kwasna | e-blogi.pl
SPLOT W UNIESIENIU 2017-08-31

Spletliśmy swoje dłonie i wargi w słowach o pragnieniu,
Nocą to było, nocą to było,
A może to tylko nam się śniło:
Ulegliśmy sobie, ulegliśmy w uniesieniu.

A świt jak samotny człowiek zastyga w tęsknocie
I pragnie, i marzy o dłoni splocie
Wyrzeźbionym w sercach i w zmysłach
Minionej nocy. Myśli są jak kot, spacerują po płocie
Westchnień i rozkoszy.

Spletliśmy swoje dłonie i usta w słowach o pragnieniu,
Nocą to było, nocą to było,
A może to tylko nam się śniło:
Ulegliśmy sobie, ulegliśmy w uniesieniu.


GĄBKA LATA 2017-08-31

Chłonąc jak gąbka przestrzenie czyste
Rozpościera skrzydła słoneczne, promieniste
I leci w podróż do miasteczka sprzed lat
Z uśmiechem. Wita się z falą jeziora, dat
Ilość zlicza migotliwością wspomnienia.

Nie widzi już smutku chmur ani cienia
Z granatu powlekanego. Tylko las i woda
Przezroczysta jak niewinność na początku życia.

Chłonąc jak gąbka ciepło z promieni słońca
Odnajduje się w marzeniach, przy lata końcach
Tańczy radosny taniec. Głęboko oddycha,
Nabiera w płuca nadziei na jutro, wzdycha
Raz po raz, zatrzymuje się na chwilę, podziwia motyle.

Nie widzi już tęczy z odcieni różnych szarości,
Co skrapla się za każdą porażką. Tylko radości
Pola i łąki mienią się kwiatami beztroskiej chwili.

Chłonąc jak gąbka cień budynków z przeszłości
Rozmawia ze starą znajomą, a potem idzie porozmawiać
Z kaczką nad jeziorem. Pozwala sercu obłaskawiać
Piękno całego sierpnia, piękno całego lipca.
Szeleści las przeszłości, składa tajemnice w jej ducha.

Nie widzi już łez spływających z nieba, już nie słucha
Zimnych języków przeznaczenia i tylko patrzy,
Jak świat z czarnego w kolorowy się przemienia.

Chłonąc jak gąbka przepiękne wschody słońca i zachody
Zbiera szczęścia jagody, zbiera szczęścia jeżyny,
Idzie jak wędrowiec, do uśmiechu ma powody,
Choć to już mijają ostatnie lata długie godziny;
Ostatni raz w tym roku oddaje siebie w aksamitność wody.


BYŁO 2017-08-31

Były rozmowy prowadzone przeciągle.
Ujarzmione słowa jak psy kagańcem
Gryzły same siebie, chwili skazańcem
Były, lecz w mgły się przemieniły
Natychmiast, postojem lukę w  życiu wypełniły.

Były kartony składane jak z kart domki
Prędko, stabilnie, za pomocą kromki
Jednej i dźwigu z mięśni własnych rąk,
Aż popłynęła rzeka krwi, wyrósł pąk
Rezygnacji, lecz to nie koniec jest smutny.

Były rozmowy prowadzone przeciągle.
Słowa nie raniły jak miecze, jak żyletki,
Koiły przyrodą młodzieńczą, a koń nosił baletki
I tańczył, tańczył z gracją (co jest wariacją),
A potem nadzieja zdała egzamin państwowy.


POŻEGNANIE Z SIERPNIEM 2017-08-31

Cisza huśta się na promieniu słońca,
Rozgrzewa miasta i wsie, do końca
Sierpnia odlicza godziny i minuty,
Zastyga w przestrzeni dla odprawienia pokuty.

Pieją już kolorowe koguty:
Tęczowe, słoneczne, bajkowe,
Lecz to nie bajka, lecz to nie film,
To życie jedno, to życie jedno.

Cisza huśta się na błękicie nieba,
Częstuje wróble okruszkami chleba,
Szeleści z lekka liściem zielonym w ostatku
I płynie wraz z chmurami jak załoga na rejsowym statku.

Spadają krople deszczu czyste, jasne,
Nicią z września tkane jak koronki ozdobne.
Spadają krople deszczu, jedna do drugiej podobne,
Obmywają z kurzu porażek marzenia własne.


LICZENIE ZIAREN PIASKU 2017-08-30

Ziarna piasku odlicza przesypujące się w klepsydrze,
Jedno za drugim, drugie za trzecim i trzecie za czwartym,
Zesztywniały już posągi u progu bram, dwie warty
Nie do końca pełne, a w swych rozwartościach wydrze się
Wołaniem ciszy, lecz krzyk jest silniejszy, rząd stu pięciu gwiazd.

Za zakrętem nocy, za zakrętem miesięcy będzie ostry zjazd
W prawą stronę, a potem w stronę lewą i prosto przez chwilę,
Zlecą się wszystkie motyle, zawirują, zmienią się w jedność
I jednością zatańczą w kolorze, jednością zatańczą w szarości-
Schyłek połączonych myśli i palców dłoni, cisza, schyłek całości.

Ziarna piasku odlicza przesypujące się w klepsydrze,
Jedno za drugim, drugie za trzecim i trzecie za czwartym.
Idzie i odlicza ziarna, klepsydra odwrócona górą do dołu,
Zaczyna się kolejny czas, zaczyna się nowy czas, a ten sam
W zawiasach wszystkich drzwi, które czekają otwarcia.


ZDALNE ROZMOWY 2017-08-28

Rozmowa za rozmową prowadzone,
A każda z nich jak nuty złożone
I proste, a słowa brzmiące odmową
Zatruwały ocean już nie myślenia.

Rozmowa za rozmową jak w akordzie
Instrumentów starożytnych i nowożytnych,
Nie iść czy iść? Sprawy są to bytujących
Przemyśleń w bramie skojarzenia na przyszłość.

Rozmowa za rozmową prowadzone
Nieznośnie i przecząco, lecz skojarzone
Jeden z siódemką to cyfry nie najgorsze,
Zamykają się jedne drzwi, otwierają następne.

Rozmowa za rozmową nie namiętne,
Skrzętne, nawet czyste i przejrzyste
W swoich istotnościach ułożone
Zakończeniem pewnego etapu.


ROZBIEGANE MYŚLI 2017-08-28

Rozbiegały się myśli jak owce po pastwisku,
Rozpoznano je po imieniu i po nazwisku
Całego dnia, aż w woalce nocy na urwisku
Zatrzymały się na chwilę - to ćmy, nie motyle.

A gdzieś w oddali słychać grzmienie błyskaniem
Trójzębów i innych harpunów ostrych.
A gdzieś pomiędzy drogami, w prostych
Przejściach od zła ku dobroci, stają się wołaniem.

Czy o pomstę do Boga? Ale przecież to nie wroga
Błysk w oku tak rani, tylko pustka w szklance,
Co pełna i niepełna jest jednocześnie, zarazem.
Czerń muru za pięknym psa obrazem jest wyrazem.

Rozbiegały się myśli jak owce po pastwisku,
Rozpoznano je po imieniu i po nazwisku
Całego dnia, aż w woalce nocy na urwisku
Zatrzymały się na chwilę - to motyle, nie ćmy.


POCAŁUNKI 2017-08-27

Pocałunki słane na chmurze czystej,
W objęciu dłoni jedwabistej
Wyczytane zdania o miłości;
Czuć jeszcze oddech przeszłości.

Pocałunki słane jak w butelkach listy,
Szept lasu zielony, szept lasu czysty,
Komary tylko jak złowrogie wampiry,
Serce się raduje, póki nie nadeszły wiry
Jeszcze.

Pocałunki słane jak wiadomość gołębiem,
Dotykiem słońca w ciszy się zagłębię
I otworzę drzwi do szczęścia,
Zatonę w szczerych miłości objęciach,
Dreszcze.

Pocałunki słane jak sny i marzenia ku realizacji,
Spokojem widzę twoje pragnienia, wiele racji
Ma znaczenie naszych słów, naszych przewinień -
Chwilka, tylko wymienię żarówkę przeznaczenia.


MURY Z CEGŁY 2017-08-27

Mur przy murze stoi cały z cegły
Dawnej, bardzo dawnej, stos poległych
I walczących jak miecze skrzyżowane
Na ścianie wiszące, wojny były to żądze.

Otwory na reflektory i armaty jak czeluści
Czarne, zdradzieckie, wojska radzieckie
Omijały je z daleka, stała fosa, a płynęła rzeka -
Mury dawne niosą dzisiejszym te opowieści.

