kwasna | e-blogi.pl
BURZE NICZEGO 2018-02-28

Rozpętane burze niczego
Szaleją w pełni, na całego.

Identyczne parabellum
Z minionym kęsem,
Parasolka, stygmaty,
Chłód, zimno, schematy
Zimy tłoczone na świeżo,
Kamienie sobie leżą
Niewzruszone, jak to kamienie
I znów blaski oraz cienie.

Zatrzaski w zamkach
Błyskawiczne, o klamkach
Z jednej strony drzwi,
Kropla czerwona krwi
I pot jak sopel lodu,
Wśród całego chłodu
Drżą osiki, drżą sosny,
Przeżyć, byle do wiosny.

Bolesne spojrzenia,
Brak do wyświetlenia
Zawartości odpowiednich,
Wśród poziomów średnich
Kulę się jak piesek mały,
Świat cały jest oszalały
I grzmi swą burzą, gromy
Posyła, w dłoń łomy!

Kolejne zacieki wirtualności,
Zgrzytanie mechanizmów,
Koślawe kropki w doskonałości
Milczą swym tchnieniem,
Byle jak przez wyrazów kreślenie
Ręczne, komputery śpią,
A za oknem wielcy kpią,
Siła w niczym, oni wciąż drwią.

Rozpętane burze niczego
Szaleją w pełni, na całego.


TROCHĘ NOWA SZKOŁA 2018-02-27

Nowa władza szkoły,
Inne płaszczu poły,
Człek wcale nie goły,
Trochę starej smoły.

Nowe szkoły zasady,
Plik w końcu szuflady,
Trochę białej rolady,
Człek ma zalety i wady.

Nowa szkoły nazwa,
Zawijas i ostra jazda,
Migocząca gwiazda,
Mucha doń wlazła.

Nowa szkoły godzina,
Tęga, nie tęga mina;
Po staremu się zaczyna
Nauka, wiedzy lawina.

Nowa władza szkoły,
Inne płaszczu poły;
Patrzą oczy, padoły
I człek taki wesoły.


PĘDU SZNUR 2018-02-27

Sznurem pędu związane chęci,
Zakręcają się drogi, krzyżują,
Ku teraz, za świeżej pamięci;
Uwaga: lamy potrafią i plują!

Nie zostawiłbyś swej żony,
Niemoralne propozycje oddane,
Błękitem malowane strony,
A medal jak serce ukochane.

Zastygłeś chwilą drżenia, cisza,
W oddechu dla ciebie odpowiedź,
Nie pękła starodawna klisza,
Lecz to chyba nowego zapowiedź.

Nie oddam w rytmach mrozu
Tego, co powinnam oddać tobie,
Nie zejdę ze swojego wozu,
Nie spadnę, nie jestem w żałobie.

Jedynie będę żyć i drogą swoją iść,
Będę spadać, będę wstawać,
Jak jesień i jak jego kolorowy liść
Będę tkwić w naturze i odstawać.

A cała reszta będzie taka sama,
Prawowita, rozkołysana jak statek.
Blada ściana, a na ścianie plama -
Jałmużna, ochłap, chwili datek.

Sznurem pędu związane chęci,
To cisza, migotanie księżycowe,
Jak karuzela świat się kręci,
A noc rozdaje karty pokerowe.


ZAPISANE W ZWOJACH 2018-02-27

Spopielałe usta, gardziele otwarte
Jak bramy do raju. Serce rozdarte
Na pół i na cząsteczkę wszelakości,
Tacy zgarbieni i tacy prości
Idziemy przed siebie, znów kaktus
W dłoni, kolce ma niesamowite.
Drogi rozkopane, na murach wyryte
Napisy zupełności, to prawo bez praw,
Ciszą tylko patrz, głos martwych braw...

Przeszłość z doczesnością w jednym słoju,
A przyszłość zapisuje się czerstwo w zwoju
Myśli, zachowań i dziękczynienia;
Wciąż kamienne zalegają przewinienia
Na dnie studni zbytków i zabytków, dechy
W oknach gwoździe mają, to grzechy
Ludzkości w pełnym swym wymiarze,
Nagle telefon dzwoni, osiemnasta na zegarze
Właśnie wtedy była, dreszcz zimna przeszył...

Nie zdążył, nie nagrzeszył
Lubieżnik w fabryce zmysłów,
Wyznanie chęci, stado pomysłów
Na kochanie przez wirtualność,
Nagle strzał, przeszłości namacalność
W dotyku dłoni kochanków pierwszych.
Los tęgi, taki sam, los nie lepszy,
Zielony pęd potrawę soli i pieprzy,
A na stosie płoną złe czarownice...

Spopielałe oczy, otwarte sukiennice
Na świat, a świat zapisuje stronice
W księgach życia matematycznych,
Na liście nazwiska i imiona w logicznych
Rzędach zajmują właściwe miejsca sobie;
Jestem tutaj i znów myślę o tobie,
Lecz żył nie doglądam, to nie szpital,
Ale widzę wyobraźnią, miłość chwyta
Za gardło serca i wyciska je jak cytrynę...

Na koniec księżyc składa modlitwę łonom
Matek, a ojcowie inni, nieznane zakusy...
Ku życiu, ku teraz, ku wronom
Słowa i czyny, pierwsza emocja, pokusy
Wielkie, piekielne, a aniołowie upadają;
Do raju swego lubieżne gorąco zapraszają,
Będzie finał na kartach prawnego spojrzenia,
To tęsknot rozwinięte ramiona, więzienia
Tu nie ma, lecz czy człowiek człowieka docenia?


OTWARTOŚĆ OCZU 2018-02-26

Otwarte oczy z samego rana,
Za oknem słońca taniec mroźny,
Paruje kawa z wielkiego dzbana,
Ten chłód jak milczenie groźny.

Przeszłość i teraźniejszość
Jak dwa dobre bratanki,
Większość i mniejszość,
Liczebność jedna filiżanki.

Otwarte oczy z samego rana,
Drżą dłonie, zimny nos, drżą słowa,
To za oknem zima cała roześmiana
I nieważne, że odpadła głowa.

Przeszłość i teraźniejszość
Jak bliźnięta jednojajowe,
Większość i mniejszość,
Zachowania zwyczajowe.


SZKIC 2018-02-26

Wszystko poczynione, nakreślone
Jak szkic ołówkiem na papierze.

Było, minęło, nie wierzę, spoglądam
Przez okno, chcę dojrzeć jasność
Raz po raz, dojrzałości wyglądam -
Serce to jedyna nasz własność.

