kwasna | e-blogi.pl
CIĄG DALSZY 2017-06-29

Chodzi, błądzi, koła zatacza,
Coś przyswaja, coś przeinacza
W swoich myślach, niestrudzona,
Jak zawsze sobą, choć oddalona.

Oddalona od słońca i od gwiazd,
Spadające krople deszczu zacierają blask
Minionych dni, kiedy to błądziła
Jak biała dama po korytarzach bezpieczeństwa.

Teraz cisza trwa i oczekiwanie na sens, nadal
Chodzi, szuka, błądzi - raport wkrótce sporządzi
Rok, co będzie mijał za jakiś czas,
Znów zaszumi las, już szumi las.

Nie ma nas, nie ma nas,
Wśród wzgórz starań i usiłowań jest teraz,
Jeszcze nieraz
Będzie tak chodzić, szukać, błądzić.


TAŃCZĄCY Z KOTEM 2017-06-29

Tańczący z kotem pod puchowym daszkiem
Otwiera oczy i paszczę, lot wraz z ptaszkiem
Uśmiechu, zjada móżdżki jak zombie z filmu,
Przesiewa pytania jak ziarna, używa filtru.

Rozlicza z urlopów, rozlicza z decyzji i z chęci,
Coś wylicza, to znów oszczędza, nawet szczędzi
W myślach, krzesła naprawia jak fachowiec,
A pod koniec dnia łasi się do niego dachowiec.

Tańczący z kotem pod puchowym niebem
Czyni swoje powinności, czyni swoje zamierzenia,
Nakłania dziewkę do zwierzenia się ku jego ramieniu.
Odchodzi ciszą, znów chowa się w codzienności cieniu.


STARYM PĘDZLEM MALOWANE 2017-06-29

Rzeczywistość znów wzięła pędzel stary
Do ręki. Maluje luki, maluje wnęki
I przejścia zamazuje mgłą perłowych łez,
Stawia kropki nad i, zrywa kwitnący bez.

Maluje ciszę, maluje noce i jej lęki,
Zakreśla w kołach czerwieni dźwięki
Aksamitnych płatków złocistych,
Każe swym bohaterom iść po łąkach bagnistych.

Maluje pochodnię samotności wśród dni
Wszystkich: wymyślonych, prawdziwych.
Nie umie jednak narysować linii prostych,
Lubując się w liniach falistych i krzywych.

Maluje także zieleń liści, zieleń pokrzywy.
A ja stoję pośrodku tego obrazu, jestem plamą
Alternatywną, dziwnym postrzeganiem, snem,
Lecz jestem naprawdę, wiem.

Rzeczywistość znów wzięła pędzel stary
Do ręki. Maluje złotówki, maluje dolary,
Mogłaby namalować walutę Europy,
Lecz ona woli tańczyć, mieć bose stopy.


ZDZIWACZENIE 2017-06-29

Już wymazywałeś ją ciszą, rozstaniem,
Nazywając kochaniem, lecz zdaniem
Jednym, ostatnim, niewłaściwym
Poczyniłeś ją wyrazem twarzy krzywym.

Dziś znów odzywasz się do niej jak zawsze,
Pytasz, czy odwiesi wasze płaszcze,
Po sercu ją miziasz i głaszczesz,
A potem walisz śrutem nie spotykania się.

Już wymazywałeś ją milczeniem tysiąca nocy,
Zamykając swoje samotne oczy
I otwierając je o świcie odwróconym
Dla myśli o dzieciach i żonie.

Dziś znów odzywasz się jak dawniej z pragnienia,
Pytasz o jej wspomnienia,
Czy nadal żyją w jej sercu i w jej ciele,
Lecz nie tęsknisz, odległość jakich wiele.


SAMOTNOŚĆ W LATO 2017-06-28

Samotność, ubrana w suknię zielonych liści,
Idzie obok mnie, szepcze do ucha słowa,
Których wolałabym nie słyszeć. Myśl jedna:
Czy kiedykolwiek prawdziwa, odwzajemniona miłość się ziści?

Samotność, ubrana w kombinezon ze słońca,
Rozdaje pocałunki w środek serca -
Dręczy, męczy jak kat morderca
I nie widać jej końca.

Samotność, ubrana w spodnie koloru nieba,
Idzie obok mnie, choć wie, że nie trzeba,
By mnie odprowadzała do pracy i do szkoły -
Idzie ze mną, nie chce sama zostać, chowa się pod płaszcza poły.

Samotność, ubrana w bluzeczkę beztroski,
Żartuje sobie ze mnie, rozrzuca moje włoski
Na wietrze delikatnym jak Zefirek,
W sercu tańczy jak powietrza wirek.

Samotność, ubrana w plusk wody jeziora,
Płynie ze mną, nie chowa jęzora,
Drwi sobie ze mnie, potęguje swą obecność -
W lato daje mi smutek, pragnienie, przykrość, doczesność.

W końcu przegonię tę samotność
Ubraną w kolory wakacji,
Serce pragnie kochać, kochanym być
I zdoła sobie miłość wyśnić.


KONIEC SZKOŁY I POCZĄTEK WAKACJI 2017-06-28

Świadectwa ukończenia szkoły rozdano już,
Lato bawi się w gonito wśród wzgórz,
A w ogrodzie pełnym dzikich róż
Fruną motyle stadem.

Słońce świeci figlarnie, łaskocze promieniami
Po twarzy nas. W tle szumi wesoło las -
Zaprasza na wycieczkę, bo już czas
Nadszedł wakacji, nadszedł dla rewelacji.

Już gonią się beztrosko blaski po jezior falach,
Wolny czas sielankę w ludziach wyzwala,
Już niesie radość, już niesie frajdę -
Ruszać na spotkanie z odpoczynkiem czas.

Świadectwa ukończenia szkoły rozdano już,
Lato bawi się wśród gór, na wodach mórz
Płynie statkiem chwil raźnie, energicznie -
W te wakacje może być magicznie.


SPRAWA KORYTARZY WIEDZY 2017-06-28

Korytarz bezpieczeństwa skończył swoje ciągi,
Dla niektórych inspektorów potrzebne były ściągi,
Teraz czekanie wzdłuż otwartych okien, przeciągi
Mogą być, mogą wyć do księżyca wilki przyczajone.

Za sześćdziesiąt dni wyrok zapadnie, werdykt przeznaczenia:
Nadadzą tytuł techniczny? Dadzą ordery dla odznaczenia
Wiedzy, co szła mozolnie, lecz w butach na piątkę?
Czy każą klękać dla powtórzenia, dla samozaparcia?

Korytarz bezpieczeństwa skończył swoje wstęgi
Rozwijać, stanął częściowo wybudowany,
Trzeba iść dalej, jeszcze rok przewidywany
Dla korytarzy nieco odmiennych w dziedzinie.

