spodnie,
Lecz doba zbyt krótka, słońce śpi,
Latarnie świecą niczym pochodnie,
Można rozprostować już swe brwi.

Portfel cieszy się wysoką radością,
Nic nie ubyło z niego tym razem,
Jeden grosz z resztą jest całością,
Rozum cieszy się tym tu wyrazem.

Pomysł szaleńca: nowe spodnie,
Lecz doba zbyt krótka, słońce śpi,
Złotówki mienią się ze sobą godnie,
Nie ubyło ich, ani potu, ani krwi.


POCZĄTEK, ŚRODEK I KONIEC 2019-03-23

Przebudzona pianiem kogutów,
Pieśń o górach i oceanie;
Dziwny budynek, człek bez butów,
Sen w momencie, kiedy świtanie.

Serpentyny ociężałe, w nich czas,
Wszędzie kolejki, opóźnienia;
Gdzieś w oddali zaszeleścił las,
Świt miał dwie chwile zwątpienia.

Rozbijane młotkiem krzyku panele,
Ładne deski, lecz jedna krzywa;
Wypytano z A, z A na samym czele,
Twarz nijaka wzrokiem przeszywa.

To sztylety zimne jak lód na zimę,
Bez podpisu, lecz funkcyjnie;
Każdy zna podstawową przyczynę,
Słońce w podbródki gilgotało finezyjnie.

Nie doczytane paragrafy bez okularów,
A czas prędkością jest światła i rakiety;
Gdzieś, w krainie sztucznych czarów:
Dźwięk uczestnictwa, radość kobiety.

Łapana za język żaba, za koniuszek,
W szczęśliwości błotnych bulgotań;
W pamięci miłosny na szyi łańcuszek,
Lecz dziś kilka w samotni dygotań.

Spojrzenia ukośne spod kapelusza,
To wuj i ciocia - przypadkiem spotkanie;
To zielony wąż z dżungli wyrusza,
Lecz przed wrotami sezamu zatrzymanie.

Wyjaśnienia zebrane jak kwiaty z łąki,
Karteluszki w locie jak ptaki żelazne;
Osy, szarańcze, pszczoły i też bąki -
Wiosna otworzyła ramiona swe odważne.

Niebieskie punkciki dookoła widoczne,
Kilka fotografii dla pokoleń czwartych;
Radości były duże, lecz tylko poboczne,
Nie da się wymazać szlaków wytartych.

Ukołysana gwiazd migotaniem,
Pieśń o wsi, jeziorze i mieście;
Czekanie na coś już ziewaniem,
Najlepsze śliwki w dobrym cieście.



SPADZISTA SOBOTA I CHAOS 2019-03-23

Spadzistość dachu soboty,
Nieobecność w obecności,
Bieg do dalekiej Golgoty,
Chaos nabiera prędkości.

Kawa szybko połykana,
Dziennik dla praktyki,
Lecz opóźnienie z rana,
Chaosu są to nawyki.

Słońce ludzi na prażynki
Zmienia, aż osłabienie,
Udział czynny dziewczynki
W sprawie i na wezwanie.

Spadzistość dachu soboty,
Obecność w nieobecności,
Tysiąc rzeczy jest do roboty,
Chaos nagi w swej istotności.


PIĄTKOWA KROPELKA 2019-03-23

Piątkowa kropelka klei jedno,
A drugie się odkleja od pnia,
Wciąż to samo widzę sedno,
Aż mary dziwne były w snach.

Kodeks stronic ma dużo,
W miniaturce czytanie,
Czas czekania wydłużą?
Jeden grosz może zostanie.

Piątkowa kropelka klei jedno,
A drugie się odkleja od rdzenia,
Wciąż to samo widzę sedno,
Aż jak kamienne są westchnienia.

Pomyłka deklaracji wieści,
Nie ten adres, wyjaśnienie,
Nowe w telefonie powieści,
Ale telefon dobry, zaprzeczenie.

Piątkowa kropelka klei jedno,
A drugie się odkleja bez skazy,
Wciąż to samo widzę sedno,
Poczucie oszustwa w obrazy.

Nie pachnie wanilia, figle, żarty
Można zwrócić się o prawo,
Lecz brak czasu, łeb obdarty,
Nie chcę przesiąkać tą zabawą.

Piątkowa kropelka klei jedno,
A drugie się odkleja bez pardonu,
Wciąż to samo widzę sedno,
Wypadałoby skorzystać z paragonu.

Zastyganie posągów postanowienia,
Czas odchodzi, nie patrzy w tył,
Tu życie, tu rzeczywistość, tu Ziemia,
Wkrótce pozostanie z niej pył.

Piątkowa kropelka klei jedno,
A drugie się odkleja tak po prostu,
Wciąż to samo widzę sedno,
Czasem chce się skoczyć z mostu.

Sztuczna róża, wieczna róża,
Plastikowy zakwitł fioletem bez,
Niepowetowana strata jak kałuża,
Morze, ocean, lodowiec żywych łez.

Piątkowa kropelka klei jedno,
A drugie się odkleja od wartości,
Wciąż to samo widzę sedno,
Skucha odbyła się tu po całości.

Ból w głowie niesamowity wiruje,
To liść na wietrze w huraganie,
Każda rzecz szybko się zepsuje,
Wiersz pisany myślą na kolanie.


WIEK FUSZERKI 2019-03-23

Wulkan bólem pulsuje,
Wybuch jakby granatu,
Nowa torebka się psuje,
Trzy dni, koniec tematu.

Dwudziesty pierwszy
Wiek - jakość żadna,
Portfel nie szerszy,
Kasa za rzecz ładna.

I weź, bądź szczęśliwy
Człeku - wiek fuszerki,
Bardziej wstrzemięźliwy,
Rozum wraca do szoferki.

Wulkan kipi jak mleko,
Wybuch jakby miny,
Nowa torebka kaleką,
Radość padła dziewczyny.


PĘD RAKIETY I PRZYSTANEK 2019-03-21

Pędziła rakieta w przód,
Dziś przystanek na chwilę,
Światła to odbywa się chód,
Wiosna - pierwsze jej motyle.

Nektar boży wypity z kielicha,
Przyciemnienie połaci nieba,
Rzeczywistości pełna tu łycha,
Lecz nadal potrzeba jest chleba.

Pędziła rakieta w przód,
Dziś przystanek na sekundę,
Topnieje smutków i zimy lód,
Czas rozpocząć nową rundę.


POD WZGÓRZEM 2019-03-21

Pod wzgórzem rząd zdarzeń:
Kulka lodów truskawkowych,
Kosz uśmiechu, parę marzeń,
Koszula na obniżkach cenowych
I pogaduszki miłe bez liku,
Wiatr szalejący, słońce na patyku
I nowa nadzieja, nowy smutek,
Nowa warstwa i stara, kilka nutek,
Porozmawianie o zarobkach też,
Odwiedziny w aptece niedalekiej,
W przekroju dnia czerń i beż,
A za zakrętem wąs ryby kalekiej.

Pod wzgórzem rząd zdarzeń:
Niby fajnie, składanka zwarta,
Trochę smaku, trochę wrażeń
I brama dla listonosza otwarta,
A w oddali wczorajsza obietnica,
Wszczęcie postępowania w ciszy
I już nie wiadomo, czy to kotwica,
Tylko serce wołanie jedno słyszy
I uzbraja się w zapomnienie...
Niemożność stawienia się,
Aż głos koleżanki ma zasmucenie,
Kiedyś właściwego znajdzie cię.

Pod wzgórzem rząd zdarzeń:
Zbiór cennych stał się kodeksów,
Chwilowe zawirowanie wyrażeń
I spoglądanie oka spod kleksów;
Wszystko ładnie, wszystko cacy,
Nadrobienie zaległości w poezji,
Choć to bardziej kot na tacy
I jego hymn miauczenia, finezji;
Przeglądanie albumów chwilą,
Zapisy o znaczeniu wysokim,
Drzewa korony swe ziemi chylą,
A czas jest niebieskookim.

Pod wzgórzem rząd zdarzeń:
O dietach gdybanie, o grubasach,
Poniedziałek - czy bez obrażeń?
Nuta brzmiąca w szerokich basach
I pijany statek płynie w rejs...
Szkoda, iż nieobecność w klasach,
A to dawne klasy, dawne czasy,
Lecz nie stać na bilet na wczasy
I choć w nowych już obcasach,
To brak wiary pokonał dziecko;
Dziś przeliczanie koralików...
Świat mami wizją naszyjników.


KOCHANEK ŚLIMACZY 2019-03-19

Z oddali kochanek nieśmiały
Wystawia swoje pragnienia jak rogi,
Jakiś nijaki, także osowiały,
Milczenia rozbudowuje wysokie progi.

Zaczepiony gałęzią z mózgowia,
Nie wiedział, a wielki brat inny,
To dla sportu, to dla zdrowia,
Czynić czyn jak zawsze tu powinny.

Nie zaczepia go już dziewczyna,
Bo jakoś nie ma iskier w ognisku,
Buźki zgubione w pikseli lawinach,
Złudzenie dało im po pysku.

W oddali kochanek nieśmiały
Chowa się w skorupkę ślimaka,
Jakiś nijaki, także osowiały,
Na odległość taka ich to draka.