A za kotarami przeżyć rozmowa
Ze znajomym z widzenia jedynie,
Raz zgodność, a raz odmowa
I tak życie jak rzeka płynie.

Było, minęło, nie wierzę, przystaję
Na rozstajach, waleczność wieczna,
Uśmiech daję, czułość daję, pozostaję
Jak opowieść o schodach bajeczna.

Wszystko poczynione, nakreślone
Jak szkic ołówkiem na papierze.


BARDZO MILCZĄCE PRZESTRZENIE 2018-02-26

Milczą zaklęte przestrzenie w kręgi,
Żadna miłość się nie pozostała,
Niczym węże wiją się wspomnień wstęgi,
A za murem oczekiwania strzała.

Nie ma już zażyłości, chyba nie było,
Być może był to tylko jeden sen,
Być może to się tylko nocą przyśniło,
Z daleka postać, z daleka, hen, hen.

Milczą zaklęte przestrzenie jak posągi,
Żadna miłość się nie pozostała,
Czuć chłodu wiry, czuć pustki przeciągi
Niezdrowe, choć serce swe oddała.

Nie ma już zgodności, brak porozumienia,
Zamknięte pewne bramy, lampy jasne,
Trzymają ramiona nocy, to zaćmienia
Księżycowe, decyzje nie inne, lecz własne.

Milczą zaklęte przestrzenie, niczym duchy,
Zamczysko przemyśleń, pełno zjaw,
Nieporozumienie w tle krzywdą dla muchy,
A koncert chwili przenosi się nad staw.


PRZY TABLICY 2018-02-26

Kreślone liczby wymierne kredą białą
Sypały się jak śnieg prosto z nieba,
Zaspy zdumienia, była doskonałą
Uczennicą w momencie, do chleba.

Tajemnica rozszyfrowana kombinacją
Prostych zasad z zasadami trudnymi,
To system, całość jest machinacją
Trybików i śrubek, siła z mosiężnymi.

Kreślone liczby wymierne kredą białą
Sypały się jak liście na przyszłą jesień,
Zaspy zdumienia, minę niedbałą
Uczyniła, rozwiązanie, pełna kieszeń.


STAROCIE 2018-02-24

Napięte mięśnie od ćwiczeń, głowa gorąca,
Płyną łupinki wiedzy przez morza z kałuży,
Skok przez obręcz, a obręcz płonąca
Uśmiechem i snem, przyszłość z kart wróży
Jak cyganka, czarodziejka i wiedźma,
Na poziomie kreska w fasonie, tylko średnia.

To trening, to walka, to boks strategiczny
W zastygłych oczach powzięcia, upływa czas,
Układa się rząd zdań w sposób logiczny,
A za oknem mroźny podmuch, biały las.

Napięte mięśnie od ćwiczeń, głowa gorąca,
Zawijają się w kłęby węże z myśli, zrobione
Na kolanie zadanie, a pchła taka skacząca.
Kotary cierpienia z okien szeroko rozchylone,
Za oknem pejzaż zielonych rad w dobroci,
Zaczynamy należeć do mebli - staroci.


GROŹNE PIORUNY 2018-02-24

Zgryzoty w wewnętrznych jaskiniach jak tafle
Jeziora błękitnego, a lazurowe niebo płacze.
Nic nie mówisz, tylko patrzysz i jesz wafle,
A na dnie studni życia kijanka otępiała skacze.

W zapisanym zwoju widzę szyfry teraz wyraźnie
I wystarczy mi do odpowiedzi kielich milczenia,
To echo z wczoraj rozbrzmiewa tutaj odważnie
I zakręca węzły bólu, lecz daleko do tęsknienia.

Zgryzoty w wewnętrznych jaskiniach jak całuny
Jeziora zburzonego, a szafirowe niebo płacze.
Złocistość, jesteśmy jak dwa ostre pioruny
Przeszywające mapę miłości, a mogło być inaczej.


UCIEKAĆ ONA MA OCHOTĘ... 2018-02-23

Brutalność znów spojrzała w oczy jak złoczyńca,
Wodospady kategoryczne spadły z hukiem w dół,
Zastygły dłonie, zalał je betonem pobratymca
Nieczułych homo sapiens, popiół, błoto, muł.

Kolejne zasady stanęły jak armia w rzędzie,
Potknęła się i upadła, kamienne stronice,
Wciąż to samo się śni w tym kraju, w pędzie
Umierają pierwiosnki, egoizmu tańczą baletnice.

I jedno jest dziś pewne: zdeptać nie dać się
Oprawcom, nienawistnym ludziom, ludziom złym;
I jedno jest dziś pewne: złe zachowanie masz -
Dziewczyna chce uciekać w kierunku tylko swym.


KALECZYSZ JEJ SERCE 2018-02-23

Słowa dyktatora, trzask bicza,
Wywołane łzy uciemiężone,
Wielki ból mieszka na pryczach,
A serce popękane, skaleczone.

To nie miłość, to nie radość,
Tylko jedna strona jest ważna,
To ból, to łzy - wszystkiego dość
Ma serce, dusza musi być odważna.

To już szczyt, cierpliwość skurczona,
Oddechy jak kamienie w płucach...
Ni skarb, ni słońce, ni narzeczona;
Jestestwo twoje chwilę zakłóca...

Nie ma możliwości porozumienia,
Porządek znieczulicy w głosie,
Strach nadchodzi z twego ramienia,
Smutek w zimowym kłosie...

Słowa dyktatora, trzask bicza,
Wywołane łzy uciemiężone,
Wielki ból mieszka na pryczach,
A serce popękane, skaleczone.


ŚCIEŻKI W MOICH LABIRYNTACH 2018-02-23

Ścieżki labiryntów prowadzące wzdłuż szeleszczenia,
Staję na rozdrożu, spojrzenia ślę ku dawnej miłości,
Krzyczy kruk pod miastem, frunie bez do widzenia,
Na przełaj pól i innych przestrzeni kreska radości.

Długopisem nadziei kreślone słowa jak koła, trójkąty -
Kształty wytworne. Rysunek czeluści poskromiony.
Własne myśli i chwile, nikt nie zbierze ich w prostokąty,
A serca uciemiężone biegną w miłości ciepłe ramiony.

Ścieżki labiryntów prowadzące wzdłuż płotów sędziwych,
Stoję na uboczu, granice prawne, spuszczone głowy,
Lecz nie można oddać życia formułom, do żywych
Należy pisanie scenariusza, świecą się dziś moje słowy.


