kwasna | e-blogi.pl
OSTATNIM LISTOPADEM 2017-11-30

Ostatnim listopadem przypłynęło ziewnięcie,
W skale drętwych marionetek króla pęknięcie,
A potem cisza, a potem zgiełk naprzemiennie,
Spacer za pieniądze korytarzem codziennie.

Ostatnim listopadem jak łódką z liścia przypłynęła obawa,
Że to koniec, że to tylko surowa jest zabawa,
A gdy przygoda dobiegnie końca,
Powrót będzie do starego, dobrego słońca.

Ostatnim listopadem zachłysnęły się myśli,
Drink za drinkiem leje się jak strumień,
Serce osiągnęło z naiwności rumień,
Szczęście jakoś nie może się ziścić.

Ostatnim listopadem trzeba zamknąć powieki
I spłynąć z łzą smutną wprost do rzeki
Kolejnych dni. Dwa razy, dwa guziki i drabina;
U wariatów mieszka już ta dziewczyna.

Ostatnim listopadem ostatnie oddechy,
A w lesie jak mchy zielone rosną grzechy,
Odporne na resztkę człowieczeństwa -
Rozstanie i koniec męczeństwa?

Ostatnim listopadem znów widzę księżyce
I już wiem, że gwiazdy miłości nie schwycę,
Nie dam rady tak dłużej, dookoła kałuże
Z krystalicznych pragnień i nadziei...

Ostatnim listopadem walka trudna z życiem,
Kapią źródła wzdłuż szarych płotów,
Dłonie, tysiąc uścisków i mocnych splotów,
Lecz serca dalej muszą trwać ukrycie.

Ostatnim listopadem wymierzam policzek
Tej chwili, sprzątam z kieliszków stoliczek
I zamiatam cały brud. Sen - największy cud
Tego świata z ołowiu, smogu i błota.

Ostatnim listopadem odchodzę w dal,
Zamykam drzwi od archiwum, staroci bal
I idę jak ten człowiek z dzisiejszych czasów;
Już nie potrzebuję stukotu obcasów.


ŚMIERĆ POSĄGÓW PRZEZNACZENIA 2017-11-30

Obumierają posągi przeznaczenia,
W oceanach człeczego sumienia
Rozbijają się statki podczas sztormu,
Nie ma już sił nosić sztywnego uniformu.

Mówiłeś, byłeś jak przelatująca ćma,
Zakryła ciebie rozczarowania mgła,
Totalnie zamknęły się bramy,
Znów od siebie się oddalamy.

Mówiłeś, tuliłeś i całowałeś jak kochanek,
A gdy wzeszło słońce i zajrzało na ganek,
Jak kamfora wyparowałeś,
Trudzić w dorosłość siebie nie chciałeś.

Obumierają posągi przeznaczenia,
W oceanach fałszywego ramienia
Rosną drzazgi i kolce brunatne
Jak na polu ciernie szkarłatne.

Mówiłeś jak święty z ambony,
Głosiłeś prawdy o miłości,
Lecz pępkiem świata jesteś, strony
Cztery są tylko dla ciebie.

Mówiłeś, że jestem ważna,
Że piękna, że śliczna i odważna,
Lecz pozwalasz na łzy w samotności,
Interesują cię we mnie tylko dwie wypukłości.

Obumierają posągi przeznaczenia,
W oceanach zgubnych namiętności
Rozbijają się statki o skały naiwności;
Znów podążam krainą bólu, cierpienia.


KIM DLA CIEBIE JESTEM? 2017-11-30

Zamykam oczy, pod powiekami cierń
Uwiera w złamane serce kolejny raz,
Myślałam, że jesteś jak nieskażony blask...
Myślałam, że tym razem lepiej będzie,
Lecz nadal krwawią fontanny,
Lecz nadal otaczają nas smutne szarości
I płaczą zbolałe od chłodu panny,
I rzeki z nieba rozlewają się wszędzie...

Życie skrywam w swych dłoniach nie starczych jeszcze,
Lecz już dziś przechodzą mnie dreszcze
Niczym armie bólu i rozczarowania -
Wszyscy życzliwi mówią - on nie nadaje się do kochania,
Daj spokój, zerwij, przestań...
Lecz serce chce w Tobie widzieć odpowiednią przystań.

