kwasna | e-blogi.pl
WIZERUNEK TEJ NOCY 2017-10-29

Ciężka noc, jakby z ołowiu,
Myśli zakręcone w słoiku,
Zaprawione już na zimę -
Nie ufasz jej, miłości koraliku
Oddajesz odepchnięcie w to samo
Czynienie co dawniej, a rano
Chcesz, by ona ci ufała,
Chcesz, by ona cię kochała,
Lecz księżyc staje cały w nowiu
I jaśnieje umysłem pełnym -
Znów nie kochałeś jej sercem zupełnym.

Ciężka noc, jakby z kamienia,
Myśli nazbierane w koszu
Jak liście czy kasztany w jesieni,
Coś się błyszczy, coś się mieni,
To nadzieja jeszcze żywa,
A twarz twoja jest maską, niemożliwa
Chwila obalenia muru między wami,
Jeszcze dłońmi żywymi i wargami
Łączycie się jak dwie połówki jabłka,
Byłaby ci jak zielona żabka,
Lecz tego sobie nie życzysz.

Ciężka noc, jakby ze smoły,
Myśli spadają w głębokie padoły
Życia, dnia i chwili.
Serce zbolałe jak pisklę kwili
O uczucie, o szczerość, o zaufanie,
Lecz sądzisz, że ono nie zasługuje na nie,
A tylko ty zasługujesz na miłość, na luksusy;
Ujawniają się tu rzeczywistości kazusy
W przełożeniu na sople zimowe;
Zadra w sercu tkwiąca czyni krople łzawe;
Czas zakończyć tę waszą zabawę.


NIEUFNOŚĆ 2017-10-29

Zamknięte oczy, dotyk warg
Splecionych w pocałunku.
Zamknięte oczy, kolory farb
Zmieszanych słowami.
Nieufność.

Oceany bardzo głębokie,
Na samym dnie szukasz pereł.
Oceany bardzo głębokie,
Na samym dnie szukasz uczucia.
Nieufność.

Splecione istnienia jak warkocze
Z wikliny, ciała otwarte, ochocze
Na wędrówkę wgłąb ziemi, tryskają jak wulkany,
A wszechświat ich jeszcze nie zbadany.
Nieufność.

Z każdym ujęciem pojęć wypełnienia
Zastygają oddechy, trochę uciechy,
A potem milczenie przed świtaniem -
Kochaniem są czy nie kochaniem?
Nieufność.

Już ubrani, już poukładani,
Kilka uśmiechów odwzajemnionych,
Na wylot przebadani,
A cisza na usta nałożona.
Nieufność.


KAPANIE 2017-10-27

Kapią krople mokre,
Stoją pod oknem
Myśli poskręcane,
Też chcą być kochane.

Kapią krople mokre,
Spływają strumienie,
Grają koncert, uczuć brzmienie,
A serca czarne, choć dobre.

Kapią krople mokre,
Czają się chwile okropne,
Czają się w pobliżu,
A słowa w kąpieli, w negliżu.

Kapią krople mokre,
Już czyny nie pochopne,
Bardziej dojrzałe,
Lecz cóż z tego? Kości obolałe.

Kapią krople mokre
W środku i na zewnątrz.
Spłyną, wypłyną strumieniem,
Może staną się jak kruk biały.

Kapią krople mokre,
Przechodzi bokiem wicher,
Rozwala świat ludzi,
Świt blaskiem ich obudzi.

Kapią krople mokre,
Tęcza jak z rysunku dziecka,
Spokój i uśmiech są -
Dobrze tak, przyjaźń z ćmą.


WYSYŁANIE WIADOMOŚCI 2017-10-27

Wysyła wiadomość za wiadomością,
Milczenie jakby owiec, niepewność.
Zima niesie się sroga, wiosny zwiewność
Przeminęła z wiatrem, świadomością
Odznaczone punkty dnia.

Mnóstwo pytań, odpowiedzi brak
I już niczym statku wrak
Została wyrzucona na wyspę istnienia,
Przechodzą fronty szare zamglenia,
A deszcz popaduje niczym łzy
Księżyca smutnego.

Wysyła wiadomość za wiadomością,
Cisza ma królowanie nad miastem
I nad wsią, wypełniona kość samotnością,
Lecz to jeszcze nie koniec świata;
Oczekiwanie, spełnienia marzeń data
Powinna nadejść wkrótce.

Mnóstwo pytań, odpowiedzi brak:
Kamienne prawdy zaklęte w krąg,
A za oknem serca dziwny kwiat,
Bo kwitnie w środku jesieni -
To nadzieja, że los na lepszy się odmieni.


WOREK KAMIENI 2017-10-27

Zastój trzyma w dłoniach mnie zupełnie
I wypełnia jak szklankę do połowy,
W świecie pijanym od tysiąca słowy
I tysiąca czynów zgodnych z etykietami -
Wyznaniem o utracie wolności rysujesz
Szkice naszej przyszłości, choć między nami
Już dawno nie ma miłości, kilometry odległości.

Nie umiem odpowiedzieć, nie umiem złożyć zdania
I serca w ofierze do powrotu do tegoż kochania,
Ale wdzięczności dłonią rysuję ruch współczucia -
Dawno pozostał popiół z naszego pierwszego uczucia.
Podam ci maskę, założę ją sobie - będziemy żyć
Oddzielnie i oddzielnie będziemy śnić -
Nic się nie zmienia...

Nie umiem odpowiedzieć, nie umiem złożyć zdania
I swoich myśli poturbowanych w samolocie z blachy,
Tutaj od łez przeciekają wszystkie dachy,
A tam, u ciebie, dachów brak i oddechu brak -
Jesteś niewolnikiem pecha albo głupoty, tak
Ci to mówię, tak ci to powiem - masz więcej odwagi niż ja,
Pozwoliłam, by kłamstwa owinęła mnie mgła.

I tylko zastój trzyma mnie niczym strażnik doczesności,
Rzucić się w wir bez opamiętania mogłabym,
Lecz czy nie umarłabym i nie zginęła?
Mysz cicha z kąta wyjrzała i paszczą ziewnęła
Na mnie i na ciebie, element trzeci i piąty układanki;
Chęć powrotu do dziecięcej gumy, do dziecięcej skakanki -
Zrzucić chciałabym te kamienie, co w worku niesione przez lata.


STRACIŁEŚ WOLNOŚĆ 2017-10-26

Siedzisz w kącie i łkasz cicho,
Wskrzeszasz wspomnienia szczęścia,
Wskrzeszasz miłość martwą totalnie
I łkasz inaczej, łkasz mi tu banalnie.

Droga życia prowadzi po wybojach,
Zakochana w słowach czułych, podbojach,
Lecz dziś wróciłeś jak marnotrawny kochanek,
Wszedłeś wprost na teraźniejszości ganek.

Wyznania ślesz mi w doczesnych listach:
O miłości, o rzeczywistości, o braku wolności,
O zakazach, o mijaniu i o przetrwaniu;
A ja już nie umiem być taka jak dawniej.

Siedzisz w kącie i łkasz cicho,
Wskrzeszasz wspomnienia szczęścia,
Wskrzeszasz miłość martwą totalnie
I łkasz inaczej, łkasz mi tu banalnie.


ZAPISANE BIAŁE ARKUSZE 2017-10-26

Zapisane już w całości białe arkusze,
Złożone w rulon, wysłane w butelce,
Nadzieja karmi serca, karmi dusze,
Lecz wciąż w tej samej czasu pętelce
Tkwią nieporadne i bezbronne,
A łzy płyną czyste, jasne, słone.

Zapisane już w całości białe arkusze,
Złożone w rulon, jabłonie i grusze
Są niczym świadkowie dziadów pierwszych
I choć nikt się nie poddaje, to sny
Plączą się w alejach labiryntu dni.
A w oczach pochodnie płoną z lat jaśniejszych.

Zapisane już w całości białe arkusze,
Złożone w rulon, czekają na suszę,
A potem na powódź stulecia;
Okiem przejrzane berbecia
Ujrzały drugie życie swoje -
Cenne, choć mocno zakurzone zwoje.

