kwasna | e-blogi.pl
SPOJRZENIA ŚWIADKÓW ŻYCIA 2018-01-31

Na boki spojrzenia świadków życia,
Nic nie mówią, milczą, są księżycem
Z porannych mgieł, dają odkrycia
W całunach zwierzeń, przez las krok.

Trwają zamieszki w głębinach, cisza
Dudni echem, a studnia już sucha;
Zmierzchem obudzona ropucha
Daje koncert na tafli, z lodu rysa.

A obecność nieobecnego niepewna,
Jeszcze daleko wiosna jest zwiewna;
Nałożone maski czekania,
Cała sztuka do odegrania.

Zakręcony z kłosów, miliona wart kok,
A głowa królewska i chłopska zarazem;
W trwaniu zwykłym słowa drogowskazem
Ku drodze właściwej, życia jest tok.

Na boki spojrzenia świadków życia,
Nic nie mówią, milczą, są jak gwiazda
Z wieczornych spojrzeń, dają odkrycia
W tęczach, co zawsze są w rozjazdach.


PORWANA 2018-01-30

Porwał ją kosmicznym słowem,
Zamieszał jak w kotle czarownica,
Szeptem czule mówił, że to tajemnica,
Straciła swoją głowę...

Otulona płaszczem morza
Promieniała jak polarna zorza,
W kolorach życia niczym tęcza
Zakwitła jak kwiatów naręcza.

Porwał ją prawdy oddechem,
Wysoko w górze uniósł jak swe szczęście,
Poszybował jak ptak, dał pojęcie,
Dał nadzieję, był słodyczą, grzechem...

Otulona płaszczem nocy
Frunęła jak motyl z kolorem,
Objęła go mocno siłą mocy
Z tęsknoty wielkim uporem.


ZIELONY PĘD 2018-01-30

W zielonym pędzie kwitnienie złota,
Śmiechem strzelają jak pociskiem,
A lejce trzymane z wyższości uciskiem,
Tylko malutkie gnomy się buntują.

Pośrodku drogi kałuża cała z błota
I lśniąca blaskiem zwierciadeł, prawidła;
Zatrzymany czas w swym locie, powidła
Rozsmarowane na kanapkach znajomości,
Nowych zupełnie, niespodziewanych zupełnie.

Pośrodku drogi znak wielki jak grota,
Odgadnięcie tajemnic ciszy i jej milczenia,
Prowadząc za rękę nowe dyskretne spojrzenia;
Zapalają się latarnie uśmiechem grzesznym,
A ludzie mkną pociągiem pospiesznym.

W zielonym pędzie kwitnienie srebra,
Śmiechem strzelają jak z armaty,
A ramy stanowią wybielone żebra
Malutkich gnomów, to ich bunt.


POD PŁASZCZEM 2018-01-30

Tysiące słońc w zakamarkach zmurszenia,
Kolejny krok do przodu, księżyca zaćmienia,
A pod płaszczem spłakania niebieskie perły.

Niedokończone w dłoniach widnieją herby,
Wielkie to skarby w skarbnicy zamknięte,
A te kilka lat jakby zastygły, nietknięte.

W granulkach chęci pierwiastki dalsze,
Cel jeden: by życie było wspanialsze,
A mury trzeba obalić, złe ogniem spalić.

Tysiąc słońc w zakamarkach zmurszenia,
Kolejny krok do przodu, księżyca zaćmienia,
A pod płaszczem spłakania niebieskie perły.


ODPOWIEDŹ PRZESZŁOŚCI 2018-01-30

Zawezwana przeszłość odpowiedziała,
Miłość wyznawszy, o przeznaczeniu mówi
I całuje, i pieści dotykiem dłoni,
Północ, przeszłość do mnie dzwoni.

Zawezwana przeszłość odpowiedziała,
Zatańczyła wirem w oddali, zadrżała
Z podniecenia na spożycie trunku miłości,
Chwila beztroskiej radości.

Zawezwana przeszłość odpowiedziała
Słowem ubranym w płaszcz obietnicy
I wspomnieniem westchnęła o dziewicy,
Lecz w innym mieście mocno się zasiedziała.

Zawezwana przeszłość odpowiedziała,
To, co zawsze sercu wyznała,
A potem jak listek na wietrze zawirowała
I w swoją stronę szybko pognała.


ODPOWIEDZ MI PRZESZŁOŚCI 2018-01-28

Przeszłości, zamilkłeś jak zaklęty krąg,
Mam zostać czy iść już sobie stąd?

W dawnych czasach, w dawnych ogrodach
Zasiadają zakochani na ławce w parku.
Zapamiętywanie siebie w dwóch jagodach,
A dla wzajemności smak w ogarku.

Niesieni w ułamkach słońc złota,
Wyznania o miłości i do miłości,
Wciąż niezapomniany czas, ochota,
Lecz trzy setki liczone w odległości.

Przeszłości, zamilkłeś jak zaklęty krąg,
Mam zostać czy iść już sobie stąd?

Płynąc wodospadem wciąż pod prąd,
Ustawiono wspomnienia w rząd,
Jedno po drugim przesłuchiwane
I obietnica, że wspólne życie jest nam dane.

I milcząc w bezkresie morza bliskiego,
Jedno zapomnienie na milion,
Lecz gwiazd nadal trylion
I ta tęsknota ciągle żywa na dnie...

Przeszłości, zamilkłeś jak zaklęty krąg,
Mam zostać czy iść już sobie stąd?

Oddech pełniony za oddechem,
I modlitwą, i grzechem,
I pocałunkiem, i czystością,
Związani nadzieją głupich, naiwnością.

Wciąż wierzymy w powroty takie proste,
Chcemy doścignąć wszystkie utracenia,
Lecz czas upływa, tylko świat się zmienia,
A my dostajemy niespełnienia chłostę.

Przeszłości, zamilkłeś jak zaklęty krąg,
Mam zostać czy iść już sobie stąd?

Nie chcę być jak rzep czy natrętna mucha,
Zatem milczę... w milczeniu nasza potęga.
Chwila i znów serce rozsądku nie słucha,
Wywołuje ciebie, czekania pełna księga.

A w zakamarkach rzeczywistości nowe pejzaże,
Nowe malowidła, nowe doznania,
Lecz tak trudno wymazać chwile kochania,
Co rumieniło się jak jabłko dojrzałe, bandaże...

Przeszłości, zamilkłeś jak zaklęty krąg,
Mam zostać czy iść już sobie stąd?

Przemawiasz do mnie, lecz tylko jako deszcz
I jako tęsknota, dreszcz, dreszcz, dreszcz...
Utkany perłą zwój wyznań przesyłam w liście,
Odezwij się i ukaż, otul życiem przejrzyście...

I jeszcze ten jeden raz cię proszę, w ciszy
Ukołysz prawdą, lecz nie w złudzeniach
I jeszcze ten jeden raz cię proszę, w kliszy
Ślad twój coraz bardziej wyblakły...

Przeszłości, zamilkłeś jak zaklęty krąg,
Mam zostać czy iść już sobie stąd?


NIEZIEMSKI REJS 2018-01-28

Spętane dłonie dłonią rozkoszy,
Ni siedem z brązu groszy
I usta zakneblowane językiem,
I szum fal w oceanie, dotykiem
Zakładasz niewolę przyjemności
I czekasz na odjazd lokomotywy.

W drogę kosmiczną ten jeden rejs.

Jedność faktycznie jedna, całkowita,
W myślach, jak nić pajęcza, spowita.
I te dłonie mężne, jak syjamskie koty
Wędrują i niczym wędrowcy po ciała mapie,
Rozczesujesz pieszczotą niedostępność
W siódmym niebie, a jednak na kanapie.

