kwasna | e-blogi.pl
I ZNOWU TA NICOŚĆ 2016-11-30

Nicość mknie po korytarzach
Odchodzącej jesieni,
Blask z drzew świątecznych się mieni,
Zachęca do zakupów niepotrzebnych.

A w świecie czerni podniebnych
Puchną gwiazdy od spalin.
To już zima w sercu, nie ma jagód,
Nie ma malin.

I nie ma miłości jedynej, wspaniałej,
Tej, na życie całe.
I tylko ta nicość mknie po korytarzach
Odchodzącej jesieni,
Próbuje złapać szczęście w locie.


JESIOTR 2016-11-30

Z głębin akwarium
Smutkiem patrzył jesiotr.

Na ludzi jak mrówki
Wędrujących tam i z powrotem,
Biegnących za tropem
Świętego Mikołaja.

Na wszystkie choinki
Przyozdobione
I na renifery,
Co oczy mają zamglone
Od wiatru w pędzie.

Na ten szum w marketach
I na straganach rynków.
Na spadające płatki śniegu,
Co topnieją raz i dwa.

Z głębin akwarium
Smutkiem patrzył jesiotr.


URZĄDZENIE ZWANE SMARTFONEM 2016-11-29

Zadzwoniło urządzenie zwane smartfonem,
Pani z urzędowego krzesła wyjawiła tonem
Ustabilizowanym, że mam szansę się bronić,
Wysłałam elektroniczną odpowiedź, nie miałam dzwonić.

Zagotowało się we mnie jak w czajniku,
Spokój w jednej chwili prysł jak bańka z mydła.
Bezużyteczna, wulgarna znieczulica przebrzydła
Doprowadziła do walki tytanów - potworów.

Zadzwoniło urządzenie zwane smartfonem,
Pan dość znajomy z domowego krzesła wyjawił tonem
Naciskającym na spotkanie błyskawiczne.
Odpowiedź słuchawką doń dotarła, iż nie mam humoru ani czasu.

A noc ma swoje zasady, a noc znów jest świadkiem
Mojej spowiedzi, mojej prawdziwej twarzy.
To noc tylko wie, że jestem człowiekiem,
A moje marzenia nie popłyną żadnym ściekiem.


NAUKA MA WARTOŚĆ 2016-11-29

Słowem pisanym określono zasady
Dla czynników czysto fizycznych.
Zapylenia, mikroklimat, wibracje.
Promieniowanie, hałas i oświetlenie.
Skoroszyt schowany do szuflady.

Słowem pisanym określą zasady
Dla czynników czysto fizycznych.
Poruszające się maszyny, ostre krawędzie.
Pożar, wybuch - czy będzie?
Skoroszyt schowany do szuflady.

A gdy nadejdzie dzień kontroli,
Weryfikacja słów pisanych pozwoli
Określić stan wiedzy na czysto.
Nauko, jesteś wartością oczywistą.


TAK TO BYWA Z UCZUCIAMI 2016-11-28

Przywitanie chłodne,
Choć serca takie głodne
Miłości, miłości.
Ale nie pozwalają im zapłonąć.

Wziął ją wreszcie za rękę,
Kłamstwo miała w oczach,
Już nie była taka urocza,
Odwróciła swoją szczękę.

Pocałunek ją rozgrzał
I otulenie kocem,
Jej serce wreszcie krzyczało:
"Zostań dłużej, najlepiej na stałe",
Ale on musiał iść, kolejne samotne noce...


BIMBY ZIELONE 2016-11-28

Bimby zielone
Mkną jak szalone
Starym torem.

Bimby zielone
Mkną jak szalone
Obecnym torem.

Bimby zielone
Mkną jak szalone
Nowoczesnym torem.

A dokąd tak mkną?
Przez miasto, przez miasto,
Zabierają pasażerów zmarzniętych
I wiozą do ich domów
Na święta.


GDY GASNĄ DNIA FLESZE 2016-11-27

Zgasły już dnia flesze,
Poprzez noc do jutra się spieszę,
A w oku łza się kręci,
Wciąż to samo mam w pamięci:

Złamane serca pierworodne,
Buty wygodne,
Te nie kupione
I te dni żebractwem skażone,
Aż zesztywniały dłonie.

Zgasły już dnia flesze,
Zanim obudzę się ponownie,
Zasłonę z mgieł w oknie zawieszę -
Jutro przywita mnie wymownie.


NOCY MOJA CZARNA 2016-11-27

Nocy moja czarna,
Korytarzami złości
Niósł się krzyków śpiew,
W nim zawarty cały gniew.

Nocy moja czarna,
Tańczyły dymy skręcone tańce,
Truły miasto, aż w kagańce
Zapięli się lunatykujący.

Nocy moja czarna,
Samotność sfrunęła na skrzydłach smutnych,
A ja liczyłam parę gwiazdek pokutnych
Za tę przepaść, którą wyryłam przypadkiem.

