kwasna | e-blogi.pl
PRZEBUDZENIE W SAMOTNOŚCI 2017-12-31

Przebudzenie, samotne błękity,
Roztańczona mgła dymów,
Skażenie ziemskich synów,
A przy nowym początku stare zenity.

Przebudzenie, przyszłość nieznana,
Życie rzuca na kolana
Malućkich i mniejszych jeszcze,
Wciąż przechodzą samotności dreszcze.

Przebudzenie, petardy prawie miłosne
Lecą do nieba kolorowe
Jak tysiące tęcz w jedności;
Kamienne życie w skorupie samotności.

Przebudzenie, samotne oddechy,
Kłębią się dobro ze złem, śmiechy
Niosą się w przestrzeniach,
I tylko serce tę samotność docenia.


X I Y 2017-12-31

Stopione relacje jak plastik słaby,
Aż zarechotały w stawie stare żaby
I tylko aby, aby...
Wulkany dwa, dwie baby;
Gra w szachy i dwa olejowe draby.

Rozrośnięte mają ciała baobaby,
Myślą, że to początek sielskiej laby,
Lecz trzeba trudzić się, tylko snem
Przykrywają się jak pierzyną -
Cóż chłopak ma poczynić z dziewczyną?

Poczęstunek słodką maliną
I rozterki nawet w trakcie...
Spięcie, zastygnięcie, zwarcie,
Słowa wypowiedziane otwarcie,
Lecz nadal jest niewiadoma X i Y.

A metale stapiają się bez ograniczeń,
Nie ma czasów i ich wyliczeń,
A tu już idzie niewzruszony styczeń
I opada wraz z płatkami śniegu -
Miłość gubi się w szaleńczym zakochanych biegu.


WCIĄŻ DALEKO JESZCZE 2017-12-31

Burza myśli i gestów czułych,
Oddech za oddech, naprężone muskuły
Serca czerwonego, serca gorącego,
Lecz jeszcze daleko do szczęścia upragnionego.

Dawne dzieje śpią, choć żywe w pamięci,
Nagle zmiana plansz, karuzela się kręci,
Dzień za dniem przemija, wyryte w kamieniu,
A drogi splątane, szare, wypełnione próbą.

Pomiędzy krzewami westchnień byt, zgubą
Można stać się, lecz gorzej, jak nikt jej nie szuka.
Tylko to serce, wciąż żywe i martwe zarazem, puka
W rytmie pożądania. Ale wciąż nie ma oddania.

Burza myśli i gestów czułych,
Oddech za oddech, naprężone muskuły
Serca czerwonego, serca samotnego,
Wciąż daleko jeszcze do szczęścia wymarzonego.


WARKOCZYK 2017-12-31

Splecione węże, a syczą, a wiją się.
Spływają krople deszczu i nie deszczu,
A w polu jaźni wiatry chłodu i dreszczu,
Już odnajduję szybko cię...

Pomiędzy szybami widnieją twarze zaciekawione,
Z buziami, co otwarte i rozdziawione,
A odpowiedź nie nadchodzi wcale,
W poście ani w karnawale...

Splecione węże, a syczą, a wiją się.
Błyszczą jasne tchnienia, lśnią jak w strumieniach
Falujących, a oczy tylko spoglądają w swoje oceany,
Już odnajduję szybko cię...


POWITANIE DLA PORANKA 2017-12-30

Poranek witany chłodem,
Jakaś miłość, pusta szklanka:
Ni narzeczona, ni kochanka.
Walka z głodem.

Herbaty łyk samotny, milczenie,
To przeszłość milczy jak zaklęta,
A przyszłość niesie cienie,
Istota pechowa, istota przeklęta?

Poranek witany dymów błękitem,
Jakaś miłość, pusta szklanka:
Ni narzeczona, ni kochanka.
Walka z zanikiem.


ACH, TE CZASY 2017-12-30

Przeszłość przygasła jak ostatnia iskra w kominku,
Przez Inowrocław, Włocławek, w Ciechocinku
Odnalazły się dwa liście skrzywione wirowaniem,
A wirowanie to wciąż takie samotne,
Lecz serca jak zamki zamknięte na klucz...

Teraźniejszość niepewna, chwiejnym krokiem idzie
W przód albo w bok. Poprzez płot bólu skok,
Lecz nie wiem, czy na bank, czy na sens;
Świadkiem życia tego wiekowy kredens;
Seans wyśnionych chwil jak Herkules o dzidzie.

Przyszłość skrupulatna waży słowa,
Lecz ogłupiona miłością drętwa głowa
Otwiera bramy bezwstydności, ostatek rozsądku;
Układają się puzzle po kolei, w porządku,
Chwilami tylko pozornie. Pokłon dla nadziei.


FALUJĄCE MORZE 2017-12-30

Czarne morze, falowanie,
Kropel, ciężkich jak kamienie, wirowanie,
Spływanie po szybie, spływanie,
A oddech taki słaby...

To cisza z krzykiem grają w warcaby
I tylko spoglądają wstecz i w przód
Oczy jednostajne, oczy rozbiegane,
A serca wciąż samotne, ukochane.

Czarne morze, falowanie,
Smutek podano na śniadanie,
A potem zabłysnęły żaróweczki tęczowe,
Nagle zajaśniało, a morze stało się kolorowe.



POKUTA DUSZ W SZAROŚCI 2017-12-29

Szarości powróciły, punkt wyjścia.
Padają deszcze jak padają łzy
Nocą, gdy ciemna poświata przysłania
Twarze smutne i serca smutne.

Znów chwile nadeszły pokutne,
Pokutują dusze albo tylko jedna.

