kwasna | e-blogi.pl
KOLCZASTE SNY 2016-10-31

Kolczaste sny
Odsyłają do innego miejsca -
Czy to piekło? Czy to raj?

Przez cały kraj
Mknie deszczowy koń,
Moczy każdą skroń.

Kolczaste sny
Odsyłają do innego miejsca -
Odrobina dobroci, resztka człowieczeństwa.

Odznaczenie orderem męczeństwa
Na apelu oczekiwania,
Do ucha zamiauczał kot.

Kolczaste sny
Odsyłają do innego miejsca -
Ciszą zamknięto drzwi.


TELEFON OD CIOCI 2016-10-30

Zadzwoniła raz ciocia do bratanicy,
Wyłoniła się spośród dziczy, chaosu
I zapytała, co słychać, jak tam życie?
Bratanica odpowiedziała - znakomicie!

Zadzwoniła raz ciocia do bratanicy,
A bratanica lubi żyć w tajemnicy,
Więc na pytanie - dlaczego milczy -
Odpowiedziała tekstem, co bywa wilczy,
Dyplomatyczny - samo życie, samo życie
Ciociu.

Zadzwoniła raz ciocia do bratanicy,
A bratanica ma coś z oślicy
I zawsze stosuje się tylko do zasad swoich,
Ale na prośbę, by się od czasu do czasu odzywała,
Odpowiedziała: dobrze, droga ciociu.


PRZESTAŃ MNIE MOLESTOWAĆ 2016-10-30

Ciągle zrzędzisz,
Ciągle chrzęścisz,
Ciągle zawodzisz,
Wodzisz za nos
Głupie serce.

Mówiłam, że już nie będzie tak samo,
Mówiłam, że już nie jesteśmy razem,
Mówiłam ci z tysiąc razy,
Że zbyt długo miałeś mnie gdzieś,
Teraz sobie szukaj dziewczyny tam,
Gdzie inna wieś.

Ciągle męczysz mnie,
Ciągle sprawiasz, że czuję się źle,
Ciągle przywracasz tamte chwile,
Lecz one nie mają sił, uleciały jak motyle,
Pozostały nam tylko rzeczywistości badyle.


PRÓBA ODNALEZIENIA SZCZĘŚCIA 2016-10-30

I jeszcze trwamy,
I jeszcze do siebie mówimy,
Lecz nie słuchamy,
Co każde z nas chce przekazać.

Czy uda nam się coś zbudować?
Chodzi o dom z marzeń.
Chodzi o dom z pragnień.
Nie chodzi o zamek z kart.
Czy nasz związek jest coś wart?

I jeszcze trwamy,
I jeszcze widujemy się,
Ale już nie potrzebuję cię,
Jeśli w ogóle potrzebowałam...

Nasza próba odnalezienia szczęścia.


NATRĘTNOŚĆ MIŁOŚCI MINIONEJ 2016-10-30

Ktoś dobija się do drzwi,
Wali pięścią jak szaleniec!
Kto to? Co to?
To miłość z przeszłości
Taka szumna.

Chce wrócić do mojego serca,
Chce się na nowo zalęgnąć
Jak larwa pstrokatej ćmy,
Wbija się pazurami w umysł,
Chce kontrolować wszystkie sny.

Ktoś dobija się do drzwi,
Wali pięścią jak szaleniec!
Kto to? Co to?
To miłość z przeszłości
Załamana.

Chce wrócić do mojego życia,
Wodospadem łez zagrać na emocjach,
Wybłagać, wymusić,
By moje serce przestało być kamienne.
Jednak nie otwieram drzwi, nie wpuszczam
Do ogrodu tej miłości.

Miała swój czas, miała swój czas...


DOBRY SZCZUN 2016-10-30

Szczun i mela parą są,
Jak kociamber z kejtrem
Łby sobie drą nawzajem,
Godzą się pocałunkiem nad ruczajem.

Szczun ma myckę i bryle,
A bejmów chciałby mieć tyle,
By nie musiał ciągle jeść pyrów z gzikiem,
Mela odeszła więc z Kazikiem.

Szczun wyłupił więc ślepia,
Skulił klapioki,
Ubrał katanę,
Poszedł po glancę dla meli -
Pozamiatane.


WZIĄŁEŚ JĄ NA RANDKĘ... 2016-10-30

Wziąłeś ją na randkę
Do pierwowzoru miasta,
By zobaczyła kozły,
By zobaczyła gród.

Zobaczyła grób
Człowieka jakiegoś,
Zobaczyła rycerza
I króla pierwszego.

Zobaczyła niewiasty,
Zobaczyła pierwsze narzędzia
I przybory;
Pod koniec zaprosiłeś ją do obory
Swojskiej na jadło.

Jej lico zbladło
Na pojedynczy posiłek
I choć z ciebie osiłek,
To samotna jest wciąż.


BARDZO NIEZDROWE PRODUKTY 2016-10-30

Na zakupy wybrała się pani
Z liściem na głowie,
Kupiła smutek i rozczarowanie -
Posmaruje sobie nimi kromki na śniadanie.

Na zakupy wybrała się pani
Z liściem na głowie,
Kupiła szczyptę nerwów, szczyptę łez -
Ugotuje sobie z nich zupę.

Na zakupy wybrała się pani
Z liściem na głowie,
Kupiła worek kamieni
Ciężkostrawnych na kolację.


JEJ PIC 2016-10-30

Nie ma pracy, nie ma nic.
Nie ma miłości, nie ma nic.
Nie ma oszczędności, nie ma nic.
Nie ma perspektyw, nie ma nic.

Jej życie - jeden pic.


NASZE KOZIOŁKI 2016-10-30

Nasze koziołki,
One się nie bodą,
One się trykają,
Turystów zachwycają
W samo południe.

Nasze koziołki,
Takie białe, takie białe,
Wydają się małe
Z bruku starówki
Patrząc.

Nasze koziołki
Ukochane, umiłowane
Dla nas, dla was
Występują dzielnie -
Pokaz atrakcyjny dają.


UŚMIECH ROGALI ŚWIĘTOMARCIŃSKICH 2016-10-30

Stolnica, na stolnicy rogale
Uśmiechają się zuchwale
Do widowni człeczej -
Tradycja sięga dawnych bardzo dziejów.

Z trójkątów ciasta drożdżowego
Powstaje rogal pyszny -
"Zjedz mnie, kup mnie, wydaj ostatnie bejmy".
Uśmiech rogala - brak ujmy na honorze.

Piec, z pieca bucha żar,
Rogale pieką się, skwierczą
Na chrupko, na złociście -
By uczcić działalność świętego Marcina,
Ślą uśmiech regionu soczyście!


ROLLERCOASTER WRAŻEŃ - ŻYCIA 2016-10-30

Dzień za dniem
Kręci się karuzela
Życia, myśli, wydarzeń -
Rollercoaster wrażeń.