Zapisane już w całości białe arkusze,
Zapisane w rulon, czas trzyma kuszę
W pogotowiu, a gdy księżyc w nowiu
Znów się pojawi i rozświetli cały świat,
Zakwitnie kolorami tęczy kwiat
I rzeczywistość nie będzie rzeczywistością.


UNOSZENIE Z LEKKA NIEBIESKIE 2017-10-26

Znad chmur i mgieł spływa świat
Na pokrzywę krzywą i na jej kwiat,
Mylą się dni z nocami, łzami
Ozdabiają twarze, sztywne powstają posągi.

Wrzaski, głosy niebezpieczne, przeciągi
Hulają jak dzikie bestie po wnętrzu szklanym,
A świat zdaje się milczeć i nawet słuchać, ołowianym
Wzrokiem miłości napędzane losu pociągi.

Niebieskie perły dwie, spokrewnione ze sobą,
Czynią kunszt i blask, będąc życzliwą ozdobą
Szyi skrzywionej nad rękopisem brzóz i akacji,
Królowie wpisują melodię swych brutalnych racji.

Znad chmur i mgieł spływa świat
Na pokrzywę martwą i na jej kwiat
Obumarły, klamry wczesne się zwarły
W jeden długi warkocz z wikliny.


GŁAZ SYZYFA 2017-10-26

Pod górę toczę głaz jak Syzyf,
Pcham i pcham, a potem spadam,
Przygniata mnie głaz...

Mija mnie gad, mija mnie płaz,
Żadne z nich nie roni łzy,
Każde ma swoje tylko sny.

Pod górę toczę głaz jak Syzyf,
Pcham i pcham, a potem spadam,
Przygniata mnie głaz...


PADAJĄ UKOSY 2017-10-26

Spadają łzy ukosem angielskich deszczy,
Struna życia jak deska w podłodze trzeszczy,
Krzyczy i woła, by otworzyć szeroko oczy,
A deszcz swoje dudni wyrazy, jutro już kroczy.

Jeszcze dziś przez chwilę tutaj istnieje,
A potem wiatr chłodny go do Warty zwieje.
Jeszcze dziś przez chwilę tutaj istnieje,
A potem zmierzchem pokoloruje twarz, zadnieje.

Spadają łzy ukosem polskich deszczy,
Wywołane armie smutnych dreszczy
Przechadzają się falą oceaniczną po plecach
I tkają niczym tkacz linię twardych przeżyć.


ŚWIECIE ZAOKIENNY 2017-10-25

Ach, świecie zaokienny,
Cóż ty w sobie masz,
W co ty ze mną grasz?
W kotka i myszkę.

Ach, świecie zaokienny,
Zarobić jedną dyszkę
Tak trudno dziś,
Weselszy jest martwy liść.

Ach, świecie zaokienny,
Płyniesz strumieniem łez
I błyszczysz klejnotem słońca też,
A potem jesteś posępny, niedostępny.

Ach, świecie zaokienny,
Tyle egoizmu w tobie jest,
Bólem czujesz każdy gest
Mima bladego jak kreda.

Ach, świecie zaokienny,
Taki brutalny, taki nieczuły,
Przelewasz bliźnich krew,
Tak żyć się dalej nie da.

Ach, świecie zaokienny,
Jesteś okrągły, lecz pusty
Na wskroś, tylko pieniądze
Jak natchnienie, żądze.

Ach, świecie zaokienny,
Nosisz w sobie ludzi
Słabych i zmurszałych,
Daleko ci do istnień doskonałych.

Ach, świecie zaokienny,
Zmierzchem się określasz i świtem,
Jesteś znów szary i senny,
A luki wypełniasz kitem.

Ach, świecie zaokienny,
I tak cię wszyscy kochamy,
Choć królowie i chamy
Prowadzą swoje zła kramy.

Ach, świecie zaokienny,
Kij i marchewka - metody
Na niewolników białych,
Psujesz się nam cały.

Ach, świecie zaokienny,
Jesteś jak zazdrość i nienawiść,
Jesteś jak złość i zawiść,
Lecz także jak miłość natury.

Ach, świecie zaokienny,
Zatem przegoń brzydkie chmury,
Zaświeć uśmiechem słońca
I kochaj, kochaj życie bez końca.


I PARAPETY 2017-10-25

Podskok władcy o świcie niemalże,
Rozbite o stół perliste małże,
Popłynęły strumienie soków z żuków,
Szereg czujnych, czarnookich kruków.

Łza jedna i druga, łez tysiące,
Nagle zgasło słońce.
Łza jedna i druga, łez miliony,
Nagle zabiły fałszywe dzwony.

I schowano chochlę przyzwoitości
W szufladę cwaniactwa,
Pełno robactwa
Biega i pełza po podłodze codzienności.

I zamknięto drzwi lokalu,
Koniec niemego balu,
Nawet słowa nie dano wygłosić,
Nawet sytuacji nie dano ogłosić.

Dziwna chwila, dziwna chwila,
Cisza, ignorancja wykiełkowała
W nieporozumieniu, niepolubienie
Wzajemne skrzydeł motyla.

Podskok władcy o świcie niemalże,
Rozbite o stół perliste małże,
Popłynęły strumienie soków z żuków,
Szereg czujnych, czarnookich kruków.


KILKA SŁÓW O CEBULI 2017-10-25

Warstwa po warstwie zdzierana
Jak skóra z bezbronnego zwierza.
Warstwa po warstwie ołowiana,
Dokąd to wszystko zmierza?

Kilka słów o cebuli,
Może ktoś się rozczuli
Nad jej warstwami,
Nad jej kolegami
Z siatki, co zginą w płomieniach piekła;
Łza obfita strumieniem pociekła.

Kilka słów o cebuli,
Może ktoś się rozczuli
Nad jej losem,
Nad jej życiem
I umieraniem w dłoniach kucharza;
Łza obfita strumieniem pociekła.

Warstwa po warstwie zdzierana
Jak skóra z bezbronnego zwierza.
Warstwa po warstwie ołowiana,
Dokąd to wszystko zmierza?


SZYBKA RZECZYWISTOŚĆ 2017-10-23

Szybkość ludzi, rzeczywistość,
Słońce, też i mglistość,
Łzy za łzami płynące
I nadzieje nie blednące.

W mieście taki ruch się odbywa,
Miasto zatłoczone, własne,
Miasto uciemiężone, ciasne,
Co tajemnic tysiące skrywa.

Szybkość ludzi, codzienność,
Czas ucieka niedościgniony,
Nadchodzi nieznana zmienność,
Czas ucieka zadowolony.

W mieście zgiełk i wrzawa,
To jesień, jesienna zabawa
Kryształem deszczu i liści tęczą,
Tylko komary ostatnie jeszcze brzęczą.

Szybkość ludzi, rzeczywistość,
Słońce, też i mglistość,
Łzy za łzami płynące
I serca jak pochodnie płonące.

W mieście już biało,
Chłodem z boku zawiało,
Będzie się działo
Dobrze i jeszcze lepiej tylko.


MNIEJ PASKUDNIE 2017-10-23

Zasadnicza sprawa:
Strach i obawa
Znikają jak mgły w południe,
Jest mniej paskudnie.

Kolejna runda walki
Już za chwilę,
Fruną szybko motyle,
Uśmiech lalki.

Jak to będzie? Nie wie nikt.
Okierunek i wikt
Może będzie, a może nie -
Odpowiedź we śnie.

Zasadnicza sprawa:
Strach i obawa
Znikają jak mgły w południe,
Jest mniej paskudnie.


ODESSAĆ TŁUSZCZ 2017-10-22

Odessać tłuszcz zbłądzenia z brzucha i z ud,
Stanąć na głowie jak cyrkowiec, może stanie się cud
I opadną kotary cierpienia, i padną ceglane mury,
I zaśpiewają z całej siły niewidzialne chóry.

Odessać tłuszcz lęków z serca i z duszy,
Stanąć jak mim pod cieniem gruszy
I zapłakać mimiczną łzą,
Zawierzyć kolorom, zawierzyć snom -
Przegonić zło, które przyszło nie wiadomo skąd.

Odessać tłuszcz samozagłady z policzków i z rąk,
Usiąść zimą, poczekać na wiosnę, ogrzać pąk
Nadziei na nowo, sprostać wilczym sromotnikom
I ukłonić się grzecznie dzikom, i leśnikom.

