kwasna | e-blogi.pl
TAKIE TO PRZESTRZENIE 2017-05-30

Trzeszczenie przestrzeni bezpieczeństwa,
Dojście do rogu ustalenia z góry,
Świecą jaskrawe chmury -
Wszystko dla medalu z męczeństwa.

A ty milczysz odległością, wspomnieniem tylko przemawiasz,
To znów kochasz, to znów zostawiasz,
Nabijasz mnie na widelec pretensji,
Lecz nie mam dla ciebie pensji.

A ty jesteś rzeczywistością dorywczą,
Mgły samotności przez tygodnie
Zakrywają pola serc, tajemnicą odkrywczą
Pokolorować życie i świat, tak jest wygodnie.

Trzeszczenie przestrzeni higienicznej,
Dojście do rogu ustalenia z góry,
Płaczą sine chmury -
Wszystko dla medalu z linii strategicznej.


WSZYSTKO ZAPISANE W KODEKSIE POSTĘPOWANIA 2017-05-30

Na każdy krok i na oddech każdy
Są reguły ubrane w garnitury.
Na podróż nad morze i na wędrówkę w góry
Są paragrafy i punkty z podpunktami.

A to, co między nami i to, co za nami
Też jest zapisane w kodeksie postępowania
Ludzkiego. Pytam: na co i dlaczego
Życie skuwane w kajdany zniewolenia?

Dla bezpieczeństwa mówią, dla bezpieczeństwa,
Ale jak idę ulicą przez miasto, widzę nędzarzy i nędzarki -
Tyle łez i męczeństwa, zatem po co te kajdany poprawy?
Zapisanie słów czasem nie wystarczy w księgach wszelkich norm.


TANIEC MAKÓW 2017-05-28

Wzdłuż ulic i chodników maki wzrastają,
Ku słońcu swoje czerwone głowy wyciągają,
Chcą dostrzec cząsteczki wiatru w łodygach,
Pieśń lata coraz dalej się niesie, chwyta je w podrygach.

I zaczyna się taniec, i zaczyna się bujanie
To w prawą, to w lewą boczną pozycję,
Przystaje przechodzień, patrzy, wzdycha
Na czerwień czystą jak krew i dycha.

I zaczyna tańczyć jak te maki z miasta rodem,
Co wolą potęgą być poza ogrodem,
Błyszczeć jak rubiny pośród zielonego uśmiechu -
Cały ten taniec wart jest grzechu.


DZIWNE SYTUACJE 2017-05-28

Znienacka dotknął obcą panią,
Podskoczyła wystraszona jak żaba,
Wskazał palcem alkoholowym, banią
Naznaczył ślad na jej ciele, wzburzona już baba.

Skręcił w bok nieszczęśliwy, matka jak skarcenie
Wpajała mu kilka prostych zasad pewnych,
Spojrzenie oczu gniewnych
I pijany taniec węża, kopnięć wulgarnych to brzmienie.

Na mieście dziwne rzeczy się dzieją, dziwny świat,
Wzdycha niebo, wzdycha ziemia, wzdycha kwiat.

Dotknął panią znienacka, rozwinęła się jego macka,
A on to chory od nadmiaru pełnych butli.
Wybrali się zupełnie nadzy i pokutni
W zupełnie inne strony życia.


DO TRZECH RAZY SZTUKA 2017-05-28

Dawna miłość szeleści jeszcze wspomnieniem,
Czasem zasłania słońce jego zaćmieniem,
Gryzie od środka serca jak mysz cicha,
Na rzeczywistość rozłączenia milczeniem prycha.

Obecna miłość jest, lecz jakby jej nie było,
To znów czekanie, to znów telefoniczne rozmawianie,
Środkiem nocy ze snami się tańczyło,
A serce wciąż nie umie powiedzieć: moje kochanie.

Przyszła miłość jeszcze nie jest znana, jeszcze nie poznana,
Lecz w głowie kredką wyobraźni już naszkicowana,
Trochę kolorów tęczowych ma, trochę rozproszenia właściwego;
Może tym razem trafi się na ukochanego właściwego?


SAMOTNOŚĆ POD SŁOŃCEM 2017-05-28

Słońce rozlało się jak żółtko jajka,
Grzeje, rozgrzewa, cień to bajka,
Z błękitem nieba się zaprzyjaźnia,
Skwer w centrum miasta jak łaźnia.

Człowiek człowieka mija, przechodzi,
Twarzą w twarz w nieznane twarze
Zagląda jak do skrzyni, odchodzi
Na bok swoim korytarzem pędu.

Łzy karmią kwiat samotności,
Co rośnie i wzbija się ku niebu jak Ikar,
W sercu wciąż miejsce na miłości
Także kwiat, lecz na razie wieje pustki wiatr.

Słońce rozlało się jak żółtko jajka,
Grzeje, rozgrzewa, cień to bajka,
Z błękitem nieba się zaprzyjaźnia,
Skwer w centrum miasta jak łaźnia.


JESZCZE TROCHĘ PRZEJŚĆ 2017-05-28

Przejścia, wyjścia - zasady,
Słowa otulone w rymy śpią na dnie szuflady,
Czasem je budzę, by sprawdzić bezpieczeństwo,
Lecz ja nie wiem, na co takie męczeństwo.

I wentyluję pomieszczenia, odmierzam schody
Po centymetrze, będąc nadal sobą,
Rozmawiam przez telefon z tobą -
Może wybierzemy się na truskawkowe lody?

Przejścia, wejścia - zasady,
Czasem stromość niebezpieczna ponad miarę,
Ale mając w sercu nadzieję i wiarę,
Da się wdrapać na Mont Everest, zejść ku kwiatom szczęścia.


ŻYWY SEN Z HORRORU 2017-05-28

Nocna mara, nocny sen
Jak zjawa z horroru:
Dużo krwi, dużo terroru,
Jakiś dom na uboczu,
Morderca i ofiara.

Nad ranem jeszcze na powiekach
Zalega. O co tutaj biega?
Krew płynąca w rzekach,
Jestem ofiarą, uciekam.