Zamykam oczy, pod powiekami klepsydra
Przesypująca piasek, to ucieka czas jak skarabeusz;
Świat krzyczy zaciekle: słabeusz, słabeusz!
Moimi wodospadami płynie dzielna wydra;
Myślałam, że tym razem inaczej będzie,
Myślałam, że tym razem będę coś dla Ciebie znaczyć,
Lecz ty ledwo co mnie lubisz...
Nie będę ci przeszkadzać, na pewno wybaczysz.


CZAS 2017-11-26

Już odchodzi czas, już odchodzi daleko,
Żegna się z morzem, żegna się z rzeką
I płynie jak woda z deszczu utkana,
Za chwilę będzie świt nowego rana.

Odejdą zaszłe dni, odejdą daleko,
Pozostaną tylko wspomnienia.

Już odchodzi czas, już odchodzi w las
Tęgi, ciemny i jasny jednocześnie.
Już jest późno i już jest wcześnie -
Upływa ten czas niedościgniony.

Odejdą piękne dni, odejdą daleko,
Pozostaną tylko wspomnienia.

Już odchodzi czas, do snu kładzie nas
Osobno znów, osobno znów -
Pacierz zmówię, pacierz zmów
I śnij razem ze mną piękny sny.

Odejdą wszystkie dni, odejdą daleko,
Pozostaną tylko wspomnienia.


LAWA CZERWIENI 2017-11-26

Czerwień serca wypłynęła lawą doznania,
Zaczarowana kraina snów,
Pocałunkiem łatane dziury rzeczywistości -
Pragnienie wypolerowania matowości.

Zapłonęły pochodnie żywym ogniem,
Pofrunęły swetry, suknia i spodnie
Jak ptaki czy jak liście,
Zapłonęły dwa ciała zaiste...

Nektary pełne soczystości w kielichach
Wznoszone na toast, wznoszone na znak,
Splecione warkocze w jedno mocno tak,
Spacer głęboki po jaskiniach...

Czerwień serca wypłynęła lawą doznania,
Zaczarowana kraina snów,
Pocałunkiem łatane dziury rzeczywistości -
Pragnienie prawdziwej miłości.


ŚCIEŻKA SZCZURÓW 2017-11-25

Korytarze, puste i obszerne,
Ściany spoglądają, a oczy mają pazerne.
Damy dostojeństwa i doświadczenia,
Pełno ich w strukturach szaleństwa.
Król z królową głowami stanu,
A prawda ma stygmaty w środku planu.
Gardziele zawiści otwierają się szeroko
I wbijają sztylet w serce głęboko.

Płaczą strumieniem szeptu i milczenia
Struny niewinności i uczciwości ostatniej,
Nie było, nie jest łatwiej,
Z fałszu utkane obrazy, posągi bólu
Jak figurki do gry w szachy...
Pełzną jak robaki lęki i strachy
O te jutro człecze...
Granatowe teraźniejszości zaplecze.

Pochylają się nisko drzewa sędziwe i młode,
Z deszczu odczytują łzy, z deszczu piją wodę
I stukają w szyby z witrażami. Gardziele otwarte
Szeroko bardzo, poniżają głosem szeptu, rozwarte
Ramiona przejrzystych zawiłości;
Labiryntem podąża korporacyjnych podłości
Samotna dama średnio wykształcona;
Jest jak śmieć, po wszystkim wyrzucona...

Och, bolesne jej dni, bolesne jej noce,
To zło ukryte w ludziach skrzydłami łopoce
I jak patent na zwycięstwo Belzebuba
Otwiera się czeluścią marną, i jak tuba
Ogłasza hejnał braku empatii; a szczury
Biegną cwane, nie straszna im kanalizacja;
To szał, to chaos, to szaleństwo i wariacja!
Pogoń nieustanna za złotem i brylantem.

Jednak nadejdzie czas ukojenia, hydrantem
Poleją się kryształy niebieskie, przezroczyste,
Rozejdą się powłoki smutku, powłoki mgliste,
A oczy rozweselą się i zapłoną jak lampy kolorowe
Na zielonych świerkach, na zielonych sosnach -
W sercach zabłyśnie światło, narodzi się wiosna
Miłością i pojednaniem, życzeń składaniem;
Szczur ucieknie z klatki korporacji na wolność.



JABŁONIE 2017-11-24

Smętne jabłonie, krzywe jabłonie
Kaleczą duszę, kaleczą dłonie;
Krew tryska jak fontanna od świętych,
Idę drogą kamienną, wśród wzgórz pomiętych
Jak kartki białe papieru,
Do kosza wyrzucam cały syf...

