kwasna | e-blogi.pl
NAJLEPSZY CZAS 2018-03-29

Najlepszy czas, to już pora na sen,
Przytulenie się do poduszki, czas
To już właściwy, wewnątrz tlen
Dla oddechu pełną piersią, las...

I my, jak ptaki szczęśliwe, nas
Słońcem okraszają promienie,
To blaski, to blaski... a cienie
Nie mają szans na przeżycie...

Cudowny sen, serca pełne miłości
Wznoszą się na tęczach szczerych
I pulsują życiem wygasłe kratery,
Pląsy szczodre w stronę radości...

Najlepszy czas, to na sen już pora,
Przytulenie się do poduszki, czas
To już właściwy, przegrana potwora,
Lekkość piórka... wiosna jak królowa.


WSPOMNIENIA A ZWIĄZEK Z SAMOTNOŚCIĄ 2018-03-29

Milczycie przeszłością,
Byliście kwiatem, miłością,
Przegraliście z odległością
I czasem, związek z samotnością.

Jakie to były momenty,
Najpiękniejsze, pierwsze.
Jakie to były momenty,
Czyste, prawdziwe, niewinne.

Oszukana została tobą,
Te listy nic nie znaczyły,
Serca rozpacz przeżyły,
Oboje jesteście sobą.

Milczycie przeszłością,
Chcecie być miłością,
Przegrywacie z odległością,
Związek z samotnością.


PAPIEROWE STOSY KWIATÓW 2018-03-29

Stos kwiatów, papierowe wzory,
Kolorowanka dla pielęgniarek,
Krzywe wargi oddają stresory,
To pocałunek marcowych miarek.

Odciski na dłoniach jak kurzajki,
Podziękowania trzykrotne w słowie,
To już początek ciekawej bajki,
A klucz schowany w wesołej mowie.

Toast za braci, toast za siostry,
Wzniesienie na wyżyny, rzecz
Zabawna w osiołku, na czole krosty,
Jednak złe idzie wreszcie precz!

Stos kwiatów, papierowe wzory,
Kolorowanka dla położnych,
Jaśnieją trudów i znojów kolory,
Świat już nieco zamożnych.


WRAZ Z PTAKAMI 2018-03-28

Wzlatując nagłością wraz z ptakami
Trzepoczę nadzieją jak skrzydłami
I lecę taka lekka, piórkiem jestem,
A przechodzień łapie mnie gestem
Jedności i solidarności człeczej;
Czas biegnie na łąkę, zbierze mlecze
Wkrótce już, kwestia chwili tylko,
Uśmiech poślę słoneczny ku motylkom.

A w myślach chaos tanecznym krokiem
Spaja ze sobą przestrzeń, jest tokiem
Dywagacji nocnych, dywagacji porannych
I chwil tamtych jak jutrzenki, zarannych.
Zatrzymuję się na dróg rozstaju długim,
Białe drogi i też ciemne, jadą pługi,
By do medalu można dotrzeć i otrzymać,
Choć zazwyczaj ciężko jest wytrzymać.

Kamienna aleja, rosa jak czysta łza,
Piękno duszy, piękno serca, a mgła
Jeszcze istnieje, jednak delikatna perła
Z niej, utkał ją pająk nicią z odnóży.
Przestawiona klepsydra, czas podróży
Coraz bliższy. Nadejdą diamentowe
Dni, jednością chwile state, chwile nowe.


NIE MARUDZĘ NA ZIELONO 2018-03-28

Zieleń wiatru we włosach,
Świadome kierunki inne,
Marzenie snu w kłosach,
Serce całe pełne, zwinne.

Chwila opóźnienia jak wyrok,
Mogłoby się wydawać,
Lecz bezbolesny to krok,
Los zaczął asy rozdawać.

Sędziwe twarze i nieznane,
Wokół taniec kurzu spory,
W mroku gwiazdy skrywane
Wielkie spokoju tworzą otwory.

Bele drewniane niczym podpory
Mostów, konstrukcji metalowych,
Zrównoważone głosy, humory,
Autostradą jadę chwil kolorowych.

I już nie marudzę, nie narzekam,
Zliczam cięciem noża bukiety,
Nadziei korale także nawlekam
I miłości naklejam ciche etykiety.


ŻYCIE DO AKT 2018-03-27

Wciąż przeszłość i teraźniejszość,
Nic się nie zmienia, te same teksty,
Wciąż większość, a raczej mniejszość,
Jedynie kolorowe powstają kleksy.

A zeszyt nasiąknięty jak pożółkła gąbka,
Przeplatają się losy ludzi, przeznaczenie,
Z oddali słychać hymn, to głośna trąbka
Trębacza, wciąż blaski, wciąż cienie.

I tak wokoło płotu życie mknie pędem,
Mnóstwo zła, odrobina dobroci,
Aż ustawiają się bohaterowie rzędem,
A potem nagroda - kosz łakoci.

Wciąż przeszłość i teraźniejszość,
Małymi kroczkami idzie Calineczka,
Życie to większość i mniejszość,
Pełna już aktów brązowa teczka.


PIORUNEM I PAJĘCZYNĄ 2018-03-27

Trzaskają pioruny, śmiercią grożą,
Po schodkach bieg szalony w dół,
To bóle w nogach liczne się mnożą,
A potem dzielą się dusze na pół.

Kopia za kopią wychodzą jasne,
Szlaczki białe na dowodzie prawdy,
To godziny cenne mijają własne,
By dosięgnąć na niebie złote gwiazdy.

W ferworze walki życie straganowe,
Idą hordy zadowolenia, uśmiechy dziwne
Niczym grymasy królowych, nowe
Płyną strumienie, stoją już posągi sztywne.

Cały kołowrotek medykamentów,
Cicho sza, to wielka tajemnica,
Mówić nie wolno, sto testamentów
Czytane hurtem, a za oknem ulica.

U schyłku zdarzeń jedno zdanie:
Praca wre, wszystko świetnie,
Lecz dzikie pajęczyny na ścianie;
Najgorsze mija, będzie bajecznie.


LAS WIEDZY 2018-03-25

Las wiedzy, tam prawo wilka,
Rozwiązania supłów trudnych,
Liczb w szeregu parę, kilka,
Droga wzdłuż kałuż brudnych.

Złote ramiona wiosenne,
Otulone ciepłem lica,
Radość i smutek naprzemienne,
A potem chodnik i ulica.

Las wiedzy, tam płoną tarcze,
Rozwiązania supłów hardych,
Już świszczę, już charczę
Wzdłuż topoli twardych.

Idąc dalej, pod górę ostrą,
Oddechy ciężkie, lecz rześkie,
Wciąż pod wielką chłostą
Gnie się niebo niebieskie.

Las wiedzy, tam ptaki mądre
Śpiewają hymny ku wiośnie,
Spływ także wraz z prądem,
Kwiat sukcesu wkrótce urośnie.

Uwieńczenie koronami głów,
To już światło i kolory cudne,
Coraz bliżej złotych snów,
Kończą się chwile paskudne.


SZUM PRZESZŁOŚCI 2018-03-24

Zaszumiała przeszłość koncertem liści,
Przytulać znów się chce nocą i w dzień,
Całować i pieścić, lecz życie to się nie iści,
Był blask, potem słońce spadło, cień.

Zaszumiała przeszłość koncertem ptaków,
Upajać się jednością chce się znów,
Dotykiem pisać poezję, kosztować smaków
Słodkich i kwaśnych, kraść pąki snów.

Zaszumiała przeszłość koncertem ciszy,
Powracać jedną stroną tylko już chce
I tańczyć, i śpiewać o wolności myszy,
Myślą natchnąć jak wtedy, uśmierzyć dnie.

Zaszumiała przeszłość koncertem błękitu,
Przytulać znów się chce, i kochać w całości,
Milczeć i krzyczeć, oddychać dla zenitu,
Rozpłynąć się w błogości, rozpłynąć się w miłości.


NARCYZ M 2018-03-24

Posadzone ziarenko w ogrodzie miłości,
Podlewane nadzieją i wiarą w sens wielki,
Karmione słońcem i okruchami czułości,
Wyrósł narcyz wysoki, narcyz ma szelki.

