kwasna | e-blogi.pl
KONIEC BICIA I SZARPANIA 2018-10-29

Wszyscy dookoła niczym sępy
Nadlatują i dziobią padlinę,
Szczury w wyścigu mają postępy,
Odrzuciłeś tę dziewczynę.

Bo jest zbyt grzeczna i miła,
Choć jej droga cała z kamienia,
Bo jest sobą, bo jest zawiła,
Nie chcesz dojść do porozumienia.

Skoczyłaby do Warty z mostu,
Lecz rzeka to zbyt zamieszkała,
Pełno trupów tam po prostu,
Więc na powierzchni ziemi została.

I będzie żyć wszystkim na złość,
Nie będzie słuchać podpowiedzi,
I będzie żyć, nie da się, bicia dość,
Szepty milkną "przyjaznej" gawiedzi.


WIESZ... 2018-10-29

Jak owoc dojrzewa złość
Taka we mnie na ciebie,
Że już naprawdę dość
Mam twoich żali, siebie
Nie dam ci goręcej,
Bo żałować będziesz,
Iż zrobi się nas więcej...

I ta twa pogarda w oczach,
Tyś wykształcony, z pracą,
To patrzysz jak król z góry,
Śledzisz mnie na zboczach,
Choć serca błąd ci tłumaczą,
Nadal traktujesz jak szczury.

I z brakiem szacunku,
Z wyrazem nikczemności
Widzę ciebie wyniosłego,
"Miś o małym rozumku" -
Twierdzisz i w złości
Oddajesz mi na całego.

Powstają siniaki brunatne,
Oczy puchną od liczby łez,
A ty nadal jesteś jak święty;
Na twoje czyny się nie natnę
Więcej już, żyłam i żyję bez
Ciebie wciąż właściwie...

Nigdy liczyć nie mogłam
Na ciebie ani na pocieszenie,
Ani na wsparcie, ani na ramię;
Lecz zawsze się przemogłam,
By się spotkać, broni zawieszenie,
Choć w sercu wielkie znamię...

Znamię to z cierpienia powstało,
A dziś jestem tą złą, nie dałam
Dupy tym razem ci, wielkie ale
I wrogością obopólną zawiało,
Nie wygrałam, nie przegrałam,
Rozstanie w kłótni i w szale.

Wiadomością elektroniczną
Rozmowa dalsza, kota wolisz,
A ja jak zabawka w rękach;
Nie było nic chwilą magiczną,
Ty tylko o sobie bazgrolisz,
Aż z niemocy opada szczęka.

I dziecko dla ciebie to śmieć,
Myślisz tylko o wygodach,
Jak ptaszek wolnym być chcesz;
Słów zatem mi już brak, leć
Zatem wysoko, o jagodach
Tylko myśl, nie uda się, wiesz.


STAŁO SIĘ NIEUNIKNIONE 2018-10-28

I stało się nieuniknione,
Zabiłeś ją przezwiskiem,
Jej myśli są zabronione,
Jesteś wielkim nazwiskiem
Według siebie samego,
Rogalami częstujesz,
A potem uderzasz na całego,
Nikczemnością smakujesz.

I nagle staje się tą złą,
Tą, która zabija nikczemnie,
Osnułeś się pretensji mgłą,
Bo skończyło się "przyjemnie",
I już nagle jest oszustką,
I już jej nie przytulasz, zimny,
Łzy wielkie otarte chustką,
A przecież ty taki niewinny.

I stało się nieuniknione,
Jeden procent szansy,
Serce złamane, czerwone,
Już dalej na planszy,
Dalej, jak najdalej od siebie,
Sztywne powieki i ciała,
Nie będzie nas w niebie,
Raz drugi miłość się nie udała.


PORANEK OBLECZONY 2018-10-28

Poranek obleczony pościelą z chmur,
Tak blisko kapania są jej oczy,
Chciałeś wysoko zabrać ją do gór,
A ona spadła w przepaść, krew broczy.

Marzenia amortyzują ten upadek,
Serce, choć rozbite jak porcelana,
Wstaje całe zielone, świat jak świadek,
A miłość, a nie miłość wnet uzbierana.

Całość niewiedzy uzbierana w dzban,
Niczym kryształowe krople w oceanie,
Los ma zawsze swój własny plan
I nie pyta, co chcemy na śniadanie.

Poranek obleczony pościelą z chmur,
Tak blisko marmurów jej dłonie,
Chciałeś w ciszy, a zabrzmiał chór,
A ona jak pochodnia na Olimpie płonie.



TWARZE Z KSIĄŻKI 2018-10-27

Twarze z książki wystają,
Piękne uśmiechy, minki,
Lecz w oddali pozostają
I lecą prędko godzinki.

Jedna zawarczała jak pies,
Brzydka taka i krzywa,
A ja mam na sobie dres,
A na obiad są warzywa.

Twarze z książki wystają,
Wszystkie jak malowane,
Lecz w oddali pozostają
I przyjaźnie naciągane.

Jedna ciekawska zbyt,
Starsza, nieznajoma,
W oczach ma spryt,
Zawartość elektroniczna.


ZGUBNE WICHRY 2018-10-23

Zgubne wichry, zgubne kapanie,
Za oknem niemoc czarna cała
I sen już blisko, rzeki zawracanie,
Rama serca w rdzy zadrżała,
A zielone dywany jak ścieżki
Do sukcesu i osiągnięcia siły,
Nowe na ścianach zawieszki,
A ty po staremu, cały zawiły
Dla mnie i dla siebie, obietnica
Dana setna albo tysięczna,
Za rogiem umarła cicho dziewica,
Przebita włócznią mosiężną.

I nowe wichry zgubne, bramy
Blade od łez i wysiłku, rdza
Na ostatnim drzewie, szramy
Miłości w kolorycie, a to mgła
Już nad polem z poranków,
Krzyczą koguty prawdy mocne,
A wśród książęcych krużganków
Wiją się żmije, ślady te owocne;
A na półksiężycach rzeczywistości
Wyrastają drzewa ze starych ropni;
I płaczą ściany w samotności,
Rękawy nie wystarczą, tacy okropni.

Zgubne wichry, zgubne kapanie,
Naoliwione myśli smalcem zła,
Pokuta kamienna, tylko branie
Jest w pejzażach, teatr tu gra
Swoje przedstawienie na oddechu
I ciszą wybijają melodię dzwony,
Wśród pól i łąk, wśród grzechu
Kiełkują nowe gatunki, dla obrony
To milczenie w zieleni, regułka
Wiedzę daje, mocniejsze szpony,
Na klucz zamknięta cenna szkatułka -
Serce żywe, serce wrażliwe na świat.


POWRACASZ BEZ EFEKTU 2018-10-23

Powracasz rytmem swym
Do mojego pejzażu łzy,
Mówisz, że nie jesteś złym,
A łamiesz pierwsze sny.

Przez odległość czujesz
Motyle moje i moje ćmy,
Mówisz, że zwariujesz,
Lecz wystawiasz tu swe kły.

Powracasz rytmem swym
Do mojego pejzażu bólu,
Mówisz, żeś nie jest mdłym,
A ja zwijam się w kłębek.