Nocna mara, nocny sen
Jak zjawa z horroru:
Zagadki kryminalne, słabość humoru,
Strach i lęk -
Ucieczka na kroków dźwięk.

Kości moich w kącie szczęk,
Ktoś otwiera drzwi, w dłoniach pęk
Kluczy trzyma, nie oddycham,
Czy długo tak wytrzymam?

Nocna mara, nocny sen
Jak zjawa z horroru
Realna taka i straszna.
Dzień, życie nabiera normalnego koloru.


WYPAD NA URODZINY 2017-05-27

Trzeszczenie ustało w uszach,
Cisza namaszczeniem z eukaliptusa
Goi rany, jest jak plaster,
A w sercu panuje susza.

Deszcz miłości to nie pada,
A na urodziny przyjść wypada
I złożyć życzenia, prezent dać,
A potem trzeba iść, do przodu gnać.

Być jak wiatr, być jak deszcz,
Wywoływać dreszcz
Tajemniczości i radości -
Tylko klaun jakiś smutny,
Czy odprawia marsz pokutny?


O PRZESTRZENIACH 2017-05-25

Przestrzenie istnienia jak olbrzymie ogry
Mieszkają na bagnach codzienności,
W dłoniach niosą bukiety smutków i radości,
A przy mecie migotanie starych gwiazd.

Tulą się te przestrzenie ze sobą wzajemnie,
Przeplatają się jak wiklina w koszyku,
Nadejście tajemnic w snach, jutrzenka pieje
Jak kogut, jak kura złote jajo znosi.

Nagle mgła odmienia się z kropel i unosi
Ponad głowami zadymionych mistrzów,
Gdzieś w polu życia przestrzenie zmysłów
Docierają do serca, a to o miłości lekcje wciąż głosi.

I plączą się przestrzenie teraźniejszości,
I syczą jak węże, i wiją się jak taśmy przeszłości,
Zawiązując węzły przeznaczenia dla przyszłości,
A potem wsiadają na karuzelę całej bytności.


PIĘKNO KWIATÓW POLNYCH I MARZENIE 2017-05-25

Z boku drogi wybujałe łodygi
Kwiatów polnych trzymają pion,
Czerwienie, złocistości, biel i błękity
Zachwycają oczy, zachwycają duszę.

Idąc z pracy do domu lub z domu do pracy
Przystanąć muszę,
Zdjęcie na pamiątkę zrobić,
By album życia tymi kwiatami ozdobić.

Z boku drogi kwitną bzy, kwitną całe pola,
Kolorowo dzieje się wkoło
Jak tęcza, co mieni się kolorowa na niebie,
Tylko obok brak jest ciebie.

Zrywam koronę z białymi lotnikami,
Wysyłam ich w świat,
Za rok na wiosnę słońcem zakwitnie kwiat
I może miłość między nami?


O CZERWONYM MALUSZKU 2017-05-25

Żył sobie pewnego razu maluszek
Czerwony jak kapturek, miał brzuszek
Też czerwony jak maki na Casino Monte,
Ktoś chce go kupić, dać pieniądze.

A serce czerwone się buntuje ku temu,
Nie chce go oddać w obce ręce,
Lecz bez litości w środku systemu,
Każe przelewać krew i pokłony oddawać w podzięce.

Żył sobie pewnego razu maluszek
Czerwony jak kapturek, miał brzuszek
Malutki, także tłuściutki od kropel benzyny,
A silnik jak duszę złotą - spłynęła łza dziewczyny.


O DUMNYM KONIU 2017-05-25

W ogrodzie z żywopłotem tajemnym
Żyje sobie koń dumny,
Ludzie go odwiedzają, a on taki rozumny
Rozumie ich blaski i cienie,
Głową rusza, lecz to nie przeczenie.

Jakaś mucha się zleciała,
Coś koniowi powiedzieć chciała,
Lecz on nie lubi much zwyczajnych,
Woli ludzi, ale naprawdę tych fajnych,
Więc zarżał jak na konia przystało-
Czy coś go zabolało?

W ogrodzie z żywopłotem tajemnym
Żyje sobie koń dumny,
Można z nim porozmawiać, uśmiechnąć się szeroko,
A on mrugnie swym okiem, pomacha ogonem,
W końcu jest rasowym koniem,
Lecz samotnym nieco.


KSIĘŻNA TELEFONICZNA 2017-05-25

Gdy zapytano księżnej z bajki telefonów
O kształt jej wypowiedzi w zdaniu,
Zatrwożyła się jak paw, bo w swoim mniemaniu
Nie mieści się prawda tysiąca pozycji.

Przecież ona nie jest masowym istnieniem,
Nie jest szeregowym punktem w planie,
Więc foch za fochem śle ku światu,
Ona nie chce, ona jest księżniczką i nie ma tematu.

A normalny świat pracuje ciężko, szeregowo i masowo,
Zderzenie tych dwóch światów poszło na czołowo,
Nagle czerń w złości ubrana, nagle krew polała się ciurkiem-
Co z tego, że droga Pani, siedzisz dystyngowana za biurkiem?


DZWONIĄ TELEFONY 2017-05-25

Dzwonią telefony
Stacjonarne i komórkowe,
Głoszą wszem i wobec swoje tony,
Aż szum niezrozumiały wypełnia głowę.

Ktoś miły odezwie się z kulturą, ładnie,
Aż miło na sercu się robi,
Ktoś wredny odezwie się wulgarnie, zgrabnie
Trzaśnie słuchawką o stół czy krzesło.

I tak cały dzień, byle tysiąc pozycji przeszło,
By iks wyglądem krzyża wstawić w odpowiednią rubrykę,
A potem już wolność, a potem włączyć muzykę
I wyglądać słońca, czy wzeszło.

Dzwonią telefony
Komórkowe i stacjonarne,
Trzeszczą jak flety marne,
Na koniec rozmówca zmęczony.


TRZESZCZĄCA SŁUCHAWKA 2017-05-24

Słuchawka trzeszczy szarością bladą,
To słowa niewyraźne jadą autostradą
Przestrzeni z pikseli utkanych i z herców;
Z dala od wiosny, z dala od miasta.

