kwasna | e-blogi.pl
KARTONY, ŚCIANY ITP. 2017-07-31

Gdzieś pomiędzy kartonem a ścianą
Odnajdują ją nietrzeźwą, pijaną.
Jak worki od odkurzacza jest pusta
Przez chwilę, potem wypełnia się kurzem.

Nie jest już takim tchórzem
Jak niegdyś, lecz zamienia się w osiłka,
W Herkulesa i w Xenę -
A gdy zajdzie lato, wyjdzie na właściwą scenę.

Zaśpiewa, zatańczy, obliczy cyfry i liczby większe,
Jej spojrzenie nie będzie jak mętne
Odmęty wody w studni samotnej, choć pokrętne
Drogi prowadzą ją przez odciski i skaleczenia,
Dotrze do celu, a tam nie będzie ni grama cienia.


NADCHODZI ROZSTANIE 2017-07-30

Ona, on, ich dwoje,
Znów zgrzyty były straszne
Jak w mechanizmie psującym się,
Nie rozumieją się wcale;
Ciężko tak i niedoskonale.

Trudne są ich bale,
Męczące, ciężkie jak głazy,
Zastygają płazy
I męczą się ze sobą,
Lecz żyć bez siebie też nie mogą.

Ona, on, ich dwoje,
Znów nieporozumienia, niedomówienia,
Każdy sobie rzepkę skrobie,
Choć tęsknią i płaczą po sobie;
Tacy niedopasowani są.

Aż ciężko oddychać przed snem,
Jeden procent szans maleje
Na miłość, szumią nadrzeczne knieje,
Nadchodzi rozstanie znów - wiem.


BIEGUSIEM TOASTY I WSZYSTKO INNE 2017-07-30

Przestały padać siarczyste deszcze,
Lecz przechodzą jeszcze dreszcze
Zimna, niepewności, samotności.

Zaświeciło słońce złotym blaskiem,
Już rozjaśnia świat, lecz z trzaskiem
Pędzi życie przez pola ciężkich chwil,
Poranków niedospanych.

I nie ma ramion jedynych, ukochanych,
Jest tylko niewiedza i pęd do przyszłości,
Co nosi maskę tajemnic.
Modlitwa za modlitwą, cały różaniec.

Na chwilę przystanek nad rzeką na W,
Północ wybiła, godzina snów,
Jak kopciuszek pognała za życiem do domu,
Nie mówiąc nic nikomu, jeszcze jeden mały toast.

A teraz pędzi znów czas do przodu jak głupi
Do poniedziałku, by zarabiać pieniądze,
Może po wypłacie coś fajnego się kupi,
Lecz to nie jedyne w sercu panują żądze.

Kawa już dopita, z filiżanki znika
Jak kamfora. Biec, trzeba biec
Wciąż tak szybko, do mety, do chwili,
Kiedy człowiek dla odpoczynku sobie siądzie.


W GRANATOWYM PĘDZIE 2017-07-29

W granatowym pędzie wirują starania
Jak w tornadzie, jak w silnym wietrze,
Zahaczają o przystań ruszoną łychą koparki,
Jeszcze niepewność i jej poczwarki.

Składanie dłoni jak do modlitwy
Dla czystości domów i składów,
Sztuka od stworzenia wkładów
Z papieru, z tektury, papierkiem miesiąc tresury.

W granatowym pędzie wirują starania
Jak bezbronne liście jesienią mokrą, łzawą.
Życie podobno jest poligonem,
Trzeba uważać, by nie zakończyło się zgonem
Przedwczesnym.

Jeszcze nie jest stabilna drabina do szczęścia,
Tyle wysiłku trzeba włożyć w sens istnienia,
Nie ma, nie ma ułaskawienia, pojęcia
Też nie ma dziś na życzenie, cienie
Przeganiane z trudem.




UWODZENIE OD CIAŁA 2017-07-29

Uwodzą piękne słowa, słowa czułe,
Dotykają strun serca w pragnieniu
Uczucia, miłości, lecz tylko mowa
O cielesności. Jak mułem zalepiają
Oczy wciąż żywe i kolorowe jak tęcza.

Tam miłość z miłością się zaręcza,
Przed ołtarze idzie, a tu tylko cielesność
Wszędzie emanuje swoją istotność,
A jak pragnie się więcej, to już markotność
Wkrada się na drogę wiary i nadziei.

Opadają ręce, opada szczęka
W melodiach i dźwiękach
Cielesnych, odgłosy o porach późnych, wczesnych
Dobiegają zza ścian, zza murów, zza snów;
Samotni w rzeczywistość idziemy znów.

Uwodzi dotyk jak aksamitny, uwodzą pocałunki
Duchowość serca, choć to już inne gatunki,
Może wymarłe jak dinozaury dnia pewnego,
A serce chce kochać szalone, na całego,
Lecz tak trudno znaleźć stałego bliźniego.


O ZŁYM ŚNIE NA JAWIE 2017-07-29

Wędrówka przez pola zbóż już trochę krzywych
Od wiatrów i od deszczów natarczywych.
Powrót na chwilę do świata żywych,
Zły sen śniła na jawie.

To był sen bardzo zły,
Pokazał błyszczące czernią kły,
To była śmierć, ta wirtualna,
Sytuacja bolesna, nie naturalna.

To był sen bardzo zły,
Te dobre przegonił sny,
Aż popłynęły ciężkie jak kamienie łzy,
Rozstaliśmy się właśnie my.

Wędrówka przez łąki zasinienia
Od bólu, smutków, cienia.
Powrót na chwilę do świata żywych,
Zły sen zniknął o poranku.


ROZLUŹNIENIE WARG 2017-07-26

Zaciśnięte wargi rozluźniły się nieco
Do gwiazd, co na złoto na niebie świecą.

Sztormy ustały w jednej minucie,
Uspokoiły się rozdygotane wnętrza,
Miłość idzie zewsząd, niesie słów naręcza
Czułych jak delikatność kwiatów.

Sztormy ustały w jednej minucie,
Uspokoiły się fale na morzu i oceanie,
Spokój sfrunął jak gołąb biały na dach,
Na chwilę wyłączył się też strach.

Zaciśnięte wargi rozluźniły się nieco
Do gwiazd, co na złoto na niebie świecą.


ZATRUCIE TĘSKNOTĄ I ROZCZAROWANIEM 2017-07-26

Poranek otulił się mgłą jak szalem,
Przemierza świat w pędzie i w szale
Snów już straconych po przebudzeniu,
Jest tęsknotą, ulega złudzeniu.

Spływają po szybie serca jeszcze
Zimne deszcze, smutne deszcze,
Spływają, powodując dreszcze
Całego istnienia, całego przeznaczenia.

Sznur szarości jak szubienica gotowa,
Nie tulą nawet słowa
I tylko cisza trwa, i milczenie jak zło
Przydusza westchnienie na same dno.

Ale już niedługo wzejdzie słońce,
Przegoni mgłę szkaradną, końce
Staną się początkiem końca cierpienia,
A wieczór będzie utuleniem ramienia.


WARKOCZY TYSIĄCE 2017-07-26

Zaplatam myśli w warkoczy tysiące,
Wypatruję, gdzie jest to słońce?

Widzę tylko deszcze z łez korali
I wspomnienia czuję jak oddech,
Tym razem trochę nieświeży.
I ten kamień, co na dnie serca wciąż leży.

Rozbijam się o skały przeznaczenia,
Zanurzam się w czeluści bezkresu,
Jeszcze ocalała dryfuję na tratwie nadziei,
Lecz ona czasem też tnie jak brzytwa.

Zaplatam myśli w warkoczy tysiące,
Wypatruję, gdzie jest to słońce?

Połaskotała miłość w żebra pragnieniem,
By pożegnać się z samotności cieniem,
Lecz przeszłość nadal jest przewinieniem,
A doczesność buja łajbą całego życia.

Na razie pozostaje tylko oddychać i iść,
Łapać we włosy każdoroczny liść
Z drzewa i słuchać, jak czas baśń śpiewa
O dzisiejszych nas, o wczorajszych nas...

Zaplatam myśli w warkoczy tysiące,
Wypatruję, gdzie jest to słońce?