JEDNAK NA KOLOROWO 2018-02-23

W odpowiedzi na kolory minut tysiąca
Rozjaśniały księżyce i słońca pełne,
Wolnością obsiano pola i łąki bez końca,
A szare plamy znikają, światy to zupełne.

Wykwintność gór, szalone poezje morza
Oraz splot spojrzeń gorących jak lato -
Kolory, barwy wylewają się, cudem zorza
I wspomnienie każde piękną datą...

Wykwintność różności, świąt i zwyczajności
Oraz ludzie egzotyczni w swoim rodzaju -
Na co dzień w płaszczach wielkiej szarości,
Nie doceniamy tańca pośrodku żywego gaju.

W odpowiedzi na kolory minut tysiąca
Rozjaśniały gwiazdy i gwiazdeczki błyszczące,
Wolnością obsiano pola i łąki bez końca,
A serca jak bursztyny, wspaniałe, gorące.


NIE ZIELONA WYSPA 2018-02-21

Absolutność to już bezkresna, zaćmienie
Serca słońcem czarnym, hebanowy czas,
Iskierka nadziei tli się wciąż, lecz olśnienie
Nie nadchodzi, sposępniał ten nasz las.

A przecież miało być tak pięknie, wspaniale,
Miał trwać karnawał szczęścia, tańczyć mieliśmy,
Lecz deszcz wkradł się rytmiką na cudne bale
I teraz mkniemy jak ślepcy, i się rozeszliśmy.

Absolutność to już bezgraniczna, olśnienie
Serca słońcem fioletowym, gnije owoc w nas,
Iskierka nadziei tli się wciąż, lecz kamienie
Jak deszcz spadają, groby kwitną biednych mas.

A przecież miała być druga wyspa zielona,
Radość miała zakwitać jak pąki na drzewach,
Arie miały rozbrzmiewać w złotych śpiewach...
A jest inaczej -  Polska jak staruszka zgarbiona.


PRZERWANIE MOMENTU 2018-02-21

Nadeszła o świcie odpowiedź,
Ulga sromotna z jednej strony,
Z drugiej pokuta i spowiedź;
Krzyczą smutkiem wrony.

Choć to nie na stałe było,
Choć nie wiązało węzłem,
To coś pękło, coś się stało,
Most o osłabionym przęśle.

Nadeszła o świcie odpowiedź,
Ulga sromotna z jednej strony,
Z drugiej pokuta i spowiedź;
Znów królowa bez korony.


NA ZDROWIE W POŁOWIE I BĘC! 2018-02-21

Wszystko i nic, rozkołysanie
Statków na morzu słonym.
Światy w rzędzie stoją z pochylonym
Czołem ku tobie, branie
Na haczyk rybek rzeczywistości
I już zawartość butelki w całości
Wychylona duszkiem - na zdrowie!
Ktoś tak krzyknie, ktoś tak powie.

Wszystko i nic, toast za toastem,
Wstyd schowany pod płaszczem
Przeszłości, ona znów taka milcząca
I łzy roni jak wierzba płacząca,
Spotkałam ją niegdyś przy drodze,
Stała samotna na grubej nodze,
Wyszeptała imię na A. i na M.
Wszystko, co było, było snem.

Wszystko i nic, ulewa, kałuża, susza,
A teraz druty jeszcze wystają z boku,
Czas znów przyspieszyć kroku,
A spotkanie będzie tam, gdzie grusza
Widziała czułość i miłość potężną,
Lecz dziś nie będę księżycową księżną
I nie spełnię marzeń kolorowych;
Trzeba poczekać na wytwórców nowych.

Wszystko i nic, powlekane tabletki
Powrotem dziewic roztrzęsionych,
Nie radzę do ręki brać żyletki,
Choć to już szaleństwo, okaleczonych
Chodzi pełno po świecie, jak trędowaci,
Granica jak zawsze, biedni i bogaci,
A równowaga jeszcze istnieje,
Choć wicher mocny ku miastu wieje.

Wszystko i nic, płoną złociste łuny,
Bieleją wzgórza, zielona jest nadzieja,
Ukarano serc czerwonego złodzieja
I niosą już w kondukcie ciszy całuny;
Wykryto marmur z napisem tęczowym -
Będzie dobrze w świecie lutowym.
Już śpiewają ptaki różnorodności,
A pejzaż malowany pędzlem miłości.

Wszystko i nic, jak pijane statki
Bujamy się na falach rozkosznych;
W słowach brak myśli pobożnych,
Wyciągnięte ręce po duże datki;
Często skaza na krysztale, kratki
Zardzewiałe od przewinień ludzkości;
Jeden jest chaos, skorupa całości -
Na zdrowie! Ktoś tak krzyknie, ktoś tak powie.


NA TERAZ I NA TUTAJ 2018-02-20

Chwila senna, tańcząca z samotnością w tle,
Niekiedy pada tu deszcz... niekiedy świeci słońce,
Dwa motyle zabłąkane, kolory tracą we mgle,
A sprawiedliwość jak kij, a kij ma zawsze dwa końce.

Gdzieniegdzie kaktusy, one mają zieleń wieczną,
Perła zaczerwieniona jak rumieniec młodzieńców,
Nagle błyszczy diament, rozsyła aurę bajeczną -
To kwitną tęcze, to kwitną pajęczyny i stos kaczeńców.

Chwila senna, tańcząca w przestrzeniach z myślą,
Niekiedy pada tu deszcz... niekiedy świeci słońce;
Strumienie długo płynęły, zerwane brzegi przejrzystą
Łzą, a wielkość kulki od pióra stalowym tu obrońcą.

Gdzieniegdzie tulipany, one mają figlarność życia,
Łąka pełna uśmiechów, a każdy od ucha do ucha,
Rozpływa się ból, kałuża nieczysta, liczne przeżycia,
Szczęśliwa frunie, od wiosny, pospolita, polska mucha.


ODPOWIEDŹ WYŻSZEJ KLASY 2018-02-20

Wyższa klasa, odpowiedź niczym perłowa,
Lecz niewiedza w kielichu, nektar z wody,
A dla wspólności dobra przytakuje głowa
I buja się jak wskazówka zegara, czas młody.

To nie fortuna, lecz koło życia turla się do przodu,
Burza, nie burza, spojrzenia oczu wilgotnych;
Skrapla się ostatni strumień rwący, zaznać głodu
To ciężkość niesamowita. Moment chwil błotnych.

Wyższa klasa, odpowiedź niczym królewska,
Lecz niewiedza w kielichu, nieznana to wyspa,
A dla wspólności dobra brama otwiera się niebieska;
Nastaje czas równowagi, dama jak biała, rzeczywista.