Spogląda co dzień w zwierciadło wody,
Sprawdza swój stan, oczy nieokreślone,
Kocha siebie całego, ma ku temu powody -
Jego serce kocha swe piękno jak szalone.

Podziwia siebie jak największy skarb na Ziemi,
Sam dla siebie alfą i omegą,
Cały jak tęcza, innym kolorem się mieni
I pije, i wznosi toast za siebie wraz z kolegą.

Posadzone ziarenko w ogrodzie naiwności,
Podlewane nadzieją i pragnieniem szczęścia,
Karmione chlebem, uśmiechem spójności;
Wyrósł narcyz dorodny, jak z nim żyć, nie mam pojęcia.


ZASADY LICZB I LITER 2018-03-24

Zasady wielkich miast i rewolucji
Ujęte w ramy liczb i liter, znaki;
Jasne strony i ciemne konstrukcji
Ukazują się jak w negliżu robaki.

Róż tylko w płatkach licznych kwiatu,
Zawiało chłodem, księgowość,
Uczynienie ku dawnemu bratu,
Jeszcze trochę i fachowość.

Zasady wielkich miast i rewolucji
Ujęte w ramy spójne, lecz nikłe -
Coraz bliżej dzikiej obstrukcji,
Nasiąknięte rządy i od zasad nawykłe.

To zmierzch łaskocze już po brodzie,
Zamknąć powieki czas, nadchodzi sen,
Jeszcze łódki płyną po wodzie,
Skończył się zasad liczbowych dzień.


MĄDRA CISZA 2018-03-24

Otwarte okiennice, to nadszedł świt.
Mroźne skafandry jeszcze otulają
Całe ciało i całe serce, Herkulesa mit,
A u schyłku wszystkich chwil, spadają
Gwiazdy złote i srebrne, następny czas
Nadchodzi z każdym krokiem, las
Dawne dzieje wyśpiewuje szeleszczeniem -
To, co było i to, co będzie, jest przeznaczeniem.

Otwarte okiennice, to nadszedł świt.
Śniegowe kule staczają się jeszcze raz po raz
Niczym te syzyfowe głazy, zawsze kit
Wkładany między szczeliny, by kot nie wlazł
Na stół i na szafę, a nikłe istoty w pamięci;
Karuzela wciąż jak szalona się kręci;
Chaotyczne bukiety myśli wielką wiązanką;
Życie jest bombonierką, jest niespodzianką.

Otwarte okiennice, to nadszedł świt.
Biegną zmrożeni, biegną zimni pędem,
A na mecie nektar bogów, świeży fit
W białych tych puchach, szerokim rzędem
Ustawiono całość, a samotność w cętkach
Jak u geparda, cóż z tego, że w całych chętkach
Na spełnienie szczęścia i miłości, jak brak
Odpowiednich ludzi, cisza mądra zawsze tak.


BRAK MIŁOŚCI 2018-03-23

Miłości nie ma, schowana gdzieś pod stół,
Przeszłość zjadła serce, złamała je na pół,
A dziś medal złoty ma tylko jedną stronę
I błyszczy się, i kusi złodziejkę - wronę.

Miłości nie ma, odeszła w siną sobie dal,
Tylko wspomnienia wysyła wzdłuż fal,
A błękitne spływają łzy, kałuże tworząc,
Samotność powraca, tęsknoty mnożąc.

Miłości nie ma, pozostała w dalekiej krainie,
Smutek w spojrzeniu, grymas w minie,
Lecz tęcza jeszcze nie straciła kolorów swych;
Zardzewiałe mosty trwają podczas chwil złych.

Miłości nie ma, dookoła same skamieniałości
Niczym cmentarzysko strzaskanych radości,
Lecz nadchodzi życie, nadchodzi całe i zdrowe,
Każdy kiedyś znajdzie swoją właściwą połowę.


PĘD NA WIOSNĘ 2018-03-23

Pęd jednej chwili, słowo i podpis
Najważniejszy, i pęd ponowny
Rozpoczęty, chwila, jej zapis
I układ tymczasowy, umowny.

Nie ma lepszego słońca od tego,
Jak statki płyną chmury niebem,
Powrót córy i syna marnotrawnego
Do matki, ona poczęstuje chlebem.

Cały świat uśmiecha się wyraźniej,
W lustrach widać nie tylko smętny cień,
Cały świat biegnie coraz odważniej
I tak odchodzi już miniony dzień.

Pęd jednej chwili, czas na herbatkę,
Nadzieja zieleni się jak młoda wiosna,
Ukłony ważne, zdjęto starą czapkę
I już pęd nad pędy, twarz radosna.


FINANSOWE BÓSTWA 2018-03-23

Liczby jak krzywe bóstwa,
Raz szóstki, raz jedynki,
Wszystkie jak kwaśne minki -
Wynik długiego ubóstwa.

Kaskady wzorzyste, ostre łzy
Dosięgają dna smutnej jaskini,
To krzyczą z całej siły sny,
A za zakrętem wróg się ślini.

Kamienne zorze, ołowiane myśli
Rozprzestrzeniają się rozłożyście,
Wciąż nadzieja, iż dobro się ziści,
Lecz przegrana trwa uroczyście.

Liczby jak krzywe bóstwa,
Raz dwójki, raz dziesiątki
Mienią się jak tęcze,a piątki
Niczym stemple do ubóstwa.


ŚNIEŻNA WIOSNA 2018-03-22

Śnieżna oto wiosna nadeszła
I jak chłód mroczna wzeszła
Na niebie pełnym szarości,
Świat obleczony w mglistości
Jak kołdra, z powieki łza
Spływa niczym rosa, zła
Linia w momencie budzenia,
Wróbelki wytrzymać nie mogły
I odleciały do ciepłych krajów,
Odleciały do lepszego raju.

Śnieżna oto wiosna nadeszła
I zima gorących nocy odeszła
Precz, jak najdalej stąd,
Odeszła pod wysoki energią prąd,
A my wirujemy jak bałwanki
Wielkanocne, jesteśmy jak gałganki;
Ziemia się przeinacza w kształty
Niepodobne do żadnych kształtów.
Pada śnieg niczym płatki z jabłoni
Kwitnącej, dziadek u sań dzwoni.

Śnieżna oto wiosna nadeszła
I jak słońce za chmury weszła
Całą swą kulą ciepłą, wieczny mrok
I człowiek stawia śnieżny krok
Po swoich chodnikach zasypanych,
A bocian stoi głodny i pijany,
Za wcześnie przyleciał lub za późno;
Cztery pory roku - jakoś luźno
W zależnościach między nimi,
A my, ludzie za wiosną tęsknimy.


INACZEJ JUŻ DO CIEBIE PODCHODZĘ 2018-03-21

Wypisujesz przeszłości błędne treści,
Odsyłasz do wspomnień, wtedy cudnych,
Dziś nie mam czasu, jeszcze czuję boleści
Po tobie, w ramionach paskudnych
Zatrzymałam się jak na polanie nadziei...

I chcę przetrwać złe burze, turbulencje złe,
Lecz wciąż czuję na karku chłostę zawiei
Doczesnej, niczym w średniowieczu mgłę
Rozwijam jak sieć srebrzystą, szept kniei...
Rozdarłam sweter wielkomiejskiej pani.

Wypisujesz przeszłości błędne treści
I sączysz drinka, odurzenie e-miłosne,
Nie mam dla ciebie dobrych wieści,
Twoje podboje są nieco żałosne
Po czasie, co upłynął jak kropla deszczu...

I dziś już nie przeżywam tamtych chwil,
Choć mam ukryte je w szufladzie pamięci,
Nadal niepokonane istnienie długich mil,
A karuzela jak życie, wciąż się kręci
Kolorami, mieni i przeżuwa jak bestia...


DROGA HULAJĄCYCH WIATRÓW 2018-03-21

Drogą hulających wiatrów wędrowała
Niewiasta czarnowłosa, znaki mijała,
To się witała, to się żegnała
Z wierzbami płaczącymi, rozwijała
Mapy słonecznych blasków, stała
Przez chwilę niczym posąg, gnała
Naprzód, gubiąc kapelusze, drżała
Jak liść osiki, oddechy nabierała
Jak łyżką zupę na zdrowie, zapomniała
W geście niechcącym, przepraszała,
Lecz bez bogactwa złota nie miała,
Więc żebrakowi złotówki żadnej nie dała;
Żywot jej, szara cała i biała, spopielała.