W drogę kosmiczną ten jeden rejs.

Wijące się struktury chemiczne,
Gwiazdy migoczą magiczne,
Płyną morzem podnoszenia i opadania,
Jak róża zakwitająca, piękna, wspaniała
I już przestrzenie wypełnione, zadrżała
Osika w jaskiniach odkrywanych głębiej.

W drogę kosmiczną ten jeden rejs.

Zapleciono ich w warkocze rzeczywiste,
Są alfą i omegą, a złączenia takie jedwabiste
Niczym muślin niewiarygodny.
Pokarm wysysany w czas czcigodny,
A to dopiero początek prawdziwości
I lecą razem w dół, i lecą razem w górę.

W drogę kosmiczną ten jeden rejs.

Brak już hamulców, jazda szklista
Po krawędziach przyzwoitości, strukturę
Mają taką samą, głosy w jękach arią,
Nie nazywasz jej Aurelią ani świętą Marią,
Odkrywasz góry skaliste i gór szczyty,
Świt... odpływają tchnienia, mapa czysta.


ZASIADŁAM NA TRONIE SZCZĘŚCIA 2018-01-28

Dwa złote rogi, błyszczenie medalu z dwóch stron,
Dziś już nie boli hejnał wzniecany stadem wron.

Koniczynka w dłoni trzymana, słońca kwitną w skosie
I głaszczą radością po zasuszonym w księdze kłosie.

Szeptana chwila ciszą, nuty oddechów nocą kołyszą
Niczym statkiem po morzu, fal bujanie, siłą bycie.

Kwitnienie krokusów w dziewięciu ogrodach, znakomicie
Piękne takie, zachwycają serca obficie.

Dwa złote rogi, błyszczenie medalu z dwóch stron,
Dziś już uśmiech szeroki, zajmuję szczęścia tron.


PROSTA SPRAWA 2018-01-26

Prosta sprawa, dekada czytanych zwojów,
Apel rzeczywistości i prawdy chwila,
Jeszcze do pokonania tysiąc i jedna mila,
A na stole jęzory krzyków w rzędzie słojów.

Prosta sprawa, odliczane minuty zegarem
Do punktu odniesienia sukcesu albo porażki,
Stoi nicość w kapeluszu i z cygarem,
Patrzy na spryt odlatującej ważki.

Prosta sprawa, dwa dodać jeden to trzy,
Chwieją się mosty rachunkowe, ekonomiczne,
A w oddali melodie płyną magiczne,
Tutaj skrzydłami trzepoczą codzienności mgły.

Prosta sprawa, namawiają sprzedawcy do zakupu,
Uśmiechem kolorują zyski, w ręce podwójność łupu
I już szczęśliwość doraźna, w oczach inności
Smutek jak cień blady, centymetr pozostał do radości.

Prosta sprawa, dwa filary są takie milczące,
Nie płyną strumienie, nie płyną rzeki,
Lecz na dnie spoczywa manekin kaleki;
Idą już spać wszystkie strudzone zające.


KOMUNIKATY Z ODDALI 2018-01-25

Z oddali ślesz ku niej pocałunki,
Wyznajesz coś w rodzaju miłości,
Magiczne oddajesz jej trunki,
Chcesz biec z nią ku radości.

Lecz tutaj cisza ma panowanie,
Odsłuchiwana na szybko, na kolanie
Pisane słowa w liście do szczęścia,
Lecz rzeczywistość jest inna niż wtedy.

Z oddali ślesz ku niej złociste uśmiechy,
Wyznajesz chęć spotkania na pewno,
Marzysz o sukience, by założyła zwiewną,
Chcesz popełniać z nią grzechy.

Lecz tutaj indywidualność ma panowanie,
Brak twojej obecności, nie można dotknąć
Ciebie jako człowieka, istotę rzeczywistą,
Słychać twą melodię z daleka, mglistą.

Z oddali ślesz ku niej prawdziwe słowa,
Wyznajesz prawdy zaistniałe,
Serce się wzrusza i jak maszyna rusza
Do przodu, chce ci uwierzyć z siłą.

Lecz tutaj jest inny już świat, pod mogiłą
Spoczywa tamten czas, czasem odżywa,
A potem upada i znów jest umarły,
Bramy zardzewiałe ku tobie się rozwarły.

Z oddali ślesz wiadomości te same,
Chcesz podnieść powieki ołowiane,
Chcesz ujrzeć lica jak jabłko rumiane
I tulić do serca serce ukochane.

Lecz ona już nie jest tamtą dziewczyną,
Jeszcze żyje i żyć będzie,
Lecz nie wie co powiedzieć, że kocha wszędzie
Ciebie już nie powie, czeka z cichą godziną...


SZEROKO JEST BARDZO 2018-01-25

Rozciągłości autostrad wiedzy, szerokość,
Aż opadają czoła i szczęki, studni głębokość,
Do wyczerpania zbierane liście w bukiety
I spływają łzy wodospadem w deszczu...

Kamienne kielichy karmią usta zwiotczałe,
Od ścian odbija się światło blade i szare,
A za oknem marsz odbywa się snów, całe
Bataliony idą, niosąc klucz potęgi złotej...

Rozciągłości polan i lasów wiedzy, wielkość,
Aż oddechy łapane w locie przez sekundę,
Do wyczerpania, lecz trzeba wytrwać kolejną rundę
I zdobyć pas mistrza w tych zawodach...


JESTEŚ I NIE JESTEŚ 2018-01-23

Jesteś falą oceaniczną, smugą dawnych lat,
W sercu zakwitasz niczym najpiękniejszy kwiat,
Pocałunkami obdarzasz w wyobraźni bez granic,
Lecz dotknąć miłością nie chcesz mnie za nic.

A ja stoję przed murem, z cegieł czasu zbudowany,
Gdzieś pod dywanem ciszy list piękny napisany,
Lecz widoku przejrzystego brak, a zza firany
Tylko tłum szarych posągów przesuwa się, namalowany.

Jesteś spojrzeniem tej chwili i tamtej chwili,
Słyszysz pisklę życia strącone, głośno kwili,
Dotykiem obtulasz zmysły, jego pieszczotą,
Lecz jesteś daleko stąd ze swoją ochotą.

A ja stoję jak ta panienka pierwsza, nietknięta,
Zamykam okiennice swoich dni, czekam długo,
Za marzeniem wodzę swoją głowę, odchodzę
I powracam, niknę jak postać w oddali, kropla smugą.

Jesteś rzeczywistym słowem, obcym słowem,
Pustą myślą w przestrzeniach zawieszoną,
Czynisz szklankę pełną o większą połowę,
Lecz jesteś miłością nie do końca odwzajemnioną.

A ja już nie wiem, kim być i jak śnić,
Tęsknota nieraz wylewa się bez umiaru
I już nie chcę patrzeć na tarczę rozmiaru
Całego istnienia - nadal razem nie możemy być.


MORZE PEŁNE ZASAD 2018-01-23

Zasady posegregowane w rzędy i szeregi,
Czas uprawia przełajowe biegi
I w tym pędzie, i w tym biegu gubi piegi,
Jak kropeczki na białym śniegu, brzegi
Już ku pełni skrzyżowane jak ramiona,
A to wybija północ jak szalona.

Małe kreseczki, wyraźne znamiona
Na pełnym morzu zwyczajności.

Zasady posegregowane w rzędy i szeregi,
Czas uprawia przełajowe biegi
I nie zatrzymuje się, i nie przystaje na zakręcie,
Jest zawartością w niewidzialnym prezencie,
Kocha, szaleje, lubi i odchodzi,
Czasem łapie Pana Boga za świetliste nogi.