Mur przy murze stoi cały z cegły
Dawnej, bardzo dawnej. Idzie bogaty, idzie biedny
I podziwia te mury, w nich dziury
Po pociskach, ślad rzeczywisty wojennych lat w odciskach
Generała i jego psa.

Rozpostarła się mgła
Po okolicy, las wszystko wytrzyma,
Nawet szept murów z cegły, kurz zaległy
Jak opowiastka bardziej znacząca;
Ofiara ciszą w ziemi spoczywa, płacząca.


TE WSZYSTKIE MIŁOŚCI 2017-08-26

Te wszystkie miłości
Kręte jak drogi, aż nogi
Plączą się w zawiłości
Korytarzach.

I ciszą tkają pajęczyny
Pająki na jesień wrześniową,
Opuszczają tęczę kolorową
Krople deszczu wrażliwe.

Te wszystkie miłości
Piękne i słabe, delikatne
Jak płatki róż, zatrzymane
Zapachem lata wśród wzgórz.

I napajają się usta spragnione ciszą
Jak najlepszym trunkiem.
W pół zdania stają się gatunkiem
Przeszłości, minionym, myszą.

Te wszystkie miłości,
Co niosły nadzieje na przyszłość,
Kończą się. Trudno, tak wyszło
W splocie dróg życia i ich zawiłości.

I milczą ptaki, i milczą drzewa
Jak zaklęte w krąg na wieczność.
Zamknięta kłódka rdzą już śpiewa,
A miłość znów nie przetrwała.


WSZYSCY BIEGNĄ DO LASU 2017-08-26

Wszyscy biegną do lasu
Jak opętani, jak szaleni,
Gubiąc się w przestrzeni
Przewlekłego braku czasu.

Krzycząc, robiąc wiele hałasu
Niepotrzebnego, biegną do lasu,
Depcząc po drodze pozostałych,
Pozostawiając owoc słów obolały.

I ropieją rany na korze wierzby
Jak krosty powstałe z nienawiści,
Ile w ludziach jest zawiści
I zła? Płyną krople krwawe kręgosłupem.

Wszyscy biegną do lasu
Jak opętani, jak szaleni,
Tacy słomiani, tacy zagubieni,
Wciąż brak im czasu.

Złorzecząc, przeklinając sromotnie,
Niszczą ostatnie płatki delikatne,
Obrażają jak wulgarne chamy -
Cicho brzmi głos biednej, smutnej damy.

I ropieją oczy duszy, szarzeją jej zwierciadła
Jak niebo w pochmurny dzień.
Stojąc po kolanach w rzeczywistości mokradła,
Tonie jak kamień, pozostaje już tylko cień.

Wszyscy biegną do lasu,
Co szemrze liściem z bólu,
Lecz może jest jeszcze miód w ulu
I przestanie brakować cennego czasu.

I przestaną obrażać, i przestaną znieważać
Wszyscy swoich współrodaków,
Bo nawet w rodzinie robaków
Może zaświecić słońce dobra i życzliwości.

I może przyjdzie jeszcze lato ponownie,
A słowa nie będą brzmieć odmownie
Tak i surowo jak kamienne twarze snów,
Może będzie jeszcze jak dawniej, może będzie dobrze znów.


WARTO BYŁO 2017-08-25

Tyle czekania i nauki tyle
O świetle, odległościach i o pyle.

Dziś zabłysnęło światło śliczne,
Siedemdziesiąt procent magiczne
Na dyplomie widnieje.

Duch w głębi człowieka się śmieje
Śmiechem i radością, świadomością
Zdania trudnego egzaminu.

Na państwowym zwoju pergaminu
Zdania sformułowane w zwycięstwo,
Honor, odwaga, męstwo.

Tyle czekania i nauki tyle
O świetle, odległościach i o pyle.


KAMIENNE HORTENSJE 2017-08-25

Spadają zasłony milczenia,
Przeszłość ma pretensje,
Już kwitną hortensje
Z kamienia, z kamienia.

Zacięły się zawiasy prawej ręki,
Panika aż do opadnięcia szczęki
I te łzy jak korale deszczowe,
Co bębnią o szybę, co bębnią o dach.

W oczach jeszcze większy strach
Niż dotychczas, sromotnik w las
Wrastający niegodziwie. Sprawiedliwie
Zamykają się usta niespłoszone.

Spadają zasłony milczenia,
Przeszłość ma pretensje,
Już kwitną hortensje
Z kamienia, z kamienia.


WYZWISKA 2017-08-25

Od złodziejek wyzywana,
Łacina na uszy nakładana
Jak makaron farmazoński,
Lej zatkał się szpetotą słów.

I już nie chce się znów
Wstawać o świcie, rów
Głęboki kopany,
Krwawią świeże rany.

Patogenny jest ten świat,
Ludzkością zatruty kwiat
Na brzegu istnienia, zaćmienia
Same księżyca, już tylko szubienica.

Od oszustek, naciągaczek nazywana,
Dusza brutalnie wyrywana
Z jej piersi, z jej gardła, z jej myśli,
Piękny sen jeszcze się nie ziścił.

W bukiecie starganych liści
Wystają słowa też miłe, kulturalne,
Proste, lecz nie nachalne;
Czerwona słuchawka ulgą.


WYBUCH WULKANÓW 2017-08-25

Wybuchły wulkany uśpione,
Wybuchły z siłą one
Wielką, ogromną jak wszechświat,
Lawa myśli popłynęła.

Dusza od niej zapłonęła
Jak pochodnia gorąca,
Stała się gorętsza od słońca
Złocistego na niebie.

Wybuchły wulkany zastygłe,
Wybuchły z siłą podwojoną
I rozlały się gorące krople,
Poparzenia powodują obrzydłe.


DO MILCZĄCEGO 2017-08-24

Milczysz i tą ciszą przeplatasz się z przeszłością
Jak wiklina. Czy ty nie masz serca? Przepływa ślina
Z tęsknotą, z myśleniem, z samotnością -
Chciałeś, by cię pokochała, a jak zaczyna,
To zostaje znów sama nieszczęśliwa dziewczyna.

Milczysz wydarzeniami, milczysz niedopowiedzeniem
Jak kamienne mury zamków, co jej pokazałeś.
Tęskni myślą, dłonią i smutnym spojrzeniem
Ku słońcu, a one nie zna odpowiedzi, czy ją już wymazałeś
Ze swego życia?

Milczysz jak grobowce na cmentarzu,
A jej serce umiera, będąc w bandażu
Słów dla pocieszenia. Podczas zaćmienia
Wychodzą wilki z lasu, mogą ją porwać,
A wtedy nie będzie budowy wspólnego szałasu.

Przerwij więc milczenie, przerwij swoje grymasy,
Zanim zmienią się bezpowrotnie czasy,
Zanim uschną wszystkie morza i lasy,
Przerwij więc ciszę, przerwij zło ubrane w cienie
Tęsknienia, samotności, przemijania.


PROZA TOCZONYCH ROZMÓW 2017-08-24

Słowa jak słomiany strach na wróble
Krzyczą, że to buble, że nic nie warte
Produkty. Krzyczą też wiadukty
Niewinności, pięść zaciska się w złości;
Są ludzie skomplikowani i prości.

Wciąż nie, wciąż nie, aż zatyka się w tle
Przelot myśli i chęci, jak na karuzeli
Kręci się czas. Dobrzy i źli klienci
Wywoływani po kolei, niektórzy wprost weseli
Niczym po kilku głębszych.

Słowa, jak krople niełaskawych biczy deszczu
Doprowadzają ciało do głębokiego dreszczu
I spazmami zniechęcenia targają jak falami
Wzburzonymi podczas sztormu. Cisza nastała.
I znów jak osika zadrżała od szarych odpowiedzi.

I jedno zdanie w głowie jej siedzi
Okrutne, nieprzyzwoite, niesprawiedliwe,
Że jest złodziejką, że jest oszustką,
Aż oczy musiała otrzeć białą chustką.
Ciężki ten jeden okruszek chleba.

Słowa jak noże i jak brzytwy tną głos, i skórę,
Krwawi chrypieniem, wchodząc pod górę
Jak ten Syzyf biedny, jak ten don Kichot
Walczący z wiatrakami. Chciano odrzeć
Z natury tajemniczy kwiat przez słuchawkę.

I teraz przed oczami ma migawkę
Światła i cienia, jak klatki filmu i jak fotografie
W albumie. W samotności i w tłumie
Jednocześnie znajduje się cicho-ciemna,
Chce frunąć jak ptak, lecz proza taka przyziemna.