Odessać tłuszcz niepokojów z myśli i z czynów,
Zatopić się w lekturę harlekinów,
Zniknąć jak kropla łzawa na słońcu
I odetchnąć pełną piersią w końcu.


PRZEMIJALNOŚĆ DNI TRUDNA 2017-10-22

Dzień za dniem mknie jak w galopie koń,
Klepsydra, w niej ziarenka czasu
Przesypują się prędko, chaos lasu
We wnętrzu rozbrzmiewa i hula, ciepła dłoń.

Tylko ta przeszłość jak ropiejąca wciąż rana,
Odnawia się i rzuca nisko, rzuca na kolana.
Tylko ta teraźniejszość twarda jak zimny głaz,
Istnieje niewzruszona, istnieje nienaruszona
Przez mijające dni, przez mijające noce.

Dzień za dniem mknie jak w galopie koń,
Coraz mniej uśmiechu, coraz więcej grzechu,
Jak potężny słoń, jak wielki słoń
Przechadza się dusza w trzynastki pechu.

Walka trwa, burza za burzą przechodzą,
Huragany i tsunami - a między nami
Nadal nie wiadomo co i nie wiadomo jak -
Stabilności potężny brak.

Dzień za dniem mknie jak w galopie koń,
Nie zatrzymuje się ani jeden, przemija,
A za zakrętem wije się i syczy żmija,
Ale może nie wzbierze więcej błękitów toń.


DZIKIE CYFRY 2017-10-22

Cyfry takie buńczuczne, ułudę mają matematyczną,
Każą składać wiersze na pięciolinii w zeszycie,
A łzy skryte w zaroślach brzucha, strategiczną
Myślą każą władać, mądrością zbutwiałą w zenicie.

To jeszcze nie czas na opadnięcie jak liść,
To jeszcze nie czas na kwiatów przegnicie,
Trzeba ciągle iść, trzeba ciągle iść,
Tajemnica zapisana w jaskiniach, skrycie.

Cyfry takie złośliwe, obrazki tworzą trudne
Na wzór wyższej logiki, lecz to liczenie jest ważne,
A łzy zamieniają się w kryształy szare, złudne
I oddechy życia coraz bardziej stają się poważne.


POWSTRZYMAĆ CHŁOSTY 2017-10-22

Brutalność rzeczywistości, chłosty
Zimne smagają, drżą mosiężne mosty,
A na nich w drżenie zapada świat,
Jeszcze nad uchem słyszę zły bat.

Dźwięki czarne jak smoła niosą się
Złe i kamienne, zastygłe i krzywe,
W oczach odpowiedzi fałszywe
Składają się na kształt modlitwy.

I wylewa się ocean wszystkich czynów,
Wszystkich córek i wszystkich synów,
A pomiędzy wczoraj a jutrem zastyganie
Kościstych posągów sumienia. Trwanie.

Na pustkowiu, gdzie myśl krzyżuje się z myślą,
Czerwona obręcz ambicji goreje, a zielona
Tarcza jak odporność przeznaczenia
Daje szansę na ozdrowienie i przeżycie.

Czy będzie zatem dobrze, czy będzie
W ogóle? Stać się jak pył obecny wszędzie
I nigdzie. Pofrunąć w przestrzenie jak ptaki
Dla wolności, stać się szczęściem złotym.

Brutalność rzeczywistości, chłosty
Powstrzymuję dłonią, stabilne mosiężne mosty,
A na nich dalej pędzi świat
I cichnie coraz bardziej zły bat...


STUDNIA 2017-10-20

Studnia głęboka, w niej myśli jak woda,
Wrzucam kamień z przyszłości, uroda
Mąci się i miesza z fusami na dnie,
Odnaleźć święty spokój można tylko we śnie.

Egzekucja wykonana, sabat na wzgórzu,
Mnóstwo czerwieni i mnóstwo różu
W pyłach niezgody, w cząsteczkach kurzu
Rozrysowanego jak mapa elitarna.

I aż łza spływa niegrzeczna, figlarna,
Moczy twarz, moczy dłonie,
A serce jak pochodnia płonie
I przerażone zastyga na mikrosekundy.

W końcu piątej rundy
Jaśnieją okna przeznaczenia,
Spoglądają twarze z rotundy
Wysokiej, myśli do wyrzucenia.

Studnia głęboka, w niej myśli jak woda,
Wrzucam kamień z przyszłości, uroda
Mąci się i miesza z fusami na dnie,
Odnaleźć święty spokój można tylko we śnie.


DROGI 2017-10-20

Cierniste te drogi i wybrukowane
Prowadzą jak serpentyny w górę,
Zaśpiewały wszystkie wróble chórem
Z przerażenia i odleciały z wrzaskiem.

Oddalone już krainy snów najpiękniejszych
O tysiące kilometrów, o tysiąc danych
W wazony jak bukiet zebranych
Jedną dłonią, jednym krokiem.

Aż napinają się mięśnie chaosu zupełnie,
Przybliżają księżyca białą pełnię,
Rozjaśniając wszelkie znaki przy drodze,
Szeptem nakazują milczeć trwodze.

Cierniste te drogi i wybrukowane
Prowadzą jak serpentyny w górę,
Mają w sobie dużą dziurę
Łataną od zawsze, łataną od zawsze.


ODDYCHAM CHWILĄ 2017-10-20

Oddycham chwilą, koraliki nocy liczę,
Spadają z góry dzikie przeszłości bicze,
Trzeszczą jak deski w podłodze, ze starości
Tak trzeszczą, a oczy ciszą się stają,
Ciszą są i nieme tak, usta wrzeszczą.

Oddycham chwilą, nadzieję zbieram
Jak jarzębinę czerwoną, jak kasztany brązowe
I zaplatam warkocze tęczowe, kolorowe;
Siadam na krześle, drzwi i okna otwieram.

Oddycham chwilą, poezji słucham
Wezbranej jak wody błękitne, ścieki
Płyną tuż obok, od cyjanku powieki
Puchną, a stygną w wiatru podmuchach.

Oddycham chwilą, bramy otwieram
Czarne jak heban z bajek wymyślnych,
Potem je zamykam. W łzach czystych
Widzę kryształy, kryształy te zbieram.

Oddycham chwilą, angielskie zakładam
Płaszcze, w harmonijkę zdania zwijam
I wachluję się życiem, rzeczywistością,
I walczę jak don Kichot z obecną szarością.

Oddycham chwilą, w rulonik składam
Usta, suknie pragnień wkładam,
By tańczyć na stole kankana prawdy,
Potem trzeźwieję i mam złote hafty.

Oddycham chwilą, koraliki nocy liczę,
Łapię przyszłość na planów smycze
I próbuję prowadzić jak grzeczne zwierzę,
Wyrywa się, szczeka, gryzie, nie wierzę -
Znów jest wolną przestrzenią, losu przymierze.


MARMUROWE RAMIONA 2017-10-20

W ramionach trzymał ją jak płatek
Róży delikatny, była mu jak bławatek,
Lecz rozdarcie serc zbyt duże,
Nie uchronił jej, wskrzesiła burzę
Z opadami łez, z gradem słów,
Trzask pioruna, nie znają się już.

Cisza przed burzą i cisza po burzy
Rozkłada się jak matrona, z fusów wróży
Niestężonych jeszcze krwią ani potem,
Zakłada zapis życia nad ogrodu płotem.

Modlą się wysłannicy czarnych stron,
Zakładają kagańce przeszłości, wron
Stado zleciało się zaciekawione;
Ktoś klaszcze, oczy ma rozdziawione
Na wzór ust otwartych.

W łachmanach podartych
Jak bezdomny, jak strudzony starzec
Liczy swoje siwe włosy, we wspomnieniu marzec
Przychodzi i odchodzi, zwartych
Dłoni miłością na zawsze.

Cisza przed burzą i cisza po burzy
Rozkłada się jak matrona, czerwień róży
Sączy się jak kropla krwi i płatek maku,
Zasnął w myślach ogromnego braku.

W ramionach trzymał ją jak płatek,
Była mu jak wiosenny kwiatek,
Świeża i zwiewna, jedyna, pewna
Siebie i jego; potknęła się, upadła,
Rozbiła serce o głaz odległy, zbladła,
Zesztywniała jak posąg, to koniec.