I płaczą wierzby przydrożne, jednonożne,
A konie białe, pegazy, jednorożce
Lecą ku górze na skrzydłach anielskich;
W gwiazdach przeglądają się jak w zwierciadłach,
Naliczają swoje wynagrodzenia w mokradłach
I opadają jak pył, i opadają jak pył...

I tylko jesień świadczy o kolejności rzeczy,
Na skraju dni kruk przeszłości skrzeczy,
Przemienia się w orła przyszłości;
Doliny szare w złocie nie kąpią się,
Większą wartość mają, wysokie czoło,
Drętwe marmury stoją raźnie wkoło...

Radosne jabłonie, proste jabłonie
Karmią duszę, pieszczą dłonie;
Krew nie tryska jak fontanna od świętych,
Idę drogą jaśminu, wśród wzgórz uśmiechniętych
Jak twarze życzliwych naprawdę ludzi,
Serce promienieje i do życia się budzi...


PEJZAŻE LISTOPADA 2017-11-19

Szarości powlekają pejzaże za oknem,
A okien tysięczna liczba, w zerach prawidła
Zapisują się na szubienicy, nie okropne
Małe żmijki zygzakowate, mus i powidła.

Krzewy szumią do drzew,
Drzewa szumią, śpiew,
A w oddali przeszłość mglista
Ujawnia się jak cud, jest czysta.

Cichość chichotów rozsyła się jak listy,
Lecz nie w butelce wysłane,
Kredką listopada dni są pokolorowane,
Słoneczko nieśmiałe odbiera wiedzę.

Szarości powlekają pejzaże za oknem,
A okien milionowa liczba, w zerach prawidła
Zapisują się na szubienicy, nie pochopne
To kroki, przypomnienie życia, malowidła.


SPRAWA MIŁOSNA 2017-11-19

Ach, miłosne uniesienia przez chwilę,
Po czym uciekają czerwone motyle
Daleko, hen, w przestworza,
Aż zbladła polarna zorza.

Na glinianych nogach stoją żyrafy
Blisko drzwi i blisko szafy,
A w szafie płaszcze,
A on nie chce zostać z nią na zawsze.

Ach, miłosne uniesienia przez chwilę,
Po czym ściemnia się, magia w pyle,
Znika jak Kopciuszek, znika przed północą,
A ona stygnie w samotności zwiększoną mocą.

Święty Patryk na wzgórzach nie wymodli stałości,
Między nimi bariera, między nimi mur,
Aż melodii deszczem śpiewa chór,
Wciąż tylko namiastki miłości.

Ach, miłosne uniesienia przez chwilę,
Po czym jest codzienność i wspomnienia.
Możliwości unoszą się jak ptaki, jak sokoły,
Lecz w sercu kratery, lecz w sercu padoły.

I tak upływa czas, przesypuje się jak piasek,
Przeszłość woła, że jest zdeklarowana,
Lecz namacalnie nie ma nic, samotność;
Rzeczywistość w ręku trzyma skórzany pasek.

Ach, miłosne uniesienia przez chwilę,
Po czym znów w księżycu jedyna nadzieja;
Za oknem szara jak mysz zawieja;
Chciałabym się mylić, lecz się nie mylę.

Takie życie, taki los i taki klimat -
Miłość się obraża, usta wydyma
Jak dziecko z fochem;
Kochać, zanim ciało stanie się prochem.


OD DWÓCH TYGODNI 2017-11-19

Od dwóch tygodni powraca w korytarze te same,
Odnotowuje pismem ważne informacje, dane,
Stawia pieczątki niczym urzędniczka;
Rozmnaża się jej poprzedniczka.

Od dwóch tygodni powraca jak zjawa Białej Damy
I przechadza się po korytarzach krętych, zawiłych,
Co plączą się i wiją jak węże, i syczą wokół mogiły
Nowej, głupiej, relikty zdumienia, gdzieniegdzie plamy.

Od dwóch tygodni powraca w korytarze te same,
Odnotowuje, pisze, wysyła przesyłki w tą i w tamtą,
Stawia pieczątki niczym urzędniczka;
Rozmnaża się jej poprzedniczka.


BYŁ LEKARSTWEM 2017-11-14

Otulał ją ramieniem, całował czule,
Był jak lekarstwo na bóle.