Godzina za godziną mijają żmudnie,
Spojrzenie na zegarek, a to dopiero południe,
Godzina za godziną żmudnie mijają,
Po południu do domów wszyscy umykają.

Słuchawka trzeszczy błękitem kropli, ich strumienie
Płyną z nieba na konia i na człowieka,
A w przestrzeni z pikseli i z herców
Tworzą się słowa czasem niekulturalne.


UPIERDLIWOŚĆ SYSTEMU 2017-05-23

Cisza zamienia się w trzaski,
Lecą wióry, potrzebne kaski
Na placu manewrów weryfikacji,
Trudno tańczyć taniec dyplomacji.

Jakieś pretensje, jakieś pouczenia,
Choć to i tak niczego nie zmienia,
Trzeba pędzić, pędzić trzeba
Za okruszkiem chleba.

I przez cały kraj, i przez cały kraj
Kręci się, leci, wiruje,
Szczęścia poszukuje,
Daleko jednak jest upragniony raj.


KRĄG TRWANIA 2017-05-22

Skrywane łzy w sercu są jak diamenty,
Prosta droga, także zakręty,
A na końcu stromych wzgórz
Rosną całe bukiety złotych róż.

A złote róże są jak czerwone krople na trawie,
Lęk dźwiękiem swym tłumi głos w obawie
I rysuje na zmrożonych taflach jeziora
Coś na kształt nadziei, coś na kształt gorącego jęzora.

Tylko noc umiejętnie maski zakłada na twarze,
A potem je zrzuca z hukiem, odwija bandaże,
Pielęgnuje rany lekarstwem odpoczynku w gwiazd mruganiu -
Ot sedno życia w całym tym dla doczesności trwaniu.


KOŃ 2017-05-22

Koń brązowy, koń plamisty,
Spokojny, a może narowisty
Stoi w ogrodzie z drzewa,
Patrzy na przechodnia,
Patrzy na wróbla, co śpiewa.

I ten koń, z pyska przyjacielski
Tęskni za towarzystwem, a las szumi mu bajkę
O człowieku, co palił fajkę
I kwiaty w pejzażach kolorowe podziwiał.

Koń brązowy, koń plamisty,
Spokojny, może narowisty
Stoi w ogrodzie, trawkę skubie,
Patrzy obrażony, zad piękny ma w kadłubie.


W PRZESTRZENIACH DZWONIENIA 2017-05-22

W przestrzeniach dzwonienia wirują wióry
Z tartaku przemyśleń. Rzucona słuchawka
Po prostu, ot tak. W przestrzeni tej brak
Wypełnienia serc po brzegi miłością.

Od świtu po zmierzch czarny, hebanowy
Dzwonią dzwony z kraju dalekiej połowy.
W obrazie ciszy zawierają się plamy i plameczki,
Dzwonią wytrwale żurnalowe dzwoneczki.

Dla rejestrów stonowanych, dla rejestrów wykonanych
Pismem odręcznym, kaligraficznym
Wypełnienie przestrzeni trwa. Zapłatę da
Ten człon w strukturze koła obrotowego od potu.

Jeszcze cztery kroki, nie będzie kłopotu,
A przestrzeń napełni się energią i radością,
Zombie pójdą spać za dnia i podczas nocy,
Nikt nie będzie strzelał więcej z boleści procy.


SAMOTNOŚCI WIĘZIENIE 2017-05-21

Pomiędzy miłością jedną a drugą,
Co są jak zjawy, co są jak mgły,
Trwa średnio stabilna, przenika w sny
I idzie drogą wyboistą, długą.

Gorączki metalicznej dostaje
Od zespawanych niegdyś gwiazd,
To szkodliwy czynnik jak blask
Słońca oślepia i zatruwa.

Serce wciąż żywe pustkę odczuwa
I pewien smutek schowany w kieszeni niesie,
Wciąż patrząc w tył i w przód, nadzieję odnajdując w lesie,
Co śpiewa, co tajemnicę skrywa z wydarzeń.

Pomiędzy miłością jedną a drugą,
Co są jak niewidzialność, co są jak złudzenie,
Trwa średnio stabilna, jest silna,
Pragnie opuścić samotności to więzienie.


ALEJĄ MICKIEWICZA 2017-05-21

Aleją zieloną do Mickiewicza dębu
Szli krokiem zakochania, z rzędu
Wyłoniły się rabatki i żonkile,
Pocałunek serc, od razu jest milej.

Mostkiem z drewna, ponad rzeczką
Łez wzruszenia przeszli, zatrzymując się na chwilę.
Szemranie fal zamieniło ich w motyle
Jedwabne od dotyku, jedwabne od spojrzenia.

I już nie bolały zranione miejsca, już goiły się rany,
Obok niej jej ukochany
Mężczyzna. Zadrżała jak osika w jego dłoniach,
Poczuła jego usta gorące na swych skroniach.

Chciała zostać już tak na zawsze,
Jak posąg zastygnąć w ogródku Zosi,
Lecz komar zjawił się armią i o krew prosi
Jak wampir bezlitosny. Uciekli.


FOTOGRAFIA KOMUNIJNA 2017-05-21

Na tle nieba, na tle drzew
Słychać melodię Boga, Jego śpiew.
Przez gardła dzieci
Niesie się modlitwa, do ich serc prosto leci.

Zeszli się goście, zeszła się rodzina,
Obiad, deser, kolacja - to już godzina
Pełna rozmów o niczym dosłownie,
Spojrzenia pokątne ślą się wymownie.

Jeszcze chwila lub chwil dwie,
Rodzina do fotografii ustawia się -
Babcia, dziadek, wnuczek i wujkowie,
A nawet kuzynki i kuzynowie.

Pstryk, pstryk palcem fotografa,
Uśmiech jest, chwila na zawsze zatrzymana,
Toast kawą, łykiem też szampana,
Zabawa prawie do białego rana.


KIELICH WINA 2017-05-21

Przestrzeń wypełniona jak kielich bo brzegi
Winem z wczoraj i z dzisiaj winem.

Zakochania krok, pocałunek z uczucia,
A dalej nie wiem nic, a dalej nie wiem dokąd iść.