Zachciało się kuć żelazo dziewczynie
Póki gorące, choć mogłaby beztrosko
Łapać słońce i zbierać kolory na łące,
To usuwać rdzę z nieużywanych cyfr - też bosko.


BIAŁY PRZYJACIELU 2017-06-28

Biały przyjacielu, w tejże nocy
Ocierasz moje łzy, co suszą płaczą,
Inaczej już nie potrafią, serca nie wybaczą
Tak szybko, są tylko organami do przeszczepu.

Biały przyjacielu, ale kto by chciał serca chore
Od smoły, co lepka i czarna jak otchłań wieczna?
Droga wyboista prowadzi na co dzień biedne istoty,
Niekiedy bywa bajeczna, los wie, co czyni.

Biały przyjacielu, trzymasz za rękę, tulisz, pocieszasz,
Cierpliwie wysłuchujesz, nie zmuszasz, nie mieszasz
Łyżką w herbacie moich spraw, nie mam obaw,
Że wbijesz nóż w plecy, że podstawisz złośliwie nogę.

Biały przyjacielu, tobie jedynemu ufać mogę,
W rozmowie naszej odwieszam trwogę
I ból jak płaszcze na wieszak w sieni,
Dobrze, że jesteś i to jedno się nie zmieni.

Biały przyjacielu, choć jesteś kartką papieru niemą,
To jesteś alfą i omegą, grudką życia, ziemią
Ojczystą, ukochaną i znienawidzoną,
Jesteś latarnią morską, naprowadzasz mnie niewidomą
Na właściwy kurs. Z tobą bezpieczniejszy rejs.

Biały przyjacielu, osobiste składam ci wyznania.
Szczere podziękowania
Z głębi serca, z głębi lasu moich dni
Ślę ku wszystkim białym przyjaciołom.


LEPIEJ SIĘ ROZSTAĆ 2017-06-28

Skończyła się miłość, w akwarium usnęły rybki,
Była szybka, był szybki -
Serca popękane jak porcelana
Zrzucona na podłogę twardej prawdy.

Spotkanie odwołane, nie będzie spotkania,
Na nic cztery lata cierpliwego czekania,
Nie ma, nie było wzajemnego kochania,
Maski z twarzy spadły, prawdziwe usłyszeli zdania
Podczas rozmowy nocnej, podczas rozmowy do świtu.

Głowa pęka od naporu myśli, rozczarowań i żali,
Wciąż zbyt oporni, wciąż zbyt ospali
W łożu egoizmu, nie umieją być już ludźmi,
Nie plewieni, jak dzikie ogrody chwastami pozarastali.

Skończyła się miłość, w akwarium usnęły rybki
Snem wiecznym.
Będzie rozsądnym, będzie bezpiecznym
Wyjściem z tunelu turbulencji -
Koniec e-wspólnej egzystencji.


ZAWEZWANIE PRZESZŁOŚCI 2017-06-27

Zawezwała sercem przeszłość, rozumem
Zawezwała kochanka z dawnych lat,
Wyjaśniła mu słowo po słowie,
O co chodzi w całości i w połowie.

A on wciąż bezrobotny, wielce samotny,
Lecz tylko do przytulanek ma chęć,
Nawet nie pomyśli być dłużej niż pięć
Lat z nią, o wieczności lepiej nie wspominać.

Zawezwała sercem przeszłość, rozumem
Przegnała milczenie zagniewane,
Odroczone znów spotkanie, może na nigdy,
Wymieszani porządnie obcym tłumem.

A on wciąż zawstydzony, nie chce żony,
Chce tylko uniesień podczas świetlistych nocy
Kochanków. Chce księżyca,
Co jedno ciało w drugie przemyca.

Telefon znów milczy, milczy kochanek,
Odejdzie noc, nadejdzie ranek,
Przeszłość znów odejdzie, usunie się w kąt -
Przeznaczenia przeszyje ich prąd.


MOJA MATEMATYKA 2017-06-25

Liczę kamyki i kamienie.
Zatrzymuję czerni strumienie
Czarną mocą tej pory,
Zaklejam zranień otwory.

Liczę sekundy i minuty.
Nie będę odbywać pokuty
Z wieczności i przemijania,
Było, nie ma kochania.

Liczę słowa i całe zdania.
Podam rękę gwiazdom,
Ukłonię się lata blaskom,
Koniec żałowania.

Liczę myśli i wspomnienia.
Płakać jednak nie będę,
Pójdę, szczyt zdobędę
Ten, który zdobyć chcę.

Liczę ciszę i krzyki.
Przeganiam smutną mgłę,
Stawiam jej pytajniki i wykrzykniki,
Zaczynają się radosne pikniki.

Liczę plusy i minusy.
Sklejam strzaskaną filiżankę marzeń,
Leczę podrapania i obszerność obrażeń,
Czynię żywe susy.

Liczę oddechy i bezdechy.
Wyrzucam upadłe grzechy
Do prania w spowiedzi,
Diabeł i anioł we mnie siedzi.

Liczę miesiące i lata.
Pełna to już data,
Gorąca, całkiem burzowa,
Znów będę próbować, zaczynać od nowa.


ZAHIPNOTYZOWANI 2017-06-25

Szarość wkradła się jak cień
W ludzi zawartość, w ich pień,
Rysując maski nic nie znaczenia.
Mijają się ludzie, spode łba patrzą
Jak zahipnotyzowani.

Tylko wróble, swą pospolitością
Szarego kraju,
Kwilą o czerwcu, kwilą o maju
Z czułością, z miłością.

Szarość wkradła się jak zjawa
W ludzkie wnętrza, w ich sedno,
Rysując maski zielone. Jedno
W głowach mijających się ludzi -
Byle zbyt późno się nie przebudzić.


BHP ŻYCIA 2017-06-25

Życie pisze instrukcję bezpiecznego postępowania
Przed, w trakcie i po zakończeniu dnia,
A gdy wystąpi awaria, a gdy nadejdzie mgła
Samotności i smutków, trzeba zaniechać zadania.

Nie na długo jednak, nie na długo -
Rdza potrafi utworzyć się ściśle i grubo
Na powierzchni, pomiędzy minerałami,
Zgrzewam iskrzenie na stanowisku prawie gotowa.

Życie ocenia kilkoma metodami ryzyko zranienia,
Wywiercone otwory szerokości, spuchnięta głowa
Jak bańka mydlana albo coś innego,
Ochrona zdrowia i życia na całego.


TWOJA MASKA MILCZENIA 2017-06-25

Milczenia maskę włożyłeś totalną,
Żadnej odpowiedzi ni szacunku,
Zatopiłeś nas w butelce trunku.
Na dnie łapię łzę, co jak kamień spadła.