Nocy moja czarna,
Jesteś potężna, a ja marna
Jak niewidoczna kropeczka,
Jak łza, co wsiąkła w chusteczkę.

Nocy moja czarna,
Przeszłość i teraźniejszość
Idą, trzymając się za rękę,
Powodują dla przyszłości mękę.

Nocy moja czarna,
Wznoszę toast za twoje zdrowie
I za ten senny czas;
Pozdrów ode mnie las.


NOC WSZYSTKO WCHŁONIE 2016-11-25

Noc wszystko wchłonie:
Zgniecioną blachę,
Zgniecione myśli i szanse,
Potłuczone radości.

Noc wszystko wchłonie:
Wulkan złości
Bulgocący lawą nienawiści
I bukiet z kolorowych liści.

Noc wszystko wchłonie:
Bezsensownych nas,
Wściekły czas
I sztywne zasady prawa.

Noc wszystko wchłonie:
Niemrawość rzeczywistą,
Pierzynę mglistą
I utrudnienia na drodze.

Noc wszystko wchłonie:
Ognie piekielne,
Postanowienia i plany,
A także wiersz ten nie napisany.


PRAWDA KONTRA PRAWDA 2016-11-24

Prawda prawdzie przeciwko.
Ani to śmieć, ani to gorsza kategoria,
Cała wielka alegoria
Ukryta za firanką mgieł naprzeciwko.

Prawda prawdzie daje prztyka w nos,
Pogruchotane kości zwłaszcza,
Gdy trzęsą się połacie płaszcza
Ziemskiego. Nieprzewidziany los.

Prawda prawdzie przeciwna
Na ringu codzienności listopada.
Jedna i druga swoimi argumentami włada,
Sędzina aż zesztywniała.

Prawda prawdzie wrogiem.
Na początku neutralność,
Spotkanie za rogiem,
Zmącona normalność.

Prawda prawdzie przeciwko,
Walka tytanów trwa:
Świat bogaczy i świat biednych -
Rozpostarta sporu mgła.

Która z prawd wygra?


OKRUCIEŃSTWO POPEŁNIONE NA ŚLIMAKU 2016-11-23

Dzielny ślimak
Pełzł o świcie
Poprzez mgły.

Zdeptano go pośrodku
Placu, podpalono benzynę
I spalono go ogniem zemsty.

Płonął w swojej skorupce
Jak pochodnia nocą,
Zła czarownica nie miała litości.

Przeżył dzielny ślimak,
Pełzł o zmierzchu,
Gasił się o łzy.


STRACHLIWOŚĆ KASJERKI BENZYNOWEJ 2016-11-22

Stacja w paliwa bogata.

Kasjerka krzywa, rogata
Jej dusza, a jej serce
Płochliwe, nieśmiałe,
Aż biedna, drży godziny całe.

Kasjerka krzywa, poraniona,
Uciekać chce w dobre ramiona,
Lecz takich ramion nie ma.
Od wybuchu czarnych myśli zatrzęsła się Ziemia.

Kasjerka krzywa, z zanikami pamięci,
Stoi za kasą, kasę liczy i kasuje,
Dziewięciu złotych nagle brakuje,
Gdzie się schowały te monety?

Kasjerka krzywa, czasu brak na wyprostowanie,
Nie umie się nauczyć na zawołanie
Wszystkich trików, wszystkich sztuczek magicznych,
By zadowolić klientów i Wielką Szefową.

Kasjerka krzywa, kasjerka płochliwa
Stoi za kasą, kasę liczy i kasuje,
Ręce drżą strachliwe -
Wychodzi do domu, stawia kroki fałszywe.

Kasjerka krzywa, w chęci ubrana,
Szła po kolanach,
Brodziła w swych nieumiejętnościach,
Zatraciła się w namiętnościach
Ucieczki.

Stacja w paliwa bogata.


TRUDNE DRYFOWANIE 2016-11-20

Znów czuć samotność w powietrzu,
Unosi się tuż nad nocy taflą.

A ja czuję, że drżę
Jak osikowe drzewo.
A ja czuję, że na lewo
Powinnam pójść, by ochronić
Serce me
Przed jutrem straszącym.

Bo jestem majtkiem dryfującym
Na tratwie jak Robinson Cruzoe.
Przetrwam na bezludnej wyspie,
Przetrwam na morzu, nie zginę od piratów
Obcych, wrócę do Domu.

I choć czuję, że drżę
Jak osikowe drzewo,
Pójdę na prawo na przekór wszystkiemu,
Przeniknę sercem w pamięć systemu
Zwanego życiem.

Znów czuć nadzieję w powietrzu,
Unosi się tuż nad nocy taflą.


SPAWANIE SERC 2016-11-20

Spawaliśmy dziś serca ze sobą,
Szliśmy bezpieczną drogą,
Aż doszliśmy do rozstaju ścieżek,
Na cztery strony świata rozeszła się wesołość.