ODDAJ, CO NIE TWOJE 2019-03-19

Złe mary w braku odpowiedzi,
Lecz dziś aksamitna kołdra kryje,
Nie strącisz jej z dobrej miedzi,
Bez ciebie nie najgorzej się żyje.

Jesteś jaki jesteś i sobie bądź,
Możesz być bąkiem,  komarem,
Lecz oddaj, co nie twoje, siądź
Do komputera, honor z zegarem.

Złe mary w braku odpowiedzi,
Lecz dziś muślinowy płaszcz ogrzewa,
Wiem, że zemsta w tobie siedzi,
Lecz dziś jej serce wesoło śpiewa.

Jesteś jaki jesteś i sobie bądź,
Możesz być trzmielem, mrówką,
Lecz oddaj, co nie twoje, siądź
Do rozsądku, rusz swą główką.


PONIEDZIAŁEK, KTÓRY ROZPIEŚCIŁ MNIE 2019-03-19

Poniedziałek, ciężko wstać,
Lecz tym razem jest inaczej,
Warto było w nim trwać,
Rozpieścił mnie on raczej:

Poinformował słowem "tak",
Zaprosił na swoje pokolenie,
Pyszny obiadu dał smak,
Wyrzucił z duszy kamienie.

Wypatrzył torebkę magiczną
I buty na wiosnę prześliczne,
Z ceną znośną, strategiczną,
Radość wielka, radość sielska.

Ubrał w suknię z wiary w cud,
Nakarmił kawą i sernikiem,
Pozbawił smutnych smug
I narysował uśmiech rysikiem.

Przyprowadził brata do siostry
Z życzeniami spóźnionymi,
Uściskał, wyleczył ropne krosty,
Obdarował wodami pachnącymi.

Zaprowadził do miłych zakątków
W mieście, rzeźbę niewinności
Wskazał, dobra strona obrządków,
Mnóstwo oddał z siebie radości.

Poniedziałek, ciężko wstać,
Lecz tym razem rozpieszczanie,
Cudownie było w nim trwać,
Zostań na wtorkowe śniadanie.


KONIEC ŻAŁOBY 2019-03-18

Dziś westchnienia i wyjazdu propozycje
W siną dal zagraniczną, kwiaty leśne,
Lecz odmowa, lepsze polskie forsycje
I choć angielska łza, to kroki spieszne
Do przodu prowadzą, do farm prowadzą,
Na tych polach uprawiana jest nadzieja,
A w zanadrzu trzymane słowa się oddadzą
Jak kobieta ukochanemu, to zawieja
Szerokolistna niczym młoda koniczyna;
Zabłysnęły oczy blaskiem myśli skrytych,
Jeszcze trochę rdzy posiada sprężyna,
Ale możliwości jest trochę w przemytych
Warstwach kalenicy życiodajną deszczówką;
Być może nową stanie się życie kreskówką.

Dziś odgadywanie haseł, elektroniczny list,
Na podróż się zapowiada albo też nie,
W płucach życia słychać charczący ten świst
I też opuchlizna na nodze, trzyma we śnie
Swe lejce chwila i budzi się jak kwiat, trawa;
Z kukurydzy popcorn można sobie zrobić,
Taka też porada żartownisi, to jej zabawa,
A potem już twarz do słońca, by się ozdobić,
Z uśmiechem przecież jej bardzo do twarzy
I nagle sens w decyzji powstał, krótka doba
Na spełnienie licznych zwojów, też witraży -
Płoną zakochani świeżym rumieńcem w tle,
Przywołać przeznaczenie, ono się zdarzy:
Za chwilę koniec zimy, kończy się już żałoba.


SPACER W POGODZIE 2019-03-18

Spacerowali ludzie dookoła wód
Krystalicznych blaskiem słońca,
Z każdym krokiem większy głód,
Jeszcze parę metrów do końca,
A meta dumna w połyskiwaniu.

Za drzewem twarzy wspomnienie
I na trawie, i nawet na lichej łódce,
Niegdyś jasne gwiazd zaciemnienie
I pierwsze piwo, smak w wódce.

Przed hotelem przeszły dreszcze,
To gęsia skórka sprzed roku,
W bliskości kolejki padały deszcze
I miłość żywa we wspólnym kroku.

Na linach wyczyny chęci w myśli,
Lecz odwaga na diabelski młyn,
Serce wierzyło, że miłość się ziści,
Lecz matki i kota był to jeden syn.

Nauka nurkowania w zieleni wody,
To dzieciństwo się wnet odrodziło,
Za sprawą przyjaznej tu pogody
W sercu wspomnienie się odbyło.

To istotność wszystkich spacerów,
Zebrane w bukiet szemrania fal,
Liczność spragnionych kraterów,
Tu rozpoczął się niegdyś ten bal.

Spacerowali ludzie dookoła wód
Krystalicznych wiatru powiewem,
Spotkanie z sąsiadem i jego but
Nie do końca zwarty tym śpiewem,
A meta dumna w połyskiwaniu.


PRZY DRODZE 2019-03-17

Płaczące wierzby przy drodze
Witają się z ludnością miasta,
Prowiant niesiony, na jednej nodze
Stoi bocian, kawałek jeszcze ciasta.

Zdjęto czarne okulary z nosa,
Różowych nie założono wcale,
Już koniec oddawania z kłosa
Życia, to co dobre w karnawale.

Płaczące wierzby przy drodze
Witają się z ludnością dzielnicy,
Prowiant niesiony, stop trwodze
I zalążek uśmiechu w kotwicy.


ZARYS 2019-03-17

Zarysy widzę utkane z mgły,
Koronka niezrozumienia matki,
Do pionu zbudziły się sny,
A za oknem rosną bławatki.

Doniczki jak domy z brązu,
Trzy domy dla kaktusów,
Chleb w niedużym pieniądzu,
A od słońca złoto całusów.

Zarysy widzę górskie w dali,
Nieprędko spłyną wodospady,
Lecz wielcy w duszy, choć mali
Na ciele, do boju wysuń szpady.


ŁZA MILOWA 2019-03-17

Pełne torby milowych łez,
Tak dłużej być nie może,
Że za każdym razem bez,
Pomysł urodził się w dworze
Arystokracji robotniczej,
Koniec smutnych myśli,
Sedno w sprawie zasadniczej,
Teraz życie się tu ziści.

Małymi kreseczkami, szkic
Przyszłości jak ołówkiem,
Tym razem to już nie pic,
Choć schody coraz dłuższe,
Wzeszło słońce z księżycem,
Czcionkę dobrze wytłuszczę
I w czyn myśl tą schwycę -
Bukiet kolorowych balonów.

Pełne torby milowych łez,
Tak dłużej być nie może,
Kochany ojcze, mowy dżez,
Aż warto spróbować...
Czas wstać z kolan i iść,
Przestać wciąż tak żałować,
Rozlane mleko i też liść -
Zbyt dorosła, by wierzbą być.


DWA WESOŁE PALUSZKI 2019-03-16

Dwa paluszki sprawne,
Wesoła mina na twarzy,
Dwa akumulatorki wprawne,
A za chwilę już na plaży.

Dwa paluszki sprawne,
Śmiechu co nie miara,
Dwie baterie też prawne,
Na okularach już para.

Dwa paluszki sprawne,
Odpowiedź na pytanie,
Tato, to jest zabawne,
Dwa paluszki na śniadanie.


PRZYNAJMNIEJ PRÓBOWAŁAM 2019-03-16

Głębia w jaskini jak wstrząśnienie,
Dziś wiem, co kiedyś nie wiedziałam,
Lecz wtedy również jedno brzmienie,
Na kolanie myśl kamienną spisałam.

Jeden głaz przy drodze nieruchomy,
A nader zimny z wielkiej samotności,
Dziś fakt jeden i drugi jak postawiony
Przed sądem losu najwyższym...

Tąpnąć nogą teraz już nie wystarczy,
Mleko zostało rozlane w kałużę,
Wiek coraz wyższy, wkrótce starczy,
Zrażały kolce w cudownej róży...

A dziś czas sędziuje niemiłosiernie,
Uchyla tajemnicy rąbka, daje wiarę,
Po czym odwraca się na pięcie wiernie
I już wielokrotność nicości w parę...

Głębia w jaskini jak pijane skamlenie,
Dziś wiem, co kiedyś nie wiedziałam,
W torbie niosę z szarości kamienie -
Nie uda się - przynajmniej próbowałam.


DECYZJA ADMINISTRACYJNA 2019-03-16

Decyzja wydana w trybie prędkim,
Powiedziano słowem cielistym "a",
Już szykują wiadra, szykują wędki,
To ciemno-jasna odbywa się gra.

Decyzja wydana w części swojej,
Dodano jeden do trzech,
Już zapisały się wiedzy zwoje,
Zabłysnął jak złotówka śmiech.

Decyzja wydana w trybie pilnym,
Zamachano chorągwią śliczną,
Już w ruchu dużym i mobilnym,
Parasolka jedna jest magiczną.

Decyzja wydana i odwołanie jej,
Zakreślono czerwienią ważność,
Już meldują się w dziupli swej
Ptaki z administracji, równowaga.


MAŁY QUIZ 2019-03-16

Od quizu wszystko się zaczęło,
Bulgotanie w żołądku na głos,
Przeciąganie liny się poczęło,
A złotówka jedna to nie włos.