WINNY KROGULEC 2018-03-21

Spinają się agrafki boleścią kroków,
Daleko i jeszcze dalej pola ostateczne,
Zieją ogniem tysiące złych smoków,
Aż płoną szarzy błękitem, listy zbyteczne.

I nie przyjdzie sądny dzień dla krogulca,
Nie zabierze go ojciec do swych piekieł...

Spadają ołowiane łzy, na podłożu kałuża
Czarna, z granatem zmieszana w kotle,
Rana poszerzyła się, jest teraz spora, duża,
A wiedźma leci na podłości swej miotle.

I nie przyjdzie sądny dzień dla krogulca,
Nie zabierze go ojciec do swych piekieł...

Zakładają kajdany na maleńkie dłonie,
Odcinają głowy, palą resztkę sumienia;
Płaczą grusze i śliwy, płaczą smutne jabłonie
Siłą błękitnego najbardziej strumienia.

I przyjdzie kiedyś sądny dzień dla krogulca,
Zabierze go ojciec do swych piekieł...


KRÓLOWA I PIORUNY ZŁA 2018-03-21

Królowa niesie swe berło wysoko,
Czołem wadzi o błękitne struny,
Zło triumfuje, błyszczy się jej oko
I rozsyła, niczym Neptun, bólu pioruny.

Sąd zmienił równoważniki sprawiedliwości,
Biedny, pojedynczy człowiek nie może nic;
To na skraju życia czyha ikona podłości,
A wszystkie instytucje jak biurokracji nić...

Królowa niesie swe berło wysoko,
Czołem wadzi o błękitne struny,
Zło triumfuje, błyszczy się jej oko
I rozsyła, niczym Neptun, zemsty pioruny.


ZA GORĄCO 2018-03-21

Wokół gorące źródła miłości,
Trzeszczą od dawna już kości,
Burząc porządek i ład ziemski.
Plączą się nawzajem wstążki.

Przeszłość przytula się i całuje
Ścianę samotności, odbicie
Światła w zwierciadle, jak smakuje
Oczekiwanie na nic, skrycie
Kochają siebie czasy tamte i te.

Wokół gorące źródła miłości,
Tajemnice pisane w doskonałości
Milczenia piórem, tęsknota.
Potężne skrzydła, lecz zamknięte wrota.


LŚNIĄCE ZNACZKI 2018-03-21

Lśnienie gwiazd, diamenty drobne,
A na dnie kałuża, uśmiech szczodry,
Płyną morzem dnia statki podobne,
Przystań, już widać azyl, moment dobry.

Kropki warte połowy, szczęścia księgi,
W słowach życzliwość jak biały kwiat,
Nikną cienie, bóle, nikną czerwone pręgi
I niczym słońce uśmiecha się świat.

Zakamarki przestrzeni, tęcza mroźna
Rozświetla drogi błotniste, jedna strona,
A na drugiej człowiek, jego mina groźna,
Wrzeszczy całe miasto, w sobie obrona.

Lśnienie gwiazd, diamenty drobne,
A na dnie wartkie strumienie słabsze,
Płyną morzem dnia statki podobne,
Przystań, już widać azyl, piękny sen.


ZABRALI SIĘ DO BUSZU 2018-03-20

Owinął ją ramieniem jak z dżungli lianą,
Całą piękną, naiwną, pijaną
Pragnieniami, kawa świeżo zerwana
Smak ma mocny, otwarta rana
Znów zaczęła sączyć strumień krwi,
Aż zadrżały od lawiny niebieskiej brwi
I zaszło słońce całe w ciemne chmury;
Zamiast morza znów wyrosły góry.

A ryby nie miały głosu, nieme i wspaniałe
W swym szyku i stylu, duże i małe,
Uwodziły ich jak syreny zaciekawionych żeglarzy;
Domki cudne, w kolorach na zielonej plaży
Otwarte do pewnych godzin błądzenia,
A przy afirmacji japońskiego stworzenia
Kwitły wiśniowe drzewa, kwitły wiśniowe drzewa;
Stoisz cicho, słuchasz, to karaczan śpiewa
Do kuzynów swych oczywistych, żaba bogata
Udaje głaz kamienny, nieruchomy, niewzruszony;
Nagle krzyk papuzi, kod w gody ułożony;
Spojrzenia ciche, z zachwytem, wiedza idzie nowa.

Owinął ją ramieniem jak z dżungli lianą,
Całą piękną, dużą, kochaną
Chwilą zieloną, oczy dookoła głowy
I całość w kilku zbytecznych słowy
Zawarta; trzymana za rękę, cukrowe palmy
Jak dzikie pannice, baobaby, oryginalny
System mimozy, odkrywanie ścieżek prostych
I mięsożerna bestia, listek zakrywa krosty.


NOWA SZANSA W STARYM POWROCIE 2018-03-20

Nowa szansa, powrót do starego
Aleją pełzania, aleją dumania.
Ogród bez bramy do dalszego
Wędrowania, chwila rozedrgania
Błyszczących marzeń, klejnoty -
Czas zakasać rękawy do roboty.

Nowa szansa, powrót do starego
Aleją zaskoczenia, aleją cichości.
Nikt nie pyta: po co i dlaczego,
A na stole dzban pełen skromności.
Milczą chwil atuty, guzików moc,
Wielkie kroki stawia ciemna noc.

Nowa szansa, powrót do starego
Aleją życia, aleją marzeń i siły.
Adnotacja do filmu już wyblakłego,
A na przekór wszystkim węże się wiły
Jak tasiemki brudnej barwy, i czas
Odkrywa prawdy zmrożone, śni las.

Nowa szansa, powrót do starego
Aleją dobrej woli, aleją oczekiwania.
Pod płaszczem wspomnienia kolorowego
Zagadka, tajemnica, do kochania
Serca są wyrywne, potem butwieją
I niczym posągi całe brązowieją.

Nowa szansa, powrót do starego
Aleją błędów i pomyłek, aleją błądzenia.
Tęcza w skrzydle motyla cudownego
Mieni się życiem, nie ma swędzenia
Strupów radykalnych, one nie krwawią,
Uciśnieni w wolności się teraz pławią.


WARSTWY MIASTA KOLEJNE 2018-03-20

Miasto w złocie skąpane, hydrant samotny
Kolor nosi nadziei, surdut ma złożony,
Spływają łzy potępione, człek gramotny
W sposób właściwy, lecz trochę stary, zgarbiony
Spogląda w dal, oddycha raz po raz, czas
Nadszedł ten odpowiedni, ruch wydał głaz
Na wspomnienie bytów, korytarze w szpitalu
I nie było snów lekkich jak piórko, ani balu
Przebierańców, tysiąc pląsów, lecz nie tańców -
Połamane serca jak deski spróchniałe,
Odrzucono kosmyk włosów, palce jeszcze małe,
A potem już tylko rozmowy w toku profesjonalizmu;
Przystanek nad wodą dla własnego krytycyzmu.

Niepoukładane zwoje na półkach właściwych,
Zasłona opada na oczy, ilość pąków krzywych
W rzędzie prostych kresek, piąta aleja długa,
A tam, pod drzewem samotności, bolesna smuga;
Zadzwonił mistrz nad mistrze, tłumaczenia takie
Śle naumyślnie do serca, drżenie na spotkanie z hakiem
Złego pirata, falują oceany szkliste, bujają okrętami
I cała zawieja rozpoczyna się pomiędzy różami,
Które więdną bez podlewania, bez ogrodniczych rąk,
Dłonie złożone niczym do modlitwy, młody pąk,
A na dnie studni doczesności pływają kijanki ciche;
Zamykane drzwi z hukiem i otwierane ostrożnie
Następne przejścia przez labirynt życia; nadzieja.


W PAMIĘTNIKU 2018-03-17

W pamiętniku zapiszesz moje słowa,
Powiadasz figlarnym spojrzeniem.
Wypełniona dotąd pusta połowa,
Miłość stała się fizyki wcieleniem.