Miłość, co ubrana w suknię czułych słów,
Zgubiła się, zatruł ją księżyca nów
I egoistyczne gwiazd migotanie,
Zostawiłeś mnie dawno temu, kochanie.

Sęk w tym właściwy ukrył się,
Że ty mnie nie, a ja kochałam cię
Całym sercem jak szalona z piosenki,
Pokazałam ci wszystkie swoje wdzięki.

Milczenia maskę włożyłeś totalną,
Żadnej odpowiedzi ni szacunku,
Zatopiłeś nas w butelce trunku.
Na dnie łapię łzę, w dłoniach wyschnie.


FRĘDZLE DESZCZU A OBOWIĄZEK ŻYCIA 2017-06-24

Zwisają deszczu frędzle z nieba,
A tu żyć dalej trzeba,
Choć szare smugi pokrywają świat
I są jak starszy, zły brat.

Sny jeszcze nie odeszły na dobre,
A tu dzień wygłasza swoje kazania,
Każe siadać do zadania,
Co dla bezpieczeństwa i higieny.

Zwisają deszczu frędzle z nieba,
A tu żyć dalej trzeba,
Choć kawa ma smak samotności i żalu,
Że nie udało się zatańczyć na pierwszym balu.


TAKA MIŁOŚCI 2017-06-21

Miłości ukryta w czeluściach ciszy,
Przegnałaś złudzeń ostatnie myszy
I brzmisz tą ciszą, i brzmisz tym milczeniem,
Umrzesz, będąc już tylko wspomnieniem.

Miłości pierwsza i jedyna, niezastąpiona,
Kazałaś odejść ukochanej osobie,
Smugą zapłakałaś deszczu, kwiaty żądań na grobie
Zakwitły jak iloczyn syczących węży.

Miłości taka niewinna w pewnym sensie, znaczeniu,
Chciałaś być wolna jak ptak,
Uleciałaś, ciebie był potężny brak,
Teraz trwasz w niebycie, w milczeniu.

Miłości żądająca wciąż dowodów na siebie,
Nie potrafiła unieść wysoko ciebie,
Nie potrafiła postawić na piedestale
Twojej statuetki biedna dziewczyna.

Miłości egoistyczna, pragnąca erotyki,
Słowa dawałaś czułe, co obezwładniały jak narkotyki,
Lecz człowiek to nie maszyna,
Czasem życiem zacina się jak brzytwą.

Miłości odległa, być może też nieprawdziwa,
Twoja istota okazuje się fałszywa,
To boli w sercu, ta prawda nieprzyjemna,
Miłości, już jesteś zwyczajna, słaba, przyziemna.

Miłości bezduszna, daleka, samotna,
Płaczesz łzą zmęczenia, płaczesz łzą ciemną,
Bo nie umiesz nadejść, okazać prawdziwego oblicza,
Ja też zastygam, godziny ciszy tajemnice piszą.

Miłości, co nie przetrwałaś odwagi rozumu,
Gubisz się pośrodku tłumu
Nad Wisłą, nad Wisłą -
Ostatni sms, ostatni list z westchnienia.


PONOWNA NOC 2017-06-21

Noc nadeszła ponowna, migocze gwiazdami,
Uśmiecha się połową księżyca,
Rozjaśnia twarze, włosy, lica,
Splata warkocze przeznaczenia między nami.

Jednak trochę lubisz tę dziewczynę,
Choć nie zawsze ma wesołą minę.
Jednak trochę lubisz tę dziewczynę,
Choć zawsze chodzi swoimi ścieżkami.

Noc nadeszła ponowna, migocze pomysłami
Na życie, na przyszłość i na teraz.
Nad swój czytelny wyraz składa zdania słowami,
Przytula czule, przytuli jeszcze nieraz.


UDAŁO SIĘ 2017-06-21

Jest, udało się,
Przegnałam mgłę
Na zakręcie trzydziestym dziewiątym,
Dwadzieścia minut, jedno potknięcie,
Wiwat, toast piwem, beknięcie.

Jest, udało się,
Usunęłam rdzę
Z rdzenia kręgowców bezpieczeństwa
W czterdziestym rogu sprawdzenia,
Wydostałam się z cienia,
Nie ma sensu dla przekleństwa.

Jest udało się,
Złapałam przepisową ćmę
W dłonie, w jej skrzydeł trzepotanie,
Sprawność i odgięcia
Statystyczne, ochronniki na czas -
Radości piosnkę posyła ku nam las.


CISZA NIE TAKA ZŁA 2017-06-19

Cisza bolesna, cisza wczesna,
Lecz krzyk słyszę otworem
Serca, samotność rozwierca
Całą przeszłość, a potem każe trwać
We własnym miejscu, z własnym scenariuszem.

Skończył się taniec tamtych motyli
Sprzed lat, co kochały się romantycznie,
Co kochały się wspaniale i szczęśliwie,
A teraz nic z tego już jest niemożliwe.

Cisza bolesna, cisza wczesna,
Lecz bębny dudnią nocą totalną,
Trzeba przyzwyczaić się do nicości,
Cisza może należeć do doskonałości.


CZY DAMY RADĘ? 2017-06-19

To już koniec, ostatnie nadchodzą minuty,
Jak stalowi żołnierze maszerują nieustraszone,
A pytania, jakie będą? Rzucą na kolana?
Słychać melodię zaniepokojenia, reduty.

Wystają rdzawe nieco druty
Na świat wszelkich aromatów metalicznych.
Przechadzając się korytarzami cieni magicznych,
Może odnajdzie się blaski pokuty.

Zastosowanie w ostatniej chwili bandaży
I wszelkich ochraniaczy nad dyżurem
Może uchronić przed staniem się wiórem
Metalu lub drewna - jak się ubrać?

Pora i sukienka zwiewna, kołnierz sztywny,
Biel do czerni i czerń do bieli,
Smutni czy weseli
Wyjdziemy z budynku ostateczności?


NATRĘTNA PRZESZŁOŚĆ 2017-06-19

Miętosisz moją cierpliwość, przeszłości przebrzydła,
Już nie nakarmię cię chlebem, nie dam malowidła
Na ścianę ze swego ciała, zabrałeś niewinność,
A teraz chcesz ustrzelić mnie znienacka, ukatrupić,
Spętać, zniewolić, zepsuć zdrowe zdanie, wywołać
Lawinę krwi. Twoje słowo tylko słowem lśni,
Żadnych działań, żadnych konkretów, umierają sny.

Zapomnij wreszcie, że było coś, że byliśmy my,
Bo nie byliśmy prawdą, byliśmy ułudą -
Boli serce, bolało serce, teraz cierpieć nie chce więcej -
Słońce miłości nie zaświeci jaśniej ani goręcej.
Odległość rozdzieliła największą więź.