Szarości powróciły, punkt wyjścia.
Poplątane ścieżki jak labirynty zawiłe,
Dawne chwile odeszły, a były miłe,
Teraz milczenie drzew nagich.

Znów chwile nadeszły pokutne,
Pokutują dusze albo tylko jedna.


ZAMILKNIĘCIE PRZESZŁOŚCI 2017-12-29

Zamilkła przeszłość,
Porzucone dziewczę,
Padają smutne deszcze
I tak życie się zeszło.

Jednak nie kochał,
Nie szlochał.
Jednak nie miłował,
Tylko dla zabawy całował.

Zamilkła przeszłość,
Porzucone serce,
Padają deszcze, w udręce
Trzymają sny i myśli.

Jednak miłość się nie ziści,
Tacy krzywi, tacy mgliści.
Jednak miłość się nie ziści,
Tacy durni, tacy przejrzyści.


PADAJĄ CIĘŻKIE KAMIENIE 2017-12-29

Spadają ciężkie kamienie zamiast śniegu,
Na chwilę koniec dzikiego biegu.
Rozłożyły się jedwabne ramiona,
A w pamięci widoczne znamiona.

Cyfry odnotowane w kalendarzu dni,
Śnią się trudne sny, krzywe sny,
A na dnie oceanów wszystkich łzy
Jak krople deszczowe płyną w strumieniu.

Znów jesteśmy w zaciemnieniu,
Nic już nas nie tłumaczy, inne charaktery,
Niedopasowane, niedobrane, jak kot i pies,
Potłuczone ze szkła kratery.

Nieludzkie zachowania, nieludzkie maniery,
Doliczą do raz, dwa, trzy i cztery,
Roztopią się nieistniejące śniegi,
Pognają w swoje strony, zgubią piegi.

Spadają ciężkie kamienie zamiast deszczu,
Wywołując fale chłodu i jego dreszczu,
Nie kochają już siebie, coraz bardziej odchodzą,
Oddalają się... do księżyca jak wilki zawodzą.

Tak boli, tak tną te żyletki niezdecydowania,
Tak blisko i tak daleko upragnionego kochania.
Tak boli, tak tną te żyletki odróżnienia,
Wciąż strzelają armaty wzajemnego oskarżenia.

Czy są jeszcze szanse na to wszystko wasze?
Zbyt późne maszerują ku wam kamasze...
Zbyt późne myśli i uchwycenia w dłonie,
To drzewo z braku miłości uschnie i spłonie.

Chyba, że są jeszcze szanse, marne i ważne?
Strumienie łez wciąż płyną, stają się coraz bardziej odważne,
Rozmowy są już poważne -
Jakie decyzje podejmiecie? Czy się rozejdziecie?


PETARDY PRAWDY 2017-12-28

Wystrzeliły prawdy petardy,
Serce jak drąg twardy,
Niewzruszone takie,
Pokaleczone hakiem
Złych słów.

Bariera niedomówień,
Skrzywienia, zniechęcenia
Do siebie znów wracają,
Te dwa serca już się w sobie nie zakochają.

Wystrzeliły prawdy petardy,
Kolory od farby trudów,
Toniemy w morzu brudów,
Nie będzie nas, nie będzie cudów;
Kamień upartości jest taki hardy.


PYTANIE DO ŚWIATA 2017-12-26

Już po wszystkim, Jezus narodzony,
Nad światem całym pochylony,
Czeka na odpowiedź łaskawą -
Jest miłością czy tylko zabawą?

Migoczą jeszcze światełka jak gwiazdki
Na niebie, jeszcze słychać przypowiastki
Świąteczne, jeszcze stół jest pełny,
A w sercach coś zostało?

Już po wszystkim, Jezus narodzony,
Nad światem całym pochylony,
Czeka na odpowiedź łaskawą -
Jest miłością czy tylko zabawą?


KAZANIE 2017-12-26

Dobro i zło, walka wieczna,
Słowa każą stać się męczennikiem.

Chodzę ze srebrnym świecznikiem,
Zakotłowały się myśli, linia poprzeczna
W sercu namalowana flamastrem.

Chodzę ze złotym świecznikiem,
Zakotłowały się myśli, linia sprzeczna
W sercu staje się plastrem.

Chodzę z brązowym świecznikiem,
Zakotłowały się myśli, linia powietrzna
W sercu dnieje jak grymas chwili.

Dobro i zło, walka wieczna,
Słowa każą stać się męczennikiem.


KROK SPOKREWNIONYCH 2017-12-26

Falistym ruchem kroczą spokrewnieni,
Przystają, słowo za słowem wypowiadane
I jak hymn miłości głośno śpiewane,
Lecz jakiś cierń z przeszłości w cieni
Krainie tkwi i każe im tkwić...

Można o blaskach złotych śnić,
O najpiękniejszej z miłości,
Lecz w opłatku rybie są ości,
Tak trudno za murem być...

Falistym ruchem kroczą spokrewnieni,
Przystają, wszyscy stęsknieni, spragnieni
Napoju zgody, lecz codzienne przygody
Oddalają ich z każdym tchnieniem,
Każą im przemijać w ciszy obok siebie...

Można o kolorach tęczy dyskutować
Z wzajemnym szacunkiem,
Lecz choć spokrewnieni, innym są gatunkiem
Dla siebie. Mur niewzruszony stoi.


AURA ŚWIĄT 2017-12-26

Migotanie kolorowe błyskotek,
Zakwitanie tyłem stokrotek,
A ogród niczym morze szumiące
I statki ciche już odpływające.