Przez odległość kochasz
Moje zalety, a moje wady
Na śmietnik dziś wyrzucasz,
A ja milczę w środku szuflady.

Powracasz rytmem swym
Do mojej samotni w mieście,
Mówisz, żeś jest doskonałym,
A ja nie widzę ciebie w cieście.

Przez odległość obiecujesz
Miłość dozgonną, miłowanie,
Mówisz: nigdy nie pożałujesz,
A ja mam łez wielkie kapanie.

Powracasz rytmem swym
Do mojego snu, mojej jawy,
Mówisz, że jesteś jak rym,
Lecz to tylko część zabawy.

Przez odległość czuję dno
Oceanów czasu i przejść,
Pretensji ciąg, pretensji sto
I ja już chcę stąd zejść.


PODNIEŚĆ SIĘ I IŚĆ 2018-10-23

Podnieść się i iść,
Choć umiera liść
Na zimnym chodniku,
W czerwieni koraliku
Lśniący kryształ snu,
Zieleń gęsta w mchu
I borowiki rosną bystre;
Łzy o starania czyste,
Lecz w sile jest moc,
Nocą ciepły grzeje koc,
A tym kocem nie ty,
Swoje własne mam sny
I nie wiem, czy chcę
Czegoś jeszcze, dnie
Mają swój porządek
I najedzony żołądek;
A ty u bram kolegów
Masz swój raj, zbiegów
Nawet nie widać, dno
Oceanów, monet sto
W kieszeni dziurawej,
A w dłoni niemrawej
Pióro do zapisów czasu
I szum niesie się lasu
Taki chłodny, jesienny;
Moment ten zamienny
Na wyparcie grzechów
I porażek, kosz orzechów
Do łuskania uzbierany,
Nie ma ciebie, kochany,
Jedyny, wyśniony, brak
I tęskno, i dziwnie tak
W płaszczach szarości,
W rękach samotności;
Turbulencje myśli w sile
I skręcone ciała w mogile
Spoczywają do kości,
Rzędy całe niemych gości
Widnieją jak napisy;
Niebieskie i czarne długopisy
Oddają kleksy, plamki,
Patrz, w objęciach ramki
Sosnowej my dwoje -
Żywe wtedy serca zwoje
Rozwijały się jak dywan
Czerwony,lecz tak bywa,
Iż coś umiera za życia;
Kilka dni jeszcze do odkrycia;
Podnieść się i iść,
Choć umarł ostatni liść.


TWOJE POWROTY 2018-10-23

Powracasz ciągle jak mara,
Taki cień hebanowy,
Nas nie ma, żadna to para,
Świat inny, brązowy.

Powracasz ciągle jak mgła,
Docierać trybiki chcesz,
Straszysz mnie i w snach,
Nie ma nas, przecież wiesz.

Powracasz ciągle jak bumerang,
Te same teksty, słowa,
A ja puchnę jak wulkan w kraterach,
Pęcznieje moja głowa.

Powracasz ciągle jak przeszłość,
W tym stanie rzeczy mój pas,
Czas się pogodzić, że tak zeszło,
To już nic nie zmieni w nas.


PŁACZ ANIELSKI 2018-10-23

Jakimś cudem znów płaczą aniołowie,
Krople to zimne, łzy to przezroczyste,
A u steru, po wyborach, weseli posłowie,
Taniec brzucha, taniec hula i myśli czyste
Przeplatane jak w warkoczu z czernią...

Tęcze pochowały się w dziuplach jesieni,
Wiatr wygrywa melodie chłodu staromodne,
Patrząc w przyszłość: czy los się odmieni
Na lepszy, bardziej łaskawy? Buzie głodne
Chodzą po ulicach i obdarte ciała z dusz...

Złocistość słoneczna w listkach drżących,
Maleje także chęć powrotów do murów,
Dookoła skwierczą dymy z lamp płonących
Niczym pochodnie, więzy tylko sznurów,
A relacyjność w rzeczywistości jak nijaka...

Licząc na liczydłach nowożytnych liczby,
Zamieniamy się w posągi całe kamienne
I na nic kolejne reformy, rosną grzyby -
To muchomory zmutowane, nowy gatunek,
A pod stołem koalicja, trunek najlepszych...

Jakimś cudem znów płaczą aniołowie,
Krople to zimne , łzy to czerwone,
A u góry wyją wilki, a u góry królowie,
Płoną lasy serc, zgliszcza przez koronę
Wypełnioną brylantami na chwilę...


SPADAJCIE SĘPY 2018-10-23

Zasady i reguły, normalizacja
W zapisach pojęcia jednego,
Przyszłość w wizualizacjach
I nie pytaj mnie, dlaczego.

Zielona okładka z zawartością,
Bujam się na hamaku życia
I walczę z wielką słabością,
Coś tam zostało do odkrycia.

A ty z oddali wyłaniasz się,
Widzę już twą grzywę jak u lwa,
Myślisz, że nadal chcę cię?
Może utulisz mnie jeszcze w snach.

A ty z bliska wyłaniasz się,
Kolejne rady mi podsyłasz,
Nie wiem, czy potrzebuję cię,
Słabe fluidy mi wysyłasz.

Zielona okładka, do niej wracam
I liczę kolejne swe postępy,
I męki swe w ten sposób skracam,
Spadajcie stąd, różowe sępy!


TRZEBA TRWAĆ 2018-10-22

Warstwa jesieni, chleba kanapka,
Krzyczą ściany, hejnał to donośny,
Krwawią rany serca, łza w łapkach,
Ból milczenia bardzo nieznośny.

I w szarości nieba tęsknoty zawarte,
Może trzeci raz będzie już udany,
I w złocistości liści serce jest wytarte
Niczym dżinsy, taka moda, zwariowany
Świat, przestrzeń bytu elektroniczna;
I zapadają w sen serca, te brunatne -
Umarła chwila dawna, ta magiczna,
Drogi życia plączą się jak liany, niełatwe.

Warstwa jesieni, kawy filiżanka,
Krzyczą ściany, aż strach się bać,
Świadkiem w kwiaty szara firanka,
Lecz nie ma wyjścia, trzeba trwać.


PO WYBORACH 2018-10-22

Po wyborach to czas,
Kto wygra, kto przegra?
Polska szumi jak las,
Jak to rozdanie się rozegra?

I jak to dalej będzie?
Moc, siła, lżejszy czas,
Czy ciemność wszędzie?

Po wyborach to chwila,
Kto przyjdzie, kto zejdzie?
Na skrzydłach ćmy, motyla
Wzbije się Polska do lotu?


POWÓD ROZSTANIA 2018-10-22

W głowie wspomnienie
Ostatnich twoich słów,
Jak księżyca zaćmienie
Spływ po rzece snów.

Nie kochałeś ani razu
Szczerze i prawdziwie,
Zasiałeś ziarna głazu
W sercu mym, dym...

W głowie świadomość
Sens z twoich słów,
Bolesna to wiadomość
O końcu naszych snów.

Nie kochasz też dziś
Ani odrobinę, ani tyci,
Spada z drzewa liść,
W życiu jesteśmy skryci.