Małe trójkąciki, Bermudy
Na pełnym morzu zwyczajności.

Wokół taniec zbrylonych oddechów,
Pośrodku ciszy i wrzasku pięć grzechów
Wijących się jak węże jadowite, syczące,
A w oddali krzewy pomarańczą gorejące -
One smakują wyśmienicie dobrze,
Spadają jak deszcz zasad całe paskudy.

Małe pioruny, ciosane wspomnienia
Na pełnym morzu zwyczajności.


TYSIĄC DWIEŚCIE PIERWSZA NOTATKA 2018-01-23

Tysiąc dwieście pierwsza to notatka,
Jak każda kolejna niczym zagadka
Do odgadnięcia, do zastanowienia,
Choć to świata na lepszy nie zmienia.

Podziękowania dla Czytelników tu umieszczę.

Tysiąc dwieście pierwsza to notatka,
Jak każda kolejna gadka - szmatka
Przeminie z boku, odda westchnienie, złowieszcze
Schowają się kołtuny pod regał.

Dziękuję moi drodzy Czytający.

Tysiąc dwieście pierwsza to notatka,
Jak każda kolejna będzie to chwila,
Lecz radość w sercu mam,
Iż podziękować dziś mogę Wam.


WIELKI MŁYNEK 2018-01-22

Już otwarto okiennice przy rynku,
Tętni życie jak w wielkim młynku,
A ona jedna, taka zasępiona, biegnie
Na oślep, na opak, nagle upadnie
Jak kłoda na wybojach drogi,
Ciężko iść, gdy plączą się nogi.

Westchnieniem określa minione dni,
Chciałaby może do nich powrócić,
Lecz nie może, lecz nie powinna, sny
Straszne jak trauma wojenna, smucić
Też nie chce się, lecz tak jakoś samotnie,
Stoi, wypatrując nadziei, przy oknie,
Zagrał wiatr na organach kolejnego dnia
I dał jej słońce, sprawił, że odeszła mgła,
Lecz serce jakieś nie zagojone, osamotnione.

Już otwarto okiennice przy rynku,
Tętni życie jak w wielkim młynku,
A ona jedna taka zamyślona, inna
Od pozostałych biegaczy po labiryntach,
Sens odnajduje w mechanicznych gwintach
I leci niczym ptak, odzyskując wolność.


MARZYĆ... 2018-01-21

Zakapiory złudzeń, marzenia daremne,
Lecz jedyne i najbardziej cenne.

A sny stają się jawą, a jawa staje się snem
I gdzieś na oceanie łódź przewrócona dnem,
Widać całą zawartość, zwinięte słowa w kłębek,
Dzwon dźwięczy lękowy, tylko jeden pępek.

Smugi czerwienią mieniące się jak makówki
Pośrodku łąki wirtualnych traw,
Ożywił się dotąd niemy staw,
Odżyły stworzenia niczym z bajki, z kreskówki.

Parę westchnień pozostało i wspomnień kilka,
Niesione w bagażu podróżnika, podróż dookoła kraju,
A tu już myśl zatrzymuje się i tkwi na dróg rozstaju,
Nieznane, harfa gra, wycisza ją ostra szpilka.

Przekłute uszy ciszy, noc nadchodzi jak dama,
Zamknięte drzwi, zamknięta brama,
Czas przeminął, czas popłynął w dal,
Kończy się i zaczyna od nowa życia bal.

Zakapiory złudzeń, marzenia daremne,
Lecz jedyne i najbardziej cenne.


DWA SEKTORY 2018-01-21

Pierwszy to rząd, sektor święty,
Zapisana kartka papieru, a papier pomięty,
Cała mądrość w kielichu złudzenia,
A nocą chwila ogromnego zapomnienia...

Pulsuje przeszłość jak krew w żyłach,
Czerwona, namiętna, gorąca,
Pięć litrów słońca,
Zawsze była ci subtelnością miła.

Pierwszy to rząd, sektor święty,
Do zasad cały zwój bólu przypięty
Niczym agrafką do swetra teraźniejszości,
A nocą chwila utraty przytomności...


NAJEŹDŹCY 2018-01-21

Sny jak najeźdźcy, ocaleniem świt.
Zgrabne tańce dymów szarych,
Niczym wężowe zawijasy czynione,
Głowy wszystkich lekko pokropione.

To łzy, które wyschły w swym korycie,
Tak lśnią blaskiem największego pragnienia,
Lecz nie nadchodzi spełnienie w zenicie
I jakoś tak nijak upływa czas...

To rozmowę prowadzi stęskniony las
Za uśmiechem spacerowiczów, za dłonią
Pełną ciepła i miłości, wyje jak wilk na granicy,
Cząstka ciemna tejże tajemnicy.

Sny jak najeźdźcy, ocaleniem świt.
Zgrabne pląsy myśli tu i tam,
Wszystko dookoła jest jak grecki mit,
Droga prowadząca do szczęścia bram.


ICH RELACJA 2018-01-20

Jesień, zima, wiosna, nadal razem
Trwają napromieniowani niewiedzą
I tuż obok siebie cicho siedzą,
Milczą w słowie, zakochanym są wyrazem?

Dłoń z dłonią, usta z ustami,
Lecz rozejście i zejście, różami
Nie mają usłanego życia, oddzielni,
Wciąż razem, lecz bardzo samodzielni.

Zima, wiosna, lato, nadal razem
Trwają napromieniowani niewiedzą
I tuż obok siebie cicho siedzą,
Milczą w słowie, zakochanym są wyrazem?

Myśl z myślą, słowo ze słowem,
Lecz nadal to samo: codzienność,
Szarość, rozłąka, zdań odmienność,
Bijatyka wewnętrznych demonów...

Wiosna, lato, zima, nadal razem
Trwają napromieniowani niewiedzą
I tuż obok siebie cicho siedzą,
Milczą w słowie, zakochanym są wyrazem?

Dzień z dniem, godzina z godziną,
Lecz nadal nie słychać dźwięku dzwonów
I nie kwitną białych róż bukiety -
Relacja tego mężczyzny i tej kobiety.


WOKÓŁ STOŁU 2018-01-20

Wokół stołu siedzą matrony i bosowie,
Szklanki pełne, zimne drinki jak lód,
Rozmowa trwa, zabijają się w słowie,
Bez obrażania to byłby cud.

Chwiejny już nieco szlachecki chód,
Królowie i królowe, to ich ród,
Lecz z ust leci złość i ogromny chłód,
Obserwacje te chowam pod stół, pod sam spód.

Wokół stołu siedzą matrony i bosowie,
Szklanki puste i tańczące, zamiana nagła,
Ściana do podpierania zbladła
Na brzydkie słowa, uwłaczające ludzkiej godności.

Pośrodku morze z krzywych spojrzeń,
Zakręceni wszyscy goście jak słoik pełen wina
Poświęcenia kwitnie roślina;
Smutek w strukturze wszystkich dojrzeń.

Wokół stołu siedzą matrony i bosowie,
Zachłyśnięci milczeniem chwil zwieszonych,
A w głowie świat myśli zapowietrzonych,
Szanujcie swe Panie drodzy Panowie.


SZAMOTANINA 2018-01-20

Splata się czas jak warkocz z włosa,
Do złota lśni całe jestestwo szare,
Barman mówi coś, stojąc za barem,
Cicho, rzędy cyfrowe z pikseli bosa
Widzę nad miastem i nad wsią.