Waniliowe powietrze z rafinerii,
Zaproszenie wysłane z oddali,
Rzęsa trochę w swej kokieterii,
To ślub błyskawiczny na Bali.

Tylko gdzie jest ten narzeczony?
Od sześciu gwiezdnych lat
Niewidziany w dotyku, złożony
Jak tapczan, naginanie dat.

Od quizu wszystko się zaczęło,
Malediwy, Francja, Hiszpania,
Miłość i nie miłość, nic spoczęło
Na barkach czasu, niezła bania.


SPOTKANIE ODWOŁANE 2019-03-15

Spotkanie na kawę odwołane,
Strach albo chęć nieskazitelności,
Wolne godziny do życia powołane,
Trudno - inną drogą do radości.

Spotkanie na herbatę odwołane,
Decyzja po analizach w oceanie,
Kredką szczerości pokolorowane
Chwile, co na niedzielę w planie.

Spotkanie na rozmowę odwołane,
Taka decyzja rozsądku w czasie,
Motywy odwołania dobrze rozumiane,
On kocha tylko jedną, swoją Basię.

Spotkanie na poznanie odwołane,
To przeznaczenia jest scenariusz,
Jego myśli w miłości są odwzorowane,
Jeden tylko taki na świecie Dariusz.


CZTERDZIEŚCI GROSZY 2019-03-15

Czterdzieści groszy uzbierane
Niczym brylanty i bursztyny,
W uśmiechu odchylam firanę,
Za chwilę jagody będą i maliny.

Czterdzieści groszy uzbierane
Do koszyka uplecionego z dnia,
Nadzieje w zieleń połechtane,
To miłość w tle, a do niej mgła.

Czterdzieści groszy uzbierane
Niczym muszelki z piasku plaży,
Chwile do albumu powkładane
I jedno, co nieustannie się marzy.


WIOSNA I PÓŁWIEJSKA 2019-03-15

Idzie wiosna, bociany wracają,
Czas na nowe buty, niedziurawe,
Idzie wiosna, bociany się witają,
Czas rozpocząć spacerów zabawę.

Pierwsze marsze przez Półwiejską,
Witam się z manekinami zza szyby,
Wdycham aurę jedną wielkomiejską
I namyślam się, że ożywią się ryby.

Idzie wiosna, bociany przylatują,
Czas na nowe buty, wymarzone,
Idzie wiosna, bociany tu kołują,
Czas mieć serce z sercem scalone.


MARSZ PO DECYZYJNOŚĆ PRAKTYCZNĄ 2019-03-15

Gromadą w połaciach szły nogi,
Szły do bram w sercu miasta,
Przestąpienie do chat w progi
I już rozmowa żywa, i basta...

Teraz decyzyjność do prezesa,
Czekanie około tygodniowe,
Sposób na życie już w ekscesach,
Mowa niewerbalna i oczy matowe.

Gromadą w połaciach szły ręce,
Szły do bram w sercu miasta,
Machały też, a machały zawzięcie
I karty na stół, z nadziei pasta...


SZANSA NA ZIELONE 2019-03-15

Dzięcioł stuka w głowę, to już ból,
Rozsypały się ziarenka deszczowe
Wokół miast i wsi, wokół łąk i pól,
Koniec zajęcia - sprawozdanie gotowe.

Na dobranoc czekoladowe nektary,
Do snów wyciągane ramiona długie,
A w śnie kwieciste światy i też dolary,
O poranku deszcz spływa po swojemu.

Na nic fale rozbijają skały obcemu,
To leci biały pył z niebios czarnych,
Dookoła bal trwa, a wiatr lichemu
Człowiekowi w oczy, trochę marnych.

Jedna prawda, tysiąc dwa pokłony,
Zawirowania istnienia w labiryncie,
Taki żal jeden, że chore były wrony,
A dziś stygmaty otwarte w sprincie.

Dzięcioł stuka w głowę, to już ból,
Mijają sekundy rozbestwione, czas,
Dookoła sieją się kwiaty, w nich mól
I szansa na zielony bardzo znów las.


MIŁOŚĆ ZZA LASU 2019-03-15

Tyś za lasem, tyś za rzeką,
Ślesz swe pragnienia gorące,
Macham dłonią, też powieką
I oglądam na niebie słońce.

Znów mnie miziasz dłonią
Po udzie, po szyi i pośladku,
Lecz niewidzialną jabłonią
Jesteś i ja jestem w kwiatku.

Mówisz o czerwcu tego roku,
A minione miesiące ślesz
W uścisku, pocałunki w toku,
Lecz nic nie czuję, to wiesz.

Tyś za górą, tyś za jeziorem,
Ślesz swe pragnienia łaknące
Mego ciała, dotyku jęzora,
A ja widzę samotne tu zające.

Mamisz czułym tylko słówkiem,
Całujesz, wino lejesz, posiadasz,
Lecz to szkic pisany jest ołówkiem
I nic, mną już dawno nie władasz.

Pieścisz mnie w wyobraźni wciąż,
Nie widząc mojej chwili na serio;
Drinka siorbię jak ciszy miąższ
I oddaję się innym już preriom.

Tyś za morzem, tyś za łąką, polem,
Ślesz marzenia jak wata cukrowa,
Choć wiesz, że na żywo widzieć wolę
Ciebie, odległość duża i kolorowa.


KRAINA ABSURDÓW 2019-03-14

Z domu dziecka wyszła podopieczna,
Mieszkanie jak błyszczące marzenie,
Pomyślała, że to doczesność bajeczna,
Lecz większe fekaliów jest stężenie...

Pospolity Jan, emeryt z wnętrza kraju
Żył szczęśliwy, w Toruniu jego zguba,
Bo Zus pomyślał, iż na śmierci haju
Jest pan Jan, dla emerytury śruba.

Senatorowie kościoła w ławkach dobra,
Jako dziecko myślałam, że to wzór,
A dziś rozliczenia złego dotyku...
To anielski pogłaśnia się wciąż chór.

Kradzież paliwa to nie przestępstwo,
Tablice rejestracyjne na śrubach,
Innym przypadkiem dobra zastępstwo
I wrobienie w kradzież, i wielka zguba.

Kładki dla pieszych niczym diamenty,
Lecz jak tam wejść bez schodków?
Słychać śmiech, nawet łkanie, lamenty,
W grobach przewrócone ciała przodków.

Przypadków takich mnożna jest spora,
Lecz taki klimat, taka to kraina,
Że nakarmią najedzonego, a głodomora
Odrzucą jak śmieć, absurdów lawina.


ZAUŁEK CZWARTKOWY 2019-03-14

W zaułku czwartkowym na stronie
Dokument urzędowy mieni się cały,
Spojrzenie przez ramię, dwie dłonie,
A na górze dokumentów prywatnych
Podania i życiorysy coraz pełniejsze;
Zbyt ciasny sweter, a w szkarłatnych
Pląsaniach kropel, słowy fajniejsze
Od czynów, kolacja przy świecach,
Lecz nie umiem wczuć się w rolę mgły;
Mówisz, że wyobraźnia cię podnieca,
Lecz na żywo inne śnią się nam sny.

W zaułku czwartkowym na stronie
Świadkowie patrzą na ręce zbrudzone,
Oględziny wazonu z myślą, płonie
Jeszcze trochę pochodnia, strudzone
Serce nie chce miziania w przestrzeni;
Dookoła fakty domniemane, inne,
Tam taniec kankana trwa, odmieni
Przypadek się być może, palce zwinne
I możliwość przygarnięcia praktykanta,
Dziś jednak cisza, do ankiety cynk,
Jakaś to zaprawa, wstępny to tynk.

W zaułku czwartkowym na stronie
Na organach rzeczywistości msza,
Pulsują w milczeniu wielkie skronie,
A za oknem płot i deszczu wsza;
Głębokość filigranowa w filiżance,
Kawy smak i ajerkoniak w iskrze;
Czas wyskakać marzenie na skakance
Niczym dziecko, a w tornistrze
Niesiona wiedza, a jakby to kamienie
I spoglądanie na czas, i na łąkę dni,
A w splocie zamierzeń nadzieja żywa.


KOLEJNE WAGONIKI POCIĄGU 2019-03-14

Kolejne wagoniki doczepione,
Brat w spóźnieniu się okazał,
Dowody w postępowaniu dostarczone,
A strumień za oknem wskazał
Drogę właściwą na scenie teatru
I już błądzenia gumką zmazane,
Gdzieś w dali rozpostarte wiatru
Ramiona jak skrzydła nakrapiane;

Kolejne wagoniki doczepione,
Uśmiech na koniec dnia miły,
Dowody różne są złożone,
A labirynt wciąż jest zawiły
I zaspanym spojrzeniem czas
W locie jak ptak, poleciał,
Pozostał w miejscu głosu las,
A ślad po łzie z szyby zleciał;

Kolejne wagoniki doczepione,
Resztka ze stołu jak świąteczna,
Nadzieje w sercu rozanielone
Na przyszłość, a chwila bezpieczna,
Lecz tylko pozornie, usta ciche,
Oczy błyszczą jak gwiazdy w niebie,
Lecz w oddali stajenki stoją liche
I wciąż nie widzę całego ciebie.


MARY POURODZINOWE 2019-03-14

Mary ułożyły się kantem we śnie,
Zarysowały szkic niezgodności,
Braterskie słowa nie pojawiły się,
Grudy w strukturze szarej całości.