Oczy mają ból od spojrzenia
Na całość przez palce szare
I chcąc przegonić smutków marę,
Przeplatają blask w źródle cienia.

Senności ostatnie skumulowane
Jak duża wartość, posiedzenie
Domowe, w rulon zwinięto głowę,
A języki wielce rozsmakowane.

Już pękają brzuchy jak porcelanowe
Dzbany, każdy zbyt mocno wypełniany
Był, aż po brzegi, a tu nie padają śniegi,
Czas zacząć uprawę, szybkie biegi.

Migotanie kolorowe błyskotek,
Zakwitanie tyłem stokrotek,
A ogród niczym morze szumiące
I statki ciche już odpływające.


ŚWIĘTUJEMY 2017-12-26

W kręgu posadzono nas, siedzimy,
Fajkę pokoju z rodziną palimy
I przy lampek miganiu kolorowych
Rozmowa, śmiech i ukojenie w środku głowy.

Smak potraw zachwyca nas, kęs za kęsem,
A potem ciężkość kamieni do dźwigania,
Salwy radości jak z armaty
Do matki i do taty;
Dla lepszego trawienia filiżanka zielonej herbaty.

W kręgu posadzono nas, siedzimy,
Fajkę pokoju z rodziną palimy
I przy akcji tradycyjnej Kevina
Rozświecona od miłości cała choina.


NARODZINY JEZUSKA 2017-12-25

Narodził się Jezusek mały
W domku, co lichy i niedoskonały,
Wśród zwierząt, wśród pasterzy,
Radość dla człowieka, który wierzy
W ten cud wielki, ogromny,
Cichy i wspaniały -
Aniołów chóry zaśpiewały
Hymn szczęścia.

Zakwitła biała róża w ogrodzie
O deszczu, o mrozie, o chłodzie.
Zakwitła i zachwyca czystością,
Przejawia się, jest jasnością
Dla świata, błyszczy jak diament,
Błyszczy jak złoto, jak srebro -
Cud pośrodku zimy, biała nadzieja.
Nie straszna już szara, ziemska zawieja.

Narodził się Jezusek mały,
Gości w sercach ludzi, w dużych i w małych
Otula swym istnieniem, chleb na pół
Dzielony, na mniejsze części, pierwsza gwiazda
Już błyszczy, już mruga, wieczerza święta -
Modlą się pasterze, modlą się biurokraci, klęka
Każdy człowiek, chyli czoła
I w kolędzie radość rozbrzmiewa dookoła.


W NOC WIGILIJNĄ 2017-12-25

W noc wigilijną serce czyste zaczyna żyć,
Tęskni za powrotem do słów: razem być
Już na zawsze, lecz nadal osobno trzeba śnić
Sny własne, sny strudzone i sny jasne.

W noc wigilijną wspomnienia nasilają się wielce
I nawołują do kochania bezgranicznie,
Sercem całym i czystym, otwartym, lecz ono w rozterce
Stoi na rozdrożach dróg, stacja: Pan Bóg.

W noc wigilijną budzą się ze snów tęsknoty
Za drugim sercem czystym i czerwonym,
A tęsknota jak morze i jak ocean, połączony
Splotem dłoni jak mostem najpiękniejszym: miłości.


CO NIE CO O ŻYCIU 2017-12-24

Tajemnice w garści niesione,
Zatoki schronieniem dla statków,
Drzewa zimną jesienią zdobione,
A pewność jedyna, brak ucieczki od podatków.

Siwowłose staruszki, młode dziatki,
Rozmowa jak most łączy lądy,
Prędkość niesie codzienność, atomy zagadki,
Promienieją sklepienia od gwiazd, niemoc i prądy.

Czerwienią się wstęgi długie jak węże,
Przeszłość, przyszłość, teraźniejszość -
Odpadają liście z drzew, mniejszość
Nie istnieje, muskuły swe prężę.

Los już wzywa, śpiewa arie i hymny,
Woła do świata, co kolorowy i zimny,
Zmarznięte dłonie, myśli zgubione,
Przy latarni jasno, ogień żywy płonie.


POJĘCIE ŚWIĄT 2017-12-23

Już idą święta, już świecą się choiny,
Cieszą się małe, cieszą się duże rodziny
Z nadejścia Pana w stajence lichej,
Gwiazdka pierwsza w nocy cichej.

Już idą święta, już bombki się mienią,
Ludzie w sercach dobro Boga cenią
I obdarzają się życzeniem w kościele,
A także przy stole, i przy telewizji.

Już idą święta, już śnieżek prószy
Sztuczny, ale biały, dookoła wiatr suszy
Załzawione drzewa, a pod drzwiami kolędnicy -
Każdy zawartością płuc kolędy śpiewa.

Już idą święta, już potrawy się gotują,
A łańcuchy z papieru chwile kolorują
Na tęczowe barwy, miłość i szczęście -
Zaduma, modlitwa - o świętach pojęcie.


GŁODNA CHWILA RAZY TRZY 2017-12-23

Chwila, za oknem chłody i świsty,
Serce samotne, spragnione wina.
Chwila, za oknem pejzaż mglisty,
Serce wilgotne, spływa kroplą ślina.

Przeszłość pragnie powrócić z daleka,
Choć pozostała, gdzie siódma płynie rzeka.
Przeszłość pragnie powrócić na dobre już
I tańczyć podczas gorącej nocy wśród wzgórz.

Przyszłość na łoże swe zaprasza niemoralne,
Pieścić chce ciało, pieścić chce zmysły.
Przyszłość to nieznana, śle pocałunki namacalne,
Pieścić chce ciało bez końca, takie ma pomysły.