Zawartość cukierniczki, błysk na pięć,
A w oddali wizja konkretnych szczęść,
Tylko te krzyki, agresywne jak z bagien stwór,
Niosą się przez bramy i przez dwór,
Niosą się daleko, stają się głosem
Okrucieństwa i szaleństwa, chaosem
Oplątują świat i serce me samotne, biedne,
Daleko, daleko stąd biegnę...

Splata się czas jak warkocz z włosa,
Do złota lśni całe jestestwo szare,
Szkli się oko i za oko oddaje siebie;
To płatek śniegu wiruje jak anioł,
Aż człek zbladłszy na licu, przystanął,
Odżył, odreagował falsyfikatem zwłok,
Dookoła zebrał się szumu cały tłok;
To życie, nadzieja i każdy krok...

Koniec zmarszczonych brwi, dygotanie rzęs,
Prawda drzemie pod kopułą Kościuszki,
Zastygła jak słowo, trzeba zjeść jej kęs
Na powitanie i na pożegnanie. Litanie.
Sędzia odchrząknie ślinę pewnej staruszki.


UMIZGI 2018-01-20

Umizgi szare, odrapany płot,
To już idzie jutro, dłoni splot,
A potem dalej i dalej maszerować,
Liczniki od nowa wyzerować,
Aby zajaśniały twarze perłą złotą,
Aby nie brudziło zimne błoto,
Aby nie drżały osiki smutne
I żeby dni przestały być pokutne.

Umizgi krzywe, stara ściana,
To już idzie jutro, pora szara,
A potem płyną statki dziwaczne
Po morzu spienionym lub spokojnym.
W sercu trzeba być hojnym,
A nawiasy same staną się kształtne.
Fale do degustacji, poniekąd strach,
Lecz najważniejsze, że nad głową dach.

Umizgi niewiadome, oczy spopielałe,
To już idzie jutro, westchnienia obolałe
Nad światem upiorów, bez świateł, z mgłą
I już nie wiadomo, jacy oni do siebie są.
Namalowane pejzaże chwili czasu,
Inaczej chodzili do lasu
Niż tamci, niż tamci,
Ci obecni są jak ryzykanci.

Umizgi żywe, żywa jeszcze nadzieja -
Pokonać żal, pokonać łzy, trwa zawieja
Wielce rozległa i rozbrzmiewająca jak śpiew,
Lecz na dnie oceanu czerwony żyje gniew,
Warkocze trzy albo warkocze dwa,
Nad okiem wyraźna blizna
Od tysięcy mieczy, od tysięcy biczy,
Człowiek cywilizacji mieszka w dziczy.


BRZYDKA PRAWDA 2018-01-18

Górny śpiew dolin, akcja prawd brzydkich
Dzieje się na środku drogi do centrum.
Tajemnicze życie, dawny czas
Przywodzi na myśl jeszcze nas.
A w oddali bardziej odległej niż zawsze
Pleśnią pokryły się samotne płaszcze.
Nie ma odpowiedzi, a pytania są
I jak noże skórę z łatwością tną,
A pod skórą wnętrze oddane w słoje -
Brzydką prawdą zapisane zwoje.

Bolesność w każdym kęsie złego słowa,
A przecież każdy ma głowę na karku;
Milczą wróble, nie śpiewają, pokryte śniegiem
I wszystko posypane pudrem, biegiem.
Patrzę w twoje zakamarki przez lunetę śmierci,
Ona gra w szachy niema, ona gra w bierki,
A tęcze złudne wiszą pod niebem jak nić pajęcza;
Musimy jeść i pić, musimy spać, kwiatów naręcza
Już uwiędły... martwe, milczące jak nagrobki szare
Piszą scenariusz do Królestwa Ojczyma.

Górny śpiew dolin, akcja prawd brzydkich
Dzieje się na środku drogi do centrum.
Marny pyłek ze mnie, zwykły pierwiastek, chemia,
A matką moją kula pełna, uszkodzona, Ziemia.
Każdym oddechem wysyłam listy z podziękowaniem,
Lecz takie wady są we mnie, że już nie znam siebie;
Z ręki pocałowaniem, z szacunkiem i czoła uchyleniem
Wiruję jak liść, wiruję jak płatek śnieżny,
Wzrok mam chciwy, zagubiony, lubieżny,
A lampiony oświetlają czarną ścieżkę, tik nerwowy ostatni.

A na koniec okulary z różowymi szkłami wkładam
I już mam szczęście, nie ma prawdy brzydkiej,
Przenikam warstwy mórz stworzonych z łez czystości,
Przeliczam ciszę na mięśnie i na kości
I wracam do dawnego czasu, swoją przeszłością władam,
Choć ona żyje własnym życiem, dom ma w innym wymiarze;
Cichnę, przystaję, północ już dawno wybiła na zegarze -
Może się zepsuł? Może trzeba kupić nowy?
I snem owijam się jak kołdrą, cieplutko, wygodnie,
Niech wypoczną i moje zmęczone słowy...


ZAKOCHANI POBOCZNIE 2018-01-18

Zakochani, nawzajem poplątani jak liany,
Zielone warkocze, zielone diamenty,
A za zakrętem czarne jak smoła zamęty,
Wibracje zawstydzenia, świadkiem falbany
Zasłon zawsze zwyczajnych.

Tęsknota w zaprzeczeniu, koniczynka ze srebra
Ma przynieść szczęście. Nie mija samotności febra,
Wybroczyny na brodzie myśli, serce skomli jak pies,
Lecz cisza zamaszysta dudni jak wóz po łbach.

Gra na bębnach, gra na bębnach,
Gwiazdy mają swoją strategię, świecą ukradkiem
I są czyste, nieme, idealnym świadkiem
Tego świata, a świat zabiegany po własnych korytarzach.

Niosą już serce martwe, sztywne, w bandażach,
Niczym posągi z marmuru wyryte, wyrzeźbione,
Takie idealne, takie krzywe, dla siebie przeznaczone
W innym wymiarze, zakochani na ostatniej stronie.

I w nocy zdejmują maski cienie księżycowe,
By kolorować świat od nowa, inaczej, lepiej.
Zasklepiają się rany zadane nożem innego zdania,
Wciąż nie płynie wodospad właściwego kochania.

Zakochani, nawzajem poplątani jak liany,
Zielone warkocze, zielone diamenty,
A za zakrętem przyszłość wciąż nieodgadniona,
Przycupnięta, czekająca na wylot z klatki
Ujarzmionych ptaków wolności.


NASZA NIEZGODA 2018-01-17

Posiekane cząstki jak ogórek do sałatki,
W sercu chropowaty, już nie gładki,
A tu galareta drży jak liść i osika razem -
Znów niezgody staliśmy się wyrazem.

I mijamy szereg drzew, szereg krzewów,
Nie słyszymy miłości śpiewów,
Ptaki zbyt schłodzone, by śpiewać,
A ta szarość jak beton serce nam zalewa.

I mijamy siebie nawzajem,
I już inny nasz język, i mowa,
I nie pomogą miłe słowa
Ani uśmiech, jesteśmy starym drzewem.

I starym zwyczajem,
Niezmienionym, swoistym
Oddalamy się od siebie, pejzażem już mglistym,
A wiosna nadejdzie z samotnością.

Posiekane cząstki jak marchewka do sałatki,
W sercu chropowaty, już nie gładki,
A teraźniejszość jak otchłań pustej studni,
To niezgoda między nami tak dudni...


O GARŚCIACH 2018-01-16

Garście pełne wrażeń, linijki krzywe,
Lecz proste, lecz łatwe i możliwe
Do osiągnięcia, do zdobycia gwiazdki te,
Rozświetla się nocą serce me.