A ja przeczę zawsze maksymalnie,
Bo to słowa podobne do poezji,
Lecz składane długo, indywidualnie
Dziś nie mają nic z właściwej finezji.

W pamiętniku zapiszesz moje słowa,
Powiadasz malinowym pocałunkiem
I odgarniasz moje włosy, już gotowa
Jestem... częstujesz mocnym trunkiem.

Po czym znikasz jak bajkowy Kopciuszek,
Nie ma ciebie na co dzień, lecz od święta,
Znów zakładam kolorowy ciuszek
I serce czuje te chwile, serce je pamięta.

W pamiętniku zapiszesz moje słowa,
Powiadasz jedwabnym dotykiem
I już jak jedno jesteśmy, czułość nowa,
Odpływam, witam się z gotykiem.

Spojrzenia w oczy ci ślę, chcę odgadnąć
Sens tych wejść na weekendowe góry,
Chcę byś kochał na zawsze, zawładnąć
Zachłannie całego ciebie, rozgonić chmury.

W pamiętniku zapiszesz moje słowa,
Powiadasz swoją obecnością tuż obok;
Zrobię tak pewnego dnia, gdy głowa
Będzie znała odpowiedź, kolejny krok.

I wtedy zatańczę dla ciebie kankana
O zmierzchu i o świcie, obiad podam
Smaczny, uśmiechem zejdzie plama
I że kocham ciebie - szczerze dodam.


ZŁOTY FINAŁ 2018-03-17

Cały gotowy i zwarty,
Pocałunki na wierzchu
I pod spodem
Dreszcze idą korowodem.

I tańcują lubieżne kroki,
To wnet kankan jest,
I niestraszne są półmroki,
To wnet zasad chrzest.

Gest czułości z powieści wydarty
Tuli jej twarz i szyję, i biust.
Szlak prosty, już przetarty
Jak szkło, piwo na zdrowie, chlust.

I już blisko siebie, że bliżej się nie da,
Już jaskinie i wulkany dzikie, gorące,
Aż topi się najbielsza kreda,
A latarnie całe zawstydzone, płonące.

Głębiny oceaniczne falują
Jak tancerki w rytmie tanga,
Usta coraz bardziej siebie smakują,
Wyżyny górskie - złota ranga.


ROZBITE DO SKLEJENIA 2018-03-17

Skrupulatne części odklejone od siebie,
Sędziwość niczym super klej skleja warstwy,
Ustami picie wody, istnienie w niebie,
A na koniec oddech zupełny jak sen lekki.

Pijane rzeczywistości otaczają sznur ptaków,
Pomiędzy drzewami leżą noski klonowe,
Nadzieja jak zawsze żywa, życie biedaków
Jest ciężkie jak kamienie, lecz kolorowe.

Uśmiech różowych petunii w aksamicie,
A bezbronne myśli chowają się pod skorupę,
Wyglądamy prawdy blisko w swym zenicie
I wszystko bierzemy pod mikroskop, pod lupę.

Rozbite dzbanki o kałużę chemiczną lśnią,
Lecz to nie koniec świata ani trochę,
Góra strapienia, kapie łzą gzyms szary, ćmą
Nazywamy motyla nocy, jak o ścianę grochem.

I idąc w stronę krainy wszelkiej jawy i snów,
Pełzniemy jak robale wąsate, zwinne byty.
Księżyc świeci i świecą gwiazdy, wspólny nów,
A na ramieniu bagnet, szczyt będzie zdobyty.


TAK TO JAKOŚ BYWA 2018-03-17

Wywoływanie duchów przeszłości milczeniem,
Pomiędzy mną a nim dziesięć kroków pełnych.
Niby nic się nie stało, jednak rozmowa z cieniem,
A przed poważnym profilem nie ma nas zupełnych.

Tak to już bywa, iż obietnica za obietnicą dawana,
Słowo przecież nic nie kosztuje, to tylko słowo.
Tak to już bywa, iż to, co po zmierzchu, inne z rana
I tak jakoś upływa czas, dzień za dniem kolorowo.

Wywoływanie duchów przeszłości łkaniem,
Pomiędzy mną a nim tysiąc kroków niepostawionych.
Niby wszystko dobrze, lecz przeminęło z kochaniem,
A dziś oblicza nasze jak oblicza rzeźb odnowionych.

Tak to już bywa, iż raz się jest bogatym, raz biednym,
A los pisze scenariusze dla każdego człowieka.
Tak to już bywa, iż nieznane zawsze za murem sąsiednim
I tak jakoś upływa czas, z czasem zamknie się powieka...


STRATEGIA WARTKICH STRUMIENI 2018-03-16

Strategia wartkich strumieni, lśnią kuszeniem
Niczym diabelskim, odkrywanie kart do zapisania
I tak maszerując raźnie, i stając się wcieleniem
Porannych mgieł, gwiazd położonych od kochania
Daleko i jeszcze dalej... świat oszalał całkiem.

Dowody zbrodni nakreślone w aktach po latach
I cisza jest tym zabójcą, kanibalem, nożownikiem;
A we wnętrzach jaskiń nic, lewobrzeżna chata
Raczy trunkiem egzotyki, spotkanie z dzikiem.

Sto metrów tylko pozostało do końca wyścigu,
Kołowrotki na najwyższych obrotach, adres
Szarości, rozpisano tajemnicę, koniec kuligu;
Wrzucamy na luz, zakładamy dla wygody dres.

Strategia wartkich strumieni, tęczowe chmury
Mienią się jak motyle płoche, kolorowe całe
Wiosną i latem, i morza szepczą, i płoną góry
Jak pochodnie, gorące już i nabrzmiałe
Od pełnych kielichów trwania... milczą kamienie.


KAŁUŻE NAJPIĘKNIEJSZE 2018-03-16

Zebrane kałuże łyżką zdań wielu,
Rosa o poranku kroplą spływa
I śpiewa słowik, życie wydobywa
Najpiękniejsze chwile w nas...

I szczęście, i płacz jednoczesny
O zmierzchu, zawsze wczesny
Chór śpiewa hymny mgliste
I odsłania okna przejrzyste,
A na dnie oceanów perła świeci...

Zebrane kałuże łyżką zdań wielu,
Łza o poranku kroplą spływa
I śpiewa wrona, życie wydobywa
Najpiękniejsze chwile w nas...


JESZCZE NIE KOŃCZY SIĘ ŚWIAT... 2018-03-16

Jeden wielki moment, słane listy
Ku słońcu i ku gwiazdom, czysty
Wykrzyknik jak kolczasty kwiat,
Nie kończy się jeszcze świat...

Milczenie ust, milczenie serc
Naprzemiennie wije się jak wąż,
Zbyt duży hałas, wysoki herc,
Nie nadchodzi żaden mąż...

Jeden wielki moment, liście zbierane
Aleją jesiennych snów, już wiosna,
W sercu wiecznie żywy nadziei kwiat,
Więc nie kończy się jeszcze świat...


TWARZ I ROZMOWY 2018-03-15

Za lasem skryta twarz, pytania bez odpowiedzi
I dłutem niewiedzy rzeźbione małe rozmowy.
Dziki zwierz w krzewinach przyczajony siedzi
I czeka na moment właściwy, przelot sowy...

Widzę tą twarz, jakby mglista, jakby szara cała,
A z oczu płyną chęci i niechęci jednoczesne, tłok
Spienionych fal, fala jedwabna, mocna, wytrwała
Przepływa do błękitu, kolejny trzeba postawić krok.

Za lasem wyraźna twarz, odpowiedzi bez pytania
I pędzlem mądrości malowane małe rozmowy.
Dziki zwierz w krzewinach siedzi, bliski polowania
Na serce mało stabilne, zlepienie ciszy w słowy...


UMIEJĘTNOŚĆ CZASU 2018-03-14

Pędzić potrafi czas, uśmiech za złotówkę,
Dwa lub trzy słowa, dwa lub trzy zdania,
A potem teleportacja, ze słońca aktówkę
Otwiera specjalista do spraw odliczania.

Pędzić potrafi czas, złotówka za uśmiech,
Błyskawica przed chrząszcza przepuszczona
Gestem dobroci, wymazany duży grzech,
Podziękowaniem strona medalu zdobiona.