Raz słońce, a raz deszcz,
Raz ciepło, a raz dreszcz
Przechodzący po plecach,
Przechadzający się po serca dnie.

Raz sukces, raz porażka,
Raz komar, a raz ważka
Przelatuje nad głową, obok ucha -
Chwil nieustannych rzeka, strumień, zawierucha.

Dzień za dniem
Kręci się karuzela
Życia, myśli, wydarzeń -
Rollercoaster wrażeń.


LABIRYNT CODZIENNOŚCI NOCĄ 2016-10-28

W labiryncie codzienności
Chodzę. Tu zakręt i tam zakręt,
Kręcę się z niepokojem -
Otwierają się podwoje
Nieba nocnego.

To leci ogień gwiazd,
Tyś z pochodnią, lecz słaby blask.
Czy to ja się zmieniłam,
Czy to słońce się przeziębiło?

W labiryncie codzienności
Chodzę. Tu lęk i tam lęk,
Kręcę się ze strachem -
Zamykają się podwoje
Nieba nocnego.


NIEFORTUNNE SPOTKANIE 2016-10-28

Spotkali się raz
Pan z kotem
I pani z psem.
Jak to się skończyło?
Już wiem.

Kot zasyczał na psa,
Wystawił pazury.
A pies traktował kota z góry -
Jeden ruch i wybuch awantury!

Pan się najeżył,
Pani się spieniła -
Ostra wymiana zdań nastąpiła
Z różnicy poglądów.

Spotkali się raz
Pan z kotem
I pani z psem.
Jak się skończyło?
Już wiem.


SZELEST LIŚCI ZNACZĄCY 2016-10-28

Szeleszczą liście, a w nich szarość
Opowiada o październiku.
Wpis za wpisem w dzienniku,
Co opowiada o życiu klasy robotniczej.

Szeleszczą liście, szeleszczą,
Wróble spłoszone łzą deszczu
Wrzeszczą, wrzeszczą,
Otrząsają się z dreszczu.

Szeleszczą liście, a wokół mgła
Utkana z myśli o przyszłości.
Serce niesie wiele złości,
Walka bokserska w snach.

Szeleszczą liście, szepczą modlitwę,
By zakończy gonitwę
Na mecie ze złotym medalem
Bez żalu, z uśmiechem i szczęściem.


FLAGI NA ŚWIĘTO JESIENI 2016-10-27

Barwy: żółta i zielona,
Flaga wielolistna
Powiewa poruszana wiatrem
Na drzewach.

Barwy: czerwona i brązowa.
Flaga wielolistna
Powiewa poruszana wiatrem
Na drzewach.

Barwy: szara, mglista.
Flaga wielolistna
Powiewa poruszana wiatrem
Na drzewach.

Kasztan z żołędziem śpiewa
Hymn narodowy.
Jarzębina nad taflą jeziora
Pochyla czoła.
Człowiek z jeżem
Oddaje cześć Jesieni.


CZTERY ŚCIANY SAMOTNI 2016-10-27

Cztery ściany samotni,
W niej łzy, w niej uśmiech,
W niej nadzieje i strach
Wybujałe aż po dach.

Cztery ściany samotni.
Krzyk niesie się echem,
Cisza pachnie pechem,
A na łąkach duszy kwitną sny.

Cztery ściany samotni.
Jej mieszkańcy pozytywni,
Czasem markotni,
Chronią się przed deszczem,
Chronią się przed światem.

Cztery ściany samotni.
Dawność i obecność
Chwil rzeczywistych
Namalowana jak witraż.


PODSUMOWANIE MIŁOSNYCH ZAWIROWAŃ 2016-10-27

Dwa serca, serca trzy.
Słowa prawdy, szczere nad wyraz
Uczuć splątanych.
Jesienne nadeszły mgły.

Ona, on i ty.
Każde z was ma inne sny
O miłości, o szczęściu, o radości.
To los ni dobry, to los ni zły.

Dwa serca, serca trzy.
Słowa prawdy, szczere nad wyraz
Uczuć splątanych.
Jesienne nadeszły mgły.

A serce nie chce substytutu miłości.


KAKTUSIKU ZIELONY 2016-10-25

Kaktusiku zielony,
Cały dzień razem
Pisaliśmy wyrazem
Ten wiersz.

Kaktusiku zielony,
Samotność nie była nam straszna,
Chwila nadeszła cicha, własna,
By odnaleźć swoje myśli i pragnienia.

Kaktusiku zielony,
Razem oglądaliśmy deszczu zasłony
I mgieł kolory wyraziste,
A to jesień niesie perły jedwabiste.

Kaktusiku zielony,
Byłeś mi pocieszycielem
W chorobie. Dziękuję tobie
Za twoją obecność.

Kaktusiku zielony,
Nastała dla nas noc,
W kolcach masz moc,
A ja w wierszach.


CZY TO MA JESZCZE SENS? 2016-10-25

Twoje pocałunki już nic nie znaczą,
Gdy twoje dłonie kaleczą
Duszę pragnącą delikatności,
Paraliż ciała i umysłu.

Twoje przytulanie już nic nie znaczy,
Gdy twoje słowa sprawiają
Ropienie wnętrzności.

Twoje pocałunki już nic nie znaczą,
Gdy twoje myśli robaczliwe,
Gdy twoje myśli fałszywe.
Zbiera się na wymioty.

Twoja obecność już nie jest fajna,
Gdy twoja intencja taka egoistyczna.

Czy zatem można walczyć o miłość,
O jej wzbudzanie, gdy ty kochanie
Nie chcesz tego naprawdę,
Gdy nie chcesz stracić swojego kolorowego życia?

Czuję się niepotrzebna,
Czuję się gorsza,
Czuję się jak piąte koło u wozu -
Czy zatem ma to sens?


AURA NICZYM Z HORRORU 2016-10-25

Zimno, jesiennie.
Żółty liść spada z drzewa,
Zielony liść spada z drzewa,
A przemoknięty wróbel jeszcze śpiewa
Cały zachrypnięty.

Zimno w serce, zimno w pięty.
Była miłość, rodziła się dopiero,
Odrąbałeś jej skrzydła siekierą
Słów i zachowania niewłaściwego -
Niepotrzebny jest nam kat.

Zimno, jesiennie.
Nagość natury jest teraz modna.
Miało być tak pięknie,
A ciągle pada deszcz nicości,
A ciągle pada deszcz kamienny.


KRYSZTAŁY BÓLU 2016-10-25

Kryształy bólu
Rosną na łące życia.
Z koszykiem codzienności
Zbieramy jego plewy.

Napar spożyty w nadmiarze
Uśmierca serca oraz zdrowy stan umysłu.
Już brak pomysłów,
By odwrócić zły czas w zegarze.

Kryształy bólu
Rosną na łące życia.
Z koszykiem codzienności
Zbieramy jego plewy.