LUSTRZANE ODBICIA 2017-10-20

Lustrzane odbicie kropli na szybie,
Tuż za plecami strach dybie
Niczym złoczyńca, niczym złodziej
Pięknych chwil, odziera sny z kolorów.

Nasyła tabuny żywych terrorów
Jak tabuny dzikich koni,
A czas nie czeka, tylko goni
Jak pies gończy,
Czarna gra nigdy się nie kończy.

W wazonach średniowieczne róże
Wskrzeszają wichry małe i duże,
Rozpętują szare wiry, szare burze
I nikną w oddali, mijając dzisiejsze wzgórze
Ciszy, rozbitej szyby.

Lustrzane odbicie uśmiechu na ścianie,
Strach odganiany pochodniami,
Znika jak kamfora, postój i czekanie
Między dwoma światami.


POLKA I ZAKOCHANY OBCOKRAJOWIEC 2017-10-18

Ślesz słowa po angielsku do Polki,
Świecisz jak słońce, nie potrzebujesz parasolki
I błyszczysz gorącym klimatem,
Jesteś egzotycznym dla niej tematem.

Pulsujesz sercem: amor, amor.

Gestem dłoni rysujesz dla Polki pocałunki,
Odstawiasz narkotyki, odstawiasz trunki
I tylko maliny, i tylko truskawki dla niej masz,
Wszystko, co tylko chce, jej dasz.

Pulsujesz sercem: amor, amor.

Rozmawiać możesz tylko spojrzeniem,
A Polka nie zna angielskiego ni w ząb.
Zachodzisz za chmury, z cieniem
Łączysz się, lecz trwasz silny jak dąb.

Pulsujesz sercem: amor, amor.

Śnisz o niej sny, marzeniem jest ci Polka,
Kobieta zza oceanu, wprost niebiańska.
Skończyła się filmu tego rolka -
Spełniła się wróżba cygańska.

Pulsujesz sercem: amor, amor.

Wspomni ciebie Polka na łożu śmierci,
Oj, wspomni z łezką wzruszenia w oku,
Stanie jak anioł z daleka, z boku
I pozdrowi bardzo życzliwie.


LINIE PODĄŻEŃ 2017-10-18

W pięciu ułożeniach, na kształt iksa
Postawiono linie podążeń.

Sterta myśli jak sterta dokumentów
Zalega na biurku, trzeba pisać.
Twardnienie szarych cementów
Może stworzyć mur wraz z cegłą.

Wojna nie skończona, poległą
Nie można już być,
Przestać kolorem śnić
Nie można, dzielna i mnożna.

W kubku z kawą zalęgła się nadzieja
Na lepszy los. Na lepszy czas.
W kubku z kawą wąsy złotego czarodzieja
Widzę, aż melodię radości niesie las.

W pięciu ułożeniach, na kształt igreka
Postawiono linie podążeń.


ACH, MIŁOŚCI 2017-10-18

Ach, miłości odległa,
Choć z miasta tego samego,
Znów ciebie nie ma, samotnego
Człowieka, chwila zbiegła
Jak uciekinier.

Ach, miłości druga,
Choć zapowiadałaś się pięknie,
Choć całowałaś tak namiętnie
Tu i tam, na co dzień z łez smuga
Po szybie płynąca.

Ach, miłości ciekawa,
Choć jesteś jak zabawa
W figle, coś zaczęłam czuć
I wołam w snach: tylko wróć,
Tylko bądź.

Ach, miłości jesienna,
Jesteś jakaś senna,
Za mgły mi się chowasz,
Czy sercem pokochasz
Naprawdę?

Ach, miłości przejściowa,
Nie jesteś jeszcze gotowa,
By rozkwitnąć jak kwiat jabłoni,
A ja próbuję zatrzymać ciebie w dłoni
Jak motyla.

Ach, miłości wspaniała,
Same wady masz, a jednak doskonała
Jesteś i jedyna w swoim rodzaju,
Spotkajmy się przy ruczaju
Aksamitnego dotyku.

Ach, miłości podobna
Do miłości pierwszej,
Znów tęskni serce
Opuszczone i samotne,
Łapiąc krople.

Ach, miłości cicha,
Zanurzasz się w noc,
Co jak stajenka licha
Może ulec zniszczeniu,
Milczący i kamień.

Ach, miłości niedokończona
Prawdopodobnie,
Gasisz pochodnię
Swoją, zostawiasz popiół
Na polanie.

Ach, miłości pełna różnic,
Już nie zmuszam serca
Swego biciem ani słowem -
Może czas na inną połowę
Szklanic.

Ach, miłości obecna jeszcze,
Dogonisz ze mną dreszcze
Mknące jak błyskawice,
Dogonisz ze mną latawce -
Dwa oszołomione dmuchawce.

Ach, miłości zwyczajna,
Chyba się kończysz,
Lecz jeszcze ze mną zatańczysz
I znikniesz taka niewłaściwa, lecz fajna
Na płótnie życia.

Ach, miłości ulotna,
Zostań ze mną na dłużej,
By łza nie płynęła markotna...
Początek i koniec: białe róże
Na wspomnień wzgórzach.


CZY MOŻNA BYĆ BEZPIECZNYM? 2017-10-17

Zawirowania losu,
Pełno bigosu
Dookoła, a za oknem teatr wietrzny,
Czy człowiek może być bezpieczny?

Strumienie płyną łez, plamy
Z różnic stworzone, ramy
Angielskie i hiszpańskie,
A nastroje jeszcze nie szampańskie.

I sto pytań bez odpowiedzi,
Niepewność w głowie siedzi
Szara jak mysz polna,
Skończyła się zabawa swawolna.

Strumienie łez rwące
Płyną przez serce płonące
Z miłości i strachu -
Czy będziemy szczęśliwi razem ze sobą?

Parasole pod pogodą
Uginają się ogromne
I tylko chwile przytomne
Raczą się dziwną jagodą.

Zawirowania losu,
Pełno bigosu
Dookoła, a za oknem teatr wietrzny,
Czy człowiek może być bezpieczny?


OŁOWIANOŚĆ 2017-10-17

Ołowiane kurtyny, ołowiane zasłony
Ze snów głębokich jak oceany.
Czerwień gorąca jak serc zapłony
Ze snów nietrzeźwych jak cep pijany.

Czarną kredką zarysy stworzone
W szkicu. Jakaś szarość w tle
I niechęć do wędrówki w mgle,
Zieloną kredką wypełniony owal.

Energiczny życiem złoty kowal
Własnego losu, wśród chaosu
Rozbrzmiewające głosy dzwonów -
Dźwięk wyższy od dopuszczalnych tonów.

To nie biały bal, jeszcze nie ten bal,
Sina wciąż jest dal,
Niedotleniona rzeczywistość pępowiną
Skutkiem i pierworodną przyczyną.

I dziś nie wiemy jeszcze,
Czy to miłość, czy tylko kochanie.
I dziś nie wiemy jeszcze,
Czy kiedyś to się stanie.

Ołowiane kurtyny, ołowiane zasłony
Ze snów głębokich jak morza.
Fiolet chłodny jak serc inne strony
Ze snów ostrych jak zwierza poroża.


NIEWIEDZA, KTÓRA RANI 2017-10-17

Spadające łzy, spadające kamienie,
Jak deszcz, jak deszcz
Wygrywają melodię chaosu, dreszcz
Przechodzi przez plecy, zdziwienie.

Nie wiemy dalej nic, zbyt różni jesteśmy,
Namalowano nas innym kolorem.

Szeleszczące liście, spadające liście
Jak płatki śniegu, choć to jesień,
Dawno minął bezpowrotnie wrzesień,
Pełne myśli bukiety, pełne myśli kiście.

Nie wiemy dalej nic, zbyt różni jesteśmy,
Namalowano nas innym kolorem.

Świecące słońce, zachodzące słońce
Z końcem i początkiem wszystkich dni,
Na pajęczynie twego pająka kryształ lśni,
A serca zmulone od niewiedzy wzajemnej.

Nie wiemy dalej nic, zbyt różni jesteśmy,
Namalowano nas innym kolorem.