Przeszłości, nie chcę ciebie ranić
Ani oszukiwać, ani mamić
Wizją związku czy seksu bez zobowiązań,
Już nie mamy ze sobą żadnych powiązań,
By razem pójść po owoc szczęścia i spełnienia.
Dobranoc, żegnaj, może kiedyś do widzenia,
Lecz raczej już nie, lecz raczej już nigdy.

Nie lubię być wrednym rolnikiem, co ma widły
Ostre i niebezpiecznie lśniące metalem pracy,
Ratuj się przed wystrzeleniem złości racy,
Wybaczę ci nieudany pierwszy raz, wspomnieniem
Dla ciebie chcę się tylko stać, tak będzie lepiej,
Mądrzej nawet - po co nam rozlew krwi i upadek?


ZUPEŁNIE POPLĄTANE 2017-06-19

Pola elektromagnetyczne zbudowały chaos istnienia,
Nocą, w krainie cienia
Tańczą ćmy zbuntowane, pył rozwodów
Rozsiewają wszędzie, aż boli dusza od zła powodów.

Ktoś tam, na górze, szlifuje tulejki z metalu,
A czas płynie bezustannie, woła do życia na balu
Wszelkich zawirowań śmiercionośnych,
A ja krzyczę w rytmie słów dobitnie głośnych.

Każą myśleć pozytywnie mijające minuty,
Lecz przeszłość zabija deskami okna, wyznacza pokuty
Za grzechy spełniania marzeń za wszelką cenę,
Ale los jest taki, a nie inny, kto tu jest winny?

Elektrody myśli spawane w miejscach spawania,
A w świątyni dumania
Dziwna  nastała rzeczywistość -
Nadchodzi nowe, nadchodzi mglistość.

A przeszłość woła o spotkanie niezobowiązujące,
Oczy wypływają wraz ze łzami,
Bo miłość już dawno wygasła między nami
I między nimi, rozwód ostateczny.

A może to tylko fatamorgana?
Może otworzę oczy z rana
I znów będzie dobrze, i znów spokój będzie?
Serce szuka szczęścia już wszędzie,
Nawet pod poduszką, a tam sny...


TĘCZOWI CZY MGLIŚCI? 2017-06-18

Nocne eskapady myśli,
Nadal nie wiadomo, czy szczęście się ziści,
A jak się nie ziści,
To pozostaniemy tęczowi, czy mgliści?

Trudno coś prorokować,
Trzeba swych sił spróbować,
Może będą odpowiednio metalowe,
Może zaświecą jak słońce, nie będąc matowe.

Nieznana jest ta chwila, nieznana,
Co rzuca nas na kolana
W swym zakresie i każe się bać,
Lecz może nie będzie źle, będziemy grać
Do ostatniego rozdania kart.

Nocne eskapady myśli,
Nadal nie wiadomo, czy szczęście się ziści,
A jak się nie ziści,
To pozostaniemy tęczowi, czy mgliści?


NADRZECZNE TOASTY 2017-06-18

Kielichy pełne przechylamy do ust,
Wznosimy toast za życie, za bycie
W zgodzie ze sobą. Nurty rzeki niosą
Nasze słowa na falach jak listy w butelce.

A my siedzimy pomiędzy szelestem wiatru,
Myśli trzymamy w pętelce
Depresji i szczęścia, tak odległych od siebie,
Przeganiamy chmury, co przechadzają się po niebie.

Czarne chmury i te granatowe,
Zlizujemy krople deszczowe,
Brniemy w wyznania na pożegnanie -
Musimy trzymać się razem? Czas pokaże, czy coś zostanie
Dla nas, dla relacji, dla przyszłości.

Jeszcze jeden moment, może dwa,
Musimy pozostawać w gotowości,
By nie polec na poligonie rzemiosła,
A dziś wznosimy toast, trzymamy wiosła
I płyniemy początkiem wakacji już prawie.


KORALE MYŚLI 2017-06-17

Między przestrzeniami pustostanu
Nawlekam korale myśli na sznur,
Zakładam go na szyję serca, idę przez dwór
Dumna jak paw przepiękny, spotykam
Człowieka bardziej dumnego ode mnie.

Wraz z nim wzlatuję do nieba przyjemnie,
A potem razem spadamy, jest przyziemnie.
Drogi prowadzą indywidualne, potajemnie
Całują się w zaułkach liszaje cisz kilku.
Przystaję, chwila, idę, nie wiem nic.

Między przestrzeniami smutków
Nawlekam korale myśli na żyłkę,
Chowam je do kieszeni - wspomnień szuflady
I idę martwa przez chwilę, potem wstaję,
Jakbym wcale nie umarła, a to jeszcze nie świt,
Gdy nadejdzie, odbiorę szczęśliwy kwit.


PLAN UKOCHANEGO PANA 2017-06-17

Od lat to samo, od lat bez zmian,
Miłość miała piękny plan,
Lecz ukochany pan
Przekreślił go,
Kazał czekać lat jeszcze sto.

Na siebie czekać -
Niby kocha, chce ciągle zwlekać,
A tu już odpływa siódma rzeka
I góra siódma, i morze siódme,
A plany nigdy ślubne.

Od lat to samo, od lat bez zmian,
Miłość miała piękny plan,
Lecz ukochany pan
Przekreślił go,
Kazał czekać lat jeszcze sto.


KROPLA DESZCZOWA 2017-06-17

Niczym kryształ jaskrawy spływa kropla
Po szybie okna, kropla deszczowa.
Spływa jedna, pociąga za sobą drugą
I płyną obie, a potem trzecia i czwarta,
Płyną przez krainę samotności długą.

Pomiędzy kwiatami wytycznych metalowych
Rośnie rdzawy badyl, nim podpisują pakty
Diabelskie z anielskimi - korozja ponowna,
A odpowiedź ciągle nieznana, odmowna?

Niczym bursztyn brązowy spływa kropla
Po szybie okna, kropla deszczowa.
Spływa sama, już rodzina ją goni -
Wszystkie razem są deszczem, co o szybę dzwoni
I szepcze wersy wiedzy, pełnej jak dzban wody.


KOLOROWE MOTYLE NASZYCH CHARAKTERÓW 2017-06-16

Kolorowe motyle z bajek przepięknych
Odleciały w dal szarą i siną,
Znów ta niewiedza z triumfującą miną
Krok za krokiem stawia, ujmuje nas doszczętnych
W swojej indywidualnej drodze życia.

Z dzbana kawa leje się strumieniem,
Serca gorące stają się płomieniem
Jednym w dwóch pochodniach -
Oboje lubimy chodzić w spodniach.

Jak tu pogodzić drogi dzikich kotów?
Inne mają dachy, wysokich lotów
Jest to myśli szybowanie -
Czy znajdziemy patent na dogadanie
Własnych rzędów, własnych spraw?