Złapać oddech pomiędzy kroplami,
Odbudować energii zapasy w tle,
Obudzić się między ciszą a ścianami
I zatańczyć w motywację przez mgłę.

Mary ułożyły się kantem we śnie,
Zarysowały obrazek wczorajszy,
Siostrzane słowa nie pojawiły się,
Moment nowego dnia wspanialszy.


DOWODOWOŚĆ W KSZTAŁCIE BLASKU 2019-03-14

Z konta błyszczącego poniedziałkiem
Wypłynęło dwadzieścia groszy za fatygę,
To jakby wiosny świeżym rozdziałkiem,
Przekrojono chwili nożem jedną ostrygę.

Ale jaka radość to była, jak u dziecka,
Wzleciały ptaki, zatrzepotała kiecka
Na wietrze szczęśliwości, nowa kreska,
Dłuższa, całkowicie kreska niebieska.

Dowody zbierane w dalszej tu części,
Liczba trzynaście szczęśliwa w kolorze,
Otwarcie dłoni i serca, brak już pięści
I cała chwila namalowana we wzorze.


ZAPROSZENIA I OBIETNICE 2019-03-14

Zaproszenia wciśnięte na wieczorek,
Jakieś przemyślenia, imprezy czas,
Gdzieś pod skórą całkiem potworek,
A za oknem pijany śpiewa las...

Ty jesteś tam daleko, poganiasz czas,
Mam zdać wszystkie egzaminy wnet,
Obiecujesz znów, że połączysz nas,
Lecz czy czerwcowy zaśpiewa nam flet?

Już nie wierzę w księżyce błyszczące
Niczym diamenty, twe słowa są matowe,
Niegdyś jak dwie pochodnie płonące,
Dziś serce me w skorupie ma odnowę...

Zaproszenia wciśnięte na wieczorek,
Odpowiedź jest nieznana, oczekiwanie,
Gdzieś w sercu tęczowy jest kolorek -
Po latach z towarzystwem to spotkanie.


PODANIE GOTOWE 2019-03-14

Spacer przebudzenia niewyraźnego,
Podanie uszykowane do podania,
Na drodze punkt mijania bladego,
Czy rytuał będzie trwał odmawiania?

Ciurkiem spłynęła rzeka potliwości,
Dwadzieścia pięć groszy - cała cena,
Oddech pod kapturem dla radości,
Czy zapełni się odmową scena?

Spacer przebudzenia świątecznego,
Podanie podpisane do oddania,
Na drodze punkt mijania bajecznego,
Czy rytuał będzie łaskaw dla trwania?


URODZINOWE WZGÓRZE 2019-03-14

Słońce świeciło nad urodzinowym wzgórzem,
"Sto lat" odśpiewano niczym hejnał uroczysty,
Życzenia popłynęły rzeką, one niczym róże
I wspólny czas z rodziną jak ruch zamaszysty.

Torcik piękny, torcik smaczny i serniczek,
Kawka za kawką, miłe rytmy starszyzny,
Mleka pełen w spiżarni ze szkła słoiczek,
Przez jeden dzień zniknęły wszystkie blizny.

Słońce świeciło nad urodzinowym wzgórzem,
Fotografie rodzinne, fotografie te wesołe,
Życzenia dla dorosłości głosy dały w chórze
I stała się formalność dla wieku z mozołem.


MŁOT, PRZESTRZEŃ I KASK 2019-03-13

Uderzono młotem kar finansowych,
O dupie rozmawia Ferdynand Kiepski,
Nie ma tu słońc już całkiem gotowych,
Bo arsenał władzy w jednym tylko łebski;

Skafander założony lewym wzornictwem,
Dowody zaczęto zbierać po kawałeczku,
Nie ma to wszystko związku ze spawalnictwem,
A brygada poczęstowana po cukiereczku;

Zaniosły się burze nad światem tutejszym,
Zapłakały się wierzby płaczące przy drodze,
Chciałoby się być człowiekiem fajniejszym,
Lecz bez litości świat, ustać trudno na nodze;

Dodano trochę musztardy poniedziałkowej,
Zamieszano wielką łyżką, dodano miodu,
Zjedzono resztki zupy wybitnie ogórkowej
I ruszono jak ślimak po ścieżce z lodu;

Zamknięto bramy uśmiechu dużym trzaskiem,
Rozbiły się filiżanki z porcelany niewinności,
Lepiej nie ryzykować i iść już tylko z kaskiem,
Rozmącono bruzdy starszyzny dla młodości;

I teraz już wybija godzina dla snów sporych,
A głębokość przepaści jeszcze tu śmielsza,
Odrzucić wszelkie groźby, odrzucić te spory
I mknąć przed siebie w przestrzeń, co bielsza...


OBOLAŁOŚĆ I KONIECZNOŚĆ 2019-03-13

Obolałe serce w słoiku,
Trzynaście już na karcie,
Marzenie na patyku
I upadek już na starcie.

Ale trzeba się podnieść
Z bagien wciągających,
Ale trzeba się zanieść
Do chwil uzupełniających.

Obolałe myśli w kopercie,
Trzynaście już na tablicy,
Tu Poznań, tam Zawiercie,
Bordowe krople z krwawicy.

Ale trzeba się zregenerować
Jak liście przez fotosyntezę,
Odrzucić mdłości i sprostować
Linię krzywą przez protezę.


ZNÓW STARSZA 2019-03-13

Już o rok starsza znów,
Czas nie staje wcale,
Odsłania tylko swój nów
I otwiera dalsze bale.

Kolejne to urodziny,
O cyfrę znów przybyło,
Nie ma dla dziewczyny
Prezentu ten los cały...

Już o rok starsza znów,
Trzy i cztery - jej wiek,
Jeszcze nie dół, ale rów,
Idzie jak żółw ten człek.


SEKWENCJA TRZY I CZTERY 2019-03-13

Warstwa hebanowa także na końcówkach,
Uśmiech ubierany był na twarz właściwą,
Lecz zarządzono pogoń po złotówkach
I już bratać się przyszło z wieżą krzywą;

Otwarto oczy ostrzem brutalnych dzwonów,
To ciekawość po drugiej stronie wielka,
Kolejne "nie" jak echo powtarzane, do zgonów
Droga prowadzi wyboista, bez listu butelka;

Na nic zaznajomienie sprzed roku twarzy,
Wciąż bez chleba, wciąż bez wody do picia,
W głowie wirują wizje jak na karuzeli, po plaży
Spacery to już opcje nieosiągalne dla życia;

Lecz może cyfra trzy dodana do czwórki
Pokaże nowe drogi, nowe życie i świat nowy...
Nocna godzina w zegarze, liczne górki,
A nazajutrz za witryną sklepu nieme figurki;

Lecz może dalszy skrawek życia w świetle,
Zgarniam kurz z półki w dłonie i całus jeden,
Może wyrówna się linia falista pod deklem
I nastanie świat, czyli raj, czyli Eden...


SPRAWIEDLIWOŚĆ 2019-03-13

Szczekają gardziele wysokie,
Żądają zapłaty za narodziny,
Chóry jak koguty szerokie,
Zdziwienie wielkie dla rodziny...

Zabolały te wysokie tony,
Zabolały i właściciela chwilą,
To wulkan wybuchł, dzwony
Na śmierć zawołały moment...

Nie powinno się wcale tak dziać,
Jedni umierają, drudzy żyją,
Nie powinno się z tego śmiać,
Lecz wilki do księżyca wyją...

Szczekają gardziele niewyparzone,
Głową w mur walenie dzień w dzień,
Ciało biedne jak ślimak skulone,
Dla jednych blask, dla drugich cień.


EKSTAZA 2019-03-12

Niemalże ekstaza w miłości z pióra,
Kratka kwadratem, pieczątka czerwieni,
Aż dęba stają włosy, jeży się i skóra,
I wizja dla certyfikatu wiosną się mieni...

Wyjść z labiryntu, wyjść z jego cieni
Już, natychmiast, utrata horyzontu,
Witając skarabeuszy, znak grzebieni
I wezwanie na spacer do dyskontu...

Niemalże ekstaza w miłości z decyzji,
Elementy jak u pierwotniaka w biologii,
Tak wiele dróg, pokłonów i też scysji,
Aż pióro zapisuje rozdział w trylogii...


BRAK KAMIZELKI 2019-03-12

Brak kamizelki dla hipopotama,
Zwykły margines zaspania w tle,
Ani cząstki, ani pyłku czy grama,
Wszystko przerysowane we mgle...

Odżywka dla odżywienia płytki,
Falują fale na wietrze, to oceany,
Liczne stado, stukaniem szybki
Mały człowiek w mundurku z różą...

Namiastka mobilna jest podróżą,
Ubogość w zarysie zwiedzania,
Kliknięcia w postulat władzy służą,
A potem już ulga dla oddychania...

Sporo miejsca dookoła w chwili,
Torba nie pękła z wodospadem,
Potrącić chcieli, żyć dalej pozwolili
Władcy chodników i asfaltów...

Brak kamizelki i kurtki dla słonia,
Zwykły margines w splocie zimy,
Ale to nic, rozkosz w jabłoniach -
Jak ptaki na wiosnę powrócimy...