ODA DO PONIEDZIAŁKU 2016-10-25

Poniedziałku,
Co odszedłeś w dal,
Skończył się twój bal,
Ona podpierała ścianę.

Poniedziałku,
Co odszedłeś w dal,
Czekała na zmianę
Zła w dobro.

Poniedziałku,
Co odszedłeś w dal,
Obdarowałeś ją kamieniami
Rozczarowań.

Poniedziałku,
Co odszedłeś w dal,
Zostawiłeś jej pozorów szal,
By mogła się powiesić.

Poniedziałku,
Co odszedłeś w dal,
Ona nie powiesi się, nie zawiśnie
Jako trofeum w gablocie
Twoich przodków i następców.

Poniedziałku,
Co odszedłeś w dal,
Jedynie jest trochę żal,
Co przeminie jak ty.


MENTALNY BRUTAL 2016-10-25

Pędzi ogłupiona ciosem w głowę,
Pobiłeś ją swym zachowaniem,
Nie jesteś szczerym kochaniem,
Ale za to jesteś szczerym draniem.

Jak zawsze odwrócisz kota
Ogonem.
Pędzi ogłuszona dzwonem
Boleści.
Kolejny raz pokazałeś jej,
Gdzie ma swoje miejsce.

Pędzi ogłupiona ciosem w głowę,
Pobiłeś ją swym charakterem,
Umiera ci w ramionach,
Głupią nadzieją mamiona.

Wkrótce poturbowana skona.


UMIERALNIA I POCZEKALNIA 2016-10-25

Umieralnia.
To umiera dusza
I umierają nadzieje.
Umieralnia.

Poczekalnia.
Każdy czeka na lepsze jutro,
Ale ono nie nadchodzi.
Poczekalnia.

Umieralnia.
To umiera marzenie
I krwawi bardzo.
Umieralnia.


POGRZEB RADOŚCI 2016-10-24

Cmentarz, wokół kruki czarne,
Pod nagrobkiem larwy marne
Użyźniają glebę - w czerń ubrała się nadzieja,
To trwa bolesna zawieja
W sercu, w sercu mglistym.

Cmentarz, sny umierają
Jak ptaki pozbawione skrzydeł.
Ksiądz szepcze modlitwę przejrzystą,
A za drzewem po chemioterapii
Wyłania się szatan.

Cmentarz, cisza wokół panuje,
Serce czuje ból nie do opisania,
Radość została pogrzebana
Niemalże żywcem na randce i nie randce.

Cmentarz, czerń panuje wszędzie,
Czy dalej coś będzie?
Czy to już koniec okrutny?
Wyraz twarzy jej taki smutny.


ZŁYM DOWÓDCĄ CHCESZ BYĆ 2016-10-24

Jak marionetka,
Jak kukiełka
W teatrzyku dla dorosłych
Mam być.

Jak sztuczna lala,
Jak pani, co zadowala
Bez mrugnięcia okiem
I jest chętna w swym kroku,
Mam być.

Jak rzecz czekająca na użycie,
Jak mniszka, co cierpliwie znosi życie
Mam być -
Nie wolno mi własnych snów śnić.

To twoje pragnienia,
To twoje marzenia,
Nie jestem dla ciebie człowiekiem -
Nie mogę zgodzić się na takie traktowanie.


SPOTKANIE Z MIASTEM 2016-10-23

Miasto, spotkanie czyste
W nowym centrum.

Schodami ze szkła
Doszli do szczęścia.

Miasto, spotkanie bagniste
W starym centrum.

W limuzynie bezdomny,
A ułan wciąż przytomny.

Pocałunek zatroskanych
Zakochanych.

Miasto, spotkanie celowe,
A centrum stare i nowe.

Zakończenie chwil nocą
Pośrodku nieśmiałych gwiazd.


TEKST PODYKTOWANY PRZEZ SERCE 2016-10-23

Wciąż piszę i piszę,
A tekst dyktuje serce.
Wciąż słyszę i słyszę
Echo tamtych dni.

Nie rozumiem dlaczego
Tak trudno przejść z
Wczoraj do dzisiaj.

Nie rozumiem dlaczego
Tak trudno przejść z
Dzisiaj do jutra.

Wciąż piszę i piszę,
A tekst dyktuje serce.
Wciąż kołyszę się, kołyszę
Jak statek na rozbujanym morzu.


NIEPEWNOŚĆ MIŁOSNA 2016-10-23

Czy to miłość stoi w progu
Drzwi mego domu?
Czy to miłość chce wejść do środka
I zostać ze mną?

Nie jestem pewna,
Sukienka zwiewna
Założona wiosną gorącą.
Czy będę wiedźmą na stosie płonącą?

Czy to miłość stoi w progu
Drzwi mego domu?
Czy to miłość chce wejść do środka
I zostać ze mną?

A ja jestem ni kwaśna, ni słodka.


POSZUKIWANIA BEZ REZULTATU 2016-10-23

Przybyła dwadzieścia minut później,
Przybyła porą późną,
Szukała ideału, który ją olśni,
Była za tłustą.

Pędziła, szukała, pędziła.
Myśl w głowie się nie mieściła,
Iż tak trudno wybrać jedno,
Gdy w tłumie gubi się własną osobowość.

Przybyła dwadzieścia minut później,
Przybyła porą szarości,
Szukała ideału, szukała słońca -
Nie znalazła, parsknęła: "a kich!" na wyrazy tegoż końca.


OBRAZEK KRWISTY 2016-10-23

Porastam mchem, zasłaniam się mgłą,
Igiełki zimna twarz tną
Na kawałeczki - to wodospad Niagara
Zamienia się w krew.

Słońce nie otula już świata,
Moc szatana to gniew,
Brat życie odda za brata,
Lecz drugie dno zawsze gdzieś ukryte jest.

Porastam mchem, zasłaniam się mgłą,
Szepty wiatru bawią się mą
Nadzieją na ułożenie puzzli.
Jem jałowe musli.


CZEMUŻ WCIĄŻ O NIEJ MYŚLISZ? 2016-10-23

Czemuż wciąż o niej myślisz?
Przecież jej już nie ma,
Przecież ty i ona - zakończony temat
Do rozmów prowadzonych przez telefon
Wiecznie.

Czemuż wciąż o niej myślisz?
Ona już odeszła, nie zatrzymałeś jej,
Przecież tak będzie lżej
Dla ciebie i dla niej
Pozornie.

Czemuż wciąż o niej myślisz?
Przecież odległość się nie zmniejsza,
Choć rozumiem, że połowa serca pełniejsza
Jest, gdy ma się ukochaną osobę.

A ja przeprosić jedynie cię mogę
Za nią, za jej nieusłuchane serce,
Za to, że nie schwycicie się więcej za ręce
I proszę, nie trwajcie w udręce.


KORYTARZ ZDROWOTNO-TECHNICZNY 2016-10-23

Korytarzem higieny
Wędrowała na południe i na północ.
Liczyła szpilki wbite
W przestrzeń jaskini.