Tylko teraźniejszość jest niezdecydowana
I kołysze się na falach nocy, i z rana.
Tylko teraźniejszość jest pijana
Od myśli, od pragnień, od marzeń.

Chwila, za oknem spojrzenie obcych wrażeń,
Serce sparaliżowane, spragnione wina.
Chwila, za oknem łąki zielonych wyrażeń,
Serce zwariowane, dzika z niego roślina.


WĘŻOWE JĘZYKI 2017-12-23

Złączenie ust, języki węży,
A przyszłość nieznana...
Dłoń z dłonią jak jedność.

Jak kot, co grzbiet swój pręży
I drapie, i łasi do nogi się,
Już pożąda, już kocha cię
W swym wnętrzu wulkanicznym.

Jak wezbrana fala w basenie oceanicznym
Przewraca statki uparte
I pochłania czeluścią, ramiona ma otwarte:
Szumią razem fale, tworzą sztorm strategiczny.

Złączenie ust, języki węży,
A przyszłość nieznana...
Dłoń z dłonią jak jedność.


WARSTWY SPRAW WSZYSTKICH 2017-12-21

Ciemności i jasności jak jedność wzajemna,
Myśl przemyka jedna, potajemna.
Już nawet nie cisza jest ze mną, już nawet nie chaos
Wypełnia dzbany, światła migoczą, sygnał s.o.s.

Barwy zimowe i słowa, i obrazy nasuwające wspomnienia,
Krąży karuzela wewnątrz ciała i wewnątrz sumienia.
Barwy jesienne i słowa, i obrazy chcące rychłego zapomnienia,
Lecz nie ma końca z łez błękitnego strumienia.

Warstwy zaplatają się w warkocze strudzonych oddechów,
Bo na polu stuletnich grzechów
Wyrastają maki cierpienia, zawirowania okrutne - samosiejki,
Zbutwiałe czuć w powietrzu maciejki. S.o.s.

Barwy zimowe i słowa, i obrazy nasuwające wspomnienia,
Krąży karuzela wewnątrz ciała i wewnątrz sumienia.
Barwy jesienne i słowa, i obrazy chcące rychłego zapomnienia,
Lecz nie ma końca z łez błękitnego strumienia.


BOHOMAZ 2017-12-21

Na ścianie codzienności obszerne wiszą ramy,
Tam i ówdzie fałsz, fałszu plamy
Zapanowały nad pejzażem w obrazie,
Życzenie zła w chamskim niosą się wyrazie.

Płynie ból, zaklęty w deszczowych kroplach.
Nos na kwintę, przyjaźń jak ślimak, słabe zachowanie.
Cała zawartość w zimnych soplach,
A tu już kolejny zmierzch i kolejne śniadanie.

Na ścianie codzienności obszerne wiszą ramy,
Tam i ówdzie złośliwcy, tam i ówdzie chamy
Odbywają swoje bale, odbywają swoje żale,
Istny mróz, a grzeją jedynie zielone szale.



JAKOŚ TAK Z OŁOWIU 2017-12-20

Z ołowiu odlano powieki.
Każą milczeć przez wieki,
A przeszłość nie milczy,
Chce powrotu, bilet otrzyma wilczy?

Cały świat z ołowiu...
Księżyc w nowiu, roztarte masy,
Wyrocznie teraźniejszości, klasy
Brak stuletni, wyższe są czasy.

Z ołowiu odlano dłonie i usta.
Z wiatrem powiewa chusta
I macha do ludzi niczym dłonią,
To latarnie ze wstydu płoną...

Cały świat z ołowiu...
Księżyc w nowiu, roztarty pył, marność...
Otrząsnęły się wszystkie osiki,
A na kartce kształty, miłości rysiki...

Z ołowiu odlano słowa.
Pełna już, jak dzban, głowa,
Naczynie z kości i bieli;
Powrót do ciepła pościeli.


ZIMNE SPOJRZENIA 2017-12-20

Spojrzenia jak sople,
Lecą błękitu krople
I wirują w naukach
Jak wstęgi pożegnania.

Jak sople spojrzenia,
Cisza, szepty, zakamarki,
Szkic niewyraźny sekretarki,
Czas się przez piasek wciąż odmienia.

Spojrzenia jak sople,
Lecą szarości krople
I wirują w naukach
Jak wstęgi mianowania.

Jak sople spojrzenia,
W zakresie stron do spisania
Cienie odrobinkę zdrowe,
A potem chwile kolorowe.


PRZEZROCZYSTE MGŁY 2017-12-19

Przezroczyste mgły, rozpostarte ramiona,
Szalone serce żyje, potem skona
W morzu czerwonym od pocałunków,
W morzu cudownych trunków.

Ach, wirują dymy, wirują marzenia
O tym, czego nie da się dotknąć -
Trzeba uwierzyć, trzeba uwierzyć.
Do krainy blasku iść z krainy cienia.

Ach, wirują węże siarczyste, wirują świsty,
Kolejne ślą jej piękne listy,
A serce wyblakłe nie czuje już tak samo,
Choć chciałoby być materią kochaną

Przezroczyste mgły, rozpostarte ramiona,
Szalone serce żyje, potem skona
W morzu czerwonym od pocałunków,
W morzu cudownych trunków.


JUŻ WKRÓTCE 2017-12-19

Skafandry śmiechu okryły ich warstwę,
Liczbą jak szuflą zagarniali śnieg,
A to już pędzą, rozpoczynają swój bieg
Po sukces, po złoto i po kres.

Zawył wilk, zaszczekał pies
Pod płotem sąsiada,
Słychać coraz głośniej, jak ujada
Zwierzę jedno i drugie.