BRAK OPIEKUNA 2019-03-12

Nie znaleziono w labiryncie korytarzy
Opiekuna dla kobiety z origami,
Dla otarcia łez kilogram bandaży
I już padają deszcze, tną śniegami...

Z ukosa jest to biczowanie życia,
Zdążyła się przyzwyczaić do nich
Kobieta z origami, droga do przebycia
Bagnem i krainą tych też złych...

Nie znaleziono w labiryncie korytarzy
Opiekuna dla kobiety z origami,
Ciąg dalszy trwa zabójczych wiraży
I już zastygają posągi za ścianami...

Ściany są raz przejrzyste, raz matowe,
Dalszy ciąg matematyczny losu,
Godziny odchodzą do lamusa, a te nowe
Rodzą się jak dzieci dla 500 plus...

Nie znaleziono w labiryncie korytarzy
Opiekuna dla kobiety z origami,
Jednak pełna kultura dla owych witraży
W oknach sumienia, bilans ustami...

Zakryły się ciała peleryną odżywienia,
Padają deszcze, polakierowane włosy,
Chwila głośna ślepca, karku zesztywnienia,
A w podsumowaniu chórem są głosy...

Nie znaleziono w labiryncie korytarzy
Opiekuna dla kobiety z origami,
Brak pojęcia bladego, co jutro się zdarzy
Na tablicy wywoławczej numerów...

Wybrani odchrząkną śliny z gardzieli,
Feniks w liczbie mnogiej w popiele,
Kochankowie jak wiklinowi w pościeli,
A zupa dla Gargamela przez niedzielę...


W ZAKAMARKU DUSZY 2019-03-12

Gdzieś, w zakamarku duszy
Kryją się tajemnice zmierzwione
Jak włosy, jak cień jabłka i gruszy;
Paleta barw: od białego i róże
Do dzwonów hebanowych w ton...
Zainteresowaniem tu podróże,
A na zakręcie dla kaczek tron...

Gdzieś, w zakamarku duszy
Skrywają się rejestry sum i różnic
Niczym zestawienie księgowe;
Po wielkiej powodzi iskra suszy
Rozpoczyna pożary lasów i łąk...
Marzenia jak tęcze kolorowe
Wciąż rodzą się, umierają i rodzą.

Gdzieś, w zakamarku duszy
Falą biją oceny o skały dni i nocy,
A sowy rozpościerają skrzydła;
Zanim dalszy los w drogę ruszy,
Zamilkną usta poety cherlawego -
Malutka to mysz, kropelka mocy
Niczym kropelka kleju dla porcelany...


ZDERZENIE CZOŁOWE 2019-03-12

Zderzenie z rzeczywistością
Pocałunkiem z przeszłości,
Przez chwilę małą radością
Dotyk stalówki o papier...

Powroty są trudne bardzo,
A rzeczywistość głęboka,
Wyżsi niższymi wciąż gardzą,
Popłynęła rzeka szeroka...

Zderzenie z rzeczywistością
Pod kątem padania śniegów,
Przez chwilę małą miłością
Do postoju i do biegów...


PRZEKARTKOWAŁAM... 2019-03-12

Przekartkowałam internet po stronie
Niczym album ze zdjęciami lub notes,
Nadal nic, nadal rozkładam dłonie
I zakładam konta z nadzieją na punkt...

Nagle piorun trzasnął w marzeń drzewo,
Zapłakały fontanny z oczodołów,
Spojrzałam hebanową wizją w lewo
I spadłam pod stół, wprost do padołów...

Znalazłam zagubioną ścierkę w dzielnicy,
Podnieść czy nie podnosić tej złotówki?
Właściwie wybór jest żaden w szubienicy,
Mieć a nie mieć, blask jedynie stalówki...

Przekartkowałam internet po stronie,
Zobaczyłam zastępstwo w medycynie,
Lecz nadal nic, życie wciąż nie płonie,
Czas bezlitosny jak rzeka tu płynie...


TO NIE HEBANOWOŚĆ, A SKRZYPIENIE 2019-03-11

Hebanowe chwile nie nadeszły,
Zasady w elementach rozprawy,
Zza słońca chmury wnet wzeszły
I kapiąc, zaczęły swoje zabawy.

Zakasano długie jak węże rękawy,
Zanotowano kilka stron z protokołu,
Świat płynął jak rzeka i niemrawy
Stał u leniwych stóp białego padołu.

Rozmyte kałuże niczym plamy,
Wskrzeszenie umarłego smsem,
Lecz tego, co stracone, nie zyskamy,
Można do woli mówić z biesem.

Hebanowe chwile nie nadeszły,
Określenia wzięte w nawiasy,
Godziny wczorajsze już przeszły
I znów skrzypią czasu zawiasy.


TY TAM, A JA TU - SZÓSTY WIEK 2019-03-10

Filuternie spoglądają chmury w duszę,
Szyba nas dzieli, wyznacza swój świat,
Dałabym ci jabłko, dałabym gruszę,
Lecz nadal w zastygnięciu życia kwiat.

Ty tam od wieków sześciu prawie,
A ja tu, w krainie swoich zmartwień,
Nie umiem już  beztroską w zabawie
Być i śnić, na co dzień tyle smutku.

Filuternie spoglądają chmury w serce,
Odległość nas dzieli, wyznacza drogę,
Chciałabym pokochać jeszcze goręcej,
Lecz na razie trudno podnieść nogę.

Ty tam od wieków sześciu prawie,
A ja tu, w krainie swoich pogubień,
Nie umiem już beztroską w zabawie
Być i śnić, na co dzień tyle pogrubień.


MIŁOŚĆ NOCY DZIESIĄTEJ 2019-03-10

Kochałeś ją tej nocy mocno,
Kochałeś językiem, dotykiem
I pocałunkiem, iskrą owocną,
Rozmowa jest narkotykiem...

Bo to seks był wirtualny
Pomiędzy dwiema słuchawkami,
Spotkaniem normalny,
Czerwiec będzie kochał się z wami?

Kochałeś ją tej nocy głęboko,
Kochałeś pocałunkiem, klapsem
I obietnicą na życie, szeroko
Splotły się ciała, poranek kapslem
Od butelki z pełną samotnością.


BARDZO ŻYĆ 2019-03-09

Zdeformowany aplauz szczęścia,
A błony rzeczywistości jak łaty,
W duszy szklanka emocji i objęcia,
Czekanie na powrót mamy i taty.

Cygańskie dłonie wskazują czas,
Zawezwany kochanek przeszłości,
Rozbujał się we wspomnieniu las,
Odrobina sobotniej tu radości.

Cztery kawy - czy to jest dużo?
O rozprawach rozprawienia pióra,
Z deszczu i z łzy świat kałużą,
Ciepło od marzeń, ciepła skóra.

Pranie schnie jak na rozkazy,
Szybko uciekają dni, to czołowe
Z losem, dziś cieszą się wyrazy,
Serce z ciałem nocą tą gotowe.

Będzie się działo, serce kochało
I znów kochać, kochanym być,
Świecie, nic przecież się nie stało,
Nadal chce się bardzo żyć.


W GARNCU 2019-03-09

Raz słońce, a raz deszcz
W sercu i w pogodzie,
Raz miłość, a raz dreszcz,
Jestem na głodzie...

Głębiny snów cudowne,
Nie chciało się budzić,
Tęsknoty wielce wymowne,
Nie chcę więcej się łudzić...

Raz słońce, a raz deszcz
W głowie i w pogodzie,
Raz zdrowie, a raz kleszcz,
Jazda po lodzie...


DZISIEJSZA MIZERIA 2019-03-08

Przebudzenie mizerią zapytania,
Telefonów kilka wykonanych,
Na Dzień Kobiet sztuka kochania
I szereg planów zadbanych,
Przejście chodnikiem do przodu,
Jakiś pan zapytał o drogę bliską,
A od wnętrza, a od stołu spodu
Odkryto warstwę czasu jak lód śliską,
Zamrugały rzęsami ptaki szarawe,
Zaśpiewało słońce liche o chmurze,
Prawo i lewo, kroki trochę niemrawe,
To niewyspanie dało znaki w dziurze,
Chodnik przyjął ścieżkę do marketu,
Tam panowie uprawiali szał swych ciał,
Tulipanów bukiety, dźwięk też fletu,
A wiatr niczym zły wicher pędem wiał.

Przebudzenie mizerią zapytania,
Zerwały się ptaki ze snów z krzykiem,
Kąt ostry kropli deszczu padania
I ziewanie stało się dojrzałym nawykiem,
Zatańczyły konieczności poszukiwań,
Zaćma na kartce papieru, kreseczki,
Trochę śladu z lekarskich wstrzykiwań
I pędzące w locie myśli jak ptaszeczki;
Miłość na sercu zaczęła topnieć z lodu,
Nadal droga kamieniem wybrukowana,
Lecz nadzieja wskrzeszana od płodów,
Dziś kobieta przez byłych jest kochana
I uśmiecha się pod nosem do siebie;
A to już noc nadchodzi, zabiera święto,
Może jeszcze będzie żywić się chlebem
I przetrwa, przejdzie drogę tę krętą.