Teraźniejszość tęskniąca za miłością pierwszą,
Ona czyniła poczwarkę motylem,
Unosiła na skrzydłach szczęścia.

Przytykam do ust ten kielich,
Smak piwa, smak kawy to wino ma.

W biel odziane dziecię, w Boga odziane,
Jego serce Panu będzie oddane,
A różaniec modlitwą cenną.

Już korowody rodzin jak węże syczące
Wiją się długie, wystrojone.

Prezenty spadają wielkie, w kopertach pieniądze,
A Pan Bóg do serca ma utrudnione wejście.

Przytykam do ust ten kielich,
Jestem nieźle pijana.


LIST DO MAJA 2017-05-19

Maju, kochany maju,
Serca pogubione nie potrafią odnaleźć raju -
Gdzie ta miłość bezcenna,
Gdzie ta istota ukochana?

Maju, kochany maju,
Wiatr szeleści nutą kwitnienia,
Ty przyszedłeś, udzieliłeś ramienia -
Chłody samotności lżejsze.

Maju, kochany maju,
Jestem człowiekiem na haju,
Lecę przez Polskę do Bugaju -
Jestem ptakiem krzyczącym ciszą.

Maju, kochany maju,
Twoje promienie dotykają rzek
Głębokich, jezior i stawów szemrzących.
W tych cząstkach leczę okna.

Maju, ukochany maju,
Kocham cię jak przyjaciela,
Ale wiem, że odejdziesz znów na rok,
Samotny znów mój krok.


PRZEZ CAŁĄ POLSKĘ 2017-05-19

Poznań, Kraków, Warszawa.
Przestrzeń dzieli się na części
Nożem zapytania ofertowego.
To żurnale i ich obława.

Płock, Łódź, Trzebiatów.
Odbierają moje cząsteczki
Jak energię życia, zabijają katów.
Tylko czerwień w bieli chusteczki.

Opole, Sandomierz, Wadowice.
Wyzwani do walki zostali rycerze,
Żelazne niewoli rękawice -
Wszystko zanotowane jakby na papierze.

Wrocław, Ostrołęka, Włocławek.
Upałem nasyca się dzwon pulsu,
Podwinięty do łokcia rękawek -
Granica wytrzymałości na krawędzi.

Przez całą Polskę mknie mgła,
Jest nią, w nią przenika, trwa
Jak ślepiec po omacku, ale jest lepiej -
Będzie mogła kupić chleb w sklepie.


PRZELOT PTAKÓW ODWAGI I SKLONOWANIA 2017-05-17

Zgłębia się noc nad myśli płaszczami,
Zgarnia w dłonie swe czas,
Już nie patrzy oczami z gwiazd, czy żyje las
Wszystkich miejsc miliona.

Zanim skona... zanim skona...
Odwagę pokaże wszystkim -
Nagle staje się sokołem,
Patroluje życie z podniesionym czołem.

Tylko czas, nieubłagana rzeka, nie oszczędza
Młodości, nie oszczędza średniego wieku.
Poszukiwanie serum trwa, poszukiwanie leku
Na zmarszczki i chorobę duszy - sen zwycięża.

Zerwała uprząż niewiedzy, ta noc, co była dniem
Jeszcze przed chwilą. Jeszcze przed momentem
Upadających łez na podłogę i niknących.
Teraz należy już tylko do zapisów rosnących.

Zgłębia się noc nad myśli chmurami,
Związuje supły na wspomnieniach gorących
Jak wulkany dopiero stygnące.
A serce wciąż o miłości jest marzące.


KWITNIENIE RÓŻY 2017-05-16

Róża aksamitna tylko nocą kwitnie,
Rozkłada płatki, czułością naznaczona,
Pachnie życiem właśnie ta róża, właśnie ona -
Miłość zwie się i rośnie wybitnie.

Nie zrywam jej, nie wkładam do wazonu,
Pozwalam żyć, wolnością cieszyć się,
Może przemieni się w motyla z kokonu
I już na zawsze będę miała cię.

Róża jedyna tylko nocą kwitnie,
Choćby noc była jawą najokrutniejszą
Za dnia. Już nie może być piękniejszą,
Lecz ogrodnik nie podlewa jej, zmarnieje, zniknie.

Może w trzecim ogrodzie od strony lewej
Zakwitnie inna taka róża, może podobna,
Jednak też będzie uczucia głodna
I deszczu spragniona, może odnajdzie go w ciszy śpiewie.


BEZPIECZNE I HIGIENICZNE STARANIA 2017-05-16

W zamysłach głów bezpieczne myśli,
Higiena nade wszystko, nade wysokości
Strome i spadziste jak góry, jak góry,
Trzeba uważać, by nie zahaczyć o chmury.

I korytarzami ciągle splątanymi zasadami
Podążają dwie postacie, może trzy -
Dotykają się ramieniem niewidzialności jak mgły,
Co unoszą się ku górze porankami.

W zamysłach głów bezpieczne myśli,
Higiena kwiatem z chusteczki się pyszni
I zachwyca oczy także papierowe -
Już za dzień, za godzinę, za minutę wyniki końcowe.


WSTĘGI PRĘDKOŚCI 2017-05-16

Wstęgi przecinają się jak miecze,
Odlatują białe, żółte mlecze,
Co jak słońca świecą przydrożne,
Pędy życia coraz dłuższe, mnożne.

Przecieka czas korytami prędkości,
Nie ma czasu na smutki ni radości,
A czas w klepsydrze żwirem,
Pędzimy, porwani losu wirem.

Wstęgi przecinają się jak miecze,
Łzy płyną jak niebieskie ciecze
Z kranu dni, pojmane w dłonie sny
Lecą i opadają na dachu nocy.


OBYWATEL CHORY NA WŚCIEKLIZNĘ 2017-05-14

Raz pewien obywatel społeczeństwa
Słał do tłumu przekleństwa,
Pienił się z pyska, pieklił się wścieklizną
Nad psem, co ma cztery nogi,
Co nie zrobił mu nic, co psem jest aż.

Czerwona twarz, biała twarz,
Pioruny z oczu puszczał zatrute,
Twierdził, że kobiety są zepsute
I puste, a sam jak robal tłusty
Z gołą klatą paradował.