Spawaliśmy dziś serca ze sobą,
Zbieraliśmy opiłki tegoż metalu,
Nie poddawaliśmy się dla medalu,
Ucieszyliśmy się na widok przystani.

Spawaliśmy dziś serca ze sobą,
Byliśmy jak naćpani, byliśmy jak na bani,
Ale jacy zacni i mądrzy, jacy weseli,
Tak się działo przy dzisiejszej niedzieli.


SPUCHNIĘCIE MÓZGU 2016-11-19

Spuchł mózg od nieśmiałości
I wybuchł emocjami złymi.
Tak to już jest w życiu doczesności,
Iż trzeba kamuflować swoje niedoskonałości,
Zakładając maskę komunikatywności.

Spuchł mózg od ciężarów w postaci kamienia,
Świat idzie do przodu, świat się zmienia,
Czy na lepsze, czy na gorsze -
Tego już nie wiadomo. Aż nadszedł smak na dorsze,
Co nie ma związku z przypadłością
Zwaną nieśmiałością, stronieniem od ludzi.

Spuchł mózg od nadmiaru informacyj zbędnych,
Nie ma ma miejsc przyjaznych, miejsc równorzędnych
Dla osobników, co wolą przyrodę od chaosu miasta -
Trzeba być elastycznym robotem - takie czasy, że nieśmiałość jest złem.


ROZKAZY ZGUBNE 2016-11-19

Ciągłe rozkazy słyszy
Z prawej i z lewej strony,
To kraczą kruki i wrony -
Cichnie, coraz słabiej dyszy.

Nie zapłacze świat
Nad dziewczyną wrażliwą,
Nad dziewczyną będącą jak kwiat,
Który usycha bez wody, słońca i miłości.

Ciągłe rozkazy słyszy
Z prawej i lewej strony,
To kraczą kruki i wrony
Na nagrobku szarym, dziewczynę jedzą myszy.


DO WĘŻA SROMOTNEGO 2016-11-18

Wężu sromotny losu,
Czuję twój jad w żołądku,
Niby wszystko w porządku,
Ale zabijasz mnie od początku.

Wężu sromotny losu,
Czuję twój jad z chaosu
Stworzony i spotęgowany,
Jak mnie zatruwasz, o, rany!

Wężu sromotny losu,
Czuję twój jad w planie życia,
Umieram od niego,
A wszyscy skaczą z radości!


MOJE STOISKO, MÓJ KRAM 2016-11-18

Stoisko mam z hot dogami,
Sprzedaję uśmiech i duszę,
Bo sprzedawać muszę
Za grosze, za słowo "proszę".

Stoisko mam z papierosami,
Sprzedaję uśmiech i duszę,
Bo sprzedawać muszę
Za grosze, za słowo: "proszę".

Stoisko mam z alkoholami,
Sprzedaję uśmiech i duszę,
Bo sprzedawać muszę
Za grosze, za słowo: "proszę".

Stoisko mam z paliwem,
Sprzedaję uśmiech i duszę,
Bo sprzedawać muszę
Za grosze, za słowo: "proszę".

Wszyscy się cieszą,
Z wiarą w moją sprzedaż spieszą,
A ja dygocząca jak listek na wietrze,
Chcę spaść czym prędzej...


WALKA BARDZO WEWNĘTRZNA 2016-11-18

Widziałam armię żołnierzy
W czerwonych kubrakach.
To strach ku nim mierzy,
Burzy porządek we flakach.

Na gzymsach z marmuru
Przechadzały się ptaki przeszłości.
Usłyszałam głos silnego chóru,
A wszystko w drodze ku wolności.

Milczenie serca i nadzieja
Ułożyły się w jeden stan.
Przebłyski świadomości bocznej
Dokonywały teraźniejszości skan.

W ramionach miłych słów,
Które skierowałeś do mnie znów,
Poczułam ulgę i wiarę -
Teraz czekasz na spełnienie minionych snów.

Chciałabym dotrzymać danego słowa
Tobie i sobie,
Lecz dziś trzeba walczyć
Z wiatrakami jak don Kichot.

Oj, losu to chichot,
Ale gdy strach pokonam,
Czegoś wielkiego dokonam -
Umiłuję świat.

I zakwitnie nocą kolejną kwiat
Szczęśliwości,
I zakwitnie nocą kolejną kwiat
Miłości,
Najpiękniejszy od lat.


DRŻĄCY KROK 2016-11-17

Pomiędzy przeszłością a teraźniejszością
Stoi i się boi
Zrobić krok do przodu, w przyszłość krok,
Chce odnaleźć blask, widzi mrok.

Ale wie, że wycofać się nie może,
Musi podnieść nogę
Jedną i drugą, postawić ten krok
W blask albo w mrok.