SERCE NIE CHAMKI 2017-08-23

Od świtu słyszę słowa: "nie, dziękuję",
A ja tylko zapraszam na przyjęcie wesołe.
Odmowa cierpki ma smak, goryczką smakuje,
A me kieszenie wciąż są gołe.

Od świtu słyszę słowa: "nie skorzystam",
A ja tylko grosiki chcę sobie zebrać
Jak muszelki z plaży czy diamenciki z gwiazd -
Wszyscy odmawiają, rzecz oczywista.

Od świtu słyszę słowa: "nie domagam, za daleko mam",
A ja tylko trwać muszę, więc trwam.
Składam zaproszenia w złociste ramki,
I mimo tej umiejętności, nie mam serca chamki.


ZABIJASZ JĄ CISZĄ 2017-08-23

Zimno w ręce, zimno w serce,
Milczysz jak posąg z kamienia,
Nakazujesz trwać jej w udręce,
Nawet szeptem nie odezwiesz się.

Za tą ciszę kochać ma ciebie?
Za tą ciszę ma być ci wdzięczna?
Cisza ta w uszach bardzo dźwięczna,
Niczym hymny smutku, samotności,
Tęsknoty.

Zimno w nogi, zimno w rozum,
Milczysz jak posąg z kamienia,
A to milczenie ją zabija, zrozum
I odezwij się choć jeden raz, ostatni raz.


WOLNA JAK PTAK 2017-08-22

Wzniosła się jak ptak, wolność zapachniała
Spadającym liściem na jesień, złocistością zbóż
Omdlewających pod ciepłem słońca, zajaśniała
Światłem na licach sennych już wzgórz.

Teraz będzie lecieć wolna jak ptak, unosić się tak
Po prostu pomiędzy przestrzeniami,
Już nie chce opadać na dno jak kamień
Wrzucony do wody. Już nie chce płakać z wrzosami.

Wzniosła się jak ptak, wolność zapachniała
Czystością migotania fal, migotania gwiazd,
Z góry życia, jak dziecka na sankach zjazd
Prosto do wolności. Prosto do wolności.

Teraz już nie będzie drżała jak osika, nie będzie płakała
Jak deszcz szary z szarych chmur, w rozliczeniu dziur
Nie napotka. Nie będzie się też więcej potykać, nie będzie umykać
Jak mysz w popłochu ani jak szczur. Teraz już tylko uśmiech.


CISZA 2017-08-21

Cisza, drzwi skrzypienie rdzawe
Kołysze melodią do snu. Niemrawe
Toasty wznoszone na cześć życia.
Wiwat, wiwat życie! Tajemnice ciągłe
Rozpościerają swoje skrzydła białe,
A białe są prześcieradła dla nocy.

Na próżno jest nam mrużyć oczy,
Szarość nie kaleczy źrenic, lecz dusze.
Syczeniem grzechu napełniają się grusze
I jabłonie, pocałunek w ciszę, pocą się dłonie,
A ślina przepływa jak nadzieja przez wiarę,
Zamykając wszystkie mgły w słoik z dziurkami.

Co będzie z tobą, co będzie ze mną, z nami?
Pełzniemy przez świat, ciągnąc skorupę na grzbiecie
Jak ślimak. Wilgoć z rosy napływa nam do ust, brzegami
Wypływa strach z obawą, lecz to jeszcze nie kielich
Rozkoszy. A w strefach milczenia składamy ofiarę z gwiazd.
Szachownica myśli - raz cień, a raz blask.

Cisza, kroki człecze, nadchodzi jutro nieznane,
Otwiera sobie drzwi do mojego świętego miejsca.
Nie wpuszczam go w głębię, wystarczy słowo na przejścia
Tle, aby zadrżała Ziemia od wstrząsów granicznych.
Rozmowa dwóch osób w języku mimicznym, komicznym
Już poniekąd. Znów cisza, bo słowa są takie niepoukładane.


ŚLAD NADZIEI 2017-08-21

Dzisiaj idzie śladem zastygającym w błocie,
Spogląda nijako na but, co wygrzewa się w słońcu
Jak kot leniwie, leżąc na sąsiada płocie.
Dzisiaj idzie drogą tą samą, może dojdzie w końcu
Do celu, do mety, do miejsca upatrzonego w marzeniach.

Powoli, krok po kroku idzie jak słoń ciężki, na paluszkach
Swych, niczym prima balerina tańczy taniec nadziei
Wśród szarości kniei
Przydrożnych, za okiennych poruszanych wiatrem.

To miał być już koniec tysięczny, z miliona spojrzeń
Miał narodzić się czas zupełnych ulg, lecz życie dalej trwa
I wydaje rozkazy na prawo i na lewo, jak dowódca
Armii w czasie zmożonych walk artyleryjskich.

Dzisiaj idzie śladem mokrym od deszczu, płacze świat
Ukradkiem, gdy nie patrzy, jest on świadkiem
Okrucieństwa, cierpienia, męczeństwa,
Czasem jednak w tęczę potrafi zamienić siebie
I ukazać raj tu, na Ziemi, a potem jeszcze w Niebie.


TY I JA - CHŁOPAK I DZIEWCZYNA 2017-08-21

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Śmiech szympansa, trąba słonia,
Schwyciliśmy motyla, trzymamy go w dłoniach;
Swędzi nadal komarza ślina.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Chrapanie kolibra, adopcja wydry,
Niedźwiedzi taniec, z myśli wydmy
Już usypane; sen nadchodzi, oddzielności godzina.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Złączone nasze ręce i serca,
Śrubokrętem śrubunki rozwierca -
Nie ma stacjonarnych zwłok, inna mina.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Jak pies i jak kot jesteśmy.
Świt nadchodzi wczesny -
Serce z rozumem cicho się przeklina.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Siedzimy sobie na tapczanie,
Coś mi to przypomina;
Mamy swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
W myślach mamy tajemnice,
Co prawdą są, jak kotwice
Spuszczane do morza, widzę nas.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Ty kaktus, ja róża,
Oboje kochamy się w podróżach;
Przeciągana na swoją stronę lina.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
A w rogu domu pajęczyna
Utkana z nici samotności,
W pocałunku odrobina miłości.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Tęsknota i obojętność,
Raz odrzucenie, a raz namiętność
Wyrzuca nas na brzeg Wełtawy.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Zalety i wady, nadzieje i obawy -
Co nam z tego wyniknie?
Wkrótce słonecznik już przekwitnie.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Trzymając się za ręce, do kina
Idziemy, płyniemy z deszczem,
Wplecieni w nicość i w dreszcze.

Ty i ja, chłopak i dziewczyna:
Czas upływa, my upływamy
Z każdą minutą - zbudujemy dobry dom?
To pytanie ciągle napływa do ust.


UTKWIŁA 2017-08-20

Tkwi jak cierń pomiędzy wczoraj a dzisiaj,
Chciałaby stać się tęczą wrażliwą, jaśniejącą
Po burzy, co przekreśla myśli piorunem
Złocistym, przekreśla niczym Posejdon potężny.

Orzeł w kieszeni mieszka mosiężny,
Spogląda na świat w kroplach jej łez,
A przecież to tylko kwitnie bez, zachwyca
Swym zapachem, szaleje noc za gwiazdami.

Nic nie jest pewne, nic nie jest znane,
Na morzu przeżyć statki chwil rozbujane
Tak mocno, aż migocze słońce. Agregat
Decyzji trzeba uruchomić, lecz chaosu nie da się poskromić.

Zatem tkwi jak kamień na polnej drodze,
Kuśtyka o jednej nodze. Przeznaczenie
Wlecze się za nią, jak za jakąś panią,
Lecz ona, jak pani wieczysta, maluje usta czernią srodze.

Może za dzień lub za dni tysiąc, może za milion dni
Utoną fałszywe łupiny od orzechów i w lesie śmiechów
Zanurzy się cała jak nimfa, jak lilia wspaniała, a sny
Przemienią się w radosne fale. Może wtedy zaczną się szczęścia bale.


BLISKO, LECZ NIE ZA BLISKO 2017-08-20

Tak blisko, lecz nie za blisko,
Mokro, niebezpiecznie, ślisko,
Pocałunek ciepły, nie za gorący,
A wewnątrz ogień płonący.

Tak blisko, lecz nie za blisko,
Wciąż nieznane jest wszystko,
A za mgłą kolejnych dni sen
Przypływa statkiem pragnienia.