A migotanie gwiazd do księżyca
Już bardziej dojrzałe, takie samo,
Lecz inne całe. Cisza sens przemyca
Do następnego dnia, jego tchnienia.

Zamykam nas w albumie ze zdjęciami
Kluczem niewiedzy: co będzie z nami?
Ty jesteś ciszą, odległym miasta końcem,
Pragnę zatańczyć z deszczem, powitać się ze słońcem.

Zaplatam myśli w warkoczy tysiące,
Wypatruję, gdzie jest to słońce?

Nadzieja tęczą staje się po burzy,
Wącham tuzin zasuszonych róży,
Zabieram ciebie w piękno podróży,
Los jak czarodziej przyszłość nam wróży.

Dziś już nie wierzę i jeszcze wierzę
W najcudowniejsze chwile, w sens istnienia.
Przestaniemy topić smutek w trunku,
Nabierzemy prędkości we wspólnym kierunku.

Zaplatam myśli w warkoczy tysiące,
Wypatruję, jest, wyszło słońce.


CIEMNO ZA OKNEM 2017-07-25

Ciemno za oknem jak w nocy,
Spada ściana wody lejąca się
Długimi strumieniami, aż twarze
Przemakają na wylot, marze się
Łza krystaliczna na szkle szyby.

Śnięte zastygają ryby w rzece,
Wartkie strumienie rozczarowania
Płyną, rwą jak rwa kulszowa,
Zatapiają się statki oddechu.

Upadają wąsy słońca uśmiechu
Na mokre, zimne podłoże z kamienia,
Znów wtrącił ją los do lochu, do cienia,
Trzeba uciec, może się uda jeszcze...

Tymczasem jednak przeszywają dreszcze
Jak sztylety zimne, złe, okrutne,
Rozczarowania są takie kamienne, smutne,
Aż niebo całe szare zamyka serce szarości kluczem.

Ciemno za oknem jak w nocy,
Deszczem okraszają oczy
Stęskniony dobrej miłości świat,
Lecz w tle podłości kwitnie tylko kwiat;
Płynie łza boleści, boli tak...


JAK TO WŁAŚNIE JEST? 2017-07-25

Zabluźniła przed lustrem,
Skończyła toast chlustem
Ku samotności, ku rozczarowaniu,
Marzyła ciągle o kochaniu
Taka niepoprawna, taka z emocjami.

Pomyślała o rwaniu dorywczym owoców sadu,
Nagle podeszła kobieta ze stałą zawartością,
Pokiwała dumnie propozycją, z godnością.
Pomyślała, że sad jest pełen wężowego jadu -
Powrót do domu, pora obiadu.

Zamachała złotymi kluczami
Po powrocie z miasta,
Nie zrobiła obiadu, nie upiekła ciasta,
Na dietę przeszła zaczerniona,
Cała smutkiem pokaleczona.

I znów zabluźniła przed lustrem,
Zdjęła ciężarów chustę, opadła
Na dywan, na podłogę jak rozbita szklanka -
Dla niego dziewczyna czy tylko kochanka?
Na wytrzeźwienie porządnej kawy filiżanka.


NIESZCZĘSNY KOCI WĄS 2017-07-25

Długi, sztywny jak drut,
Wąs siwy, koci wąs jak igła
Zabłysnął w jego rękach,
Czy on jeszcze pamięta,
Dlaczego się spotykają?

Niespodzianka, rzecze,
Spada filiżanka
Na podłogę, ona przeczy,
Nie lubi takich rzeczy.

Zdumienie na twarzy jego,
Pyta ją: dlaczego
Taka reakcja straszna?
A ona, że to obrona własna.

Długi, sztywny jak drut,
Wąs siwy, koci wąs jak szpilka
Zabłysnął w jego rękach -
Odskoczyła przerażona
W myślach przekłuta i pocięta.


BITWA MORSKA 39 2017-07-25

Bitwa morska w trzydziestym dziewiątym rogu
Jeziora. Strzał, salwa, pył i dym.
Dobry walczy ze złym,
Wynik bitwy oddany w ręce Bogu.

Między nami też bitwa morska trwa,
Strzał, biała flaga, salwa.
Między nami też bitwa morska trwa,
Siwy dym, siwa mgła.

Bitwa morska w trzydziestym dziewiątym rogu
Jeziora. Strzał, salwa, pył i dym.
Dobry walczy ze złym,
Wynik bitwy oddany w ręce Bogu.


TANGO NA ZŁOMOWISKU 2017-07-25

Okiem w oczy spojrzenie, postawa prosta,
Ruszamy, łez bicze, z łez chłosta,
Krok w przód, krok w tył, nagle obrót,
Spojrzenie pierwszego stopnia.

W sukni marzeń tańczę, twój frak
Z aluminiowych puszek, żelazne guziki
Błyszczą rdzą. Stukają buciki
Z czerwonego materiału. Tanga takt.

Sala balowa jak wyśniona w krzywym śnie,
Po podłodze z kamieni i kurzu mknie
Nasza para, dotyk dłoni w locie,
Czar, wirowanie, opadnięcie, po kłopocie.

Kończymy. Chwyt metalowych obcęgów,
Znów spojrzenie, znów zbliżenie.
Zaiskrzyło, odrzucenie, odepchnięcie,
Blaszany stukot pocałunków, potknięcie.


OCZY PŁACZĄCE 2017-07-25

Płakały oczy niebieskie, oczy duże,
Tworzyły wielką kałużę
Jak kleks niepoprawny artysty,
A ty stałeś taki mokry, taki błotnisty.

Nie myślałeś o niej, choć wasze dłonie
Były złączone w uścisku zakochanych.

Płakały oczy zielone, oczy małe,
Tworzyły obraz linii pragnienia
Pocałunku, przytulenia,
Lecz ty byłeś jak słup, serce obolałe.

Nie myślałeś o niej, choć wasze dłonie
Były złączone w uścisku zakochanych.

Płakały oczy brązowe, oczy średnie,
Tworzyły puls w ciele drzewa,
Patrzyły na scenę, jak ktoś śpiewa,
A to byłeś ty, taki niewyraźny.

Nie myślałeś o niej, choć wasze dłonie
Były złączone w uścisku zakochanych.

Płakały oczy nieokreślone, oczy zwyczajne,
Tworzyły nadzieje piękne, ciepłe, fajne,
Lecz ty stałeś pod drzewem, znieczulony,
A ona wzięła ślub z innym...

Myślisz o niej, choć wasze dłonie
Rozłączone z uścisku zakochanych.


PO RAZ DRUGI 2017-07-24

Jesteś dla niej powtórzeniem przeszłości,
Jeszcze do niedawna wierzyła, po nocy śniła
O wspólnym życiu, choćby w podświadomości,
A ty ją przekłułeś wzdłuż kręgosłupa radości.

Teraz ropieje z ran, teraz krwawi myślą, wybroczyną,
Jest jak smutny cień, z posępną miną
Zatruwa świat, zatruwa ciebie, zatruwa siebie,
Już nie wierzy w anioły w niebie.

Jesteś dla niej chwilą, która znów przeminie
Zbyt szybko, zbyt głośno, zbyt boleśnie.
Nadszedłeś zbyt późno, jednocześnie zbyt wcześnie,
Lecz ona powstanie z popiołów, nie zginie.


ZAKŁÓCENIA 2017-07-24

Wpadła prosto w zakłócenia nieszczęsne,
Zawyły syreny, zawyły sygnały potężne,
Energia zanikła, zamilkła faza siły,
Martwe nadzieje wpadły do mogiły.

I zadrżała cisza, i zadygotało serce
Z trwogi o unicestwienie całkowite.
Zasyczały węże jadowite,
By ukąsić ofiarę i zatruć ją więcej.

Wpadła prosto w mokre ramiona rozpaczy.
Zamknęła oczy, opadła jak bezwładna ręka
Na dół. Tam studnia bez dna, mgła,
Ból jeszcze teraz jest odczuwalny, trwa.

Niewidzialne ręce splotły się jak wiklina,
Złapały korale strącone, otrząsnęła się kalina
Z relacji z toksynami...
Miłość nie zakwitnie pomiędzy chwastami.