Pomiędzy przeszłością a teraźniejszością
Stoi i się boi
Tego, co jeszcze się nie zdarzyło -
Serce tak bardzo pragnie, by marzenie skryte
W końcu się spełniło.

Dlatego idzie, choć drżącym ruchem,
Może ktoś kiedyś nazwie ją zuchem,
Może ktoś będzie dumny jak paw,
Że ją znał, że ją kochał...


JEJ KROK KU CHWALE 2016-11-17

Jej krok
Ku chwale.

Woalka mgieł
Zasłania serce jej.
To jeszcze miasto?
A może pola gdzieś pomiędzy?

Jej krok
Ku chwale.

Portfel bez pieniędzy,
A gdy przestanie żyć w nędzy,
Znajdą się przyjaciele
Jacy wspaniali.

Jej krok
Ku chwale.

Świeczkę pamięci dla niej zapalę
Na smutnym grobie,
Zapomnianym grobie.
Opowiem o jej życiu właśnie tobie.

Jej krok
Ku chwale.


MIASTO TĘTNIĄCE ŻYCIEM 2016-11-16

Miasto tętniące życiem.
Tylko zesztywnienia posągów,
Co na przystankach stoją prosto,
Potęgowały chłód martwicy.

Rozejrzała się po okolicy,
Słońce schowane za chmurami
Czytało między wierszami
Nadzieję, podpis na skierowaniu.

Miasto tętniące życiem.
Na ulic skrzyżowaniu
Zaufała intuicji - zgodziła się
Na miesiąc zlecenia.

Tylko jedno martwi nad życie:
Że milczysz, że nie tęsknisz
Jak ona tęskni za tobą -
Uroniła łezkę smutną - jest sobą.

Miasto tętniące życiem.
Padają deszcze już nocą,
Gwiazdy śpią, księżyc śpi
I tak upływają wszystkie dni.


STOSUNEK NOCY DO DNIA 2016-11-15

Spętani lianami ekstazy,
W pocałunkach zawarte wyrazy
Namiętności. Falowanie ciał.
Nocą gwieździstą dziki szał.

A za dnia samotność i mgły,
Marzenia, pragnienia, fantazje.
A za dnia jawa i sny
Zaplątane w wyobraźnię.

Spętani lianami ekstazy,
W dotyku malują się obrazy
Łąk kwiecistych, łąk soczystych.
Nocą gwieździstą splot dłoni czystych.


PODZIAŁ DOBY 2016-11-14

Poranek przejrzysty.
Słońce tuliło chłód ojczysty
Do gałązek już całkiem nagich.
Wszyscy błyszczeli nadzieją.

Popołudnie dziwne.
Słońce przestało grzać sztywne,
Jakby nagle umarło,
To niebo kokosem dymów się starło,
Lecz to błędna diagnoza.

Wieczór mglisty.
Księżyc, choć ogromny, to nieoczywisty,
Zakryły go chmury ciężkich westchnień.
Wszyscy wędrowali wśród dolin i wzniesień.

A noc perlista.
W oku łza szklista, niewidzialna.
Za chwilę nadejdzie dzień.
Przyniesie blask? Przyniesie cień?


KAŻDA MYŚL 2016-11-14

Każda myśl jest kształtem
O barwie szkła.
I to w słońcu. I to w mgłach.
Każda myśl jest pragnieniem.

Każda myśl jest słowem
Odnotowanym w tłumie liter.
I to w notesie. I to w internecie.
Sączę nocą likier.

Każda myśl jest napędem
Do tworzenia zarysu dla pokoleń.
I to dnia każdego. I to nocy każdej.
Ile jest tu esencji ważnej?


SALON NASZYCH CIENI 2016-11-13

Salon cieni.
Czerwień ust się mieni
W odbiciu twoich zwierciadeł.
Poszedłeś bez sznurowadeł
W dal przejrzystą.

Zostałam sama
W salonie cieni
Z myślami, co druga tobą się mieni.
A w oku łza niczym plama
W kształcie kleksa
Spływa, zatem jestem beksa?

Salon cieni.
Błękit moich zwierciadeł się mieni
W księżycu nienaturalnych rozmiarów,
Przez chwilę byliśmy jak Alicja
W krainie czarów. Miłość to delicja.


DOROSŁA ROZMOWA 2016-11-13

Rozmowa toczyła się między ciszą a słowem.
Mając szklankę i pustą jej połowę,
Napiliśmy się drinka prawdy i szczerości.
Być może doprowadzi to nas do radości?

Rozmowa toczyła się między myślą a myślą.
Mając miskę pełną jedzenia,
Zjedliśmy milczenie ze smakiem.
Czy zatem dojdziemy do odpowiedniego punktu?

Rozmowa toczyła się między sumieniem a sumieniem.
Być cierpliwością, dojrzałością, zrozumieniem,
Być wspierającym ramieniem
Postanowiliśmy dziś sobie.
Czy zatem wytrwamy?