A po szybie płyną strumienie długie
I przezroczyste takie,
Myśl dziwna jest hakiem,
Pieczątka na liście służbowym.

I dalej w locie tym kolorowym
Wybuchają salwy śmiechu,
Drogą poprzez ciernie, drogą do grzechu;
Pobudka w świecie nowym.


SOKOŁY NAMIĘTNOŚCI 2017-12-17

Krążą sokoły namiętności nad sercem uwiędłym
Jak niepodlewany kwiat w ogrodzie.

Działo się wszystko o słońca zachodzie,
Co łaskotało bloki sennymi ramionami,
A w twych oczach widziałam żar...
A w twych dłoniach czułam dar...
Spadliśmy na podłogę jak łza. W snach.

Przyszłość podała się w telefonu numerze,
A przeszłość powróciła któryś raz z kolei,
Zapomniała już kolor pierwszej bieli,
A teraźniejszość przy niepewności sterze
Stoi i drży, i się lęka, i się boi...

Krążą sokoły namiętności nad sercem uwiędłym
Jak niepodlewany kwiat w ogrodzie.

Pragnienie jak wulkan wewnątrz wybucha,
Niczym księżyca to zaćmienie, ciało rozumu nie słucha
I drży, i plącze się jak liana wokół drugiej liany,
I płyną dwa ciała jak statek wielce pijany,
Rozbija się o skały ekstazy...

Wylewa się całe morze, wirują tchnienia żywe
I splatają się jak deszczu warkocze,
Coraz wyżej i wyżej, łączą się struktury krzywe
W całość, są już ideałem,
I pędzą, przystają, i pędzą cwałem.

Krążą sokoły namiętności nad sercem uwiędłym
Jak niepodlewany kwiat w ogrodzie.

Znikają barwy lśniące o słońca wschodzie,
Wspomnień ubierają płaszcze puchowe
I każą iść do przodu nam, a serca o pogodzie
Indywidualności żyją w swoich zakątkach;
Takie chwile zapisuję w życia wątkach.

Odrębne sny śnią się wszystkim lianom
W przeszłości, teraz i w przyszłości,
Każda spragniona kubka pełnego gorącej miłości,
Pewnego dnia całością się staną
Pod przeznaczenia krystaliczną ścianą.

Krążą sokoły namiętności nad sercem uwiędłym
Jak niepodlewany kwiat w ogrodzie.



MĘSKO-DAMSKIE RELACJE 2017-12-17

Dłoń w dłoni,
Zima dzwoni
Dzwoneczkami,
Złączone usta z ustami.

Ręce też wędrują ku wyżynom,
Chłopak z dziewczyną
Na wolności i pod pierzyną
Unoszą się w objęciach.

Chłopak z dziewczyną
Są razem na zdjęciach,
Z uśmiechniętą miną
Raczą się całusem, maliną.

Dłoń w dłoni,
Zima dzwoni
Dzwoneczkami,
Miłość między sercami.


ŚWIĄTECZNA BIMBA 2017-12-17

Niczym drzewko świąteczne oświetlona
Mknie bimba przez miasto zielona,
Każda twarz, mała czy duża, zadowolona,
Elfy cukierki rozdają, ludzie kolędy śpiewają.

Za sterami święty Mikołaj lejce trzyma,
Renifery śpią w garażu, prędkość wytrzyma
Każdy z nas, mkniemy w święta, już czas,
Serca świecą, mają złoty blask, już czas.

Niczym drzewko świąteczne oświetlona
Mknie bimba przez miasto zielona
Jak nadzieja, zielona jak wiara -
Wszyscy robią zdjęcia już i zaraz.


POTĘGA TYCH DESZCZY 2017-12-17

Deszcze potężne spadły i rozbiły się jak kryształy,
Z wielkim hukiem z drzew zimowych pospadały.

Ból zrodzony przez pożary niezrozumienia,
Woalki opadły, a samotność niezmieniony ma stan,
Na nic życzenia pobożne, na nic świetny plan -
Los swoje scenariusze pisze, pole pełne zamglenia.

Tęsknoty wzburzone jak morze w środku silnej burzy,
A wiatr zawodzi i wyje, jak tarocistka z kart wróży
Całe czarne przestworza i to, że to jednak koniec pokrętny,
A w rzeczywistości same sumy, same różnice i żal smętny.

Zgorzkniałość rozpromienia się jak słońce kuliste w cieniu,
Cisza i spadek elektrolitów, prawda zapisana w przeznaczeniu,
Aż toczy się kula przemyśleń, płynie lawa strudzona,
Czy rano zakwitnie kwiat? Róża dziko odrodzona...

Jedynie kamienie mają wolność, jedynie one oddychają,
One są kamieniami, więc żyją całą piersią swobodną
I płaczą łzą niebolesną, i płaczą łzą czcigodną,
Bo one nie pragną niczego, bo one spokój w sobie mają.

Deszcze potężne spadły i rozbiły się jak kryształy,
Z wielkim hukiem z drzew zimowych pospadały.


HUMORKI KAMIENI 2017-12-16

Milczenie kamieni, łza szarości,
A serce czeka, pragnie miłości,
A miłość milczy jak zaklęty krąg,
Na nic nurt, na nic ten prąd
Przeszywający marzeniami na wskroś.

Nic, a jednak wciąż coś.
Czekają struchlałe myśli
Na nic i na coś, może się ziści
Pewnego dnia, lecz nie dziś i nie jutro;
Nie jest aż tak bardzo smutno.