Łączące się dłonie, łączące się usta
Na polach fantazji i uczuć nieokiełznanych,
Jak flaga powiewa biała chusta
Na znak rozejmu - wystarczy łez wylanych.


CZY TAK POWINNO TO SIĘ ODBYWAĆ? 2017-10-16

W lesie pocałunków
Odnaleźli swoje usta.
Wśród dotyku gatunków
Czuła mangusta.

Na polanie rozmów
Odnaleźli westchnienia.
Wśród wzgórz pragnienia
Kilka pozwów.

Nad jeziorem jedności
Odnaleźli uczucie.
Nad jeziorem samotności
Odbyli pokutę.

W mieście chaosu
Oddali dysputę.
Na wsi bigosu
Poczuli tęsknotę.

W samotniach dalekich
Ugrzęźli, kotwica niewiedzy.
W szarościach kalekich
Namiastka spokoju nocy.

A w duszy przeklęte słowa
Oddają kamień głowie.
A w sercu zraniona połowa
Szklanki. Co czas im odpowie?


PŁONĄ POCHODNIE ŁZAWE 2017-10-15

Płoną oczy od łez pochodni,
Rozświetlają świat zimny jak głaz,
Ramiona twoje tylko na jeden raz,
A potem już miłości nie jesteście godni.

Mogłoby być inaczej, weselej,
Razem moglibyście przemierzać świat,
Lecz więdnie niepodlewany kwiat
Miłości, wasze serca nie kochają śmielej.

Płoną oczy od łez pochodni,
Rozświetlają świat ciemny jak mrok,
Coraz dalej słychać twój krok,
Aż ucichnie; zbyt różni i zbyt podobni.

Mogłoby być inaczej, weselej,
Razem moglibyście dbać o ogród
Miłosny, lecz cierń boleści wbity,
Nie mają sił wykiełkować aksamity.

Płoną oczy od łez pochodni,
Rozświetlają świat zatruty jak jabłko,
Coraz rzadziej chcecie siebie i zbyt rzadko
Jesteście ze sobą naprawdę swobodni.

Mogłoby być inaczej, lepiej,
Razem moglibyście iść w nieznaną dal,
Lecz nie po drodze wam, biały bal
To nie dla was, serce pęka, umiera.

Płoną oczy od łez pochodni,
Rozświetlają świat ułudny jak sielanka,
Było pięknie, lecz pękła mydlana bańka -
Kult tylko własnych spodni.


WBITY SZTYLET 2017-10-15

Sztylet w serce jej wbiłeś:
Wczoraj, że ważna jest, mówiłeś,
Całowałeś, dotykałeś, tuliłeś,
A dziś odszedłeś, przekreśliłeś
Jej serce, jej usta i twarz -
Czy ty w ogóle serce masz?

Sztylet w serce jej wbiłeś:
Wczoraj uśmiech do niej słałeś,
Wczoraj jeszcze ją kochałeś,
A dziś odszedłeś w swoją stronę,
Choć doskonale wiedziałeś,
Że ona coś do ciebie czuła.

Sztylet w serce jej wbiłeś:
Pozwoliłeś jej wierzyć,
Że ktoś ją może pokochać,
A dziś odszedłeś, zmierzyć
Z samotnością się jej kazałeś,
Pozwoliłeś łzą zaszlochać.

Sztylet w serce jej wbiłeś:
Byłeś, przychodziłeś, śniłeś
Rzekomo o niej, tęskniłeś,
Lecz widocznie za mało, za słabo,
Stało się, jest już bladą
Zjawą trupią, rzeczywistość.


JESZCZE NIE SCHODŹMY 2017-10-14

Splecione dłonie i usta jak wiklina
W jeden cały kształt. Sprężyna
Jest elastyczna, a chwila magiczna,
Omdlewają serca w sobie wzajemnie.

Miłość uprawiana potajemnie
Jak rzadki kwiat w ogrodzie,
Dziki i piękny nader wszystko,
Coraz wyżej, do nieba leci
Jak ptaki, jak sokoły i orły,
Krąży nad górami, w chmurach.

Jeszcze nie schodźmy na ziemię,
Tam tubylców cywilizacji nie jedno plemię
Czyha na to piękno ukryte w płatkach dusz;
Tam wirowanie smutnych, potężnych burz,
A w ramionach samotności, wzdłuż wzgórz
Marzenia kwitną, marzenia rosną i umierają.

Jeszcze nie schodźmy na ziemię,
Tam zbyt szaro, zbyt chłodno i markotnie,
A tu, na wysokościach złociste posiane siemię -
Chcą zbierać owoce dorodne, smakowite.
Lecz trzeba wracać już, zejść na ziemię,
Choć jeszcze nie chce się tego czynić.

Splecione dłonie i usta jak wiklina
W jeden cały kształt. Malina
Wyrosła bardzo różowa, kolorowa
Jak tęcza - pająk pajęczycę zaręcza.


PIERWSZE WYZNANIE 2017-10-14

Otchłań rozjaśniona pochodnią
Wyznania do miłości.

W tle kolory czułości,
Połechtana skóra.

Kropla rosy, oddech na krzyż
I lot prosto wzwyż.

Jednym ciałem w galopie
Jak konie szalone mkną.

Przysłonięci mgłą, kroplą,
Lecz przyszłość nadal nieznana.

Pocałunki z czekolady,
Serce wzięte z szuflady.

Tylko, żeby dać radę,
Tylko, żeby nie polec.


TRZEBA KOCHAĆ TĘ SZAROŚĆ 2017-10-14

Szarość w okiennicach ukryta,
Łza po szybie płynie rozmyta,
To deszczu kropla niebieska,
Narysowana jak od linijki kreska.

Sny oddały się w ramiona jawy,
Diabeł czarny, choć prawy,
A może i lewy - dwie strony medalu,
Nicość tańczy na szarym balu.

Kamienne powieki ciężko otworzyć,
Ciężko nazbierać grzybów bez siły
W gęstym lesie, tam same mogiły
Zaginionych marzeń, ostatnią modlitwę trzeba złożyć.

I iść dalej, przed siebie, niestrudzenie.
Choć w duszy gra ból, cierpienie,
To trzeba być łzą po szybie spływającą
I kochać szarość tę towarzyszącą.


STRACH 2017-10-14

Strach sięga sufitu,
Choć słońce nie dotknęło jeszcze zenitu
I rośnie, siada na sośnie,
I wyje jak wilk, żałośnie.

Strach skrada się w ciemnościach,
Jest ukryty w ludzkich skłonnościach,
Chce zamieszkać w odważnych gościach,
Przesiąkam, czuję go już w kościach.

Strach sięga do gwiazd,
Wyłącza je przez zamazanie,
A potem gra na fortepianie
Melodię przerażenia.

Strach jest królem jak lew,
Gdy w człowieku inna płynie już krew;
Wiatru siny zew
Otwiera oczy na okrucieństwo świata.

Strach w potęgę ubrany,
Nieproszony, niepożądany
Wkroczył sobie legalnie,
Wkroczył po cichu, niemalże niewidzialnie.

Strach, nie pozwolić mu wygrać,
To najgorsza w życiu rzecz,
Więc niech idzie precz
Ten strach, ten strach.


TWARZ BEZ MASKI 2017-10-14

Twarz bez maski, a jakby z kamienia
Wyrzeźbiona, pod ochroną cienia
Spada mała łza, zasłania ją mgła,
Nikt nie widzi, nikt nie widzi.

Przestrzeń jesienna smutek wymazuje,
Daje kolory w liściach i w trawach,
I choć w sercu ogromna obawa,
Życie jak truskawka smakuje.

Twarz bez maski, a jakby z żelaza
Odlana w formie, ona całość wyraża:
Ból i radość. Planeta się złości,
Że ludzie są tacy skomplikowani i prości.

Przestrzeń jesienna smutek wymazuje,
Wiatrem chłodnym całuje
W rozpalone żalem serducha,
A mrok siada obok, szeptu kolorowego jej słucha.

Twarz bez maski, a jakby z ołowiu
Odlana w formie, księżyc w nowiu
Świeci bardzo srebrzysty, pajęcza nić -
Będąc muchą, nie wolno przestać śnić.


