kwasna | e-blogi.pl
DRUGA MIŁOŚĆ NIEMOŻLIWA 2017-09-24

Przeszłość kąśliwa przyszłość przegania,
Nie pozwala kochać, kochać zabrania,
Taka to z niej żmija i taka pirania,
Teraźniejszość nawet całą roztrwania.

Już limo pod okiem, wielka bania
Sina, szara, krwotoczna.
Zła zjawa anielska i poboczna
Zalewa żółcią świat i na czarno się skłania
Do podszeptów opętania.

Przeszłość kąśliwa przyszłość przegania,
Nie pozwala kochać, kochać zabrania -
Spływa łza za łzą krystaliczną, jasną,
Nadzieja już umiera i jest boleśnie własną.

Już limo pod okiem, wielka śliwa
Fioletu, granatu i czerni,
Już nas nie ma, wierni
Choremu przeznaczeniu - miłość druga, niemożliwa.


PLAMY NA SZYBIE 2017-09-23

Plamy na szybie czerwone,
Już latarnie płoną zapalone,
Wskazują drogę, oświetlają czas.
Widzę skrzywionych nas.

Kamienne żaluzje spuszczone,
Chronią cienie jaskini,
Za głazem wąż syczy i się ślini
Na czystość i na zbrudzenie.

Spada gwiazda na dno, złudzenie
Z blasku tworzy się dziwne,
Coś się stało, ciała sztywne,
Bolesne warg wykrzywienie.

Plamy na szybie czerwone,
Już latarnie ugaszone
Jak twardym palcem knot,
Huk wydał potęgi młot.


RECEPTA NA SZARY DZIEŃ 2017-09-23

Jeszcze w pidżamach ubrany świat,
A pidżamy z szarych chmur utkane.

Sny przepływają jak statki rozbujane
Falą srebrzystą, falą złocistą, lilii kwiat.

Pąki szczęśliwe rumieńce dostają w mgłach
I rozkwitają w bukiecie blasków jak perła.

Kawa na stole zaprasza aromatem,
Otwarte oczy szeroko, rozprawka z tematem.

Poranek, już południe dalej postępuje
W swoją stronę, deszczowa zupa w szarym kotle się gotuje.

Jak przetrwać dzień taki?
Ubrać uśmiech nie byle jaki.


ALEJA KASZTANOWA 2017-09-22

Za rękę trzymając siebie, szli w dal jesienną,
Nucili pieśń podekscytowania jak zakochani,
Przez wiewiórki rude zza drzew obserwowani,
Nieśli myśl gorącą, myśl trochę odmienną.

Aleją kasztanów tak szli, a szli blisko i miło,
Śmiech niósł się ponad drzewa, szczęścia śmiech.
W pocałunkach cali zatraceni, przechodniów pech,
Bo im tak w szczęściu dane iść nie było.

Aleją kasztanów tak szli, szukając piękna
Jesieni i tęczy ust, co czerwienią i złotem się mieni,
Tacy zakochani, tacy stęsknieni siebie wzajemnie -
Kochać jawnie chcą, lecz muszą potajemnie.

Wyszli z alei kasztanowej z pełnym workiem
Wspomnień, miłych chwil.
Puścili swoje ręce, spotkali się z zimnym wtorkiem,
Spłynął z nosa codzienności gil.


W GŁĘBOKICH ROWACH 2017-09-22

Głębokie wykopano rowy,
Wzburzyły się sowy
Kurzem krzyków i snów,
A księżyc jak nów
Jedyny i właściwy
W miejscu niewłaściwym.

W oku zadrą stał się, mściwy
Z niego jeździec przeszłości,
Prawdą, zraniony jak szpadą,
Uznał, że to ona jest wadą.
I już nie jadą w swoje strony,
Już milczą dla swojej obrony,
A serca gnuśne, honorowe
I tylko parę wspomnień,
Co jeszcze kolorowe.

Głębokie wykopano rowy,
Wzburzyły się sowy
Kurzem krzyków i myśli
Drętwych, wstrętnych,
A księżyc cichy i milczący,
I tylko on czoła chylący
Ku czystości w brudzie.

W oku jaskrawości zdumiewające
Na serca, co wołające
O miłość jak dzikusy,
Lecz nie dla nich całusy
Stałe, właściwe,
A tylko myśli dobre i mściwe
Układają się w stos przebaczenia.


ŁZY KAMIENNE 2017-09-22

Łzy kamienne, łzy jak deszcz,
Zimno, ciemno, dreszcz.
A sroka wrzeszczy krzykiem z bólu,
Zawrzało jak w leśnym ulu.

Łzy kamienne, łzy jak krew,
Brudno, smutno, zlew.
A koguty jednookie już nie pieją,
To czasy złe wciąż się dzieją.

Łzy kamienne dlatego płyną,
Słonym smakiem słyną,
Gdy przypadkiem się ich skosztuje;
Lama na lamę z pogardą pluje.

Łzy kamienne dlatego płyną
I płynąć będą, istnienia giną
Łamane jak zapałki na wietrze,
A diabeł nie spocznie dopóty, dopóki całej skóry nie zedrze.