Milczenie kamieni, łza szarości,
A serce czeka, pragnie radości,
Lecz radość milczy wraz z miłością,
Na nic znaczenie, los, przeznaczenie
Rozpościera swoje skrzydła jak ptak.

Nic, a jednak wciąż coś.
Czekają struchlałe myśli
Na nic i na coś, może się ziści
Pewnego dnia, lecz nie dziś i nie jutro;
Nie jest aż tak bardzo smutno.


TRUDNE UPRAWY 2017-12-13

Chłód, to już noc w zwierciadłach,
Cisza usiadła, cisza pobladła,
A twarz zarysowana kredką niepewności
Spogląda na pejzaże dotychczasowych miłości.

Pola życia, posiane ziarno zbóż, kłosy
Złociste jak promienie słoneczne dają blask,
Lecz zanim będzie czas na sianokosy,
Zatrzeszczą bolesne kamienie, trzask.

Chłód, to już noc w zwierciadłach,
Cisza usiadła, cisza pobladła
W korytarzu samotności;
Jutro nadchodzi i niesie nowości.

Pola życia, posiane ziarno zbóż, kłosy
Złociste jak promienie słoneczne dają blask,
Lecz zanim będzie czas na sianokosy,
Zatrzeszczą bolesne kamienie, trzask.


TO CI FIGLARZ 2017-12-13

Trzynasty władcą świata stał się, stał
Silny i silniejszy niż zawsze, na nosie grał
Jak na instrumencie, na nosie grał,
Jak wicher zimnem i chaosem wiał
Prosto w twarz, do rozpuku się śmiał
I stał tuż obok, wytrwale stał...

Trzynasty władcą świata ogłosił siebie,
Wstrzyknął wirusa w złącza międzymiastowe,
Wywołał lawę skarg, szedł za butnym słowem,
Sprowadził jednostki z nieba do piekła
I załoga cała jachtu śliskiego się wściekła
Jak pies, jak pies, jak pies...

Trzynasty władcą świata stał się, stał
Wielki i okropny, na nosie grał
Jak na instrumencie, na nosie grał
I jak figlarz radośnie tańcował,
A tańcował kankana -
Na nic poranna kawa i falbana...

Trzynasty władcą świata ogłosił siebie,
Jak król i jak monarcha królował,
Swą melodię żartowniś wtórował
Zwyczajności, po ukosie zszedł,
Schody w wibracje wprawił
I bez tchu człeka zostawił.


POSĄGOWOŚĆ 2017-12-12

Zmurszałe posągi ożywają,
Jak Pinokio się stają
I idą obszerne ulicą,
Szepczą nieme usta kotwicą.

Płyną statki, lecą ptaki
W dal, co trochę sina z zimna.
Posiwiał włos jeden taki,
Rzecz oczywista, lśniąca, słynna.

Kamienne twarze uśmiech mają
I tuż obok cicho przystają
Gramotne i nie gramotne,
A serca jeszcze trochę samotne.

Pęd już nie straszny, jeszcze chwila
W locie białego motyla,
Cisza i szept, posągi ożywają
Ze zmurszałych dróg, gwiazdy spadają.


MIŁOŚĆ JAK SIŁA 2017-12-11

Szare czaszki ukrwione miłością
Spoglądają na byt, ustępują w milczeniu.

W zmysłach pożądanie utkane jak serweta,
To tęsknota z nadzieją jak włos się przeplata
W warkocz każdego dnia z osobna. Gazeta
Czytana w pośpiechu, niezdecydowane serce.

W czasie stęchłych wyrazów otwierają się puszki,
Spadają jabłka, spadają śliwy i gruszki,
A złociste myśli w zakamarkach czaszki
Tworzą wizje, fantazje, igraszki.

Szare czaszki ukrwione miłością
Spoglądają na byt, ustępują w milczeniu.


O CZEREMCHACH 2017-12-11

Z grobów powstały czeremchy gwieździste,
Tłumaczenie języków splątanych zbyt wcześnie
I cwały nierówne, i cwały sztywne jednocześnie
Tworzyły ruch chaosu w salwach wybuchających wulkanów.

A pomiędzy przestrzeniami ostatnich skanów
Całego systemu oddychania pojawił się wąż syczący;
W trawach buszu szereg wartości i ciszą wijący się
Wąż przeżyć. Kolejny medal posrebrzany
Na oku i dla oka, na tle wypłowiałej już ściany.

Ostatnie parę kroków jeszcze niezdarnych, krzywych
W zarośla zielone jak trawa, w zielone pokrzywy
Sfrunęły gołębie głodne okruszków złotego chleba,
A potem uleciał czas w ramiona otwartego nieba
I spłodził na roli bałwany z dżdżu utkane.

Z grobów powstały czeremchy gwieździste
Odsłaniając narodom zasady bardzo czyste,
A potem nastąpiła cisza ustalona...
Świat wędrujący wprost w dali wielkie ramiona...


BIAŁE PRAWDY 2017-12-10

Białe prawdy spadają jak płatki śniegu,
Wszyscy biegną, całe miasto w biegu,
A na zakrętach odwroty i powroty, żal,
A potem już tylko wirowanie i nad bale bal;
Drżą osiki z tęsknoty, drżą osiki spragnione...

Już ciało jak faliste jęzory pręży się i wije,
Unosi się, otwiera usta, chłonie łzę, łzę pije
Całą swoją powierzchnią w rzeczywistości,
Ujarzmione zachęty ku złu, ku podłości,
Otwierają się ramiona ku dobru, świeci słońce.