OPĘTANIE 2017-07-24

Przeszłość z teraźniejszością jedno istnienie,
Te same słowa, te same gesty i cienie
Serwuje na półmisku pozłacanego egoizmu;
Opętanie trwa, potrzeba egzorcyzmu.

Spływają łzy jak deszcze ciemne,
W sercu dzieją się potajemne
Rozdarcia, popękania.
Już dość tego nękania.

Przeszłość z teraźniejszością jedno istnienie,
Te same milczenia, te same zakręty i cienie
Serwuje na półmisku pozłacanego narcyzmu;
Opętanie trwa, potrzeba egzorcyzmu.


CUDOWNIE JEST LATEM W OGRODZIE 2017-07-21

W błękicie nieba, przeszłość jak chmura
Kumuluje się, przybiera kształty, flirtuję z nią.

Plusk wody oczyszcza mnie w ekstazie,
A słońce muska delikatnie mackami.

A nad nami, a nad nami
Unoszą się ptaki wolne w przestworzach.

Przyjaźnię się z jabłonią w ogrodzie,
Rozmawiamy o życiu, o serca urodzie.

Przyjaźnię się z bukszpanem,
We wspomnieniu mam go nad ranem.

Podziwiam pająki, ich pajęczyny
Takie elastyczne, wręcz jak dzieło sztuki.

Schodzę z drogi, którą podążają żuki
I skarabeusze, zachwytem staję się dla kwiatów.

Piękno winorośli jest zieleni tematem,
Aż beztrosko krzywię twarz od uśmiechu.

W błękicie nieba, przeszłość jak chmura
Kumuluje się, przybiera kształty, flirtuję z nią.


PRYWATNIE I POLITYCZNIE 2017-07-21

Zły sen, zły kat,
Znieczulicę ma ten świat,
Brata zabija brat,
Sprawiedliwości umiera kwiat.

Groził jej nożem,
Był jak dzikie zwierzę z porożem,
Jakąś nienawiść w oczach straszną,
Chciał zabić dziecko i dziewczynę własną.

Zły sen, zły kat,
Znieczulicę ma ten świat,
Brata zabija brat,
Prawa umiera kwiat.


NIEBEZPIECZNA NOC 2017-07-21

Noc złapała ją za gardło i trzyma,
Puszcza burzę z piorunami, patrzy,
Jak długo wytrzyma tak trzymana,
Nie puszcza do białego rana.

A w myślach dziki ty cały,
Osiki aż zadrżały
Z nadmiaru wrażeń,
A na szybkie teraz brak wyrażeń.

Zderzenie dwóch albo trzech światów,
Ćmy chcą być motylami,
A motyle ćmami,
Dyskusja zawzięta z powodu złych tematów.

Noc złapała ją za gardło i trzyma,
Puszcza burzę z piorunami, patrzy,
Jak długo wytrzyma tak ściśnięta -
Rano z niej biel, rano z niej padnięta.


TAKI LIPIEC 2017-07-21

Promienie słoneczne skrywają pytania,
Żywopłoty, zielone jak nadzieja,
Skrywają tajemnice wnętrza ogrodu,
A błękit wody w basenie Bogu
Migocze dla pokłonów.

Winorośl długa i wijąca się jak wąż,
Gdzieś w myślach żyje mąż,
Dobra, stała praca i szczęście,
W myślach tego lipca radosnego.

Promienie słoneczne skrywają pytania,
Pająk łapie je w swoją pajęczynę,
Jak muchy już nieżywe, zastygają,
A nuty życia lato gorące podziwiają
Ku chwale, ku odpoczynkowi.


ROZJECHANY KOT 2017-07-20

Leży taki sztywny, leży taki nieruchomy,
Już zleciały się śmierci kruki i wrony,
Muchy wyjadają jego wnętrzności.
Rozjechany kot.

Nikt nie reaguje, nikt go nie chowa,
Spłaszczony ma tułów, spłaszczona jego głowa,
Z oczu płynie krew zasychająca.
Rozjechany kot.

Smutny to obraz, straszny, okrutny,
Pijany kierowca zabił czyjegoś pupila,
Lecz nie spotka go los pokutny,
A jego panom serce przebije żalu szpila.

Leży taki nieruchomy jak posąg,
Leży, nie rusza się już nic a nic,
Już nie mruczy, nie je, nie pije -
Rozjechany kot, kot już nie żyje.


MOCNO GRANATOWY PARK 2017-07-20

Kwiaty bolesne kwitną w ogrodzie, w parku.
Słaniają się kolorami, to ich brzemię, ich złoto,
A miłość niewidzialna upada prosto w błoto,
Czuje, jak stado kamieni zalega ją od duszy.

Dalej rzędy samotnych jabłoni, samotnych gruszy
Płaczą wspomnieniami sprzed dwudziestu lat.
Stary dąb, a raczej stara wierzba płacząca
Pochyla się nad grobem ławek tamtego dzieciństwa.

Wciąż dotyka złego świata, co szepcze jej same świństwa
Na ucho, rozmawia szeptem z osiką i klonem,
Modli się wraz z ptakami, ucieka przed zgonem,
Na swoje usprawiedliwienie ma młodość , jeszcze młodość.

Zrywa łby słoneczne, tworzy bukiet rozterek.
Zamienia się w maszynkę pełną usterek,
Lecz w rzędach miejskich barierek
Traci przytomność, otwiera swoją czeluść, sen.


JAK GWAŁCICIEL 2017-07-19

Przeszłość dokonuje na niej gwałtu, rozdziera
Bluzkę i spodnie, zadaje rany, wybebesza ją
Jak martwe zwierzę do wypchania w leśniczówce.
Jak pozbyć się przeszłości, co tak poniewiera?

Drapie ją po ciele, chce całować i całuje jak brutal,
A ona chce żyć i miota się, i nie godzi się tutaj
Na zabranie jej resztek godności. Nie jest boginią płodności,
Lecz przeszłość ją dręczy i gwałci, i zabija.

Sączy się ból z ran duszy, sączy się przewlekle, nie przemija,
Jest stały, pulsujący, brzęczący
Pęk kluczy do przyszłości daje chłód,
Teraz ma serce sztywne jak drut, zimne jak lód.

Przeszłość dokonuje na niej gwałtu, rozdziera
Bluzkę i spodnie, zadaje rany, wybebesza ją
Jak martwe zwierzę do wypchania w leśniczówce.
Jak pozbyć się przeszłości, co tak poniewiera?


ROZLICZA SIĘ SAMA 2017-07-19

Spływają łzy nieme w swej rozpaczy,
Boją się, że ktoś je zobaczy,
A przecież są ciężkie jak kamienie,
Przyczyna i skutek, niesione brzemię.

I pada długa jak kłoda pod nogami
Spacerowiczów po parku tysiąclecia.
Wącha, podziwia kolory kwiecia,
A potem drży między osikami.

Zawiniła dziś kolejny raz, zmąciła czas
Jak dno jeziora, jak dno rzeki rwącej,
Zatopiła myśli w chwili kiełkującej
Jak kły złego zwierza.

Teraz odmawia różańce pacierza,
Lecz czy zasługuje na dobro jakiekolwiek?
Strapiona swym oddechem
Żyje dalej, choć jest grzechem.

Spływają łzy nieme w swej rozpaczy,
Boją się, że ktoś je zobaczy,
A przecież są ciężkie jak kamienie,
Przyczyna i skutek, niesione brzemię.



TA ZŁA 2017-07-19

Wdziała kłamstwa sukienkę,
Wyszła na pospolitą chamkę,
Puściła klamkę
Drzwi, którymi miała wejść
Do świata liczb dla wzroku.

Zostawiła ludzi w szoku,
Wdziała maskę świętości
I ruszyła nieposkromiona
Przed siebie, szatan po ramieniu
Teraz ją klepie, jest rad.

W sukience paru zalet i wad
Wędruje bolesna od tajemnic
Wiecznych, nieskończonych.
Gasi pożar swego sumienia
Pod wodą z kranu, w jej strumieniach.


TREN O ZNAKU ZAPYTANIA 2017-07-18

Znak zapytania, dróg skrzyżowanie,
Wszystko w biegu, nawet śniadanie,
Nawet oddech i westchnienie,
A na powiekach przeszłości cienie.