Przelał się potok,
Ból się ślini
Na otwarte, częste rany,
Plastry muszą uzyskać certyfikat.

Korytarzem bezpieczeństwa
Wędrowała na wschód i zachód.
Liczyła szpilki wbite
W przestrzeń jaskini.


KONCERT W POZNANIU 2016-10-23

Basy miłości.
Podskoki i okrzyki radości.
Tak bawi się Poznań.

Basy szczęścia.
Dłonie w górze i wspólny śpiew.
Tak bawi się Poznań.

Basy o życiu.
Bębny i gitara.
Tak bawi się Poznań.

Basy prawdziwe.
Ludzie prości i krzywi,
Ludzie bogaci i biedni -
To bawi się Poznań.


JEGO WIZYTA 2016-10-21

Stała samotna w kącie,
Ciemności zasłaniały łzy
Prawdziwe w kryształy,
A jej oczy jak dwa księżyce błyszczały.

Przyuważył ją skuloną,
Dotykiem, pieszczotą otarł te łzy,
Pocałunkiem namalował sny,
Wypełnił nową nadzieją.
Zapadł w duszę.

Stoi samotna na środku polany,
Pojechał, odjechał kochany,
Tuli do serca gruszę
Z wakacji już minionych.


KONTRAST DNIA 2016-10-21

Pan z liściem w dłoni
Szedł przez przystanek.
To ojciec jesieni,
Kolor w dłoni mu się mieni.

A przechodnie tacy szarzy,
A przechodnie tacy pospolici.
I budynki szare, mgliste,
Powietrze ciężkie, żalem przejrzyste.

Pękło serce, rozlała się nadzieja,
Trzeba było ją reanimować,
Przeżyła, ale ledwo, ledwo dycha.

Pani z liściem w dłoni
Szła przez przystanek.
To matka jesieni,
Kolor w dłoni jej się mieni.


REFLEKTORY RZECZYWISTOŚCI 2016-10-21

Jaśniało, błyszczało
Światło jak gwiazda szczęśliwa,
Aura fałszywa -
To reflektory rzeczywistości.

Nastąpiło bolesne zderzenie,
Powrót do szarości,
Powrót do ciemności,
Co się spotęgowała.

Obolała jest teraz dusza cała,
Polski byt, polski żywot -
Raz płacz, raz chichot
I upadek na twarz mentalną.


ŚWIT 2016-10-21

Już świta,
Wszyscy lunatycy
Chodzą po mieście,
Sen mają w geście.

Już świta,
Wszystkie krople deszczu
Zalegają na liściach,
A liście spadają.

Już świta,
Wszystkie smaki kaw
Wypite jednym tchem,
Czy to rośnie kwiat nowego życia wśród sennych traw?


JASNOŚĆ W TYM TUNELU 2016-10-21

W tunelu, gdzie samotność i mrok,
Stawiam kolejny swój krok,
Przystaję na chwilę -
To światełko błyszczy nadzieją
Na przyszłość.

Nadchodzą chwile, śmieją się
Szeroko, szczerą radością,
Odnajdują mnie w ramionach czystych -
To koniec sytuacji mglistych.

W tunelu, gdzie samotność i mrok,
Stawiam kolejny swój krok,
Przystaję na chwilę -
To jasno trzepoczą się motyle
Przyszłości.


MIŁOŚĆ BEZ HAPPY ENDU 2016-10-21

Długo płakała, roniła łzy,
Próbowała dogonić sny,
Lecz nie pozwoliłeś jej ty,
By mogła pokochać cię otwarcie.

Długo płakała, roniła łzy,
Próbowała dogonić sny,
Lecz pokazałeś kły,
By nie mogła pokochać cię otwarcie.

Teraz już nie płacze, nie roni łez,
Przekwita miłości bez.
Teraz ty walczysz zażarcie
O miłość, która przestała istnieć...


TO MY TO SPIEPRZYLIŚMY 2016-10-21

Nie umiem nazwać naszych istnień.
Pokrywa nas mgła jesienna
Albo przestrzeń zmienna -
Inna sceneria, inni już my,
Inne już nasze sny.

Może tylko moje, może mam serce z drewna,
Kilka lat wstecz byłam nas pewna,
Szłam ku tobie jak pani zwiewna
Zwana wiosną -
Żar, płomień, popiół.

Nie umiem nazwać naszych istnień.
Pokrywa nas rosa z rana,
A z wieczora kropla deszczu zimna.

Jak posklejać rozbity dzban
Tak, by nie było żadnych rys?
Może ty jesteś taki sam,
Lecz ja już mądrzejsza trwam.


OBLICZE WOJNY 2016-10-21

Huk. Strzał.
To jest wojna.
Myśli jak pociski armatnie
Lecą, trafiają wroga!

Huk. Strzał.
To jest wojna.
Zdarzenia wpadają w matnię
Granatów serca, one eksplodują!

Urywają ręce, urywają nogi.
Słychać krzyki wielkiej trwogi,
Słychać krzyki wielkiej rozpaczy -
To jest wojna.

Huk, Strzał.
To jest wojna.
Cisza, opadający pył -
Księżyc zakrwawiony długo będzie teraz wył
Jak syrena alarmu przeciwlotniczego.


MUZYKA JESIENI 2016-10-19

Wpadła kropla na szybę,
Wpadła kropla druga i trzecia, i następna,
Kap, kap - melodia namiętna
Z fortepianu jesieni.

Wszyscy ją tu słyszymy.
Jest głośna, jest nieznośna,
Jest piękna, jest wspaniała -
Z jej nut wyrośnie roślinka mała
Na wiosnę, na wiosnę.

Wpadła kropla na szybę,
Wpadła kropla druga i trzecia, i następna,
Kap, kap - melodia ponętna
Na gitarze jesieni.


SMAK NASZEGO KOŃCA 2016-10-19

Zebrać w klamrę złotą
Szare myśli i wspomnienia wspólne,
Podać sobie rękę na zgodę,
Wyczyścić serca z krwi
Nam trzeba.

To już ostatnia stacja pociągu,
Który jechał jednak donikąd.
Twój dom tam, mój dom tu.
Mieszkamy, każde w innym śnie.

Nie chciałeś na poważnie mnie,
Nie kochałeś, oszukałeś,
Omamiłeś słowami pięknymi,
Teraz już jesteśmy drzewami jesiennymi -
Zrzucamy podeschłe liście.

Zebrać w klamrę złotą
Bukiet wspólnych doświadczeń,
Wypowiedzieć: przepraszam i dziękuję,
Otrzeć łzy ostatnie
Nam trzeba -
Tak właśnie koniec smakuje.