Innych obywateli szokował,
Wścieklizną zarażał,
Siebie obnażał,
Wielbicieli psów obrażał.

Raz pewien obywatel społeczeństwa
Słał do tłumu przekleństwa,
Pienił się z pyska, pieklił się wścieklizną
Nad psem, co ma cztery nogi,
Co nie zrobił mu nic, co psem jest aż.


POZORNE BEZPIECZEŃSTWO 2017-05-14

Bezpieczna droga, higieniczna chwila,
Migoczą gwiazdy zaranne nad uchem trupa,
Zbyt słona, zbyt zimna zupa
Była, cicho, burza, śmierć.

Jedynie w czwartym rzędzie
Odnaleziono scenariusz na przyszłość.
Trzymane kciuki kurczowo,
By dobrze się stało, by dobrze wyszło -
A jak będzie?

Serce buntuje się jak anioł słynny
Na rozkazy, na zakazy, na nakazy.
W duszy roją się myśli obumarłe, wymazy
Biorą doktory do zbadania.

Bezpieczna droga, higieniczna chwila,
Szumi las niecierpliwy, czas przemija,
Przesypując się piaskiem w klepsydrze.
Ile to jeszcze cen trzeba zapłacić, co jeszcze los z rąk wydrze?


WZBURZENIA RELACYJNE 2017-05-14

Słońce jak złota tarcza, grzało i świeciło,
A potem na niebie dnia coś się zmieniło,
Chmury nadeszły wzburzenia, zasnuły błękit,
Wlały do serca niepokój i rozgoryczenie.

Miłość to nie jest, przeczenie
Dwóch istot sobie nawzajem,
Stoją naprzeciwko, stoją nad ruczajem -
Splątane mają języki, nie rozumieją swojej mowy.

Miłością nazwać do połowy
Nie można, bo niewiadomą są oboje,
Każde pragnie mieć ostoję
W miłości, lecz coś tutaj zgrzyta.

I znów jest noc, i znów jest zaćmienie
Księżyca ze snów, słońca złocistego
I choć nie pyta już: dlaczego?
To wchodzi do lasu i krzyczy na całego!


UCIĄŻLIWA ZAWIŁOŚĆ 2017-05-14

Zawiłością odkrywają się karty,
Głowa puchnie jak bańka.
Nad pytaniem otwiera się czaszka:
Czy to miłość, czy tylko igraszka?

Już nie wiem, kim jesteś.
Już nie wiem, kim jestem.
Zawiłość przynosisz w słowie, wraz z gestem -
Przeznaczeni, a może tylko testem?

Zawiłość jest już wszędzie,
Mam dość i nie wiem, co to będzie,
Nie wiem, jak będzie -
Ta zawiłość jest wszędzie.


ZAPROSZENIE DO ROZEJMU 2017-05-12

Zapisane złotą czcionką słowa przysięgi,
Ręka w rękę dała się złapać i zaprosić
Na święte wydarzenie, płoną czyste wstęgi,
Dają radę kamienie wciąż unosić.

Żyje nadzieja pośród łąk majowych,
Cenna prawda ubrana w chęci szczere -
Szable najwyższy czas złożyć w nowych
Pochwach, złożyć choć na chwilę, milej.

Zapisane złotą czcionką słowa przysięgi,
Słowa do słów sklejone, powstało zdanie,
Święte wydarzenie, warto iść na nie,
Wpisać się ku pamięci do wpisów księgi.


JEST MILCZENIEM I KRZYKIEM 2017-05-12

Jest milczeniem wyrosłym ze słów,
Ostrzy ołówek nocy temperówką
I rysuje świat w wyobraźni, lepszy świat,
Nie pomija jawy i nie pomija snów.

Naznaczano ją kreską czerwoną jak krew,
Tam spływa aortą niczym woda przez zlew,
Bo to znów budzi się tygrys i lew
Zarazem, jedną melodią istnienia odnotowany śpiew.

Jest krzykiem wyrwanym ze słów,
Zrywa aksamitne myśli, łachotanie znów
Czuje na dnie swojej studni,
Dzwoni, pisze, echo puste dudni.

Zrywa się wraz ze świtem jak oparzona
Pokrzywą samotności, dłonie rozłączone jawą,
Powrót do rzeczywistości, rzeczywistością skażona
Jest jej planeta, jednak wulkan życia budzi się gorącą lawą.


NIENAZWANE I NIEWYPOWIEDZIANE 2017-05-11

Nuta zawisła w nic nie znaczeniu,
Zadrżała jak osika na wietrze.
Zaćmienie stało się lepsze
Od wschodów pełnych w cieniu.

Skropliła się mgła westchnień
I spłynęła łzą niewiedzy na podłogę,
Zadrżały wszystkie osiki w lesie,
A nuta ruszyła i na skrzydłach przeznaczenia się niesie.

Podczas drogi tyle dolin, tyle wzniesień,
Aż trudno udźwignąć głaz niewieszczy,
Coś skamle, coś piszczy i coś wrzeszczy
Pomiędzy mijanymi źdźbłami trawy.

Nie wiem, czy to skały, czy to badyle,
Chaosu wciąż jest pełno i w pyle
Zdarzeń tytłają się skarabeusze milczenia,
Pomachano ręką życia na do widzenia.


BŁYSZCZENIE ŚWIATÓW 2017-05-11

Błyszczenie światów, matowieje dama,
W ramionach upadłej  przeszłości plama
Z teraz i z jutra. Nie ma ich na tym obrazie,
Wymazują się gumką jak ołówek - wyraz po wyrazie.

A gdzieś, na ciszy głazie
Inicjały widnieją zakochane,
Serca kłódką miłości zamknięte,
Aż mosty stają się jak przeklęte.

Usta zwężają się jak do pocałunku
W rytuale pożądania - przychodzą i odchodzą
Wszystkie zwiastuny wiosny,
A kwiat rośnie wciąż samotny i zazdrosny.

Błyszczenie światów, matowieje dama,
W ramionach upadającej teraźniejszości
Wyglądają ciszy, wyglądają zrozumienia -
Na falach życia wciąż występują zakłócenia.