W głowie myśl smutna,
Iż nie mogło się udać
Być nam razem, pokutna
Chwila, łzą ból spłukać.


SEN MARA 2018-10-22

Sen jak mara,
Obraz to rzeczywisty,
On i ona - para,
Smutek pali ognisty.

Przyjaciółka z oddali
Zahaczyła w chodzie,
Nagle światło się pali,
A żal na samym spodzie.

Sen jak mara,
Obraz to mglisty,
On i ona - para,
Koniec snu oczywisty.

Potencjalny ukochany
Okazał się zwyczajny,
W koleżance zakochany,
Obraz niezbyt fajny.

Sen jak mara,
Obraz to nocny,
On i ona - para,
Obraz dziwnie mocny.


POZOSTAŁOŚCI PO NAS 2018-10-21

Noc minęła jak chwila jedna,
Poranek otworzył okiennice,
Myśl przemyka tu średnia,
Z miastem witają się kamienice.

Przeszłam pierwsze przecznice,
Nadal widzę twoje zmarszczenie,
Przeszłam przez kolejne ulice,
Słyszę nadal twoje roszczenie.

A we wnętrzu silne wodospady,
Mówisz o uczuciu, bez akceptacji,
Bez spotkań, tak nie da rady
To koniec wreszcie tej fiksacji.

Noc minęła jak chwila jedna,
Poranek otworzył bramy,
Westchnienie, myśl tu biedna,
W sercu pozostają szramy.


RADA MATKI 2018-10-20

Kamień strudzenia spadł
Na podłogę, co skrzypieniem
Koncerty daje, wyraz zbladł
Twarzy, serce ze skrzywieniem.

Rada matki, numer zmień,
Ochrona przed nękaniem,
Czarną myślą kończy się dzień,
Ciężko z tym klękaniem.

Kamień strudzenia spadł
Na podłogę, co swym śpiewem
Krople rozdaje, wyraz zbladł
Twarzy, zasypiamy z gniewem.

Rada matki, numer zmień,
Ochrona przed wytykaniem,
Palce świerzbią twe, dzień
To kamienny z ziewaniem.

Kamień strudzenia spadł
Na podłogę, co kołysze już
Do snów, wyraz zbladł
Twarzy, skończyło się, cóż?

Rada matki, numer zmień,
Ochrona przed jęczeniem,
Niczym głaz ten jeden dzień,
A ty brzęczysz męczeniem.

Kamień strudzenia spadł
Na podłogę, co jak grób
Milczy, wyraz to zbladł
Twarzy, liczność twych śrub.

Rada matki, numer zmień,
Ochrona przed wyniszczeniem,
Dawno oddzielna już sień,
Wspominam ciebie z cieniem.


ZAKOŃCZENIE BALU 2018-10-20

Czołgiem rozjechana twoim,
Nie mam sił już czekać na nic,
Zawsze pieścisz się swoim,
A bycie razem to jeden jest pic.

A odległości jeszcze większe,
Zabijasz mnie byciem sobą,
A szanse coraz są tu mniejsze,
Nie mogę być ja już z tobą.

Bo też jestem sobą, będę sobą,
Inne strony łóżka, inne strony kraju,
Od dawna podążam samotną drogą,
Koniec bycia z tobą na tym haju.

Koniec, nie chce mi się wciąż tak,
Już dawno nic nas nie łączy,
Szacunku między nami jest brak,
Uwolnić się z choroby pnączy.

Zatem dobrej nocy, ładnych snów,
A ja wychodzę na miasto, w dal,
Nie chcę tak dziobać się z tobą znów,
Pięć lat temu zakończył się bal.


MÓJ NAJWIĘKSZY BŁĄD 2018-10-20

Moim błędem powracanie,
Wciąż po sercu kopiesz,
A ja łudzę się, że to kochanie,
Nocą boleści frunie nietoperz.

I łzawi niebo, i łzawi dusza,
Z wydziwianiem mi do twarzy,
Nagle cisza, nagle susza,
Samotny spacer więc po plaży.

Moim błędem powracanie,
Wciąż po sercu depczesz,
A ja łudzę się, że to kochanie,
A potem o miłości szepczesz.

I łzawi niebo, i łzawi myśl,
Krzywa jak drzewo bonsai,
Nagle zmieniasz imię, Zdziś,
Mam dość, jak wróg się czaisz.

Moim błędem powracanie,
Wciąż w serce gwoździe wbijasz,
A ja łudzę się, że to kochanie,
A potem z inną cię widzę, przemijasz.

I łzawi niebo, i łzawi świadomość,
Taka niedotykalska, a jakże inaczej?
To już ostatnia do ciebie wiadomość,
To już powracania koniec już raczej.


HISTORIA I BRAK SATYSFAKCJI 2018-10-19

Historia spora, trudna i piękna
Między wierszami i liściem napoju,
Kolejność jednak szalona, skrętna,
A dwie panie piszą w środku pokoju.

To już prawie koniec jest tematu,
Popijany sok do herbaty -
Brak jednak satysfakcji z poematu,
Historia ujęta w dwa baty.

Historia wielka, ważna i ludzka
Między literami i chleba kanapką,
Jeden pstryk, magiczna sztuczka,
Czas na jesień wraz z czapką.

To już prawie koniec tematu,
Popijany wieczór do nocy -
Brak opłaty z wielkością vatu,
Może to doda historii mocy.


TĘSKNIĄCY NA ODLEGŁOŚĆ 2018-10-18

Zakładasz nogę na nogę,
Kochasz z bezpiecznej odległości,
Odrzucasz lęk i trwogę,
Mówisz mi wciąż o miłości.

Ale jak kochać bez dotyku,
Bez ciepła łez, bez serca rytmu,
Niemalże we wczesnym gotyku
Widzę ciebie i mnie - czernie.

I gdybym miała oceniać pracę
Twych największych tu tęsknot,
Oceniłabym, że jest miernie,
A jakby to była cząstka klęski.

I nie odpowiem ci nowego nic,
Bo też tęsknię przez odległości,
Serce chce, a umysł, że to pic -
Mówi, mamy spore zaległości.

A więc zakładasz noga na nogę,
Kochasz z oddali twej Wisły,
Chciałabym, lecz biec nie mogę,
Skończyły się mi pomysły...


WZMIANKA I ZAPROSZENIE 2018-10-18

Jakaś wzmianka, jakieś zaproszenie,
Zabłysnęła nadzieja jak gwiazdka,
Lecz odległości rzucają tu cienie
I brak jest podstawowego pierwiastka,
Ale może warto pochylić swe czoło
I zakrzyknąć pełną mocą swych płuc,
A potem zatańczyć z rodziną wesoło,
Przecież nie można tak nadal się tłuc.

Jakaś wzmianka, jakieś zaproszenie,
Skrzywione drzewo za oknem, ciemno
I tak jakoś sennie, pewne więzienie,
I relacja niedorozumiana jest wzajemną
W półksiężycu pijanym od licznych toastów,
Słowo znów odmowne, lecz inaczej brak
I szlakiem najwcześniejszych piastów
Podążają konne wozy w bruku takt.