Przebudzenie mizerią zapytania,
Ponad dwa kilogramy dla tragarza,
Od nowa układanka jest układana,
Czas na zmianę mokrego bandaża,
Mokrego od łez, mokrego od krwi;
Wiem, to bolesne czynią się znamiona,
Lecz trzeba żyć, jak kreski jej brwi
I już warkocze splecione niczym dłonie;
Samotne, ale szczęśliwe jej ramiona,
Nagle w doświadczenie ubrały się słonie -
Może jeszcze nie wszystko stracone
I uśmiechem spoglądają wysokie księżyce,
Dziś w locie chwile zostały uchwycone,
Lasso puszczone, roztańczone smycze,
Serce z duszą żyją, są dość zadowolone;
Trzeba wierzyć w przyszłość jeszcze miłą.


DZIEŃ KOBIET TO TAKI DZIEŃ 2019-03-08

Dzień Kobiet to taki dzień,
Kiedy panowie mkną z kwiatami,
Wtedy odchodzi zły cień,
Kiedy panowie otulają całusami.

Dzień Kobiet to taki dzień,
Kiedy panowie ślą życzenia,
Wtedy odżywa suchy pień,
Kiedy panowie dają ramienia.

Dzień Kobiet to taki dzień,
Kiedy Panowie są bardziej mili,
Wtedy słoneczna jest sień,
Kiedy panowie radość sprawili.

Dzień Kobiet to takie święto,
Kiedy panowie kochają panie,
Wtedy sukienka nie jest wymiętą,
Kiedy panowie zrobią śniadanie.

Dzień Kobiet to taki dzień,
Kiedy panowie się uśmiechają,
Wtedy jest miło i przyjemnie,
Kiedy panowie panie kochają.


POWRÓT ZZA ŚWIATÓW 2019-03-08

Jest, wróciła zza światów,
Mały promyczek słońca,
Już dosyć chłost i batów,
Czas dla zimy już końca.

Może to będzie strzał
Prosto w tarczę właściwą,
Wiatr teraz tu ustał,
Wyprostuje się krzywą
Może wieżę dla Fiony,
Lecą, cieszą się wrony.

Może to będzie sedno
Sprawy tej poważnej,
Może serce ożyje jedno
I pieśni nuty odważnej
Zawirują jak koloru pyły,
Wstrzymać budowę mogiły.

Jest, wróciła zza światów,
Mały języczek pragnienia,
Koniec analizy i tematów
Niewzruszenia kamienia.


CHWILA, CHWILECZKA 2019-03-08

Chwilka, chwileczka,
Kreska nocy dla oka,
Ni miś, ni to laleczka,
Łza jak kałuża szeroka.

Plany, myśli, chwile,
Czas najtrudniejszy,
Z wiosny tylko motyle,
Czas to najcenniejszy.

Jednak prawda miła,
Lecz też jak labirynt,
Droga kręta i zawiła,
Lecz lśni ten diament.

Tylko szlifu potrzeba,
A będzie lśnił wdzięczny,
Tylko kawałka chleba,
A hejnał tak dźwięczny.

Chwila, chwileczka,
Szminka nocy dla ust,
To nie jest zabaweczka,
Dusza, nie tylko biust.


TAK TRZEBA 2019-03-08

Kolejne dzwony w eter puszczane,
Nie wiem - odezwał się głos męski,
Dalsze wersy na papier tu zapisane,
Nie trzepotały już damskie rzęski.

Cisza, próba dotarcia do mety,
Lecz nieczułość wibracji słuchawki,
Widocznie w pokoju brak kobiety,
Dusza doznała choroby drgawki.

Ale jutro też jest dzień, od nowa,
Składanie warstw, nadzieja jedna,
Niczym lekarstwo są te słowa,
Koniec, musi wstać istota biedna.

Kolejne dzwony w eter puszczane,
Jeszcze obolałe wnętrza jaskini,
Lecz trzeba łapać losy te związane
I zapomnieć, o tym, który się ślini.

Noc podkreśla oczu podkrążenie,
Dywagacja o bytach bezsensowna,
Przeszłość znów kładzie tu cienie,
Lecz niemożność cofania wymowna.

Zatem trzeba wybaczyć pragnienie,
Bo wtedy miłość też nie przyszła,
Teraz rzuca w siebie ciężkie kamienie
Jednak musi żyć dalej, łza wyschła.

Kolejne dzwony w eter puszczane,
Jeszcze ból i nadziei ciężko wstać,
Włosy jeszcze mocno potargane,
Lecz trzeba żyć, trzeba iść i trwać.


POTĘGA SKAŁ 2019-03-08

Ogromne skały, czaszka rozbita,
Zbieram kawałki porcelany...
Nikt o traumy nikogo nie pyta,
Ocena zawsze z góry dla falbany...

Taki żywot, takie kliknięcie,
Gotują się zupy w kotle czasu,
Bram porządne zatrzaśnięcie,
Dookoła koncert z hałasu...

Ogromne skały, czaszka żywa,
Sklejona zostaje porcelana...
Dotąd wieża wysoka i krzywa,
Doczesność jak puzzel składana.


PING PONG W WARIATKOWIE 2019-03-08

Ściany grały w ping ponga żalem,
Wicher znad morza tu porywający,
Jeszcze czapka i otulenie szalem,
Taki tu klimat jest szarżujący...

Zapomnieć te łzawe pejzaże,
Starszy wiek nadchodzi krokami,
W oknach kamienne witraże,
Dziewczyna stoi między ścianami.

Chciałoby się rzec, że się uda,
Że jest jeszcze dobroć gdzieś,
Chciałoby się rzec, że to cuda,
Lecz miasto niemalże jak wieś.

Ściany grały w ping ponga bólem
I samotnością rozlaną jak kałuża,
Jedynie dwie istoty stały i czule
Wspierały empatią, rzecz to duża.


NIE MA WYJŚCIA 2019-03-08

Nie ma z sytuacji wyjścia,
Trzeba zanurkować głęboko,
Los jest jak krwiopijca,
Aż płacze smutkiem oko.

Nie ma z sytuacji wyjścia,
Nic więcej nie da się zrobić,
Los szykuje się do przyjścia,
Może wiosna da radę ozdobić
Serce posmutniałe i głowę,
Może dla duszy da odnowę.

Nie ma z sytuacji wyjścia,
Cud nie stanie się ni razu,
Los jest jak wilczy wyjca,
Bazgrze błotem jak pędzlem
I dla okrucieństwa wyrazu
Bawi się uczuciem jak frędzlem.

Nie ma z sytuacji wyjścia,
Trzeba biec wgłąb do lasu,
Strach o przyszłość nieznaną,
Coraz mniej zostało czasu...


ZABÓJCZY CZWARTEK 2019-03-07

Czwartek otwiera swoje fontanny,
Mocne i głębokie w strumieniu,
Kwiat umiera, moment naganny,
Śmierć czyha w zaciemnieniu...

Czwartek otwiera jaskinie końca,
Chmury na niebie jak pierzyna,
Dookoła bestie, brak też słońca,
Umiera w samotności dziewczyna.

Czwartek otwiera swą znieczulicę,
Zabija oddechem rozpaczy,
Wyrzuca na bruk, wyrzuca na ulicę,
Nie wypłaca też kołaczy...

Czwartek otwiera epokę samobójców,
Nie ma litości, niech skaczą -
Mówi nieczuły w bogactwie szpikulców,
Niech toną, niech gorzko płaczą.

Czwartek otwiera bramy cierpienia,
Zdychaj człecze, jak pleców nie masz,
Nie podam ci swego ramienia,
Przecież jestem obietnicą jak ściema.

Czwartek otwiera bramy piekielne,
Od zera to możesz paść na podłoże,
Upadniesz, musisz wstać bez pomocy;
Ja jestem jeleniem i mam poroże.

Czwartek otwiera dobitne spojrzenia,
Byłeś samotny, będziesz samotny
Człowieku naiwny, wepchnę do cienia,
Umrzesz sam, umrzesz markotny.

Czwartek otwiera wielki żal do chwili,
Wiosna nadejdzie, wiosna przejdzie,
A pisklę zdechnie, to nic, że kwili,
Słońce jak heban mocno wzejdzie.


ZWYCZAJNOŚĆ OSOBISTA 2019-03-07

Zwyczajność osobista, suche łzy,
Nadzieja dalej żyje, nie ma wyjścia,
Nowe rodzą się chwile, nowe sny,
Czas następnego dnia  przyjścia
Zbliża się nieuchronnie w locie,
Spoglądając wstecz, widać doły
I wzniesienia, życie w myśli splocie,
A na dnie oceanu kropla smoły...

Zwyczajność osobista, winy wina,
Budzenie się jednej myśli, iż minie
Całe życie, wyschnie bagna ślina
I będzie dobrze, mąka w młynie,
A dziś byty są jak kosmate chaosu,
Trochę czosnku, pieprzu, pomidora,
Następnie smak goryczy do sosu
I już puchną płuca, na leki pora.

Zwyczajność osobista, zła wcielenie,
Padają deszcze i świecą się słońca,
Ludzkość coraz dalej od zbawienia,
Pierwotne instynkty, droga do końca,
Ale nie naprawi się już porcelany,
Śpiewają hymny chóry rzeczywiste
I morzem życia płynie statek pijany,
A wraz z nim idą fale z burz oczywiste.

Zwyczajność osobista, dwa słowa,
Wszystko jest już elektroniczne,
Życie zbyt krótkie, dziwi się sowa,
Naiwności na drzewie są magiczne,
Lecz to czasy były jak szczęście,
Dziś taca na miedziane krążki w tle,
Umniejsza człeka blade pojęcie,
Można zgubić się w gęstej tej mgle.