ŁZA RATUSZOWA 2016-11-13

Spłynęła łza po ścianach ratusza,
To zapłakało serce rozdrapane
Przez sokoły i lwy, przez byki i człowieka -
To apokalipsa nas czeka,
Gdy wybuchną wszystkie wulkany prawdy.

Spłynęła łza po ścianach ratusza,
Wielka smuga powstała bez retuszu
Na szybach zniekształcających starówkę -
Bezdomny ogrzewa się o miejską żarówkę,
A za oknem domostwa trwa walka o ledwo świecącą złotówkę.

Spłynęła łza po ścianach ratusza,
To zapłakały koziołki z trykania:
Nic tak nie boli, jak boli serce wycinane
Bez znieczulenia.
Za niego poszła do więzienia
Za te łzy, co po ratuszu spływają...


SPOTKANIE PANA Z PANIĄ 2016-11-11

Na spotkanie przyniósł pan pani
Jabłko i gruszkę.
Dał pocałunek gorący,
Dał dłoń ciepłą,
Przytulił, by poczuła się bezpieczną,
Kochaną.

Udało się temu panu
Wzniecić w tej pani
Żar dla miłości wiecznej,
W podziękowaniu wręczyła mu bukiet bukszpanu.

Na spotkanie przyniósł pan pani
Rogala niepodległościowego.
Odkrył, że pani nie kocha go jedynego,
Posmutniał - czyżby byli nie dopasowani?
Umówili się ponownie, moi kochani.


ICH NATCHNIENIE 2016-11-11

Natchnieni wzajemnością,
Jak motyl delikatnością
Muśnięć palców i języka,
On ją, ona jego przez skórę chwyta
Za gorące serce, za zmysły rozbudzone -
Przytuleni...

Do siebie przytuleni
Mocno i zwięźle,
Aż smak truskawek herbacianych
Przenika w nich niewidzialnie.

Momentalnie
Morze się wzburzyło,
Rozkołysani jak łódki
Zatonęli w sobie...


ABSOLUTNOŚĆ OCZEKIWANIA 2016-11-10

Serce, a w nim zadra
Długich kolejek -
Oczekiwanie na zdrowie,
Oczekiwanie na miłość.

Dzień, a na nim smuga
Zmarzniętych rąk,
Zimno sparaliżowało pąk
Kwitnącej jabłoni szczęścia.

Noc, a w niej smutek samotności
Zakreśla słowa w kółko i w trójkąty,
Wysprzątane prostokąta kąty
Z pająków - jedynych lokatorów
Tego światka.

Serce, a w nim zadra
Długich kolejek -
Oczekiwanie na odpowiedni moment,
Oczekiwanie na wiosnę po zimie.


ZAPACH WSPOMNIEŃ LATA 2016-11-10

O porankach malinowych
Składa stos wspomnień lata,
Warkocz sobie uplata
Ze słonecznych promieni.

Ten obrazek bardzo ceni
W swojej pamięci.
Łza w oku nieba się kręci,
Opada w postaci mgieł
Na lewobrzeżny świat.

O porankach jagodowych
Składa stos wspomnień lata,
Warkocz sobie uplata
Ze słonecznych promieni.


PO PROSTU SAMOBÓJSTWO 2016-11-10

Tak po prostu
Rzuciła się z mostu
W toń wodną, w toń zmąconą,
Była straconą.

Płynęła jak kukła
Wraz z falą strumienia.
Nikt nie uronił nawet łzy,
Nikt nie zatęsknił,
A życie toczyło się dalej.

Tak po prostu
Rzuciła się z mostu
W toń wodną, w toń zmąconą,
Była straconą.


KRYZYSOWA MIŁOŚĆ RAZY DWA 2016-11-10

Jesteśmy miłością kryzysową
Już teraz, bo wcześniej byliśmy
Dla siebie stworzeni,
Tak bardzo kochający, tacy spragnieni
Wzajemności serc.

Stało się nic. Odległość
Wybujała jak chwast trudny.
Stało się coś. Zgubny
Był twój charakter, czekasz na uległość
Mego ciała.

Nie mogę oddać ci duszy następnego fragmentu,
Bo jestem cząstką już innego zamętu,
We własnym kosmosie astronautką,
Zdobywam inny świat.

Jesteśmy miłością kryzysową
Już teraz, znów zaczynamy nią być -
Według twoich zasad, tylko ja mam o tobie śnić,
A ja pytam ciebie: czy podlejesz miłości kwiat,
Czy pozwolisz mu zgnić?

Stało się nic i stało się coś.
Przeszła myśl na wskroś
O porze na szczęście właściwe -
Mimo kryzysów, jest ono możliwe.


SCHIZOFRENIA PEWNEGO PANA 2016-11-09

Pewien pan źle postrzegał świat,
Tam, gdzie wyrastał piękna kwiat,
On widział cienie,
On widział kamienie
Rzucane prosto w niego.