W ODDALI NIC JUŻ SIĘ NIE DZIEJE 2017-10-13

W oddali nic już się nie dzieje,
Już nie płaczą bolesne knieje,
A słońce zakleja rany plastrem,
Ostatnie wspomnienia do ułożenia.

Względność kontynentów pijana
Słowami z języków obcych, e-kochania
Są jak norma w czasach komputera,
A samotność silna wciąż doskwiera.

Na ziemiach bagnistych
Wyryte serce niemrawe, mgliste,
W zdaniach przejrzystych
Na murze z cegieł, co krwiste.

W oddali nic już się nie dzieje,
Już nie płaczą bolesne knieje,
A słońce zakleja rany plastrem,
Ostatnie wspomnienia do ułożenia.

Tylko zapytania wzdłużne płyną
Jak statki rejsowe po morzach łez,
Zakwita też pachnieniem bez -
Porozumienie się skutku z przyczyną.

Tylko zapytania poprzeczne występują
Na balu alkoholików.
Odmowa szybka i wrażliwa, smakują
Sokoły żelazem, rozpad koralików.

W oddali nic już się nie dzieje,
Już nie płaczą bolesne knieje,
A słońce zakleja rany plastrem,
Ostatnie wspomnienia do ułożenia.

Jeszcze kilka łez, złamana ręka,
Zastój w tętnie, opuchnięta szczęka,
Lecz ramiona miłości w rodzinie
Rozpostarte i choć usta przeżarte, dobro płynie.

Jeszcze kilka łez, złamane serca,
Cisza myśli, co jak tabuny koni
Biegnie dzika, odchodzi kat morderca,
Radość dzwonem ze złota dzwoni.

W oddali nic już się nie dzieje,
Już nie płaczą bolesne knieje,
A słońce zakleja rany plastrem,
Ostatnie wspomnienia do ułożenia.



OPRACJA NA PIZZY 2017-10-13

Operacja nożem i widelcem,
Operacja na pizzy otwartej.

Krwawią pieczarki, tętni papryka
Jak serce, tyle że zielone,
Spada tętno, odessać brzucha
Zawartość, pełny dzban,
Naje się do syta i mucha -
Doskonały plan.

Zszyć trzeba mozzarelli kawałeczki,
Zszyć, zaszyć, posmakować,
Transfuzję z chili i pomidora dokonać,
Językiem smak przypieczętować,
Oblizać się, poklepać spore wałeczki,
Zagrać na bębnie okrągłym, wypukłym.

Nie będąc człowiekiem smukłym
Wytoczyć się jak kula ogromna,
Potoczyć się ze stołu operacyjnego
Wprost do domu własnego;
Tam trzeba będzie się zagoić, zrosnąć
I ćwiczyć, by nadmiernie nie urosnąć.

Operacja nożem i widelcem,
Operacja na pizzy otwartej.


BRAK POPRAWY 2017-10-13

Poprawy wciąż nie ma,
Kręci się wokół słońca Ziemia
Ostatkiem sił;
Siostra pamięta, jak brat ją bił
Prętem z metalu,
Tworzył pręgi na jej ciele,
Choć mógł ją kochać, a w niedzielę
Był aniołem najbielszym.

W momencie weselszym
Spotkała przyjaciela, tak myślała,
Całym sercem go pokochała,
Wspólną przyszłość już widziała,
Lecz Ziemia niebezpiecznie zadrżała.
Przeszyła bólu strzała
Serce to na wylot,
Spadł z hukiem marzeń samolot.

I płaczą grusze, płaczą jabłonie,
Składają gałęzie do modlitwy...
I płacze wierzba zielona na rozstaju dróg,
Czy pomóc radę da Pan Bóg,
Skoro człowiek człowiekowi nie potrafi?
Gdy ktoś spada w dół i życiem się dławi,
Pomagają mu spaść...

Poprawy wciąż nie ma,
Kręci się wokół słońca Ziemia
Ostatkiem sił;
Pamięta siostrzenica, jak wujek wódkę pił,
Jak bluźnił, jak przeklinał,
Lecz to nie jej wina,
Choć tak po cichu myślała
I po kątach łzą nadzieję malowała...

Chciała żyć, naprawić świat chciała,
Lecz była pyłkiem, lecz była mała,
Więc nasączona zła przykładem, potworem się stała,
Inaczej już nie umiała -
Bez serca i złośliwa,
Powyginana, dosadnie krzywa
Snuje się jak zjawa -
Brutalny sen, brutalna jawa -
Gdzie dobrobyt, obiecywana poprawa?


ZŁOTÓWECZKA 2017-10-12

W cząstkach, w drobniakach na pięć
Zawarta cała, pełna jedyneczka,
Wymiana z kasą, sprzedawczyni, że bajeczka -
Będzie do wydawania jak znalazł.

Polska jedynka, polska złotóweczka
W portfelu świeci, błyszczy się jasno,
Trochę jej pusto, a nie ciasno,
Może zjedna się z innymi, będzie bluzeczka.

W cząstkach, w maleńkich jednostkach
Zawarta cała, pełna jedyneczka,
Wymiana z kasą, sprzedawczyni, że bajeczka -
Będzie do wydawania jak znalazł.


ŻÓŁTA FONTANNA 2017-10-12

Fontanna sikająca szerokim łukiem,
Spadają krople żółte z hukiem
Na ziemię, kawałeczki kolorowe
Jak witraż prosto z natury.

Spłoszone wróble odlatują,
Ludzie odwracają wzrok,
Pejzaż wywołał szok,
Dlaczego fontanny nie aresztują?

Fontanna sikająca szerokim zakresem,
Spadają krople żółte przed marginesem
Chodnika, kropeczki naturalne
Jak piegi na muchomorze, banalne.


NIE MA NAS 2017-10-12

Nie ma, tylko cisza trwa,
Dookoła pustka, dookoła mgła,
Widzę ciebie jeszcze w snach,
Które pierzchną nad ranem jak uciekinier.

Nie ma, tylko wiatr liśćmi kołysze,
Jego melodię słyszę
Jak echo słów naszych i dotyku,
Zgubiliśmy się gdzieś w gotyku.

Nie ma, tylko szara jesień
Idzie przez miasto, niesie
Kasztany i żołędzie, jarzębinę,
Porzuciłeś już tę dziewczynę.

Nie ma, tylko horyzonty dalekie,
Przez łez płynę wartką rzekę,
Szukam wysp nowych, gorących,
Lecz jestem jak popiół od myśli palących.

Nie ma, tylko wspomnienia jak statki
Płyną po morzach, oceanach;
Chciałam, lecz zbyt mosiężne kratki
Były tego więzienia, miłość pominięta w planach.

Nie ma, tylko cisza trwa,
Dookoła pustka, dookoła mgła,
Widzę ciebie jeszcze w snach,
Które pierzchną nad ranem jak uciekinier.


POTRZEBNA SYNERGIA 2017-10-12

Krok jak jeden sus w pobliże energii,
A energia chroniona przez okrągłe kruki,
Wie, że w życiorysie widnieją luki,
Lecz tak potrzebna jest iskierka synergii.

Łapie samotność jak krople dżdżu
W dłonie i w serce, wysyła mu
Znak, że chce iść dalej, że chce być szczęśliwa,
Lecz bez efektu uśmiechu, sytuacja taka nie jest możliwa.

Linia zarysowana na szybie dnia krzywa,
Lecz spokrewniona z linią prostą,
A wiatr jak kat, częstuje chłodu chłostą
I łza spływa przez duszę bardzo prawdziwa.

Krok jak jeden sus w pobliże energii,
A energia chroniona przez okrągłe kruki,
Wie, że w życiorysie widnieją luki
Lecz potrzebna jest potęga synergii.


GDZIE JEST NOWE? 2017-10-10

Kręte ścieżki, zaklęte drogi,
Plączą się jak pnącze nogi
Zielone, trochę szare i brązowe -
Chwila, postój, nadejdzie nowe?

Mur z cegły gruby i stabilny,
Przebić głową go w usilny
Sposób, lecz mur twardy,
Kamienny, niewzruszony, hardy
Stoi dumnie jak paw.

Idę zatem nad błękitny staw,
Oddaję łzawą krew kaczkom,
By nie zamarzły na sztucznej krze,
By mogły brać dalej udział w grze
O najwyższą stawkę: życie.