PRZESZŁOŚĆ LUBI POWRACAĆ 2018-02-20

Znów usłyszałam melodię mej przeszłości,
Zdziwiony to takt, zdziwiona to nuta.
Odpowiedź na milczenie, milczenie w złości,
A na koniec zapisany zwój, to pokuta.

Zawieszeni w pajęczynie przeznaczenia jak muchy,
Nie ma litości, pająk życia nie zna litości,
Choć serca ślą listy wielkiej skruchy,
To zawinięci już w kokony jesteśmy, nasza przeszłości.

Znów usłyszałam melodię mej przeszłości,
Krzywy to takt, karta nie do odwrócenia.
Westchnienie całe i kamienne, ku radości
Lepiej iść, spowiedź, chwila odkupienia.


KONCERT NA MOLO 2018-02-20

Grają skrzypce w rytmie disco polo,
Razem prowadzimy rozmowę od a do z,
Łapiąc się za ręce, idziemy przez molo,
To kolejny życia odgrywa się set.

Od brzegu do brzegu rytm falisty,
Lica w woalce z wodorostów zielonych,
A my jak mewy szybujące, szklisty
Dywan rozpościera się, słów ogolonych
Salwa wielka. Posępność latarni dnia.

Gra wiolonczela w rytmie disco polo,
Razem wymieniamy poglądy na świat,
Łapiąc się za ręce, idziemy przez molo,
A nad nami wiatru świszcze jurny bat.


PRZY STRUMIENIACH MY 2018-02-19

Płyną strumienie krystaliczne i zielone,
Spojrzenia czułe wymieniane raz po raz,
Kilka słów powiedzianych szeptem, skończone
Chwile, uleciały niczym motyle, nasz obraz.

Dłoń włożona w dłoń, w oddechu siła,
Z boku na bok przekreślała strzała amora,
Nagle spadła i do telewizora się odwróciła,
A na końcu korytarza cisza, na modlitwę pora.

Płyną strumienie krystaliczne i zielone,
Dotyk dłoni aksamitny jak jedwab czysty,
Drzewa sędziwe już nieco pochylone
Nad potokiem, a tam pejzaż oczywisty.

Przed zmierzchem jeszcze nasze rozstanie
I dalsza droga poprzez indywidualność,
Pocałunek niewinny jeszcze na pożegnanie,
A w czas obecny pozostaje wirtualność.


DZIŚ BYŁO ODPOWIEDNIE 2018-02-18

Trzymał ją za dłoń w chwili drżenia,
Pocałunki i czułość, w słowie błyszczenia,
Witamin cała moc, kosz szklany,
Dziś był jak jej mężczyzna ukochany.

Pieścił jej lewe lico i słuchał serca bicie,
Uśmiech drżący mu posyłała,
Ratował jej zdrowie, ratował jej życie,
Dziś w nim zakochać by się umiała.

Trzymał ją za dłoń w chwili drżenia,
Cudowne i jak balsam wzajemne spojrzenia
Miały spotkania na jednej drodze,
Dziś by nie powiedziała: odchodzę.

Pieścił jej prawe lico i słuchał jej słów,
Szczęśliwość kręciła się wokół snów,
Pocałunek dla zdrowia, pocałunek dla zdrowia,
Dziś była dla niego jak jedyna królowa.


DO GNUŚNEGO KOCHANKA 2018-02-18

Gnuśny kochanku,
Chciałbyś wrócić,
Chciałbyś zniknąć
I znów powstać
Jak feniks z popiołów.

Gnuśny kochanku,
Ślesz wyznania takie,
Ślesz pocałunki ciche,
A potem parskasz
Jak chory człowiek.

Gnuśny kochanku,
Brat cię przejrzał,
Przeszył na wylot
Zamiary twe, martwe
Spojrzenia i gesty.

Gnuśny kochanku,
To przeznaczenie
Ustala scenariusz,
Nie walczysz z nim
Dla mnie i dla siebie.

Gnuśny kochanku,
Przyciągasz i odpychasz
Jak biegun sąsiedni,
Poobiedni to już czas,
Szeleści smutkiem las.

Gnuśny kochanku,
Byłeś, wtedy byłeś
Najważniejszą osobą
Na ziemi rodowej,
Lecz stałeś się jak lodowiec.

Gnuśny kochanku,
Znów o tobie zapominam
I idę dalej, złe słowa,
A już sił nie ma głowa,
By tęsknić ku sercu.

Gnuśny kochanku,
Co było, minęło,
Miłością miasto spłonęło,
Wspomnienia
I zgliszcza...

Gnuśny kochanku,
Powinniśmy pochować
Tę relację na cmentarzu zdarzeń,
Słońce zakwitnie
I łatwo będzie uczynić...


POTOKI CHOROBY 2018-02-18

Płyną wody rwące niczym potoki żwawe,
Spojrzenia spadły jak gwiazdy z nieba,
Dreszcze, drzewa szepczą chore, obawę
Strząsają z siebie jak liście, zdrowia im trzeba.

A przeszłość odpowiada złośliwie:
Łatwo powiedzieć.
A przeszłość milczy hałaśliwie,
Aż trudno usiedzieć.

Płyną wody rwące niczym potoki żwawe,
Dłoń z dłonią związane jak bluszcz,
Oddechy coraz słabsze, oddechy niemrawe,
Mapę zdrowia rozwinąć trzeba już.


GDY CIAŁO PRZEZIĘBIONE... 2018-02-16

Strumień za strumieniem, w rzekę się zmieniają.
Pierwszy dzwon ostrzegawczy, to już odrętwienie
Posągów betonowych. Władze już nie dosięgają
Zbytecznym batem rządów. Ciała przeziębienie.

Jedna wielka niewiadoma - czy będzie dokąd wrócić?
Latarnie nadziei oświetlają drogę na zielono.
Jedna wielka niewiadoma - czy chętnie będą mogli odrzucić?
Latarnie nadziei oświetlają drogę, całe płoną.

To gorączka w mieście jak tyfus czy szkaradztwo
Zapuściła swe korzenie, rozpoczęła swe panowanie.
Rozmnaża się coraz bardziej w czeluści robactwo,
Już nie ma sił, by dalej iść, upadek, zgniło śniadanie.

Strumień za strumieniem, w rzekę się zamieniają.
Pierwszy dzwon, lecz nie ostatni, człek jak w matni -
Chęć do wolności iść, lecz już władze nie odpowiadają
Swym berłem chwili, oczekiwanie na ławce w szatni.