I wygląda chwil z przeszłości, co słodkie i miłe,
Lecz dziś na przyszłość zakłada mogiłę
Jedna, pewna myśl buńczuczna -
To nic, choć salwa mogłaby być huczna!

Zatem siadam jak Beduin na wydmie złotej,
Patrzę na ten blask barwny, przejrzysty,
Zwyczajność nadchodzi potem
I wita się ze mną w tajemnicy, świat dżdżysty.

To znów zmroziło w oddechu księżyce błotne
I trzyma w garści jak siłacz nieposkromiony,
Zadrżały zielone jak nadzieja zasłony -
Uchylam je, a tam gwiazdki migoczą przez noc.


KOLOROWE ŁUNY 2018-01-15

Rozjaśniały łuny nad brzegiem rozpaczy,
Oświetlając niebo ciemne,
Spotkanie ciche, spotkanie potajemne
Wiary z nadzieją. Zjawiska się dzieją.

Plasterki zdrowia jak zielona trawa świeże,
U podnóży pagórka złote wieże;
Zaszło słońce, mgły niestraszne,
Odczytane myśli tylko własne.

I w stumilowym lesie
Słychać pieśń dobroci, wiatr ją niesie
Ku miastowym, ku miastowym;
Znów w drodze do raju...

Rozbłysnęły łuny nad brzegiem strachu,
Oświetlając niebo ciemne;
Spotkanie wesołe, spotkanie wzajemne
Wiary z nadzieją. Tęcze ziarnem się sieją.


PRAWIDŁOWO 2018-01-15

Prawidła mieczy, przecięte wstęgi,
Już stworzone jak na obrazku okręgi
Tajemnicze, zwodnicze,
Lecz to nie kosmos płonie w złocie...

Umiejętność mówienia z szacunkiem
Nakreśla piękne wyrazy,
Oto kwitną piąte rośliny, są gatunkiem
Uśmiechu - jak bracia szare głazy.

Prawidła mieczy, przecięte liany,
Popłynęła krew żywiczna,
Zabłysło światełko, nadzieja magiczna
Jak mistyczne dziecię - szczęścia odmiany.


CAŁA POWROTNOŚĆ 2018-01-13

Powroty cudowne blask rozpościerają,
Mimikę twarzy prawdziwą zawierają
I całe swe wnętrze w moje ręce oddają -
A ja nic nie mówię, w życiorysie zakwitają.

Do walizki zapakowano przeszłość, odchodzi,
Lecz powraca, przypomina się, czasem zawodzi;
Gdzieś widać horyzont, a tu wielkość powodzi,
Wskakuję do ratunkowej łodzi...

A tu znów wij bolesny wije się i pręży,
Szuka kuzynów, małp, żab i węży -
Nagle piorunem trzaśnie jak strzałą -
Brak miejsca w gospodzie, zabolało...

Serce połamane jak kijek ołówkowy,
Myśli w potędze pośrodku głowy:
Co się wydarzyło? odmowne słowy,
Lecz zbyt późna pora istnienia...

Powroty cudowne blask rozpościerają,
Mimikę twarzy prawdziwą zawierają
I całe swe wnętrze w moje ręce oddają -
A ja nic nie mówię, w życiorysie zakwitają.


OSOBOWOŚĆ D 2018-01-13

Zwilżone oczy, za oknem mgła,
A dookoła smutków bal trwa -
Na trzy i cztery, na raz i dwa -
Gwiazda błyszcząca martwicą zaszła.

Zebrane krzyki w kosz dnienia,
Dźwięk głuchego bębnienia
Tworzy orkiestrę wszech czasów;
Nagle trzask dzikich obcasów.

Zawyły wilki do księżyca wszelkie,
Już nie ma nadziei na eskapady wielkie,
W ręku człek trzyma trunku butelkę,
Zapalony papieros w trakcie...

Trudność w uspokojeniu, świat szary,
Dookoła tylko ciemność, zła czary
Rozpościerają się niczym skrzydła nietoperza,
Na nic modły Wielkiego Papieża...

Uschnięte róże w samotności wazonie,
To żmija lęku sykiem się odznacza,
Uwagę dobra skutecznie odwraca -
Stos z czarownicą już jak pochodnia płonie.

I na odwrotnej zwoju stronie
Zapisane prawdy białe, niebezpieczne.
Ciszą milczą żywe dłonie
I głaszczą po głowach smutne te jabłonie.


CZASEM TRZEBA ZE SCENY ZEJŚĆ 2018-01-12

Noc zaszyta nicią słów,
Gwiazd ikona, głęboki rów
Prowadzący do opadłych snów
Jak liście ostatnie w jesieni.

Czas ze sceny zejść,
W inne miejsce przejść
I ucichnąć na chwilę,
Zlecą się kolorowe motyle.

Czas ze sceny zejść,
W inne miejsce przejść
I przystanąć na chwile,
Zlecą się kolorowe motyle.

Noc zaszyta nicią słów
Milczy i mruga deszczem
Błyskotliwa. Prawdziwa
Intonacja, świeżość snów.


WOALKA ZADAŃ 2018-01-12

Za woalkami łza strudzenia,
Czy to coś zmienia?

Rebusy, cyferki, literki
I kotlet z odrobiną panierki.

Schematy, zasady, regułki
I trzy kamienne beczułki.

Wiązania, sznurowadła, mokradła
I ta twarz niema ciszą zbladła.

Struktury, przeliczanie, zakończenia
I szepty krzyczącego strumienia.

Za woalkami łza strudzenia,
Czy to coś zmienia?


CAŁOŚĆ W GRANICACH CZĘŚCI 2018-01-11

Skafander już prawie biały, a oczy bolesne w powiekach
Unoszą pył wszystkich chwil... w szemraniu siłę ma rzeka,
A płynie cała krystaliczna i lubieżna,
I jak zwierzyna cała dzika, cała drapieżna...
Drogi krzyżują się przed obliczem konsekwencji czarnych,
A w zwierciadłach zbladły anioły, wśród aniołów marnych
Bal trwa wszystkich otępiałych, posągi sprawozdawcze
Stoją jak kamienne, stoją jak marmurowe -
Czas po swoje iść, szepczą nagie przy drodze drzewa
I noc deszczem wolności wygrywa melodię, śpiewa
O tym, co nadejdzie stare i nowe.

W ostatnim zakamarku uśpienia labirynt chaotyczny,
Na ławce spoczywa jabłko ze szkła, przedmiot magiczny
Można by rzec w tamtych stronach, krzykiem uniosła się wrona
I poleciała przez niebo pełne szarości...
Zabłysnęły zygzakiem strzały złociste, przegnały cienie
Wzdłużne, a płot nie zmienił swego kształtu,
Wiatrem namaścił przyziemnych w kwestii ryczałtu
Od uniesień absolutnych. Abażury palą się cicho.
Ktoś puka do drzwi - cóż za licho?!
To myśl dzika i głupia wyrwała się z uwięzi,
Płacz nad zerwaniem pajęczych więzi,
Lecz to wina jest dwustronna, jak gąbka chłonna
Deszczem okrasza świat ta chmura.

Stanęły zegary na chwilę, czoło pochylone, stożki
Złociste niewerbalne. Niewerbalne są to bożki.
Chłody wielkie, chłody nieco inne, a wszelkie
Tańczą w wiry zgrane, podrywają też firanę,
A ja patrzę na tę zamieć, a ja patrzę na ten taniec.
Przeszłość w szumnych przestworzach śle podziękowania,
A serce, pijane niczym alkoholik, śle jej wyznania
O powrocie, o niepowrocie, o wszystkich nas -
Zagubiona mgła wśród ludzkich mas, a czas
Przesypuje się piaskiem w klepsydrach, ruszają zegary;
Obłok ruszył w dalszą podróż, istne są to czary.