Kręte ścieżki, zaklęte drogi,
Plączą się jak pnącza nogi
Zielone, trochę czarne i fioletowe -
Marsz, poszukiwanie, gdzie jest nowe?


MARTWA MIŁOŚĆ 2017-10-09

Miłość opluta śliną odległości
Zastygła, zamarła, umarła.

Wzywana jeszcze ten jeden raz,
By może przyszła, by rozbłysła
Na nowo, od nowa,
Z wymazaniem każdego zbędnego słowa,
Lecz ona już nie wraca, nie wróciła.
To koniec końców, w swoją stronę się odwróciła
I odeszła, zostawiając ślad wspomnienia.

Miłość opluta śliną odległości
Zastygła, zamarła, umarła.


KOŁA NIESKOŃCZONOŚCI 2017-10-09

Koła nieskończoności,
Pojazdem codzienności
Do jutra podróż zimna,
Ona umrzeć jeszcze nie powinna,
Lecz gdy za okno wygląda,
Spode łba spogląda
Na świat marynowany jak śledzie;
Dokąd ta ludzkość tak jedzie?

Szeleszczą liście, gną się gałęzie,
Zastygają jak posągi łabędzie
Na zamarzającym stawie w marmurze.
Równanie zapisane na murze,
Lecz liczby takie nierówne, niepełne,
A księżyce martwe dwa, zupełne
Wykrwawiały się w spotkaniu ze świtem;
Nie ma, nie obtulą człowieka aksamitem.

Spadają krople deszczu, spadają prosto,
Są jak bicze, są chłostą
Z pokuty dla tegoż człowieka, winą jego
Jest to, iż bał się, nie wierzył w siebie,
W swoje możliwości. Teraz za słabego
Uważają go inni ludzie i jak po grudzie
Toczy się jego życie - to nie odkrycie
Nieodkrytej jaskini, dziś każdy na zysk się ślini.

Koło nieskończoności,
Pojazdem codzienności
Do jutra podróż zwyczajna,
Monotonna, zwyczajną drogą
I nawet drzewa nie pomogą
Stojące jak strażnicy tajemnic dnia;
Wciąż ta sama mgła
Unosi się nad miastem i nad wsią.


TOTALNIE, NAMACALNIE 2017-10-07

Totalnie, namacalnie
Popełniła błąd jej pamięć,
Inna twarz, a jakby ta sama,
Ale nie trafiła na chama.

Totalnie, namacalnie
Namalowała oczy zdziwione
Na płótnie drugiego człowieka,
Rumieńca doznała także powieka.

Totalnie, namacalnie
Chciała zagadać głęboko,
Bo nieznany pan wpadł jej w oko,
Lecz rozmyła się chwila.

Totalnie, namacalnie
Spotkała kolegę od piwa,
Co słowo przywitania z siebie wydobywa
I gawędzi jak przekupka na targu.

Totalnie, namacalnie
Wyleczyła podłogę starą,
Nakarmiła głodne ptaki
I uśmiech posłała światu.

Totalnie, namacalnie
Odnalazła drogę właściwą
I zmazała makijaż złudny,
Od razu świat przestał być paskudny.

Totalnie, namacalnie
Znów wierzy w wypełnienie
Dzbanów kryształowych winem,
A sól i chleb podstawą.

Totalnie, namacalnie
Już wie, że życie nie jest zabawą,
Mimo to chce żyć, będzie żyć
I jak kwiat rozkwitnie, będzie śnić.


ACH, TE LICZBY 2017-10-07

Liczby szalone ubrały kubraki rachunkowości,
Znów powrót do początku, do przeszłości.
W kołnierzach zasad taniec szalony myśli,
Powrót nadziei na to, że piękny sen się ziści.

W płaszczu z kolorowych liści
Wędrówka pod górę przepisową,
Wkracza wędrowiec na drogę nową,
A może to tylko zieleń jednej kiści?

Liczby szalone ubrały się w kubraki społeczne
I wskazują morza trudności, lecz radości
Korale błyszczą się jak klejnoty, jak szmaragdy,
Może najwyższy czas na rugby?

W zjednoczeniu idą zieloni i mgliści,
Mkną na koniach bez rycerzy,
Nie płaczą już zmoknięci aniołowie,
To wiary idą wytrwali apostołowie.

Liczby szalone ubrały się w kubraki ekonomiczne,
Powrót do momentów, co logiczne,
Liczenie na liczydle zaczyna się od nowa -
Od wiedzy powiększyła się ucznia głowa.


WYZNANIE ŁZY 2017-10-07

Widziałam deszcz, widziałam słońce,
Trzymałam kij z jednym końcem,
A potem oślepił mnie księżyc jaskrawy,
Wołał, zapraszał do zabawy.

Odkurzyłam zmarszczki z dywanu,
Wszystko według planu,
Lecz coś poszło nie tak,
Włączyłam fontannę, aż tchu brak.

Zbiegli się sąsiedzi, oczami bezradności
Chcieli zgładzić niedoskonałości
I wyłączyć moją na alarm syrenę,
Lecz życie wystawia za siebie wysoką cenę.

Widziałam deszcz, widziałam słońce,
Trzymałam kij z jednym końcem,
A potem oślepił mnie księżyc jaskrawy,
Wołał, zapraszał do zabawy.

A ja nie mogłam spać, oddychać
Przyduszona tym samym snem
Od lat: umarł róży kwiat
Niepodlewany, niekochany.

Wsłuchiwałam się w szepty ciszy,
Odzyskiwałam tajemnicę myszy,
Co straciła matkę i ojca, syna i córkę -
Ona to dopiero ma pod górkę.

Widziałam deszcz, widziałam słońce,
Trzymałam kij z jednym końcem,
A potem oślepił mnie księżyc jaskrawy,
Wołał, zapraszał do zabawy.

Wzięłam całą samotność w dłoń,
Uformowałam z niej kulę do przepowiedni,
Sposób może nie odpowiedni;
Spadło jabłko, nadepnął słoń.

Żale wylałam w postaci kilku słów,
Wykopałam głęboki rów
I zakopałam swoje cierpienia,
Teraz chcę już wyjść ze świata cienia.

Widziałam deszcz, widziałam słońce,
Trzymałam kij z jednym końcem,
A potem oślepił mnie księżyc jaskrawy,
Wołał, zapraszał do zabawy.

Przykucnęłam na chwilę,
Wypuściłam wspomnień motyle,
Powirowałam jak one,
Otarłam się o zieloną zasłonę.

Wysłałam wiadomość pocztą elektroniczną,
Odpowiedź magiczną
Chciałam otrzymać;
Zniknęłam, przysięgi nie umiejąc dotrzymać.


JESIEŃ PÓŁ NA PÓŁ 2017-10-06

Spadają kamienie z drzew,
Spadają tęcze z drzew,
Rój szpaków na chodniku, śpiew
Chłodny niesie się miastem.

Myśli podłużne, myśli kanciaste
Tną jak noże niczym z horroru,
Mrok chce pojednać się z mrozem,
Jadą wspólnie powozem.

Spadają kamienie z gór,
Spadają tęcze z chmur,
To dygoczą cienie z deszczem,
Wiatru rozbrzmiewa tu chór.

Myśli zamszowe, myśli kolorowe
Plączą się i odnajdują w głowie
Pełnej marzeń; tylko trudno w słowie
Oddać iskierkę ostatnią, musi nadejść nowe.


DAWNY PANIE 2017-10-06

Dawny panie,
Coś pisał listy miłosne na kolanie,
Coś obiecywał miłość dozgonną,
Coś obiecywał radość gorącą.

Dziś nie ma pana, tylko słów echo
Niesie mgły niewyraźne.

Dawny panie,
Coś nazywał kochankę wybranką,
Miłością jedyną, kochaniem i skarbem,
Coś był dżentelmenem z pięknym garbem.

Dziś nie ma pana i tylko jedna ściana
Blaknie wraz z upływem czasu.

Dawny panie,
Coś przytulał i całował,
Coś spędzał czas, trzymając za rękę,
Coś był obietnicą dla strudzonego serca.

Dziś nie ma pana, chłód lasu
Potęguje się tą nieobecnością.