Słowa układane w zdania i całe treści
Mówią o zliczaniu wartości tego świata.
Na razie wyobraźnia obrazu nie mieści
W swojej strukturze, nadzieja w purpurze.

Tylko przyszłość na razie nie ułożona,
Nie zabezpieczona schematami
Bezpieczeństwa jeszcze, między nami
Ciągłe iskrzenie, między kontynentami P.

Znak zapytania, dróg skrzyżowanie,
Wszystko w biegu, nawet śniadanie,
Nawet serce bije szybciej, pędzi sen -
Myśli szaleją jak opętane, szybkość nawet ma ten tren.


PRZEKLEŃSTWO TYCH CZASOPRZESTRZENI 2017-07-18

Czasoprzestrzeń niebytu, a może właśnie bytu
Nikczemnych dzwonów starodawnych. Popytu
Nie widać gołym okiem spieszących się ludzi,
Jednak krzyczą drzewa z metalu, ich serce brudzi
Serca niewinne aniołów. Krzywość stołów.

Czy feniks powstanie jeszcze z popiołów?
Zaganiają trzodę pastewną do kościołów
Na modły fałszywe, na modły brutalne
W swojej drugiej stronie medalu, tej z ohydą.

Walczą wiatraki z kamieniem, z hybrydą
Słońca i bezczelności. Pojedyncze nieszczelności
Pozwalają na zaczerpnięcie smogu ołowianego;
Na nic pytać już: "dlaczego?"

Nikt nie odpowie, nie odpowiedzą posłowie
W stolicy. Każdy własną rzepkę skrobie, także cudzą,
A tylko naiwni, tacy jak ja, szeroko się łudzą,
Iż przyjdą do nas dobrzy apostołowie.

Czasoprzestrzeń niebytu, a może właśnie bytu
Nikczemnych dzwonów nowoczesnych. Popytu
Pył miesza się z ziarnem podaży,
Wszystko opiera się na pieniądzach, kupnie i sprzedaży.
Idziemy w nicość wszyscy, chyba, że cud się wydarzy.


ZAPLĄTANI W PRZESZŁOŚĆ 2017-07-18

Migoczą gwiazdy złociste żywą mową,
Nie odejmują nic słowom
I tylko migoczą według schematów doby,
Przeszłości wciąż otwierają się groby.

Larwy wspomnienia pełzną po ziemistej alei,
Padają łzy jak deszcze, błoto do obuwia się klei,
Zakleja płuca, zakleja oskrzela,
Odległość, bieda i cielesność tylko nas rozdziela.

Migoczą księżyce świetliste wokół osi przestrzeni,
Tworzą dla myśli i dla uczuć zestaw grzebieni
Z wyższych półek, nie odrywają czułek
Owadom teraźniejszości, ale pokazują schemat nieczuły.

Jesteśmy już robakami, jesteśmy już insektami.
Żadna kolejna rozmowa ani sms tego nie zmieni,
Wisimy na pajęczynach jak muchy bezbronne,
Pragnienia były piękne, lecz zgubne, płonne.


PĘD Z MIEJSCA PTASIEGO STADIONU 2017-07-17

Zaszeleściła jak słońca pomarańczowe przed stadionem,
To jeszcze nie olimpiada, to jeszcze nie maraton
Dookoła niedalekich obszarów. Nie ma tu czarów,
Odpowiada jej specjalistka z szacownym ukłonem.

Zleciały się nagle ptaki kolejnej odmowy, dały
Wizytówkę, dalszą odpowiedzią zamrugały,
Że może będą z nią w kontakcie, w uszanowaniu
Dziobami wepchnęły ją do kolei pędzącej dalej.

Zatem pędzi dalej, pędzi i gna,
Lasy, łąki, jeziora mija
Jak sekundy w klepsydrze czasoprzestrzeni,
Rozbija przyszłością szereg cieni.


PIŁECZKA OD PING PONGA 2017-07-17

Odbijają się jak piłeczka od ping ponga,
Na nic bocian, na nic wonga,
Gdy w czeluść głęboką zagląda
Samotność i woła o pomstę w modlitwie.

Przy śniadaniu, przy obiedzie, przy kolacji
Modlą się modlący, wiele w tym racji,
Lecz ta cisza dziś obecna jest jakaś inna,
Czy czuć się porzuconą już powinna?

I milczą, są jak kot i jak pies wybitnie
Razem wzięci ze schroniska lub z ulicy,
On wyższy jak król, a ona tylko służącą w piwnicy;
Wiją się węże, syczą węże te dość sprytnie.

Odbijają się jak piłeczka od ping ponga,
Na nic bocian, na nic wonga,
Gdy w czeluść głęboką zagląda
Samotność i woła o pomstę w modlitwie.


ZACZAROWANY OGRÓD 2017-07-17

Zaczarowany ogród, w nim róża
Dystyngowana, dumna jak paw,
Za nią śliwa, jabłoń, staw.

Znalazł ją czarodziej, zerwał
Nożem pocałunków, owinął
Wstążką ramienia,
Wpisem dokonał kamienia.

Czy zakwitło ciepło, zrozumienie?

Zaczarowany ogród, w nim róża
Zachwyca pięknem, wonią przypomina o podróżach
Dalekich i o dzieciństwie z agrestem.

Znalazł ją czarodziej, zerwał
Nożem westchnienia, owinął
Wstążką niecnego przewinienia,
Otulił ją okruszyną ramienia.

Czy zakwitło ciepło, zrozumienie?


POMIĘDZY PRZESZŁOŚCIĄ A PRZYSZŁOŚCIĄ 2017-07-16

Pomiędzy przeszłością a przyszłością
Tkwię, martwy punkt, polana teraz,
Zasychają łzy jak róże z pierwszej randki w wazonie,
Spoglądam na świat, on samotnością płonie.

Łapię oszczędne promyki słońca, obfite chmury
Gdzieś w terenie życia, na placu budowy przyszłości,
Zaklejam przepadziste od porażek dziury,
Tak daleko jeszcze do mety radości.

Pomiędzy przeszłością a przyszłością
Tkwię, martwy punkt, środek miasta, zgiełk.
Przechodzę korytarzem wiecznych mgieł,
Wychodząc, muszę oczyścić powłokę serca.


POWROTY DO PRZESZŁOŚCI 2017-07-16

Tuli się do przeszłości jak do poduszki,
Szuka ciepła, wspomnieniem rozpala
Ognisko tamtego czasu, w środku lasu
Szuka gałązek do jego utrzymania.

Drogą ciągłego powracania
Zobowiązuje się do składania
Obietnic własnego serducha,
Wraca do przeszłości, nie słucha
Teraźniejszości.

Tuli się do przeszłości jak do poduszki,
Martwią się gołębie, martwią się kaczuszki
Na stawie niedalekim,
Że zapis jest trochę kalekim.

Drogą ciągłego myślenia
Wędruje ze słońca do cienia
I na odwrót zawczasu,
Cisza do ciszy, sen nie robi hałasu.


KAWA NA WYPASIE 2017-07-16

Taka duża, 0,6 litra zawarła
Ta kawa prawie jak w restauracji,
Trochę kokosa, trochę czekolady
Dla smaku, dla fascynacji.

Taka duża, z śmietaną bitą
Biczami blendera kuchennego,
Taka duża. Łyk za łykiem kawy,
W towarzystwie lodów i wafli - mnóstwo zabawy.

Taka duża, taka brązowa ta kawa,
Na wypasie pognana, balet karabinów
Na szklanym ekranie, migotanie,
Z przejedzenia głośne bekanie.

Taka duża, taka syta i obfita,
Kawa. Atmosfera znakomita,
Jeszcze taniec z pizzą z salami
I informatyk, co milczący coś.

Taka duża, taka pyszna ta kawa
Jaskółcza. Na miłe popołudnie obława
Dwóch przyjaciółek, dwóch koleżanek -
Wspomnienie kawy potężnych filiżanek.


DO PEWNEGO MĘŻCZYZNY 2017-07-15

Mężczyzno, jesteś rycerzem w zbroi z puszek,
Masz kota, jesteś kotem, nie lubisz muszek.

Mężczyzno, jesteś Shrekiem w swojej zieleni,
Raz czernią, a raz bielą twoja tęcza się mieni.

Mężczyzno, jesteś jak bumerang, co wraca,
Nic ci więcej nie potrzeba, kiedy wolność masz.