Jakaś wzmianka, jakieś zaproszenie,
Odkładamy do futerału zapisane karty,
Lecz może warto, przecież nie tylko cienie
W usłużności niemej, człek obdarty
Zamienić się może w tęczowe zasady,
Nie mylić z kolorową flagą, ale nawet to nie,
Więc do rodzinnej skrytki, do szuflady
Włożyć i zachować wspomnienie na serca dnie.


WYPUKŁY SIĘ OCZY 2018-10-18

Wypukły się już oczy,
Na ścianie wiersz poetki,
Z historii krew broczy,
Dawniej nie było kredki

Ani żarówki, ani chleba,
Rozbite mury i domy,
Dziś niewiele nam trzeba
I nie biją na alarm dzwony.

Wypukły się już oczy,
To dzbany z kryształu,
Z serc ludzi krew broczy,
Do wolności idzie się pomału

Poprzez bagna, mokradła,
Poprzez chłód, głód, mróz,
Jedzeniem zawartość wiadra,
Na śmierć wiózł stary wóz.

Wypukły się już oczy,
Wspomnienia dość bolą,
Z historii krew tu broczy,
A te stare nogi się gramolą

Do życia, wciąż do życia
I łzy napływają w chwili,
Płaszczem do odkrycia
Całej okupacji, przeżyli.

Wypukły się już oczy,
Teraz narzekamy na świat;
Z serc krew wciąż broczy,
Powojenny piękny to kwiat

Posadzony w ogrodzie,
Chwała nazywana zgredem,
Lecz na samym spodzie:
Starsza pani nie była zbiegiem.

Wypukły się już oczy,
Kawałek życia w monitorze,
Z historii krew się tu broczy,
Dokument ważny ten, otworzę

Oczy, otworzę wnet oczy
Na świat, który nie błyszczy
I przestanie krew broczyć,
Polska cała bez pryszczy.

Wypukły się już oczy,
Jeszcze kilka oddechów,
Krew już nie broczy
I w świecie tych grzechów

Lejących się rynsztokiem
Zakasuję swe rękawy
I dalszym historii tokiem,
Kończę temat bez obawy.


JEDEN TAKI EDEN 2018-10-17

Pupa Maryny, fajfusy, wąsy,
Kapanie z nieba, z oczu kapanie,
Grymasy, fochy i wielkie dąsy,
Sen odszukany na tapczanie.

Wirują wiry, to jest wichura,
Lecą ptaki, spadają ptaki,
Zwolnij kierowco - dziura,
A w rękawie same są haki.

I kaczka dziwaczka, brzeg,
Już tafle zamarzają w tle,
Coraz prędzej, życia bieg,
I cisza w tejże chwili, źle.

I turbulencje lotnicze miłości,
A przecież siedem to mil,
Labirynt pełen jest zawiłości,
A z ciebie wolny jest Bill.

I tak kroplówka sobie kapie,
Wolne to tempo, dla zdrowia,
I nie zaglądać w zęby szkapie,
W kartoniku kropla krowia.

Jedynie zegary tykają dostojne,
Niczym mędrcy czasoprzestrzeni,
Spojrzenia mają dość hojne,
A potem tęcza na niebie się mieni.

A na murach podpisy mistrzów,
Płoną hektary dla odzyskania,
Całe te materie dla magistrów,
A w pucharach syk jest umiłowania.

I na nic cisza w burzach u góry,
Kiełbaski z musztardą, chlebek,
I na nic płaczące natury chmury,
Rośnie już narybek, mały łepek.

I piątkę bym nawet przyłożyła,
I popchnęła w kierunku dobrym,
Lecz dokument dziś wyłożyłam:
Zjedliśmy już ostatnie bobry...

A przeszłość pierdołką wręcz,
Znów radami obsypane pole,
Całym sercem i tylko oburącz,
Czasem nie da się - chromolę.

I przy stolikach matrony dwie:
Młodsza i starsza - cel jeden,
I na sznurze koszula schnie,
Ten kraj to przecież istny Eden.


CZY LOS JESZCZE ROZCZULI? 2018-10-17

Mchem zarośnięte warstewki,
Wciąż wertowane stronice,
Drżą ze zmartwienia donice,
A panna poprawia brewki.

I tak mijają sobie dzionki,
Słowiki śpiewne arie dają,
A drzewa w jesień się oblekają,
A my jak te w grze pionki.

Usta przyciskane do szklanki,
Nie ma odpowiedzi, konkretu,
Ślady czerni w odcieniu fioletu,
A niespokojne są tu firanki.

I tak mijają dzionki sobie,
Ćmy z sowami jak bracia,
Wciąż w przeciętnych gaciach;
Czasem pomyślę: leżę w grobie.

Warstewki życia jak cebuli,
Jedna za drugą zdejmowane,
Liście drżą bardzo pijane,
Czy los pannę jeszcze rozczuli?


STRUKTURA MIŁOSNA 2018-10-16

Miłości niezliczone, nieme,
Wołają języki dawności,
W worku trzymam siemię,
A wołają tylko do miłości.

W pierwiastku pragnienia
Odwzajemniam twe myśli,
Mówimy sobie: do zobaczenia,
Mając nadzieję, iż się ziści
Sen niedokończony, cichy;
W kopcach kolorowych liści
Odnajduję ciebie, dom lichy,
A w murze przyrzeczenie twe,
Iż słońce nigdy już nie zgaśnie
I że przegonisz trudów mgłę -
Jak mówisz, chciałabym właśnie.

Miłości niezliczone, milczące,
Ni drgną osiki, wierzby nie zapłaczą,
Krzewy tylko gasną gorejące,
A w myślach milczenia się tłumaczą.


DROGA DO DZIŚ 2018-10-16

Jeszcze wiatr wczorajszy
Chłodzi lica, chłodzi twarze,
A dziś już nowe życia
Malują kolorem witraże.

Jeszcze dreszcze bywają
I pamięć czuje serca ból,
A dziś już nowe zaczynają
Chwile się dziać, to stół
Uszykowany, zastawiony
Historią i zdjęciami pani,
Człek nad treścią pochylony
Jak mędrzec, serce ze szkła.

Jeszcze westchnienia długie
I ślad na ręce niczym ropień,
A dziś już słońca pługiem
Zgarniany chaosu jeden stopień;
Czas jak ziarno klepsydry
Ma swą lekkość w prędkości,
Śladem pani, życia wydmy,
Piórem kropka przejrzystości.

Jeszcze deszcze wczorajsze
Moczą świat, moczą duszę,
A dziś już widzę złotą gruszę
I oddycham siłą najnowszą.



DO ZŁEGO CZŁOWIEKA 2018-10-15

Niedoczekanie twoje
Zły człowieku,
Nie pęknie serce moje
W żadnym wieku.

Nie będę małpką w zoo,
Nie będziesz mnie oglądać,
Jak Titanic, oceanu dno,
Bez ciebie będę podążać.

Nie stanę się błotem,
Nie stanę się gównem,
Stanę się słońca złotem,
A my nie jesteśmy równe.

Niedoczekanie twoje
Zły człowieku,
Nie zmienią się plany moje
W żadnym wieku.