Tak blisko, lecz nie za blisko,
W blasku słońca, w zimy cieniach
Zamarzają drzwi do serca, stapiasz je
Słodkim słowem, westchnieniem, spojrzeniem.

Tak blisko, lecz nie za blisko,
Jak kot i jak psisko
Poczciwe kręcisz łbem,
Jesteś złym i dobrym snem.

Tak blisko, lecz nie za blisko
Twe oddechy, twe słowa i twe milczenia -
O co chodzi w dzisiaj? Do misia
Przytulam się tej nocy, a miś z pluszu.

Tak blisko, lecz nie za blisko,
Święte imię, znaczy coś nazwisko,
Lecz oczy wypowiadają niepewność -
Jak nimfa, jak rusałka daję ci zwiewność.

Tak blisko, lecz nie za blisko
Gwiazdy migoczą, księżyc wzdycha,
Tajemnice na wietrze kołyszą się,
A ja nadal nie wiem, czy kocham cię.

Tak blisko, lecz nie za blisko
Były żniwa, teraz ściernisko
Na polu marzeń, zasadzimy nowe ziarno -
Wykiełkuje może miłość, będzie warto.


PO LATACH 2017-08-19

Dwie dziewczyny, dwie koleżanki
Spotkały się po latach.

Ciasteczka na talerzu, kawy dwie filiżanki,
Rozmowa o kwiatach,
O życiu, o niezdecydowaniu,
O miłości, o kochaniu,
O podróżach, o różach
W ogrodzie, o kaktusie,
O plamach na obrusie,
O komarach, o swędzeniu,
O dzieciach i o psach.

Dwie dziewczyny, dwie koleżanki
Spotkały się po latach.

Fioletowe kuleczki w misce, soku dwie filiżanki,
Rozmowa o radościach, o łzach,
O latach w szkole, o hecach,
O kosmetykach, o spódnicach,
O bratowych nieodpowiednich,
O decyzjach odpowiednich,
O skrzywieniu kręgosłupa,
O papierosach, o kawie,
O snach i o jawie.

Dwie dziewczyny, dwie koleżanki
Pogodziły się po latach.


MOC KOMARÓW 2017-08-19

Niby niegroźne stworzenia, komary
Zowią się, odprawiają czary
W lasach ciemnych, w lasach wilgotnych,
Ich atak nigdy nie jest łagodny.

Swędzi bąbel na bąblu, czerwieni się
Jak nos Rudolfa, swędzi cię
Takie ugryzienie, ugryzień tysiąc,
Wściec się można, mogę przysiąc.

Niby niegroźne stworzenia, małe
Komary gryzą jak wampiry wściekłe,
Jeden za drugim, idąc lasem długim
Ma się ciało pokąsane całe.

Swędzi bąbel na bąblu, piecze jak w piekle
Ogniki straszliwe. Jak to możliwe,
Że komar niepozorny ma taką moc?
Człowiek drapie się w dzień i w noc!


ATAK ŁABĘDZI 2017-08-19

Zaatakowani przez łabędzie
Uciekają do wody, w las, wszędzie,
Panika wzbiera się na chmurze
I wzbija się z dołu ku górze.

Zaatakowani przez łabędzie
Piękne, dostojne, białe.
Uciekają dorośli i dzieci małe
Przed siebie, za siebie, w bok.

Zaatakowani przez łabędzie
Głodne, spragnione, co to będzie?!
W lewo krok, w prawo krok,
Na pomost szybko skok.

Zaatakowani przez łabędzie
Płynące sznurem, w rzędzie -
Taka to nadjeziorna draka -
Plażowicze wystraszyli się łabędzia, ptaka.


ZAWSZE JEST INACZEJ 2017-08-19

Niewiedza, nieznane, stan,
Inne były założenia, inny plan
Na życie, na dni, na noce.

Wiatr w pranie łopoce
Jak w żagle żaglówki,
Błysk stalówki pióra,
Raz morze, a raz góra.

Niewiedza, nieznane, stan,
Codzienności filtr i skan,
Z serca biorą się moce.

Nowy dzień, kolejny dzień,
Kartka z kalendarza,
Dziś nikt na nikogo się nie obraża;
Nadzieją przeganiany smutków cień.


ODPŁYWAJĄ STATKI WSPOMNIEŃ 2017-08-19

Odpływają statki wspomnień morzem
Wzburzonym jak niebo przecinane błyskawicami.
Za tysiącem gwiazd, za jednym księżycem
Wiją się węże nieprzytomne, senne, pijane.

A to są przecież nasze myśli poskręcane
Jak warkocze z dawnych lat, jak chaos
Nieokiełznany, niepoznany jeszcze dokładnie,
Choć tak ciężko iść do przodu, kwiat ładnie
Spogląda przydrożny. Piękno, nadzieja w nim.

Odpływają statki wspomnień morzem
Spokojnym jak trawa podczas bezdechu dnia,
Cumują na wyspach marzeń, w snach
Znajdują przystań, która potrzebna jest jak tlen.

A to są przecież nasze nadzieje, że teraz to ten
Jest moment, ta chwila odpowiednia na wieczne amen,
Lecz coś znów idzie nie tak, miłość spisuje już testament,
W nim rozdziela skarby na dwa przedziały.
Nikt z nas nie jest doskonały - od łez, od uśmiechów uginają się regały.

Odpływają statki wspomnień, powinny odpłynąć
Morzem, oceanem, rzeką. W podróż daleką
Wybrać się, zrobić miejsce na rzeczywistość,
Na przyszłość - od nowa chcę napisać tę powieść.


CHCĘ IŚĆ 2017-08-19

Stoję w miejscu, choć chcę iść dalej,
Proszę lubego, czystej nalej
Mi wody oczywiście, lecz mgliście
On sam patrzy na mnie i na życie.

Przepływa dzień po dniu to życie,
Przepływa przez palce, przez sito
Myśli, uczuć, nadziei, porażek,
Zatrzymanie chwili, odlatują w postaci ważek.

Stoję w miejscu, choć chcę dalej iść,
Nic, wciąż nic, tylko ponownie liść
Spada z drzewa, to już jesień prawie;
Nic, ciągle nic w śnie i na jawie.

A życie przepływa, nie czeka na
Wolno idących, na stojących
W miejscu. Nie czeka...
Już siwy włos w warkocz się zaplata.

Stoję w miejscu, chcę iść, chcę,
Lecz nie mogę, jestem posągiem z kamienia,
Z tą różnicą, iż nikt mnie nie zwiedza, nie ogląda;
Upływam jak rzeka wraz z życiem, wiem.


WYSTAJĄCA CISZA 2017-08-19

Cisza wystaje zza muru czerni
Jak chochoł z baśni, jak wyraz waśni
Rodu Kapuletich i Montekich.
A my błądzimy po alei myśli kalekich.

W chwilach jeszcze żywych, lecz już dalekich
Wzdycham do lustra, ono mi towarzystwem.
Rzeczywistość jest zupełnie innym pomysłem,
Niż to sobie zakładałam nad brzegiem rzeki.

W chwilach jeszcze żywych, lecz już jak mgła
Znikających, blednących nad ranem, o świcie,
Wzdycham do lustra, samotność ma się znakomicie,
Idzie ze mną wszędzie, idzie ze mną nawet w snach.

Cisza wystaje zza muru czerni
Jak chochoł z baśni, jak wyraz waśni
Rodu Kapuletich i Montekich.
A my błądzimy po alei uczuć kalekich.


PONIEKĄD SŁONECZNIE 2017-08-16

Słoneczną dłonią schwyciłeś warkocz
Jej myśli, a myśli zwichnięte, pomięte
Jak kartka papieru ze złym słowem.

Słonecznym słowem, co milczeniem jest
Cieni niegroźnych, cieni życiodajnych,
Pogłaskałeś skronie dla myśli fajnych.

Słonecznym głosem zabrzmiałeś jak chór
Ptasich śpiewaków. Wskazałeś jej rząd chmur
Beztroskich, białych, sielskich.

Słonecznym szeptem chciałeś wskrzesić
W niej dreszcz z emocji, z podniecenia,
Lecz ona twarda jak łupina orzecha, machnęła ręką od niechcenia.

Słonecznym spojrzeniem ją otulałeś
I pytałeś: co będzie z wami dalej?
Ona jak posąg milcząca, ramionami wzruszyła.

Słonecznym pocałunkiem rozjaśniłeś
Niebo w jej sercu, niebo w jej oczach,
Lecz tylko na chwilę, śniłeś.

Słoneczną rozmową w szczerości
Utkałeś delikatną nić porozumienia,
Lecz znów osobno idziecie.