Pędzić potrafi czas, zamknięte wrota dawne,
Strach pożyczył zdziwieniu swoje oczy wielkie,
Aż przysiadły kruki, aż przysiadły wprawne
W zadania dnia. Spojrzenia zewsząd wszelkie.

Pędzić potrafi czas, światełko małe migocze,
Otulone atłasem czerwienie, sen nadchodzi,
A minuta, piórkiem sekundy, w godzinę łaskocze
I wymazuje błąd za błędem, koniec powodzi.


JASKRAWA I CIEMNA DŁOŃ 2018-03-14

Jaskrawą dłonią pieszczota ciszy subtelna,
Znów milczymy jak zaklęte kręgi miłości
I dziś twa wymowa niewyraźna, niezupełna
Ku stronie delikatnej jak płatek radości...

I znów nieznane myśli w zwoje zwinięte,
Na dwa dzielone, podwójnie kreślone
I dziś wyznania szeptane, wepchnięte
Silnym ciosem boksera, ciało zakrwawione...

Ciemną dłonią pieszczota ciszy kolczasta,
Znów milczymy jak zaklęte kręgi nadziei
I dziś znów zastygamy kamieniem, niewiasta
Przy drodze stoi, królowa wśród niemej zawiei...

I znów nieznane czyny w słoje zamknięte,
Na dwa dzielone, podwójnie stracone
I dziś znów płaczą niewinności poczęte,
Wartki strumień, losem znamiona czynione...


SŁODKOŚCI Z PRZESZŁOŚCI 2018-03-14

Słodki z przeszłości jak wspomnienie,
Widzę słońce, które mogłoby świecić
Dla ciebie i dla mnie, osamotnienie
We własnych celach, nie można śmiecić
Wzdychaniem do wieczności, czekanie
Na zrzucenie kajdan bladej rzeczywistości,
A gdzieś w oddali iskry płoną namiętności
I wskrzeszają serca, może wspólne śniadanie?

Słodki z przeszłości jak dżem pełen truskawek,
Widzę niebo i gwiazdy, coś jak błękit i złoto,
Lecz czas rozlega się w przestrzeni, stos zabawek
Figlarności podjętych decyzji, to samo błoto
Wciąga nas nadal, lecz my chcemy kochać,
Tańczyć, śpiewać, skakać i wielce się radować
Na samą myśl wzajemną, gorącą, tajemną
Niczym przejście pod wodospadem do jaskini...

Słodki z przeszłości jak przebaczenie moje,
Widzę ciebie i do ciebie znów wzdycham,
I idę otępiona mgłą miłosną, miłości podboje
Wznowione takie, głośno tu oddycham,
A serce drży i tańcuje, pulsowanie czyni
W głowie i w duszy, pragnienie już się ślini
Jak głodny zwierz, wygłodniały wielce,
Wychodzę na ląd, tkwiłam w nicości butelce.


KOŁOWROTKI I KARUZELE 2018-03-13

Kołowrotek zdarzeń wciąż się kręci,
Zaraz potem liści opadanie jesienne,
Blisko mostu w całej pamięci
Stoją rzędy smutne i kamienne...

Płaczą wierzby, płaczę też dęby,
Bolą myśli i słowa, boli ten czas,
Po czym wirują serca w piękne kłęby
I tylko gani nas zielony las...

Karuzela zjawisk sędziwych na pniu
Kręci się jak szalona, wiruje i pędzi,
Coś pięknego przemija w odchodzącym dniu,
Coś daje znak i w sercu swędzi...

Złotym blaskiem słońca wielkie błyszczą
Na niebie strudzonych twarzy, lśnienie
Różowych pojęć, z wizją jeszcze wyższą
Idą wielcy krok za krokiem, zdziwienie...


DWIE TRÓJKI 2018-03-13

Przebudzenie nocą, kwiat paproci kwitnie,
Dookoła blask dwóch trójek się roztacza,
To już inny świat, młodość słabsza, niknie
W tle i na jawie, nadzieja jak balsam otacza
Wody w ruczajach marzeń, może się spełni...

Trzy złote historie w jednej dłoni trzymane,
Przez chwilę szczęście na myśl o powrocie
I w sercu słońce zaświeciło roześmiane,
Lecz samotność przypomina o życia kłopocie.

Przebudzenie nocą, kwiat lilii kwitnie,
Dookoła blask dwóch trójek się roztacza,
To już inny świat, młodość słabsza, niknie
W pędzie czasu, w jego pętli, nadzieja otacza
Ciało gwiezdne, pomyśl życzenie, może się spełni...


KARTONOWE OKIENNICE 2018-03-11

Kartonowe okiennice ciszą namalowane,
Rzeka płynie pod jaskinią brunatną,
Brzytwy potrafią skaleczyć, często zatną
Zarost prawdziwości, powieki jak ołowiane.

W paru cyfrach wyznaczone trendy dziwne,
Skrzypią usta w tęsknotach do pocałunków,
Płaczą drzewa chore, płaczą drzewa oliwne,
A na końcu labiryntu bukiet mocnych trunków.

Kartonowe okiennice ciszą namalowane,
Zastyga bajoro pod oknem wartkich zwierzeń,
Szepczą gwiazdy gorliwe swe pacierze
I dają znak wesoły, migotanie już schowane.


CZYŻBY TO BYŁA MIŁOŚĆ? 2018-03-11

Taki pamiętny w głowie jesteś mojej,
Serca stukają do siebie rogami na P,
Wciąż wspominam, gdy byliśmy we dwoje;
Byliśmy piękni, odpowiedni, lecz snem,
Jak to się później okazało, rzewną łzą
Płakało pragnienie drżące, zakryte mgłą
Wielkiej tęsknoty, przestrzenie rozdzieliły,
A może to my sami siebie rozdzieliliśmy?

Być może wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy,
Jak to będzie, gdy czas wzrośnie w potęgę,
Być może wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy,
Że przeznaczenia czytamy razem księgę.

Taki swój jesteś w mojej jaskini przejrzystej,
Odnajduję ciebie po latach, zarośla zielone
I daję ci się napić z wody jasnej, czystej,
I otwieram okiennice, księżyc, lekko uchylone
Czekają na ukradkowego kochanka, może męża,
Lecz gdy nadchodzi świt, mądrość zwycięża
I znów serce nie wie, czy pozwalać ma na te powroty,
Głupie śni sny na jawie, biorą go żywe tęsknoty.


POGLĄDOWOŚĆ 2018-03-11

Ostentacyjne poglądy jednego zasobu,
Spojrzenia nader wszystko i jak cisza
Zasępiają się drzewa sędziwe, globu
Cała przestrzeń, rozszerzona klisza.

A pomiędzy klatkami z metalu i żywicy
Wirują myśli ciężkie jak liść późno jesienny,
Wspomnienie ostatniej dziewicy
I uśmiech strudzony, cały, niezmienny.

I strach w oczach względem przyszłych dni,
Jak to będzie, co się wydarzy wzdłuż płotu;
I strach w oczach względem pieśni, co brzmi
Z trąb grubych, dłonie dwie u swego splotu.

A pomiędzy nocą i nocą dzień - okna rozbite
Niczym zwierciadło na nieszczęście, kartonowe
Serca biją, czasem płoną, inicjały nicią wyszyte
Czerwoną, dzwony nie biją mosiężne ni nowe.

Ostentacyjne poglądy jednego zasobu,
Westchnienia nader wszystko i wielkie nic
Krążą jak orbity dookoła zmęczonego globu;
Marzyć trzeba nadal, kiedyś zniknie pic...


PRZEDWIOŚNIE SZUMOWINOWE 2018-03-11

Kwitną szumowiny na drzewach przedwiośnia,
Nienawiść w sercach coraz bardziej głośna
Nie będzie słuchać rozkazów głosów z pikseli,
Nie zamkną ust kneblem, nie zamkną do celi
Ciała ani duszy, ciało się skruszy, a dusza ruszy
Wolna niczym ptak, nikt jej nie zatrzyma...