ZUPEŁNE OBLICZA 2017-05-11

Zupełne oblicza
Złapane w wazony,
Oblicza życia,
A w oddali dzwony.

Znaki zbyt pierworodne
Już nie są modne,
Modne są węże i wężownice,
A na miotłach lecą czarownice.

Zupełne oblicza
Złapane w kryształy,
Oblicza życia,
A w oddali liście z drzew spadły.


STOSUNEK Z NOCĄ 2017-05-10

I znów noc trzyma mnie za rękę jak ukochany,
Całuje przeszłością, całuje z namiętnością,
Otula słowem, otula myślą - sen poskładany
W kosteczkę jak u idealnej pani domu.

Nie zdradzę tajemnicy, nie wyjawię nikomu,
Co usłyszałam w cichości tonu
Tych miłości poskręcanych jak lina marynarza,
Aż dziwne mam oczy, aż dziwne mam usta.

A przecież to nie zdrada, a przecież to nie rozpusta
Kochać się w nocy, co daje gwiazd migotanie.
A przecież to nie zdrada, a przecież to nie rozpusta
Kochać się w nocy, co daje deszczu szemranie.

I znów noc trzyma mnie za rękę jak ukochany,
Całuje teraźniejszością, całuje z delikatnością,
Obojętność zamienia w paryskie żaby, paryskie ślimaki,
Daje mi kredki, więc rysuję tęczę nad krainą snów, daje pisaki.

Więc kreślę krzywe obliczeń, więc kreślę własne szlaki
I nimi podążam w sukni marzeń, i nimi podążam w sukni zdarzeń,
A potem kręcę się jak dziecko, jak dziewczynka na karuzeli mała -
Zamknij mnie w sobie, nocy lubieżna, w tobie będę wirowała.

I znów noc trzyma mnie za rękę jak ukochany,
Całuje przyszłością, całuje z ciekawością,
Otula nadzieją i śpiewem ptaka, i wiarą - sen porozrzucany
Jak tysiące planet i gwiazd w kosmosie.


CHWILA W OGRODZIE LICZBOWYM 2017-05-10

Weszłam raz do ogrodu z liczbami,
Chciałam zatańczyć pomiędzy drzewami
Nietypowymi, pomyliłam cienie rzucane
Na trawę, łąki kosztami, łąki przychodami usłane
Jak w jedną pościel, jak w jeden dywan,
Lecz to zupełnie coś innego.

Spotkałam człowieka dziwacznego,
Patrzył na mnie jak nieszczęść siedem,
Już wiedziałam, że to nie Eden,
Którego szukam, którego żądam i pragnę,
Nagle jak długa kłoda padnę
I uczynię most nad rzekami z łez.

I w tym ogrodzie nie zakwitł bez
Na kontach syntetycznych, choć triumfuje maj -
Zimno, deszcz, zimno, dreszcz - to nie raj, to nie raj.
I nagle, granaty chmur rzucane pod wiatru siłę,
Utworzyły wir braków liczbowych, usypały mogiłę
Łopatą delikatnego odrzucenia.

Weszłam raz do ogrodu z liczbami,
Chciałam zatańczyć pomiędzy drzewami
Nietypowymi, zaszumiały one w 2005 roku
Liśćmi zielonymi jak nadzieja, jak flegma,
Trudno było dotrzymać mi właściwego kroku,
Więc otworzyłam bramę, wróciłam do miasta.


SENNE PRAWDY 2017-05-07

Senne prawdy otwierają oczy nad ranem,
Całość jest filtracją, jest skanem
Wydarzeń już odchodzących do lamusa,
A szarość wypożyczona od listopada daje susa
I cały świat obtula smutnym ramieniem.

Padają deszcze ukośne i chłodne,
Napajają nadzieją serca głodne,
Że kiedyś wzejdzie słońce złociste
I oświetli dolinę życia, a łąki będą kwieciste.

Senne prawdy otwierają oczy nad ranem,
Całość jest próbą zdania testu - słowa kochane
Jak kształty z wosku odlane
Wskazują wróżby, wskazują drogi, wskazują treść;
Cisza wyłania się z szarości, niesie dobrą dla samotnych wieść.


WAHADŁO I KLEPSYDRA KWIACIARKI 2017-05-06

Wdzięczność przybieram jak bukiet pełen kolorów,
Jestem kwiaciarką, jestem kwiaciarką.
Spływa łza niema po szybie serca, środkiem torów
Każesz mi iść - brak odpowiedzialności - każesz mi iść.

Jak cię traktować mam? Spadam jak liść
Z drzewa przyschnięty. Sercem chciałabym
Znaczyć coś dla ciebie, a ty jesteś jak jemioła -
Wysysasz siły witalne, gałąź mej duszy coraz bardziej goła.

Czy mam się już poddać? Czy mam już sobie iść
Swoją własną ścieżką, lecz bez ciebie?
Czego ty chcesz? Czego ty chcesz?
Dasz mi serce, ja dam swoje - proste, wiesz.

Sympatię przybieram jak bukiet złocisty, perlisty
Wstążką czerwieni, wstążką nadziei,
Bo jestem kwiaciarką, bo jestem kwiaciarką -
Mam też wahadło i klepsydrę.


JUŻ PŁONĄ ZNICZE 2017-05-06

Już płoną znicze na grobie czasu,
Wciąż mamieni nadzieją na przyszłość
Lepszą, kolorową, idziemy do lasu -
Tam cichniemy nad grobem miłości
Jeszcze nie urodzonej.

Już płoną znicze na grobie dni,
Wciąż mamieni nadzieją na prawdziwość
Uczucia, idziemy strudzeni, a może tylko nam się śni
Koszmar za koszmarem -
Próby wieczności traktujemy jak insektów chmarę.

Już płoną znicze na grobie nieba,
Za potrzebą chleba
Idziemy, lecz już ludźmi być przestajemy -
Indywidualni, zamknięci nikniemy.


TYSIĘCZNA TO JUŻ RANDKA 2017-05-06

Randka w tysiąca odsłonie,
Serce pragnie i prawie już płonie
Jak pochodnia, trzymasz ją za dłonie
I całujesz w czoło,i w usta, i w skronie.