Łzy kamienne, łzy jak mgła,
Zimno, zło na tratwie życia trwa,
Balansując na krawędzi,
Ku piekłu nas pcha.

Łzy kamienne, łzy jak czerń,
Spływają strumieniami niezgody,
W ogrodzie codziennie wyrasta cierń;
Zastygnięci, czekamy lepszej pogody.


WRACAJĄC NA ZIEMIĘ 2017-09-21

Wracając na ziemię, spadłam jak kamień,
Mówią, że milowy, a czy ja wiem?
Być może jawą, być może snem
Objawiają się demony w myślach. Cicha sień.

I będąc już na ziemi, zapisuję nuty muzyczne
Delikatnie, lecz stanowczo w linii kaligrafii;
Jestem jak mgła i rosa na krzyczącej fotografii,
A głośny jest jej krzyk, szepty lasu mogą być dziedziczne.

Wracając na ziemię, spadłam jak liść
W kolorach dostępnej tęczy dla oka, szeroka
Wydałam się niewypowiedzianym słowom,
Lecz na razie nie będę mieszać herbaty sowom.

I będąc już na ziemi, liczę kroki, by iść
Prosta jak drut i skomplikowana jak cebula;
Życie człowieka nie pieści, nie rozczula,
A wskrzesza ze śmierci, daje skorupę kamienia.

Wracając na ziemię, spadłam jak kropla deszczu,
To łza szkaradna jaskiń. A w przewlekłym dreszczu
Odnalazłam ziarno zielone, w dłoniach moich hoduję
Je ze starannością, z miłością. Rośnie jasne, czuję.


SKAFANDER 2017-09-21

Ubieram ciebie w skafander, dłonie kieruję
W twoją stronę, zawód podobny, smakuję
Twoich ust, twoich oczu, twoich słów;
Moglibyśmy sobie chodzić za rękę, aż nów
Nadszedłby księżycowy. Spojrzenia złociste
Jak promienie słońca byłyby wtedy,
Lecz świat domaga się od nas najbielszej kredy
W szkole życia. Zatem ubieram ciebie w skafander
I czule na powitanie, i czule na pożegnanie całuję
Ciebie. A ty uśmiechem rozkwitasz jak oleander.

Chwila. Trudno mi odgadnąć twoją zagadkę,
Coś jest, a czegoś nie ma. Zatrzęsła się ziemia
Niebezpiecznie. Dwa lata uciekły nam jak chomiki
Z klatki. Nie chciały biegać w kołowrotku, tej rytmiki
Nie zniosły. Lecz wzniosły apel nam wygłaszają,
Do bicia serc gorąco zapraszają, namawiają
Z całych sił: a nawet nie wiem, jaki jest kolor oczu twych...
I nie wiem, czy odpowiednio trzymasz mnie w ramionach swych.

Ubieram ciebie w skafander, pocałunki kieruję
W twoje serce i w twoje sumienie, drżenie osiki
W moich myślach. Dotychczasowy czas analizuję,
Po kawałeczku jak tort czekoladowo-wiśniowy smakuję;
Kocham, nie kocham, a może kocham - ja zwariuję;
Zamknięta w pokoju, co mają gumowe ściany,
Teraz tkwię, wegetuję, nadal czuję, ale nie wiem co -
To już pewna równia, właściwie od początku, sto
Minut mam za darmo. Zatrzymaj mnie prawdą.


PRZEPRASZAM, ALE NIE MOGĘ 2017-09-21

Wiejesz do mnie słowem nachalności
Jak wiatr wzbierający na sile,
Targasz mną jak liściem, w mogile
Nie chcę jeszcze się kłaść,
Pozwól mi zatem na ziemię spaść
I nie podnoś mnie, tam mam garstkę godności.

Wiejesz do mnie słowem złości
Jak wiatr wzbierający na sile,
Zasłaniasz swoim posągiem radości
Słońce moje, słońce polskie.
Z dzidą idziesz, w pile
Uruchomiony łańcuch ostry, kości
Moje płoną, gasisz je mieczem słów.

Wiejesz do mnie słowem rozgoryczenia
Jak wiatr wzbierający na sile,
Gdybyś nie targał mną, byłoby milej,
Lecz ty wiesz swoje, masz swoje brzmienia
Z innych zwyczajów wzięte, kwiaty ścięte
Już więdną w wazonie wirtualności -
Nie mogę należeć do twojej miłości.


JAK LIŚĆ 2017-09-20

Przez głowę myśli biegną tabuny,
Krzyczą, dopingują głośno z trybuny,
By przed ołtarze już iść,
A ja spadam jak z drzewa liść.

Jesień mnie ogarnia i przytula,
W sercu wiatr chaosu jeszcze hula,
Jeszcze nie znam odpowiedzi
I siedzę jak ten kruk na miedzi.

W każdej chwili gotowa do odlotu
W ciepłe kraje,
Tam, gdzie całoroczne są maje;
Miłość? Nie spodziewałam się takiego zdarzeń splotu.

Przez głowę myśli biegną tabuny,
Krzyczą, dopingują głośno z trybuny,
By przed ołtarze już iść,
A ja spadam jak z drzewa liść.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]