O SŁONIACH, TRÓJZĘBACH I TYM PODOBNYCH 2018-02-15

Słonie o mnogości swych uszu i trąb
W granatach struganych nożykiem wirtualnych,
Zardzewiały kieł, przykurzony trójząb
Władczych ras, tyle myśli i chwil nachalnych.

Stępiony głos, zacieki na szybach niczym deszczowe,
Tęsknoty bezkresne, a pośpiech jeszcze większy,
Po schodach biegną szczury laboratoryjne, purpurowe,
A namaszczeni chrząkają jak trędowaci, los gorętszy.

Odrętwiałe palce szukają swojej wyspy na mapie,
Nagle jakaś dzikość nieznana lub senność bezkresna
Za gardło chwyta, za gardło łapie
Jak ofiarę, a ofiara nie ma guzików, jest bezszelestna.

Słonie o mnogości swych uszu i trąb
W żółciach malowanych turbulencją zdarzeń,
Krwawa blaszka, srebrny trójząb
Władczych ras, a droga kręta do królestwa marzeń.


WALENTYNKOWA DYSPOZYCJA 2018-02-13

W dyspozycji dwa serca, ich święto nazajutrz;
Powlekane korale czerwienią, breloki i czas,
Lecz Walenty nie przewidział, iż tutejszy las
Będzie szumiał i szeleścił w rozłączeniu...

W dyspozycji dwa serca, wczoraj i dziś;
Na pamiątkę aniołek, na pamiątkę miś,
A potem tylko wzdychania i wzdychania,
Tyle lat minęło, a brak tutaj spotkania.

W dyspozycji dwa serca, będzie co będzie;
Staną pod krzywą falistą i w równym rzędzie,
Jak liść zawirują, sędzia swój werdykt ogłosi
I może zakwitnie kwiat, choć się nie zanosi...


ZŁA KRÓLOWA 2018-02-13

Wyższość królowej, ostrze miecza lśniące
W słońcu i w deszczu, popłynęła krew korytem,
Otwarto bramy z boleści potężnym zgrzytem,
Płoną pochodnie wokół królestwa tej pani...

W innym świecie toczy się już życie, płaczące
Oczy już nie mają łez, już pogarda wielka,
Nowy czas, nowy zawód, nowy los, butelka;
Oprócz królowej są i inni ludzie cwani...

Zapiały koguty jutrzenki, wolności pragnące
Serca, a wydłużenia mało logiczne, to chwila,
Po czym frunie wiosna tuż obok koloru motyla;
Biedacy, tacy jak my, jeszcze nie są pokonani...

Wyższość królowej, lecz karma powraca, skaczące
Z radości dzieciaki, degradacja, upadek na sam dół,
Spalona jak czarownica na stosie, zgięta w pół;
Chociaż droga wśród cieni, wydostajemy się z otchłani...


JAZDA 2018-02-12

Jazda bez trzymania, królowa ścięła głowę,
Decyzja o śmierci, usta wyciszone śpią,
W złotych bramach widać księżyca już połowę,
A na barkach tejże nocy sny nad mgłą.

To jeszcze nic stałego, to jeszcze nic pewnego,
Lecz mały kroczek do przodu już stawia noga,
Jeszcze wilgotne łzy z tęsknoty, jeszcze trochę szarego,
Ale już błyszczy świt jak diament, czysta podłoga.

Przeszłość przez lunetę wypatruje przyszłości nieco,
Smutki toną w rzekach rwących, uderzają o dno;
Patrz: to radosne ptaki wracają do kraju, nisko lecą,
Cały ich klucz, chyba sztuk ze sto.

Jazda bez trzymania, królowej ścięto głowę,
Decyzja o życiu, oczy wyciszone śpią,
W złotych bramach widać słońca już połowę,
A na barkach tejże nocy sny nad mgłą.


WCIĄŻ NIE MA DECYZJI 2018-02-11

Każdy dzień, myśl za myślą, wyznanie pluszowe,
Przymknięcie powiek na chwilę, podskok w górę,
Serce chce stałości, serce wyczekujące, kolorowe,
Lecz milczysz uśmiechem, niewiedzy dajesz chmurę.

I tak mija nam czas, i tak szumi za oknem las,
A my tacy bliscy sobie, za murem ciszy stoimy,
Dookoła słychać nawoływanie, łączą i rozdzielają nas,
A my kroku w przód postawić się tak boimy.

Każdy dzień, myśl za myślą, wyznanie przytulenia,
Przymknięcie powiek na chwilę, podskok w górę,
Serce chce stabilności, serce drżące z doskonalenia,
Lecz milczysz uśmiechem, zakończmy tę torturę.

I tak mija nam czas, i tak szumi za oknem morze,
A my tacy bliscy sobie i tacy oddaleni o miasto całe.
Dookoła zakochani będą królować, a my w swym dworze
Będziemy nie wiedzieć, co dalej, jak posągi wytrwałe.


MIARA GŁĘBOKOŚCI 2018-02-11

Głębokość mierzona centymetrem z ust,
Oddechy zmieszane ze sobą, tańczące,
Już wije się ciałem jak kot, jak fala jej biust,
A uda gorące całe, w oczekiwaniu drżące.

Rzeźbisz ją dłonią jak dłutem, nektar spijasz
Z fontanny obfitej w energię, szybujesz jak ptak,
A potem sfruwasz w dół, do dna sterem dobijasz,
Lecicie jak jedno, spójni w ekstazie mocno tak.

Głębokość mierzona centymetrem z języków,
Serc bicie coraz szybsze, to już galop, cwał,
Płynie krew wnętrzem wszystkich kanalików,
Na wyżynach flaga, koniec, jeden wielki strzał.


ZWIĄZEK WSPOMNIENIOWY 2018-02-10

Granatowe wspomnienia w koszyku niosę,
Odzywa się echem przeszłość dawna,
Cieszę się jak głupia złocistym lata kłosem,
A ty taki wyczekujący, cisza wytrawna.

Nie kochaj, lecz kochaj, choć nie ma nas...

Cała strategia, zaciekłość deszczy serc,
Już nie mówię, już zamieniam się w nicość,
Dźwięk się niesie, wysoki ma swój herc,
A ty stoisz oddalony o całą wielką galaktykę.

Nie kochaj, lecz kochaj, choć nie ma nas...

Doczesność chciałaby być za pan brat z ideałem,
Lecz to nie tak w prostej linii idzie tor, aura falista
I bulgotanie bąbelków szampańskich, cwałem
Galopuje świat, bez oddechu ta plama jedwabista.