Wyznajesz jej, że nie znasz, że nie wiesz,
Co do niej czujesz, sprawiasz jej bóle
Tą niewiedzą, ileż można czekać?
A wróble z niedowierzania na gałęzi siedzą.

Wyznajesz jej, że może kiedyś ją pokochasz,
Że może kiedyś zaprosisz ją do siebie,
A teraz ma być cicho, a teraz ma być posłuszna -
Każą się wam rozstać - to chyba wizja słuszna.

Randka w tysiąca odsłonie,
Serce przygasa, to znów płonie,
Lecz nie ogniem miłości,
Lecz ogniem rozżalenia i ostateczności.


ODKRYCIE W ŚRODKU NOCY 2017-05-06

Trzech szaleńców
Rozmawia z gwiazdami,
Wieczność, a pomiędzy
Łażą ludzie, łażą w nędzy.

Szeleści chór wspomnieniami,
Słuchają dyrygenta uczuć,
A ścieżki takie zakręcone,
Aż spływają krople spalone
Na podłogę serc.

Szeleści chór życzeniami,
Słuchają dyrygenta uczuć,
A chaos taki jak świat,
Aż rumieni się tulipana kwiat,
Kontynuując grę.

Trzech szaleńców
Rozmawia z gwiazdami,
Wieczność, a pomiędzy
Łażą ludzie, szukają pieniędzy.


SZUM DRZEW NIE TAKI ZWYKŁY 2017-05-06

Szumią drzewa melodią z przeszłości,
Przywołują pocałunki gorące jak lawa,
Choć w samotności pita kawa,
To kiełkowało ziarno miłości.

Szumią drzewa melodią z dzisiaj,
Ukazują pragnienia do czułości,
Lecz te zbierają łzy, pełna ich misa,
W ramionach trzymają przejścia.

Szumią drzewa melodią z przyszłości,
Choć ta melodia jest nieznana jeszcze,
Przenikają ciało dreszcze, deszcze,
Prowadzą na smyczy nadziei do słonecznej radości.


ODNOŚNIE TAJEMNIC 2017-05-06

Nagle życie urywa się w piwnicy,
Ciemno tam, pośrodku tajemnicy
Stoi siedemnastolatka,
Otwiera oczy, a to więzienie, klatka.

Usypia jej matka
Na kartach środków nasennych,
A ojciec zabił się,
Ciotka nienawidzi jej.

Nagle prawda ukazuje się w komnacie
Z przeszłości zamków obumarłych,
Krew sączy się jak struga pijana,
Nienawiścią powalona na kolana.

Tylko pióro poety trzymane dłonią przyszłości
Kieruje ją ku bramie szczęścia,
Wyprowadza z ciemności, wyprowadza z zawiłości
Jak wszechwiedzący, jak jasny drogowskaz przeznaczenia.


POSĄGI LICZBOWE 2017-05-05

Posągi wyrzeźbione cyfrą magiczną
Jak dłutem rzeźbiarza,
Wciąż się coś przydarza,
Coś spada jak liść z drzewa.

Chłodem wiosna w twarz uderza,
Wielkimi krokami do jesieni zmierza,
Ubiera te posągi w suknie liczbowe
I liczy jak księgowy - zawodowiec.

Posągi wyrzeźbione cyfrą magiczną
Jak dłutem rzeźbiarza,
Wciąż coś upada, wciąż coś się podnosi,
Raz na deszcz, a raz na słońce się zanosi.


DWIE DROGI DO WYBRANIA 2017-05-05

Na dróg rozstaju stoi,
Chce iść, lecz się boi,
Nie wie, którą drogą podążyć,
By się nie spóźnić, by na czas zdążyć.

Czy iść aleją z cyfr drzewami,
Odnajdywać śpiew pomiędzy ich kolumnami,
Czy iść aleją bezpieczeństwa,
Niosąc sens dla życia ludzi?

Na dróg rozstaju stoi,
Chce iść, lecz się boi,
Nie wie, którą drogą podążyć,
By się nie spóźnić, by na czas zdążyć.


RÓWNANIE RACHUNKOWE 2017-05-05

Zamknięte kolumny cyfr,
Tylko ona zna do nich szyfr,
Tylko ona ma klucz do prawdy, a prawda nikczemna -
Jakaś niewiadoma ciągle, a zmienna ta sama, stała i codzienna.

Słońca świecą w kształcie zera,
A krople soczyste wypełniły się wodą,
Teraz kwiat nadziei witalność zawiera,
Tylko czy herosi iść jeszcze mogą?

Zamknięte kolumny cyfr,
Tylko ona zna do nich szyfr,
Tylko ona ma klucz do prawdy, a prawda świadoma -
Równanie z iksami drukowanymi, z iksami dwoma.


O ODRZUCANIU SZANS 2017-05-02

Życie daje szanse, szans wiele,
Lecz modlimy się w kościele
O cud, o coś większego,
A odpuszczamy coś cennego.

Właśnie te szanse, co odpływają jak statki na morzu,
Nikną, maleją, znikają całkowicie.
Nagle ktoś zastaje nas w niewłaściwym łożu,
Zarzekamy się świętością, a grzeszymy skrycie.

Życie daje szanse, szans wiele
Od poniedziałku po niedzielę,
Lecz nam jest za mało, lecz coś nie pasuje,
Chcemy czegoś więcej, a to wszystko psuje.


WRZĄTEK MYŚLI 2017-05-02

Znów zmierzchu początek,
Serce tętni od krwi, bije strachem
Przed wspólnym dachem,
W głowie myśli gotują się jak wrzątek.

Bo raz jesteś miły i wspaniały,
Do stóp ugiąłbyś świat dla niej cały.
Bo raz jesteś wulkanem pełnym lawy,
A ona boi się poparzyć śmiertelnie, więc ma obawy.

Znów zmierzchu początek,
Nadchodzi jutrzenka
W za małych, dziurawych ciżemkach.
W głowie myśli gotują się jak wrzątek.