Już błyszczą tęcze z tysiącem ramion świetlistych,
Oświetlając drogi ciemne... ciemne korytarze oświetlając...
Rząd zastygłych twarzy jak kamienie, rząd przejrzystych;
A w gwiazdach cisza złota... księżycu tajemnicę zdradzając...
Falistych węży coraz więcej, rój potężny i otępiały...

Białe prawdy spadają jak płatki śniegu,
Wszyscy biegną, całe miasto w biegu,
A na zakrętach dzikie krzyki i cisze dzikie,
Opętana chwila lotem motyla, rzeźba lodowa
Spływa roztopioną ciepłotą życia; jak serce są te słowa.


Z NADZIEJĄ 2017-12-09

W rzędach cyfr dużych i małych
Padają białe kropy, zieleń istna
Wokoło rozpromieniała się świeżością,
Idziemy z większą dojrzałością
Do przodu, wciąż do przodu...

Wszędzie blask przez deszcze rozmyty,
Lecz nie poddajemy się, tępimy termity
I podążamy jak niestrudzeni wędrowcy,
A ci, co są nam nie przychylni, niech idą pechowcy
Własną drogą, pijaną, poskręcaną...

A my będziemy się czerwienić jak serca z dobroci,
Rozpływać się w szczęściach, pieśń anielską chwytać
W dłonie i w usta, będziemy upijać się likierem,
I rozmawiać po ludzku z Klakierem, z reniferem,
A nos będzie się czerwienił jak lampka na choince.

W rzędach cyfr dużych i małych
Nie będą łzy spływały
Jak wodospady nie ustające,
Jak rzeki niebezpieczne i rwące
Brzegi kontynentu, nie będzie zła zamętu.


WODOSPADY PRZEWINIENIA 2017-12-09

Wodospady przewinienia spływają kaskadą,
Kropla za kroplą, za zamroczonych radą
Poszły w rzędzie gęsi białe i niewinne,
Tylko ostatnie słowa z goryczą, płynne
Jak woda w szklance, jak krew w żyłach.

Dobroć w zło się przemieniła, jak śmieć
Wyrzucona z życia innych ludzi,
Lecz jutro nadejdzie dzień i ona się zbudzi,
I żaden nie będzie obrażał jej więcej cieć.

Wodospady przewinienia spływają kaskadą,
Kropla za kroplą, za zbutwiałych radą
Poszły w rzędzie łabędzie białe i potężne.
Blask dają berła żelazne, berła mosiężne -
Nie będzie więcej cierpiących i posępnych.


JEDNAK WARTO 2017-12-07

W zawiłościach codzienności skręcona biel,
Prędko, prędko, by osiągnąć upatrzony cel;
W listach skrywają się myśli i słowa,
Prędko, prędko, aż boleć zaczęła głowa.

Jednak warto, choć człowieka nie chcą znać,
Ale to jest gra w życie i trzeba w nią grać.
Jednak warto siedzieć, warto stać
Prosto jakby w kołku była nadzieja.

Za oknem zimno, za oknem zawieja,
Lecz to nie koniec, a początek jest;
Taka chwila, taki moment i chrzest
Według uznania szybkich ruchów rąk.

Jednak warto, z wartości wyrośnie pąk
Jak tylko będzie mu to dane,
A przeszłość przymknęła oko, obca już -
A we wspomnieniach wciąż niesie tuzin róż.

Zmartwieni stoją w rzędzie jak posągi,
Pędzą korytarzem wiatrów zimne pociągi
I tylko wstążka długa wije się jak wąż zielony;
Praca wre, a człek jak mędrzec pochylony.

Jednak warto przebijać głową mur ceglany
I iść jak niestrudzony człek z żelaza,
Gdzieś może czeka ktoś umiłowany,
To strumień słów płynie i się wyraża.

Coraz bliżej przystani spokojnej, oazy,
Już patrzą oczy zmęczone od mgieł;
Przedziwne w tej klatce szczurów okazy,
Odważny nabija je sobie na biały kieł.

Jednak warto przedzierać się przez gęstwiny
I walczyć jak tygrys, i walczyć jak lew;
Na wiosnę spadną sny, ptaków uniesie się śpiew
I odrodzi się serce poprzecinanej dziewczyny.


POGRZEB KSIĘŻNICZEK 2017-12-07

Zamek, góra lodowych spojrzeń i krzyku,
To księżniczka trzyma wolność na patyku
Zebraną z innych ludzi, z kacem rano się budzi
I wita swój świat, wokół szkielety, ludzie chudzi.

Spłynęła kropla niczym łza,
Ta księżniczka jest zła -
Z jej siostry kapie teraz krew,
Żałobny niosą świsty śpiew.

Zamek, góra lodowych słów i nienawiści,
Aż pięść zaciska się, pęcznieje i puchnie
Na znak lawiny żalu -
Nie będzie pojednania i balu,
Upadła księżniczka na stertę swej zawiści.

Spłynęła kropla niczym łza,
Ta księżniczka jest zła -
Z jej siostry kapie teraz krew,
Żałobny niosą świsty śpiew.

Zamek, góra lodowych czynów niczym sztylety
Zabijają oblicze drugiej kobiety,
Strzelają oskarżenia jak bagnety
I granaty - otwarte w sercach stygmaty.

Spłynęła kropla niczym łza,
Ta księżniczka jest zła -
Z jej siostry kapie teraz krew,
Żałobny niosą świsty śpiew.


RAMIONA CISZY 2017-12-06

Ramiona tulą ciszy, serce rozdygotane
Pomiędzy kiedyś a teraz, bez pożaru.
W świecie łzawych deszczy błysk okularu,
A potem przejrzystość zmian, pokolorowane
Kredką prosto z tęczy - nic, tylko cisza jęczy.