KIM TY JESTEŚ?! 2018-10-15

Kto dał ci prawo poniżać,
Deptać jak małego robaka?!
Kto dał ci prawo ubliżać,
W czym ty lepsza jesteś?!

Inny Bóg cię stworzył?
Bardziej pachnąca twa glina?
Świat twe długi umorzył,
Lecz trująca jest twa ślina...

Kto dał ci prawo niszczyć,
Wydzierać skrzydła pisklęcia?!
Kto dał ci prawo zabijać,
Doprowadzać do życia pęknięcia?

Inne twe pochodzenie?
Ze złota żeś stworzona?
Boś wielką właścicielką,
To możesz z błotem mieszać?

Kto dał ci prawo obrażać,
Nazywać innych śmieciem?!
Na koniec drogi obnażać
Będziemy po równo się wszyscy.


WODOSPADY ELEKTRONICZNE 2018-10-14

Wodospady grają na wiolonczelach,
A pieśni te są elektroniczne,
Najpierw poniedziałek, potem niedziela,
A pod płotem puszki magiczne.

I taka to już karuzela, diabła młyn,
Amplitudy zmysły swe postradały,
W kołysce niewidzialny płacze syn,
I wulkany nagle lawą zabulgotały.

Zwiotczałe mięśnie nagich drzew,
Liście takie niewierne dziś są,
Przeszłość i teraz - jeden śpiew,
To kwitnące chwile do siebie lgną.

Wodospady grają na fortepianie,
A pieśni te elektroniczne,
Kogutów nocnych wielkie pianie,
Chwile te wciąż cykliczne.


DĄŻYĆ 2018-10-14

Dążyć do celu, dążyć,
Tak właśnie trzeba,
Przed zmrokiem zdążyć,
Ważny kawałek chleba.

Na ścianach obrazy
Minionych dni pięknych,
Na kartce wyrazy
Minionych nocy namiętnych.

Teraz nie ma nic, dążenie
Jedynie, ono tu trzyma
I choć w duszy świeże ropienie,
To nadzieja się utrzyma.

Kamienie rzucane w staw,
Prądy niosą zgubne,
Daleko od ludzkich braw,
Chwile często złudne.

Dążyć do celu, dążyć,
Tak właśnie trzeba,
Przed zmrokiem zdążyć,
Najważniejszy kawałek chleba.


PIĄTE PRZEZ DZIESIĄTE 2018-10-13

Piąte przez dziesiąte,
Księga zdjęć tu pełna,
Spada deszcz listkowy.

Unicestwiam złą klątwę,
Prawda cała, zupełna,
Obrazek jeden kolorowy.

W głowie wielki mętlik,
Przeszłość dymać chciała,
Serce - zbuntowany anioł.

Nad wodą złoty świetlik,
Osika pod osłoną drżała,
Jak posąg człek stanął.

Odwrócony przez milczenie,
Twarz bardzo krzywa,
Ziewnął księżyc tematem.

Urwane słowo, ciche cienie,
Chwila oddechu możliwa,
Ogród z tęsknoty kwiatem.

Ubarwione ptaki, śliczne,
Odcięci, znikanie nagłe,
A noc skrzeczy jak kruk.

Sny widzę już magiczne,
Tylko lica jakieś pobladłe,
Śpiewa miejski ten bruk.

A o świtaniu śniadanie,
Okiennice będą otwarte,
Drzewa bezwstydne są.

Miłością wielkie przytulanie,
Nosy jesieni mocno zadarte,
Pożegnanie na dobre z mgłą.


TAKIE TAM PRZEMYŚLIWANIE 2018-10-13

Z różnych stron nawoływania,
A tu opadanie z sił, pieczara,
Niebezpieczna autostrada kochania,
E-tematy zalewają świat...

W sercu jedna mała wiara,
Że czasy odetchnę od smogu
I opada płaszcz łzawy,
Zawierzam się tylko Bogu.

Z przeszłości, z teraz, cudy,
Wszyscy wołają, rozrywają,
Strzępki na maszcie, ludy,
A szare pieśni daleko niesione...

I opada kurtyna, czekanie,
Cisza i tęgość spraw wieczna,
Nijakie mam tu kochanie,
A miłość niczym bajeczna.


DAWNO NIE BYŁO 2018-10-13

Dawno nie było, wzrok sowy,
W księdze ujęte wspomnienia,
Sędziwej pani świat kolorowy
Jak tęcza, łezka z rozrzewnienia.

Łyk powietrza, poezji łyk,
Na ścianie jak na papierze,
Palcem jednym pstryk,
Życie stoi przy sterze.

Dawno nie było, wzrok sokoli,
Zebrane życie w słowa,
Boli jeszcze, przestaje powoli,
Noc piękna, księżyc, połowa.

A na drganie liści wytrwałość,
Jedno westchnienie w marszu,
Dobre serce, duża dbałość,
Środek treści jeszcze bez farszu.

Dawno nie było, wzrok człeka,
Czas pędzi niczym torpeda,
Podzieleni epoką, nie zwleka,
Białe ślady oddaje kreda.


LEGITYMACJE SZCZĘŚCIA 2018-10-09

Legitymacja nowa, koniczynka zielona
Jak trawa i jak liść na cudną wiosnę,
Sprawa ta szybko została załatwiona,
W wiedzę się wzbogacam, w siłę rosnę.

Karta rabatowa, koniczynka zielona
Jak nadzieja i jak szmaragdowe oczy,
Wzbogacam o miasto swe znamiona
I maszeruję, moja noga raźnie kroczy.

Legitymacja nowa, koniczynka zielona
Jak kolor zasłony, jak żywe drzewa,
Idę pochylona, idę uszczęśliwiona,
To jesień o nowej wiedzy tu śpiewa.


NASZE WTEDY A NASZE TERAZ 2018-10-09

Wołasz do mnie z dalekich krain,
Jesteś niczym echo przeszłości,
Pamiętam smak ust, smak malin,
Tak niewiele było trzeba do miłości.

O ślubach nadmieniasz mi wersy,
O skromności, o nadziei, prędkości,
Miauczą z dywanu odległości persy,
A w nas jeszcze trochę jest naiwności.

I ja wołam do ciebie po raz któryś,
Tęsknię, marzę, przytulam słowem,
W miłości naszej z rozstania dziury,
Lecz chwile może będą kolorowe?

I może stanie się cud, spotkamy się,
Dnia pewnego może to się stanie,
W ciszy łkam, nadal potrzebuję cię,
Wtedy nazwę cię prawdziwym, kochanie.

Wołasz do mnie z dalekich krain,
Jesteś niczym echo przeszłości,
Pamiętam dotyk dłoni twej, na fali
Byłam i skrzydła miałam w miłości.


KOCHAM CIĘ MIASTO MOJE 2018-10-09

Droga szeroka, wije się korku wąż,
Rakiety koloru trawy śmigają raz,
Idą zakochani w sobie żona i mąż,
Rzadki to pejzaż, piękny ich czas.

Adam Mickiewicz kłania się szyją
Z kamienia niczym łabędź biały,
Wiatry na liściach o jesieni wyją,
To są wilki, sztandar doskonały.