Nie ma teraz nic, przestrzeń pusta,
Tęsknota składana jak origami,
Na wietrze wiruje niebieska chusta,
Cała od łez. Nicość tkwi między nami.

Dookoła szumią świerki, szumią sosny,
Wypatrują ślady blade nieśmiałej wiosny
I pytają o plany, i pytają o plany...
A nas jakby znów nie było, kochany...

Otulał ją ramieniem, całował czule,
Był jak lekarstwo na bóle.

Pyłki z czerwonych cegieł swawolne
Unoszą się i opadają powolne,
Opadają na łąki, na pastwiska
I jak w kalejdoskopie mienią się nazwiska.

Samotność sromotna jak kropki na muchomorze,
Trująca i niebezpieczna, ale piękna w istocie.
Jak złapać pełnię życia w szybkości locie
I nie spaść jak kamień, nie zniknąć w złej porze?

Otulał ją ramieniem, całował czule,
Był jak lekarstwo na bóle.


BOLEŚĆ MANEKINÓW 2017-11-14

Zbolałe manekiny plują jak lamy,
To już kałuże, to już plamy
Na ścianach z uszami -
Złoto w słońcu ludzkość mami
I sprowadza na manowce turbulencji.

W braku, we fraku i w konsekwencji
Rozwijają się jęzory jaszczurek plamiste,
A łzy spływają po całkowitej frekwencji
Jak po szybie i jak po murze, łzy szkliste.

I szumią ściany, falują jak wstęgi krzywe,
Ukrywając w sobie spojrzenia złe, fałszywe;
Tam stoi samotna wierzba, samotna osika,
Płaczą razem w trudzie jesieni, drżą i płaczą.

Złoczyńcom złamane serca nie przebaczą
Tych łez, tych wyrażeń z poniżenia, cienia
Kraina, cieni korytarze, cieniste bandaże;
Podróż trzymiesięczna, kamienne bagaże.

Zbolałe manekiny plują jak lamy,
To już kałuże, to już plamy
Na ścianach z uszami -
Złoto w słońcu ludzkość mami
I sprowadza na manowce turbulencji.


SKAŻONE KORYTARZE SODÓWĄ 2017-11-14

Korytarze smętne ściany mają,
Krok za krokiem, zniewaga
Z ust wyższych klas, odwaga
W sercu, złocisze same nie spadają.

A tak miało być jasno i pięknie,
Miały być ochy, miały być achy,
Lecz jest droga kamieniami usłana,
Idzie po niej od nocy do rana.

Słyszę bicie serca samotnego pośród wyjców,
Zdradliwe to dźwięki,
Zdradliwe to jęki,
Czekać, kiedy wydadzą polecenie odwrotu.

Dla pomocy, miało być marzenie,
Złocisze mamią jeszcze, są w cenie,
Lecz zbyt mało rozwagi jego spełnienia,
Jest, a jakby przeznaczona do odstrzelenia.

Korytarze smętne ściany mają,
Krok za krokiem, zniewaga
Z ust wyższych klas, odwaga
W sercu, złocisze same nie spadają.


TRZEBA POWRACAĆ 2017-11-12

Trzeba powracać do miejsc ciężkich
Jak głazy, jak łzy, jak koszmary.
Idą już roboty, rząd drzew, koszary
W oddali, zaczyna się bitwa trudna.

Świt zlewa się ze zmierzchem, brak czasu,
Strzelają armaty, dym, pełno hałasu
Jest dookoła, chaos bezwładnie się toczy,
A z serca krew szybko tętni i broczy.

I nie ma chwil, i nie ma chwil, nie zauroczy
Ten czas turbulentny na zawsze człowieka,
Niczym z ołowiu jest jego powieka,
Trudno podnieść sukiennice z okna duszy.

I gdzieś na skraju dróg, śnieg już prószy,
I śpiewa kolędę dla jabłoni, i dla gruszy,
A potem otworzą się kanały na odnowienie
Ciał niebieskich i zielonych, równowaga.


W TOWARZYSTWIE SAMOTNOŚCI 2017-11-12

Ramiona samotności znów obtulają
Całe jej ciało i całe jej serce, płacz.

Ciężko toczyć samemu codzienności głaz,
Dookoła tylko puste pola i samotny las,
Coś tam pod korą sobie szepcze liśćmi,
Że oni są tacy szarzy i mgliści.