Kwitną szumowiny na drzewach przedwiośnia,
Spadają gruszki z tych drzew, robaczliwe takie
I pełzną robale złośliwe, rozkapryszone życia szlakiem;
Patrzę, idzie krzywa twarz, cała żałosna
W swej postaci, zero nasuwa się w czyste zdanie,
Zero zamiast kapelusza, zwyczajny panie.

Kwitną szumowiny na drzewach przedwiośnia,
Aż dech zapiera smogiem, płuca stają się czarne
I oczy puchną od ekranu z napisem, marne
Zdania, marne byty, wyższość zła, cała skośna
I mówią, co robić, i mówią, że umrzeć mam,
Lecz będę żyć na przekór, satysfakcji nie dam.


PORANEK DO WALKI 2018-03-11

Jedzie na wozie gruby poranek słoneczny,
Wiezie wyraz piękny, niemalże bajeczny,
Lecz gdzieś za rogiem, gdzieś za zakrętem
Czyha wróg ze swoim wstrętnym przekrętem.

Sny odeszły już w siną dal, zamknęły drzwi,
Płyną jak statki kolejne dni, melodia brzmi
Z tamburynów nadziei, podnoszą się upadli,
Podnoszą się z popiołów, złodzieje życie skradli
Im ciężkie, ale własne, teraz tylko buty ciasne.

Jedzie na wozie gruby poranek słoneczny,
Wiezie wór pełen nieznanych chwil, zbyteczny
Jest upór upiorów wszędobylskich, ciach -
Walka trwa o przeżycie i nad głową o cały dach.


JAK DALEJ ŻYĆ? 2018-03-11

Miłosne eskapady wyznań wiecznych
Płyną z prądem rzeczywistości,
W sercach chęć życia, dla walecznych
Napis skreślający grube podłości.

Dalej jednak nie można zrobić nic więcej,
Nie da się też milczeć, nie da się wyć
Razem z wilkami, ani świecić od słońca goręcej,
Jak zatem dalej żyć?

Miłosne eskapady wyznań przez kota,
A kot jest kotem, własne ma drogi,
Słowo, podziękowanie, a potem słota
I do przekroczenia wysokie progi.

Dalej jednak nie można zrobić nic więcej,
Nie da się też milczeć, nie da się wyć
Razem z wilkami, ani świecić od słońca goręcej,
Jak zatem dalej żyć?


BERŁO ZGNIŁE 2018-03-11

Zgniły owoc w ręku trzymam
Niczym berło struchlałych,
Nie wiem, jak długo wytrzymam,
Paru tylko ocalałych.

I szumi morze gniewu głębiną,
Nie wiem, jak zakończy się moment
Z pogardą i z wykrzywioną miną,
A hymn podłości, zło ma instrument.

Stoję niczym posąg, postument
Kamienny, marmurowy, zimny,
Choć nikły zdrady dokument,
System odznacza w sposób inny.

Zgniły owoc w ręku trzymam
Niczym berło pokaleczonych,
Nie wiem, jak długo wytrzymam,
Czas dla wszystkich strąconych.


DO TRIUMFU 2018-03-10

Zwój pełen jaźni i rozdwojenia połączeń,
Los układa na drodze krzywe kłody,
Śpiew fałszywy syreny wzdłuż dążeń
Rozlega się falą podłości, białe wody
Odpływają statkiem słonym jak łza.

Nikczemne królowanie jej wysokości,
Złodziejski szyk, oszustów moc,
A na piedestale wydarzeń zgrabności
Nie pomogą zaszczytem, noc
Coraz bliżej, chwila sprawiedliwości.

Zwój pełen myśli i połączenia pstre,
Już widzę krzyczącą o pomoc kurę,
Gdacze niestabilna, chce przegonić mgłę
Sprawiedliwości, ale ołowianą chmurę
Przyciągnęła pianiem koguta z rana.

I będzie uczta, i będzie chwila pijana
Od sprawiedliwości, od drżących kości
I przeminie zło, złożą go w futerale
Jak wniosek bardzo ważny, niedbale
Opadną kosmyki kurzu, jeden triumf.


SPOTKANIE Z POTWOREM ZMIENIA 2018-03-09

Miała być przyszłość, nikczemne ramiona
Zerwały nadzieję z łąki pięknych snów,
Krwawi serducho twarde, w nim liczne znamiona,
Aż wyje wilk do księżyca, a księżyc ma nów.

Brak tutaj wytłumaczenia, dawne były dzieje,
A dziś wyrzucono człowieka jak śmieć wielki,
Zaszumiały bolesne knieje, dzikie knieje,
A kiedyś wyjdzie sprawiedliwość z butelki.

I nie będzie przebaczenia dla złoczyńców,
I nie będzie luzowania kajdan żelaznych;
Nie znajdzie wielka pani pobratymców,
Pokaleczona strefa wiary w dobrych i wyraźnych.

Miała być przyszłość, nikczemne ramiona
Zaplotły się węzłem na szyi bezbronności,
Jak psina bezdomna w rogu skulona
Skomli z bólu, bumerang wróci w całości.


NIEGDYŚ BYŁAŚ PRZYJACIÓŁKĄ 2018-03-09

Niegdyś byłaś od serca przyjaciółką,
Miłą jak Maja pszczółką,
A dziś moją oprawczynią, moim złem,
Aż żałuję z całej duszy, że spotkałam cię
Ponownie na swej drodze życia,
Zatrudniasz ludzi bez umowy,
Jak śmieci ich traktujesz
I mnie dziś za dawną pomoc dziękujesz
Jak nie człowiek, jak nie człowiek;
Byś nie musiała wylewać łez spod powiek,
Co są jak wodospady, rzeki, strumienie -
Muszę wymazać tę chwilę, dać ją w zapomnienie.

Niegdyś byłaś od serca przyjaciółką,
Dzieliłyśmy się sekretów szkatułką,
Pod starym dębem chwile spędzałyśmy
I na lekcjach jak błyskawice pędziłyśmy,
Czasem nawet w bok, było wesoło,
Tańczyłyśmy sobie zawsze wkoło,
A dziś nie chcę ciebie znać nigdy więcej,
Jak niegdyś lubiłam, tak dziś nienawidzę goręcej
Od słońca i od gwiazd licznych;
Nie myśl, że należysz do strategicznych
Ludzi, których wyższość nie zgubi -
Jesteś niczym róża zgniła, której nikt nie lubi.

Niegdyś byłaś od serca przyjaciółką,
Koleżanką, wróblem, jaskółką,
A dziś nie znamy siebie już, nie znamy,
Już więcej rąk sobie nie podamy;
W sercu mam nowe wielkie rany,
W sercu mam nowe bolesne szramy
I już nie chcę iść z tobą na kawę,
Kończę okrutną tę zabawę
W cwaniactwo i oszustów, bolisz mnie,
Sprawiedliwość dopadnie i ciebie, źle
Zapisałaś mi się teraz, byś nie żebrała
Pod kościołem, byś stała się człowiekiem.


UWAGA NA ZŁĄ KRÓLOWĄ 2018-03-09

Miała być umowa,
Lecz zła królowa
Umowy nie dała,
Jak osika będzie drżała.

Może inni królowie
Pogłaszczą ją po głowie,
Dadzą jeszcze podwyżkę
I dostanie zadyszkę.

Miała być umowa,
Lecz zła królowa
Prawo złamała pracy -
Odpuścić jej Polacy?

Może inni królowie
Pogłaszczą ją po głowie,
Bo cóż znaczy szaraczek -
Nic, kropeczka, kłaczek.

Miała być umowa,
Lecz zła królowa
Zadrwiła sobie z człeka,
Nawet nie drgnie jej powieka.

Może inni królowie
Pogłaszczą ją po głowie,
Lecz to byłby przekręt nad przekręty,
A robotnik jak wyklęty.

Miała być umowa,
Lecz zła królowa
Umowy nie dała,
Godność odebrała...


CIĘŻKOŚĆ NAPRZEMIENNA 2018-03-05

Ciężkość zawirowania jak kamienna,
Miłość i nienawiść naprzemienna
I nie ma nas, i nie ma ich, płynie
Czas nieubłagany, życie jak w młynie,
Na całą resztę brak wszelkich sił.

A przeszłość niewinna w oczach własnych,
Szuka rozwiązań ciasnych
I bezsensowne słowa na powroty;
Całość szczytem jest głupoty.