Pewien pan źle postrzegał świat,
Tam, gdzie czysty był blat,
On widział syf i bród,
On czuł głód
Uśmiercający.

Pewien pan źle postrzegał otoczenie,
Tam, gdzie było dobro, widział cienie,
One oplątywały jego duszę -
Pewien pan był chory na schizofrenię,
Potwierdzić fakt ten muszę.


W BIEGU 2016-11-09

Szybko, w biegu
Wiązała pętlę czasu
Na kokardę chaosu,
Zatrzymała się w jaskini
Trudności.

Tam panowały ciemności,
Lecz nie te egipskie.
Tam panowały ciemności
Z własnego podwórka.

Stroiła piórka
Jak wróbel po deszczu,
Toczyła bitwę gniewu z dreszczem
Złych ataków na serce dobre.
Spadły czyste krople
Na ziemię ojczystą.

Chwilą oczywistą
Był on, a potem stał się mglistą
Zjawą rozjaśnienia.
Życie jak w kalejdoskopie się zmienia.

Szybko, w biegu
Wiązała pętlę czasu
Na kokardę chaosu,
Zatrzymała się na polanie
Rozwiązanych problemów.


ŚMIERĆ NAS OSTATECZNA 2016-11-09

Spływa kropla krwi po serca szybie,
On, ten odległy on
Wciąż rani, zadaje ból, wyciska łzy,
Na moją radość dybie
I szczęście jak dzika śmierć.

Tak boli, tak rozwierca dziurę
W duszy, jakby należało mu się moje serce.
Boli... boli coraz więcej,
A chciałam być dla niego przebaczeniem.

Spływa kropla krwi po serca szybie,
On, ten odległy on
Chce usłyszeć dzwon,
Który bije na mój zgon...

Spływa kropla deszczu,
Wybija dla nas ostatni ton
Bólu i cierpienia granicznego -
Już nie będę wyjaśniać więcej, dlaczego
Tak się stało...


SPOTKANIE Z KRUKIEM 2016-11-07

Kruk na gałęzi usiadł
Nagiej. Cisza wokół.
Liście już upadłe
Jak tęcze przekwitnięte.

Kruk ma oczy otwarte,
Ja zamknięte,
Zmierzam po omacku
Do jedynego punktu,
Co ma sens.

Wypiliśmy razem kawę po wiedeńsku,
Porozumieliśmy się między gatunkami,
Narodziła się przyjaźń między nami,
Jeśli jest to możliwe naprawdę.

Kruk poleciał w końcu
W przestrzeń,
A mnie opustoszała kieszeń;
W słońcu
I jego promieniach
Odnalazłam uśmiech.


MASZYNA 2016-11-07

Zakochała się maszyna
W człowieku niedoskonałym.
Maszyna rodzaju żeńskiego,
Czasem płacze rdzą śrubek.

Zimny ma pancerz, stalową maskę,
A serce jak pompa, jak rozrusznik
W samochodzie.
Na próżno szukać w niej człowieczeństwa.

Napędzana paliwami, napędzana elektrycznością
Jest nie do zdarcia,
Choć ma liczne otarcia
Spowodowane przez ślady ludzkiego społeczeństwa.

Zakochała się maszyna
W człowieku niedoskonałym.
Maszyna rodzaju żeńskiego,
Czasem płacze pierwiastkami węgla.


PROBLEM Z GŁAZEM 2016-11-07

Ach, wielki głaz
Spadł na podłogę,
Dźwigałam go długo,
Aż stałam się szarości smugą.

Ach, wielki głaz
Leży teraz na podłodze -
Dylemat powstaje,
Bo jak teraz usunąć go?

Ach, wielki głaz
Wpadł przez sufit do sąsiada,
Teraz on biadoli i ujada
Jak pies zbity, jak pies poturbowany.


PRZESZŁOŚCI TURBULENTNA 2016-11-07

Przeszłości jak pies
Wścieknięta,
Czuję twój odór,
Choć czosnkowy,
To trujący.

Przeszłości jak tornado
Wirująca po serca przestrzeniach.
Ja idę do przodu, mój świat się zmienia,
Przepraszam, że już cię nie doceniam.

Przeszłości jak stado mrówek
Gryząca intruza, który niszczy mrowisko,
Wiem, że pogoń za pieniądzem to nie wszystko,
Lecz bez tego nie będzie z czego nakarmić
Potomstwa.

Przeszłości jak cień
Prześladujący i niepokojący
Po zmierzchu.
To kara za błędy pływa na wierzchu
Jak oliwa, co sprawiedliwa
I tłusta.

Przeszłości jak kamień,
Jak głaz,
Moje usta
Są niedostępne, serce
Zamyka bezpieczeństwa właz.


ZMYSŁY WCZORAJ 2016-11-06

Zmysły wczoraj jeszcze żywe,
Jedne proste, drugie krzywe
W jednym rzędzie stoją gromady,
Cóż poradzić na serca dygotanie?
Cóż poradzić na serca występy?