Nie kochaj, lecz kochaj, choć nie ma nas...

Słoneczne wspomnienia w koszyku niosę,
Odzywa się echem przeszłość dawna,
Cieszę się jak głupia hebanowym włosem,
A ty cały w ochach i achach, obietnica twa wprawna.

Nie kochaj, lecz kochaj, choć nie ma nas...

Trampolina wegetacji, ilość czasów skręcona,
Słoik stoi na stole, milczenie i odpowiedź,
Zanika tutaj chęć absolutna, lecz odnowiona
Ruszę w dal, dalszej drogi to zapowiedź...


ZAPACHY TRWANIA 2018-02-10

Trwanie w granicach lawendy, lica białe jak kreda,
Cisza w milczeniu jest mistrzem, potęga jej jasna.
Nie licząc stopni schodów do wysokiego nieba,
Trwanie rozwinięte w pełni, jak księga cała własna.

Za każdym razem podobieństwo dni bliźniacze,
Od początku po kres taśmy w odcieniach szarości
I tak już od dawna, kroki wciąż zbyt wolne, ślimacze,
A na zakręcie rozterki obszerne kaleczą radości.

Trwanie w granicach jaśminu, lica białe jak ściana,
Cisza w milczeniu jest mistrzem, potęga jej jasna.
I niczym kołowrotek dla zwierzęcia, kręci się od rana
Ten młyn, co karuzelą przeznaczenia, linia płaska.


TYLKO TYLE 2018-02-10

Płomienie życia płoną na bieżąco,
Przeszłość wraca, telepatia myśli
I już robi się niebezpiecznie, gorąco,
Zagubienie w losie, bukiet kiści,
A liście opadły dawno temu, martwe...
Teraz bramy zamknięte i otwarte
Jednocześnie, nie za późno? nie za wcześnie?
I ten las, co szumi jak jedno wspomnienie,
Tęsknię, choć dzielą nas wielkie cienie
Drzew przydrożnych, drzew samotnych -
Dotknij dłonią czule, kochaj wśród markotnych
Chwil, bądź pocieszeniem, łaskawością,
Bądź szczęściem, prawdziwą miłością.


PIĘĆDZIESIĄT ICH TWARZY 2018-02-10

W żakiecie skromności
Przywitała go doszczętnie,
Wizja szaleńczej miłości
I już działo się namiętnie.

Miał ciemną stronę
I jeszcze ciemniejszą,
Miała serce na obronę
I stronę, tę jaśniejszą.

W oczach ogniki pożądania
W komnacie uciech,
Usta złączone siłą kochania,
I świętość, i grzech.

W żakiecie bogactwa
Przejęła kontrolę nad szczęściem,
Pięćdziesiąt twarzy się gmatwa
Z istotą kobiety, miłości pojęciem.

I już są wiecznym objęciem
Czułym i niebezpiecznym.
Wzajemną radością, szczęściem
W świecie swym bajecznym.


OBRAZEK CIEMNEJ OTCHŁANI 2018-02-09

Falują myśli jak lewobrzeżne potwory,
To kameleony chwil buńczucznych w zamyśle.
Gęby otwarte jak szerokie otwory,
Ciemne czeluści, zatopienie w obecnym pomyśle.

I wiszą wisielce szare na drzewach obnażonych,
To skomli rzeczywistość w skuleniu płomienia.
Rząd martwych idzie, rząd sytuacją porażonych
I melodię nuci koronkową, na trud ją odmienia.

Nie dzwonią dzwony na mszę poprawy częściowej,
Nie dzwonią, a echa gnuśne maltretują oddechy.
Mgła znów króluje nad miastem, nie ma jej nowej,
A w lesie samotności wyją uszczęśliwione grzechy.

Falują myśli jak lewobrzeżne demony,
To tęcze odwrócone kolorem do tegoż życia,
A gdzieś pomiędzy warstwami nadziei strony;
Jeszcze jakaś Ameryka pozostaje do odkrycia.


ZŁOCIENIE W ZŁOTNIKACH 2018-02-08

Złocienie w filuternych spojrzeniach losu,
Już zaciera ręce z rezultatu swej zabawy,
Wprowadza pierwiastki szalone chaosu,
Patrz: ona na wyżynach, a tyś niemrawy.

Wyższość w randze tegoż słońca wschodu,
Królowa z przeszłości z berłem władzy,
A ubodzy umierają z zimna i z głodu,
Nie mając ubrania, są biedni, nadzy.

Złocienie w jaskrawych spojrzeniach dnia,
Propozycja zlecenia w złocieniach pobliża,
A przez przestrzenie polne z szarości mgła
Przeciąga się leniwie, czy pokuta się zbliża?

Wyższość w randze tegoż słońca wschodu,
Królowa, coraz wyższa na swym piedestale,
Będzie decydować o życiu i o śmierci, lodu
Królestwo, serce lodowe lub dobre w tym kanale.


WYZWOLENIE 2018-02-07

Tunel długi jak wstęga mądrości, flaga dumna,
A w piwniczkach studnie głębokie, licha tratwa
I cóż począć, ciało martwe, ciało blade, trumna...
To przeszłość z dzisiejszym dniem się gmatwa.

Zawezwane demony miłosne, na krawędziach człek
I choć inne już arie śpiewane, inne hymny grane,
To oczy też same, to serca też same, trudny wiek,
A tylko nadzieje wywoływane wciąż i wciąż, ołowiane.

Mroczność i zmierzch niczym bracia księżycowi,
Płyniemy wszyscy pod życia prąd, płyniemy...
Jak tęcza czasem mienimy się, wielce kolorowi,
Lecz Bóg nie jest tu winny, to my tak żyjemy.

I w szepcie aniołów, co upadłe na rzeczywistość,
Wciąż od nowa upadamy z nimi, lecz wstajemy,
Wciąż zielone oczy spoglądają na zimną mglistość,
A na dnie każdej studni siłę tajemniczą odnajdujemy.

Będzie prawdomówność, spadną woalki zesztywnienia,
Uwolnią się zniewoleni wolnością, kajdany brzęczą,
Już nie boli chciwość, zachłanność, zło, przewinienia,
To wyzwoleni jesteśmy przez sprawiedliwą nić pajęczą.


TEORIA ŻYCIA 2018-02-07

Odnalezieni w tłumie, rozwiązane sznurowadła,
Upadek niski z pokłonem czoła, łza za łzą,
Cicho, z nadzieją spojrzenia, początek abecadła,
A w oddali pejzaż, czyniony pędzlem mistrza, z mgłą.