Mężczyzno, jesteś samcem, naturę dzika
Masz. Lecz ognisko miłości coś zanika.

Mężczyzno, jesteś zaletą i wadą,
Całujesz słońcem, bijesz się szpadą.

Mężczyzno, jesteś człowiekiem
Mądrym, lecz nie doroślejesz z wiekiem.

Mężczyzno, jesteś nutą zagraną na fortepianie
Marzeń. Pókiś młody, zauważają cię inne panie.

Mężczyzno, jesteś siłą i słabością,
Oddajesz siebie ciałem, nagością.

Mężczyzno, jesteś myślą, westchnieniem,
Często niestety też milczeniem.

Mężczyzno, jesteś jaki jesteś,
Czasem dobry, czasem zły w swym geście.

Mężczyzno, co jesteś nocą tęskniącą,
Nikt nie zamknie cię w klatce.

Mężczyzno, co połową jesteś połowy,
Do szczęścia też potrzebujesz miłości.

Mężczyzno, powiem ci tylko tyle,
Piękne zapamiętam nasze chwile.


DO ANIOŁA NOCY 2017-07-15

Aniele nocy, co płodzisz sny,
Pamiętasz, gdy byliśmy tylko my?

Gdy szliśmy aleją gwiazd i latarni,
Kiedy byliśmy zakochani i nie marni?

Aniele nocy, co dajesz iść po tęczy,
Pamiętasz, gdy unikaliśmy pajęczyn?

Gdy niewinnością cię onieśmieliłam
I serce twe od wnętrza rozpaliłam?

Aniele nocy, co jesteś westchnieniem,
Pamiętasz, gdy byliśmy pięknym marzeniem?

Gdy szliśmy pomiędzy miastami,
A w sercach naszych rodziła się przyszłość?

Aniele nocy, co jesteś wspomnieniem,
Pamiętasz dotyk i ciepło ust?

Czy pamiętasz drżenie ud i biust,
Który falował jak morze spokojne?

Aniele nocy, co jesteś myślą złączoną,
Pamiętasz jej minę szczęśliwą i taką jasną?

Aniele nocy, co jesteś pięknem kochania,
Dlaczego doszło do naszego rozstania?


A MOŻE TAK, A MOŻE NIE 2017-07-15

Może się uda, może zdarzą się cuda.
Może otworzy się serce, zadrżą uda.

Może górami stanie się morze,
A może morze będzie pustynią.

Może kanarek złocisty w świnię
Zamieni się pospolitą, może lis pomacha kitą.

Może dzięcioł uśmierci korniki,
Może znikną wszelkie szkodniki.

Może wreszcie dusza będzie wolną
I pogna drogą prostą, polną.

Może wreszcie coś na lepsze się zmieni,
Może człowiek drugiego człowieka wreszcie doceni...


KRYMINAŁ 2017-07-15

Łopatą nocy zakopuję zwłoki dnia,
Lecz mordercą nie jestem ja,
Tylko ta fałszu pchła,
Ona jest okrutna, ona jest zła.

Łopatą nocy kopię grób dnia,
On spocząć już musi na wieki,
Zamknęła mu powieki
Pchła fałszu i beznadziei.

Łopatą nocy przyklepuję ziemię jak okruszki,
Jak zlepki martwego dnia,
Lecz mordercą nie jestem ja,
Tylko z wściekłych ludzi mgła.

Odkładam łopatę nocy, sadzę kwiatki:
Żonkile, róże, bławatki,
Nawet konwalie i rosiczki,
Stawiam krzyż, łapią mnie przez rękawiczki...


SZKARADNE ŁZY I KROPELKA SŁOŃCA 2017-07-14

Spływają łzy szkaradne po serca ścianie,
Odpowiadają im gwiazdy, ich migotanie
Mniej wyraźne, mniej złote, mniej odważne -
To na losu wadze ważą się chwile poważne.

Spływają łzy szkaradne po serca ścianie,
Bo nikt nie wie, co w przyszłości się stanie.
Obawy ze strachem i lękami
Są jak melodie z fałszywymi dźwiękami.

Mała iskierka nadziei zapaliła się jak lampka
W nocy, na biurku pisarza niemego jak cisza.
W nutach życia usłyszał
Kamienne gwizdy, a potem uśmiech słońca dojrzał.

Podniósł głowę, otarł łzy szkaradne, spojrzał
Z ulgą na złote linie z wiarą lichą, lecz żywą,
Odsłonił firanki z okna, wytarł rękawem krzywą
Smugę czarnych myśli, słowa oddechem klawiatury ogrzał.

Spływają łzy szkaradne po serca ścianie,
Dają złapać się na szklanym ekranie
W jakości HD. Nie będzie źle,
Choć tak trudno przegonić gęstą trudów mgłę.




WIATRY MIAUCZENIA 2017-07-13

Wiatry miauczenia zawirowały wśród drzew
Niczym aria, niczym śpiew
Głośny i daleki, cichy i bliski,
Przestrzeń mokra od łez, teren śliski.

Zapełniane dawkami nadziei półmiski,
Stawiane na stole do obiadu rzędem,
Doprawiane szczyptą chwili, także pędem
Dla ostrości smaku, pikantności.

A w ramionach nicości ziarna słabości
Wykiełkowały wiosną, hybrydą lata,
Odgłosy z dalekich gór zabrzmiały
Jak jeden wyraźny i niemy chór.

I zawiały wiatry miauczenia maleńkie,
Bezbronne w swej kociej naturze.
Siła wezbrała w nadziei pazurze,
Że wreszcie rozjaśni się tu, w sercu i tam, na górze.


ZAPIS STROF ŻYCIA 2017-07-13

Zapisuję kolejne strofy życia nadzieją,
Małą iskierką, która pozwala wierzyć,
Że nadejdzie dzień z uśmiechem, przeżyć
Jak najlepiej i jak najstaranniej wypada.

A tu deszcze kamienne wciąż padają
Na dach, na wiaty, na namioty
Serc i przemyśleń. Wieża ciśnień
Też dopowie ze dwa zdania ukosem.

Uchylenie się, unik przed ciosem
Prawym, sierpowym losu,
A wzdłuż rozlewającego się chaosu
Spotkanie z lipca wrzosem.

A tu deszcze kamienne wciąż padają
Na drzewa, na kwiaty i na chwasty,
Tną jak noże, tną jak brzytwy - plastry
Z pytań zakładane przez rybitwy.

Zapisuję kolejne strofy życia nadzieją,
Małą iskierką, która pozwala wierzyć,
Że nadejdzie właściwy dzień, przeżyć
Jak najlepiej i jak najstaranniej wypada.


JĘCZĄCE CIENIE I NADZIEJA 2017-07-12

Jęczą cienie pojmane przez pająka
Nadziei. Chcą czerpać siłę z codzienności,
Lecz tylko krwią i potem nasiąka
Umysł jak gąbka. Każe iść dalej, nieustannie.

Pielić grządki z planami na przyszłość starannie
Jak ogrodnik ze stuletnim doświadczeniem
I choć tak trudno iść, ciężkie brzemię
Spowalnia kroki, to trzeba iść mostem Karola.

Wzdłuż płyną wody Wełtawy, a także obawy
Na mini gondolach. Ktoś woła, ktoś woła...
Pod kątem ostrym pochylenie czoła
Nad iskierką nieśmiertelnej nadziei.

Może wkrótce wyjdą narody z kniei
Brudów i niesprawiedliwości,
Kadzidłem nie będą ciąć jak nożem,
A nadzieja może w końcu pomoże...


KIEDY ODLATUJĄ SNY 2017-07-12

Już sny odleciały na skrzydłach dnia
Daleko, w przestrzenie ciągłości doby.
Już kawa wypita i szklanka wody,
Teraz czas wdrapać się wysoko na schody.

Już nowe myśli tańczą ze starymi,
Mienią się w karuzeli kolorowymi
Minutami, kolorowymi godzinami.
A w toku są wakacje jak jesień.

Już sny odleciały na skrzydłach dnia
Daleko, za siódmą górę, za siódmą rzekę,
Czas podnieść leniwą powiekę,
Przegonić smutków dojrzałą mgłę.