Szacunek, zaufanie, wsparcie.
Jedna rozmowa otwarcie,
Usunęliśmy z elektrod zwarcie,
Lecz to nie zmienia naszych indywidualności
I ich kolorowe motyle.


NA DWUKOŁOWCACH 2017-06-16

Lecieli ku trzeźwym drzewom
Na dwukołowcach. Zbierali jagody chwil,
Szczerym śpiewom
Dali ujścia na ławeczce zielonej.

W aurze słońca, w aurze rozpromienionej
Czytali historię z pomników, mucha też czytała
Z łez wierzby i z łez osiki, co drżała
Na wietrze, a wiatr niepoprawnym kochankiem.

Lecieli ku trzeźwym wspomnieniom
Na dwukołowcach. Czołgi stały nieruchomo.
W pocałunkach uniesieniom
Zakwitały kwiaty jak tęcze najcudowniejsze.


O BRANIU W RAMIONA 2017-06-15

Brał ją w ramiona,
Całował i dotykał,
A ona wiła się jak wąż,
Syczała, a potem skona
W ramieniu rozkoszy.

Spletli swoje dłonie
I usta, i ciała,
Drżała, drżała, jęczała,
A on ją brał jak narkotyki.
Pił ją, ze sobą spajał,
Językiem rozdwajał.

Brał ją w ramiona,
Całował i dotykał,
A ona wiła się jak wąż,
Syczała, potem skona
W przytuleniu czułym.


DO STAREGO PRZYJACIELA 2017-06-15

Stary Przyjacielu, pod płaszczem
Taszczysz przeszłość,
Niby kochasz, lecz nie tęsknisz,
Choć tyle czasu już zeszło
Nam na pisaniu smsów
O wszystkim i o niczym.

Stary Przyjacielu, stęchły nam myśli,
Stęchły nam już serca i zwiotczały mięśnie,
A ty teraz byś chciał czegoś więcej,
Choć to więcej, to tylko seks w alkowie.
Umierają ostatnie nadzieje na poważne życie,
Byłam ci jak namiętne odkrycie.

Stary Przyjacielu, zatem czas się pożegnać,
Złe wspomnienia odegnać,
Czas się uwolnić z niewoli pisania smsów -
Bądź szczęśliwym don Juanem.

Stary Przyjacielu, obudzę się nad ranem,
Będziesz mi mgłą, zapomnieniem,
A gdy miną kolejne cztery jesienie,
Wspomnimy o sobie z rzewnym westchnieniem.
A teraz dobranoc, a teraz dobranoc.


SPAWALNICTWO MYŚLI 2017-06-14

Zespawane myśli w locie ptaka,
W żelaznym uścisku dłoni
Cisza o metalowe bębny dzwoni -
Płyną statki błękitu, draka.

Drżenie liści na nocy drzewie,
Tajemnicę daję przelatującej mewie
Tuż nad rzeką koralową,
By przekazała tobie w oddali myśl moją nową.

A zatem zapadam w piaskach określonych
Ramami ludzkich przepisów i zasad głośnych,
Lecz życie pokazuje popiersie wyniosłych
Królów i matron dostojnych, na haku zawieszonych.

Zespawane myśli w locie ptaka,
W żelaznym uścisku dłoni,
Cisza o metalowe bębny dzwoni -
Płyną statki błękitu, Itaka.


WIROWANIA BUDOWLANO-GAŚNICZE 2017-06-13

W budowlach czy budynkach, nawet w strukturach
Układają się chmury z myśli powstałe,
Zgodę trzeba uzyskać na liczebności małe,
Zasadnicze jak sformułowania mądrości w górach.

Przed pożarem, co może wybuchnąć z iskier tańczących
Kankana, ochrona czynna, nie zastygnięta.
Wirowanie drobinek sekretnych w wężu pod ciśnieniem
Miejskich spraw, miejskich gaśnic atomowych.

W strzechach tymczasowego myślenia
Układają się dywany zielone, niebieskie, moherowe.
Płaczą smutków oczy pełne, pełne też nadziei,
A o świcie liczenie blaknących gwiazd nowe.

A pod liściem czekania lepszy czas kiełkuje,
Dziś nie pamięta się złotych kielichów w pełni,
Lecz pośpiech popycha wszystkich, co zupełni
W smaku codzienności, życie w oddechu wiruje.


TROCHĘ POGODZENI 2017-06-13

Pogodzeni ze sobą, lecz cisza trwa,
Ty jesteś tą ciszą, milczeniem.
Ona jest jak czekania mgła,
Blakną jej dotychczasowe czerwienie.

A przeszłość odpowiedziała prawdziwie,
Że chciałaby, lecz nie stać jej na miłość wieczną,
Zatem przechadzam się drogą bezpieczną
I odległą, daleką, blaknącą już powoli.

Pogodzeni ze sobą, lecz cisza trwa,
Ona jest tą ciszą, milczeniem.
Ty jesteś jak czekania mgła,
Potęgują się wasze dotychczasowe szarości.

Tylko pomiędzy żebrami marzeń i pragnień
Wiruje kolorowa karuzela jak tęcza.
Tylko pomiędzy śladami psychologicznych zagadnień
Mieni się nić srebrzysta, pajęcza.


BADANIE ZMĘCZONYCH UMYSŁÓW 2017-06-12

Umysły zmęczone,
Oczy zamglone,
Głowy pękające -
Sny jak dywany latające.

Ciemne gwiazdy
Na niebie ciemnym.
Cisza, przyziemność,
Ból, codzienność.

Westchnienia strudzenia
Odbijają się jak echo
Na dnie studni,
To kamień spadający tak dudni.

Plusk w czerwieni taflę.
Flagą starań macham ku przyszłości,
Czy nadejdą więc radości,
Czy tylko połamię kości?

Umysły pijane tekilą wiedzy,
Wśród ciszy szpiedzy
Są ukryci -
Nagle błysk nieba - porwali mnie kosmici.


ZAWARTOŚĆ CHWIL OBECNYCH 2017-06-12

Milczenie przerwała twoje, zawołała
Do ciebie słowem w wiadomości zawartym,
Powróciłeś jak feniks z popiołów powstały,
Lecz jakoś motyle kolorowe nie zawirowały
Pod niebem, pod słońcem,
A kij jest początkiem i jest końcem.

W zwoju przeszłości zawarte pragnienia,
Co nie zostały spełnione, a teraz jest niewiedza
Nad trzymaniem berła rzeczywistości,
Choć słowa pisane to przyczyna radości,
Czasem nawet złości huczącej.

Słychać stawiane kroki ciszy, przyszłości,
Która nie ma jeszcze kształtu żadnego,
Tylko zarys, tylko szkic,
A teraz dzień, a teraz nic,
A teraz przyziemność istnienia,
Życie krąg zatacza, próbuje wyjść z cienia.