Spadają krople trudne, spadają jak wodospady
Z gór wysokich, przejrzystych,
Z gór gorących, złocistych,
Spadają wprost na łąki nieznanego czasu.

Ramiona samotności znów obtulają
Całe jej ciało i całe jej serce, płacz.


PIĘKNA NIEWIADOMA 2017-11-12

Spada z urwiska łza pokrętna,
Zatrzymuje się w dłoniach zakochanych
Po nocy, co wielce namiętna
I wsiąka w przestrzeń pijanych...

Rozpadało się niebo w listopadzie
I uderza deszczem serca zakochanych,
Uderza jak bicz, uderza w ładzie i nieładzie,
A potem spływa łzą w przestrzeń pijanych.

Rozpadało się niebo w listopadzie
I uderza deszczem pragnień w serca zakochanych,
Jest jak pocałunek czuły i niewinny na ich pokładzie,
A potem spływa łzą w przestrzeń pijanych.

Spada z urwiska łza pokrętna,
Zatrzymuje się w dłoniach zakochanych
Po nocy, co wielce namiętna
I wsiąka w przestrzeń pijanych...


MIŁOŚCI ROZPROSZONA 2017-11-05

Miłości rozproszona jak cząsteczki atomów,
Wirujesz, słuchasz dźwięków, melodii dzwonów,
Czy kościelnych? W warstwach piątych i siódmych
Szukasz wyjścia z labiryntu, buź chlubnych
Widnieje cały sztab, pomiędzy myśli zagubione.

Miłości rozproszona jak cząsteczki i jak pyłki,
Jesteś i cię nie ma, magia dla serca zmyłki.
Strona północna lub południowa to jest?
Wciąż gnasz, wirujesz, chaosem twój gest
Każdy, gest czuły i wszystkie wspomnienia.

Miłości rozproszona jak maleńkie punkciki na niebie,
Już nie wiem, jak wirować, by doścignąć ciebie...
Ty nic nie mówisz, ty tylko chcesz poznawać,
Tylko ciszą być, na szaleństwo namawiać
Pocałunkami i dotykiem, sny nawadniasz słońcem
I sama już nie wiesz, czy początkiem jesteś, czy końcem...

Miłości rozproszona jak chmury z dymu, jak roślin zarodniki,
Łapiesz motyle chwil, naginasz wierzby przy drodze,
Chwiejesz się i upadasz, to znów się wznosisz, na nodze
Obszernej rzeczywistości tkwisz, jesteś jak kołek wbity
W serca, jesteś też jak strzała Amora - twoje składniki
Gotują się w kotle z zupą, kawałki liczb, szczypta łez, jesz.


NIERUCHMOŚĆ POSĄGÓW 2017-11-05

Nieruchome posągi w pyły ubrane,
Już pęcznieją i jak wulkany nad ranem
Wybuchają lawą gorącą, i czerwoną,
I jak strumienie płyną, płoną
Łzami, ciekawością.

Narysowane dłońmi ze zręcznością
Mistrza - może tym razem będzie sprzedaż
Tych arcydzieł. Spijane pianki lekko ubite
Może zaowocują jak jabłoń soczysta
I rozproszą się mgły, i rozproszy się aura mglista.

Nieruchome posągi w pyły ubrane,
Już pęcznieją i jak bańki pękają, rozlane,
Jedne do drugich dodane
Liczbami strudzenia, liczbami nadziei
I mkną z wiatrem pośród szarej zawiei.

I już wirują jak liście, i jak płatki śniegu,
Zabierają ze sobą westchnienie i oddech,
I już są gotowe do startu, do biegu -
Otwierają się okiennice uśmiechu, w pośpiechu
Wirują, tańczą, iskrzą pośród czegoś lepszego.


PERŁA 2017-11-03

Perła, malutka, świecąca perła
Jak koralik na szyi dziewczyny.

Nieznane jeszcze dni, lecz nie ma odwrotu
Z tej drogi, i choć wiatr chłoszcze srogi
W twarz i w ręce, w serce i w nas,
To nowy nadszedł szybko czas.

Perła, malutka, świecąca perła
Jak koralik na szyi dziewczyny.


SZYBKO, SZYBKO 2017-11-03

Spadają płatki śniegu, wirują z światła prędkością,
Pozamieniały się ze sobą tożsamością
I lecą łeb na szyję, jak szal wije się i okręca
Każdy z nich, biegną w pośpiechu nawet sny.