ZBIERANIE KAMIENI 2017-07-12

Skały wyrastają ze ścian porowatych,
Tworzą okrąg, nawet elipsę zdarzeń,
A potem dają bukiet wrażeń cennych,
Lecz trudnych i przewlekłych.

Błysk w oku przez chwilę na piękno zdań
Napisanych systemem łączności,
A potem cisza, a potem błąd w kopiowaniu
Treści błagających o jałmużnę.

Myśli ospałe już i późne, nader próżne
Kotłują się pod warstwą włosów życia,
Mur z betonu niemożliwy jest do przebicia
Zwykłym pomysłem robotnika.

Czas przepływa jak rzeka, zegar tyka,
Pędzi jak szalony, rozgania wróble i wrony,
I już nie wiadomo, z której strony
Wystają kamienie, a ona się o nie potyka.

Padają deszcze, wieją wiatry, świeci słońce
Czasem niepodobne do siebie, życie
Takie właśnie jest - ołowiane,
Tęczą trudów pokolorowane.

A ja idę, zrywam te skały, te diamenty,
Czynię westchnienia, czynię lamenty,
Wypluwam duszę otworem gębowym
I biorę się za bary z dniem nowym.


SZUKAJĄCA PRACY 2017-07-11

W internecie, w ogłoszeniach
Szuka zajęcia dla siebie, pracy
Odpowiedniej -
Szuka rano i w porze poobiedniej,
Tylko na nic poziom wysoki średniej
Nauki. Życie skreśla ją poprzez luki
W systemie państwowym.

Pyta znajomych, pyta rodzinę,
Wciąż nic, więc smutną ma minę.
Szuka, błądzi, pyta,
Ale nikt nie odpowiada. Sztuka nie lada
To poszukiwanie pracy, nie jest lekko
Drodzy rodacy!

Pyta z ulicy jak menel jakiś o pięć zeta,
Ale nie jest nim ta tutaj oto kobieta:
Jest zaradna, skrupulatna, może trochę gruba,
Lecz nie głupia z niej rura czy tuba,
Zna obsługę komputera, jej życiorys sporo zawiera -
Ale kogo to dziś obchodzi?


STRAŻ ŻYCIA 2017-07-11

Opadam z sił, tchnieniem nocy się smaruję,
Wiem, ciszy tej nie oddam, nie zmarnuję
Krzykiem złego człowieka, wyciem wilka
Do pełni księżyca, kiedy to nadzieja na wietrze się przemyca
Do przestrzeni serca sennych, niewinnych.

Przyciemnia się szyba złudzeń i stygmatów
Danych od ducha przeszłości -
Na wzór jej rosną kształty kamiennej czułości,
Nie brak tu trudnych tematów
Z "Dlaczego ja?"
Chwilami nawet blednie cała mgła.

Otwierają się zamki, otwierają się zamczyska,
Zaglądam do czeluści pyska -
Czuję siarkę z ognia piekącego w marzenia,
Biegnę z ratunkiem, oddech do oddechu,
Czy ta noc jest warta grzechu? -
Zamykam się w łupinie orzechu.

Opadam z sił, miotam się jak wściekłe zwierzę,
Liczbami starań wysokość mierzę
Życia, swej drogi wzdłuż linii przeznaczenia,
Odmierzam gramy każdego westchnienia
I dziękuję bogom albo Bogu Jednemu,
Że jestem, że istnieję dzięki Najwyższemu.


WYWOŁYWANIE PRZESZŁOŚCI MOŻE BYĆ SZKODLIWE 2017-07-11

Wywołała przeszłość jednym szeptem.
Sfrunęła jak motyl z tęczy na polany,
Usiadła z cicha, rzekła jak kochany
Sercu w barwach odnowy, treść mowy
Objęła liczniki wszystkich lat:
Tych razem i tych z osobna.

Ale czy ona jest miłości głodna?
Wciąż taka niepewna, chłodna
W obliczu zwierciadła szczerości -
Jaki jest zatem klucz do miłości?

Wywołała przeszłość jednym szeptem.
Przyszła niespodziewana, przyszła z wiarą,
Że jednak sierpień przyniesie spotkanie,
Lecz czy to ma sens? Lecz czy to ma szansę
Zaistnienia i powrotu
Do momentu sprzed lat zatrzymanego?

Ale czego ona chce tak naprawdę i na serio?
Sama nie wie dziś nic, rozsmakowana mizerią
Ze świeżych ogórków, śnięta jak ryba w zatrutym stawie,
Co się dzieje we śnie, a co już na jawie?


ENIGMA TERAŹNIEJSZOŚCI 2017-07-11

Wokół niego myśli krążą jak ptaki,
Kołują, sfruwają, przysiadają,
Kolejną myśl na siebie nakładają -
Enigma teraźniejszości.

Serce pisze szyfrem swe wyznania
Od wieczora tego do kolejnego rana,
To rzuca raptownie na kolana,
A potem każe wstać zmysłom i upaść.

Czy być na tak? Czy być na nie?
Raz dobrze, a raz źle -
Wciąż błądzenie w niepewności mgle
I rysunki pędzlem łez na szkle
Tworzone z pasją.

I tylko gwiazdy z księżycem
Znają prawdę, odpowiedź na nią.
Nadal nie wiadomo nic, równowaga
Wad i zalet;
"Nie wiem" - taki tytuł ma ten balet.

Wokół niego myśli krążą jak ptaki,
Kołują, sfruwają, przysiadają,
Kolejną myśl na siebie nakładają -
Enigma teraźniejszości.


PRZESTRZENIE STARAŃ 2017-07-11

Przestrzenie starań zaplatane jak warkocze,
Niecierpliwie się tłoczą i mieszają jak farba
Do malowania ścian i sufitów -
Ciągłe wypatrywanie piękna zenitów.

A tu wciąż cisza, milczenie, czekanie.
Nic się nie dzieje, pukanie
Do drzwi nie rozlega się, tęcza
Tylko pojawia się na niebie po burzy.

I tylko samotny kwiat róży
Rośnie, zakwita, pachnie.
Siadam na zielonej ławce
W parku, jestem ciszą, milczeniem, czekaniem.

Przestrzenie starań zaplatane jak warkocze,
Nagle coś hałasuje, turkoce
Jak grzechotki z blaszanych pojemniczków -
Myśli zamknięte na klucz, uśpione na tych parę godzin.


W ZOO 2017-07-10

Cały zwierzyniec,
Weszli na dziedziniec.

Osły dwa, króliki, lemury
Chowały się do dziury,
Po czym prężyły swe ogony,
A osły dwa wspomniane jak narzeczeni.

Karpie chwytające powietrze w locie
Patrzyły rybim okiem,
Jak ona i on podążali krokiem
Całusów i miziań w dłonie.

To nagle słońce płonie czerwone
Jak pochodnia od żaru serca.
Gibon Bunia to modelka człecza,
Powrót na chwilę do średniowiecza.

Świnie zwisają tam brzuchem,
Królik hebanowy, biedny, z jednym tylko uchem
I jaszczury tęczowe, i kameleon - drzewo;
A teraz iść w prawo, a może w lewo?

Łabędź piękny z brzydkiego kaczęcia,
Kogut i kury wśród ogrodu,
Może doszło do poczęcia
Życia, a los jest bez wykształcenia i zawodu.

Węże boa, dusiciele, ryby w ciapki,
Aż przecierają oczy ludzie
W tejże zwierzęcej budzie,
A zwierzaki żyją we wnętrzu klatki.

Cały zwierzyniec,
Weszli na dziedziniec.


MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO ZIOŁA 2017-07-10

Ziołowy ogród, on spotkał ją,
Od razu pokochał.

Była dziurawcem, lawendą,
Bąkiem, nagietkiem, chrzanem,
Sercem kochanym,
Złączeniem dłoni umiłowanym.

Była szałwią i rumiankiem,
Uśmiechem słońca, wiatru smugą
Na ramieniu jego, kochankiem
Czułym mógł się stać.

Była agawą i cisem, była koprem,
Cebulą, dymką cebuli,
Pocałunkiem malinowym poczuli
Wzajemną miłość, zakochanie.

Ziołowy ogród, on spotkał ją,
Od razu pokochał.