LAS PIĄTEK BHP 2017-06-12

Las dorodnych piątek
Przed nami i za nami,
Biegniemy jak dzicy ludzie,
A to już koniec lub dopiero początek.

Zrywamy słońca jak owoce,
Niesiemy je w koszu satysfakcji,
Prężni, dumni, właściwi,
Czyści i pijani, lecz prawdziwi.

Korytarze zawiłe prowadzą do zakończenia
Przygody z zagrożeniami istnienia.
Czas iść dalej, w inną stronę lub tą samą,
Brygado bhp, brygado uśmiechnięta.

Las dorodnych piątek
Przed nami i za nami,
Płyniemy między rzekami
Do morza techników.


METALOWE NURTY RZEKI 2017-06-10

Metalem obrasta jej struktura łzawa,
Obrabiana plastycznie
Czuje się jak kikut, kończy się zabawa,
Krwawią nowe rany czernią.

Z nurtem rzeki niosą się smutne śpiewy
Serca i głowy, wznosi się kaczor, lecą mewy
Tak blisko, tak blisko -
Milczenie przekreśla wszystko...

Ale nie chce płakać, nie chce narzekać,
Nie chce tęsknić, nie chce czekać
Na coś, co ponownie będzie niczym -
Zadecydowano już za nią, werdykt bolesny wydano.

Noc skończy się jak piwo z butli wyssane,
Nadejdzie świt, nadejdzie rano -
Przestanie zżerać ją korozja międzykrystaliczna -
Zniknie, przeniknie w nieistnienia polanę.

Czynnik zmęczenia zamknie w pudło specjalne,
Odstawi w kąt bezpieczny, nie wybuchnie lawina,
Choć boli środek - skutek i przyczyna -
Chciała kochać i być kochana, teraz jeszcze bardziej samotna z niej dziewczyna.

Ale nie będzie długo płakać łzami
Z metalu, z polimeru, z ceramiki,
Odnajdzie siebie w melodiach rytmiki
Swego życia jako singiel.


BOLESNE TWE MILCZENIE 2017-06-10

Milczysz, zacięty w swoim postanowieniu zranienia
Dziewczyny, która chciała tylko szczerze pokochać,
Móc to zrobić bez obaw, bez lęków,
Jednak wysłałeś ją na koncert smutnych dźwięków.

I sama nie wie, co ma myśleć dziewczyna,
Z oka wypływają łzy, smutna jej mina,
Jeszcze waszego poznania nie przeklina,
Lecz już dławi ją okrucieństwa twego ślina.

Milczysz, jesteś jak muchomor sromotnikowy,
Nie dałeś serca, nie dałeś głowy -
Taki dżentelmen z ciebie odlotowy -
Chciałeś posmakować tylko jej alkowy.

I milczysz jak zaklęty, jak nikczemność
Bytu i nie bytu - ona tęskni, wypatruje,
Lecz ty wiesz, że już złamałeś jej serce -
Płynie krew z pociętych policzków, niedomówienia...


OGRODOWE BALE 2017-06-09

Tańczą muchy na tyłach ogrodu,
Tańczą w duecie,
Ćwiczą, chcą wystąpić w balecie
Nadchodzącego lipca.

Pędy winorośli jak pędy liany
Obwijają szyję błękitu niebezpiecznie.
Granice wyznaczone zostały zupełnie,
Poczekać do nocy, by ujrzeć pełnię.

A w myślach jak w sadzonkach
Kwiatów tli się życie i nadzieja,
Na nic burza, na nic zawieja,
Serca schowane w małych kieszonkach.

Ślimaki jak wyścigowe formuły jeden
Pognały śluzem do bram zwycięstwa,
Nie ma przekleństwa ni złorzeczeń,
Splecione dłonie samotności na stole.

Słońce złote jak skarb wielkich westchnień
Świeci uciążliwie, świeci szkodliwie
Dla małych ludzików czarnych jak mrówki pospolite,
W oddali kwitną kwiaty miłości całkowite.

Tańczą meszki na przodzie ogrodu,
Tańczą w gromadzie,
Chowają dzień na dnie w szufladzie,
Zwiastują sto procent pomarańczowego zachodu.


W PRZESTWORZACH SERC 2017-06-09

Tajemne miejsca w serc przestworzach,
Spoglądasz na nią, a ona to zorza
Polarna, lecz gorąca w swym istnieniu,
Odchodzisz, gdy znajduje się w zaciemnieniu.

Nie pytasz, nie myślisz, tylko znikasz,
Gdy z jej oka wypływa koralowa łza.
Nie pytasz, nie myślisz, tylko przenikasz
W zasłonę nieistnienia, jaką tworzy mgła.

Wspólne chwile są chyboczącym się głazem,
Który kiedyś spadnie z miłości urwiska,
Piszesz waszą historię ciszy okrutnym wyrazem -
Rozłączą się serca, rozłączą się nazwiska.

Nie wiem - tak brzmi odpowiedź prawdziwa
I choć przed wami aleja krzywa
Rozpościera swe oblicze, to sens tęsknienia
Zamyka bramy do ogrodu milczenia.

Rozpostarły skrzydła swe myśli żarłoczne,
Spada kropla za kroplą goryczy,
Serce wyje na nadziei smyczy,
Że to jeszcze nie koniec, że to jeszcze nie koniec.

Zbliża się noc, ćmy są jak samotne motyle,
Lecą do światła, co zgubę im niesie.
Ona jest jak taka ćma i motyl taki,
Szuka miłości, lecz miłość ma wielkie braki.

Tajemne miejsca w serc przestworzach,
Spoglądasz na nią, a ona to zorza
Polarna, lecz tęczowa w swym istnieniu,
Odchodzisz, gdy znajduje się w zaciemnieniu.


NAOCZNE KRAJOBRAZY 2017-06-09

Pan zjadający własne minerały
Widział stygmat spojrzenia,
Zawędrował przez zdarzeń istnienia
Do transportu publicznego.

Pani biedna, żebrząca wśród gapiów
Potylicznych, widziała pustkę w koszu,
Zrobiła pokłon, dziurę mając w kaloszu -
Plastik do niczego się jej nie przyda.

Tylko czerwień maków prawdę wyda
W reszcie z zakupów,
Koniec płaczu, koniec wygłupów -
Nawet jeden grosz jeszcze się przyda.

Zatem nie ma pożegnania,
Zatem nie ma skłamania,
Jest prawda w rzeczywistości,
Spoglądają czerwone oczy spode łba podłości.

Ale bajka nie skończy się źle,
Serca dobre przegonią zła mgłę,
Rozwinie tęczę na płocie jak pranie -
Znów będą uściski na powitanie.