Zmysły wczoraj jeszcze żywe,
W głowie robią sobie bal -
Przeżycia, uczucia -
Byłoby żal zakończyć ten stan.

Zmysły wczoraj jeszcze żywe,
O poranku nakreślają wizje fałszywe,
Lecz trzeba brnąć w tę zabawę dalej,
W niej cały jest przecież sens.


PROŚBA DO ZDROWIA 2016-11-05

Och, kochane zdrowie,
Gdzie się znajdujesz?
Och, kochane zdrowie,
Bez ciebie skręcam się boleśnie.

Bóle żołądka i głowy,
Chore nawet są słowy
Uwięzione w gardle chorym,
Dręczą mnie potwory:
Wirusy i bakterie.

Och, kochane zdrowie,
Bez ciebie tracę energię
Do życia, do istnienia.
Och, kochane zdrowie,
Wróć, potrzebne jesteś tak.


CIĄGŁA NIEPEWNOŚĆ SERCA 2016-11-05

Znów pojawił się nagle
I nie wiadomo skąd.
Schwycił ją w swe ramiona,
Aż wzdychała cała ona.

A wzdychała do miłości,
A wzdychała do wierności
I do przeszłości
Wzdychała.

Znów oddalił się nagle
I nie wiadomo dokąd.
Już nie tulą jej jego ramiona -
Czy on jeszcze wróci? - myśli sobie ona.


ŻYWOT I ŚMIERĆ OSIKI 2016-11-04

Poruszona wiatrem zza lasu
Osika, co zawsze drży od zgrozy,
Wydała owoc w pierwiastku czasu,
Ale owoc był zepsuty - nie można było go zjeść.

I ta osika ujrzała stado skarabeuszy
Pędzące w stronę chłodnych sopli bytu.
Tam hymny, tam pieśni faryzeuszy
Wszystkich i żadnych.

I ta osika drżała bardziej jeszcze,
A z nią trząsł się człowiek, miał dreszcze
I bóle - skaziła go dobra chemia,
By powrócić do życia, wypluł skażenie drogą odbytu.

Osuszona słońcem zza lasu
Osika, co zawsze drży od zgrozy,
Przestała się trząść, umarła w te pędy -
Do jej grobu, proszę tędy...


MOJA ROZMOWA Z NOCĄ 2016-11-04

Rozmawiam z nocą,
Jej niebo zna mnie od kołyski,
Tuszuje moje cienie, moje przebłyski
Nadziei uwidacznia na firmamencie.
Poi mnie życiodajną mocą,
Wie, że ubędzie mi jej przy kolejnym zakręcie.

Rozmawiam z nocą,
Jej niebo zna mnie jako nastolatkę,
Wtedy dostałam klatkę
Wszystkich ważnych zasad -
Zamknęłam w niej serce,
Które jak ptak chciało ulecieć
Wysoko i kochać już tylko goręcej.

Rozmawiam z nocą,
Jej niebo zna wszystkie moje tajemnice
Z czasów dziewictwa i tuż po...
Widziało mnie, gdy spadałam na samo dno,
Widziało mnie, gdy podnosiłam się z kolan.
Prawdziwą przyjaciółką jest mi noc.

Rozmawiam z nocą,
Jej niebo zna moją dorosłość, moją rzeczywistość,
Wie, jak boli mnie mglistość
Większości dni -
Łza zakręca się w oku moim i niebieskim.
Więc jeśli jest tak trudno, ciężko,
To znaczy, że warto?


W ZACISZU SAMOTNOŚCI 2016-11-03

Malinowym uśmiechem
Dotknij jej ust chłodnych,
Pchnij w nią życia odrobinę,
Każ milczeć...

Przez godzinę
Długą i nabrzmiałą
Od wulkanicznych law,
Rozpieszczaj ją pocałunkami,
Pocałunkami ją baw
I płyń z nią równocześnie wpław
Przez ten strumień wartki.

Truskawkowym uśmiechem
Dotknij jej ust głodnych,
Pchnij w nią życia odrobinę,
Pozwól krzyczeć...


CZY KTOŚ OTWORZY PRZEDE MNĄ DRZWI? 2016-11-03

Do setnych drzwi
Pukałam kołatką nadziei,
Nikt nie otworzył
Drzwi do sukcesu,
Jedynie uchylił, by zerknąć,
Kto się do nich dobija,
A potem zatrzasnął
Głośnym, wyraźnym NIE.

Och, poczułam się źle,
Taka samotna i taka niepotrzebna,
Moja kolejna próba haniebna
Wywołała lawiny łez,
Jak długo można żyć bez chleba?

Do sto pierwszych drzwi
Zapukam po niedzieli,
Zapukam kołatką nadziei.
Czy ktoś otworzy, czy ktoś wpuści
Mnie do środka
I uratuje przed niszczycielską siłą zawiei
Rzeczywistości?