PIGMALION I AUREOLA 2018-01-11

Zacieki na szybach, małe kryształki
Mienią się migotliwe. Gondolą Pigmaliona
Płyną spojrzenia i gesty, prosto w ramiona,
Płoną pochodnie niczym zapałki.

Zastygła forma przeszłości jak z wosku,
Czy to nietoperz? A może sowa?
Płyną zdania, płyną słowa
Niczym strumienie zabawnych cisz, każda po włosku
Ewakuuje się, jak umie,
Giną w całym tłumie
I rozpadają się o krawędzi zdrowego umysłu.

Błyszczą gwiazdy pod szarości płaszczem,
A łza łzę w oko przezroczyste głaszcze,
To efekt aureoli, a aureole są dla świętych -
Tych utrapionych, tych nietkniętych.


NOCNY RYTM BLASZANY 2018-01-09

Noc wystukuje rytm blaszany,
Woła sen najwyższy, psychologia
Na tablicach wrażeń i wyrażeń -
Jeszcze żyjemy, nie mamy obrażeń.

Kołysanie lekkie na fali delikatności,
Tak dalecy od doskonałości
Ziewamy nudą, oblekamy się ułudą
I spadamy na sam dół jak rakiety.

W oczach dawnej kobiety
Inne już myśli i inne schematy postępowań,
Wszystko winą burz i zawirowań
Losu, cisza plecie bukiety.

Noc wystukuje rytm blaszany,
Już psychiczni, już zamknięci,
Zabliźniają się od nożyc rany,
Jeszcze nie martwi, a już przeklęci.

Drzwi otwarte na oścież wzdłużnie,
Dawniej robione światełka posłusznie
Jak na hali produkcyjnej, dekoracyjnej,
Dziś tylko można pomarzyć.

Żal stuletni, zadra potężna, odważyć
Nie da się tak nagle, samoistnie,
Jaszczurka patrzy krzywo i zawistnie,
Najpierw ogon musiała sobie sparzyć.

Noc wystukuje rytm blaszany,
Woła sen jedyny, ukochany
I w ramionach kołysze godziny -
Jutro znów do jawy powrócimy.


TYSIĄCE PYTAŃ 2018-01-08

Tysiące pytań bez odpowiedzi,
Mijają się przechodnie, sąsiedzi,
Czas upływa w swoim rytmie,
Tysiące zachowań wirtualnych.

Pocałunki i gesty już nie takie,
Cisza zaklęta w deszczu kroplach
I tylko nadzieja w zimna soplach,
Lecz słowa też już nie takie.

Tysiące pytań bez odpowiedzi,
Mijają godziny, chaos w duszy siedzi,
Pijąc drink za drinkiem, piwo kolejne,
Tysiące zachowań, wszystkie puste.


ZDANIE 2018-01-08

Kody wirują jak liście, opadają,
Szepty w ciszy, szepty w krzyku,
A te sześć liter na końcu zeszytu
W jedno zdanie się zamieniają.

Bliskość dzika, zamieszanie,
Noc, poranek, śniadanie
Już samotne, rozmyte jak świat za oknem,
A serce nie zna już rytmów wartości
I leci jak ogłupione po całości.

Kody wirują jak liście, opadają,
Szumy w oceanie, szumy na morzu,
A te sześć liter w dzikim porożu
W jedno zdanie się zamieniają.


PRAWIE BYLI RAZEM 2018-01-08

Już miał ją w ramionach,
Już całował ją po znamionach,
Nagle spadł deszcz mechaniczny -
Czar prysł i stał się nostalgiczny.

Rzeczywistość jak pierwszy człowiek
Powalił maczugą mamuta,
Zapiał kogut, rozdygotał powietrze -
Skończył się etap i cały wiek.

Już miał ją w ramionach,
Już całował ją po skroniach,
Nagle spadł deszcz mechaniczny -
Czar prysł i stał się specyficzny.

Zapanowała cisza smutkiem obleczona,
Myśl za myślą: czy to on? czy to ona?
Ledwo wyczuwalne oddechy, gesty -
Codzienność niesie im sromotne testy.


STRUMYKI PORANKU 2018-01-06

Strumyki szemrzące o poranku
Wśród ciszy na białym ganku,
Szemrzące bez umiaru i bez kresu
Jak wieczność czy przestrzeń wielka.

Filiżanka kawy, wina pełna butelka,
A czerwień poprzedniego dnia kroplą spływa
Po witrażu serca i serce to nie dowierza -
To szaleństwa zawiązała się pętelka.

Strumyki szemrzące o poranku
Zimne jak lody antarktyczne,
Szemrzące na białym ganku
Hymn z przyjścia nowej chwili doczesnej.


ZAKODOWANIE 2018-01-06

Zakodowanie. Ekstaza, opanowanie.
Kilka łez samotnych na podłodze
I cisza z kwiatami na drodze,
Wyrocznia chaotycznych rytmów.

Zakodowanie. Szept, pragnienie.
Kilka smug chłodu i ciepła, ekstaza;
Płomień żywy w zwykłych wyrazach
Pali wnętrze i kusi jak wąż z raju.

Zakodowanie. Przy wodospadzie, przy ruczaju
Spadają jabłka soczyste sokami,
Nić nagości pod czaszką spaja węzłami
Dzikich galopów, dzikich zdobywań.

Zakodowanie. Już tysiące porównywań
I łza, co nieokiełznana, spływa głęboka,
Rwąca, zdradliwa, lecz bardzo szeroka
I wylewna, to melodia wabiąca, niepewna.

Zakodowanie. Miłe słowa, prawdziwe słowa
Pomiędzy krzewami i w zaroślach prędko,
Już jest tygrysicą z dziką cętką -
Rozrywa świeże mięso, stracona głowa.

Zakodowanie. Ekstaza, opanowanie.
Noc samotna, cisza, wyhamowanie
Żądz i dzikości, ciężka walka w prędkości
Bicia serca... sny jak ogiery nieokiełznane.


MŁODY ZEW ŚWIEŻOŚCI 2018-01-06

Młode, świeże westchnienie z przyszłości,
Czuje bicie tego serca,
A może to kolejny kat morderca?
Młode, świeże westchnienie do miłości.

Zakręcone słowa szczerością drucianą,
Już tańce z dziewczyną pijaną,
Tańce do białego rana,
Razem tańczą nagości kankana.

Płyną białe strumienie,
Choć to tylko złudzenie,
Sielanka -
Pełna i pusta szklanka.

Gorące rytmy krążą wokół szyi,
Jak naszyjnik zdobisz kształt
Jej czułych wzgórków wulkanicznych,
Szeptem szczerym budzisz ze snów...

Młody, świeży z przyszłości nów
Połyskuje na tarczy nieba,
Miłości sercu gorącej trzeba,
Aby zerwać ponownie naręcze szczęścia.


CO CZYHA W MILCZENIU 2018-01-05

W milczeniu budzą się nietoperze,
Myślami płyną, kapitan senny przy sterze
Wykrzykuje rozkazy dla majtków małych;
Dzikus jest nieokiełznany, swej pani oddany;
Kryształy ciszy na drzewach zadrżały...

Sprostać przeznaczeniu, jeden okrutnik.
Klęczeć trzeba, szary w kościele pokutnik,
A łzy spływają Wartą i Wisłą po serc szybie;
Cisza z dzidą samotności wciąż dybie
Na swoją ofiarę już zesztywniałą.