Słoneczny las zaszumiał nadziei pieśń,
Tylko pomiędzy szczelinami życia
Rośnie niewiedzy ciągłej pleśń.


PAJĘCZYNA NICOŚCI 2017-08-14

Pajęczyna nicości pochłania myśli
Strudzone każdym dniem, każdym oddechem.
Gdzieś, pomiędzy łopatą a piórem, grzechem
Otulają się zmysły w snach, w ekstazie, w mgłach
Nieznanych chwil, decyzje czekają na podjęcie
W niecierpliwości.

Ramiona ciemności
Nie puszczają słów na wolność.
Ramiona ciemności
Nie puszczają słów w otchłań.

Pajęczyna nicości zalśniła jak złoto
W promieniach słońca. Z gorąca
Stopiła się jak asfalt, jak tłuszcz na patelni,
Musimy iść, musimy być dzielni
Jak nigdy przedtem, jak nigdy dotąd;
Przeszłość jest milczeniem, wyczekiwaniem.

Ramiona ciemności
Tulą mocą swego istnienia.
Ramiona ciemności
Tulą mocą białego cienia.

Pajęczyna nicości oddycha własnym pięknem,
Złapana mucha nie uklęknie
Przed majestatem samotności;
Trwanie w nicości, trwanie w nicości -
Gdy popada deszcz, kurz mocno zmięknie
I powstanie tęcza w kałuży.


TRZYNASTA MINUTA, TRZYNASTA GODZINA 2017-08-14

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Coś zaszumiało, coś zaszeleściło w trzcinie
Serc czerwonych jak maki i jak krew,
Sfrunął ptak na krzak, rozległ się śpiew.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Wbił nóż prosto w duszę niewinnej dziewczynie
I niczym Kuba Rozpruwacz wybebeszył ją
Brutalnie, bez mrugnięcia okiem, pewnym odszedł krokiem.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Stawem i strumieniem wąż braku szacunku płynie,
Kąsa boleśnie w czułe pragnienia,
Prowadzi prosto do ich przeznaczenia.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Coś się kończy, coś się kończy. W lawinie
Słów słowa prawdziwe, słowa niepotrzebne,
Spadł Ikar, skończyły się jego loty podniebne.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Nie umiem ci nic już powiedzieć, czerwony kapturek
Już nie rozweseli, już nie zadowoli, wzgórek
Szczęścia staje się doliną, łzy jak wielka rzeka płyną.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Powstał smutek, ból i żal.
Zanim na dobre rozpoczął się, to już skończył się bal
Wzajemny. Miłość nie zakwitła, świat już inny, potajemny.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Już nie wiem nic, choć wiem nader wszystko,
Boleśnie. Kamienie wypełniają serca wnętrze,
Iluzją były białe kwiaty na pierwsze spotkanie.

W trzynastej minucie, w trzynastej godzinie
Wzdycham otumaniona świadomością twoich słów
I już nie wiem, czy chcę kolejnego spotkania znów -
Ciężar prawdy przygniata na parterze i na piętrze.


ZABIŁEŚ JĄ 2017-08-14

Zabiłeś ją przykrym słowem,
Strzał prosto w głowę,
Strzał prosto w serce.
Brakiem szacunku zabiłeś ją.

Pociąłeś ją żyletką słów wszystkich,
Tango języków ognistych
Puściłeś ku niej i teraz na nic
Pocałunki, przytulenia, spotkania.

Zabiłeś ją swoim zachowaniem,
Swoim lekceważeniem, brakiem
Obecności w radości i w potrzebie,
Zabiłeś ją świadomie, znicz pali się na grobie.

Już nie masz dziewczyny, posągiem
Z kamienia znów się stała. Wzrokiem
Wodzisz po świecie, na nic tęsknić po kobiecie,
Której nie kochałeś,
Której tak naprawdę nie chciałeś.

Zabiłeś ją zimna sztyletem,
Łza goni łzę w duszy, z serca
Wypływa krew. Stygnie powoli gniew
Jak lawa z wulkanu. Bagnetem
Bezsensu zabiłeś ją...


WULKAN PRAWDY NA KONIEC 2017-08-14

Już nastał świt jasny i wyrazisty,
A wczoraj jak koszmar, jak sen mglisty
Przetacza się jeszcze za powiekami -
To wulkan prawdy wybuchł między nami.

Prawda słona jak morska woda,
Tak wielce ubolewa serce, wielka szkoda,
Iż nie można na ciebie liczyć w potrzebie -
Powoli zmierzamy do końca, na pogrzebie
Wkrótce znajdziemy się naszej znajomości.

Nie pomogą już pocałunki,
Nie pomoże przyjemny dotyk, ani trunki
Z miłych słów pojedynczych, ani prezenty
Nie pomogą, bo serca nie zmuszą się, gdy kochać nie mogą -
Jak kot i pies jesteśmy, wkrótce pójdziemy oddzielną drogą.

Już nastał świt jasny i wyrazisty,
A wczoraj jak koszmar, jak sen mglisty
Przetacza się jeszcze za powiekami -
To wulkan rozczarowania wybuchł między nami.


STRAŻNICY SERCA 2017-08-12

Przeszłość zawisła na ciszy pajęczynie,
Skwierczy brakiem słów, na pięciolinii
Jest nutą wspomnienia i tęsknoty, ślini
Na widok się jej oczu niebieskich. Minie
Westchnieniem, chwilą, tysięcznym powrotem.

Posągi kamienne chronią wrota do serca,
Nie wydają klucza nawet upoważnionym.
Serce doznało ciosu, było nie docenionym,
Teraz milczy jak zaklęte, nie umie się obudzić.

Teraźniejszość musiałaby bardzo się natrudzić,
By jak książę pocałunkiem królewnę Śnieżkę zbudzić
Malinowym, soczystym i prawdziwym,
Lecz mocno ono śpi, świat widzi całym fałszywym -
Czy przebudzenie będzie momentem możliwym?

Posągi marmurowe chronią wejście do serca milczeniem,
W środku płynie lawa jak wrzątek, zasłaniają ją cienie
Wrzeszczące jak wróble spłoszone przez burzę,
Pamiętam nadal piękne, białe róże - bukiet świeżych wzruszeń.

Przyszłość wdziera się nieprzejednana przez mury
Tej chwili, wciąż są dla siebie mili,
Lecz samo polubienie nic nie daje, wystają rury
Niedopasowania, pisklę kwili
W dłoniach strudzonych od upływających lat.

Posągi plastikowe jak manekiny stoją, chronią ostatek
Myśli płynących serca wodami, między nami
Ciągle coś i ciągle nic. A ono nie przestaje śnić
O szczęściu wylewającym się z kielicha po brzegi.


UPADAJĄCE ZERO 2017-08-12

Zamilkły wierzby płaczące i grusze
Nad grobem pełnego zera, doskwiera
Ból przeszywający jak sztylet złości,
Zero ma potłuczone swoje kości.

Zamilkły graby i dęby,
Ustawiły się w rzędy,
Niesamowicie zdziwione
Patrzą, jak wypływa żywica z zer.

Zamilkły akacje i sosny,
Świat jedynek i szóstek zazdrosny
O skrawek lata, o skrawek wiosny;
Lecz gorzej ma zero, samo nic nie wskóra.

Zamilkły świerki i jabłonie,
Zacierają z kory swe dłonie
Na przestrzeń ciemną, ciemna dziura
Pochłania zero, upadek, łzawi chmura.

Zamilkły kasztany, zamilkła jarzębina,
Minuta ciszy, minuta milczenia
Dla śmierci uświęcenia
Zera, samo jedno jest bez znaczenia.


ANGIELSKIE PEREŁKI 2017-08-12

Małe, angielskie perełki,
Łapię je kącikiem serca,
Szarość marzenie uśmierca,
Lecz ja mam słów widełki
Dla obrony, dla przetrwania.

Małe, angielskie perełki
Chowam do kapelusza chwil,
Odległość wielokrotnych mil,
Przez ocean i przez morze
Strąca je ku mnie wiatr.

Małe, angielskie perełki
Trzymam za pazuchą, tam ciepło
Od serca je ogrzewa, nie będzie piekło
W ich serduszka niestrawnością;
One nie są moją własnością.

Małe, angielskie perełki
Rosną w cenę jak kwiaty
Na łące dni płynących,
W oczach ciemnych pragnienie
Ich dotknięcia płatkiem róż.

Małe, angielskie perełki
Chronię przed kumulacją burz.
Niosę je w złocie do wzgórz
Następnych dni. Otulają je sny -
Perełkami jesteśmy właśnie my.