PIĘKNA I ZOMBIE 2016-11-03

Był sobie raz żywy trup,
Chodził powoli, powłóczył nogą,
Mózgi zjadał na śniadanie i kolację.

Zakochał się raz żywy trup
W pięknej dziewczynie,
Dziewczynie blondwłosej,
Dziewczynie bosej,
Żywej, zachwycającej.

Przemienił się raz żywy trup
W człowieka, co żywy.
Pocałunek. Miłość to sprawiła -
Zombie całego ubrała w skrzydła
Amora. Taka to bajeczka.


ŁZY NAD 11 WRZEŚNIA 2016-11-03

11 września, godziny poranne,
Nikt się nie spodziewał,
Bum! Bum!
To rozpadają się dwie wieże
World Trade Center.
Panika poszła w tłum!

11 września, godziny poranne,
Nikt się nie spodziewał,
Bum! Bum!
Atak Al-Kaidy, atak intruzów.
Dzwonią ojcowie do synów spod gruzów -
Ostatnie słowa, ostatnie tchnienia...

11 września, godziny poranne,
Nikt się nie spodziewał,
Bum! Bum!
Jęki ofiar, kurz i pył
Unoszący się w okolicy -
Walczą o ich życia dzielni ratownicy.

11 września, piętnasta rocznica minęła,
Nie jedna matka, córka tam zginęła
Niepotrzebnie, niezasłużenie -
Płyną łzy smutne, płyną łzy wzruszone
Tragedią zrodzoną z bestialstwa.

Niestety, tego faktu nie zmienię.


SPOTKANIE Z LEKARZEM 2016-11-03

Wybrałam się raz do lekarza,
On u mnie zauważa
Gardła infekcję,
Daje mi instrukcję
Zażywania magicznych kapsułek.

Wybrałam się raz do lekarza,
On mnie obdarza
Skierowaniem do specjalisty od fonii.
Myślę: może ten doktor
Czasu studiów nie trwonił?

Wybrałam się raz do lekarza,
On mi wskazówki powtarza
Jak mantrę jakąś -
Jestem świadoma swej choroby,
Mogę odpocząć,
Wyzdrowieć.


SEN TEJ NOCY 2016-11-03

Nocą, podczas której
Krople deszczu mienią się
W swym locie, w swym wirowaniu,
W swym dachowaniu
Na szybie jak na lotnisku.

Nocą, podczas której
Zasłonięte chmurami gwiazdy
Wywołują mnie po nazwisku,
Chcą dać po pysku
Promieniowaniem niewidocznego księżyca
Po to, by wyplenić chwast
O nazwie: strach.

Nocą, podczas której
Rozmawiam sama ze sobą,
Ze wspomnieniem, z tobą
W wyobraźni innej niż świat obecny,
W niej jesteś taki grzeczny,
Taki do rany przyłóż.

Właśnie tą nocą
Sklejam słowa jak dzbanek rozbity,
Dzbanek porcelanowy.
Właśnie tą nocą śnię, a w śnie dom mój kolorowy.


BUKIETY MYŚLI 2016-11-01

W wazonie, w kształcie serca
Trzymam zasuszone bukiety myśli.

Pięć kroków kobiety
Do przodu, właściwie to trzy.
Przystanek, pociąg sukcesu opóźniony.

Dwie nadzieje na radosne sny,
Lecz w pełni niewykształcone.
To jakby gwałt na duszy.

A potem długo nic.
Gwiazda z księżycem
Niosą prawdę krzyża.

A potem znowu coś.
Deszcze i śniegi, słońca i chmury
Jak na obrazach opętanych.

A ja, marna kruszyna
Wobec wszechświata,
Wiję się jak kot,
Drapię pazurami
Walcząc o swoje.

W wazonie, w kształcie serca
Trzymam zasuszone bukiety myśli.




JESIEŃ I JA 2016-11-01

Spadają kasztany z drzew,
Słyszę deszczu śpiew
Na dnie serca mego.

Spadają żołędzie z drzew,
Słyszę wiatru gniew
Na dnie serca mego.

Spadają liście z drzew,
Słyszę modlitwy cmentarne
Na dnie serca mego.

A z koralików jarzębiny
Zrobiłam sobie kolczyki.


ŚWIĘTO 1 LISTOPADA 2016-11-01

Płonie znicz
Na grobie
Bliskich.

Tysiąc szeptów modlitewnych
Niesie się do Nieba,
A tam trwa bal Wszystkich Świętych.
W sercach niesiemy dla Nich
Wyraz hołdu śpiewny.

Płonie znicz
Na grobie
Bezimiennym.

Samotne drzewo, cmentarne drzewo
Ugina się pod naporem
Zamyślenia, zadumy -
Płoną znicze dla życia wiecznego,
Na cmentarzach tłumy.

Jutro już Zaduszki.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]