To sztandar z czerwca odległego,
Spójrz na krzyże, pierś ich cudna,
Wolności i chleba powszedniego,
Położyła jego kres władza obłudna.

Za zakrętem, co tajemnicę skrywa,
Fontanna jasna przed teatrem,
Z niej strumień życia się wydobywa,
Mała tęcza tańczy z jesieni wiatrem.

Jakiś pan pyta o obecną godzinę,
Odprowadzam go swym wzrokiem,
Czekam na rakietę, banana minę
Już mam na ustach, idę krokiem.

I oddycham życiem tętniącym,
Mam twój obraz - miasto moje,
I choć człekiem jestem śpiącym,
Kocham twe ulice i historii zwoje.

Za dwieście dziesięć dni święto,
Sto lat nauki, sto lat uczelni,
Ozdobię tort szczęścia miętą -
Twe dzieci, ludzie tacy dzielni.

Spacer przez centrum twoje,
Zamek mijam, bank pocztowy,
Otwieram serce całe swoje,
Czas z tobą jak tęcza kolorowy.

Złote liście świecą jak słońce,
Takie piękno, zachwyt wielki,
Kij w pysku psa, dwa końce,
Tylko smuci kształt butelki.

Droga szeroka, wije się korku wąż,
Rakiety koloru trawy śmigają raz,
Wracam do domu, można siąść,
Z uśmiechem wspominam nasz czas.



CZAS REMONTU 2018-10-09

Wiadomość wysłana razy trzy,
Marsz poobiedni, uszy ścian
Są obolałe od słowa, ono ma kły,
Niewdzięczny remontu to plan.

I stukanie młotkiem słychać,
I wiertarki grają pieśni swe,
Ciężko jest pyłem oddychać,
Uszy więdną również me.

Zalane nowe kolory czyste,
Woda płonie ogniem złości,
Do niedawna firanki przejrzyste,
Dziś czarne są po całości.

Wiadomość wysłana razy trzy,
Marsz po kolacji, parapety liche,
O końcu remonty śnią się sny,
Wzniosę toast wielkim kielichem.


MOJE GWIAZDECZKI NA NIEBIE 2018-10-09

Och, te moje gwiazdy migotliwe,
Jesteście świadkami wołania,
Och, te moje drogi splątane, krzywe,
Karta kolejna z rozdania.

Dziś kołyszą się statki nadziei,
Morze głębokie coraz bardziej
I przedzieram się w zawiei,
Głowa do góry, krok stawiany hardziej.

Och, te moje gwiazdy szczęśliwe,
Jesteście niczym złoto i rubin,
Och, te moje marzenia możliwe,
Jeden krok od zaślubin?


WYZNANIA PRZEJRZYSTE 2018-10-08

Ślesz wyznanie, ślesz marzenie,
Zdjęcia me oglądasz zawsze,
Ślesz ciszę, nadzieję, pragnienie,
Lecz sztywne wiszą płaszcze.

Bukiet nicości w ręce niesiesz,
Myślą otulasz jak ramieniem,
Wiele czekania tu zniesiesz,
Blaskiem byłeś, jesteś cieniem.

Wspominam ciebie, całych nas,
Tacy zakochani, list romantyka,
Śpiewał o szczęśliwości nam las,
Lecz wskazówka zegara tak tyka.

Tik tak, tik tak - mówi głośno,
Woła nas w ostatnim okrążeniu,
Przecież byłam ci ja wiosną,
Pod powiekami my w zespoleniu.

Ślę wyznanie, ślę marzenie,
Wspominam i rozmyślam,
Ślę ciszę, nadzieję, pragnienie,
Staję się bardziej przejrzysta.


WIRTUALE 2018-10-08

Gradem rzucają wirtuale,
Gadu - gadu, księga twarzy,
Miłości i przyjaźni portale,
A mi się plaża żywa marzy.

Tam muszelki, tam perełki
I fala niczym jęzor błękitu,
Tam piasek jak złoto, cud,
Tam życie, natura, wschód
Marzenia nad marzenie;
Dwudziesty wiek sobie cenię.

Deszczem leją wirtuale,
Nasza klasa i tym podobne,
Od monitorów długie nochale,
A monitory niewzruszone, chłodne.


ŻEBRAK DO BEZROBOTNEJ 2018-10-08

Daj pani złotówkę,
Pięćdziesiąt groszy,
Bo mam głodówkę,
Pióra wróbel stroszy.

Nie dam złotówki
Drogi panie,
Smak tej samej głodówki,
Wtedy nic nie zostanie.

Daj pani złotówkę,
Wyglądasz jak szefowa,
Mam wielką głodówkę,
A pani taka cała nowa.

Nie dam złotówki
Drogi panie,
Podczas wędrówki
Bez pracy.

Daj pani złotówkę,
Bo pani ją masz,
Piękne buty i aktówkę,
Serca nie znasz.

Nie dam złotówki
Drogi panie,
Na alkohol chcesz
I upadek się stanie.


JESIENNA ZAMIANA SŁÓW 2018-10-08

Liście lecą z drzew, to pewne,
Grabie idą w ruch, to już czas,
Do szafy suknie schować zwiewne,
Szaloną pieśń szumi nam las.

Dzień dobry moja sąsiadko,
Widzę, że porządki jesienne?
Dzień dobry, zacznie się gładko
To grabienie codzienne.

Dzień dobry moja sąsiadko,
Cóż zrobić? Rękawy zakasać,
Dopiero się zacznie i gładko
Jesień będzie sobie hasać.

Liście lecą z drzew, to pewne,
Grabie idą w ruch, to już czas,
Z nieba płyną krople rzewne,
Łysieje drzewo z miasta i las.


ZAPLĄTANIE 2018-10-08

Zbutwienie, krzyk w sile,
Trzaskające w prawdach
Gałęzie życia, przy mogile
Płaczący brat, w zagadkach
Losu kostka rubika tkwi,
Trzeba ją prędko ułożyć,
Lecz zmarszczone te brwi,
Z pustej kieszeni nie odłoży
Nikt na nic, a sieją się wiatry
Niczym ziarna w polu rolnika,
Jesienne to już trwają teatry,
Życie w głębię oceanu przenika.

Gęstwina, tęcza zespolona
Z szarością, pytań już sto,
Lecz brak odpowiedzi, strona
W pamiętniku, widać też dno,
Bo tam kryształy z całych łez;
I palce muskają wspomnień...
W wazonie granatowe kwiaty,
Blisko w wegetacji, oprzytomnień
Całe wiadro, ostre te tematy
Niczym kolce kaktusowe, zieleń
W plenerze jak żywa, oddechu
Chwila, wolność swą ma jeleń,
A my pijani dla życia w grzechu...

Labirynt doprawdy, tysiąc dróg,
Moc pajęczyny, dom pająka,
Sny nadchodzą, upadek z nóg,
Do krainy wizji czas przesiąka;
Nagrodzeni w biegu po szczęście
Cali w złocie, cali w pyle dni,
Wielkie jest istnienia pojęcie,
Uśmiech: jak bracia motyle i ćmy;
Kołysanka miła jest dla ucha,
Zakamarki, skrawki, odłamki,
Długa ta chwil szalona zawierucha,
Otwieram oczy, śnieżne firanki.