ŻYCIE, TY FIGLARZU 2017-07-09

Życie,
Karmisz mnie niespodziankami,
Niepewnością i niewiedzą.

Życie,
Jesteś mi radością i frasunkami,
Co malują się jak obraz.

Życie,
O poranku mnie budzisz,
Dylematami trudzisz.

Życie,
Coś pięknego, coś trudnego,
Miesiąc dajesz niepewnego.

Życie,
Zamykasz mnie między przeszłością
A teraz.

Życie,
Tarmosisz mnie za serce
I za duszę nieraz.

Życie,
Raz samotnością poniewierasz,
A raz ślub przyspieszony chcesz brać.

Życie,
Nie wiem już, czy mam płakać,
Czy się śmiać?

Życie,
Słońcem grzejesz, potrafisz też wiać
Porządnie wiatrem.

Życie,
Płaczesz deszczem,
Częstujesz dreszczem.

Życie,
Jesteś moim chaosem,
Jesteś moim losem.


ŚLINIĄCE SIĘ CHMURY 2017-07-08

Kamienne myśli, marmury.
Ślinią się chmury
Smutkami, sprawami, życiem.

Pada deszcz, daje czarne krople
Smoły, zakleja dusze i języki -
Milczenie nad milczenie.

Pada deszcz, daje czerwone krople
Żywicy, zakleja serca i ciała -
Niepewność nad niepewności.

Kamienne myśli, marmury.
Ślinią się chmury
Smutkami, nadzieją, życiem.


PŁACZ 2017-07-08

Łza za łzą spływała, każda niebieska,
Zostawiając ślady swej ucieczki.

To zapłakał Bóg perłowym deszczem,
Nie mógł przestać, płakał jeszcze
Długo i cicho, długo i głośno,
A ja płakałam razem z Nim...

Płakałam. Płakał ojciec, płakał syn.
Zatrzymał się uczciwości młyn,
Oskarżono wierzbę o bycie złodziejką,
A ona przecież jest tylko czarodziejką.

Łza za łzą spływała, każda niebieska,
Zostawiając ślady swej ucieczki.


SEN O MORDERCACH 2017-07-07

Przeszklone oczy
Zalewają doliny i góry
Krwią z ran nocnych.

Wciąż w uściskach mocnych
Morderców bez litości,
Jeszcze drżą tym snem kości
Białe i widoczne.

Wciąż uciekająca przed nożem,
Co jak sztylet złowrogi
Zadaje rany, kaleczy ciało
I duszę, i serce - z bólu zadrżało.

Wciąż chowająca się ze strachu, z obawy
Przed oprawcami zła,
Koniec w szklarni, mgła
Naszła i opadła jak kurtyna.

Przeszklone oczy
Zalewają świat, nawrócenie
Mordercy - życie darowane.


NOC I SZUFLADA 2017-07-06

Skrzywiła swe usta szuflada,
Bo spóźniać się nie wypada,
Swym jęzorem włada i mówi
O tym fakcie niezadowolona.

O nocy, o nocy ty moja,
Zagubiona już w zwojach,
W tych zapisach i obliczeniach,
A tak naprawdę nie ma to znaczenia.

O nocy, o nocy ty moja,
Zagubiona w sytuacjach i zakrętach,
Twój księżyc moją młodość pamięta
I dzieciństwo. Jakby to było wczoraj.

O nocy, o nocy ty moja,
Zagubiona w życiu i w śmierci,
Pocieszenie tylko w nowej sukience,
Co w kropki jest w pewnej piosence.

Skrzywiła swe usta szuflada,
Bo spóźniać się nie wypada,
Swym jęzorem włada i połyka
Słowa, a potem z hukiem się zamyka.


ZNÓW CI PRZESZKADZAM 2017-07-06

Znów ci przeszkadza moje istnienie,
Pouczasz jak profesor na studiach,
Melodię piszesz dla mnie w swych preludiach,
Mam postępować jak ty?

Ale nie jestem tobą, jestem sobą,
Własne mam marzenia i sny,
A ty - możesz mnie zaakceptować
Albo odejść na zawsze.

Znów ci przeszkadza moje westchnienie,
Widzę wielkie zaciemnienie
I jak tu odnaleźć radość słoneczną,
Kiedy to jestem ci nieidealną?


WYKRĘCONE ŚCIEŻKI I DROGI 2017-07-06

Boleść wkradła się do wnętrza głowy,
Rozdwajają się połowy, ciężkie słowy
Opadają na dno tego dnia,
A nicość niestrudzona wciąż trwa.

Wykręciły się jak w wirze pędu
Drogi i ścieżki, na nic rozpędu
Branie, kiedy to śniadanie
Znów będzie takie samo.

Szukała miejsca, nie znalazła,
W pokrzywy garaży wlazła,
Poparzyła się nic nie znaczeniem,
Zniknie pod niemym imieniem.

Ale może kiedyś odnajdą jej grób,
Zaprowadzi ich tam Pan Bóg,
Zapalą może znicz, może położą kwiaty
Ku czci jej życia, może nawet zapłaczą lekko światy.


ZAWIASY NOCY 2017-07-05

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Serce boli, potrzebuje pomocy,
Lecz kochanek z daleka uśmiechy tylko śle
I rozpływa się w nicości, w jej mgle.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Kamienne zamykają się oczy
Oślepione blaskiem szarych chmur,
Na drzewie zawieszony sznur
Na wszelki wypadek.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Za dużo stukotów i odgłosów
Niezrozumiałego chaosu -
Niema odpowiedź losu.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
A ciało ociężałe i bezwładne
Kładzie się na kołdrę blade
Jak po pigułce gwałtu.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Nadchodzi wspomnieniem przeszłość,
Przebija serce na nowo, kolorowo
Zbyt uśmiecha się teraźniejszość.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Krwawią rany zadawane przez życie,
Zakneblowane myśli nie mogą mówić
Prawdy, głosić boleści jawnie.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Uwalniają się ręce związane
Sznurem trudności bytu,
Zakładnik musi mieć dużo odwagi i sprytu.

Skrzypią zawiasy rdzawej nocy,
Ucieczka w sny przejrzyste,
A nad ranem spadają krople czyste
Jak łzy niewinnych marzeń...


LOT WIELKIEGO PTAKA Z AMERYKI 2017-07-05

Leci wielki ptak, leci z Ameryki,
Daje swoje zasady, swoje nawyki,
Już, już za chwilę szykują się grzebyki
Rządowe, toć to wydarzenie przełomowe.

Już jest, wylądował ptak żelazny, ważny
Na polach biało-czerwonych,
Jak orzeł czy sokół przegania wrony
Ze skrzywionymi dziobami.

Leci wielki ptak, leci ze Zjednoczonych Stanów,
Mija Ukraińców, mija Cyganów
I leci wzdłuż Odry do Niemiec -
Tam punkt ma właściwy gość oczekiwany.

Leci wielki ptak, do domu wraca,
Po drodze malućkich nawraca
Na drogę właściwych przestworzy -
Będzie dobrze, jak się dobrze ułoży.


BARDZO SŁODKIE ŚWIĘTO 2017-07-05

Lody w kolorach tęczy na stole,
Smak rodzinny, smak dobry,
A na dworze mienią się parasole
Malinowe, waniliowe, jeżynowe, truskawkowe.

Ludzie ślą listy z życzeniami najlepszymi,
Biegną i spieszą uradować solenizantów,
Nie przystają nawet na chwilę,
Fruną, fruną jak motyle,
Świętowania tyle, że aż brzuchy urosły.

Ciastka z bitą śmietaną i galaretki
Cieknące malinowym smakiem -
Pyszności, przyjemności porządnie
Zaserwowano, aż bąk ociężale siądzie
Na pufie kolorowej jak tęcza.


PO PÓŁNOCY 2017-07-05

Po północy zgarbione księżyce
Cofają wskazówki zegara,
Z mgieł wyłania się pieczara
Pierwszych ludzi.

Polują na dziki, na węże, na krogulce,
Na lichej półce
Stawiają przetwory z żab i ryb,
A ich domy bez okien i bez szyb.

Po północy zgarbione księżyce
Cofają wskazówki zegara,
Z mgieł wyłania się mara,
Ze snów najczarniejszych.