Zwyczajność osobista, słowa nieme,
A usta pulsują brunatne jak korale;
Trudno kochać tę twardą ziemię,
Lecz serce żyje, pulsuje nad bale,
Tama znów wstrzymuje powodzie,
Dalszy ciąg zapytań i staranności,
Płynie czas, płyną losu łodzie -
Tak do końca, do złotej radości.

Zwyczajność osobista, miesiąc nowy,
Wiara w ludzi, nie deptać jej proszę,
Czas zbudować most przyjaźni, dobra,
W deszczu przydadzą się kalosze;
Małe istoty w pierwiastki się zmieniają,
Nadzieja na odwrócenie karteczek,
Niech ludzie do ludzi się już uśmiechają,
Bo koniec w ramionach gwiazdeczek.


ZDEZELOWANE OBLICZE TERAŹNIEJSZE 2019-03-07

Zdezelowane oblicze teraźniejsze,
Szkoda, że kolejny raz trucizna,
Kiedyś czasy były jakby fajniejsze,
A dziś poci się nad sobą ojczyzna.

Mur między bladością a rumiankiem,
To miasto poza miastem i mgiełka,
Patrzę: wilki maszerują krużgankiem,
Słabo zamiata doczesna miotełka.

Styropianowe prawdy, białe ptaki,
Czerwień pomiędzy krzewami jak rzeka,
Liście spadają, siwieją złote suwaki,
Nie pytam o jutro - za zakrętem czeka.

Zdezelowane oblicze teraźniejsze,
Nowy kopniak w cztery litery,
Kiedyś czasy jakby zabawniejsze,
A dziś głupota i dzikie maniery.


ALARM ZNÓW FAŁSZYWY - ZAPOMNIEĆ 2019-03-06

Alarm znów fałszywy, niewypał,
Bardzo zależało, nadzieja duża,
Lecz znawczyni prawa - przypał,
Z łez powstała ogromna kałuża.

Teraz trzeba zapomnieć czas,
Wymazać gumką szkic ołówka,
Że wszystko wiedzą, lecz nas
Nie znają, głupia ta kreskówka.

Alarm znów fałszywy, choroba,
Bardzo zależało, nadzieja duża,
Lecz serce budzi się, żałoba
Jak koniec płaczu, schnie kałuża.




KANAPKA 2019-03-05

Na kanapce kawior poniedziałku,
Wodospady ze szczytów krogulca,
Duża zaspa w księgi całym ciałku,
Natrafienie na dzikość szpikulca.

Było, minęło, koniec przygody,
Do archiwum zostanie odesłany,
Było, minęło, czas na jagody,
Sens życia jak puzzle składany.

Na kanapce kawior wtorkowy,
Wulkany wybuchają zielenią snów,
Paliwo zatankowane, ptak odrzutowy
I już głowy się podnoszą ze słów.


SŁOWA MOJE UKOCHANE 2019-03-05

Jak dobrze, że mam te słowa wierne
Bardziej niż pies i całe stado zwierząt,
One są jak balsam, a czyny niebierne,
Jedynie w nie można sercem wierzyć,
Jednak tylko słowom zwyczajnym,
Tym, które nie składają obietnic...
Jak dobrze, że mam słowa w fajnym
Zbiorze warstewek obliczanych nikle.

Tutaj zwyczajnie, bez masek, wybitnie
Być może, ale też niekoniecznie,
Tutaj bez presji, bez ściem, aksamitnie
Tulą one duszę do snów kojących...
Bo za życia pełno spalin, bólu głowy
I chaosu, nad którym dziwią się gwiazdy...
Jak dobrze, że mam te jedne słowy,
Które jak pies są wierne podczas jazdy.

Jak dobrze, że mam te słowa ukochane
Bardziej od poziomu czy pionu w postawie,
Te słowa jak chustka łzy ocierają, falbanę
Tworzą z wyobraźni, leczą choroby złe,
Magiczną mają moc, choć nie w zabawie
Słane do świata i do każdego autora;
Jak dobrze, że mam słowa w ich kolorach -
Użyłam balsamu, najwspanialsza to pora.


JAK POLSKA... 2019-03-05

Zgroza stała się łzą i popłynęła swym śladem,
Będą ją namawiać, by uśmiechnęła się do świata,
Lecz za każdym razem, gdy to czyni, gradem
Pada prosto w okno i rozbija wnętrze na kawałki...

Zdezorientowana w dalszej drodze, sobie strzałki
Narysowała, idzie według ich wykazów, a głazów
Dookoła coraz więcej, nawet wilk lepszą istotą,
Zamknęły się powieki, nie mogąc znieść obrazów
Rzeczywistości, manekiny sztuczność kreują,
Całe jestestwo bezsensownie mknie ku śmierci...

Nadzieja nie umarła, ale matką jest głupców,
Przecież tak mówią, przecież tak śpiewają,
Jedno miłe "dzień dobry" po sąsiedzku daje moc,
Reszta to nicość, reszta jest jak cegła, jak kloc;
Szkoda, że dobre serca nie wierzą w siebie
I pod lasem, który coraz mniejszy, umierają...

Rozpacz stała się smołą i beczki całe zapełniła,
Będą ją namawiać, by jak mucha utonęła,
Lecz przecież zdrowie ważniejsze, o nie walczyła,
A teraz płaci za to cenę; jak Polska nie zginęła...


KAMIENIOBICIE 2019-03-05

Rzucane kamienie na miasto woskowe,
Nie ma słońca bez silikonu, usta glonojada,
Wraz z młodością umarły kwiaty kolorowe,
W kąciku ust obszerna buduje się zajada.

I niby nadchodzi wiosna, niby życie się toczy,
Lecz co to jest za czas, że życie dla wybranych?
Łza z oczu i krew jak struga z serca broczy
I co to jest za czas, że życie nie dla złamanych?

Tylko wybrani żyć mogą, zakładać rodziny,
Tylko wybranych stać na luksus uśmiechu,
Tylko wybrani mogą mieć radosne miny
I tylko wybranych nie rozliczą z grzechów...

Rzucane kamienie na miasto metalowe,
Nie ma chmur bez silikonu, oczy sztuczne,
Wraz z przeszłością umarły myśli kolorowe,
Serce przeżywa burze jak petarda huczne.


ZNÓW SIĘ ZABAWIONO 2019-03-05

Do poczty jedno wprowadzenie:
Przychodzenie i odchodzenie,
A nadzieja moją matką...
Rozczarowanie w sercu łatką.

Znowu to samo, znów zależało
Zbyt mocno, zbyt porządnie,
Znowu nic nie wyszło, zabolało
W środku, życie mnie wchłania.

Do regałów jedno wprowadzenie:
Przychodzenie i odchodzenie,
A kamienie moimi ojcami...
Ocean się tworzy łez falami.

Znowu to samo, znów zależało
Zbyt mocno, zbyt usilnie,
Znowu nic nie wyszło, rozpadało
Deszczem w jednej kancelarii.

Do dziennika i książki nadawczej
Jedno wprowadzenie w pędzie,
Na nic chęć i uśmiech, wywoławczej
Szansy na chleb jednak nie będzie.

Znów to samo, znów zależało
Zbyt mocno, zbyt w swej okazałości,
Znowu nic nie wyszło, zapłakało
Serce nad zbutwieniem prawnym.


NIE PADŁY MAGICZNE SŁOWA 2019-03-05

Nie padły magiczne słowa,
Żadne słowa z ust nie padły,
Smuci się serce, smuci głowa,
A chęci do życia zbladły.

Nie ma nadal dokumentu,
Nijakość życiowa okrutna,
Tak wiele zrobiło się zamętu,
A pokuta w chwili smutna.

Nie padły magiczne słowa,
Żadne słowa z ust nie padły,
Na nic bycie w gotowości,
Nadzieje z zieleni wyblakły.


WICHURY KŁAMLIWE 2019-03-05

Wichury trwają, znikąd powstając,
Hula zwiastun burzliwy na stronie,
Królowie życia z biedą sobie igrając,
Zniechęcenie do życia tu płonie.

Na nic rozłożone serca i dłonie,
Na nic starania w codzienności,
Pulsują od nikczemności skronie,
Wciąż naigrywają się tubylcy...

Wichury trwają, znikąd powstając,
Hula zwiastun niezdecydowania,
Królowie życia z biedą sobie igrając,
Dość kości ludziom łamania.


KONIEC PRZEDSTAWIENIA 2019-03-05

Opadła kurtyna, koniec przedstawienia,
Noc nadchodzi w ołowianych butach,
Spotkania są zabawne, mówi się: do widzenia,
Smutki jak sweter zrobiony na drutach.

Lecz miła chwila, miła nawet pogawędka,
Może za tysięcznym razem się uda...
Na dziś dzień nic nie złapała starań wędka,
Kromka sucha jak pustynia, chuda.

Opadła kurtyna, koniec przedstawienia,
Noc nadchodzi i okrywa twarz w cieniach,
Sąsiad podał wywozów nowe ustalenia,
Kamienie w duszy, błękit w strumieniach.


POTRZEBNY EFEKT MOTYLA 2019-03-05

Efekt motyla by się tu przydał,
Urodziłabym się od nowa...
Za drugim razem by się wydał
Człek za brak głupoty, naiwności...