Otwierają się żelazne bramy do lasu,
Tam jagody i maliny, każda jakby trująca,
Powrót po własnych śladach do czasu
Złotego jak słoneczny promień tysiąca;
Szczęściem dało nazwać się ten proceder.

W milczeniu budzą się odwrotne motyle,
Na myślach unoszą się, szybkie chwile,
A kapitan senny, ujarzmiony jak pyłek -
Serce jeszcze czerwone, jeszcze bije wśród żyłek
Wiecznej nadziei...


BĄDŹ... 2018-01-05

Otulaj ciepłym spojrzeniem,
Bądź blaskiem i cieniem,
Bądź powietrzem, oddechem
I modlitwą oraz grzechem.

Kuś, poniewieraj światła czułością,
Przemierzaj oceany głębokie,
Statkiem płyń, flagą wiej na wietrze
I uśmiechaj się nawet w dziurawym swetrze.

Spopielaj duszę, rozpalaj serce,
Co chce więcej i więcej, kamikadze.
Zbliż się ponownie, porządnie - radzę
Ci kochany, złącz z jej swoje ręce.

Otulaj silnym ramieniem,
Bądź blaskiem i cieniem,
Bądź słońcem i księżycem,
Niech gwiazdy uchwycę.


TABLICA 2018-01-05

Tablica, przeliczam obszerność w matematyce:
Pierwiastki aktów zarchiwizowanych, spojrzenia i słowa
Oraz szklanka, co pusta i pełna jej połowa;
Gronostaje w wazonie absolutności, stan w fizyce.

I cisza, i krzyk. I morze, i góry. Chwil ulotność.
A tutaj zwyczajność, tęsknota, samotność.

Tablica, przeliczam całkowitość w matematyce:
Liczby zakodowane we wspomnieniach, serca bicie
Oraz list, co wyznawał miłość wieczną w zeszycie;
Róże białe, co zasuszone między stronami książki.

I cisza, i krzyk. I morze, i góry. Chwil ulotność,
A tutaj zwyczajność, tęsknota, samotność.

Tablica, przeliczam wielkość złotych monet w matematyce:
Nie ma dużo zer, nie ma dużo wartości, a lśnią pieniążki
Na wierzchołkach drzew kamiennych, wszelkie krzywice,
Zdeprawowania, z choroby użyto kolejny raz obcążki.

I cisza, i krzyk. I morze, i góry. Chwil ulotność,
A tutaj zwyczajność, tęsknota, samotność.

Tablica, przeliczam ostateczność słów w matematyce:
Karuzela kolorów już w ruchu, deszcz za deszczem,
A cisza woła: jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Melodia nadziei niesiona uderzaniem w rytmice.


STRUKTURY I MY 2018-01-05

Struktury czyste z dłonią żywą to brać,
Zakodowani w słowach, zakodowani w cyfrach
Mają swoją odmienność, w szyfrach
Składa się biała, koronkowa szadź.

Skronie już pochylone jak te jabłonie
W parku wymarłym, zepchniętym przez spychacze,
Inne partie, inne myśli żebracze
Pchną do przodu, splatają w warkocze dłonie.

Siedzę, wstaję, idę, czas trwonię
Na tej planecie ostatniej z jedynych,
Zbutwiałe kwiaty zielonej gadziny;
Siedzę, wstaję, idę, do księżyca dzwonię.

Struktury czyste z dłonią to brać,
Zakodowani w słowach, zakodowani w cyfrach
Mają swoją odmienność, w szyfrach
Składają się jak zwierzęta z origami.

Spojrzenia nocy przez firanki samotności,
Zaniepokojona pyta: co jest z wami?
A my jak te struktury czyste spływamy w dal;
Indywidualny jest ten nasz bal.


WĘDROWCY 2018-01-03

Nie ma ich w zaklętym kręgu milczenia,
Wędrują jak wędrowcy niestrudzeni.

Oczy pozostawione i usta bez słów,
Zagubieni wśród szarych snów
Szukają wyjścia z labiryntów dni,
Coś kapie i coś ćmi.

Dłonie pozostawione i serce bez głów,
Zagubieni wśród szarych snów
Szukają wyjścia z labiryntów dni,
Coś kapie i coś ćmi.

Nie ma ich w zaklętym kręgu milczenia,
Wędrują jak wędrowcy niestrudzeni.


DROGA PRZEZ MOST 2018-01-03

Droga, most, rzeka,
Spojrzenie z daleka.
Szept, cisza, tajemnica.
Godzina, skarbnica.

Zakryty świat kołdrą
Deszczową, mordą
Grymaśne lewary i posągi,
Chłodne rwą się przeciągi.

Tkane pędzlem dziurki
Na szybach popołudnia,
Taniec wielki, wszystkie chmurki,
Pożegnanie grudnia.

Droga, most, rzeka,
Spojrzenie z daleka.
Szept, cisza, tajemnica.
Godzina, skarbnica.


W SZAROŚCIACH JEST NIEBEZPIECZNIE 2018-01-03

Szarość, bure ćmy, warkocze jednostajne,
Chwile zwyczajnie fajne
Odfrunęły na skrzydłach motyla dziennego,
A kropla czysta, a łza czysta spływa na całego,
Na podłodze kałuża przemyśleń...

Już nie wzywam przeszłości, nie da się wskrzesić zmarłego
I lecę otępiałym lotem, spadam i wzbijam się ponownie,
I odnajduję tęsknoty do pewnego stopnia wymownie -
Przepraszam, także jestem człowiekiem...

Szarość, bure ćmy, warkocze jednostajne,
Chwile zwyczajnie fajne
Odfrunęły na skrzydłach ptaka nocnego,
A kropla czysta, a łza czysta spływa na całego,
Na podłodze kałuża przemyśleń...

Nabieram powietrza w płuca, żyję dalej pomimo ciemności
I idę środkiem labiryntu, szukam latarni ze światłem miłości,
I widzę nas pierwszych, i widzę nas obecnych -
Nie należymy do aniołków, do grzecznych...


TO BYŁ ZŁY POMYSŁ 2018-01-03

Zawezwano przeszłość z oddali,
Myślano, że popłyną statki na fali
Radości i tegoż całego myślenia,
Lecz na łączach doszło do zawieszenia
Iskier słownych, zwarcie.

Milczenia i powroty, odległość wciąż zbyt duża
I choć z łez wielka powstaje kałuża,
To na nic te powroty i milczenia,
Wciąż serce serca drugiego nie docenia.

Rozmowy już nie takie, tylko o grzeszności
Są prowadzone i kontynuowane,
A serce takie słabe, takie pijane
Brakiem bratniej duszy, chyba w podróż ruszy.

Zawezwano przeszłość z oddali,
Powstała niczym zombie z horroru -
Rozczarowanie, utrata humoru,
Wokół milczenie narobiło rumoru -
Znów jesteśmy oddzielni i ospali.


MILCZENIE KSIĘŻYCÓW 2018-01-02

Pijana od świateł, kielichy pełne,
A księżyce milczą srebrem zupełne.

Do bram czerwonych dobijają się androidy zespolone,
W rękach niosą tylko cielesność, cielesnością kipią
Jak wulkany lawą topiącą niewinność serc...

Do bram czerwonych dobijają się bordowe trupy,
W rękach niosą bicze przyziemności, przyziemnością strzelają
Jak armaty wojenne, pozostawiając kamienie, słupy...

Pijana od świateł, kielichy pełne,
A księżyce milczą srebrem zupełne.