W RYTMIE DESZCZU 2017-08-11

W rytmie deszczu gramoliły się chrabąszcze
Z dawnych lat, wspinały się po ścianie
Jak alpiniści wytrawni. W słowach wielce poprawni,
A na zakręcie cisza i toast za wszystkich żywych.

Parę błysków flesza oślepiło sokoli wzrok,
W nieznane postawiony krok,
Teraz czekanie, jak cień przesuwa się w stronę
Podwójnego serca. W koszu schowane marzenie.

W rytmie deszczu chwytają ramiona niepewności,
W nadziei ciągłe budzenie się, od nowa w naiwności
Być może już, lecz nie przestaje płynąć struga
Wiary. W marmurach burzowych zakręca się ścieżka długa.

A w przejściu mówione modlitwy na placach innych miast,
Szeroka dość framuga przepuszcza węże szarości
Na wolność, granaty wybuchają w blasku błyskawicy,
Dzięki betonowemu dachowi czystość nadal w dziewicy.

W rytmie deszczu chwytają się brzytwy straceńcy
I idą przed siebie, przemieniając się w rozsądek inaczej;
Cisza utula się w czekaniu na coś nadzwyczajnego,
Błysk, splątanie lianą nadziei zieloną, lśni coś tęczowego.


IMPREZA POD MOSTEM 2017-08-11

Pod mostem zatańczyli tango z burzą,
Z piorunami złocistymi jak złoto,
W ustach trzymali kwiat, z różą
Słów szemrali jak deszcz natarczywy.

I ruszyli przed siebie, prosto w błoto,
Na przełaj szli jak grzmot potężny,
Zadzwonił w kieszeni klucz mosiężny,
Bóg robił zdjęcia winowajcom...

Pod mostem zatańczyli tango z burzą,
Z piorunami kulistymi jak piłki,
W dłoniach butelek opiłki
Ze szkieł, poranieni wyszli z mgieł.

I ruszyli przed siebie, prosto w deszcz,
Po plecach cichy przeszedł dreszcz,
Chłosty dla nich specjalnie sporządzone...
Noc, a niebo jak w dzień oświetlone.

Pod mostem zatańczyli tango z burzą,
Pomiędzy ścianą a ścianą niemą roznoszą się echa,
Przed dalszą podróżą
Zamknęli swe dusze, wygnali przemoczonego pecha.

I ruszyli przed siebie, w ciemność i w jasność
Naprzemienną, strugi niebieskie płynęły
Jak rzeki i oceany, znieczuleni procentami
Wymiotowali na pamiątkę tegoż zdarzenia.


BURZA, SEN ITP. 2017-08-10

Burza, sen, potęga,
Zapisuje się piórem dnia księga
Życia, księga szlaków i dróg,
Zza zakrętu spogląda Pan Bóg.

Burza, sen, wyznania
Z samego rana, na kolanach
Słowa szeptane do ucha,
Ożywiona tylko mucha.

Burza, sen, przemyślenia
Jak plamy na ścianach, jak objawienia
Na Jasnej Górze, w serca ogrodzie róże
Kwitną i pokrzywy. Los wciąż jak zgarbiony starzec, krzywy.

Burza, sen, pobudka, otwarte oczy,
To już następna chwila raźnym krokiem kroczy,
Trzeba zapomnieć o wczoraj, co minione
I iść wedle planu nadesłanego niegdyś z gwiazd.


PEWNA ROZMOWA 2017-08-09

Rozmowa w środku miasta, na krańcu nadziei
Trwa, spóźniona jest samorodnym zachowaniem
Rozmówców, jednego z nich, jakieś pobudzenie
Niezdrowe tworzy oczopląsy, połaskotane wąsy
Mądrości zostały, ukłon, opadły sandały.

Zadzwonił telefon, wibracje zabuczały w drewnie
Biurka. Spojrzenie przez dziurkę od klucza,
Czy to mądrość, czy już stan totalnego zepsucia?
Nie odebrała, jak zawsze raźnie i pewnie
Postawiła nowy krok, choć nie opuszcza jej mrok.

Rozmowa w środku miasta, dystyngowany stół z wodą
Miał umilić czekanie na zawartość dziwnego curriculum vitae.
Lica blade jak ściany w poczekalni, tylko sofy jak usta pomarańczowe
Nakłaniały do cierpliwości, to miało nadejść lepsze i nowe,
Jednak wolała wrócić do stodoły, tam narysuje kolejną wizję kredą.

Już nie dzwoni telefon, nie wibruje, noc jest pewna i sztywna,
Gdzieś w przeszłości bucha podniecenie niestabilne, niezdrowe,
Aż chwyta się za głowę i już nie chce, milczenia słowem
Zapada w sen zimowy jak niedźwiedź brunatny, serce to organ podatny
Na złamania, na rozczarowania i na ciąg dalszy ziemskiej drogi.


TURBULENCJE ŻYCIA 2017-08-09

Turbulencje życia jak w locie pierwszej klasy.
Stukają o chodnik dumne obcasy,
Lecz zmieniają się czasy, szumią lasy
Melodię nieznaną, melodię pijaną
Nieco od miasta zatrutego spalinami.

Już nie wiem, jak będzie między nami,
Jak to się ułoży, jak to się wydarzy,
Kiedy razem przejdziemy się po plaży,
Kiedy zmienimy się stronami.

Turbulencje życia jak w locie klasy ekonomicznej.
Nocą chwytam gwiazdkę z nieba, gwiazdki magicznej
Potrzeba dla ułożenia dobrego snu. We wnętrzu bzu
Rodzi się nadzieja na dalszy etap życia, lekkie przebicia
Następują raz za razem, aż kleksy nazwały się obrazem.


ZA ŚCIANĄ 2017-08-09

Za ścianą tęsknoty i żale
Trzeszczą jak w słuchawce słowa niewyraźne,
Urządzają smutków bale,
Bawią się niepewnością doskonale.

Przeszłość nowym oddechem
Chce rozbudzić miłość przygasłą,
Teraźniejszość upaja się grzechem
Na wyjeździe, światło miłości przygasło.

Za ścianą rozterki, myśli i wspomnienia
Przechadzają się aleją cienia,
Zza posągów wystają serca druty;
Cicho idą samotne nadal buty.


ODNOŚNIE PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI 2017-08-08

Odnośnie błękitów nieba i tafli bajorka
Sprawy się imają. Gdzieś w zaroślach kaczorka
Szukała kaczuszka, z pereł słońca korale łańcuszka
Mienią się jak skarb, najcenniejszy skarb.

Odnośnie przechodzenia obok, nie zauważania
Piękna sprawy się imają. Blisko migotania
Jest wrażliwość pełzająca serca dnem,
Jawa przecież nigdy nie jest snem.

Odnośnie wróbli i kwiatów w ogrodzie
Sprawy się imają. Radio w samochodzie
Gra jak opętane, gra jak szalone
Melodię do tańca, melodię do różańca.

Odnośnie igieł, krwi i mgieł
Sprawy się imają. Przejrzystość szkieł
Od okularów jest tu niezbędna,
Agentka będzie z niej pierwszorzędna,
Jeśli tylko zgodzi się na pozyskiwanie klienta.

Odnośnie zaczynania i kończenia szybko zbyt
Sprawy się imają. Kosz lata, a w nim spryt
Kąpany jak w ukropie, a w szopie
Z drewna kilka powiązań e-miłości;
W ciemnościach zadrżały żywe kości.

Odnośnie wszystkich spraw ziemskich
Doczesność się ima. Kto to wytrzyma?
Zapowiedź książkowych postaci, a w połaci
Płaszcza jeszcze letniego, skrywa się pytanie,
Lecz bez odpowiedzi...


KOLEJKA PO ZDROWIE 2017-08-08

Stoi kolejka długa i zawijana,
Choć to początek dopiero jest rana.
Stoi kolejka długa i kręta,
Widać ją już na dwóch zakrętach.

Stoi kolejka długa, wije się jak wąż,
Podobna do tasiemca, rozrasta się
Z minutę na minutę. Ktoś puścił nutę
Na przełaj, by biegła, a ona stoi w kolejce.

Stoi kolejka długa, coraz dłuższa się robi,
Przestępuje gąsienica ta na nogę z nogi
I nie zejdzie ze ścieżki, i nie zejdzie z drogi,
Dopóki zdrowia nie dostanie na śniadanie.