Za dużo sobie tu wyobraziłam,
Komputerowa edycja dokumentów,
Spacer miły po mieście odbyłam,
Lecz znów wysoka liczba zakrętów...

Pogawędki, rozmówki, ble ble...
Czas upływa, latka lecą - tak mówią,
Wciąż bez chleba, jest źle...
Czy jutro chleba także nam odmówią?

Efekt motyla by się tu przydał,
Urodziłabym się od nowa...
Za drugim razem by się wydał
Człek za bycie dorosłym już w dzieciństwie...


BŁYSK OCZU I PO BŁYSKU 2019-03-04

Błyszczały oczy jak diamenty,
Zepchnięto człeka ze szczytu,
Znów słychać w duszy lamenty,
Nie ma mocnych ani sprytu...

Spotkanie było z radcą prawa,
Zaproponowano też herbatkę,
Lecz nadal nic, dla nich zabawa,
A bezrobotny ma swą klatkę...

Błyszczały oczy jak brylanty,
Na nic uśmiech i koszula biała,
To uciekają w popłochu bażanty,
Dusza jak łza znów zawirowała...

Kolejny test, test dwugodzinny,
Przeszłość ciąży jak krzyż Jezusa,
Kopnięcie w brzuch - fakt nagminny,
Jak długo jeszcze? Na Zeusa...


KROPELKI Z NIEBA 2019-03-03

Kropelki z nieba jak łzy z oczu
Płyną sobie niczym rzeka,
Chwila przystanęła na zboczu
I odchodząc na coś czeka...

Kropelki z nieba jak łzy z rosy
Płyną sobie niczym strumienie,
W oddali jakiś człowiek bosy
Stoi i idzie w dalekie przestrzenie...

Kropelki z nieba jak łzy z potu
Płyną sobie niczym woda z rynny,
Chwila doszła do zielonego płotu
I odchodząc widzi - sklep nieczynny...

Kropelki z nieba jak łzy z krwi
Płyną sobie niczym polne strugi,
Samotność w tle marszczy brwi,
Czas rozliczyć przeszłości długi...


ŻYCIE TO BAJKA 2019-03-02

Nowości z fabryki w mieście przez most,
Jakaś nazwa, jakaś ochrona i Egipcjanie,
Na twarzy przedwiosennych oddział krost,
A na ukończeniu czasu smsów wysyłanie.

Miłość idylliczna zakwita bujaniem słów,
Taka wielka to miłość, aż Big Brother,
Gwiazdy zatapiają się w smole po tułów,
Tętni lawa, otwiera się czerwony krater.

Wodospady wzbierają na sile, zapytania,
To koleżanka ciekawa w splocie soboty,
Samotność lepsza od nijakiego kochania,
Wszystko zrobione, nie ma nic do roboty.

Głębokość oceaniczna i korale z żywicy,
Wspominki minionego życia, reinkarnacja,
Zamknięte powieki znikomej dziewicy,
Czasem już nie pomaga ze śledzi fiksacja.

Jakieś prawdy i kłamstwa jakieś, takowe,
Przewrócona kartka z kalendarza na następną,
Marzenia jeszcze gdzieś przemkną kolorowe,
Noc kończąca się nie mogła być namiętną.

Czas wypuścić dorosłego chwili motyla,
On musi frunąć nad pola i nad archiwa,
Westchnienie swą miłość tu rozchyla,
Życie - bajka dla każdego możliwa.


BRAK RETRO MIŁOŚCI 2019-03-02

Skrawek jak wyspa w jej pamięci,
Przebudziłeś ją ze snu, poszedłeś,
Nie jesteście obydwoje jak święci,
Gdzie jesteś, jak daleko odszedłeś?

Chciałeś z nią dzielić świat pikseli,
Lecz brakuje retro pocałunków...
Zamiast łączyć, e-spotkanie dzieli,
To brakuje retro dotknięć, trunków...

Skrawek jak zaułek ulicy w pamięci,
Tylko spoko buziak jej posłałeś,
Obietnicą jesteś wieczną, nią nęcisz,
Lecz daleko od niej pozostałeś...

Chciałeś z nią wszystkiego, też być,
Lecz brakuje retro rozmów...
Zamiast spełniać, wolisz tylko śnić
I marzyć... liczyć wielkość pozwów...

Skrawek jak gwiazda ukryta w pamięci,
Znów cisza rozpościera swe ramiona,
Tak życie przez ostatnie lata się kręci,
To karuzela miłych słów, sama ona...

Chciałeś z nią całego życia, nawet dzieci,
Lecz brakuje retro stosunków...
To serce jak ptak szybuje, wysoko leci,
To brakuje retro meldunków...


RZECZYWISTOŚĆ SOBOTY 2019-03-02

Ogarnąć rzeczywistość z rana tak trudno,
Śniadanie i nie śniadanie, ale kawa,
Dookoła trzeba zatańczyć, bo też brudno,
Taka to w wolną sobotę odbywa się zabawa.

Wspomnienie z wczoraj felernego człeka,
Co aparatu fotograficznego nie oddaje,
Aż drży serce, aż drży liść i jej powieka,
Trudno przewidzieć, co na drodze wystaje.

Ogarnąć rzeczywistość w południe tak trudno,
Kawa i obiad za chwilę, jeszcze zakupy,
Dookoła trzeba zatańczyć, bo też brudno,
Takie to w wolną sobotę odbywają się wygłupy.


SMSOWY ZWIĄZEK 2019-03-02

Ogarniałeś ją znów smsem
Miłym, cudnym, czułym,
Lecz byłeś niczym floresem,
A nie mężczyzną rzeczywistym...

Z rana była ci znów smsem
Przepraszającym za niemoc,
Lecz nie jesteś już z kretesem,
A ona musi dalej żyć na co dzień...

Ogarniałeś ją znów smsem
Niegrzecznym, seksualnym,
Lecz byłeś niczym notesem
Na jedną noc do zapisania...

Dawniej tuliła cię rzeczywiście,
Dziś tylko smsy są wysyłane,
Miłość ubiera się tu mgliście
I odchodzi w zapominanie...


JEDNAK ZNÓW MILCZENIE 2019-03-01

Jednak milczenie w eterze,
Jak pieśń magiczna mówi,
Że to jednak nic przy sterze,
Nikt nie chce mieć żółwi...

Wracam zatem na swoje tory,
Po kolei, krok za krokiem,
Człek wiecznie jest tu chory,
Życie jest niczym smokiem.

Jednak milczenie w eterze,
Czekanie trwa, czekanie trwa,
Jednak zwyczajność przy sterze,
Za oknem słońce śpi, mgła.

Ale to nic, takie życie, taki los,
"Trudno" się mówi i dalej idzie,
To nie nowość, że kolejny cios,
Normalnie, w starej tu biedzie.


RATUNEK PASAŻERKI 2019-03-01

Kierowca mknął autobusem,
Niczym z kartofli jechał workiem,
Pani chora głową jak globusem
Uderzyła w pasażerkę, korkiem
Stało się zahamowanie nagle,
Amortyzacja biustem jak balony,
Dobrze, że tam stała, po diable
Inaczej byłoby, mózg rozwalony
O ostre kanty biletomatu dumnego,
Kierowca nie powinien tak jechać,
Pani chora przepraszała na całego,
Wysiadła, ruszył autobus z kopyta...


BOMBY I NOWA NADZIEJA 2019-03-01

Znów spadały bomby z życia,
Spadały wprost w kałuże...
Serce nie ma już nic do ukrycia,
Marzenie coraz większe, duże.

Odezwałeś się do dziewczyny
Z dalekich krain, ona jak flak,
Nie miała siły na wesołe miny,
Ale to przez chleba wielki brak.

Chciałeś całusa od dziewczyny
W daleką krainę, ona jak flak,
Nie miała siły na robienie maliny,
Ale to przez spotkania ten brak.

Znów spadały bomby z życia,
Spadały wprost w kałuże...
Prezent matczyny z ukrycia,
Nadzieje też urosły, są duże.


WIECZORNA POCZTA 2019-03-01

Otworzyłam pocztę dziś z wieczora,
Odpowiedź jedna mnie zaskoczyła,
Choć hebanowa za oknem to pora,
Pani radca prawny serce otworzyła
I z szacunkiem godnym człowieka
Ofertę swoją na tacy mi wyłożyła...

Dla normalnego ludu, nic wielkiego,
Lecz dla mnie to odpowiedź cudna,
Bo na co dzień z ognia spopielałego
Mnożą się myśli o śmierci, ułudna
Być może znów to nadzieja w chwili,
Być może znów się rozczaruję,
Lecz serce iskierką z szacunku kwili
I może praktykę życia wyczaruję...

Muszę teraz przystanąć, wyciszyć,
Gdyby się udało, otwarta brama
Do szczęścia, kadr na zawsze w kliszy,
Zmyłaby się z serca wielka plama;
Aż skrzydeł bym dostała białych
I pofrunęła niczym ptak wysoko;
Należałabym do prawie doskonałych,
Przestałoby płakać deszczem oko...

Zamknęłam pocztę dziś z wieczora,
Poczekam na dystyngowaną godzinę
I choć hebanowa za oknem pora,
Wesołą teraz mam na twarzy minę;
Oby się udało, marzę wciąż skrycie
O pracy marzeń na całe życie...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]