A ta miłość obecna własne życie ma,
Nie patrzy na ruch, inna jej Ziemia,
A pod ukosem wszystkich zdarzeń
Nie pozostaje nic, poza stosem wyrażeń.

Ciężkość zawirowania jak kamienna,
Miłość i nienawiść naprzemienna
I nie ma nas, i nie ma ich, płynie
Czas nieubłagany, los z figli słynie,
Może fortuna koło zatoczy.


OCEANY BEZUMOWNE 2018-03-05

Falują bolesne oceany,
Nic, tylko wielkie skany
Bez głów, a dłonie ciche.

Praca za darmo, liche
Istoty wykonują robotę;
Mogą zapłacić za głupotę.

Falują bolesne oceany,
Nic, tylko wielkie skany
Bez serc, z góry kielichem.

Nie ma dokumentów,
Kraina dużych przekrętów
W tej zatoce królowych.

Falują bolesne oceany,
Nic, tylko wielkie skany
Bez praw, kar surowych

Nie ma dla nich, czas
Nadchodzi praworządny,
Pracownik porządny.

Falują bolesne oceany,
Nic, tylko wielkie skany,
Jaki to czas - zmarnowany?


SZTYWNE NEGOCJACJE 2018-03-04

Negocjuje dziadek mróz z panią wiosną,
Zakładają obszary i przedmioty rozprawy,
Kiedy nadejść może, kiedy urosną uprawy,
Lecz twarda to negocjacja, stroną zazdrosną
Jest ten dziadek, ubrać się na wypadek
Zimna każda osoba ciepło się powinna.

Zaplecione warkocze płyną kroplą lodową,
Czyniąc kałuże trudów i zarwanych nocy;
Kawa jednym duszkiem wypita dla mocy
I zabawa przy świecy, sukcesu połową
W negocjacjach pór roku będą zaliczenia,
A pomiędzy nimi finansowe rozliczenia.

Negocjuje księżyc mroźny z gwiazdami,
A one migoczą na nadejście cieplejszej chwili;
Z czerwonymi idą ludzie kokardami
Niczym prezenty dla ludzi; pisklę kwili
Bezbronne, lecz niewinne lata już minęły;
Na niczym na razie negocjacje stanęły.


KAMIENNOŚĆ NIE ZWIĄZKU 2018-03-04

Kamienna powieka podniesiona jak kurtyna,
Pozostawiona dla kolegów ta dziewczyna
I w ogóle schemat miłości nie istnieje,
Nic więcej między tym dwojgiem się nie zadzieje
Raczej, też właściwie, melodie takie samotne
I tęskne za miłością, oczy zasypiają markotne.

Mała nadzieja tli się jak niewinna iskierka,
Może zjedzą jeszcze razem pomidora, żeberka,
Może nie odpadnie zardzewiała barierka
Bezpieczeństwa, czekoladek cała bombonierka,
Lecz to tylko rzecz materialna, rzecz nabyta,
A serce serca wciąż i nieustannie pyta
Zaniepokojone, lecz milczenie odpowiada,
Że to nie miłość dwojgiem tak włada...

I kropla kamienna na podłogę spada,
Poczyniona dziura niczym w ozonie,
Latarnia samotna wielce płonie,
Pożar się robi, pochłania człeka, owada
I na dnie dzisiejszym układa słowa;
Nie tak, niewłaściwa jednak jest połowa.

Mała nadzieja jeszcze się tli, lecz coraz słabiej,
Czy oni być razem sobie dadzą radę?
Wszyscy kiwają głowami, przecząca to mowa,
Szklanka nieczysta, szklanka rozbita, głowa
Spuchnięta jak bania, czas nagość odsłania
Tych osób pokrętnych. Ona niczym łania
Wrażliwa i płochliwa, a kłusownik śpi na jawie,
Śni sny o wolności i wiecznej zabawie.


TRUDNOŚĆ 2018-03-04

Czaszki w pięciu złamanych kręgach,
Krwawią puste rowy, księżyce oddychają
Mroźne, powiewa rozczarowania wstęga,
Te dwa serca nie są jak jedno, nie mają
Wspólnego centrum, oazy przed światem;
Kamienni na twarzach, są już tematem
Prawie z przeszłości? Jak pokochać postać
Wirtualną zazwyczaj, nie da się zastać
Oblicza ciepła w nagich soplach z lodu;
Te dwa serca pragną, lecz są z chłodu
Utkane, mur mają straszny, milczeniem
Tkają serwety niczym pająki jedwabne...

Krzyczeć chcą dziś usta, lecz zasznurowane
Są jak w horrorze, postrach, chwile ładne
Odfruwają, bo są motylami, a kochane
Drzewa wrastają w ziemię swymi korzeniami;
Obdzielali się malinowymi pocałunkami
I między przestrzenią, i między skrzydłami
Wyrasta garb niczym na wielbłądzie;
Miłość jakoś nie potrafi i nie siądzie
Na skraju lasu wołającego o pomstę do bogów
I przy użyciu bardzo złotych rogów
Grają hejnały niedopasowania, osamotnienia;
Nic nie popłynie już z tegoż strumienia...

Siwawe fale brunatnych jezior, jęzory krzywe,
Patrzą oczy stęsknione, lecz chyba fałszywe
Na wskroś, a dotyk dłoni dotykiem urozmaicenia,
Nie ma odpowiedzi na pytanie, tylko zaćmienia
Księżyców złocą się rutyną; za piękna kurtyną
Nieznane myśli, serce jednak wyczuwa pewien fakt:
Te dwie dusze nie grają razem, inny ich takt
Jest na co dzień i od święta, samotność panuje
Perlista, chęć założenia królestwa, lecz smakuje
Nie według wzoru zupa właściwa, rośnie pokrzywa
Na nosie i na sercu otępiałym, dobroć doceniona,
Lecz za słabo trzymają siebie nawzajem ramiona...

A na tarasie trzy rzędy zgięte w pół, milczą wiecznie
W odsłonach prób, niedopasowanie zalewa wielkie
I na nic prowadzone czyny odważne, milczą walecznie
Kruki święte, głów już nie mają, czarne, wszelkie
Jak perły na dnie oceanu... czy jesteś zakochany?
Raczej nie i już pewnie nie będziesz, tylko pijany
Z ciebie statek, upijasz wyspę bezpieczną alkoholem
I pędzisz przed siebie, szczęśliwy masz swawole,
Nawet łza nie spłynie tęskna, samotność nie zaboli -
Karuzelę masz tęczową, tęczę trzymasz parasoli
W rękawiczkach bez miłosnych, wiosna nadchodzi,
Może właśnie niedopasowanych wielce oswobodzi...


OD ZAUŁKÓW PO PRZEJRZYSTOŚĆ 2018-03-03

Zaułki w kątach utworzone, klaszczą ludzie,
Kąpią się okazje w drożyźnie i w pędu brudzie,
Pachną mandarynki fetorem zepsucia,
Brak pewnej zasady może doprowadzić do otrucia
Człeków w doczesności, zderzenie głów
Niczym koziołków najbielszych, księżyca nów
Taki mroźny, taki bezlitosny, taki radosny.

Ukłony dam niczym sceniczne wygibasy, krok
Taneczny prowadzą przedstawiciele, wielki skok
Na uśmiech od witamin, mała przecena, ale przecena
I podziękowanie, i teatr, i wieczoru scena;
Niedopasowanie w gramach, chyba prawidłowość
Zawiodła, ukłon w pas, do zapłaty gotowość,
A znaczek w nagrodę, by odżywiać się zdrowiej.

Innym językiem władanie, alejki rozłożyste,
Gdzieniegdzie truteń, reszta jest jak czyste
Szkło, kryształ, zwierciadło. Nowa to marka -
Mechaniczna zabawka, mechaniczna poczwarka
Motyla na wiosnę, aż tulipany zakwitają,
Do świętowania marcowego zapraszają
Panów i panie, co to będzie, co się stanie?

I z upływem czasu, z zapasem w koszu z metalu
Pędzę na złamanie karku, by być na balu
Wszystkich singli, ich planeta, ich oaza, miejsce,
A w sercu zesztywnienie, inne od pozostałych pojęcie
Na tematy średniowiecza oraz nowoczesności
Płoną pochodnie kroplą z wyższej niebieskości;
Cisza, noc, magia barw, całość w przejrzystości...