DWA SPOJRZENIA NA MIŁOŚĆ 2017-08-07

Bukiet propozycji, życia towarzyszka,
Trzymasz ją za rękę, leży szyszka
W lesie głębokim, nie puszczasz jej
Za nic w świecie, sens jest w tej kobiecie.

Miłość może już kiełkuje, wyrasta, potęgą
Może się stanie, może wyrośnie małe kochanie,
Będzie dalszą częścią powieści, księgą
Zapisaną białą kredą na cichej ścianie.

Bukiet odległości, pierwsza dziewczyna,
Zdjęcia, piękno ciał, skacząca pierzyna,
Lecz echo smutek przynosi wspomnieniom,
Nie było ich, choć byli, poddali się rozstania cieniom.

Miłość może jeszcze gdzieś się tli, może nie umarła,
Lecz jak Titanic z lodowcem pragnień się starła,
Popłynęła przezroczysta kropla, czerwieni farba -
Spotkanie od lat przekładane, serca jak porcelana poskładane.

Już nie jest tak samo, już to, co minęło nie wróci,
Czas nie cofnie się wstecz, choćby nawet Wisłę zawrócono kijem,
Podniosła wtedy kamień, ujrzała żmiję,
Teraz rozsądek z sercem ciągle się kłóci.

A czas ubiera się w suknie czarne, czasem eleganckie,
Czasem żałobne, gwiazdy są jak guziki złote,
Ozdabiają w sercach samotności słotę
I układają marzenia do snów, księżycowi tajemnice szepczą.


USTANIE TAŃCÓW KAMIENNYCH I HARDYCH 2017-08-07

Tańce kamienne, harde ustały,
Trzasnęła słuchawka telefonu o blat,
Zaczerwienił się świat, zaczerwienił się kwiat
W białym pomieszczeniu, aż wszystkie cisze zadrżały
Jak schłodzone ciało jedno w tysiącu bukietów burz.

Szła taka nieprzytomna, rozdygotana, szła wzdłuż
Pola złotego od słońca i promieni jego.
Diagnozę usłyszała, że to naczynie krwionośne, ich splot
Daje takie strumienie bardzo czerwone, taki czerwony lot
W górę i w dół, jak na karuzeli.

Szukała pomocy, lecz specjaliści wyjechali z kraju,
Naćpała się, jest na haju czerwieni,
Wciąż widmo rwących strumieni
Widnieje na niebie błękitnym, na niebie niegroźnym,
Już nie mogła dłużej rozmawiać z woźnym.

Solą ma posolić sobie dziurki, przełożyć nitkę
Przez ucho igły i szyć kaftany bezpieczeństwa.
Jednym słowem zakończyła stan męczeństwa,
Wzięła szmatkę i przeciera w oknie szybkę.
Być może stanowi dla kogoś kochaną rybkę.

Tańce kamienne ustały, tańce harde
Zamknęły teatr potliwości, oczy twarde
Jak kamienie nic nie ukazały, choć to zwierciadła
Dusz ludzi, ich milionów i miliardów.
Czas na nowy krok, czas na nowy etap drogi.


MIĘDZY MIŁOŚCIĄ A MIŁOŚCIĄ 2017-08-06

Między miłością a miłością
Gubią się serca w ich labiryncie.

Pocałunki jak czekolady smak,
Pocałunki jak dżem z truskawki.

Wspomnienia kołyszą statkiem
Teraźniejszości, doprowadzają do mdłości.

Między miłością a miłością
Gubią się serca z bliskością i z odległością.

Dotyk podobny, rozpala pochodnie,
Zdejmuje spódnicę, zdejmuje spodnie.

Słowa drżą jak osika, wzruszenie
Zamyka usta, cisza, przytulenie.

Między miłością a miłością
Kumulują się pytania o przyszłość.

A przyszłość jest taka nieznana,
Zastanawiać można się do białego rana.

A serce chce kochać otwarcie,
Na razie czuje wielkie rozdarcie.


O CZERWONYCH DESZCZACH 2017-08-06

Tańczy wśród kropel czerwonych deszczy,
Wibruje w pragnieniu, moment dreszczy
Nadchodzi tuż przy nocy, splata pięć warkoczy
Ze słomy, ze zboża, z trawy.

Wzięta w potężne ramiona, strząsa obawy
Na temat nadchodzącej przyszłości
I choć znów musi się wycofać, poddać,
To marzenia nie będzie umiała oddać.

Wzięta w potężne ramiona, odgania czernie
Wielkie, wszechstronne, wszechobecne,
Jednak zdziwią się pewne jednostki,
Lecz ona nie przyjdzie, ma czerwone krostki.

Tańczy wśród kropel czerwonych deszczy,
Wibruje w pocałunku delikatnym jak płatek róży,
W sercu szemrze pragnienie, odgłos dreszczy,
Czy to już miłość wróży?


NIEBEZPIECZNA CZERWIEŃ 2017-08-06

Oczy nocy, oczy snów
Czerwone jak papryka i jak krew,
Płynie przez palce czerwień,
Płynie do ścieków przez zlew.

Fontanny łez, fontanny samotne
Czerwienią się jak sztandary,
Na jawie dopadły ją koszmary,
Rzeczywistość chorobliwa zabiera.

Serce mocne, serce słabe jednakowo
Tylko czerwone jak maki krwawe,
Tylko czerwień niepowstrzymana, nie jest kolorowo
Tejże nocy, jej oczy jak oceany głębokie.

Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak,
Lecz płynie strumień czerwony mocno tak,
Płynie, urywa brzegi, zatapia tratwy,
Przetrwać - punkt na liście życia nie łatwy.

Oczy nocy, oczy snów
Czerwone jak papryka i jak krew,
Płynie przez palce czerwień,
Płynie do ścieków przez zlew.


NIEPASUJĄCY ELEMENT 2017-08-05

Ptak, niebiosa, złoto kłosa
Zboża na polach pod miastem.

Winogrono zielone szyje
Wyciąga ku słońcu, żyje.

Plusk wody, zwierciadła dusz,
Jabłoń, wierzba, tysiąc grusz.

Zapomnienie się w sielance,
Marzenie pełznące jak ślimak.

Wiatr, młodość, wolność
Na skrzydłach lata frunie.

Melodia niesie się na strunie
Życia, pragnień, nadziei.

Tylko ta samotność harda
Odejść nie chce, burza wśród kniei.


KOCHAJ 2017-08-05

Dotykaj wiatru szeptem,
Delikatnością fal wezbranych,
Ciepłem złotych promieni -
Kochaj, a zło w dobro się przemieni.

Całuj wargami z malin,
Pragnieniem skrytym w studni,
Uśmiechem, co olśniewa,
Wyrozumiałością, cierpliwością.

Pieść palców warkoczem,
Strumieniem szemrzącym rzeki,
Snem kładącym się na powieki,
Chłodem podczas upału.

Dotykaj sensem istnienia,
Wyrazistością kropel rosy,
Mową bzów, tańcem łąk,
Dotykaj ciepłem rąk.

Kochaj splotem pragnienia,
Duszą, sercem, ciałem,
Kochaj prawdziwie, całkowicie,
A świat będzie doskonałym.


WSPOMINAJĄC MIŁOŚĆ 2017-08-05

Tęsknią serca, tęskni dusza
Za miłością pod jabłonią, susza
Teraz panuje, cisza, smutek -
Wspomnienie dotyku i pocałunków.

Słodki smak trunków,
Malin, jagód, truskawek.
Echo niesione wśród huśtawek
Na osiedlu. Westchnienie.

Sen dogonił jawę, przez chwilę
Trzymali się w ramionach,
Lecz o świcie zniknął świat miniony,
Znów popłynęły łzy samotne.

Nicością zapada zmrok,
Ciężki jak kamień każdy krok,
Idziemy stęsknieni, samotni,
W maskach na twarzy, udajemy.

Tęsknią serca, tęskni dusza
Za miłością pod wierzbą, susza
Teraz panuje, cisza, smutek -
Wspomnienie dotyku i pocałunków.


ŚWIAT KAMIENNYCH ROBOTÓW 2017-08-04

Kamienne roboty, wybór trudny,
W ramionach usypia dzień żmudny,
Zatapia się w kołdrze snów,
Czy powróci ona znów?

Kamienne roboty, trumny z kartonów,
Wśród zgiełku botanika sprzątania.

Kamienne roboty, dźwięki dzwonów
Strudzenia, płyną nurty rzeki.

Kamienne roboty, oś prosta, kaleki
Głos jak stygmaty na dłoniach.

Kamienne roboty, świat daleki,
Trudny, bolesny, krwawy.