HEBANOWA NIĆ MYŚLI 2017-05-02

Hebanową nicią myśli
Zaszywam portrety dnia.
Czas już mija, szelest liści
Przywodzi porę chłodu, mgła
Nadchodzi znów codzienna.

W oddali dzwon bije dźwięk
Niezrozumiały, coś w rodzaju pęku kluczy
Zgrzytających w starym zamku.
Otwieram drzwi, wchodzę, staję na krużganku
Przyszłości - nie wiem, co powiedzieć.

Hebanową nicią myśli
Zaszywam portrety dnia.
Czas już mija, biel śniegu
Błyszczy w świetle księżyca,
A serce szczerą modlitwę przemyca
Ku gwiazdom, ku gwiazdom.


TAK CUDOWNIE 2017-05-02

Cudownie. Ramiona ciszy
Otulają duszę. Oddycham piersią całą,
Patrzę na świat dziś taka szczęśliwa,
Wiem, że jestem tu, swoista i prawdziwa.

Cudownie. Choć twoje ramiona czułe
I miło w nich zatonąć,przed światem schować się,
Lecz na co dzień charakter zamienia w potwora cię,
A ja zarastam wtedy nieszczęścia mułem.

Cudownie. Ramiona indywidualności
Otulają duszę. Pocałunki wolności
Smakują jak najlepszy cukierek,
Wiem, że jestem tu, koniec gierek.


PIERWSZEGO MAJA 2017-05-01

Wszędzie słońca, słońc miliony w zielonej sukni traw
Mienią się, błyszczą, świecą i kuszą,
Oczy patrzą z zachwytem, bo patrzeć muszą
Na to piękno naturalne, salwa wybuchła braw.

To idą ludzie, twarze rozpromienione
Fioletem wchodzącym w róż.
To idą ludzie wzdłuż
Szemrzącego jeziora, wzdłuż alei drzew,
Słyszą ich wiosenny śpiew.

To idą ludzie, niosą w sercach gniew,
A także nadzieję i wiatr.
To idą  ludzie, błyszczą jak te słońca,
Świętują pracy święto kolejką bez końca.


MIGOTLIWY ŚWIADEK 2017-05-01

Migotliwe fale mówiły o wszystkich czasach
Pamiętnych: od tenisówek dziecka po panią w obcasach,
Lecz kochanek nie chciał słuchać, nie chciał wiedzieć,
Trzymał tylko za rękę, od zmęczenia chciał siedzieć,
Lecz poczwarką nie może być zawsze, musi zamienić się w ćmę.

Potęga drzew szumiącą melodię niosła,
To nadeszła kolejna wiosna,
A w sercach sól, łzy i prawda, trochę czułości,
Topielcami w morzu niedoskonałości
Stają się ona z nim, strach przed wyborem złym.

Kolejką pierwszego maja, po wąskich torach,
Nadjechała nicość i wzburzona nadeszła pora
Jak niebo chmurami utkanymi z burz,
Nie kochasz mocniej, nie niesiesz dla niej róż,
Tylko idziesz wzdłuż
Płotu jej poranionego serca.

Czasem jak plaster, najczęściej jak morderca,
Który chwyta niespodziewanie, znienacka
I dusi swą ofiarę dłonią kochanka, a to macka
Jest pozbawiająca woli własnej,
W komnacie ściśle ciasnej,
Utraciła drogę miłości własnej.

Słońce świeciło nadal, migotaniem bawiło się z falami
Jeziora. Ona szła z nim, obok siebie,
To znaleźli się w czyśćcu, lecz nie w niebie -
Ona nie jest dla niego jedyna jeszcze, choć łączą się wargami,
Przymknięcie powiek, cisza, tylko szum natury bez skazy.


WODOSPAD CZERWONY MIŁOŚCI 2017-05-01

Miłość spływa jak wodospad czerwony,
Jak kropla jedna i tysiąc kropel krwi,
Więc nie mów mi, więc nie mów mi,
Co mam robić, jak żyć, kim być.

Choć oczy masz piękne, gdy patrzą w moje,
Całujesz ekstazą, dotykasz czule,
Wtedy odpływam w dal, zatracam bóle,
A potem znów słyszę rozkazy twoje.

Nie umiem tak żyć - w klatce jak ptak
Smutny i bez sił, raniący się o pręty,
Więc daję ci list z nerwem wyjęty:
Nie rządź się jak pan i władca,
Tylko szanuj, tylko wspieraj, tylko kochaj.

Miłość spływa jak wodospad czerwony,
Jak kropla jedna i tysiąc kropel krwi,
Więc nie mów mi, więc nie mów mi,
Co mam robić, jak oddychać , jak śnić.


GRANATOWA RELACJA 2017-05-01

Lot na skrzydłach czerni w kosmos niewoli,
Serce pragnie miłości, lecz deptać się nie pozwoli.
Czułość dotyku jest jak jedwab i aksamit,
Lecz połączenie mężczyzny z kobietą to niebezpieczny dynamit.

Na wzniesieniu nudnej szarości zakwitł kwiat
Czerwony, czerwieńszy od rtęci, czerwieńszy od krwi,
Coś kłuje, coś boli, coś ćmi
W nadziejach splątanych lianą pragnienia.

Wazony warg napełniają się solą łez nerwowych,
Niedźwiedź dziki jak potwór nieokiełzany
Spotyka i pożera bezbronne dziewoje,
Nie przeżyją ze sobą długo ci dwoje.

To jeszcze nie nienawiść, to jeszcze nie miłość,
Lecz coś pomiędzy, dzika zawiłość
Relacji niby długiej, nadzieja stała się jak mgła
Nad ranem, wyblakła, ledwo widzialna.

Jeszcze kilka dni, jeszcze kilka nocy, szansa jedna,
Choć pora śniadania dopiero, trochę obiadowa,
To już serce jak stal i miłość nowa,
A mężczyzna biedny, a kobieta biedna.

Lot na skrzydłach czerni w kosmos niewoli,
Serce pragnie miłości, lecz deptać się nie pozwoli.
Pocałunki są słodkie jak malina, jak truskawka,
Lecz człowiek - mężczyzna czy kobieta - to nie zabawka.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]