Bez oddechu niemalże idzie, dudnią krople,
Wszędzie kolory, wszędzie świsty i sople.
Całe to miasto jest jak tęcza, lecz zwichnięta,
Pajęczyną samotności naznaczone, brunatne.

Ramiona tulą ciszy, serce nieposkromione
Nie daje się splątać przymusem, bez ogromu.
W tysiącach dłoni trzymana prawda, zdławione
Ślinotoki wspomnień, a potem lawa płynąca.
Zakochanymi są od święta, ostygają w dzień.


UPRAWA ZŁOTYCH KWIATÓW 2017-12-06

W pędzie zakwitają złote kwiaty,
W grzędzie cyfr pielone rabaty
Nie na poklask, nie na brawa,
Lecz na prawdę, co czysta i prawa.

Kulki papierowe, zgniecenia na brzegu
Mórz i oceanów, lecz teraz trwa susza.
Szeptem deszczu, krzykiem deszczu grusza
Wypowiada całą armię zdań. Ciągłość biegu.

W zakamarkach ukryty klucz jak tajemnica,
Odnalezienie własnego stylu w bramie bez łez,
A na krzewach gorejących usiadł śpiew
Niczym ptak rozsądny i ciekawy, szachownica.

W pędzie zakwitają złote kwiaty,
W grzędzie cyfr pielone rabaty
Nie na poklask, nie na brawa,
Lecz na prawdę, co czysta i prawa.


MORZE LISTÓW 2017-12-05

Morze listów, w łódce płynie czas jak szaleniec,
Wysilamy twarze, na nich mamy rumieniec.

Zamknęły się drzwi, kolonie pielgrzymów
Powędrowały wprost do domów swych,
A ona pozostała na dnie oceanów z papieru,
Pośpiech stanął dzielnie u steru,
Lecz czas niczym silny wojownik.

Podłączono akumulator, podłączono prostownik
Do myśli zapisanych na dłoniach pianisty,
Wzrok w oku chłodny, wzrok w oku szklisty,
Aż na ekranie zjawisk zakręt przejrzysty -
Jeszcze droga długa, jeszcze droga poskręcana.

Z początku zmierzch, z początku biała rana
Goi się w przeprosinach, szkielet zesztywniały
Pozostał jak skamielina. Zaległości.
W zawirowaniach ciemne schody, brak wzajemności
Chodzi w puchowych kozakach.

Morze listów, w łódce płynie czas jak szaleniec,
Wysilamy twarze, na nich mamy rumieniec.


BIAŁE KORYTARZE W CĘTKI PRAWNE 2017-12-02

Korytarze odmalowano na biało, iskry blade,
Sterta listów rzucona od tak na ladę,
To już góra bliska chmurom, a dziurom
Na asfalcie jest jakby raźniej,
Rozmazane słowa tworzą się wyraźniej
Po kilku głębszych wdechach i wydechach.

Rozliczają się patyki na liczydłach czasu,
Głośno krzyczą, robią szum i wiele hałasu,
Lecz bajka ma szansę na dobre zakończenie,
Niedługo koniec, opuszczam więzienie;
Zarazem spełnione szybko marzenie.

Wciąż blaski, wciąż cienie
I walka dobra ze złem -
Tworzą kurz, tworzą mgłę
Zwodniczą, jakby snem
Są te chwile pojedyncze w całości.

Korytarze odmalowano na biało, iskry blade,
Lecz pokonać schody dało się radę
W pewnym sensie i w pewnym nawiasie
I tylko skrypt w prawnym zawiasie
Odnotowany paragrafem Zusu;
Prawdy w biurze, kłamstwa też, szczypta musu.

Już jesteśmy prawie rozliczeni na zero, czas upływa
Następny i kolejny, dzień po dniu,
A siła w sędziwym pniu;
Serce wciąż takie młodzieńcze, pragnienia skrywa -
Zapisany cały notes, zaszyfrowany.


ZNANY DLA KOBIET PŁACZ 2017-12-02

Zbolałe oczy od płaczu, wciąż płyną rzeki
Rwące, błękitne, samotne i smutne.

Słuchawka telefonu najpierw złota, radosna,
Szept twego głosu jak lato i jak wiosna,
A potem burza rozpętuje się
I choć serce potrzebuje cię
Do życia, do szczęścia, rozchodzimy się w pół zdania,
I już nie ma żadnego kochania.

Słuchawka telefonu rozgrzana do czerwoności -
Słoniem w składzie porcelany bym cię nazwała,
Głupie serce do kochania ma skłonności,
A potem jest zawsze tak, że będę płakała
Jak debilka, jak kretynka, jak smutny ktoś.

Zbolałe oczy od płaczu, wciąż płyną rzeki
Rwące, błękitne, samotne i smutne.


PRZY PIERWSZYM ŚNIEGU 2017-12-02

Spadł pierwszy śnieg,
Biały jak kreda, zimny jak lód,
Przyszła zima, serca chłód
Odczuwa w sieni,
Smutna myśl łzą się mieni
W szybie jak w lusterku.

Samotność, popiół po ogniu,
Który pali wszystko, nawet nas,
Pali marzenia, pali las
Wspólnych chwil, wspólnych dni;
Jednym słowem przekreślasz sny
O szczęściu i o radości,
Ugrzęzłeś w jej krwi i w jej kości.

Spadł pierwszy śnieg,
Mokry cały od łez i tęsknot, bieg
Przez przeszkody zaciekły,
Pozwalasz, by dni piekły
Żywym ogniem piekielnym -
Murem otoczony jesteś szczelnym.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]