A w łupinkach orzechów
Przeterminowanych
Odnajdują się larwy ćmy,
Z niej jesteśmy my -

Nietoperze, nocne stworzenia,
Póki ciemność na jasność się nie wymienia,
Fruniemy, pokonujemy wiry
Snów i jawy...

Po północy zgarbione księżyce
Cofają wskazówki zegara,
Jaśnieją od pochodni lice -
Nadzieja, siła, wiara.


RELACJA SZCZĘŚLIWA I NIESZCZĘŚLIWA 2017-07-04

Niemy z ciebie posąg jest, rzeźba nieruchoma.
Szeleścisz ciszą, szeleścisz wspomnieniem
Nad uchem. Listy, kiedyś napisane, blakną z atramentu,
Tyle słów, tyle marzeń wypadło zza zakrętu
Całej tej relacji szczęśliwej i nieszczęśliwej.

A ja widzę cię za siódmą łzą, ona nadal spływa
I staje się smugą na szybie naszego serca.
A ja widzę cię za siódmą mgłą, ona nadal unosi się
Nad polami i nad rzekami - zabił nas morderca:
Przeznaczenie, los, karma.

Niemy z ciebie posąg, słup obojętny, sztywny.
Milczysz mową nieistnienia, choć istniejesz
Gdzieś w oddali, na krańcu szarych komórek,
Już nie musisz szukać mórz ni górek, kwiat róży
Samotny - cała ta relacja szczęśliwa i nieszczęśliwa.


OJCZYSTE STARANIA 2017-07-04

Zakasawszy rękawy do zajęć praktycznych
Szykuje swe siły, lecz nic, tylko mogiły
Ciche czekają na nią, na poszukiwaczkę szczęścia
Między torami przeznaczenia - miasto wyje jak wilków stado.

Spogląda w słońce, na twarzy maskę bladą
Posiada, ma ją od lat, dumna niczym paw
Dystyngowany, lecz zamknięty za kratami
Zoo, zniewolona jak lew, który stracił berło
Nad królestwem dżungli.

Spogląda w chmury, liczy je na liczydle czasu,
Odsyłając na skrzydłach wiatru do lasu,
Co zdziczał z samotności szarej i spotęgowanej;
Zrobiła krok misterny, trafiła na polanę
Swych starań, nadziei i czynów.

Spogląda w dalekie niebo, podkreśla je kredą
Białą i czystą, białą i wapienną,
Modlitwy o córki, modlitwy o synów
Kieruje wysoko, przymykając oko
Spękane od soli łez.

Zakasawszy rękawy do zajęć praktycznych
Szykuje swe siły, lecz nic, tylko mogiły
Ciche czekają na nią, na realizatorkę szczęścia
Między torami przeznaczenia - wieś gra koncert milczenia.


W CZTERECH ŚCIANACH 2017-07-04

W czterech ścianach zamknięta
Wraz z ciszą, cienie ją kołyszą
Jak fale statkami na morzu,
A morze z łez utkane na płótnie.

Spogląda przez zwierciadła pokutnie,
Słysząc w oddali kłótnię
Serca i rozumu, jedna kropla rumu
Na pocieszenie samotnego tłumu.

W czterech ścianach zamknięta
Wraz z myszą, blaski ją kołyszą
Jak fale statkami na oceanie,
A ocean z łez utkany na płótnie.


DWIE KROPLE 2017-07-04

Kropla goryczy
Prowadzi serce na smyczy
Jak psa.

Samotności pchła
Wskoczyła do czaszki -
Niebezpieczne igraszki
Myśli.

Jedna pomoc w tle
I przyjaźń, i miłość rodzica -
Ważne wartości, kotwica
Spuszczona we mgle.

Smak zapieczonego banana
Tańczy kankana
Z kubkami smaków.

Pochód czerwonych maków
Wśród zieleni i żółci -
Otoczenie niedzielnych ślimaków.

Kropla nadziei
Wyprowadza serce z zawiei
Na wolność czystą.


NIEBEZPIECZNE SZAROŚCI 2017-07-04

Szarości zgrabne, lecz szkaradne,
Jak trucizna zatruły uśmiech.

Niebo cisnęło piorunem,
Zaszeleściły liście samotne,
Spłynęły łzy okropne,
Serce zarosło piołunem.

Szarości zgrabne, lecz szkaradne,
Jak trucizna zatruły sens.


KŁOSY ZBOŻA 2017-07-04

Zboża złote kłosy
Rosną, stają się potęgą.
Wiatr lata głosy
Niesie w dal, staje się księgą
Przeżyć i wspomnień.

Przestrzenie, a w nich wolność
Dla ptaka, dla rodaka.
Przestrzenie, a w nich swoboda
Dla motyla, dla chwili.

Zboża złote kłosy
Rosną, wiją się wstęgą
Do nieba, do nieba -
Kawałek chleba
Z nich powstanie.


ZAKUPY TO POLOWANIE 2017-07-01

O samym świcie białym, trochę sinym
Wstają ludzie, odkrztuszają nocne śliny,
Zapinają guziki ostatnie przy surdutach
I buty zakładają, pędzą szybciej i szybciej.

Siódma wybiła z zerami,
Ludzie stoją pod drzwiami
Jak przed bramą do zamku
Dorodnego, otworzyli - jeden pcha się przez drugiego.

Biegną, biegną ludzie
Przez sklep, pędzą szyją na łeb,
Pędzą po buty, spodnie, spódnice,
Aż lecą pompki, dresy, donice.

Przebierają, wybierają towar,
Rozszarpują ofiarę jak sępy,
Jeden but i drugi, sukienka, tunika -
Już widać w polowaniu postępy.

Przy kasie stoi dumna kolejka ludzi,
Jeden przez drugiego się trudzi,
Płacą pieniądze, zaspokajają żądze
Posiadania ładnych rzeczy.

Senność głośna skrzeczy o świcie,
Lecz radość króluje znakomicie,
Wylewa się tuż przy suficie -
To były udane zakupy.


MAJSTERKOWICZ 2017-07-01

Majsterkował przy niej jak przy maszynie,
Co charczy i stuka, co śrubki ma luźne,
Otworzył kluczem jej scalenia wzdłużne,
Odkręcił, dokręcił zawór miłości.

Majsterkował przy niej jak przy rowerze,
Co ma luzy przy sterze, przy kierownicy,
Smarował ją smarem w okolicy
Mechanizmów złożonych i czułych.

Majsterkował przy niej jak przy komputerze,
Co czasem dostaje zawieszenia,
Kluczem francuskich pocałunków i imbusem
Dotyku dokręcił jej pragnienia.

Majsterkował przy niej jak przy instrumencie
Wymagającym dostrojenia,
Wydobył dźwięki zadowolenia
Z samego wnętrza muzykowania.

Majsterkował przy niej jak przy sprzęcie,
Naoliwił, nasmarował, znów jest na chodzie.
Małe nic, małe coś, Kopciuszka zaklęcie -
Kwiat dreszczy znaleziony w miłości ogrodzie.


SPOTKANIE I POŻĄDANIE 2017-07-01

Pogłębienia gwiazd migotania dłonią w dłoni,
Nagle jest, przyszedł, dźwiękiem dzwoni
Nadejście podniecenia, na początku nic,
Pocałunek i ich koleżanki, smak kawy z filiżanki.

Aromat całego nieba ulotnił się jak kamfora,
Nadeszły chmury, deszczu pora
Jak łez spływanie
Po szybie, po ścianie.

Pocałunkiem muskanie warg o wargi, języki tańczące
Kankana bezwstydnie i w ukryciu przed oczami świata.
Zerwanie blednącego kwiatu
Z ogrodu pragnień spotęgowanych.

Lecz w rzędzie pofarbowanych
Pomarańczą z cegły stanęły słupy drewniane,
A serce głupie, a serce pijane
Nagle zadrżało jak mięsień życia, przeszedł dreszcz.

Oblała się rumieńcem pożądania,
Na nic rozłączenie dłoni jawne,
Oblał się rumieńcem pożądania -
Nadszedł zmierzch, koniec spotkania.

Samotna noc, samotne sny, chwile czekania
Do kolejnego umówienia -
Pulsują cisze jak wulkany uśpione,
By wybuchnąć silne lawą scalenia.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]