Kaskady rwą jak szalone bestie stromo w dół,
Rozbicie głów o kamienie, świadkowie wieczyści,
Szklanka z wodą i chleb dzielony zawsze na pół,
A w oddali my, tacy mętni, tacy inni, przejrzyści.

A w listach, ostatnim długopisem pisanych, kropka.
Nikt nie będzie płakał nad przegranymi z losem,
Codziennie odgrywana noworoczna szopka
I cios rozdawany na ringu, cios z prawa za lewym ciosem.

Tłum napiera, krzycząc ważne regułki nieistotne -
Stój przechodniu, stój - zimna przyłożona broń,
Oczy błagają o litość, oczy są to zimne, markotne
I płyną strumienie, płyną rzeczki, pusta dłoń.

Zagubieni w labiryncie zdarzeń, zagubieni w sobie
Szukamy wyjścia, bramy bezpieczeństwa już rdzawe,
Nie płaczmy, nie żałujmy, stojąc przy chwili grobie,
Złóżmy modlitwę i kwiat, i znicze, co palą się prawe.


DYWAGACJA Z NOWEGO DNIA 2018-02-06

Potęga z myśli stworzona,
Już okiennice otwarte,
Już otulają dnia nowego ramiona,
A serce wciąż rozdarte.

Czy być tam? Czy być tu?
Tańce szare, kominowe.
Na jawie i podczas snu
Wiją się jak węże myśli karmelowe.

Łyk kawy, potem drugi i trzeci,
Cisza pod sufitem białym
I jakoś tak jak ptak czas leci
W pędzie swym jedynym, doskonałym.

Nierówne warstwy niczym warstwy cebuli,
Jedna po drugiej obierana,
A los jak to los czasem człeka rozczuli,
A czasem rzuci na kolana.

Potęga z myśli stworzona,
Już okiennice otwarte,
Już otulają dnia nowego ramiona,
A serce wciąż rozdarte.


OD PÓŁNOCY DO PÓŁNOCY 2018-02-06

Północ, dawne dzieje, dzwon,
Ciężko oddech złapać, brunatny stan.
Kwiatostan poniedziałku, ton,
Cały czas od nowa układany plan.

Przeszłość w tyle, coraz bledsza,
Dziś namaszczenie wyznaniem
I gdzieś po drodze chwila lepsza,
A potem taniec z praniem.

Północ, dawne dzieje, dzwon,
Powieki w kamienne wzory, plan,
Kwiatostan wtorku, skłon,
Rzeczywistości ciągły skan.


PRAWIE W ZOO 2018-02-06

Odcisk orangutana świeży jak cytryna,
Blask zmroził złocistym ramieniem rzeki;
Cały czas, bezustannie kwitnie malina
W zaczarowanym ogrodzie. Uśmiech kaleki.

Pięć tysięcy zbankrutowanych namiastek,
Oddech głęboki, wolność, dziecka radość,
Tylko ostatnia prosta miała uczynienia zadość
I zemstę posłała ku tablicy niewinnych gwiazdek.

Upadek kamienny, ramiona zwyczajności,
Owinięta chustą kotłownia myślowa,
Spadła ilość brzemienna, drżenie kości,
Oddech i wreszcie lżejsza staje się głowa.


PO ŚWIELISTYCH TORACH 2018-02-06

Świetliste torowiska, jazda bez trzymania
Po krętych drogach, po drogach zawijanych.
Niewiedza i stres czarne jak smoła. Oddania
Moment, w rzędach ciszy świat poszukiwanych.

Tyle znaków po drodze mijam, to pytania,
Odpowiedzi nikt nie udziela, w milczeniu tonę,
Każdy oddech jak życie, żyć bez zmiłowania,
Więc stoję znów i jak pochodnia cała płonę.

Świetliste torowiska, jazda bez trzymania
Po górskich drogach, po drogach niebezpiecznych.
Każdy oddech jak życie, sam środek polowania
W dziczy, pod lasem i w mieście wiecznych.


STRASZNA PRAWDA 2018-02-05

Straszna prawda, w oczy spojrzenie,
Łzy, zastój w wodopojach, świeże błoto,
Spadek gwiazd, księżyca zaćmienie,
A kiesa nadal pusta, serce to złoto.

Tylko, czy za dobre serce złagodzisz głód?

Straszna prawda, oczu zamknięcie,
Jak posągi stoją martwi ludzie, mrówki,
Ratunek nie nadchodzi, na zakręcie
Bęc - zamknęły się wszystkie zasuwki.


MILCZYSZ DOSKONALE 2018-02-04

Ach, jakże milczeć potrafisz:
Godzinami i latami nawet już.
A mówiłeś, że wkrótce trafisz
Za sercem, zwiądł bukiet róż.

Ach, jakże myśleć każesz:
Rano i wieczorem, w południe.
A mówiłeś, że sobą wskażesz
Szczęście mi, cisza brzmi paskudnie.

Ach, jakże jesteś wspomnieniem:
W każdym miejscu i na zawsze.
Miłością byłeś, odbiłeś się cieniem,
Odwieszam nasze płaszcze.

Ach, jakże widzę ciebie w snach:
Niczym Herkules, kochanek gorący.
Rzeczywistości mleczna mgła,
A w sercu ogniem obraz się palący.

Ach, jakże milczeć potrafisz:
Miesiącami i latami nawet już.
A mówiłeś, że wkrótce trafisz
Za sercem, łza samotnych wzgórz.



BESTIE 2018-02-04

Głodne jak wilki te węże z języków
Szukaniem pokarmu się siliły,
Jeden z drugim jak sznur koralików,
Rozciągały się i lubieżnie wiły.

Jęki jak gromy jasne słychać było
I ciszę gdzieś pomiędzy wierszami.
Ogniem żywym ciało te się paliło
I stawało jednością, z pocałunkami.

Krople słone spływały jak po szybie,
A w oczach żar nad żary.
Smutek jakiś pod łóżkiem dybie,
Lecz przez chwilę jeszcze dzieją się czary.

A potem znów zmierzch i codzienność,
Śpią, milczą i bluźnią dzikie bestie -
Po staremu: niewiedza i niezmienność,
Czas podpisać amnestię.


WIELKA LITERA K 2018-02-04

Napisałam słowo z wielkiej litery K,
Wymazałam kontury z ołówka,
Nagle rozstanie, samotności mgła,
Zapomnieć nie potrafi główka.