Perłę trzymam w dłoni, delikatna jak piórko jest ona,
Od deszczu dudniącego mokra cała strona
Twarzy lewa i też prawa, to już wyścig
Totalny i mechaniczny, wszystko w sposób magiczny
Staje się torpedą nuklearną.

Minę nie tęgą, minę figlarną
Mają przydrożne drzewa,
Rozpędzony wróbel śpiewa
O błyskawicach, o błyskawicach;
Szybko przemienia się jesień na zimę, milczy okolica.

Spadają płatki śniegu, w dole piwnica
Znajduje się ciemna, a blaski z serca
I z perły, co najdelikatniejsza -
Historia to już większa, mniejsza
Zapisana na kawałku drewna.

Schowała się doń wiosna zwiewna,
Przykryła się pierzyną z puchu,
Zamarła, zastygła, czeka...
Na swój ponowny czas.


ZMIERZCH TAKI PO PROSTU 2017-11-03

Zmierzch, zmierzch tak po prostu
Nadszedł sobie, spłynął po linach mostu
Na miasto jeszcze senne i już senne,
Zawiesił się, zastygł w wiatru pajęczynie
I odlicza na liczydle minuty w pierzynie.

Arie przed miłosne grają tutaj z boku,
Grają skocznie, szybko, sprawnie, idealnie,
To muzycy najmłodsi i najstarsi są finalnie,
Do przodu gnają jak wiatr, do przodu dają kroku,
By czmychnąć jak małe stworzenia szare.

Słońce namalowane pyłem gwiazd, parę
Chwil obecnych, słowo do słowa, miarę
Lekkich oddechów przedstawia teraźniejszość
I chce być jak potęga, i chce być jak większość -
Królem, księciem, wszystkim, alfą i omegą.

Zmierzch, zmierzch tak po prostu
Nadszedł sobie, spłynął po linach mostu
Na miasto jeszcze senne i już senne,
Zawiesił się, zastygł w wiatru pajęczynie
I odlicza na liczydle minuty w pierzynie.


NIE TAK ŁATWO ZAPOMNIEĆ 2017-11-03

Przeszłość jak zawsze żyje we mnie,
Jest obok, jest codziennie,
W myślach ją mam, w sercu i w tle
Czuję jej dotyk, jej pocałunki;
Czekoladowe spijały usta trunki.

Pierwsze zakwitły rośliny, drzewa.
Po raz pierwszy słowik zaśpiewał
Nam melodię pełną czerwieni,
A tęcza tysiącem barw mieniła się,
Tak bardzo kochałam cię.

A dziś... A dziś tkwię jak kołek.
Czuję przeszłość w sobie w całości,
Ni tęsknota, ni łzy, ni ziarna radości,
Tylko te wspomnienia, tylko te złudzenia
Łączą mnie z moją przeszłością.


MOŻE W KOŃCU DROGI 2017-11-03

Strup odmowy zaswędział, skóra poranku
Doznała świądu przy senności, w szarości
Zmieniła się w słup słony, łza z rumianku
Spłynęła na dłonie, potem na podłogę,
By oczyścić z chwastów doczesności drogę.

Rozlała się fala zrozumienia w słowie: rozumiem,
Przepłynęła jak rzeka przez miasto całe, w tłumie
Nie widać już łez, nie słychać już szlochów,
A osadzeni opuścili cele nędznych lochów;
Jeszcze tylko ostatnie słowa spływają w zamęcie.

A na rozstaju dróg, na tymże niebezpiecznym zakręcie
Spotkały się dwa miecze, spotkały się dwa żywioły;
Może zaiskrzy, może nastąpi pozytywności spięcie
I rozweselą się szare dni, i rozweselą się szare noce,
I nadejdą czyste, słoneczne, krystaliczne moce.


PIANIE KOGUTÓW MIŁOŚCI 2017-11-02

Nie spójnym językiem zapiały koguty miłości,
Rozkładają dzioby, rozkładają skrzydła ptaki,
Odlatują, choć to nie loty; wołając o ziarno czułości
Ze strony swego hodowcy. A on plewi buraki.

Nie spójnym językiem zapiały koguty miłości,
Chowają się o zmierzchu w kurniku,
A w ostatnim, najsilniejszym słoneczniku
Zarysowuje się nić pajęcza zwykła, pobyt gości.