Dawny panie,
Coś pisał listy miłosne na kolanie,
Coś spacerował, coś czarował
Jak czarodziej bez różdżki.

Dziś nie ma pana, jutro też nie będzie,
Pusta polana, cisza zapanowała już wszędzie.


ŻYWIOŁ SZARY 2017-10-06

Zapadało niebo łzami deszczu,
Rozpuściło w chmurach nieco goryczy,
Potem spuściło chmury ze smyczy -
Ludzie drżą od chłodu, drżą w dreszczu.

Liczby nie zmieniają kształtów ani koloru,
Tylko te szarości wytrwałe, balet jęzorów
Swych jak balet łabędzi, rozpuszczają hucznie,
A na polanie zastygają ludzie jak pomniki, na polanie w Tucznie.

I płyną łzy jak bezsilność w żyłach odgórna,
Twarz kamienna, maska teatralna, gra na bębnach.
I opada kotara szara, kotara to chmurna,
Twarz jesienna, bez maski posępna.

A liczby nie zmieniają kształtów ani koloru,
Nic nie znaczą w oczach żywiołu, spadek humoru
Jak poziomu paliwa w pojeździe z czterema kołami
I tylko taniec zimny z trucizną i z dymami.

I zapadało niebo łzami deszczu,
Rozpuściło w chmurach nieco goryczy,
Potem ucichło, potem zawiało,
Człowieka jak liść zdmuchnęło z pryczy.

I teraz pali się znicz listopadowy na grobie,
Płonie płomyk dla śmierci w ozdobie,
A w cichych zakrętach cmentarza
Jak mantrę całą modlitwę kruchą powtarza...

A aniołowie tylko fruną na skrzydłach białych
I patrzą na ten świat pełen wad, niedoskonały,
I ronią łzy, i ronią deszcz...
Zimno, samotnie w oknie, dreszcz...



GDY KROPLE SINE KAPIĄ 2017-10-06

Krople sine kapią jak łzy,
Spływają, obmywając głazy,
Aż bardzo czyste stają się wyrazy
I rozdział zapisany kolejny.

Obiad na stole niedzielny,
Poniedziałki już się nie liczą -
Człowiek słaby i też dzielny
Unicestwia węże, co syczą.

Krople sine kapią jak łzy,
Spływają, obmywają serca,
Aż stają się one czyste, przezroczyste
I znikają jak o poranku sny.

Kolacja ledwo czwartkowa,
A na dworze aura smutna,
W myślach przyszłość kolorowa,
Lecz chwila wciąż pokutna.

Krople sine kapią jak łzy,
Spływają, obmywają aorty
Z krwi granatowej, białe kły,
A marzą się złote kurorty.

Piątkowe śniadanie, myśl nieznana
O jutrze puka do drzwi realizacji -
Każą się nie poddawać, ile w tym racji
Mieści się? Zagubienie, lecz wstań z kolana.


NADLUDZKOŚĆ SPRAW 2017-10-04

Czas nadludzkich spraw
Przesypuje się w klepsydrze.
Kurczowy uścisk zanim wydrze
Rację człowiek człowiekowi.

Jako gatunek jesteśmy wiekowi,
Lecz nie ma usprawiedliwienia
Dla poczynań tych takich tutaj.
Idź, odnajduj właściwe drzwi, do nich pukaj,
Może los będzie łaskawy.

Wszelkość nadludzkich spraw
Panuje jak władca totalitarny
I bawi się z ludźmi, taki figlarny
Ten los nasz, ten los nasz.


BARDZO POMIĘDZY I POŚRODKU 2017-10-02

Pośrodku bagna rośnie drzewo kłamstwa i prawdy,
Wiją się pędem, wiją się winoroślą
Macki średniowiecznego marzenia
Aż do słońc ostatniego zaćmienia.

Pomiędzy dawną bramą a bramą teraźniejszości
Rosną kaktusy prawdy i kłamstwa, kwiaty radości
Więdną niepodlewane, scałowane rany ropne,
Chwile związane sznurem nieposzanowania okropne.

Pomiędzy rzekami o srebrzystych oczach
Płyną statki cierpienia, dają sygnał do roztocza
O wywołanie infekcji śmiercionośnej, w głośnej
Rozmowie dwóch liczb i liczb tysiąca, coraz dalej od słońca.

Pomiędzy górami a morzem przepaść ogromna,
Która dzieli ich na dwie części, myśl przytomna,
By uciekać czym prędzej, ale rozkosz niezłomna
Zabiera siły, daje nogi z waty, i płacze, dylematy.

Pomiędzy lasem a polaną rozłożyste cienie
Jak nogi lubieżnicy. Rzucili się dzicy
Na prawdę i na kłamstwo. Już inne państwo,
Lecz te same walki prowadzone do końca.

A pośrodku ciszy i krzyku przemijanie
Niestygnące, łaknące ludzkich dusz i jabłoni,
W oddali dzwon samotny dzwoni
Na świętość przerwania poniewierki.

Pomiędzy nią a nim deko szermierki,
Oboje poranieni, lecz on silniejszy,
Pokonał ją, czuje sztylety prawdy, tną
Wzdłuż ciało i głowę, odciął swą połowę.

Pomiędzy przeszłością a przyszłością rów
Zakopany zostanie ziemią oczyszczenia,
Nowe ziarna będą zasiane, księżyca nów
I wszystko rozbłyśnie dla serca odnowienia.


CIĘŻAR CZŁECZEJ DUSZY 2017-10-02

Ciężko na człeczej duszy,
Krzyk dziki rozlega się gruszy,
A wrzeszczy jak wrony,
Co lecą w świata wszystkie strony.

Ciężko na człeczej duszy,
Łza rozczarowania
Na wietrze prawdy się suszy,
Nie ma kochania.

Ciężko na człeczej duszy,
Liść z drzewa spada,
Zaraz potem śnieg prószy
Z nieba, rozsądek włada.

Ciężko na człeczej duszy,
Lecz jutro wstanie nowy dzień
I z kopyta daleko ruszy,
Złapie blask, wypierze cień.


BARDZO JESIENNA MIŁOŚĆ 2017-10-01

Złocistość lasów widziała ich
Nieskromnych, nieprawdziwych,
Kradli sobie pocałunki
I spojrzenia z wód srebrzystych.

Czerwień lasów widziała ich
Odmiennych, skłóconych,
Kradli dotyk dłoni
I oddechy jeden za drugim.

Zieleń lasów widziała ich
Cichych, zabójczych,
Kradli czarne róże z tajemnic ogrodu,
Kazali sercu umierać z głodu.

Brązy lasów widziały ich
Zaciekawionych, odkrywczych,
Kradli dawne lata z murów stęchłych
I zamykali oczy brakiem kompromisu.

Czernie lasów widziały ich
Rozerwanych, samotnych,
Kradli kwiaty szczęścia dzikie
I odnajdywali martwe myszy pragnień.


KRZYWIZNA MIŁOŚCI 2017-10-01

Kamienie miłości rzucane w życie,
Przebite serce krwawi jak fontanna,
Kamienie miłości rzucane w odkrycie
Przyszłości, ciężka aura jutra, poranna.

Wszystkie miłości prawdziwe
Są krzywe
Jak wieże: w Toruniu i w Pizie,
Mysz od korzenia serce gryzie.

Kamienie miłości rzucane w doczesność,
Płyną łzy przez Wełtawę,
Przyspieszyć się nie da, bezkresność
Bólu... znów stanowiła tylko zabawę.


MIGOTANIE I UMIERANIE 2017-10-01

Migotanie jesieni jak gwiazd migotanie,
Nie ma kolorów na kochanie
Aż po grób, to już nie te czasy,
Inne ludzi klasy
Zajmują przestrzeń zróżnicowania
Płci i majętności, daleko od radości.

A serce na noszach niesione ponownie,
Cierpi i krwawi niewymownie,
Pan kłania się pani szykownie,
Lecz to jest tylko pokaz dla widzów.

Migotanie jesieni jak gwiazd migotanie,
Nie ma kolorów na kochanie
Aż po grób, tylko słychać ciał wołanie
O ekstazę, o uniesienia, o przyjemności;
Prawdziwe życie dzieje się w ciemności
Królestwa Lucyfera. Serce znów umiera...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]