UPARTY KOCHANKU 2018-03-03

Kochanku z przeszłości,
Chcesz oglądać moje nagości,
Pieścić, wkładać palce w kwiatuszek
I patrzeć na uśmiech, na pępuszek.

Kochanku z przeszłości,
Kusisz wyznaniami miłości,
Dotykasz jedwabnym pocałunkiem,
Częstujesz magii trunkiem.

Kochanku z przeszłości,
Osłabione nasze zażyłości,
Lecz jak gdyby nic się nie stało,
Chcesz posiadać moje ciało.

Kochanku z przeszłości,
Ileż w tobie jest lubieżności
I lubieżnością chcesz zarazić
Mnie calutką, siebie wyrazić.

Kochanku z przeszłości,
Choć inne są nasze tożsamości,
To wierzysz jeszcze w nas,
Choć rozdziela nas długi czas.

Kochanku z przeszłości,
Uwodzisz ku radości
Moje zmysły... odmawiam
I pytanie kluczowe stawiam.

Kochanku z przeszłości,
Nie mamy przyszłości
Wspólnej, inne dla nas drogi,
Nie mam z czego dać ci zapomogi.

Kochanku z przeszłości,
Taka to prawda - drżą kości
Na samą myśl, wspomnienie;
Idę do przodu, słońc błyszczenie.

Kochanku z przeszłości,
Odpowiem ci bez złości,
Że piękny był nasz czas pierwotny,
A dziś dorosłość, człek samotny.

Kochanku z przeszłości,
Miłe słowa słane w słabości,
A rzeczywistość rzeczywistością;
Pożegnajmy się z godnością.


GŁOS ŚNIĘTEJ KRÓLOWEJ 2018-03-03

Śnięta królowa głowę podniosła lodową,
Rozpuściła kosmyki sopli jak włosy
Dziewczyna, odesłała ciszę, dała nową
Nadzieję, włączyła tęczowe głosy.

Jeszcze nieznany jest to fakt,
Los napisze scenariusz od nowa,
Jednak uśmiechu jest to takt,
Może będę wdzięczna i gotowa.

Śnięta królowa przemówiła zaproszeniem
Na bal wszystkich najwyższych rangą,
Może jej łaska będzie wybawieniem
I szczęścia wyczekiwaną balangą.


SROMOTNIKI W PEJZAŻU 2018-03-02

Martwe kwiaty kwitną na łące snu,
Kamienne deszcze przeznaczenia
Padają tutaj, padają przy pniu
Zjawisk nie do odwrócenia.

Świeci słońce jak złota sztabka,
Lecz mroźnie tak, lecz mroźnie tak,
Więc nie kumka zielona żabka,
A tylko rosną badyle krzywe na wznak.

Wybujałe krzyki kwitną jak kwiaty,
Rozdziawiają swe paszcze wstrętne,
Kręcą się wiatraki, mają swoje schematy
Działania, umarły serca ponętne.

Świeci słońce, blaski dają światło,
Lecz ciemno jest wokół jak w noc,
Twardo, hardo i nie łatwo,
Gdy uszła z człeka cała jego moc.


DO MIŁOŚCI 2018-03-02

Och, miłości ty czerwona,
Niewidzialne twe ramiona
Tulą mnie miękko, tulą,
Nie jesteś kryształową kulą.

Och, miłości powracająca
Z przeszłości, skacząca
Jak kangurek australijski,
Jesteś jak serial brazylijski.

Och, miłości niezdecydowana,
Rzucasz serca na kolana,
A potem sama nie wiesz, czego chcesz;
Jesteś kapryśna, czy wiesz?

Och, miłości z namiastek stworzona,
Jesteś silna, choć mocno poraniona
Sztyletami słów i czynów bolesnych,
Nie cierpisz hymnów wczesnych.

Och, miłości słaba i krucha,
Nikt ciebie nie chce, nie słucha,
Więc odchodzisz bez słowa
I jesteś jak wybrakowana połowa.

Och, miłości wyczekiwana przez ludzi,
Już ci się tutaj nudzi,
Chcesz odkrywać wyspy nowe,
Lecz czy serce masz gotowe?

Och, miłości taka czy taka,
Z tobą zawsze jest draka,
A potem popiół, zwęglenie,
Niczym ciasne więzienie.

Och, miłości piękna, tęczowa,
Jesteś cała kolorowa
I jak róża dzika w ogrodzie,
Kwitniesz po słońca zachodzie...


NIEBRZYDKI WYRAZ 2018-03-02

Prawowitość rzędów, pospolitość w dniu,
Cisza z przebudzeniem jak świt senny,
Powróciły tęsknoty twarde w swoim pniu,
A balet rozpoczyna się znów bagienny.

Póki światełko nie zgasło nadziei,
Wciąż świeci dzielne niczym wojownik,
Choć droga prowadzi w głąb zawiei,
To nie tak źle, w sercu życia bojownik.

Prawowitość rzędów, czystość mgnienia,
Oddech łapany w locie jak dziki ptak,
Ni płacz, ni krzyk, trochę rozbawienia,
Lecz czegoś ważnego ciągle jest tu brak.

Choć trzaskają pociski kamienne, czarne
I przebudzenia podobne za każdym razem,
Choć pejzaże snów słabe, zawsze marne,
To dziś życie nie jest brzydkim wyrazem.


SAMO ŻYCIE 2018-03-01

Spojrzenia w dal, kry na rzece łez,
Wirują płatki śniegu, kwitnie bez
W poezji snów, nie ma za co żyć,
Więc jak tu marzyć, jak tu śnić?

Przeszłość przewlekła jak choroba,
Ni smutek już, ni wielka żałoba
Po rozlanym mleku dookoła stołu;
Wciąż wędrówka u głębin padołu.

Spojrzenia w dal, migotanie nieba,
Człowiek głodny jest bez chleba,
A tu nie ma skąd na niego wziąć,
Płakać się chce i włosy z głowy rwać.

Przeszłość przewlekła jak choroba,
Tylko zniechęcenie i w sercu trwoga
Z całym wszechświatem, boleści,
Niech nadejdą wreszcie lepsze wieści.


PRAWDA O DAWNEJ MIŁOŚCI 2018-03-01

Dawna miłość w smsach się śle,
Nie wie, że bez niej było źle
I tęskno, i zimno, i łzy płynęły,
Za długo czekałam, spłonęły
Serca, zbladły, ostygły, zamarły
Niczym posągi kamienne, rozwarły
Paszcze dwie przestrzenie,
Nie potrafię i już tego nie zmienię.

Zatem przeszłości turbulentna,
Nie zapłonie latarnia namiętna,
Nie zapłonie pochodnia miłości
I razem nie pójdziemy ku radości
Aleją zakochanych... pamiętam wiele,
Lecz tylko przez sobotę i niedzielę
Śpiewasz mi hymny, wielkie pieśni,
A ja leżę martwa pośród pleśni...

Dawna miłość w smsach się śle,
Nie wie, że błądziłam w bujnej mgle,
Nie wie, że płonęłam jak pochodnia
I że płynęłam wraz z wodospadem,
Pomiędzy marcem a listopadem
Zdarzyło się wiele, a właściwie nic,
To serce umarło, stało się jak pic
Lany na wodę, przeszłość rwąca.

Zatem przeszłości chcąca powrócić,
Nie chcę i nie mogę się smucić,
I nie potrafię już ku tobie zawrócić,
Nie chcę, nie mogę z tobą się kłócić;
Rozłąka wieloletnia zrobiła swoje,
Na nic obecne twe miłości podboje -
Już dorosłam, już na oczy przejrzałam,
Ty nie kochałeś, a ja kochałam...

Dawna miłość w smsach się śle,
Nie widzi, co w sercu spoczywa na dnie,
Nie odnajduje tamtej dziewicy
Niewinnej, spętanej przez pająka
Niszczyciela, teraz snuje się po kątach
Jak zjawa, jest kimś innym, niemrawa -
Tak ukształtowała ją twoja zabawa
W kochanie... a teraz serce jej dasz...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]