SYPIE SIĘ 2018-10-08

Sypie się jak śnieg
Pył rozkrzyczanych,
Morderczy to bieg,
Ślady rozsypanych.

Drzwiczki w ręku
Pozostające, oczy
Wielkie, oko lęku,
Krew żywa broczy.

Sypie się jak śnieg
Liść zbutwiałych,
Morderczy to bieg,
Żegnam pozostałych.


MOJA NOC I MOC 2018-10-07

Noc, moja to noc,
Ciemna cała, sny,
Moc, moja to moc,
Jasne idą już dni.

Zrzucam skorupę
Przeżyć tysiąca,
Cieszę się łupem,
Wschód już słońca.

Noc, moja to noc,
Ciemna gwiazdy ma,
Moc, moja to moc,
Życie jak skała trwa.


WIADOMOŚĆ JEGOMOŚCIA I WALKA O PRACĘ 2018-10-07

Odpisałeś mi na wiadomość
Po dwóch dniach z hakiem,
Obojętny z ciebie jegomość,
A ja walczę z pracy brakiem.

Treść takowa wiadomości:
Jak będzie coś wiadomo,
Dam znać ku tobie w radości
I uderzasz miło w kimono.

Odpisałeś mi na wiadomość
Po dwóch dniach z hakiem,
Nieznajomy z ciebie jegomość,
A ja walczę z pracy brakiem.


ZATAŃCZ ZE MNĄ NAPRAWDĘ 2018-10-07

Oj, tańczysz przeszłością,
Ku mnie kroki zbliżasz,
Oj, tańczysz z miłością,
Odległością nam ubliżasz.

Chciałabym móc zatańczyć,
Ale tak naprawdę, wirem,
Chciałabym móc zatańczyć,
Ale nie słowem, a czynem.

Oj, tańczysz obecnością,
Smsy swoje ku mnie ślesz,
Oj, tańczysz z cierpliwością,
Tak nie da się, dobrze wiesz.

Zatańcz ze mną naprawdę,
Nie tylko w swoich snach,
Zatańcz ze mną naprawdę,
Przegoń, niech idzie mgła.


RZEKA WIEDZY 2018-10-07

Płynie wiedza jak rzeka,
Czas goni ogon swój,
Grupa siedzi, czeka,
Wiedzy już cały zwój.

Zasady postępowania,
Brak serca trzeba mieć,
Zakaz łapówy brania,
Jeszcze trzeba chcieć.

Płynie wiedza jak rzeka,
Z konstytucji woda,
Profesor coś tu zwleka,
Siwa już jego broda.

Zasady od zasadności,
Taniec długiego yyyyy,
Trwać dla ludności,
Jak orzech reguły gry.

Płynie wiedza jak rzeka,
Z aktów i ustaw mądrość,
Umysłowa chwilę kaleka,
Będzie kiedyś porządność?

Zasady liska kłamczuszka,
Żaba zamieszkała w bagnie,
Widok wesołego kłapouszka,
Nie udzielić pomocy - to ładnie?

Płynie wiedza jak rzeka,
Podstawowe krople, taniec,
Przyszłość idzie z daleka,
Cisza, założony kaganiec.

Zasady związania rąk i nóżek robala,
Salwy uroczyste śmiechu, machina,
Kamienność chwili, lecz stan zadowala,
Uczy się administracji dziewczyna.

Płynie wiedza jak rzeka,
Już można iść do przodu,
Pies władzy głośniej szczeka,
Uśmiech podczas chłodu.


PIERWSZAKI 2018-10-07

Wraz ze słońca wschodem
Idą uczniowie - pierwszaki,
Idą rzędem, idą korowodem,
A na plecach mają plecaki.

Zaspane oczęta z rana,
Kawa by się przydała,
Twarz ich jeszcze zaspana,
Nauczycielka w wiedzę ich ubrała
Merytoryczną jak w kożuszek,
Zapiski, notatki pisane,
W myśli nadziei lśni łańcuszek,
Karty wszelkie poukładane.

Wraz ze słońca wschodem
Idą uczniowie - pierwszaki,
Idą rzędem, idą z rodem,
A na przystanku kolega taki.

I rozmowa się zaczyna miła,
Nieoczekiwane to spotkanie,
Wiedza nudna i też zawiła,
Pisać nie trzeba na kolanie;
Jeden żart nauczyciela, drugi
I mija czas zawarty w planie,
Chwila z dreszczem, smugi
Snów, a myśl gdzieś na polanie.

Wraz ze słońca zachodem
Idą uczniowie - pierwszaki,
Idą zmęczeni, idą z głodem,
Kolorowe niosąc ze sobą pisaki.


KAŻDA LINIJKA 2018-10-05

Każdą linijką brutalność świata,
Usycha kwiatek bez wody, miłości,
Brat zabije swego brata,
Nie ma w ludziach ludzi, radości,
A kołowrotki kręcą się jak karuzele,
Noc jest dniem, a dzień nocą,
Poniedziałki, soboty i niedziele,
Czuć jak ciała życiem się pocą;

Otwieram szafę, pidżama samotna,
W dalekich kniejach ty dawny,
Płynie łza tęskna, łza okropna,
Lecz los bawi się, jest zabawny,
Ludzie są jak marionetki giętkie,
Skaczą pacynki, teatrzyk trwa...
Staję, zrzucam but, drapię piętkę,
Idę dalej, otula mnie mgła;

I na zakręcie spotykam nic,
Kolorowe tęcze, nadzieje też,
Lecz wciąż i nadal wielki pic,
A na ścianie róż, na ścianie beż;
Toast piwem niewidzialności,
Powstawanie i upadki ciągle,
Wzdłuż płotu droga, ku radości,
A na stopach pełne już bąble;

Każdą linijką chwytany kłos,
Złoto słoneczne, błękit nieba,
Młody wciąż jest czasu włos,
A tylko ostatni kęs chleba
Z powiek zrzuca sen czcigodny,
Nie ma rady, lecz życie trwa,
Dobrze, że fotel chociaż wygodny,
By dumać i tęsknić razy dwa.


KAŁUŻE HEBANOWE 2018-10-05

Kałuże hebanowe dookoła
Rozlane jak morze wielkie,
Gardziel o pomoc wciąż woła,
Lecz oczy zamknięte wszelkie.

Nie ma litości, człowieczeństwa,
Miasto pełne już surogatów,
Coraz bliżej końca, szaleństwa,
Kamienie lecą w oko tematów.

Węże wiją się zygzakowate,
Te same pieśni i akompaniamenty,
Dni upływają byle jakie,
Chwiejne dla przyszłości fundamenty.

Kałuże hebanowe dookoła,
W różu nieba światy inne,
To serce wciąż głośne woła,
A dni są takie nostalgiczne.


POSĄGI DOMU 2018-10-05

Dom, posągi w kamieniu,
Myśli jak heban w głowie,
Dom, chwila w odosobnieniu,
Cieszą się jedynie posłowie.