TANIEC WIATRU A RODZAJ CZŁOWIEKA 2016-10-19

Taniec wiatru jak wir
Porywał liście chwil,
Odsłaniał gałęzie,
To znów je zasłaniał,
A człowiek tęgi
Biegł na oślep,
Galopem przez termiczne piekło,
Tylko po to, by już nie piekło
Na sumieniu, na duszy, na sercu.

Taniec wiatru jak świr
Rozdzierał połacie płaszczy,
Rozganiał i zaganiał stado chmur
W jedną stronę, potem w drugą
Pastwiska niebieskiego,
A człowiek cherlawy
Parł do przodu,
Potykał się o puste stanowiska w recepcji,
Oglądał świat przez pryzmat szarości,
Pokonywał aleje codzienności.

Taniec wiatru jak hultaj, jak łobuz
Targał włosy przechodniom,
Zrywał im kapelusze, zaplatał warkocze,
A człowiek idealnej wagi
Drążył kroplę własnego znaczenia
W skałach oczyszczenia,
A potem nadeszła już noc bez gwiazd.


DO MIŁOŚCI Z PRZESZŁOŚCI 2016-10-18

Ach, miłości z przeszłości,
Czemuż się odzywasz?
Czemuż wciąż jęczysz i zawodzisz?
Wspominaniem na nowo się nie narodzisz.

Ach, miłości z przeszłości,
Serce potrafi przebaczyć, lecz w pamięci tkwią zaszłości
Jak ciernie w ciele ogrodnika -
Ukłuła go róża z ogrodu dzikiego.

Ach, miłości z przeszłości,
Wciąż powracasz, wciąż zrywasz strupy z rany,
Aż człowiek pada pijany
Od jej oparów, od jej procentów.

Ach, miłości z przeszłości,
Odpocznij, usiądź, ucichnij
Raz, a porządnie, odnajdź nową drogę,
Własną drogę we własnej już tylko przestrzeni.

Ach, miłości z przeszłości,
Idą za nami cienie, idą za nami kolory,
A my dwoje to dwa potwory,
Co zdeptały miłość tamtą, miłość niewinną.


O BRANIU 2016-10-18

Wziął ją w ramiona swoje,
Drżą oboje i pragną siebie,
Pragną znaleźć się w niebie,
Choć stąpają po Ziemi.

Wziął ją w ramiona swoje,
Pocałunek spawem ich ust,
A jej kobiecy biust
Nie chcący, ukradkiem szukał słońca
I kusił, kusił chłopaka bez końca.

Wziął ją w ramiona swoje,
Szeptał przygryzaniem ucha,
By otworzyła dlań wrażliwe serce
I całą duszę -
Co się wydarzyło, wprost mówić chyba nie muszę?


ROZSZERZONA CODZIENNOŚĆ 2016-10-18

Codzienność rozszerzona o dropsy z apteki,
O znieczulenia w zastrzykach,
A na korytarzach, gdzie hula cierpienie,
Zostało wspomnienie
I blizna po usunięciu worka z kamieniami.

Codzienność rozszerzona o uśmiech
Odwiedzających swoich chorych osób bliskich.
A na korytarzach, gdzie hula nadzieja,
Zostało wspomnienie
I życzenie o szybki powrót do zdrowia.

Codzienność rozszerzona o dietę już w domu.
Jest, powrócił żywy, lekko nacięty
Tato, tato kochany.
Szum codzienności powoli się uspokaja.


WCIĄŻ BIEGNĄCA 2016-10-18

Wciąż biegnie i biegnie,
Nic zatrzymać jej nie może.
Ani deszcze, co padają na dworze,
Ani wiatr zimny i złudny,
Ani nawet kryzys paskudny.

Wciąż biegnie i biegnie,
Szuka swego miejsca na świecie,
Niespokojny z niej duch;
Wciąż biegnie i biegnie,
Taki z niej zuch.

Wciąż biegnie i biegnie,
Czasem brak już jej tchu,
Lecz biegnie do określonego punktu
W doczesnym życiu.

Wciąż biegnie...


BYŁ 2016-10-16

Był tak blisko, był po prostu,
Pocałunek serc pośrodku mostu,
Lecz kaczek już tam nie było.
Czy to jawa, czy to im się tylko śniło?

Był.

Był tak blisko,
Mogło stać się wszystko,
Włożyła maskę na twarz, maskę radości,
Bo to jeden z kluczy do wielkiej miłości?

Był.

Był tak blisko, był tuż obok,
Zarumienił się obłok,
Myśli jak modlitwa o dobre towarzystwo
Do końca życia.

Serce tęskni za ukochaniem
Drugiego człowieka.


POCAŁUNEK NADZIEI 2016-10-16

Korytarz, sala.
Skurcze, jęki, ból
Zniewala
Ciała liche.

Korytarz, sala.
Modlitwy ciche
O łaskę najjaśniejszą,
O stan gojenia szybszy.

Korytarz, sala.
Wiatr nawiewa opary śmierci,
Lecz to nie koniec życia,
Walka trwa.

Pocałunek nadziei
Na ciąg dalszy.
Z każdym dniem doskonalszy
Staje się plan
Realizacji tegoż jednego życia.


POGOŃ ZA MARZENIEM 2016-10-15

Produkcja, sprzątanie.
Mówię "nie", kochanie.
A potem robię śniadanie -
Butelkę szampana wypijam jednym haustem.

W archiwach szukam odpowiedzi,
Może nazwę to, co we mnie siedzi
I każe trwać,
I każe ponownie rano wstać.
Może tam znajdę odpowiedź:
Bo kim ja jestem?

Produkcja, sprzątanie.
Mówię "nie", kochanie.
A potem robię kolację -
Podążam za marzeniem i mam rację.


UPARTY PIROMAN 2016-10-15

Płoną krzewy, płoną trawy,
Chcesz, bym i ja spłonęła!
Podpalasz mnie słowem
Nienamacalnym, jestem zimna jak lód.

Płoną drzewa, płoną kwiaty,
Chcesz, bym i ja spłonęła!
Dajesz rabaty
Na wsparcie, lecz znajduję się w pustostanie
Serca.

Płonie jezioro, płonie morze -
Jak to możliwe?
Chcesz, bym i ja spłonęła,
Lecz ja przystaję na sekundę, znów ziewnęłam -
Przepraszam ciebie, mamy środek nocy.


BŁYSKAWICZNIE PO ZDROWIE 2016-10-15

Prędkość światła dogania ludzi,
Po korytarzach ciemna pani trudzi
Tańczących z nadzieją, zawodzi
Nocą, zawodzi dniem.

Wiem, że to ból, że to łzy,
Czarne też nadchodzą sny,
Lecz walka dobra ze złem jeszcze trwa,
Nie przegrała jeszcze dusza ma.

Prędkość światła dogania ludzi,
Jeden zasypia człowiek, drugi się budzi
Z letargu, z nieszczęścia, z choroby,
Kruk - wysłannik czarnej pani ogląda zachód słońca.