SOCZYSTOŚĆ KOCHANIA 2017-06-09

Palcami z ołowiu dotykasz ją w pół zdania,
Gnie się jak wiklina, urabiasz ją szeptem ciszy,
Wiruje już pod niebem jak piórko,
Opada wprost na pamiętające akty biurko.

Stykasz się z jej światem jedwabnym słowem,
Pochylasz ku niej głowę,
Pozwalasz na drżenie łez...
Ranisz ją namiętnością milczenia, czy wiesz?

Palcami z żelaza dotykasz ją w pół tęsknieniu,
Przenikasz w nią jak sen podczas nocy, alkowa
Pachnie zapachem truskawki, dopiero co zerwanej -
Soczysty pocałunek, gęsia skóra pragnąca...

Ślina jak strumień górski, przełyka ciebie
W sobie, zamyka dłonie i je otwiera,
Do ściany brzucha ekstazy przywiera,
Liczy gwiazdy złote, o świcie umiera...


ODNALEZIENIE ALICJI 2017-06-08

Po życia szczeblach
Wspina się, głową zahacza o chmury,
Zrywa korale deszczu, zrywa deszczu sznury,
Odnajduje Alicję w szybie.

Marzyła całą sobą o prawdziwej miłości,
Przez chwilę frunęła jak motyl,
Tyle słońca, tyle radości
Niosła w koszach czerwonych.

Spadła jak łza bolesna na podłogę,
Spotkała na swej drodze trwogę,
Złamała sobie serce, złamała nogę -
Nadzieją zaczęła się zrastać.

Stanęła pośrodku ogromnego miasta,
Spotkała drugiego rycerza na koniu białym,
Pomyślała: może ten będzie doskonałym,
Lecz on jak samotny jeździec jest.

Po życia szczeblach
Wspina się, głową zahacza o chmury,
Zrywa korale deszczu, zrywa deszczu sznury,
Odnajduje Alicję w szybie.


JAKI TO CZYNNIK? 2017-06-07

Niedokończona ocena w czasie trwania
Białych mgieł. Jaki to czynnik?

Fizyka, biologia i chemia,
Skłania się ziemia
Ojczysta, zmęczona
Od ciężarów noszonych głazów
W naszyjnikach.

Niedokończona ocena w czasie trwania
Białych mgieł. Jaki to czynnik?


Z PERSPEKTYWY OGRODU 2017-06-07

Z perspektywy ogrodu
Widać fragment słońca zachodu,
Muchę spacerującą od spodu,
Błękit niegroźny nieba
I myśli, co przegonić trzeba.

Z perspektywy ogrodu
Widać zielone głowy drzew,
Słychać ptasi śpiew,
Czuć dotyk ramion winorośli
I ślimak pełznie do celu,
I cisza zamyka serca.

Z perspektywy ogrodu
Jest sielsko, anielsko,
Lecz tylko przez chwilę
Fruwają kolorowe motyle
Miłości, a potem opadają
Jak łzy w samotności.

Z perspektywy ogrodu
Lecą biali lotnicy w dal,
Pszczoły z osami urządzają bal
Wokół kwiatów stoickich,
Jagoda rozmawia z bukszpanem,
Burza ciemna nad ranem.

Z perspektywy ogrodu
Widać świat żywy i żwawy,
Wszystko nawołuje do zabawy,
Lecz tylko ciebie nie ma,
Cisza, cisza, cisza...

Z perspektywy ogrodu
Muszę pogodzić się z koleją rzeczy,
Nikt nie zaprzeczy
Faktom, rzeczywistości -
Nie ma jednak prawdziwej miłości.

Z perspektywy ogrodu
Otrząsam piórka jak wróble po deszczu
I idę dalej, aleją kwiatów, aleją bzów -
Dojdę do ciebie, wyjdę ze snów,
Razem będziemy szczęśliwi znów.


POSĄGI ISTNIENIA SAMOTNEGO 2017-06-07

Posągi istnienia, zastyganie, korozja wżerowa.
Widzę rzędy czerwca, oddzielona z całości połowa
Stoi pod baldachimem przepisów wymyślnych.
Choć na chwilę ulgę przynoszą słowa.

Wiatry osamotnienia wieją okrutne przez korytarze
Ciemne, szare, dżdżyste. Serce ma bandaże,
Idzie przez salony i bulwary,
Upajają go zwiotczałe miłości opary.

Posągi istnienia, zastyganie, korozja szczelinowa.
Na boki kłania się ołowiu pełna głowa,
Błękity jak zakurzone półki w archiwum - wspomnienia
Rdzewieją powoli i równomiernie.

Słońce nieśmiałe chce żyć samodzielnie,
Więc świeci, choć w jego blasku ból pustek
Trzydziestu, rozbójników już czterdziestu,
Żaden się nie ostał, samotność trwa przy boku wiernie.


POD DĘBEM SAMOTNOŚCI 2017-06-05

Pod dębem samotności stoję,
Bukiet liści trzymam w dłoni,
Przeszłość teraz dzwoni,
A ja nic już nie mówię, tylko się dwoję.

Gwiazdy mrugają z bólu i zmęczenia,
Odszukuję je w przestrzeniach
Wciąż nazywanych korytarzami bezpieczeństwa,
Pięć tysięcy słów dla przekleństwa.

Pod dębem samotności stoję,
Bukiet zasuszonych róż trzymam w dłoni,
Przeszłość teraz dzwoni,
A ja już nic nie mówię i już się nie boję.


STATKIEM WIEDZY 2017-06-04

Statkiem z papieru i słów
Bardzo mądrych przepływam
Oceany wiedzy, wyspy dzikie zdobywam,
Zagadnienia jak ryby.

To migotanie szklanej szyby,
Odbicie metalowej twarzy,
A ona o medalu marzy,
Lecz złapano ją w zniewolenia dyby.

Statkiem z papieru i słów
Bardzo mądrych przepływam
Morza wiedzy, wyspy tajemne zdobywam,
Zagadnienia jak węże.

Mózg jak muskuły prężę,
Sylabę składam do sylaby,
Niosę rechot żaby
Ze stawu bezpieczeństwa i higieny pracy.


"TĘSKNIĘ" Z PRZESZŁOŚCI 2017-06-04

Przeszłość wplotła się w warkocz teraźniejszości
Jak źdźbło trawy minionego lata.
Kształt cyfry cztery przybiera data
Ostatniego pocałunku z miłości.

Opada kotara wspomnienia -
Serce wierzyło w wieczność wspólną.
Płynęło gondolą przez rzekę czułości,
Lecz skazałeś je na karę cierpienia.

Ślesz słowem piękne "tęsknię".
Mętlik w głowie mam, serca kołatanie
I tylko noc jest kochaniem,
I ta kartka papieru, co spoczywa na kolanie.

Przeszłość wrośnięta jak dąb w tożsamość
Bytu - kruchość, przemijanie.
Myśli odlatują jak hebanowe kruki,
Przywodzą sen, poranek zaprasza na śniadanie.