Nie spójnym językiem zapiały koguty miłości,
Wtórują im chóry spotęgowane z chmur deszczem,
Wołają, że chcą jeszcze, że chcą jeszcze,
A kura najbardziej pożądana woli towarzystwo samotności.

Nie spójnym językiem zapiały koguty miłości,
Idą na bal, idą w tango, idą pod iloraz wzgórz,
Wabi ich kwiat, wabi ich kolor wszystkich mórz -
Cisza nadchodzi, zakrywa kamery, czas na moście.


BAL DLA WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH 2017-11-02

Wszyscy święci mają bal nad bale,
Kapie deszcz i wiruje jak zakręcony,
Już modlitwa zmówiona, znicz zapalony -
Wszyscy święci nie odeszli wcale.

Żyją w sercach, żyją w pamięci
I jak na karuzeli się kręci
Całe życie i śmierć cała -
Spójność w tym dniu ścisła, doskonała.

Wszyscy święci mają bal nad bale,
Kapie łza za łzą jak ten deszcz,
Modlitwa, znicz i dreszcz
Z tęsknoty; wszyscy święci są z nami trwale.


ZAPYTUJĄC PRZESZŁOŚCI 2017-11-02

Przeszłości wyjąca jak wilk do księżyca,
Wciąż wracasz, wciąż oplatasz mnie
Swymi ramionami, pocałunki ślesz w tle,
A ja już inna jestem, co innego mnie zachwyca.

Przeszłości czerwona jak maki na wzgórzu,
Wciąż wracasz, odnajdujesz mnie w różu
Kwiatów teraźniejszych, nie chcesz odpuścić
Mi czasu i przeznaczenia, kreujesz wspomnienia,
Ich przebudzenie, ich pobudzenie i życie.

Przeszłości zniewolona chwilą doczesnych myśli,
Wciąż wracasz, wciąż wierzysz, że sen piękny się ziści
W całym tym czasie na ziemi, a tylko mgliści
Wychodzą z rzędów topoli, serce więc rzępoli
Niczym grajek smutny na dachu o północy.

Przeszłości na zawsze moja, nigdy nie stracona
Jak rzezimieszek przez powieszenie, czuję ciebie
W głębokich studniach, w głębokich rowach,
Może to ty jesteś mi jak jedyna połowa?


SKRZAT W SZUFLADZIE 2017-11-02

W szufladzie siedzi skrzat,
Woła: szach, woła: mat
I łypie okiem jak z bagien stwór,
Swym podmuchem zdmuchnąć próbuje
Zimny nieufności mur,
Próbuje go całego obalić -
Tylko miłość ludzi może ocalić.

Lecą iskry z rzeźbionych kształtów,
Dłuto, jak długopis czy pióro,
Rzeźbi esy, rzeźbi floresy, tango białe,
A rysy twarzy surowe, lecz doskonałe
Zostawiają swoją kopię w chwil pajęczynie,
Uśmiech na angielskiej tacy podano dziewczynie
I niechaj żywica płynie, niechaj płynie.

W szufladzie siedzi skrzat,
Przez lupę ogląda sobie świat
I patrzy: czy to idzie mój brat -
Myśli, czy to siostra moja?
Mur zimny nieufności chce obalić,
Bo ludzi tylko miłość może ocalić
Przed zagładą, przed zniszczeniem.


DWA ODLEGŁE MOSTY 2017-11-01

Jak połączyć dwa mosty miłości?
Skomplikowani i prości
Jak struktury chemiczne, pierwiastki,
Z niebios chcemy najjaśniejsze gwiazdki.

Ty i ja, on i ja - niby wszystko, niby nic,
Tylko marzenia kreślą szkic
Domku z ogrodem, lecz to sen, a pic
Trzyma w ryzach wszelkie obietnice
I wypuszcza jak psy bez kagańca;
W rzędach stoją drzewa, wpół różańca
Zrywają się szalone, zrywają się do tańca.

Ty i ja, on i ja - niby wszystko, niby nic,
A tak bardzo chcemy ciągle żyć,
Powrócić do siebie, odejść od siebie,
Znów do siebie powrócić, zaplątania
Czasu i myśli, pojęcia rzeczywistości
Jak pierwsze kwiaty w wazonie, płonie
Cały księżyc purpurą chmur, czas śnić.

Jak połączyć dwa mosty miłości?
Skomplikowani i prości
Jak struktury chemiczne, pierwiastki,
Z niebios chcemy najjaśniejsze gwiazdki.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]