PIÓREM RZECZYWISTOŚCI 2018-01-02

Piórem rzeczywistości piszę ciebie, a jesteś teraźniejszy,
Czasem lichy, a czasem mocny i większy
Niż szczyty wysokie gór, niż fale spienione burzą,
Lecz tylko w jednym wspomnieniu jesteś mi różą...

Tak na co dzień idziemy inną drogą, skręconą, dziką, nieznaną,
Boję się siły pożądania skrywanego, siła ta nieokiełznaną
Jak zwierz na wolności, chwila tylko chwilą i tak powinno być,
Lecz serce pragnie z tobą i o tobie już wizje czyste śnić...

Tak na co dzień nie mamy podobieństw ani prawd absolutnych,
Ty należysz do radosnych, ja do twarzy smutnych
I chciałabym jakoś dać nam nadzieję bardzo żelazną,
Lecz widzę nas wciąż za mgłą, jesteśmy mową wciąż niewyraźną...

Piórem rzeczywistości piszę ciebie, a jesteś teraźniejszy,
Czasem  cudowny, a czasem od kata podlejszy...
Nie umiem przewidzieć naszej przyszłości, coś mnie zatrzymuje,
Choć czerwień żywa twoich ust moim smakuje...


DO DAWNEGO A. 2018-01-02

W oddali jesteś dawny, nadal się oddalasz,
Milczeniem z muchomora sercu pozwalasz
Na zanikanie, na milczenie, na mgły gęste -
Spadają z oczu deszcze chłodem częste...

I widzę cię bladego jak ściana,
Widzę z wieczora, widzę z rana,
Serce chciałoby cię powrócić czystego,
Pierwszego, ostatniego, jedynego...

I widzę cię smutnego, samotnego
Pośród łąk i pól betonem obsianych,
Na dnie oceanu jak list drogi i kochany
Trwasz, by dotrzeć do portu przeznaczenia...

W oddali jesteś dawny, nadal się oddalasz,
Słowem na płomień sercu pozwalasz,
A ono wypala się tęsknotą okrutną -
Jak statek odpływasz wraz z łzą smutną...

I łapię ciebie resztką słabych rąk,
Chronię jak najpiękniejszy pąk,
By wiosną móc spojrzeć w oczy twoje
I wyszeptać melodię słów: kochanie moje...

I łapię ciebie resztką czerwonych smug,
Zatrzymuję pośród samotnych dróg,
By latem móc spojrzeć w oczy twoje
I wyszeptać melodię słów: kochanie moje...

W oddali jesteś dawny, nadal się oddalasz,
Brakiem swym na sen kamienny pozwalasz;
Przestań być brakiem, przestań być niemożliwością,
Bo serce martwe zakwitać chce miłością...


GDYBYM MOGŁA... 2018-01-02

Gdybym mogła zebrać w bukiet miłości kwiat,
To pokazałabym ci zupełnie inny świat:
Twarze jak słońca, dłonie jak jedwab, serca jak diamenty
I prostą drogę, przejrzysty wiersz i z fusów zamęty,
Lecz nieszkodliwe, a sny kwitły by jak szczęśliwe drzewa.

Gdybym mogła zebrać w bukiet miłości kwiat,
To pokazałabym ci zupełnie inny świat:
Melodię delikatną jak płatek róży i ptaka, co śpiewa,
I człowieka uśmiechniętego, co nigdy się nie gniewa,
I czas, który nigdy nie jest stracony...

Gdybym mogła zebrać w bukiet miłości kwiat,
To pokazałabym ci zupełnie inny świat:
Pejzaże cudownych gór, pejzaże błękitnych mórz
I tańczące kłosy złociste wśród nadziei wzgórz,
I nasze dłonie, nasze usta, nasze sny...

Gdybym mogła zebrać w bukiet miłości kwiat,
To pokazałabym ci zupełnie inny świat:
Że można kochać całą piersią, na skrzydłach wznosić się,
Nie bać się cierni powbijanych, skarbem nazywałabym cię
I razem bylibyśmy najcudowniejszą epoką...


STATKI TĘCZOWE ODPŁYWAJĄ 2018-01-02

Odpływają statki z tęczy wyszyte,
Wyszyte na nowego dnia płótnie,
A za oknem spływają krople pokutnie,
Ich kształty nieco rozmyte...

I świecą blaski złotych świec, srebrnych latarni,
Idziemy jak wiosna, choć jak zima wciąż marni,
Po drodze mijamy ludzi i drzewa,
A za zakrętem słowik z przyszłości nam śpiewa.

Odpływają statki z tęczy namalowane,
Namalowane pędzlem Picassa,
A za oknem myśli takie roznegliżowane,
Aż wstyd daje rumieniec...


SYLWESTER 2017 2018-01-01

Wybuch, zagruchotały bomby kolorów
I rozbłysły na niebie nadziei reflektorami,
W słowach życzliwość niesiona sygnałami
Złączonych dłoni, pocałunków, marzeń.

W myślach eksplodowały wspomnienia,
Drażliwość uczuć zawieszonych w przestrzeni.
A niebo całe płonie, kolorem się mieni,
Twarz obok miła, lecz z odrobiną cienia.

Wybuch, zagruchotały granaty twarde
I zakotłowały się, i zakryły świat jak pierzyną,
Jeszcze widać rozbłyski, jeszcze słychać piski
Radosne i skowyt psów, miny harde.

W duszy hymny życia brzmią jak hejnały
I nakazują powstać z upadłych resztek;
Otwiera się nowa rzeczywistość, wzrok obolały
Skierowano na czas jutra, czas bez pestek.


ICH SZALEŃSTWO 2018-01-01

Schwycił ją w ramiona wiru, zawirowali
Jak na karuzeli...
Tak bardzo siebie chcieli mieć...
W jedności nowe czasy przywitali.

Odpalono fajerwerki, tęczowe sny,
Dłoń w dłoni i taniec biodra przy biodrze,
A usta całowały łapczywie, szczodrze.
Odpalono fajerwerki, szarzy my.

Schwycił ją w ramiona szału, oszaleli
W całości i w części...
Tak bardzo siebie mieć chcieli...
W jedności nowe czasy przywitali.


NOWA, STARA DROGA KOSMICZNA 2018-01-01

Zakasawszy rękawy
Los wzbił się, kurz jak wir.

Pod nogami popiół i żwir,
Początek zabawy.

Stygną wulkany,
Gaśnie lawa z rany.

Błyszczą już ślimaki,
Świecą świętojańskie robaki.

Spokój z ciszą
Jak łajba się kołyszą.

Zamki otwarte trochę,
O ścianę grochem.

Usta tańczą w hymnie,
Prędkość przeciwko zimnie.

Zaspani, weseli, pijani
Klęczą z pokutą na plebanii.

Węże i rekiny, część piranii,
Prości, a zarazem zagmatwani.

Ubrani, rozebrani,
Tańczący z wilkami.

I gwiazdy, i księżyce
Za chwilę na lasso schwycę.

Zakasawszy rękawy
Los wzbił się, kurz jak wir.


NA NOWY ROK 2018-01-01

Ubrać słowa w szale szczęścia dziś chcę,
Zapraszam nowe czasy, nowe dni do serca swego,
Lecz jakieś drzazgi z życia przeszłego
Kaleczą moje myśli, moje dłonie, mnie.

I między jawą a snem
Idę, bo iść muszę, wiem.
I między jawą a snem
Idę, bo iść nadal chcę.

Ubrać słowa w szale szczęścia dziś chcę
I choć smutków owiewa mnie wiatr,
To trwam i błyszczę z gwiazdą złotą w dłoni,
Niech wszystkim dzwon pomyślności dzwoni.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]