Kamienne roboty, umiera niemrawy
Człowiek przed płotem weekendu.

Kamienne roboty, wyjście zza zakrętu,
Rozegnanie mgieł smutnego odmętu.

Kamienne roboty, wybór trudny,
W ramionach usypia dzień żmudny,
Zatapia się w kołdrze snów,
Czy powróci ona znów?


ROZTERKI PRODUKCYJNE 2017-08-04

Chciała uciekać czym prędzej
Z linii ciągłej, zwięzłej.

Jak roboty, jak roboty
Wykonują prace ręce,
Szybciej i szybciej, więcej i więcej,
Trzeba asortyment zapakować.

Siły nie wolno żałować,
Pracować i pracować
Bez końca,
Jaskrawy wschód słońca.

Chciała uciekać czym prędzej
Z linii ciągłej, zwięzłej.

Lecz zatrzymała się na wyjściu,
Myślenie znów włączyła
I do zajęć tych wróciła.


JUŻ ZMIERZCH 2017-08-03

Już zmierzch za oknem, już zmierzch.
Wychodzą ćmy przez wierzch
Zastygania dnia w miejscu gorąca,
Już skończył się zachód słońca.

Spogląda dziewczyna na zakamarki
Duszy przez okulary nieokreślone,
Wciąż serca dwa nie są zespolone
Na całe życie, wciąż marzy skrycie
O tym szczęściu najpełniejszym.

Czas ucieka, mknie jak express do Warszawy,
Pasażerami nadzieje i obawy
Na przyszłość, nad przyszłością;
Przystaje na chwilę dziewczyna, robi to z godnością
Normalnego człowieka.

Już zmierzch za oknem, już zmierzch.
Wychodzą ćmy przez wierzch
Całości. Lgną do ciepła lampy,
Omijają przeszkody i kanty.


GŁOŚNY TEATR 2017-08-03

Niesie ciężar marzeń z kamienia
W mechanicznych koszach. We włosach
Ma upał zamiast wiatru,
Wszystko wiruje na scenie głośnego teatru.

Syczą węże blaszane, wiją się węże blaszane
Do dźwięków koncertu pośród hali, myśli skrywane
Pod czaszką, a tam gotuje się woda na czystość
Ludzkości, choć otumaniona wirem, trzyma bystrość
W dłoniach kobiecych - takie delikatne one są.

Gdzieś pod stołami robotniczymi chochoły śpią
Prezesów, szefów, brygadzistów.
Tony produktu do zapakowania, przejrzystość
W szumie zbędnym, w szumie powyżej decybeli
Dopuszczalnych.

Niesie ciężar marzeń z kryształu
W mechanicznych koszach. We włosach
Ma upał zamiast wiatru, pomału
Odgrywa swoją rolę na scenie głośnego teatru.


ŁĄKI I POLA MASZYNOWE 2017-08-03

Łąki i pola maszynowe, hałas działania,
Jak robot wykonuje czynności od rana.
Woda jak oleje cieknie ze szczelin i złączy,
Na smyczy zaprogramowania tkwi, wśród pnączy
Prezesów i kierowników - ciężkość produkcyjnych balików.

I tak, godzina za godziną wlecze się, nogi słomiane
Od bólu stania. Jeszcze skłon, tysiące ton
Do podniesienia i przeniesienia, na paletach
Gromadzi się zysk dla przedsiębiorstwa;
Słowa podnoszą tempo, słowa od mentorstwa.

Wszędzie kwiaty maszynowe rosną, kwitną obficie,
Aż gwiazdy wirują w czoła zenicie,
Aż nie ma czym oddychać,
Trzeba pracować, nie ma sensu wzdychać
Na te chwasty z hałasu nakarmione, wzdychają one.

I tak, dzień za dniem mijają, nakreślają zmęczenie
Dość totalne. Spojrzenia maszyn jakby nachalne,
Gdy Herkuleska podnosi głazy do sprzedaży,
Ich waga duża, karton wiele waży, sierpień praży
Tych wszystkich ludzi jak popcorn, jak prażynki.

Nagle wypadają sprężynki z mechanizmu całego,
Już chce uciekać do świata lepszego,
Lecz lepszy świat nie chce jej u siebie,
Więc smaży się w piekle, zapomina o niebie
Na ten czas potrzebny Herkuleska.

Łąki i pola maszynowe, stateczność zwłok,
Z nogi na nogę, ból, a to kolejny krok
Do przodu, choć niewielki z tego punktu spojrzenia.
W sercu głęboko schowane zagadnienia,
Produkcja idzie marzeń, przepuszczane są przez wysiłku tłok.


SAMOTNOŚCI SIERPNIOWA 2017-08-02

Samotności sierpniowa,
Jesteś w moich myślach, w słowach
Nanoszonych na papier, w słońcu,
Czy odejdziesz w miesiąca końcu?

Samotności sierpniowa,
Czuję cię w ramionach, w nogach,
Aż w sercu smutek, trwoga
Są jak bracia, sytuacja nie nowa.

Samotności sierpniowa,
Dajesz mi okruszki telefonów
Od potencjalnych miłości, zgonów
Serc liczba się powiększa.

Samotności sierpniowa,
Jesteś kwiatem polnym na łące,
Zachwycasz pięknem lata,
Lecz dłuży mi się twoja data.

Samotności sierpniowa,
Jesteś zdziwieniem na pewne słowa
Z ust zastygłych, swarzędzkich.
W myślach usuwam cię prędkich.

Samotności sierpniowa,
Jesteś mi świtem i zmierzchem,
Przepływasz strumieniem wierzchem
I wnętrzem koryta mojej osoby.

Samotności sierpniowa,
Wysyłasz mi zdjęcie pierwszego chłopaka,
Lecz ja już nie kocham człowieka,
Choć od żalu podnosi się powieka.

Samotności sierpniowa,
Jesteś w mojej herbacie i w mojej kawie,
Idziesz ze mną w śnie i na jawie;
Wciąż szukam szczęścia, nie jestem gotowa.

Samotności sierpniowa,
Jesteś jak cykanie świerszczy w trawie,
Modlitwą intymną do Boga,
Dajesz sercu czerń i szarość, żałoba.

Samotności sierpniowa,
Odejdź, zostaw mnie w spokoju.
Odejdź, zostaw mnie na zawsze,
Niech moje serce miłość wreszcie pogłaszcze.

Samotności sierpniowa,
Jesteś teraźniejszością, kamieniem życia,
Odejdź, zostaw mnie samej sobie,
Chcę już zapomnieć o tobie.


WSZYSTKIE CHOCHOŁY GRUSZCZYNA 2017-08-02

Wszystkie chochoły Gruszczyna
Zebrały się na łące potów, gdzie trud się zaczyna.

Pomiędzy słabą ścianą a ścianą stabilną
Płyną strumienie kartonowe, mobilną
Nie była bezzębna prawie dziś koleżanka,
W dłoniach drżała nawet z porcelany filiżanka.

Pomiędzy ścianą niewyspania a ścianą limitów
Wyrosła bulwa bólu w kręgosłupa doniczce,
Gorąco, lecz w spódniczce
Nie można trwać, w głowie projekcja mitów.

Pomiędzy ścianą zmęczenia a ścianą wytrwania
Ze szczotką i szufelką nakaz tańcowania,
Aż wzburzy się pył, aż opadnie pył,
Świadkiem naocznym syn prezesa był.

Pomiędzy ścianą opuchnięcia a ścianą równości
Przemykają autobusy widma.
Stał się wypadek niepotrzebny, ruch wstrzymany w całości,
Aż cud przetrwania, opóźnienia wydma.

Pomiędzy ścianą hałasu a ścianą ciszy błogiej
Mnożą się kierownicy od akordu.
W ostatniej minucie odgłosy mordu
Na ludności w liczbie mnogiej.

Pomiędzy ścianą zesztywnienia a ścianą odpoczynku
Przemykają ciche litery chęci zaprzestania.
Długa droga hamownia,
Krótki czas spoczynku.

Pomiędzy ścianą zniechęcenia a ścianą motywacji
Poświęcenie ma widoczny napis narracji.
Racja jest zrównoważoną damą sierpniową,
W upalnym kapeluszu gorąc nad głową.

Pomiędzy ścianą prędkości a ścianą oddechu,
Zatrzymania wyrasta kwiat spokoju,
Zamknięty w szczelności pokoju,
Zapada w sen, w odkupienie win i grzechu.

Wszystkie chochoły Gruszczyna
Zebrały się na łące celu, gdzie marzenie się zaczyna.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]