A korytarze długie prowadzą do końca,
A tam musi zabłysnąć radość ze zdrowia,
Rozbłysnąć jak gwiazda jasna na wielkim niebie -
Bez pasów pani Teresy uściskamy w końcu siebie!


W GŁĘBINACH 2016-10-14

W głębinach oceanu
Sromotne głazy błyszczą.
Liście nadziei piszczą
Melodię jesiennego wiatru.

W głębinach stawów
Szemrzą błotne stwory.
Zapada noc, wystawiają głowy potwory
Na powierzchnię nieba,
By ukraść gwiazdy szczęścia.

W głębinach mórz
Kwitną gromady niespokojnych dusz.
Pośród burz, pośród burz
Budzą się i gryzą fizyczną codzienność.

W głębinach tych syrena
Płynie, omija fale zdradliwe,
Omija małże fałszywe
I śpiewa pieśń, i wabi posągi sztywne.


MOJA ALTERNATYWA 2016-10-14

Jesteś moją alternatywą
Samego początku,
Nie kończącej się opowieści,
Wciąż słane wieści
Smsem, smsem.
Słyszę cię wciąż, jesteś tamtej miłości echem.

Jesteś moją alternatywą
Chusteczek, słońca na plaży.
Piękne marzenie, nie powiem,
Że nie, lecz rozdzielił nas los
Na dwa skrajne miasta.

Jesteś moją alternatywą
Pełnego środka czegoś, czego nie umiem nazwać,
Chwilami coś z nas wyrasta,
A potem umiera jak nie podlewany kwiat;
Jesteś mi jak kot.

Jesteś moją alternatywą
Czystego aluminium i śrubek krwawiących rdzą;
Obojgu nam dobrze - nie należymy do siebie,
Tylko chorowita zależność,
Łzy płyną, choć to przecież śmieszność
Jest.

Ale jesteś moją alternatywą.


NABRZMIAŁOŚĆ TYCH ŚCIAN I TYCH KORYTARZY 2016-10-14

Te ściany są nabrzmiałe
Bólem i cierpieniem,
Te ściany, co nie potrafią mówić,
Stają się więzieniem
Najbardziej sromotnym,
Lecz także jedynym wybawieniem.

Sąd Najwyższy ułaskawieniem
Od śmierci odznaczy się,
Pozostawi jedynie bliznę po cięciu ostrym,
Lecz jeszcze krwawią, lecz jeszcze ropieją krosty
Trudnej rzeczywistości.

Te korytarze pękają w szwach
Jak pękają skorupy kasztanów
Pod naporem miażdżącej siły,
Te korytarze modlą się o ratunek od przedwczesnej mogiły.

Nabrzmiałość ta cieknie
Od sufitu po parter.
Pozszywani, posklejani
Od nowa - nowy starter
Dla życia.


ONA I MOST 2016-10-14

Stanęła na moście,
W mętnej wodzie jaskrawość,
W mętnej wodzie łaskawość,
Pozostanie strup po gigantycznej kroście.

Stoi na moście,
We wzburzonej wodzie ból,
W krwawej wodzie sól,
Znów przyjdą goście,
Serce swe przyniosą.

Zejdzie z mostu,
Pójdzie przed siebie tak po prostu,
Znajdzie kolejną alternatywę
Dla swojego głębokiego oceanu,
Popłynie z falą dla surfera.


AURA SZPITALA 2016-10-13

Szpitalne korytarze,
Ból, cierpienie, bandaże
Owinięte na ciałach pacjentów.

Szpitalne sale,
Leżą pacjenci wytrwale,
Czekają na zdrowie ukochane.

Szpitalne korytarze,
Ból, cierpienie, bandaże
I krew - obrazu nie przedstawię tym zwykłym wyrazem.

Szpitalne sale,
W oczach tlących się żyć
Żyje nadzieja, iż nadejdą jeszcze bale.


O CAŁOŚCI UBRANEJ W DESZCZ 2016-10-12

Całość uczuć ubrała się w deszcz,
Chłodu przeszedł dreszcz
Jak fala wzburzonej rzeki,
A rzeka była czerwona jak krew.

Całość starań ubrała się w deszcz
O kroplach dużych, o kroplach małych,
Z melancholii przeszedł dreszcz,
Spotkał zmokniętego kruka
Przy placu zabaw dla dzieci.

Całość westchnień i obaw ubrała się w deszcz,
Zatrzeszczały podłogi pragnieniem zdrowia,
A myśl zatrzymała się na przystanku,
Zaczekała na autobus jadący do szczęścia.

Całość prawdy i rzeczywistości ubrała się w deszcz,
Zaliczyła upokorzenie słowem "nie",
Nagle niebo jeszcze bardziej zachmurzyło się -
A nawet nie mogę nazwać cię
Ukochaną osobą.


ŁZY JAK MODLITWA 2016-10-10

Spływają po niej łzy jak po skale
Wodospad rwący, czysty.
Jej wzrok bystry,
Choć serce mięknie,
Choć serce pęknie,
Lecz walczy wytrwale.

Spływają po niej łzy jak kaskada
Spieniona, jak wszystkie rzeki
Zebrane w jeden warkocz niebieski,
A wstęga prawdziwej miłości
Jest jak kokarda na upominku dla życia.

Spływają po niej łzy jak deszcz
Z nieba rzucający krople na podłoże.
Wyciągnięte jej dłonie do Ciebie, o Boże -
Tylko Twoja łaska tutaj pomoże -
Ocal dobre, ważne istnienie.


SĄD WYSOKI SĄDZI TATĘ 2016-10-10

Nadchodzi sąd wysoki,
Już słychać kroki
Na klatce schodowej,
Podchodzi i puka do drzwi
Sali szpitalnej.

Coraz bardziej, coraz nachalniej,
Z godziny na godzinę,
Skalpel trzyma już w dłoni,
Telefon z informacją dzwoni -
Halo - odpowiada głos w słuchawce.

Spływa łza sromotna, łza wielkiej ulgi.
Chcę wierzyć, że to początek, że to początek,
Inna myśl zbyt bolesna, by dać jej się zrodzić
W pełni. Błagam o możliwość, by od strachu
O życie taty wreszcie się oswobodzić.

Nadchodzi sąd wysoki,
Już słychać kroki
Na klatce schodowej,
Podchodzi i puka do drzwi
Sali szpitalnej.


MASKA DESZCZU I SŁOŃCE 2016-10-09

Maskę deszczu
Założyło słońce,
Chwilami ją zdejmowało,
Wtedy biegaczy obejmowało,
Dodawało otuchy i sił.

Kwiatki malutkie, bezbronne
Wydawały na świat kształty wonne
I łaskotały jesienią w nos,
Piechotą nadszedł los.

Maskę deszczu
Założyło słońce,
Chwilami ją zdejmowało,
Mnie obejmowało,
Dodawało otuchy i sił.