SPRÓBUJMY JESZCZE RAZ 2017-06-04

Zbutwiały korzeń listki wypuszcza
Na polanę nocy czarnej.
Przeprosiny wyleciały z duszy marnej,
Poszybowały ku skale zwanej tobą.

Stoją za murem dwa serca,
Spotkać się na razie nie mogą -
Pada deszcz twardych łez,
To je doszczętnie uśmierca.

Ale ja się nie zgadzam na ich śmierć,
Wyciągam słów i chęci ćwierć
Na pojednanie, na zgodę -
Pocałunek cichy jak nieśmiałość, pocałunek w brodę.


BURZA NIEDOCENIENIA 2017-06-04

Smutki spływają jak krople deszczowe,
Zamiast kochać, zamiast tulić, odwracasz głowę,
Odchodzisz na miesiące prawie,
A potem pojawiasz się i chcesz zatopić się w trawie
Kwitnącej miłości.

Ale tak się nie da, gdy brak zaufania i szacunku -
Tak wiele zła w człowieka gatunku
I można wołać: ratunku!
Nikt nie nadejdzie, nikt się nie przejmie
Nad śmiercią kolejnego serca.

Smutki spływają jak krople deszczowe,
Niebo już takie szare, choć przez chwilę kolorowe
Od tęczowych nadziei, to teraz w centrum zawiei
Tkwi jak samotna, przydrożna róża.

Ale spłyną te smutki, przeminie burza,
Znów wyjdzie tęcza i będzie się mienić,
A ty wrócisz, może w końcu docenisz
Dziewczynę, co chciała móc ciebie kochać.


ZNÓW MIJAMY... 2017-06-03

Zwodnicze przestrzenie syczą dla bezpieczeństwa,
Lecz jest to ułudą, złudzeniem, fatamorganą.
Blask przebudzenia oślepi wprost rano,
Chluśnie wodą z kranu w twarz, rzuci na kolano
Znaczeniem tego braku czasu dla ukochanych
Serc głupkowatych, one wciąż próbują, szukają, wędrują...

Latarnia słońca tutaj pomoże niewiele,
Bo ból między wiersze się wkradł, zaląkł
Jak mól w starym, nieużywanym swetrze -
Ciężko oddychać oknem nadziei w zabójczym wietrze.
Zamykam zatem drzwi i okna, zamykam na klucz -
Czas na sen, co zabierze to zmętnienie.

Zwodnicze przestrzenie syczą dla bezpieczeństwa,
Lecz łzy stanowią higieniczne krople, one spadają
Na podłogi zimne i martwe jak marmury na Cytadeli,
Co woła bolesnym słowem, co żyje w czerwieni i w bieli
Wiecznością  pamięci, wiecznością  niechęci
Do wojny, do bitew, do niezgody...

Przystaję na zakręcie cicha, straciłam mowę.
Tylko moje oczy jeszcze żywe, jeszcze trochę,
A potem zabraknie łez i nastanie susza -
Świadkiem tegoż umierania jabłoń, grusza...
Podchodzisz przestrzenią swego znaczenia,
Znak krzyża stawiasz, bo jesteś religijny...

(Ukręcono drugiej miłości niewinną głowę.)


SMUTEK DZIKIEJ RÓŻY 2017-06-03

Wyrasta zielenią kolców tuż przy drodze,
Na łodydze stoi jak na nodze,
Jest piękna i kwitnie delikatnym kwiatem,
A miłość jest jej trudnym tematem.

Stworzona, by kochać i być kochaną,
By zachwycać oczy i serca, by być podziwianą,
Lecz taki jeden pan, co przechodzi niedaleko,
Zrywa jej kwiaty, zamyka dłonie jak wieko
I suszy ją, zabiera życie, zabiera wolność.

Zranione miejsca płaczą łzami soków roślinnych,
W myślach odnajduje winnych
Tej sytuacji, a winne jest serce głupie.
Zgrubienia ma teraz, zrosło się ciało,
A dusza cierpi, bo miłości tak mało.

Osamotnienie. Róża dzika
Stoi tuż przy drodze,
Na łodydze jak na nodze,
Zbroi się w kolce srodze -
Przetrwa tylko dzięki nim.


CIĘŻKA SPRAWA MIŁOSNA 2017-06-01

Nocne myśli to eskapady,
Za dotykiem szpady
Zwanej niezgodą,
Serca pojednać się nie mogą.

Są jak przeszłość i złe spojrzenie,
Blask zamieniają w cienie,
Pozwalają ranić nadzieję kolcami z róż -
Nie chcesz się porozumieć, cóż?

Pójdę aleją samotności wzdłuż
Płotu kolejnych spraw do załatwienia,
Nie powiem: żegnaj, nie powiem: do widzenia,
Może kiedyś znajdziemy klucz wśród wzgórz.

I znów schwycimy się za dłonie zakochani,
W siebie zapatrzeni, od świata zapomniani.
I znów pocałunkiem wypuścimy motyle,
Cały mrok zostawimy w tyle.


ALEJAMI PRZYRODY 2017-06-01

Aleją słońca podąża młoda podróżniczka,
Wita się z krzakiem dzikiej róży,
To rozmawia z małżeństwem maków polnych,
Tańczy z rojem much namolnych.

Koń dystyngowany jak dżentelmen
Spojrzenie posyła, nad obiadem łeb pochyla,
A kozły białe jak śnieg spoglądają z ukradka,
Żaden nie przypomina niejadka.

Aleją błękitu nieba podąża młoda podróżniczka,
Ładna bluzeczka, ładna spódniczka
Ją odziewa, ją okrywa, ją ozdabia -
Przyroda kolorem piękna we wspomnieniu jak posąg się wyrabia.


SERCE NIE SŁUGA 2017-06-01

Zmieszane języki wiją się jak węże,
Na nic moment, gdy oczy serca wytężę
Na jasność kompromisów -
Ciebie dla mnie nie ma, patrzeć już tylko wypisów
Z tej miłości, co miłością się nie stała.

Znów zbieram kryształowe łzy do słoiczka,
Ale nie pokażę ci ich, są zbyt cenne i zbyt kruche,
A ty, przychodząc ponownie, taszczysz zawieruchę
Ze sobą, zbierasz chmury deszczowe, namaczasz wyrozumiałość.

Nikt nie jest jak doskonałość -
To rzecz jasna i wiadoma,
Lecz brak miejsca dla miłości,
Lecz brak miejsca dla radości -
Nudzimy się już ze sobą po całości.

Zmieszane języki wiją się jak węże,
Na nic moment, gdy oczy świadomości wytężę
Na jasność kompromisów -
Ciebie nie ma i nie było...
Budzę się o świcie, to tylko mi się śniło.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]