Spojrzenia i dotyk mówiły tak wiele,
Czułości zawarte w dłoniach,
Lecz to było wczoraj po kościele,
A dziś pociecha w jabłoniach.

Teatr życia pełen widzów średnich,
Aplaus za aplausem i wiwaty,
Nagle znów nie wiemy nic, biedni,
A cisza rozwija swe tematy.

Napisałam słowo z wielkiej litery K,
Wymazałam dawny szkic,
Nagle rozstanie, samotności mgła,
Powrót do tego, co wcześniej, nic.


KOCHAM I NIE KOCHAM 2018-02-03

Mam ciebie w głowie, twarz twoją,
Każdą chwilę, godzinę i minutę,
Jesteś towarzystwem, prawie ostoją,
Lecz milczę, inną w sercu mam redutę.

I nie wiem, jaką decyzję podjąć mam,
Jak kot i pies jesteśmy razem,
Miłość - może pisana jest właśnie nam,
Lecz nie do końca zgodnym jesteśmy wyrazem.

Mam ciebie w głowie, twarz twoją,
Każdą chwilę, tę dobrą i tę złą.
Chciałabym pokazać ci twarz swoją,
Lecz tak często topię się łzą.

I nie wiem, jaką decyzję podjąć mam,
Jak kamień i nożyce jesteśmy razem,
Miłość - może dać ją rady tobie dam,
Lecz nie do końca zgodnym jesteśmy wyrazem.

Mam ciebie w głowie, twarz twoją,
Każdą chwilę i każdej chwili brak,
Widzisz i twarz całą moją...
Kocham i nie kocham - właśnie tak.


ALEJA Z WYBOJAMI 2018-02-03

Aleja, połączenie zmysłów
Niczym w laboratorium szczęścia.
Koniczynka, góra pomysłów,
Lecz brak bladego o tym pojęcia.

Odpowiedź nieznana jak tajemnica,
Ciszą łaskoczą godziny nocne,
Prawda ujarzmiona, kratownica,
Nektary pite coraz bardziej mocne.

Aleja, połączenie zmysłów
Niczym w laboratorium inności,
Fale na morzu pomysłów,
Lecz wciąż kilka kroków do radości.


PO KOCIEMU 2018-02-03

Tygrysy całe w cętki
Prężą się i gną swe grzbiety,
Swędzą te kocie piętki,
Pazurkami do mężczyzny i do kobiety.

Wszystkie miauczą chórem,
Jedne w cętki, drugie w prążki,
Idą gapie równym sznurem,
Za bilety pobierane pieniążki.

Tygrysy bengalskie, syberyjskie
Miauczą jakby pieśń śpiewały,
Tygrysy polskie i brytyjskie,
Pierwsze miejsce, kot to wspaniały.


PTAK O ZIELONYCH PIÓRACH 2018-02-02

Ptak o zielonych piórach, błękity,
Żółtą linią odcięte westchnienia,
Nie widać, nie ukazują się zenity,
Jest jak jest, nic się nie zmienia.

Zastygają powieki jak odlewy,
To nie bogactwo, to nie złoto,
Płyną z oddali smutku śpiewy,
Zbrązowiała twarz, słone błoto.

Ptak o zielonych piórach, wolność,
Żółtą linią odcięte nadzieje,
Zbyt słaba prężność czy zdolność
Rysuje tę chłodu zawieję.

Policzone na palcach korale,
Inność zbyt słaba, most przerwany,
Skończone krótkie bale,
A świat nie płacze, wciąż zabiegany.


TROCHĘ PO STAREMU 2018-02-01

Biel z domieszką szarości,
Zwierciadła, prawda mówiona,
Daleka droga, drżą kości,
A teraz chwila udoskonalona.

Długopis w ręce niczym miecz,
Być może to jest średniowiecze.
Niebyt po części, ciszy tej mecz,
A samotność tutaj ma zaplecze.

Ostatni kolor w tęczy, bladość,
Wspominam nas jednym tchem,
Byliśmy razem niczym radość,
A dziś jest nic, dobrze wiem.


ZATRZYMANA WODA 2018-02-01

Zatoki, zatrzymana woda tamą
Nie płynie już wzdłuż brzegów.
Stoję z boku, za starą bramą,
Rozwiane kosmyki podczas biegów.

Niczym wojownik podczas bitwy
Walczę na śmierć i na życie.
W oddali śpiew, to melodia rybitwy,
A deszcze padają cicho i skrycie.

Zatoki, zatrzymana woda tamą
Nie płynie już wzdłuż brzegów.
Jednoczę się z bagienną plamą,
Topi się biel nieskażona śniegów.



DLA DOSKONAŁYCH 2018-02-01

Ramiona złudzeń, kamienne twarze
Widzę pośrodku łąk jedwabnych.
To idą doskonali, niosą bandaże,
A baldachimy tylko dla zgrabnych.

Chaosem zwie się świat, złudzenie
I znowuż te same wstęgi podłużne.
Supły myśli zawiązane, więzienie,
A doczesność jak znak, drogi różne.

Ramiona złudzeń, kamienne serca
Widzę pośrodku łąk betonowych.
To idą doskonali, za rogiem morderca,
A życie dla oddanych i gotowych.


KOCHANIE W XXI WIEKU 2018-02-01

Szepty, słuchawek moc piekielna,
Godzina nadchodzi niedzielna,
Wzywanie przez kołtun zmuszania,
Coraz bliżej do świtania.

Pieszczota dziwaczna, zdumienie,
Płyną łez strumienie -
Odmienność charakterów, inność żyć,
Jak tu razem ze sobą dobrze być?

Szepty, słuchawek moc piekielna,
Godzina zawsze samodzielna,
Wzywanie przez pomoc nadmierną,
Coraz bliżej do świtania.

Niepewność codzienna, niewiedza,
Chwastem zarasta miedza,
A przeszłość śpi w innej już dali,
Kochankowie niczym martwi, ospali.


ZEW ŻYCIA 2018-02-01

Wyłuskane chwile z łupin,
Lśnienie, to lśni rubin
Na dnie mórz czerwieńszych niż krew,
To życia jest zew.

Minimum błyszczenia,
Nic do stracenia,
Przez przypadki się odmienia
Całość wartościowa.

Spokojna chwilą głowa,
Jak rzeka płyną słowa,
Zakręt, z zasadami człek,
Dwudziesty pierwszy wiek.

Wyłuskane chwile z łupin,
Lśnienie, to lśni rubin
Na dnie mórz czerwieńszych niż krew,
To życia jest zew.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]