TORTURA STRACHU 2016-10-09

Strach zagląda w oczy,
To nadchodzi jutro.
Przeznaczenie jest już tak blisko, kroczy
Wciąż i wciąż, już mnie ma,
Już mnie zna, przeszywszy na wylot...

Smutny los jest dziś, a jutro nieznane,
Serce samotne, choć kochane,
Dziś tak bardzo pijane
Od wódki zrobionej ze stresów i lęków.

Strach zagląda w oczy,
Każe słuchać złowrogich dźwięków
Zwątpienia, beznadziei i rozpaczy,
Czy to biedne serce wytrzyma, a potem wybaczy
Całą tę torturę?


KORYTARZE PODWOJONEGO BEZPIECZEŃSTWA 2016-10-08

Korytarzami podwojonego bezpieczeństwa
Idę ja, a ty?... napływają do ust przekleństwa
Na niedorosłość Benjamina Buttona.
Sylwetka strachem skulona
Jak kuli się człowiek przed obliczem śmierci.

A w zaciszu zamieszkałym przez słowa
Kiełkuje nadzieja kolorowa
Na spokoju odzyskanie,
Na kochanie, które nie będzie wywoływać łez...

Korytarzami podwojonego bezpieczeństwa
Idę ja, a ty?... blisko szaleństwa,
Na ten moment, są perły dusz;
Jeszcze jedna szansa na dzikość białych róż -
Chciałabym, by już więcej nie przebił nas cierpienia nóż.


DO SMUTNEGO MARYNARZA 2016-10-08

Marynarzu, smutny marynarzu,
Płyniesz swoim statkiem
Po oceanach, środkiem morza -
Patrz, zza horyzontu wygląda zorza.

Marynarzu, smutny marynarzu,
Raz sztorm cię spotyka,
Raz spokojem, ciszą
Fale migotliwe kołyszą
Twoim statkiem.

Marynarzu, smutny marynarzu,
Teraz panuje burza,
Ale gdy dopłyniesz do brzegu,
Uśmiechnie się do ciebie lądowa róża
Wielkiej szczęśliwości.


JA TO JUŻ WIEM 2016-10-08

Nad ranem, jeszcze nocą,
Kiedy oczy kleją się snem,
Ja to już wiem,
Iż nie będę dla ciebie znaczeniem.

Nad ranem, jeszcze nocą,
Kiedy oczy kleją się snem,
Ja to już wiem,
Że nie potrzebujesz ze mną niczego stworzyć.

Nad ranem, jeszcze nocą,
Kiedy oczy kleją się snem,
Ja to już wiem,
Że chciałeś tylko kolorowo sobie pożyć.

Nad ranem, jeszcze nocą,
Kiedy oczy kleją się snem,
Ja to już wiem,
Że nic z tego nie będzie.

Nad ranem, jeszcze nocą,
Kiedy oczy kleją się snem,
Ja to już wiem,
Czego naprawdę chcę.

A chcę serca mężczyzny
Oddanego, jedynego, ukochanego.

Nad ranem, jeszcze nocą,
Kiedy oczy kleją się snem,
Ja to już wiem,
Że nie znalazłam tego w tobie.

Płynie łza smutku, płynie łza rozczarowania
Przez dolinę mego serca.


NIC Z TEGO NIE BEDZIE - PO RAZ DRUGI 2016-10-08

Nic z tego nie będzie.
Nie będzie ich ani tu, ani nigdzie indziej,
A wszędzie
Zapanuje cisza oddychająca.

Nic z tego nie będzie,
Wiadomość o błędzie
Dojdzie do nich po jakimś czasie,
Kiedy to zamieszkają w oddzielnym szałasie.

Nic z tego nie będzie.
Słońce wzejdzie na wiosnę
I to jego serce będzie zazdrosne
O ten czas, o ten odrzucony wspólny czas.


W DZISIAJ 2016-10-06

I furia, i lęk.
Spadającego serca dźwięk
Zagłusza rytmy właściwe.
Tysiące posągów, a wszystkie krzywe.

Jednym z nich jestem ja,
Łzy wewnątrz marmuru są żywe,
Płyną jak rzeki i jak strumienie rwące,
A pragnienia szczęścia palące
Łąki i pola codzienności.

I furia, i lęk.
Już niedługo dotrę do celu, zapalę światło.
Od tego czasu będzie łatwo
I dla mnie, i dla ciebie.


BOLESNA CISZA 2016-10-06

I znowu cisza dotyka głębię,
Zaraża serce smutkiem, samotnością.
Boją się pokoju gołębie,
Iż utopią się szarością
Wszystkich tęsknot.

I znowu cisza wygląda z kąta,
Jest taka złowroga.
Myśl w modlitwie wysłana do Boga,
Aby nie przekształcić prostokąta
W owal niedobrego czasu.

I znowu cisza jest jak kat,
Bije, kaleczy, znęca się
Nad biednym sercem, biedną duszą,
Co kochać pragną nie tylko w wakacje pod gruszą.

Cisza jest bolesna.


DROGA JESIENI... 2016-10-06

Szarością otulasz drzewa i krzewy,
Kroplą deszczu zmywasz łzy,
Chłodem wiatru projektujesz sny,
Ptaki niosą w dziobach twoje śpiewy
Droga jesieni...

Czasem słońcem przebłyśniesz w liściach,
Czasem uśmiechniesz się do ludzi,
W żółciach i w czerwieniach, a także w brązach
Jesteś obecna z nami dopóki, dopóty zima ze snów się nie obudzi
Droga jesieni...

Dajesz nam podarunki:
Korale jarzębinowe i ludziki z kasztanów,
I ludziki z żołędzi.
Siedzisz na każdej gałęzi
W mieście
Droga jesieni...


TAK BYŁO, A TAK JEST 2016-10-05

Byłeś dla niej jak tęcza na niebie
Po pokaźnej burzy,
Byłeś też jak słońce na niebie,
Co nieraz na czarno się chmurzy.

Byłeś losem na loterii
Z dużą wygraną,
Byłeś wyjątkową osobą,
Nadzieją wyłuskaną.

Błyszczałeś jak szczęście.

Jesteś dla niej jak popiół
Po wielkim pożarze.
Iskry powoli dogasną,
Słońca dwa na zawsze zgasną.

Jesteś deszczem, jesteś łzą
Bolesną.


DO THOMASA WILSONA 2016-10-05

Panie Thomasie Wilsonie,
Nieruchoma twarz i dłonie,
Lecz pamięć żywa płonie
W parku miejskim.

Panie Thomasie Wilsonie,
W amfiteatrze ptaki
Grają sztukę lotów.
Uśmiech przechodnia jesienny.

Panie Thomasie Wilsonie,
Drzewa śpiewają pieśni dziękczynne
Za pana działania czynne
W Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Panie Thomasie Wilsonie,
Kwiaty toczą rozmowę w klombach
Czerwone. Dzwonię
Do pana w zaświaty.