Repertuar grany taki sam,
Zbyt słabym jest się pionkiem,
By przebić się, pełno plam,
Nic, brak alarmu dzwonkiem.

Dom, posągi w marmurze,
Myśli jak złoto w głowie,
Dom, dolina i wzgórze,
Martwią się jedynie posłowie.

Kieszenie bardziej puste,
Salomon nie naleje z braku,
A stoły zastawione, tłuste,
Lecz to część jest smaku.


SIŁA W TOBIE 2018-10-05

Po cichutku, pomalutku
Kapie deszczyk sobie,
Pomalutku, po cichutku
Siła jest wciąż w tobie.

Wysłaną wiadomość daję
Na pograniczu bitwy,
Pytanie o życie zadaję,
Dwie młode rybitwy.

I przepływa czas falą
Wokół wysp istnienia,
I zabawa ładną lalą,
Z dzieciństwa wspomnienia.

Po cichutku, pomalutku
Kapie deszczyk sobie,
Pomalutku, po cichutku,
Siła nadal jest w tobie.


NALEŻY SIĘ TROCHĘ RADOŚCI 2018-10-05

Wersy zaczesane zgrabnie
Grzebieniem staranności,
Wypijemy kawę ładnie,
Należy się trochę radości.

Spóźnienia i opóźnienia,
Sklepowych manekinów w bród,
Ciasto dla rozluźnienia
I zniknął wnet dziki głód.

Wersy zaczesane zgrabnie
W warkoczyk trzeźwości,
Machamy ręką sobie ładnie,
Należy się trochę radości.


CYKLON TYSIĄCA 2018-10-04

Wirują deszcze kroplami z łez,
Zbieram liście życia do wazonu,
Milczę oceanem myśli tu też,
Wyglądam z głębin kartonu...

Tysiąc wiadomości wysyłam,
Wszystkie są jak wołanie,
Tysiąc upadnięć, przeżyłam,
Wstaję znów na śniadanie...

Tysiąc notesów zapisałam,
Wszystkie jak rękodzieła,
Tysiąc ksiąg przeczytałam,
Zabieram się znów do dzieła...

Smagają deszcze biczem chłodu,
Schylam czoło przed przyszłością,
Najadam się smakiem głodu
I dyskutuję z żywą tu przeszłością...

Tysiąc warstw ma moja cebula,
Spoglądam w oczy głęboko twe,
Tysiąc westchnień mnie rozczula,
Schowałeś w skorupę serce swe...

Tysiąc wysp gorących jak wulkan,
Milczę burzą nad wzgórzem,
Tysiąc mórz jak jeden kołtun,
Spaceruję samotna podwórzem...

Wirują deszcze karuzelą świstów,
Zbieram liście w bukiet nadziei,
Odpowiadam na tonę twych listów,
Ślę je w butelce środkiem zawiei...


CZEKAJĄC NA POWRÓT SŁOŃCA... 2018-10-04

Skafandry chłodu na plecach,
Drżą liście, gałęzie jak ręce,
Nadziei rozpala się już świeca,
Bo słońce wróci latem...

W raporcie rozliczę się z tematem
Posępności tejże jesieni,
W sprawozdaniu ujmę z batem
Czas, co teraz się rumieni.

Skafandry chłodu na plecach,
Drżą liście, gałęzie jak nogi,
Wiary rozpala się już świeca,
Bo słońce wróci wiosną...


ROZBIEŻNOŚĆ 2018-10-04

Powrót zza światów ciemny,
Wspomnienie o miłości,
Czas jak zawsze przyziemny,
Brak na poczcie wieści.

A tak było pilno tobie,
Bym bogatsza w ozdobie,
A teraz cisza jak w grobie,
Swoje robimy tu sobie.

Bujam się na obłoku,
Ty cały w życia amoku,
Marzenia mamy na boku
I idziemy w tłoku.

Powrót zza światów jasny,
Wspomnienie o urlopie,
Krok zawsze jest własny,
Ty w pałacu, ja w szopie.


JESIEŃ NAM PŁAKAŁA 2018-10-04

Za oknem drzewa płakały
Niczym rzeką rwącą,
Za oknem psy skomlały
Chwilą nie gorącą.

To już jesień nadeszła,
Mokra, zimna, szara,
To już jesień wzeszła
Niczym kwiat i mara.

Za oknem domy mokły
Niczym rzeką rwącą,
Za oknem świat okropny
Z chwilą nie gorącą.

To już jesień na tronie
Niczym wielka królowa,
To już jesień cała płonie,
Liści szum, liści mowa.

Za oknem wróble drżały
Niczym małe osiki,
Za oknem wiatry hulały
Niczym małe kurwiki.


IMIENINY MAMUSI 2018-10-04

Imieninowo,
Na różowo
Całe ściany,
Człek pijany
Od kawusi,
Imieniny
Mamusi.

Życzonka
Piękne,
Ckliwe,
Męża
Żonka,
Chwile
Migotliwe
Deszczem,
Słońcem,
Uśmiech
Przed
Dnia
Końcem.

Imieninowo,
Na różowo
Całe ściany,
Człek kochany
Przez dziecko,
Białe mleczko
Do kawusi,
Imieniny
Mamusi.


ZAWSTYDZENIE 2018-10-02

Zawstydzone policzki
Czerwienią się jak jabłka
Na jesień, paliczki
Grają koncert kosteczek
I wśród polityków bajeczek
Tańczą liście, tańczą wiatry,
A serce jest jak pustostan...

Los ma swój jeden plan,
Realizuje go jak szaleniec,
Codzienności wciąż skan,
Na grobie marzeń wieniec
Z ostatnim pożegnaniem,
Brak działania programów
Rozpala piekło, wołaniem
O pomoc do archaniołów...

Zawstydzone jedno serce
Czerwieni się jak liść
Na jesień, łzy mordercze,
A w dłoni pragnień kiść
Niczym bukiet kwiatów,
Składanie puzzli żmudne,
Deszcz zmywa bród tematów...


MÓWIĄ... 2018-10-02

Mówią: staraj się, staraj,
Co czynię nieustannie,
Gaśnie nadzieja, wiara,
Nikt nie pomoże pannie.

Mówią: staraj się, staraj,
Co powtarzam jak mantrę,
Gaśnie nadzieja, wiara,
Czuję, że mam chandrę.

Mówią: staraj się, staraj,
Co czynię codziennie,
Rośnie nadzieja, wiara,
Życie - wciąż niezmiennie.


OSTATNI TELEGRAM 2018-10-02

Ostatnim telegramem ślę wieść
O końcu epoki, w dzbanie łzy,
Ciężkość głazu, trudno go nieść,
Samotność w tej chwili, ból, sny.

Zamknięte okno na świat, nic,
Jak zawsze nic i e-choroba,
To bańki mydlane, jeden pic,
Po słońcu deszczu wielka żałoba.

Myśli ogrzewane herbaty łykiem,
Struchlało serce w kamienności,
Tak trudno dziś być katolikiem,
To burza trwa szara codzienności.

Ostatnim telegramem ślę wieść
O końcu epoki, w dzbanie sny,
Ciężkość gruzu, trudno go nieść,
Samotność w tej chwili, ból, łzy.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]