Panie Thomasie Wilsonie,
Czy spokojne są pana skronie?
Smok morski pali ogniem, płonie
W rękach Prometeusza - to już skamielina.


CAŁA TA MIŁOŚĆ 2016-10-05

Cała ta miłość - jeśli to, co ich łączyło,
Można nazwać miłością,
Utknęła w krainie Nicość,
A tam hula zimny wiatr,
Mroźnie tam jest.

Cała ta miłość - jeśli to, co ich łączyło,
Można nazwać miłością,
Szła w zaparte, szła na szubienicę.
Szach mat i koniec.
A była niewinną istotą.

Cała ta miłość - jeśli to, co ich łączyło,
Można nazwać miłością,
Była sobie katem, była sobie mordercą -
Takiej miłości nie życzę żadnym ludzkim sercom.


TWOJA WYGRANA 2016-10-05

Przymknięte powieki mam:
Nie grozi już nam
Rozlew krwi. Nie grozi.

Podziękujmy Bozi,
Że pozwoliła nam się opamiętać.
Postaram się ciebie zapamiętać
Jako kogoś dobrego.

Przymknięte powieki mam:
Nie grozi już nam
Morderstwo ledwo żywych serc.

Żegnaj.


JESIENNA KROPLA DESZCZU 2016-10-04

Kroplą deszczu jesień
Karmi zmysły utęsknione.
W oczach mamy mgły.
Niedopasowani ja i ty.

Kroplą deszczu jesień
Namaszcza sny,
A ty taki zły, taki zły
Wspomnieniem się stajesz.

Kroplą deszczu jesień
Zmywa smutki ze skał.
Ile byś dał, ile byś dał,
By nie zatracić nas?


SUKIENKI JESIENI 2016-10-04

Na okazję zwyczajnego dnia
Zakłada
Sukienkę z pereł deszczowych.

W weekend przymierza suknię
Wielokolorową,
Jest roztańczoną.

Innego dnia zakłada
Jaskrawość słońca,
Raduje, raduje bez końca.

Jesień jest prawdziwą kobietą.
Szafa pełna sukienek różnokolorowych.
Korale z jarzębiny dodatkiem.


ZMYSŁOWY SPACER 2016-10-02

Pochodnią wzroku oświetlali siebie nawzajem,
Jaskinią, gdzie rosły rozkosze,
Szli, wędrowali, przystanęli nad ruczajem
Spragnieni, a pełne nieśli kosze.

A szli, a wędrowali do miasta spadzistego.
W uśmiechach schowało się każde westchnienie,
Długo tak się uśmiechali.
Tajemnicę szczęścia w sercach skryli.

Pochodnią wzroku oświetlali siebie nawzajem,
Lasem, gdzie pachniały scalenia,
Szli, wędrowali, przystanęli zwyczajem
Spełnienia splecionych dłoni. I pocałunków.




PRZEZNACZENIE A DECYZJE CZŁOWIEKA 2016-10-02

Wielkie słowa o przeznaczeniu,
A czym jest przeznaczenie?

Rzewną łzą padały deszcze po rozstaniu,
Ubolewały nad śmiercią miłości,
Dawałam ci w dłoniach wszystkie moje odcienie,
Lecz teraz uleciał motyl, ja nic nie zmienię.

A teraz jest teraz, łzy nie są deszczem,
A tylko wiatr wygrywa melodie smutku lekkiego,
Już nie boli, już się nie spotkamy
I nie przemówimy eksplozją, dreszczem.

Wielkie słowa o przeznaczeniu,
A czym jest przeznaczenie?

Raz rozpętała się burza, pierwszy raz,
Nie wiedzieliśmy jeszcze, kto namalował obraz
Naszego spotkania, naszego "co będzie, to będzie".
Stoimy na równoważni, chcemy być wszędzie

Ze sobą, ale bez siebie.
Czasem zatęsknimy,
Lecz nie wyrywamy włosów z głów,
Jedynie miłość płynie z nic nie kosztujących słów.

Wielkie słowa o przeznaczeniu,
A czym jest przeznaczenie?


ZDERZENIE Z RZECZYWISTOŚCIĄ 2016-10-01

Poszłam za drogowskazem szczerości,
Łzy popłynęły strumieniem,
Poczułam ból przytomności,
Stałam się złym płomieniem.

Zderzenie z rzeczywistością
Nastąpiło, lakier odprysnął.
Nagle cień zabłysnął
Barwami strudzenia.

Poszłam za drogowskazem rozsądku,
Teraz powinno być wszystko w porządku,
Teraz powinno iść się z górki,
Rozproszyły się czarne chmurki.


NIE MAM CZASU NA DRAMATY 2016-10-01

Nie mam czasu na dramaty.
Skoro nie chcesz pić ze mną herbaty,
Skoro ja jestem zołzą, ty aniołem,
Skoro nie chcesz być teamem, zespołem,
Ja nie mam czasu na dramaty.

Nie mam czasu na dramaty,
Skoro ty nastolatkiem chcesz wiecznym pozostać,
Skoro nie potrafisz mnie zrozumieć,
Skoro nie potrafisz miłości sprostać,
Ja nie mam czasu na dramaty,
Znikam we wściekłym tłumie.

Nie mam czasu na dramaty.
Skoro chcesz strzelać do mnie z armaty,
Skoro moje zdanie jest dla ciebie niczym,
Skoro wolisz życie kawalera,
Ja nie mam czasu na dramaty,
Nie chcę, byś zadrą drania w serce mnie uwierał.


STAJESZ SIĘ TRUCIZNĄ 2016-10-01

Miałeś być dla niej lekarstwem na bóle,
Z początku traktowałeś czule,
Zdążyła cię polubić
I już powoli myślała cię zaślubić,
Lecz niestety,
Wyrzuciłeś serce tej kobiety
Do rynsztoku.

Z łaski swojej zapytałeś, czy ona chce już końca,
A ona odpowiedziała ci, że pragnie promieni słońca,
Że chce czuć motyle w brzuchu kolorowe,
A ty masz plany balonowe
I nie w takt
Ci jest jej szczerości akt.

Teraz ona tonie w łez morzu,
Umiera na łożu
Samotności...
Jesteś mężczyzną, dlaczego więc potrafisz zranić bardzo tak?


SPOTKANIE Z PRAWDĄ 2016-10-01

Łzy z oczu płyną krystaliczne
Po spotkaniu z prawdą.
Motyle miłosne magiczne
Chcę ci dać.

Ty nie chcesz ich wziąć,
Ty nie chcesz dać szczęścia mi,
Ty nie chcesz stałości,
Ty nie chcesz wspólnej radości.

Łzy z oczu płyną krystaliczne
Po spotkaniu z prawdą.
Przykro mi, że nie chcesz prawdy tej zrozumieć -
Czy jeszcze kiedykolwiek będziemy umieć
Ze sobą się spotkać?


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]